Rezerwowy Pafka

Tag: łks zwycięstwo (Page 1 of 3)

ŁKS przegrywał 0:2 i co zrobił? W 13 minut odwrócił losy szalonego meczu i wygrał z wiceliderem – Polonią!

Ach, co to był za mecz. Ogromne emocje, składne akcje, proste błędy, sporo bramek i dla nas łodzian najważniejsze – trzecie wyjazdowe zwycięstwo ŁKS! A nie było łatwo. Mecz toczył się w strugach ulewnego deszczu. Łodzian dopingowała grupa około 100 kibiców. Zaskoczeniem było pojawienie się w wyjściowym składzie Terleckiego, którego nie chcieli w… Bytomiu i powrót Bobka do bramki. Piasecki był trudny do poznania, gdyż zmienił kolor włosów.

Zaczęło się fatalnie. Do trzech razy sztuka. Dwa razy skutecznie interweniował Bobek, ale przy trzeciej akcji… Po stałym fragmencie gry czyli rzucie rożnym dał się przeskoczyć Głowacki, a kolejny niepilnowany piłkarz – Krzyżak wykonał wyrok.

Gol obudził ŁKS. Atakował, stworzył sytuacje, ale strzały łodzian nie były groźne lub były niecelne. Za to gospodarze byli groźniejsi. Kapitalnymi interwencjami popisał się Bobek.

ŁKS miał jednak 200-procentową okazję. Po błędzie bramkarza praktycznie pustą bramkę miał przed sobą Toma. Powinien strzelić gola z zamkniętymi oczami, a tymczasem jego uderzenie w ostatniej chwili zablokował Krzyżak. Niemożliwe, ale prawdziwe!

ŁKS, a dokładnie Kupczak, zaczął drugą połowę od superklopsa. Podawał piłkę Bobkowi. Zrobił to tak nieudolnie, że piłkę przejął rywal i pewnie pokonał bramkarza. Czarna rozpacz.

Zmiany dokonane przez trenera Szokę wpłynęły pozytywnie na ŁKS i losy spotkania! Goście mieli szansę na kontaktową bramkę po godzinie gry, ale piłka po strzale Piaseckiego odbiła się jeszcze od nogi rywala. Ale, ale… po rzucie rożnym znakomitym uderzeniem głową popisał się Craciun.Zdobył kontaktowego gola.

To, co zrobił w kolejnej akcji, a nie minęło 60 sekund, Hinokio, to po prostu majstersztyk. Po podaniu Krykuna, uderzył inteligentnie piłkę w górny róg bramki. Nie do obrony. ŁKS szedł za ciosem. Po wysokim pressingu odzyskał piłkę. Centrował Norlin, a akcję celnym strzałem zamknął Krykun! W końcówce dobra interwencja Bobka ratowała gości. A na bohatera spotkania wyrósł… rezerwowy Krykun.

W Walentynki czyli 14 lutego ŁKS podejmie Chrobrego Głogów o godz. 19.30. Jesienią rywale wygrali 2:1.

Polonia Bytom – ŁKS 2:3 (1:0)

1:0 – Krzyżak (15), 2:0 – Kwiatkowski (50), 2:1 – Craciun (61, głową), 2:2 – Hinokio (62), 2:3 – Krykun (74)

ŁKS: Bobek – Fałowski, Craciun, Kupczak, Loffelsend(58, Krykun), Hinokio(88, Ernst), Wysokiński, Terlecki,Głowacki(58, Norlin), Toma(58, Arasa), Piasecki

Udany debiut trenera. Drugie zwycięstwo ŁKS na obcym boisku, choć o sukces łatwo nie było

Debiut w roli pierwszego trenera Szoki w ostatniej kolejce I-ligowej jesieni i to debiut udany. ŁKS odniósł drugie wyjazdowe zwycięstwo w sezonie, choć sukces nie przyszedł mu łatwo. Najważniejsze jest zwalczenie zmory obcych boisk.

Łodzianie zaczęli energetycznie, ale to Deja z rzutu wolnego obił poprzeczkę. W odpowiedzi uderzając z 10 metrów, pomylił się Toma. Powiedzmy szczerze, że ta nowa gra łodzian w wielu akcjach to była laga do przodu, mająca znaleźć w ataku Piaseckiego.

