
Zasada powinna być prosta z najprostszych. Spółki skarbu państwa oraz miejskie samorządy nie finansują zawodowego sportu, bo to chore i patologiczne. Mają wspierać sport, ale dzieci i młodzieży. I już!
To, co się dzieje w Gorzowie Wielkopolskim pokazuje skalę wypaczeń, nonsensów i chorych budżetów. onet.pl podaje czarno na białym: Czarę goryczy przelała decyzja władz miasta o przyznaniu 1,5 mln zł na ratowanie Stali Gorzów. Klubowi z kasy brakuje łącznie 3,9 mln zł. Podczas dyskusji wyszło na jaw, jak drastycznie urosły koszty w żużlowej ekstralidze. Pensje żużlowców to ponad 13 milionów złotych! Zjadają one w tym momencie aż 55 proc. całego budżetu klubu. Samorząd nie ma na ten wzrost żadnego wpływu.
– Mamy kluby, w których środki z miasta to jest dużo ponad połowa albo i nawet 70-80 proc. budżetu. To rozleniwia takie kluby. Prezesi i zarządy nie muszą się starać o prywatnych sponsorów, bo mają dofinansowanie. Dziękujemy bardzo i możemy sobie spokojnie prosperować – ironizował Maciej Buszkiewicz z klubu Gorzów Plus.
– Nie może być sytuacji, że sport zawodowy w naszym mieście otrzymuje 50 proc. środków z budżetu. To jest patologia, że ktoś wymyślał sobie sport, że będzie funkcjonował w mieście i 50 proc. dostaje od miasta – uważa szef klubu radnych Koalicji Obywatelskiej – Piotr Wilczewski.
– Należy wprowadzić nową strategię, rozdzielając sport młodzieżowy od zawodowego. Przy sporcie zawodowym skupić się faktycznie na tym, żeby miasto dostało za to promocję, a nie tylko dawało środki – mówi Marta Krupa, radna niezależna.
Trudno się z tymi argumentami nie zgodzić. I co? Wydaje się, że to wołanie na puszczy. Polityczny interes połączony z funkcjonowaniem miejskiego sportu pozostanie bez zmian. Po co reformować, gdy ta sportowo – finansowa miejska awantura odbierze głosy w kolejnych wyborach! Trzymajmy się tego, co jest, niech mieszkańcy mają igrzyska. Syci i zadowoleni na pewno o nas nie zapomną, gdy staną przy urnie by oddać swój głos!











