Ryżową Szczotką

Rezerwowy Pafka

Page 8 of 190

Widzew. Czy może być jeszcze gorzej? Oczywiście, że może, gdy na niepokojące pytania nie ma pozytywnych odpowiedzi

Fot. widzdew.com

Tak, tak, to nie przekłamanie. Widzew wygrał po raz ostatni w ekstraklasie 28 listopada 2025. Pokonał wtedy Piasta w Gliwicach 2:0. Potem były już tylko porażki: 1:2 z Zagłębiem, 1:3 z Jagiellonią, 0:1 z GKS. Czy może być jeszcze gorzej? Oczywiście, że może. Nie ma żadnych przesłanek, że łodzianie nagle zaczną gra lepiej, a przyjdzie im się zmierzyć 14 lutego o godz. 20.15 w Płocku z Wisłą. Boskiego wiatru nie czuje łódzki kamikadze – trener Igor Jovicević. Robi na razie wszystko, jakby działał na własną zgubę i prowadzonego przez siebie klubu, choć nie ma opcji wyrzucenia go z roboty.

Straszne musi być w Widzewie ciśnienie i presja prezesów, dyrektorów sportowych, menedżerów, i bóg wie kogo, skoro szkoleniowiec, widząc jak kiepsko poszło w premierze z Jagą, decyduje się posłać do boju siedmiu nowych, sprowadzonych zimą zawodników. Zamiast integracji, budowaniu na fundamentach stworzonych podczas zgrupowania w Turcji, jest jeszcze większa boiskowa anarchia. Pytam się, po kiego diabła było zimowe, drogie zgrupowanie, skoro natychmiast zostało ono przekreślone, jako wartość w tworzeniu lepszego, bardziej zintegrowanego zespołu?

Efekt jest widoczny w obu spotkaniach. Nie wiadomo o co chodzi, kto za co ma odpowiadać. Jest słabo, słabiutko, słabiusieńko, bez wielkich widoków na szybką poprawę.

Pojawiają się proste, niepokojące pytania. Dlaczego liderem znów zostaje beznadziejny w starciu z Jagą – Juljan Shehu, który na dodatek gra z opaską kapitana? Czy po to, żeby się czarno na białym przekonać, że w środku pola Widzew nie istnieje? Dlaczego stałe fragmenty gry wykonuje Sebastian Bergier, gdy jako jedyny napastnik, jest na placu? Dlaczego nie pojawia się na boisku w Katowicach od pierwszej minuty najlepszy w premierze z Jagą – Mariusz Fornalczyk?

Kiedy skończy się grzebanie w formacji, która wymaga największego spokoju czyli w defensywie? Co zrobiła ta z ostatniego meczu? Zaliczyła juniorską wpadkę. Dała się przepchnąć w polu karny rywalom, co skutkowało stratą bramki i w efekcie kolejną porażką. Dlaczego mówienie o widzewskim charakterze, walce do końca, boiskowej ambicji, to frazes, puste słowa, a nie ligowa praktyka?

Na razie nie ma w Widzewie opcji zwolnienia kolejnego szkoleniowca, choć ja uważam, że zdecydowanie lepiej poukładałby to wszystko polski, znający realia, trener z doświadczeniem. Taki nie przymierzając Daniel Myśliwiec. Prowadzony przez niego Piast wyrasta na pogromcę faworytów. Cóż, mądry widzewiak po szkodzie…

Naszpikowany milionerami Widzew zamienił ligowe granie w kabaret. Tak dalej być nie może, bo inaczej łodzianie wylądują z hukiem w I lidze!

Nowy, wiosenny, naszpikowany milionerami Widzew, milowymi krokami zmierza do I ligi. Przegrał w ekstraklasie po raz 12, ósmy na obcym boisku, drugi z rzędu po wznowieniu rozgrywek. Trzeba bić na alarm i podejmować radykalne kroki…

Są nowi piłkarze Widzewa. Jest ich siedmiu, kupionych za ciężkie pieniądze. No, to zagrali wszyscy od pierwszej minuty w Katowicach. Jak zagrali? Słabo lub jeszcze… słabiej. Mamy zatem, trwający ciągle, nieudolny proces budowania drużyny Widzewa na żywym organizmie w trakcie ligowych rozgrywek. Łodzianie wychodzą na tym, jak Zabłocki na mydle.

