
Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl
Kibice, w tym Zbigniew Boniek, zacierają ręce. Jest w Widzewie duet napastników, co się zowie: Karol Świderski – Sebastian Bergier. Będą strzelać (i trafiać!) aż miło, dla sławy i chwały Łódzkiego klubu. Tak piękna historia jest możliwa? Jest! Ale droga do niej jeszcze daleka.
Na dodatek pytanie za sto punktów: kto tym asom pola karnego będzie podawał, ba wręcz wykładał piłki? Twórczy i odpowiedzialni środkowi pomocnicy potrzebni od zaraz. A może tacy są? Powiedzmy szczerze, wiosną lider formacji – Jiljan Shehu nie błyszczał. Więcej miał puszczonych meczów, niż tych, w których pracował na miano lidera. A i tak chętnych na jego usługi nie brakuje. Może się okazać, że nie zostanie w Widzewie.
To i tak wszystko pikuś, jeżeli mniej więcej po godzinie gry panowie piłkarze będą umierać na boisku. Nie, nie za Widzew, bo tacy charakterni prawdziwi wojownicy, a z prozaicznego powodu… braku sił. Wtedy największe nawet gwiazdy niczego nie zmienią. Jak było słabo, tak będzie!
Widać długo, za długo było w Widzewie więcej dobrej zabawy i myślenia: damy radę, wszak mamy możliwości, niż poważnego trenowania i grania. Dobrze, że Aleksandar Vuković dostrzegł szybko, że tak się nie da, wziął się za całe towarzystwo, zmobilizował, zmotywował, przekonał do pracy i ciel osiągnął – w podbramkowej sytuacji uratował ekstraklasę dla Widzewa.
Teraz ma czas i spokój, żeby popracować nad zgraniem i formą zespołu oraz jego stylem, bo wiosną czasami to był ból i zgrzytanie zębów. Antygra przynosiła czyste bramkowe konta i cenne remisy, ale przecież Widzew ma walczyć o zdecydowanie więcej niż ligowe przetrwanie! Ambicje, jak były, tak są ogromne. Oby wsparły je czyny, które pokażą, że piłkarska ekstraklasa Widzewem stoi!