W końcu nadeszła jednak akcja, która przyniosła łodzianom gola. W polu karnym po ataku Piaseckiego, interweniujący wślizgiem Deja, zagrał piłkę ręką. Rzut karny. Piasecki huknął pod poprzeczkę (piłka odbiła się od jej wewnętrznej strony) i łodzianie objęli prowadzenie. To siódmy, ligowy gol napastnika. Dobrze, że cała 45-minutowa łódzka para nie poszła w gwizdek.

W drugiej połowie ŁKS nie wiedzieć czemu przez długie minuty głównie się bronił. Musiał wykazać się Jakubowski. Stało się jednak to, co musiało się stać. Łodzianie po rzucie rożnym i serii przypadkowych odbić stracili gola.

Goście wzięli się jednak w garść. Po składnej akcji i strzale prawą nogą po długim rogu Głowacki dał łodzianom prowadzenie. Zadowolony ŁKS znów zaczął się głównie bronić. I obronił trzy cenne, wyjazdowe punkty.

30 listopada o godz. 12 ŁKS zagra ze Zniczem w Pruszkowie, który sensacyjnie, ale zasłużenie pokonał na wyjeździe Ruch Chorzów 2:1. Trzeba będzie bardzo uważać oczywiście na lidera – Majewskiego, ale i autora dwóch goli – Bąka.

Górnik Łęczna – ŁKS 1:2 (0:0)

0:1 – Piasecki (40, karny), 1:1 – Szabaciuk (67, głową), 1:2 – Głowacki (71)

ŁKS: Jakubowski – Rudol, Craciun, Kupczak, Loffelsend (81, Krykun), Wysokiński, Hinokio (81, Ernst). Mokrzycki, Toma, Głowacki, Toma (64, Szczepański) , Piasecki (64, Lewandowski)

Było źle, ale w siedem minut ŁKS z nawiązką odrobił straty i wygrał prestiżowy ligowy pojedynek!

ŁKS wygrał szósty ligowy pojedynek, piąty na własnym boisku, gdzie jest niepokonany i zanotował prestiżowe zwycięstwo nad wiceliderem tabeli – Śląskiem. Czy to będzie ważny sportowy krok do przodu? Oby!

Hitowy mecz zaczął się od sensacji, a przynajmniej niespodzianki. W bramce ŁKS miejsce Bobka zajął ligowy debiutant, 19-letni Jakubowski (191 cm wzrostu), który wystąpił w pucharowym, przegranym spotkaniu z GKS Katowice (1:2). Nie ułatwiał zadania fakt, że piłkarze grali na podmokłym, grząskim boisku.

Szkoda, szkoda, że po płynnej, długiej akcji, strzał Piaseckiego efektownymi nożycami, nie znalazł drogi do siatki. Później była niecelna bomba Wysokińskiego z 25 metrów. Też niewiele zabrakło.

A potem były nudy na pudy i serial nieudanych zagrań. Akcje jednych i drugich były mocno nieuporządkowane. W końcu stało się coś. Bramkową okazję wypracowali sobie goście. Kozak znakomicie zagrał do Rosiaka, od którego odbił się Norlin, a wrocławianin w dobrej sytuacji trafił w poprzeczkę.

W drugiej połowie przez pierwsze 13 minut gospodarze musieli walczyć z… zadymieniem przez kibiców boiska. Może na coraz dłuższe tego typu absurdalne przerwy warto się zabezpieczyć i zabierać ze sobą na stadion choćby ciekawą książką, żeby łączyć przyjemne z pożytecznym?!

Po powrocie do gry po centrze Jakubowski piąstkował piłkę tak nieudolnie, że odbiła się ona od poprzeczki! Po rzucie wolnym zasłonięty bramkarz łodzian nie zdołał zatrzymać strzału z rzutu wolnego Kozaka i goście objęli prowadzenie. Zadymiona rozpacz!

Odpowiedź łodzian była błyskawiczna. Po centrze Loffelsenda, kapitalnym strzałem pod poprzeczkę popisał się Piasecki (to jego szósty gol). Łodzianie poszli za ciosem. W polu karnym Norlin był faulowany przez Rosiaka. Pewnym egzekutorem jedenastki okazał się Craciun. Siedem minut trzy gole! Działo się więcej niż przez całą pierwszą połową. W doliczonym czasie ŁKS miał moc szczęścia. Znów ratowała ich poprzeczka. Czy szczęście sprzyjało lepszym?!

Mecz oglądało 6468 kibiców.