Padający ciągle deszcz ze śniegiem nie ułatwiał grania. Po 20 minutach wielkiej ostrożności, Widzew zdecydował się na kilka chwil śmiałości, czego najbardziej widocznym efektem był niecelny strzał z dystansu Chenga. W sumie najwięcej było wybijania piłki na aferę i ligowej nudy na pudy ze strony łodzian.

Za to rywale byli po prostu konkretni. W ostatniej akcji tej części gry po centrze z rzutu rożnego Nowaka (siódma asysta w sezonie), wyblokowany skutecznie przez partnerów, niepilnowany Klemenz posłał piłkę głową w róg łódzkiej bramki. Nie wiem: śmiać się czy płakać? Zachowanie łodzian godne szkółki niedzielnej dla futbolowych żółtodziobów!

Wreszcie, wreszcie w 46 min była akcja widzewiaków i od razu groźna. Po centrze z rzutu rożnego Bergiera, tuż obok słupka główkował Shehu. W rewanżu zamieszał łodzianami w polu karnym Kowalczyk, ale jego strzał pewnie obronił Drągowski. Równie dobrze spisał się, broniąc uderzenie Wasielewskiego.

Potem była niezbyt interesująca ligowa walka (z fatalnym kiksem Milewskiego w polu karnym – to powinien być drugi gol i kapitalnym uderzeniem z rzutu rożnego Nowaka). Arbiter Kos chciał ratować Widzew, dyktując w doliczonym czasie wymyślony rzut karny, ale VAR (z arbitrem Marciniakiem) nie dopuścił do sędziowskiej kompromitacji.

Jeden piłkarz, były ełkaesiak Kowalczyk, był lepszy od wszystkich grających w polu nowych piłkarzy Widzewa razem wziętych. I to zdanie niech wystarczy za cały komentarz, choć GKS miał więcej dobrych graczy, jak choćby Klemenz czy Wasielewski…

14 lutego o godz. 20.15 kolejne trudne ligowe wyzwanie przed łodzianami. Mecz w Płocku z rewelacją rozgrywek – Wisłą.

GKS Katowice – Widzew 1:0 (1:0)

1:0 – Klemenz (45, głową)

Widzew: Drągowski – Isaac, Wiśniewski, Visus, Cheng – Baena(59, Fornalczyk), Lerager, Shehu(73, Selahi), Bukari – Kornvig(59, Alvarez), Bergier(73, Zeqiri)

ŁKS przegrywał 0:2 i co zrobił? W 13 minut odwrócił losy szalonego meczu i wygrał z wiceliderem – Polonią!

Ach, co to był za mecz. Ogromne emocje, składne akcje, proste błędy, sporo bramek i dla nas łodzian najważniejsze – trzecie wyjazdowe zwycięstwo ŁKS! A nie było łatwo. Mecz toczył się w strugach ulewnego deszczu. Łodzian dopingowała grupa około 100 kibiców. Zaskoczeniem było pojawienie się w wyjściowym składzie Terleckiego, którego nie chcieli w… Bytomiu i powrót Bobka do bramki. Piasecki był trudny do poznania, gdyż zmienił kolor włosów.

Zaczęło się fatalnie. Do trzech razy sztuka. Dwa razy skutecznie interweniował Bobek, ale przy trzeciej akcji… Po stałym fragmencie gry czyli rzucie rożnym dał się przeskoczyć Głowacki, a kolejny niepilnowany piłkarz – Krzyżak wykonał wyrok.

Gol obudził ŁKS. Atakował, stworzył sytuacje, ale strzały łodzian nie były groźne lub były niecelne. Za to gospodarze byli groźniejsi. Kapitalnymi interwencjami popisał się Bobek.

