
Dariusz Adamczuk fot. Martyna Kowalsk, widzew.com
Oto najlepszy dowód na to, że dotychczasowa sportowa polityka Widzewa zakończyła się klęską, skoro klub zgodnie z oczekiwaniem pożegnał dyrektora sportowego, który odpowiadał za transfery, o których mówił, że są w porządku i dają szanse na rozwój (bo co innego miał mówić na swoją obronę). A jaka jest prawda, każdy widzi. Widzew zajmuje 12 miejsce, mając na koncie 5 zwycięstw, 2 remisy, 8 porażek, w tym 6 na wyjeździe. Fakt jest taki: dyrektor sportowy Mndaugas Nikolicius odchodzi z Widzewa. Razem z nim Igor Cerina.
Dariusz Adamczuk, pełnomocnik zarządu ds. sportu: – Odkąd dołączyliśmy do Klubu z Piotrem Burlikowskim analizujemy sytuację w Widzewie. Mamy pierwsze spostrzeżenia, oceny i wnioski. Chcę, by w dziale sportowym obowiązywał model pracy proponowany przeze mnie. Dlatego też rekomendowałem, by z pewnymi zmianami nie czekać do przerwy zimowej,. Docelowo nie chciałbym, żebyśmy w Widzewie mieli do czynienia z rozproszeniem odpowiedzialności za tak ważne kwestie jak transfery piłkarzy. Wiadomo, że nad ruchami “do” i “z” klubu zawsze pracuje zespół ludzi, natomiast na końcu jest osoba, która je akceptuje, zatwierdza, a następnie firmuje. W Widzewie teraz to moja odpowiedzialność i chcę, by było to wyraźne również w strukturze działu sportowego.
Na górze piramidy skautingowej są Sławomir Rafałowicz i Piotr Kasprzak, którzy już teraz intensywnie pracują nad zimowym okienkiem transferowym, Tylko w ostatnich dniach wizytowaliśmy kilka europejskich lig, gdzie na żywo oglądaliśmy zawodników, którzy potencjalnie mogą wzmocnić Widzew.
Moim zdaniem osobista obserwacja jest bardzo ważnym elementem dobrego procesu rekrutacyjnego piłkarza i pozwala z większą precyzją ocenić go nie tylko pod kątem umiejętności, ale także dopasowania do stylu drużyny. Natomiast jeśli chodzi o kwestie związane z zarządzaniem Działem Sportowym, mamy już opracowany podział kompetencji i odpowiedzialności pomiędzy Piotrem i mną i w takim zespole będziemy kontynuować prace.
Przed erą Roberta Dobrzyckiego, w klubie budowano poduszkę finansową – a teraz nie trzeba było się przejmować topniejącymi oszczędnościami, bo – jak w wywiadzie dla Interii mówił przed sezonem prezes klubu Michał Rydz – „nowy” Widzew nie musi się przejmować generowaniem straty.
Zatem je powiększał, popełniając m.in. transferowe wielbłądy. Oby ostatnie zmiany oznaczały ich koniec!

Mndaugas Nikolicius fot. widzew.com

Dodaj komentarz