Ryżową Szczotką

Rezerwowy Pafka

Page 7 of 190

ŁKS. Obym się mylił, ale…Wygląda na to, że latem wszystko trzeba będzie znów zaczynać od nowa!

Kacper Terlecki strzelił pierwszą ligową bramkę dla ŁKS Fot. Artur Kraszewski

Tym razem działacze zrobili dużo, żeby się udało. Zachęcali kibiców do przyjścia na stadion, a ci… mogli skorzystać z oferty cateringowej, w
której znalazły się nowości, tak zresztą jak w oficjalnym sklepie U2 ŁKS Store, gdzie na kibiców czekał m.in. pakiet „Nowy ełkaesiak”. Klub
aktywował akcje „Łatwy start” (wstęp za 1 zł dla nowych kibiców) i „ŁKSRazem” (host, który ma pomóc odnaleźć się na stadionie Króla tym, którzy np. pojawili się po raz pierwszy). Specjalnie dla najmłodszych w sektorze rodzinnym pojawił się piłkarz ŁKS Antoni Młynarczyk, zadebiutował też projekt „Młoda Galera”, czyli specjalna strefa animacji, w której dzieci dopingowały ŁKS.

I co? Cała para poszła w gwizdek. Tylko 4363 fanów, którzy zjawili się na stadionie im. Władysława Króla, opuszczało go zawiedzionych, rozczarowanych, wnerwionych do granic, tym co niestety pokazali piłkarze. A ci, miast iść po kolejne zwycięstwo, które przybliżyłoby ich do czołówki, dali ciała, pokazali 90 minut niemocy i przegrali z Chrobrym 1:3.

Pozostaje kadrową zagadką dlaczego trener Grzegorz Szoka, zamiast iść za ciosem, zaryzykować i dać szansę od pierwszej minuty tym, którzy uratowali mu i sobie skórę w Bytomiu, prowadząc ŁKS do zwycięstwa, zachował się… zachowawczo. Posłał w bój tę samą jedenastkę i ta szybko odwdzięczyła mu się prawdziwym futbolowym klopsem, dając sobie zbyt łatwo strzelić gola jednego, a potem drugiego.

Trudno to wszystko zrozumieć. Było jasne i oczywiste, jak będzie grał Chrobry. Na kim będzie budował swój szybki kontratak. A jednak okazało się, że to za wysokie progi na łódzkie nogi i… głowę. Psychiczna aberracja, brak umiejętności, taktyczny chaos lub zapatrzenie się na piłkarskich przedszkolaków – niech każdy wybiera sobie co chce, żeby wytłumaczyć tę boiskową zapaść.

Znów największy, jesienny mankament drużyny okazał się jej największą wiosenną słabością. Co? Kompletny brak radzenia sobie z szybkim kontratakiem rywali. Wydawało mi się po pierwszym meczu, że brak Michała Mokrzyckiego, stabilizującego grę i umiejącego ją poukładać, nie będzie widoczny. A jest! Inna sprawa, że dużo trudniej się gra, gdy najlepszy piłkarz jesieni – Jasper Loffelsend, prezentuje mizerniutką formę.

W każdym razie w przegranym meczu w Łodzi w całej jaskrawości wyszedł brak w drugiej linii gracza, który zapanowałby nad boiskowym chaosem. Efekt? Widoczny, jak na dłoni: dotkliwa porażka! Znów spychająca ŁKS w dolne granice ligowych stanów średnich, gdzie nie gra się o nic i gdzie znów za karę trzeba tę ligę odbębnić, tak żeby nie spaść i o niej całkowicie zapomnieć na czas letniej przerwy.

Taka sytuacja nie rozwinie drużyny, nie doda jej wartości, nie uczyni lepszą. Największe nawet starania sztabu szkoleniowego nic nie dadzą. Tylko gra o coś czyli mówiąc wprost: o awans!, może podnieść jakość zespołu, pozwolić wejść mu na wyższy poziom. Inaczej latem trzeba będzie wszystko zaczynać od nowa. Na innych, dużo gorszych finansowych zasadach, bo sfrustrowanemu Dariuszowi Melonowi coraz trudniej zrozumieć dlaczego ma dopłacać wielką forsę do bylejakości…

Na dodatek spora grupa piłkarzy jest na liście transferowej: Piotr Głowacki, Łukasz Wiech, Andreus Arasa, Bastien Toma, Koki Hinokio, Mateusz Wysokiński, Mateusz Wzięch, Gustaf Norlin czy Aleksander Bobek. Zmiany latem mogą być fundamentalne!