8 listopada o godz. 19.30 ŁKS podejmie Puszczę Niepołomice. Pojedynek 15. kolejki Puszcza – Stal Mielec został odwołany z powodu złego stanu boiska. Trener Artur Skowronek został zwolniony z GKS Tychy. Gino Lettieri stracił pracę w Wieczystej – po zaledwie trzech nieudanych meczach. Rekord, rekordów polskich trenerskich absurdów!

ŁKS – Śląsk Wrocław 2:1 (0:0)

0:1 – Kozak (67, wolny), 1:1 – Piasecki (70), 2:1 – Craciun (74, karny)

ŁKS: Jakubowski – Rudol, Craciun, Kupczak, Loffelsend (84, Krykun), Wysokiński, Ernst, Toma (90+4, Balić), Mokrzycki, Norlin (90+4, Głowacki), Piasecki (84, Lewandowski)

Ełkaesiackie trio kreatywnych środkowych pomocników dało najlepsze 45 minut w rozgrywkach i pierwsze wyjazdowe zwycięstwo

Walczy Mateusz Wysokiński Fot. Artur Kraszewski

Kiedyś musiał nadejść ten moment i nadszedł. Po sześciu nieudanych wyjazdowych meczach (pięć porażek, jeden remis) ŁKS wygrał na obcym boisku (pokonał Stal 4:1). Trzeba od razu powiedzieć, że pierwsza połowa meczu w Rzeszowie jest do odwzorowania w następnych pojedynkach i to przez pełne 90 minut!

Pomarzyć dobra rzecz. Gdyby taki poziom udało się podtrzymać w kolejnych spotkaniach, to kto wie, gdzie na koniec ligowej jesieni znajdą się łodzianie. Na razie można było z uznaniem patrzeć, jak składne akcje konstruuje łódzkie trio środkowych pomocników: Basten Toma – Michał Mokrzycki – Mateusz Wysokiński. I zarazem, jak odpowiedzialnie (Wysokiński!) potrafi wrócić do defensywy i skutecznie powalczyć o piłkę.

Widać, że wpływ na zespół i rola w nim Tomy jest coraz większa. Gdyby jeszcze partnerzy lepiej odczytywali jego intencje i pomysły na niestandardowe zagrania, to efekty bramkowe mogłyby być większe. W każdym razie jest na czym i na kim budować cegiełka po cegiełce lepsze granie.

Oby tylko łodzianie nie padli w hurraoptymizm i samozachwyt, bo w drugiej połowie pojedynku w Rzeszowie nie brakowało trudnych momentów i czasami zbyt prostych błędów w grze defensywnej. Ale nie ma co narzekać, skoro wygrywa się na obcym boisku wysoko i pewnie.

Teraz kolejne wyjazdowe wyzwanie przed ŁKS. 25 października o godz. 19.30 ŁKS zagra z Pogonią w Siedlcach. Rywale zremisowali mecz w Legnicy z Miedzią 2:2, tracąc gola w doliczonym czasie gry. Mają dwa punkty mniej i jedno zwycięstwo mniej od łodzian. U siebie wygrali tylko jeden mecz, dwa zremisowali i aż trzy przegrali. Znamienne, że najlepszym strzelcem zespołu jest były ełkaesiak… środkowy obrońca 31-letni Marcin Flis, który zdobył dla Pogoni sześć bramek!

Jest! Jest! Jest! Koniec z wyjazdową zmorą ŁKS. Stal pokonana w Rzeszowie, w tym po dwóch… samobójach

ŁKS przystąpił do meczu z bodaj najmłodszą i najbardziej energetyczną drużyną I ligi z mocnym postanowieniem skończenia z wyjazdową zmorą. I wyjazdowa niemoc łodzian się skończyła. Po pięciu porażkach i jednym remisie, ŁKS odniósł pierwsze zwycięstwo na obcym boisku, na dodatek po dwóch bramkach… samobójczych!

Trener Grabowski uznał, że składu i ustawienia drużyny się nie zmienia. Wystawił tę samą jedenastkę, co w zwycięskim meczu z Tychami i z ustawieniem z trzema obrońcami.

ŁKS po składnej akcji mógł już prowadzić po upływie minuty gry, ale Lewandowski w dogodnej sytuacji zachował się jak żółtodziób pod bramką rywali i okazja przepadła.

W kolejnej znakomitej sytuacji Toma trafił w słupek, a Norlin, starając się nieudolnie dobić piłkę z metra, nie trafi w światło bramki. Gdyby nic nie robił, stał jak słup, futbolówka by się po prostu od niego odbiła i wpadła do siatki! Kolejny snajperski koszmarek łodzian. W odpowiedzi szansę dla gospodarzy zmarnowali Junior i Sławiński. Co robili łodzianie w defensywie. No, po prostu ból głowy.