ŁKS miał jednak 200-procentową okazję. Po błędzie bramkarza praktycznie pustą bramkę miał przed sobą Toma. Powinien strzelić gola z zamkniętymi oczami, a tymczasem jego uderzenie w ostatniej chwili zablokował Krzyżak. Niemożliwe, ale prawdziwe!

ŁKS, a dokładnie Kupczak, zaczął drugą połowę od superklopsa. Podawał piłkę Bobkowi. Zrobił to tak nieudolnie, że piłkę przejął rywal i pewnie pokonał bramkarza. Czarna rozpacz.

Zmiany dokonane przez trenera Szokę wpłynęły pozytywnie na ŁKS i losy spotkania! Goście mieli szansę na kontaktową bramkę po godzinie gry, ale piłka po strzale Piaseckiego odbiła się jeszcze od nogi rywala. Ale, ale… po rzucie rożnym znakomitym uderzeniem głową popisał się Craciun.Zdobył kontaktowego gola.

To, co zrobił w kolejnej akcji, a nie minęło 60 sekund, Hinokio, to po prostu majstersztyk. Po podaniu Krykuna, uderzył inteligentnie piłkę w górny róg bramki. Nie do obrony. ŁKS szedł za ciosem. Po wysokim pressingu odzyskał piłkę. Centrował Norlin, a akcję celnym strzałem zamknął Krykun! W końcówce dobra interwencja Bobka ratowała gości. A na bohatera spotkania wyrósł… rezerwowy Krykun.

W Walentynki czyli 14 lutego ŁKS podejmie Chrobrego Głogów o godz. 19.30. Jesienią rywale wygrali 2:1.

Polonia Bytom – ŁKS 2:3 (1:0)

1:0 – Krzyżak (15), 2:0 – Kwiatkowski (50), 2:1 – Craciun (61, głową), 2:2 – Hinokio (62), 2:3 – Krykun (74)

ŁKS: Bobek – Fałowski, Craciun, Kupczak, Loffelsend(58, Krykun), Hinokio(88, Ernst), Wysokiński, Terlecki,Głowacki(58, Norlin), Toma(58, Arasa), Piasecki

Międzynarodowe władze doceniły to, co zrobił dla koszykówki na wózkach łodzianin – Andrzej Olejnik. Wielki szacun!

Fot. ŁTRSN

Andrzej Olejnik skończył swoją misję propagowani rozwijania koszykówki na wózkach w Łodzi i w Polsce. Wielki szacun. Doceniły to międzynarodowe władze.

Pan Andrzej dostał obszerny list z podziękowaniami z międzynarodowej federacji z takim oto wstępem: Proszę przyjąć wyrazy mojego szczerego uznania dla znakomitej pracy, jak± wykonał Pan na rzecz koszykówki na wózkach inwalidzkich w Łodzi, w Polsce. Z najwyższym szacunkiem przekazuję Panu osobisty list od pana Waltra Pfaller, Prezydenta IWBF Europe .Raz jeszcze dziękuję za wszystko i życzę dalszych sukcesów I zdrowia.

Petr Tucek – sekretarz generalny.

Tymczasem: SSN START Łódź – Sportowe Stowarzyszenie Niepełnosprawnych START Łódź ogłasza nabór do nowej sekcji koszykówki na wózkach w Łodzi. W porozumieniu z innym naszym łódzkim klubem, który do tej pory szkolił koszykarzy na wózkach – Koszykówka na wózkach Lodz – ŁTRSN, SSN Start przejmuje sekcję i będzie podtrzymywać ponad 28-letnią tradycję Łódzkiego Towarzystwa Rehabilitacyjno – Sportowego Niepełnosprawnych, na czele którego stał Prezes Andrzej Olejnik

SSN Start poszukuje zarówno kobiety, jak i mężczyzn z niepełnosprawnościami o każdym poziomie zaawansowania.