23 lutego o godz. 18. Wtedy ŁKS zagra w Mielcu ze Stalą, która zremisowała w Łęcznej z Górnikiem 1:1 i nadal jest w strefie spadkowej. Wierzę, że w drużynie ŁKS widzą to, że od strefy barażowej dzieli zespół tylko 5 punktów i seria dwóch, trzech zwycięstw pod rząd… Ech, pomarzyć dobra rzecz, wszak nadzieja umiera ostatnia.

Widzew kontra Cracovia. Trzeba w składzie łodzian utrwalać to, co dobre. Ale jedna zmiana zajdzie na pewno – z konieczności. Ja zrobiłbym jeszcze jedną

Fot. Martyna Kowalska

20 lutego o godz. 20.30 czeka Widzew u siebie zagra mecz z Cracovią, która bezbramkowo zremisowała z Jagiellonią.Trzeba zauważyć, że cztery z ośmiu ligowych zwycięstw drużyna z Krakowa odniosła na wyjeździe i ma ambicje walczyć o wysokie miejsce w ekstraklasie, pozwalające grać w europejskich pucharach.

Co w Widzewie? Zwycięskiego składu się nie zmienia? No, niestety coś trzeba będzie zmienić, przynajmniej z… konieczności. Z kartkowych powodów Widzew będzie musiał sobie radzić bez Sebastiana Bergiera – swojego najlepszego snajpera (11 zdobytych goli). Czy w buty Bergiera będzie potrafił wejść asystent przy drugiej bramce w Płocku – Andi Zeqiri, czas pokaże.

Ja mam jeszcze jedną sporą kadrową wątpliwość. Czy od pierwszej minuty powinien wystąpić najdroższy piłkarz ekstraklasy – Osman Bukari, który w meczu z Wisłą (2:0) zagrał, no mówiąc łagodnie, słabo? Momentami przypominał mi swoją postawą występy najgorszego transferowego widzewskiego niewypału ostatnich lat – Hilarego Gonga. Oby tylko nie poszedł w jego ślady.

Ja, gdybym decydował o wyjściowej jedenastce, jeszcze raz dałbym szansę kapitanowi – Bartłomiejowi Pawłowskiemu. Jasne pojedynek z Jagą mu nie wyszedł, ale nie raz i nie dwa pokazał, że ma spore umiejętności, ciągle warte wykorzystania, większego niż… grzanie ławy lub granie ligowych ogonów.

Moja jedenasta Widzewa na mecz z Cracovią: Drągowski – Krajewski, Andreou, Wiśniewski, Cheng – Pawłowski, Shehu, Lerager, Fornalczyk – Kornvig, Zeqiri. Z drugiej strony – nieważne, kto zacznie spotkanie, ważne żeby skończyło się one drugą z rzędu wygraną łodzian!

40 lat temu Biała Strzała z Polski zanotowała piłkarskie wejście smoka. Dwie bramki napastnika ŁKS – Krzysztofa Barana w meczu z Urugwajem!

Zdjęcia: archiwum Jacka Bogusiaka

Są zapisane w historii polskiego futbolu piękne, łódzkie wydarzenia. O jednym z nich przypomina kustosz pamięci ŁKS – Jacek Bogusiak.

W nocy z 16 na 17 lutego 1986 roku, a więc 40 lat temu, na legendarnym stadionie Centenario w Montevideo polska reprezentacja pokazała moc, remisując z Urugwajem 2:2. Dwie bramki strzelił napastnik ŁKS – Krzysztof Baran. Piłkarz najpierw wykorzystał podanie Włodzimierza Smolarka na 1:0, a potem na 2:1 podanie Dariusza Dziekanowskiego. Błyskawicznie zyskał uznanie.