Kontry łodzian dobrze organizował ruchliwy, szukający miejsca na boisku – Toma, ale w ostatnim momencie brakowało dokładnego podania. W odpowiedzi po mądrze rozegramy rzucie rożnym Kaczor nie trafił w bramkę i za chwilę stał się po raz drugi negatywnym bohaterem Stali. Po centrze Ernsta wzdłuż bramki obrońca gospodarzy umieścił piłkę we własnej siatce!

ŁKS poszedł za ciosem. Po rzucie rożnym bitym przez Mokrzyckiego, znakomicie odnalazł się w polu karnym Craciun i głową zdobył bramkę. Na dodatek boisko opuścił z powodu kontuzji bramkostrzelny napastnik Junior. Jedynym napastnikiem został były ełkaesiak – Sławiński.

ŁKS zbudowany golami, nie zamierzał odpuszczać. Atakował i to się opłaciło. Po centrze Loffelsenda, niepilnowany na jedenastym metrze Ernst pewnie posłał głową piłkę do bramki. Łodzianie dominowali na boisku i tego efektem były kolejne gole i zasłużone wysokie prowadzenie.

Druga połowa zaczęła się od kolejnego samobója gospodarzy. Po akcji i centrze Tomy, Łysiak wpakował piłkę do własnej bramki. ŁKS poczuł się za pewny, za pewny siebie i został szybko skarcony. Fałowski nie upilnował Sławińskiego, a ten umieścił głową piłkę w siatce.

Wytrącony ze sportowej równowagi ŁKS, pogubił się, a jego gra straciła na pewności i jakości. Pojawiły się niedokładne podania, dziecinne straty. A jednak nawet przy tak nieudanej grze łodzianie powinni strzelić gola.

Przy kontrze Piasecki znakomicie zagrał do Ernsta, a ten w sytuacji sam na sam posłał piłkę panu Bogu w okno. W kolejnej doskonałej sytuacji znów Ernsta zawiodła… prawa noga. Trwała wymiana ciosów, bo Stal nie zamierzała odpuszczać. Dla ŁKS skończyło się na strachu. Wygrana na obcym boisku stała się faktem.

W następnej kolejce 25 października o godz. 19.30 ŁKS zagra z Pogonią w Siedlcach.

Stal Rzeszów – ŁKS 1:4 (0:3)

0:1 – Kaczor (29, samobójcza), 0:2 – Craciun (32, głową), 0:3 – Ernst (37, głową), 0:4 – Łysiak (47, samobójcza), 1:4 – Sławiński (51, głową)

ŁKS: Bobek – Rudol, Craciun, Fałowski (72, Kupczak), Norlin (85, Głowacki), Loffelsend (72, Jurkiewicz), Mokrzycki, Wysokiński, Ernst (85, Szczepański), Toma, Lewandowski (62, Piasecki)

Piękny wolej Tomy otworzył wynik zwycięskiego (nareszcie) meczu ŁKS. Ale łatwo nie było!

Pierwszy ligowcy sukces piłkarzy ŁKS od… 15 sierpnia. Łodzianie pokonali GKS Tychy i mają na koncie cztery zwycięstwa. Wszystkie odniesione na własnym boisku. Rywal łodzian – GKS – przegrał siódmy mecz z rzędu!

Inaczej ustawiony ŁKS (z trzema obrońcami) rozpoczął z impetem. Chciał błyskawicznie rehabilitować się za ostatnie wpadki. Po raz ostatni wygrał 15 sierpnia, a w międzyczasie w sześciu ligowych meczach, co brzmi wręcz nieprawdopodobnie, zdobyli tylko trzy punkty. Goście schowali się na własnym przedpolu, a pierwszą w miarą składną akcję przeprowadzili w okolicy szóstej minuty.

Niestety, szybko łodzianie pokazali szczyt futbolowej nieporadności. W sytuacji trzech na jednego nie potrafili zdobyć gola. Dobrze, że sędzia odgwizdał spalonego, bo byłby wstyd na całą Polskę. Potem trwało tak denerwujące i nic niedające łódzkie lelum polelum. Nawet przy próbie składnego ataku, coś szwankowało – podanie, strzał. Goście byli konkretniejsi. W 25 min Bobek znakomicie interweniował po strzale w róg Błachewicza.