#SportowaŁódź #SportwŁodzi #SportBezBarier #Sport #Łódź #KoszykówkaNaWózkach

KS Hokej Start. Finałowy turniej – brzezinianki bardzo chcą zdobyć medal halowych mistrzostw Polski!

Zdjęcia: Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Pierwszy, historyczny turniej eliminacyjny halowych mistrzostw Polski w hokeju na trawie kobiet w Brzezinach, pod względem organizacyjnym, udał się znakomicie. – Wszystkim się świetnie grało w naszej nowiutkiej hali – mówi trenerka Małgorzata Polewczak.

Niestety, sportowo już tak dobrze nie było…

W meczu, który miał wpływ na ostateczną kolejność w eliminacjach halowych mistrzostw Polski, po dramatycznej, zaciętej walce brzezinianki przegrały z pierwszym zespołem AZS Politechnika Poznańska3:4. Wydawało się, że są tuż, tuż. Gospodynie goniły wynik, doprowadziły do remisu, ale ostatnie słowo należało do rywalek. Szkoda.

– Nie mam pretensji do dziewcząt. Walczyły znakomicie – z sercem, pasją – mówi Małgorzata Polewczak. – Moim zdaniem były lepsze, ale sport nie zawsze jest sprawiedliwy. Na dodatek sędziowie zamiast pomagać w grze, tylko przeszkadzali. I to głównie nam. Gdy potem patrzyłam w internecie na męskie, halowe rozgrywki, to jakim widziała dwa sędziowskiem światy…

Finałowe zmagania o medale8 lutego 2026 roku w Swarzędzu, a właściwie w hali sportowej przy Szkole Podstawowej w położonym 3 km od Swarzędza – Zalasewie. KS Hokej Start zagra w samo południe o brązowy medal z drugą drużyną AZS Politechnika Poznańska.

– Oj, nie będzie to łatwy mecz – uważa Małgorzata Polewczak. – Gdy jedno spotkanie decyduje o wszystkim… wszystko może się zdarzyć. Ja wierzę w sportową moc swojego zespołu, którą pokazał podczas turnieju w Brzezinach.

W eliminacjach obie drużynyzagrały ze sobą dwa razy. Zwycięstwa odniósł KS Hokej Start, ale po walce 1:0 i 4:3. Wierzymy, że będzie trzecia wygrana, tym razem na wagę medalu.Finał, godz. 13.45: Swarek Swarzędz – AZS I.

Drużyna KS Hokej Start: Anna Gabara, Justyna Ferdzyn, Magdalena Pabiniak, Oliwia Kucharska, Natasza Nowakowska, Dziyana Varanovich, Gabriela Budziewska, Kinga Owczarek, Patrycja Kalczyńska, Natalia Kucharska, Karolina Grochowalska, Marzena Koza. Trenerka: Małgorzata Polewczak.

Widzew. Nastroje po dotkliwej porażce są fatalne. To na pocieszenie łyk pozytywnej, strzeleckiej statystyki

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Mecz z Jagiellonią dla Widzewa był beznadziejny i do zapomnienia (1:3!), ale doszło do wyrównania historycznego wyczynu. Stało się. Sebastian Bergier wykorzystując rzut karny, strzelił 10 bramkę dla łodzian w na razie wyjątkowo nieudanym sezonie.

Po powrocie do ekstraklasy żadnemu widzewiakowi nie udało się przekroczyć bariery dziesięciu trafień. Bartłomiej Pawłowski zdobył dokładnie dziesięć bramek (2022/2023), Jordi Sanchez osiem (23/24), a Imad Rondić dziewięć (24/25).

Wygląda na to, że Sebastian będzie pierwszy, któremu uda się pokonać strzelecką barierę, bo inaczej… Aż strach pomyśleć, co może na koniec czekać Widzew.