Boiskowa walka toczyła się w tropikalnych warunkach, przy temperaturze grubo powyżej 30 stopni Celsjusza. To było także wielkie fizyczne wyzwanie. Walczący za dwóch i zarazem piekielnie skuteczny Krzysztof Baran schudł podczas spotkania sześć kilogramów! A co tam, opłaciło się. Po pojedynku okrzyknięto go Białą Strzałą z Polski!

Krzysztof Baran i Jacek Bogusiak

Baran był bliski grania w mundialu Meksyk 1986. Mimo braku powołania do reprezentacji Polski, pojechał na mistrzostwa świata, ale tylko trenował z wybrańcami Antoniego Piechniczka, podobnie jak Waldemar Prusik.W sumie zagrał 10 razy w koszulce z Białym Orłem na piersi, strzelił trzy gole. W ŁKS w latach 1983-87 rozegrał 105 meczów, strzelił 26 goli. Uzyskał pamiętną bramką numer 1500 dla klubu z al. Unii.

Jednym z najważniejszych goli był ten strzelony 6 września 1986 roku. Wtedy ta bramka przesądziła o sukcesie ŁKS w derbowym starciu z Widzewem (1:0).

Prezes sąsiada zza miedzy – Ludwik Sobolewski – bardzo zabiegał o to, żeby Baran został piłkarzem Widzewa. Nic z tego nie wyszło, Krzysiek pozostał wierny ełkaesiackim barwom.

Gdy potem grał w Górniku Zabrze w meczu Pucharu Mistrzów, wpisał się na listą strzelców w starciu z Realem Madryt! No, po prostu napastnik, co się zowie. O takiego zabiega dziś każdy liczący się klub w Europie.

Grupa Ełkaesiak cały czas pamięta o mieszkającym w Łodzi Krzysztofie Baranie. Z okazji kolejnych jubileuszy nie zabrakło symbolicznych prezentów, w tym okolicznościowej koszulki, którą otrzymał podczas jesiennej wizyty na stadionie im. Władysława Króla.

Jacek Bogusiak przypomniał też o innych ważnych ełkaesiackich wydarzeniach.

17 lutego 1957 roku urodził się pomocnik ŁKS – Arkadiusz Klimas. W łódzkich barwach zagrał 175 razy, zdobył 11 bramek. Kustosz pamięci ŁKS – Jacek Bogusiak wspomina: – W meczu w Sosnowcu we wrześniu 1980 roku ŁKS pokonał Zagłębie 1:0. Po pięknej akcji i wymianie piłek Sławomir Krawiec i Arkadiusz Klimas wypracowali gola. Obaj podbiegli do kibiców i rzucili swoje koszulki. Kibice walczyli o takie pamiątki. Piłkarze zaś stali się ich ulubieńcami. To wtedy była nowość, coś niespotykanego.

Nie tak dawno, 10 lutego (1957 r.) urodził się były napastnik ŁKS, pochodzący z Wrocławia, Witold Nowak. W łódzkich barwach w ekstraklasie rozegrał 116 spotkań, strzelił 26 goli. Pierwszy mecz – 7.03 1976 – Widzew – ŁKS. Pierwsza bramka – 19.09.1976 – Wisła – ŁKS 2:2. Ostatnia bramka – 18.10.1980 – ŁKS – Arka 1:1. Były piłkarz od lat mieszka w Niemczech. Na 60-lecie obu piłkarzy Grupa Ełkaesiak zorganizowała benefis. – Za rok będzie następny! – zapowiada Jacek Bogusiak.

Widzew. To nie był mecz założycielski tylko bardzo dobry krok we właściwą stronę. Czekamy na kolejne. MVP meczu w Płocku? Dla mnie Mariusz Fornalczyk!

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

To jest mecz założycielski – stwierdził Marcin Żewłakow podczas transmisji na żywo pojedynku Widzewa z Wisłą Płock (2:0).Inni entuzjastycznie dodawali: – To nowe, wielkie otwarcie! Spokojnie, nie tak szybko. To na razie pierwszy bardzo ważny, krok w dobrą stronę.