Wydawało się. że to będzie ot, nudnawy mecz I-ligowych przeciętniaków, żeby nie powiedzieć słabeuszy. Nic z tego. Rozgrzał wszystkich Toma, który niepilnowany w polu karnym, kapitalnym strzałem z woleja w okolice okienka bramki tyszan otworzył wynik spotkania.

W natychmiastowej odpowiedzi gości nie po raz pierwszy zresztą ratował skórę znakomitą paradą Bobek. W doliczonym czasie pierwszej połowy po znakomitej centrze Tomy niepilnowany Piasecki z pięciu metrów głową posłał piłkę obok słupka. Niebywałe.

W drugiej połowie przez długie minuty ŁKS dominował na boisku. Niestety, efektów bramkowych z tego nie było. A wiadomo, czym są w futbolu wrażenia artystyczne. Niczym! W odpowiedzi, gdyby nie Bobek, byłby remis.

Tyszanie powoli, powoli po wejściu byłego reprezentanta Polski – Kądziora na boisko, odnajdywali swój rytm gry. I stało się. Po rzucie rożnym niepotrzebnie i niedobrze próbował interweniować Bobek i stało się. Goście doprowadzili do wyrównania.

Ale co zrobili dosłownie za chwilę goście? To po prostu czarna rozpacz. Po centrze Tomy wzdłuż linii, nie mający wokół żadnego przeciwnika, Keiblinger pewnym strzałem posłał piłkę do własnej bramki!

Łodzianie poszli za ciosem. Akcję rozprowadził Toma, strzelał Lewandowski, bramkarz odbił piłkę przed siebie. W tej sytuacji w najłatwiejszej z możliwych sytuacji niepilnowany Loffelsend strzelił do pustej bramki. Jeden z najłatwiejszych goli w karierze Niemca. Miano piłkarza meczu i mocnego kandydata do jedenastki kolejki, należy się pomocnikowi Tomie – autora gola i bramkowej asysty, prawdziwego lidera zespołu.

Jednym z 7048 kibiców obecnych na trybunach był Marcin Gortat. Gol Tomy na pewno mu się podobał. Po dwutygodniowej przerwie na reprezentację ŁKS pojedzie do Rzeszowa na mecz z rewelacyjną Stalą, która ostatnio pokonała Polonię w Warszawie 3:2, Grając wieloma młodzieżowcami ma już 20 zdobytych punktów! Spotkanie w Rzeszowie 18 października o godz. 19.30.

ŁKS – GKS Tychy 3:1 (1:0)

1:0 – Toma (41), 1:1 – Tecław (64), 2:1 – Keiblinger (67, samobójcza), 3:1 – Loffelsend (71)

ŁKS: Bobek – Rudol, Craciun, Fałowski, Norlin, Loffelsend Mokrzycki, Wysokiński (85, Kupczak), Ernst, Toma (85, Krykun), Piasecki (57, Lewandowski)

Hokejowy wynik w Łodzi. Pięć strzelonych bramek zapewniło pucharowy awans ŁKS!

Pucharowy mecz był grą o awans i zarazem rewanżem za sierpniową porażkę łodzian w lidze 1:2. Emocji nie brakowało. ŁKS nie potrafił utrzymać dwubramkowego prowadzenia. Doszło do dogrywki, a tam decydujące ciosy zadali łodzianie. W sumie padło aż osiem bramek. No, po prostu hokejowy wynik!

Trener Grabowski dał szansę pokazania się rezerwowym. W zespole rywali też zmiany. W bramce gości zabrakło Arndta, w wyjściowej jedenastce pojawił się Janczukowicz.

Mecz dobrze rozpoczęli gospodarze. Po centrze z rzutu wolnego akcję zamykał Krykun, który technicznym strzałem w długi róg pokonał Lenarcika. Na początku spotkania skrzydłowy łodzian był trudny do upilnowania dla rywali.

Głogowianie już po ośmiu minutach doprowadzili do wyrównania, choć praktycznie do tej pory w grze ofensywnej nie istnieli. Laskowski wykorzystał błąd gospodarzy i strzelił przy bliższym słupku. Bomba nie zdołał skutecznie interweniować.