Przypomnijmy za Interią: Ostatnim napastnikiem Widzewa, który zdobył w sezonie więcej niż 15 bramek był Artur Wichniarek. Stało się to w… ubiegłym wieku. W sezonie 1998/99 strzelił 20 goli. Rok wcześniej Jacek Dembiński trafił 17 razy, a dwa lata wcześniej Marek Koniarek z 29 trafieniami został królem strzelców. W XXI wieku najwięcej bramek w ekstraklasie dla Widzewa strzelił Eduards Visnakovs. Było to 12 goli (2013/2014).

Oby Sebastian powiększył swój strzelecki dorobek już 8 lutego, gdy o godz. 17.30 Widzew zmierzy się w Katowicach z GKS. Jesienią pewnie wygrali łodzianie 3:0. Jak będzie teraz? Trzeba pamiętać, że rywale mają w składzie Ligowca Roku 2025 – Bartosza Nowaka (6 bramek na koncie). Mecz pokaże TVP!

ŁKS. Czy trener Grzegorz Szoka zbudował mentalność zwycięzców? Liga szybko da odpowiedź na to pytanie!

Najlepszy jesienią piłkarz ŁKS – Jasper Loffelsend Fot. Artur Kraszewski

Sąsiad za miedzy znów postawił na kadrową rewolucję i na razie wyszedł na niej, jak Zabłocki na mydle. W ŁKS z kolei postawili na transferowy spokój, podszyty wielkim niepokojem (wszak odszedł do Wrocławia za pół miliona złotych jeden z liderów – Michał Mokrzycki). Łodzianie sprowadzili dwóch młodych graczy (w planach trzeci!), w tym bodaj najbardziej doświadczonego obrońcę Maksymiliana Pingota z Górnika Zabrze. Wrócił jeszcze Kacper Terlecki plus zdolna młodzież z drużyny rezerw (ostatnio 16-letni pomocnik Sebastian Sopel). I to by było na tyle. Inna taktyka, inne działania… Poczekamy na efekt.

ŁKS wielkiej wymiany, wydawało się, że na lepsze, dokonał przed ligową jesienią. Niestety, szło jak po grudzie. Sytuację poprawiło ściągniecie Bastiena Tomy, a także zmiana taktyki z 4-2-3-1, na trójkę w obronie i granie wahadłowymi.

To jednak było za mało. Nowy trener Grzegorz Szoka po serii ligowych wpadek musiał zdyscyplinować drużynę. Sprawił, że przestała się ona kompromitować i zaczęła ciułać punkty. Na nowo odkrył, że choćby taki Koki Hinokio, może być i słusznie, bardzo przydatny drużynie. To był pierwszy krok. Trzeba zrobić następne, żeby drużyna grała o coś więcej niż beznadziejny i dołujący psychicznie i sportowo środek tabeli.

Trener ŁKS – Grzegorz Szoka Fot. ŁKS Łódź

Grzegorz Szoka: – Trzy ostatnie mecze ligowe, w których to ja prowadziłem zespół, to było uproszczenie naszej gry. Ważne było dla mnie wtedy, żeby nie przyjść do zespołu i nie zabrać ludziom nadziei na lepszą wiosnę. Dzisiaj jesteśmy dużo lepiej zorganizowaną drużyną. Liczę też na to, że piłkarze, którzy przyszli do klubu latem, już znają się lepiej i przełoży się to na lepszą grę w lidze.

Chcemy budować mentalność zwycięzców. W każdym sparingu graliśmy po to, żeby wygrać. To jest sport i musimy chcieć wygrywać. Czas pokaże, czy przełoży się to na mecze ligowe już od samego początku.

7 lutego o godz. 19.30 jedenasty w tabeli ŁKS zagra na boisku wicelidera – Polonii Bytom. Jesienią w Łodzi wygrał… 5:0. Teraz takiego wyniku nie będzie, ale… Ewentualny sukces łodzian dałby im mocną nadzieję na udaną wiosnę i skuteczną walkę o strefę barażową.

Widzew. Nowi zawiedli na całej linii, ale niech ktoś wytłumaczy, co stało się z liderem zespołu!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Widzew, co brzmi wręcz nieprawdopodobnie przegrał 11, słownie: jedenasty mecz w sezonie, czwarty na własnym boisku i jest w strefie spadkowej. Nie ma w lidze klubu, który doznałby tylu porażek.