Łodzianie choć wloką się w ogonie tabeli, pokazali drużynie z czołówki, gdzie raki zimują. Byli lepsi, wygrali zasłużenie. Ba, mogli to zrobić zdecydowanie bardziej efektownie, bo mieli znakomite, niewykorzystane niestety, sytuacje na zdobycie kolejnych bramek.

Zmarnowali dwie znakomite sytuacje, pogubili się przy kilku próbach wyprowadzenia groźnej kontry. Nic sobie jednak nie robili z tego, że bodaj najsłabszym ich piłkarzem, był najdroższy gracz całej ekstraklasy – Osman Bukari. Okrutnie się mylił. Czyżby ciążyła mu wisząca nad głową wielka forsa? Potrzebuje odblokować się, a może jednak nie jest to tak dobry gracz, jak go prezentowano!

Najważniejsze, że inni stanęli na wysokości zadania. Dla wielu piłkarzem meczu był pracujący za dwóch, łatający dziury, uczestniczący w wielu pozytywnych akcjach zespołu Emil Korvig. Moim zdaniem miano MVP pojedynku należy się Mariuszowi Fornalczykowi.

Dynamiczny skrzydłowy, potrafiący skutecznie wygrywać pojedynki jeden na jeden jest dziś solą futbolu. Jego wartość i wpływ na grę jest nie do przecenienia. Nareszcie skrzydłowy o takiej charakterystyce – Mariusz Fornalczyk mógł pokazać swój talent i moc. Także dlatego, że wreszcie znalazł na swoje stronie partnera do współpracy – Christophera Chenga.

Dlaczego i po co trener Igor Jovicević zmienił go w samej końcówce spotkania, pozostanie szkoleniową zagadką. Jak to dobrze, że Jovicević zrezygnował z beznadziejnego pomysłu, aby najlepszy strzelec drużyny – Sebastian Bergier egzekwował stałe fragmenty gry, bo napastnik przydał się i to jak w polu karnym rywala.

Teraz z kartkowych powodów Widzew będzie musiał sobie radzić bez swojego snajpera (11 zdobytych goli), a 20 lutego o godz. 20.30 czeka Widzew u siebie mecz z Cracovią, która bezbramkowo zremisowała z Jagiellonią. Czy w buty Bergiera będzie potrafił wejść asystent przy drugiej bramce w Płocku – Andi Zeqiri,czas pokaże.

Jest przełamanie. Widzew wreszcie wygrał. Jak najbardziej zasłużenie. Strzelił dwie zwycięskie bramki, a mógł zdobyć ich więcej!

W ostatnim z możliwych momencie, gdy znalazł się w sytuacji podbramkowej czyli w strefie spadkowej, Widzew wreszcie się obudził. Wygrał ważny, arcytrudny wyjazdowy mecz z zespołem z czołówki.

Od pierwszych chwil widać było jak bardzo z dobrej strony chce się pokazać trudny do upilnowania Fornalczyk. I powinien mieć asystę. Po jego dokładnym dośrodkowaniu wykładaną piłkę na piątym metrze dostał Kornvig, ale trudno to zrozumieć czemu zamiast trafić do bramki, główkował w poprzeczkę.

To Widzew chciał, miał inicjatywę, próbował. W najlepszej akcji, po kolejnej centrze Fornalczyka nie zdołał niestety dojść do główki Bergier. Łodzianie oddając inicjatywę gospodarzom, szukali szansy w przechwytach i szybkiej kontrze. I dopięli swego. Po główce Bergiera w polu karnym piłkę ręką odbił jeden z piłkarzy Wisły i arbiter po analizie VAR podyktował jedenastkę. Pewnie wykorzystał ją Bergier. To jego jedenasty gol w sezonie! Niestety chwilę później napastnik po zbytnim okazaniu swojej radości kibicom gospodarzy, ujrzał czwartą w sezonie żółtą kartkę i kolejnym meczu nie wystąpi!

Gospodarzy natchnąć do lepszej gry miało wejście na boisko Kuna. Widzew nie zamierzał jednak oddawać inicjatywy i kurczowo bronić własnego przedpola. Nadal dobry mecz rozgrywał Fornalczyk, który po dynamicznym wejściu, strzelając z 20 metrów, trafił w poprzeczkę!

