Przez chwilę wydawało się, że wiek w piłce nożnej można oszukać, że nie ma granic i barier, że wielcy piłkarze będą królować do końca futbolowego świata i dalej. I będzie można głosić pochwałę… starości na mundialu.

A wszystkie te złudzenia za sprawą 39-letniego Leo Messiego i jego kapitalnego występu przeciwko Algierii, ukoronowanego hat trickiem. Leo błyszczał jak za najlepszych lat i znów zadziwił świat, znów pokazał klasę i moc. Może ze wszystkich wybitnych, a mających swoje lata graczy, jest najmniej zmęczony niezbyt wymagającą grą w amerykańskiej lidze?! Nie wiem. Chciałbym, żeby tak grał do końca mundialu.

Występy innych zaawansowanych wiekowo gwiazd były wielkim rozczarowaniem. 41-letni Cristiano Ronaldo może jest wielki w Arabii Szczęśliwej, ale w USA w pierwszym meczu przeciwko Demokratycznej Republice Konga zawiódł kompletnie. Z lidera stał się niestety outsiderem. Wolny, schowany za plecami rywali, boiskowy statysta na którego uwagę zwracały tylko telewizyjne kamery.

Rówieśnik Ronaldo – Luka Modrić dzielił i rządził w lidze włoskiej, ale w Ameryce… Ech, żal było patrzeć na jego grę w spotkaniu z Anglikami. Drepcząc po boisku niczego pozytywnego nie wydreptał, tylko zaszkodził, prokurując bezsensowny rzut karny przeciwko swoim.

Nie chcę być złym prorokiem, ale może tak być, że czas piłkarskich wzlotów dla Modricia i Ronaldo niestety już minął. I na mistrzostwach świata będą oni tylko hamulcowymi swoich drużyn.