Tym razem ŁKS potrzebował… czterech minut, żeby znów wyjść na prowadzenie. Po centrze Norlina, Lewandowski umieścił głową piłkę w siatce. To była składna akcja gospodarzy, zakończona bramkową nagrodą. Łodzianie poszli za ciosem. Mieli dwie niewykorzystane sytuacje. Szkoda. Jednak do trzech razy sztuka. Kilkudziesięciometrowy rajd napastnika zakończył się wykorzystaniem sytuacji sam na sam z bramkarzem! W ciągu 19 minut padły cztery bramki, Ci, którzy nie wybrali się na stadion im. Władysława Króla niech żałują.

Na tych czterech golach emocje się nie skończyły. Chrobry dążył do zmiany i zdobył kontaktowego gola. Po zagraniu ręką w polu karnym przez Fałowskiego jedenastkę wykorzystał Janczukowicz. Goście atakowali dalej. Jak w ukropie uwijał się bramkarz Bomba. Raz nie dał rady i na tablicy wyników widniał remis!

Gra defensywna łodzian kompletnie się posypała. Była na granicy totalnej katastrofy i porażki. Trener Grabowski reagował zmianami, wpuszczając na boisko swoich asów. ŁKS zamknął rywali we własnym polu karnym. I co z tego wynikało? Nic! Ba, kontra gości o mały włos nie przyniosła im czwartego gola. Skończyło się na strachu. Musiało dojść do dogrywki i doszło. Dodajmy od razu, że na własne życzenie gospodarzy.

Tu ŁKS uzyskał wyraźną przewagę i ją wykorzystał. Stało się to za sprawą nowego pomocnika – Tomy, który precyzyjnym strzałem przy słupku zdobył swojego debiutanckiego gola w ŁKS w 114 minucie spotkania. Na tym nie koniec strzelania w tym przedziwnym pojedynku. W 122 minucie dokładnie wyłożył piłkę Toma, a do bramki trafił Loffelsend. I to by było na tyle.

Losowanie 1/16 finału PP odbędzie się 1 października o godz. 17. Stawkę uzupełnią drużyny reprezentujące Polskę w europejskich pucharach – Lech Poznań, Raków Częstochowa, Jagiellonia Białystok i Legia Warszawa, dołączy także Pogoń Szczecin – w pierwszej rundzie wylosowała Kotwicę Kołobrzeg, która nie przystąpiła do rozgrywek ligowych, a to wyklucza ją z Pucharu Polski. Finał zostanie rozegrany 2 maja 2026 roku na PGE Narodowym w Warszawie.

Przed meczem odbyła się prezentacja sekcji halowych czyli siatkarskiego ŁKS Commercecon oraz koszykarskich zespołów ŁKS KK i ŁKS CoolPack. 

29 września o godz. 17 ŁKS zagra w Pruszkowie kolejny ligowy mecz – z Pogonią Grodzisk Mazowiecki.

Puchar Polski

ŁKS – Chrobry Głogów 5:3 (3:3; 3:1)

1:0 – Krykun (12), 1:1 – Laskowski (20), 2:1 – Lewandowski (24, głową), 3:1 – Lewandowski (31), 3:2 – Janczukowicz (52, karny), 3:3 – Kozajda (62), 4:3 – Toma (114), 5:3 – Loffelsend (120+2)

ŁKS: Bomba – Rudol, Craciun (46, Loffelsend), Fałowski, Norlin (72, Książek) – Ernst, Kupczak (63, Toma), Wysokiński (63, Mokrzycki) – Krykun, Lewandowski (63, Piasecki), Jurkiewicz

Własne boisko jest wielkim atutem ŁKS. Trzeci mecz przy al. Unii i trzecie zwycięstwo łodzian

ŁKS rozegrał trzeci mecz na własnym boisku. Dwa poprzednie wygrał, więc nadzieje na trzeci sukces były… i się spełniły. ŁKS strzelił dwie bramki, nie stracił żadnej, jak w poprzednich spotkaniach u siebie i dopisał do swojego dorobku trzy punkty. Ech, szkoda że łodzianie nie mogą wszystkich ligowych meczów grać… u siebie.

Trzeba podkreślić, że drużyny walczyły w anormalnej temperaturze 32 stopni C na początku spotkania.

W pierwszej fazie meczu wart odnotowania był siłowy, wygrany pojedynek Piaseckiego z dwoma stoperami rywali. A za chwilę filmowa akcja Szczepański (znakomite prostopadłe podanie) – Norlin (brak egoizmu w dogodnej sytuacji) – Piasecki, zakończyła się strzałem do pustej bramki. To czwarty gol w piątym występie napastnika łodzian w rozgrywkach, zdobyty nomen omen w… 13 minucie.