A potem była jeszcze lepsza sytuacja na podwyższenie prowadzenia. Bukari nie wygrał pojedynku sam na sam z bramkarzem. Zdołał jednak zagrać do Sheu, który strzelając z 13 metrów trafił w poprzeczkę. A Bukari… Znów niestety nie wykorzystał dogodnej sytuacji. Po podaniu, no kogo? Oczywiście Fornalczyka.

Skrzydłowy nie dawał usnąć swoim partnerom. Niezmordowany inicjował kolejne ataki. W tej sytuacji zmiana najbardziej energetycznego piłkarza w końcówce meczu wydaje się przedziwna, mocno kontrowersyjna! Ale łodzianie nie zamierzali się zatrzymać. W samej końcówce kropkę nad i postawił Kornvig strzelając gola w sytuacji sam na sam, po podaniu Zeqiriego. Ten gol to najlepszy dowód na to, że Widzew odniósł zasłużone zwycięstwo!

Mecz oglądało 8834 widzów.

20 lutego o godz. 20.30 czeka Widzew u siebie mecz z Cracovią, która bezbramkowo zremisowała z Jagiellonią.

Wisła Płock – Widzew 0:2 (0:1)

0:1 – Bergier (38, karny), 0:2 – Kornvig (89)

Widzew: Drągowski – Krajewski (90+5), Żyro, Andreou, Wiśniewski, Cheng -Bukari (90, Pawłowski), Shehu, Lerager, Fornalczyk (79, Baena) – Kornvig (90, Isacc), Bergier (79, Zeqiri)

Rozczarowanie. Porażka łodzian. O, ironio. To byli ełkaesiacy pomogli odprawić ŁKS z kwitem!

Niestety, na drużynie ŁKS nie można polegać, jak na Zawiszy. Po dobrym meczu w Bytomiu, wróciła do swoich jesiennych korzeni, dając się do przerwy dwa razy skutecznie nabrać na szybką kontrę, prezentując też momentami kompletny chaos w defensywie. Efekt? Dołująca porażka, mimo walki i zdobyciu gola. Cóż, trzeba się było obejść smakiem.

Pierwsza porażka trenera Szoki w barwach ŁKS. Dodatkowego smaczku temu faktowi dodaje to, że szkoleniowiec ma za sobą dwa lata spędzone w… Głogowie. Łodzianom na nosie zagrali byli piłkarze ŁKS. To po ich akcjach Chrobry strzelił dwiepierwsze bramki!

Rezerwowi zapewnili ŁKS sukces w Bytomiu, ale trener Szoka postawił na tę samą jedenastkę, która zaczęła premierowy mecz wiosnyi… Mieliśmy powtórkę z rozrywki. Łodzianie szybko stracili jednego, a potem drugiego gola.

Była to pierwsza akcja rywali. W objęciu prowadzenia dużą zasługę mieli byli piłkarze… ŁKS- Janczukowicz i Kelechukwu. Po dobrym dośrodkowaniu tego ostatniego piłkiw pole bramkowe bez problemów w siatce umieścił ją Laskowski.

Gospodarze próbowali odrobić straty. Strzał Tomy z 12 metrów świetnie obronił kolejny były ełkaesiak – Arndt. Więcej aktywności niż w konstruowaniu gospodarze mieli jednak w powstrzymywaniu szybkiego, dobrego technicznie Telechukwu, który dawał sobie radę nawet z trzema atakującymi go rywalami.

Chrobry nie zamierzał się tylko bronić. Bobek dobrze interweniował po strzale Nowakowskiego. Głowacki w ostatniej chwili uprzedził Janczukowicza. Próby ataku gospodarzy kończyły się nieudanymi rozegraniami piłki. W tej sytuacji gospodarze liczyli na… VAR. Na próżno. Arbitrzy nie dopatrzyli się zagrania ręką w polu karnym po akcji Loffelsenda.

Tymczasem po kolejnej dobrej, szybkiej kontrze przeprowadzonej przez nie do upilnowania dla łodzian byłych… łodzian: Janczukowicza i Kelechukwu, pogubiony stoper ŁKS doprowadził do nieszczęścia. Piłkę do własnej bramki skierował Craciun.