Łodzianie nie mieli szans w starciu z przyzwoicie, choć nie rewelacyjnie, grającą, poukładaną piłkarsko drużyną Jagiellonii (1:3). Prawda jest okrutna. Na boisku pojawili się nowi piłkarze sprowadzeni za miliony i wszyscy, poza Przemysławem Wiśniewskim, bo grał krótko i trudno go ocenić, zawiedli. Powiedzmy wprost: niektórzy na całej linii. Gorzej, znacznie gorzej, że beznadziejny występ, może najgorszy w łódzkich barwach, zanotował lider – Juljan Shehu. Miał swój niesławny udział przy stracie wszystkich bramek!

Najbardziej niepokojące jest jednak to, że przez różowe okulary patrzył na spotkanie trener Igor Jovicević. Zwalał wszystko na pogodę i boiskowy przypadek. Trzeba jednak pamiętać, że to on, nikt inny, przygotował nic nie dającą taktykę grania dwoma napastnikami, skutecznie i z łatwością odcinanymi przez rywali od podań… Bez krytycznej analizy, tego co się stało w premierze, nic dobrego nie wyniknie.

A tu trzeba grać dalej. 8 lutego o godz. 17.30 Widzew zmierzy się w Katowicach z GKS. Jesienią pewnie wygrali łodzianie 3:0. Jak będzie teraz? Trzeba pamiętać, że rywale mają w składzie Ligowca Roku 2025 – Bartosza Nowaka, który w premierowym, wiosennym meczu z Zagłębiem w Lubinie, wygranym 2:0, strzelił bramkę w 64 sekundzie!

Rywale mogą spokojnie przygotowywać się do starcia z Widzewem, gdyż ich środowy, zaległy mecz z Jagiellonią, ze względu na panujące warunki atmosferyczne, został odwołany.

Czego się nie robi dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jarosław Piechota przez 10 godzin wchodził na trzynaste piętro ORION Business Tower

Zdjęcia: archiwum Jarosława Piechoty

Wydarzenie sportowe płynące z potrzeby serca. Tym cenniejsze, bezcenne. Odbyło się kolejne, już 9.wydarzenie z cyklu (Z) Piechotą po Schodach w ramach finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.


Polega ono na 10 – godzinnym wchodzeniu po schodach na 13.piętro ORION Business Tower przez naszego łódzkiego propagatora towerrunning’u Jarosława Piechotę. Za każde okrążenie sponsorzy wpłacają datek w różnej wysokości, w tym roku był to przedział między 30-80 zł. Event odwiedza co roku mnóstwo ludzi, którzy za symboliczną wpłatę do puszki Orkiestry, mogą także wejść z  Jarkiem, poczęstować się zupą i ciastkiem oraz wylosować różne gadżety i vouchery od sponsorów.


W tym roku dzięki świetnej dyspozycji Jarek zrobił 109 okrążeń i niewiele brakło, aby pobił rekord z wszystkich ubiegłych lat.

W liczbach:
109 wejść na 13. piętro, daje:
1417 pięter
32482 schody
A uzbieraliśmy 24 295,51 zł

Reasumując wszystkie edycje z 9 lat uzyskałem :
903 wejścia na 13te piętro
11 739 pięter
45 488m w pionie
269 094 schody
Cała kwota przekazana na Orkiestrę 158 501,92 zł. Imponujące!

Z wielkiej finansowej ofensywy wyszła sportowa… klęska. Ligowa premiera Widzewa to jedna, wielka kompromitacja. Po prostu wstyd!

Miało być wielkie, wiosenne otwarcie. Wyszła sportowa klęska łodzian i wstyd, czego dowodem wyjątkowy pokaz sportowego nieudacznictwa, zwłaszcza nowych piłkarzy. Jeszcze raz okazało się, że pieniądze w piłkę nie grają. Mecz toczył się przy temperaturze -10 C. To zamroziło łodzian, rozgrzało rywali, którzy, co tu kryć, byli o klasę lepsi. Sytuacja Widzewa, który jest w strefie spadkowej, staje się coraz trudniejsza!