Do przerwy więcej groźnych sytuacji wypracował ŁKS. Kilka kreatywnych zagrań zaprezentował Szczepański. Pracowitością i walecznością imponował Piasecki, który grał z opatrunkiem na głowie. Stal bez celnego strzału na bramkę Bobka.

W drugiej połowie przez długie fragmenty nudy na pudy. Można było się zastanawiać, po co było ściągać do ŁKS niektórych piłkarzy… Warta odnotowania była minimalnie niecelna główka Craciuna, pracowitość Piaseckiego i poprzeczka po uderzeniu przez niego piłki rozbitą głową oraz skuteczne obrony Bobka po strzałach Domańskiego i Kruszelnickiego. Akcja rezerwowych Balicia i Lewandowskiego przyniosła drugiego, rozstrzygającego losy pojedynku gola.

Jedną z osób obserwujących pojedynek była piosenkarka Agnieszka Chylińska, która przyznaje, że jest futbolową kibicką, a pasją do piłki zaraził ją jej tata. A po golach ŁKS nie szczędziła braw. Mecz oglądało 7023 kibiców.

ŁKS – Stal Mielec 2;0 (1:0)

1:0 – Piasecki (13), 2:0 – Lewandowski (89)

ŁKS: Bobek – Loffelsend, Rudol, Craciun, Książek – Wysokiński (73, Kupczak), Ernst, Szczepański (64, Lewandowski) – Norlin, Krykun (84, Balić) – Piasecki

Już 19 sierpnia o godz. 16 ŁKS zagra w Legnicy z Miedzią. Pojawia się pytanie: jak skończyć z wyjazdową zmorą ligowych porażek. A 23 sierpnia o godz. 19.30 łodzianie podejmą Polonię Warszawa.

ŁKS zrehabilitował się po klęsce w Krakowie. Wygrał, a przy okazji wbił pięć bramek rewelacji z Bytomia. Na deser – piękny gol łódzkiego napastnika

Po klęsce w Krakowie z Wisłą (0:5!) nadszedł czas rehabilitacji. Dobry czas, bo ŁKS pewnie pokonał beniaminka z Bytomia 5:0, a w jednej z głównych ról wystąpił napastnik Piasecki, który zdobył dwa gole, w tym jednego wyjątkowej urody.

Pojedynek zaczął się letnio. Więcej było ostrożności niż jakości w grze obu drużyn. Wydarzeniem stała się w tej sytuacji kontuzja kapitana łodzian. Głowackiego zmienił niedoświadczony Książek. Opaskę kapitana przejął Kupczak.

Granie ŁKS? Więcej nędzy niż pieniędzy. Nic jednak dziwnego, skoro łodzianie głównie się bronili, a przypomnę, że mecz rozgrywano w Łodzi przy al. Unii. Pewno mieli w pamięci lanie w Krakowie. To wielki sportowy kompleks, z którym trudno się uporać.

Pierwsza groźniejsza akcja gospodarzy miała miejsce po 25 minutach gry. Wysoki pressing gości sprawiał, że ŁKS miał wielkie kłopoty z wyprowadzeniem składnych ataków. Nuda panie, nuda. Bardziej aktywni i ekspresyjni byli kibice łodzian, upamiętniający rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego.

Wydawało się, że do przerwy nic się nie zdarzy. Tymczasem Krykun klasycznym centrostrzałem niespodziewanie dał prowadzenie łodzianom. Coś z niczego. Tak się w futbolu zdarza. To pierwsza bramka stracona w tym sezonie przez Polonię. Po kontrze ŁKS miał szansę na drugiego gola, ale Młynarczyk strzelił obok słupka.

Drugą połowę gospodarze rozpoczęli od wysokiego pressingu. Szanse meli Młynarczyk i Piasecki. Do trzech razy sztuka. Krykun tym razem wystąpił w roli asystenta, a pewnym strzałem godnym napastnika popisał się Hinokio. To jego pierwszy gol w barwach ŁKS, podobnie jak wcześniej Krykuna.

Potem inicjatywę przejęli goście, a błąd za błędem popełniał Ernst. Nic dziwnego, że został zmieniony. To dodało energii łodzianom. Rezerwowy Wysokiński popisał się znakomitym zagraniem, a sytuację sam na sam wykorzystał perfekcyjnie Piasecki. Trwało show napastnika, który zdobył pięknego gola strzałem z dystansu (czy to był gol kolejki?!). Zmiany przyniosły dobry skutek, a po akcji Lewandowskiego na listę strzelców wpisał się Balić.