Zmiany w składzie, mogły przynieść akcję, jak z Bytomia. Tym razem dośrodkowywał po długim słupku Krykun, ale nie trafił Norlin. Co się odwlecze…Po centrze z rzutu rożnego odważnym strzałem z dystansu kontaktowego gola zdobył Terlecki.

Gdy wszyscy liczyli na drugiego gola łodzian, ełkaesiacy dali się w swoim polu karnym ograć, jak dzieci, stracili trzecią bramkę i wszelkie złudzenia na odrobienie strat. Doznali ósmej porażki w sezonie, drugiej na własnym boisku…

23 lutego o godz. 18 ŁKS zagra w Mielcu ze Stalą.

ŁKS – Chrobry Głogów 1:3 (0:2)

0:1 – Laskowski (5), 0:2 – Craciun (39, samobójczy), 1:2 – Terlecki (74), 1:3 – Nowakowski (83)

ŁKS: Bobek – Fałowski, Craciun, Kupczak, Loffelsend(46, Krykun), Wysokiński, Terlecki, Hinokio(58, Arasa), Głowacki(46, Norlin), Toma(84, Wojciechowski), Piasecki(70, Lewandowski)

Piłkarska karuzela kręci się dalej. Niech ta walentynkowa, futbolowa sobota będzie dla nas – Łodzian!

Jak prawdziwy, a przy tym nieco naiwny, kibic, chciałbym wierzyć, że tym razem będzie dobrze i ta sobota będzie należała do nas – łódzkich fanów. W walentynkowy, futbolowy dzień o godz. 19.30 ŁKS podejmie w I lidze Chrobrego Głogów, a o godz. 20.15 Widzew zagra w ekstraklasie z Wisłą w Płocku. Czy skończymy te zmagania z tarczą czy na tarczy?

W przypadku Widzewa dość mam ciągłego pisania na nie i coraz mocniejszego i ostrzejszego narzekania, na całe otaczające nas sportowe zło. Zdaję sobie sprawę, że rozczarowanie jest wielkie, bo i mnie ono dotyka, ale… Chcę wierzyć że ci, którzy dokonali milionowych (w euro!) futbolowych zakupów jednak wiedzieli, co robią i nowa widzewska armada wreszcie pokaże jakość,wróci z wozem, a nie na wozie.

Sytuacja jest niebezpieczna, na granicy wywinięcia I-ligowego kozła, bo po prostu kolejne porażki zepchną drużynę w ciemną uliczkę, z której nie ma już wyjścia.

W tej chwili jeszcze wszystko jest do uratowania. Ligowa tabela jest tak spłaszczona, że za dwie, trzy udane kolejki drużyna, które jest w strefie spadkowej, zapomni o tym, że w niej była. Nie da się jednak ukryć, że Widzew stanie przed arcytrudnym zadaniem. Po Wiśle przyjdzie czas na mającą pucharowe ambicje Cracovię, a potem próbującą się też ratować przed degradacją – Pogoń…

I to wszystko , gdy nie idzie, atmosfera jest pod psem, a o mobilizację i wyzwolenie widzewskiego charakteru trudno. Łódzki klub wydaje się mieć jednak piłkarzy, którzy potrafią sobie radzić z taką sytuacją, z taką presją. Stąd moja nadzieja na lepsze futbolowe widoki.

ŁKS po niesamowitym meczu w Bytomiu (od 0:2 do 3:2) na pewno nabrał wiary, że nie wszystko jest jeszcze stracone i walka o strefę barażową, a nawet drugie miejsce, dające bezpośredni awans, jest realna. Wszak łodzian od drugiej Polonii Bytom, dzieli tylko pięć punktów! Wszystko może się stać. Trzeba tylko wygrywać i wygrywać, bowiem tylko seria zwycięstw przedłuży nadzieję, że nie skończy się na marnym środku tabeli.

Po pojedynku z Chrobrym, trzeba się będzie wybrać na spotkanie ze Stalą w Mielcu, a potem podjąć Miedź Legnica. Oba zespoły mają o co grać, więc łatwo skóry nie sprzedadzą, ale to dotyczy wszystkich drużyn tej ligi. ŁKS pokazał w Bytomiu, że ma atuty, żeby w tych rozgrywkach jeszcze zamieszać.