Widzew do przerwy to jedno wielkie rozczarowanie. Nie przeprowadził żadnej składnej akcji, za to stracił gola! Jaga nic sobie nie robiła z pressingu łodzian. Współpracy widzewskich napastników po prostu nie było. Rywale skutecznie odcinali ich od podań. Indywidualne akcje zaczepne kończyły się na drugim z broniących rywali. Była łódzka asekuracja, podszyta obawą, w grze defensywnej. I na nic się nie zdała. Ba, okazała się pozorna…

Przy prostej stracie Chenga, Jaga ruszyła z kontrą. Kilka dokładnych podań piłki, pogubieni łodzianie, znakomita asysta Imaza i Drągowski wyciągał piłkę z siatki po strzale Mazurka. No, po prostu łódzka rozpacz.

A mogło być jeszcze gorzej. Dobrze, że egoizm Pululu uratował gospodarzy. Strzał w boczną siatkę, zamiast składnego rozegrania akcji, był rozczarowaniem. Łodzianie, aż przykro było patrzeć, tworzyli zbiór przypadkowych zawodników, a nie zespół z prawdziwego zdarzenia. A nowi piłkarze? Mówiąc łagodnie: kompletnie niewidoczni.

Druga połowa zaczęła się obiecująco. Po znakomitej centrze Bergiera, w stuprocentowej sytuacji Bukari główkował obok słupka. W odpowiedzi Shehu, niczym nieopierzony junior, trafił w polu karnym w nogę Pululu i co? Po analizie VAR jedenastka, którą wykorzystał poszkodowany. Było źle, jest jeszcze gorzej…

W 58 min pierwszy celny strzał łodzian. Akcja rezerwowych. Fornalczyk podał znakomicie, ale nie zanotował asysty, bo Kornviq w doskonałej sytuacji uderzył zbyt łatwo, żeby bramkarz gości miał kłopoty.

Po zejściu Pawłowskiego kapitańską opaskę przejął Shehu. Widzew był coraz bardziej nerwowy i chaotyczny w grze. Tylko łaskawości sędziego Raczkowskiego beznadziejny Lerager zawdzięcza to, że w 65 min nie ujrzał drugiej żółtej czyli czerwonej kartki! A to, gdy Pululu, w walce o piłkę, przechytrzył dwóch graczy gospodarzy, no to po prostu łódzki wstyd.

A potem, to co wyprawiał Cheng w defensywie, nie zdarza się nawet w lidze juniorów. Nic dziwnego, że Widzew stracił trzeciego gola. Patrzenie na to, co wyprawiali gospodarze, było trudne do wytrzymania.

Jedynie pozytywnie grający piłkarz łodzian czyli Fornalczyk został sfaulowany w polu karnym, a potem trwały targi, kto ma wykonywać jedenastki. Shehu się obraził, strzelał Bergier i wykorzystał rzut karny. Tak, na otarcie łez. Suma wszystkich ligowych strachów została jednak z łodzianami.

8 lutego o godz. 17.30 Widzew zagra w Katowicach z GKS, z którym 3 marca o godz. 20.45 (transmisja TVP Sport) zmierzy się też w Katowicach w meczu  1/4 finału  Pucharu Polski.

Widzew – Jagiellonia 1:3 (0:1)

0:1 – Mazurek (36), 0:2 – Pululu (55, karny), 0:3 – Wojtuszek (80), 3:1 – Bergier (89, karny)

Widzew: Drągowski – Krajewski (65, Isaac), Andreou (90, Wiśniewski), Visus, Cheng – Bukari, Lerager, Shehu, Pawłowski (56, Fornalczyk) -Bergier, Zeqiri (56, Kornvig)

« Older posts Newer posts »

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