Ponad 8400 widzów obserwowało przebieg wydarzeń na boisku przy al. Unii. Bramkarzem Bobkiem interesują się zachodnie kluby (choć nie z TOP 5), ale na razie oferty są dla ŁKS mało satysfakcjonujące finansowo. 9 sierpnia o godz. 14.30 ŁKS zmierzy się w kolejnym ligowym meczu z Chrobrym w Głogowie.

ŁKS – Polonia Bytom 5:0 (1:0)

1:0 – Krykun (42), 2:0 – Hinokio (56), 3:0 – Piasecki (69), 4:0 – Piasecki (73), 5:0 – Balić (86)

ŁKS: Bobek – Loffelsend, Rudol, Craciun, Głowacki (19, Książek), Kupczak, Ernst (67, Wysokiński), Hinokio (82, Szczepański), Młynarczyk (67, Balić), Krykun, Piasecki (82, Lewandowski)

Po znakomitej pierwszej połowie, w drugiej ełkaesiakom odcięło prąd, ale ostatecznie wygrali w ligowej premierze

Dla mającego mocarstwowe ambicje (awans! awans!) ŁKS rywal z Pruszkowa jest niewygodnym przeciwnikiem. Łodzianie nie wygrali ze Zniczem od trzech spotkań, a ostatni mecz z udziałem obu drużyn zakończył się sukcesem pruszkowian 3:2. Tym razem ŁKS wygrał, a to dzięki bardzo dobrej pierwszej połowie. W drugiej momentami oddawał inicjatywę, walczył chaotycznie, ale prowadzenie utrzymał i może się cieszyć z premierowych trzech punktów.

Łodzianie rozpoczęli mecz z czterema nowymi piłkarzami w wyjściowej jedenastce, w tym dwoma w drugiej linii (Krykun, Szczepański). W zespole prowadzonym przez byłego trenera ŁKS – Matysiaka, dwaj byli gracze z al. Unii – Lorenc i Koprowski. Gospodarze zaczęli odważnie, nastawiając się na ofensywę. W 8 min po dobrej, składnej akcji strzelał Mokrzycki i minimalnie się pomylił.

Co się odwlecze… Seria kiksów gości sprawiła, że piłkę dostał od Kupczaka Piasecki i niepilnowany z kilku metrów otworzył wynik meczu. Zachował się tak, jak na napastnika przystało. Był w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie. Gol ucieszył licznie zgromadzonych na trybunach kibiców. Mogło, ba powinno, być 2:0 po kontrze. Znakomitą akcję Krykuna zakończył strzałem, ale niestety nie golem, Piasecki. Napastnik już do przerwy mógł zaliczyć hat tricka, ale kolejny, tym razem techniczny strzał, był minimalnie niecelny. Dominacja ŁKS nie podlegała dyskusji (12 strzałów na bramkę rywali!). Szkoda, że przyniosła tylko jednego gola.

W pierwszej akcji drugiej połowy wydawało się, że Fałowski faulował rywala. Sędzia podyktował jedenastkę, ale po analizie VAR ją odwołał. Okazało się, że faulu nie było! W odpowiedzi z wielkim trudem Napieraj obronił strzał Piaseckiego. To była znakomita reakcja bramkarza.

W drugiej połowie sytuacja zmieniła się diametralnie. To zaciekle atakował Znicz, a ŁKS bronił się chaotycznie, nie potrafiąc przejąć inicjatywy.

Z czasem… to gospodarze mieli trzy bramkowe, niewykorzystane sytuacje. To był jednak kilkuminutowy pozytywny incydent. Potem bowiem to Znicz przeważał. Po wyjątkowo intensywnej pierwszej połowie łodzianom momentami odcinało prąd. Dobrze, ba znakomicie, dwa razy interweniował Bobek. To on uratował zwycięstwo gospodarzom.

W drugiej kolejce I ligi 26 lipca o godz. 15 ŁKS zagra w Krakowie z Wisłą.

ŁKS – Znicz Pruszków 1:0 (1:0)

1;0 – Piasecki (11)

Widzów: 8573

ŁKS: Bobek – Craciun (83, Wysokiński), Rudol, Fałowski (59, Ernst), Głowacki – Kupczak, Mokrzycki – Norlin (59, Młynarczyk), Szczepański (69, Hinokio), Krykun – Piasecki (69, Lewandowski)

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