A zatem Łodzianie! Ruszajcie w walentynkową sobotędo zwycięskich futbolowych bojów, na które tak czekamy.

KS Hokej Start Brzeziny bez medalu. Trenerka Małgorzata Polewczak: – Dostałyśmy zimny prysznic. Teraz przed nami nowe wyzwania!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

W Swarzędzu w meczu o brązowy medal halowych mistrzostw Polski w hokeju na trawie KS Hokej Start Brzeziny niestety przegrał z AZS II Politechnika Poznańska 1:3. Brąz dla poznanianek. Brzezinianki prowadziły 1:0, nie wykorzystały kilku okazji. A końcówka spotkania należała do rywalek.

– Nie wiem, co się stało – mówi trenerka Małgorzata Polewczak. – Młodzież bujała w obłokach. Część zawodniczek nie była po prostu sobą. To był inny, o niebo gorszy zespół, niż ten, który tydzień wcześniej walczył w turnieju eliminacyjnym. Dostałyśmy zimny prysznic.

Cóż, nie zawsze się jest na topie. W każdym razie cenne sportowe doświadczenie. Trzeba z niego wyciągnąć pozytywne wnioski i wiosną skutecznie walczyć o medal na . Jestem pewna, że naszą drużynę stać na jego zdobycie!

Rozgrywki na trawie zostaną wznowione na początku kwietnia. My, zanim do nich przystąpimy, pojedziemy na turniej na Chorwację. To pozwoli nam się lepiej przygotować do ligowych zmagań.

A zaczną się one spotkaniem z… AZS II Politechnika Poznańska. Będzie znakomita, wyjątkowa okazja do sportowego rewanżu. A poza tym w Brzezinach drużyna KS Hokej Start weźmie udział w turnieju Klubowego Pucharu Europy. Oj, będzie się działo.

KS Hokej Start w halowych zmaganiach: Anna Gabara, Justyna Ferdzyn, Magdalena Pabiniak, Oliwia Kucharska, Natasza Nowakowska, Dziyana Varanovich, Gabriela Budziewska, Kinga Owczarek, Patrycja Kalczyńska, Natalia Kucharska, Karolina Grochowalska, Marzena Koza. Trenerka: Małgorzata Polewczak.

Na takich rezerwowych można polegać jak na Zawiszy, Dzięki nim ŁKS odmienił losy wyjazdowego meczu i wygrał!

Fot. Artur Kraszewski

Prawdziwe szkoleniowe wejście smoka. Trener Grzegorz Szoka, prowadząc ŁKS, jeszcze nie zaznał goryczy porażki. I tak trzymać. Trener jest na fali, skoro jego drużyna potrafiła wyjść obronną ręką z wyjazdowego 0:2. W trzynaście minut z nawiązką odrobić starty i wygrać 3:2 wyjazdowy mecz z wiceliderem Polonią.

Co szkoleniowiec zrobił, gdy zabrakło, stabilizującego grę drużyny, Michała Mokrzyckiego? Nie kryję, ku mojemu zaskoczeniu, a pewnie i nie tylko mojemu, postawił na niechcianego w Bytomiu Kacpra Terleckiego. Gdy poprzednio 21-letni piłkarz bronił łódzkich barw zaliczył w II-ligowym zespole 77 minut w czterech występach. A teraz pełne zaufanie – 90 minut grania. Nie wszystko mu wychodziło, ale… zatrzymał kilka ataków rywali, walczył aż miło, starał się, z dobrym skutkiem, być potrzebny. Kolejny piłkarz wyciągnięty przez Grzegorza Szokę z ligowych zaświatów, jak wcześniej stało się to z Koki Hinokio, który pokazał klasą i umiejętności, gdy strzelał w Bytomiu ważnego gola.

Teoretycznie mogło się wydawać, że znów będzie wyjazdowa wtopa, jak zwykle. Jednym z powodów, obok za prostych błędów w grze defensywnej, byłaby słaba postawa najlepszego piłkarza zespołu w rundzie jesiennej – Jaspera Loffelsenda.

Okazało się jednak, nie po raz pierwszy i nie ostatni, że nie ma ludzi niezastąpionych. Piłkarz, który wszedł na boisko w miejsce Jaspera, okazał się superrezerwowym. Serhij Krykun zaliczył asystę, zdobył zwycięskiego gola i zagrał bodaj swój najlepszy mecz w barwach ŁKS!

Dodajmy, w tym miejscu, że trener Grzegorz Szoka, mądrze przeczytał grę i to co się dzieje na boisku. W odpowiednim momencie wpuścił na plac zmienników, którzy nie tylko go nie zawiedli, ale wręcz odmienili losy spotkania! Mocna ławka, to może też być atut łodzian w kolejnych spotkaniach. 14 lutego ŁKS podejmie Chrobrego Głogów o godz. 19.30. Jesienią rywale wygrali 2:1.

Nie brakuje łódzkich akcentów w kobiecym, młodzieżowym, reprezentacyjnym rugby

Fot. Venol Atomówki

Reprezentacja Polski Kobiet U18 w Rugby 7 rozpoczyna kluczowy etap przygotowań do tegorocznych Mistrzostw Europy. W dniach 12-15 lutego w Warszawie odbędzie się pierwsze w tym roku zgrupowanie szerokiej kadry narodowej, na które trener Jarosław Bator powołał 29 zawodniczek reprezentujących 14 klubów z całej Polski. Lutowe zgrupowanie ma na celu pokazać, jak zawodniczki przepracowały okres grudzień/styczeń oraz dokonać selekcji składu, który będzie się szykował na mistrzostwa.

O tych faktach przypomina człowiek ikona polskiego i łódzkiego rugby, bez którego łódzkie kobiece rugby byłoby w innym, zdecydowanie gorszym miejscu, czyli trener i menedżer łódzkich Atomówek – Zbigniew Grądys.

Silną grupę w reprezentacji stanowią zawodniczki z Łodzi. Wśród powołanych znalazły się trzy reprezentantki Venol Atomówek ŁódźOliwia BrończykAmelia ChojnackaWiktoria Michałowska (występująca w barwach Atomówek na zasadzie wypożyczenia z Alfy Bydgoszcz), oraz trzy zawodniczki z KS Budowlani ŁódźAmelia BykowskaKarolina WojtczakMartyna Pierchałka.

Łódzkie akcenty odnajdziemy także w sztabie szkoleniowym. Funkcję trenera głównego reprezentacji Polski pełni Jarosław Bator (na co dzień trener KS Budowlani Łódź), a rolę kierownika kadry powierzono Zbigniewowi Grądysowi, doświadczonemu szkoleniowcowi związanych z łódzkimi Atomówkami.

Cieszy mnie fakt, że aż tyle zawodniczek z Łodzi zyskało uznanie w oczach sztabu szkoleniowego – mówi Zbigniew Grądys, kierownik reprezentacji. – Warto podkreślić, że Oliwia Brończyk, Amelia Chojnacka i Martyna Pierchałka to medalistki z poprzedniego sezonu, w którym zdobyły Wicemistrzostwo Polski w kategorii U16 z drużyną „Venolek”. To zgrupowanie to dla nich wielka szansa. Mam nadzieję, że ich ciężka praca zaowocuje udziałem w lipcowych Mistrzostwach Europy. Trzymam za nie mocno kciuki!

– To już moje kolejne powołanie – mówi Oliwia Brończyk – ciężko pracujemy w klubie i na kadrach żeby pokazać się z jak najlepszej strony. Na swój pierwszy trening przyszłam dwa lata temu za namową koleżanki i nie żałuję. Dlatego zachęcam wszystkie dziewczyny do przyjścia na trening, bo rugby to fajna przygoda.

Zostań kolejną reprezentantką! Sukcesy łodzianek pokazują, że rugby to sport dający wielkie możliwości rozwoju. Klub Venol Atomówki Łódź zaprasza dziewczęta z roczników 2010–2014 na treningi. Może to właśnie wśród nowych zawodniczek kryją się przyszłe reprezentantki kraju?

Treningi odbywają się w: poniedziałki i piątki, godz. 18:30, ul. Ciołkowskiego 11a, Łódź

« Older posts Newer posts »

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