Rezerwowy Pafka

Tag: widzew (Page 1 of 43)

Widzew ma grać o zdecydowanie więcej niż ligowe przetrwanie. To jest możliwe, ale drużyna nie może po godzinie umierać na boisku!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Kibice, w tym Zbigniew Boniek, zacierają ręce. Jest w Widzewie duet napastników, co się zowie: Karol Świderski – Sebastian Bergier. Będą strzelać (i trafiać!) aż miło, dla sławy i chwały Łódzkiego klubu. Tak piękna historia jest możliwa? Jest! Ale droga do niej jeszcze daleka.

Na dodatek pytanie za sto punktów: kto tym asom pola karnego będzie podawał, ba wręcz wykładał piłki? Twórczy i odpowiedzialni środkowi pomocnicy potrzebni od zaraz. A może tacy są? Powiedzmy szczerze, wiosną lider formacji – Jiljan Shehu nie błyszczał. Więcej miał puszczonych meczów, niż tych, w których pracował na miano lidera. A i tak chętnych na jego usługi nie brakuje. Może się okazać, że nie zostanie w Widzewie.

To i tak wszystko pikuś, jeżeli mniej więcej po godzinie gry panowie piłkarze będą umierać na boisku. Nie, nie za Widzew, bo tacy charakterni prawdziwi wojownicy, a z prozaicznego powodu… braku sił. Wtedy największe nawet gwiazdy niczego nie zmienią. Jak było słabo, tak będzie!

Widać długo, za długo było w Widzewie więcej dobrej zabawy i myślenia: damy radę, wszak mamy możliwości, niż poważnego trenowania i grania. Dobrze, że Aleksandar Vuković dostrzegł szybko, że tak się nie da, wziął się za całe towarzystwo, zmobilizował, zmotywował, przekonał do pracy i ciel osiągnął – w podbramkowej sytuacji uratował ekstraklasę dla Widzewa.

Teraz ma czas i spokój, żeby popracować nad zgraniem i formą zespołu oraz jego stylem, bo wiosną czasami to był ból i zgrzytanie zębów. Antygra przynosiła czyste bramkowe konta i cenne remisy, ale przecież Widzew ma walczyć o zdecydowanie więcej niż ligowe przetrwanie! Ambicje, jak były, tak są ogromne. Oby wsparły je czyny, które pokażą, że piłkarska ekstraklasa Widzewem stoi!

Najważniejszy tego lata ruch kadrowy Widzewa właśnie się dokonał. Z klubem pożegnał się jego kapitan i ikona – Bartłomiej Pawłowski

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Ciągłość i tożsamość budują wizerunek klubu, którego historia zaczyna się w 1910 roku. Widzew potrzebuje swoich ikon, w tej czy innej roli. One działają na wyobraźnię kibiców nie mniej, a może więcej, niż sprowadzane za miliony euro gwiazdy. Muszą być autorytety, do których można się odwołać, których zdanie i postawa wpływa na sposób postrzegania klubu przez fanów.

Nie ulega dla mnie wątpliwości, że najważniejszy, sportowy ruch kadrowy tego lata w Widzewie właśnie się dokonał i to jeszcze przed otwarciem okienka transferowego.

Z klubem pożegnał się jego kapitan, człowiek który przez ponad cztery lata był z Widzewem na dobre i złe czyli Bartłomiej Pawłowski. Zagrał w 116 spotkaniach, strzelił 31 bramek, dopisał do tego 14 asyst, ale suche statystyki nie mówiąc wiele. Bartłomiej Pawłowski, co może najważniejsze, starał się o zachowanie ciągłość w budowaniu klubowej tożsamości, gdzie wielkie zaangażowanie i charakter są nie do przecenienia.

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Dla wielu młodych kibiców stał się ikoną, symbolem Widzewa, wręcz autorytetem. Tacy ludzie są bezcenni, jak choćby Kazimierz Kmiecik dla Wisły Kraków. Nie można ich zbyć, nawet najhuczniejszym pożegnaniem. Bo to doraźny chwyt propagandowy, bez myślenia o przyszłości. Trzeba znaleźć dla nich miejsce w klubowych strukturach i pozwolić im działać dla dobra klubu!

Bartłomiej Pawłowski cytowany przez TVP Sport, zostawia takie przemyślenia, które były aktualne wczoraj, są dziś, będą jutro: – Najpierw trzeba stworzyć grupę, aby każdy z życzliwością patrzył na kolegę, walczył za niego, pomógł po błędzie, bo one się zdarzają. Jeżeli jest już taka siła, to gra się inaczej, pewniej. Mamy piłkarzy z jakością, ale jeżeli nie będzie sympatii ludzkiej i poświęcenia, to nawet przy fajnej grze przytrafią się błędy i każdy będzie machał rękoma. Tego nie możemy zrobić. Jak chcesz grać o coś, to musisz tworzyć drużynę, bo w grupie siła. Więcej punktów zdobywa się zespołowością niż popisami indywidualnymi.

Trzeba mieć klasę jak człowiek i jako piłkarz, a Bartłomiej Pawłowski taką ma. Pożegnał się z kibicami wyjątkowymi słowami: – Przez ostatnie 4,5 roku przeżyliśmy niemal wszystko. Awans do Ekstraklasy. Walkę o utrzymanie. Wielkie zwycięstwa. Trudne momenty. Mecze, które na zawsze zostaną w pamięci. Gole w derbach. Bramki przeciwko Legii. Wieczory, podczas których cały stadion skandował moje nazwisko. Chwile, których nie da się kupić ani zaplanować. Jestem wdzięczny za każdą z nich.

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Po nas choćby potop. Widzew zapatrzył się na Włochów. Futbolowa młodzież w Łódzkim klubie nie ma szans? Optymalizacja kosztów!

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

To może być samobójcza polityka. Liczy się sukces tu i teraz (choć na razie do niego bardzo, ale to bardzo daleko). Po nas choćby potop! Tymczasem… Klub piłkarski to nie jest normalna biznesowa firma. Optymalizacja kosztów potrafi przynieść więcej szkody niż pożytku.

W Widzewie z pracy nagle i niespodziewanie rezygnuje, mający sukcesy w budowaniu młodzieżowych struktur klubu, Piotr Urban. Robi to nie bez przyczyny, jako swoisty protest na to, co się wyprawia. W Widzewie pojawili się pracownicy Panattoni, odpowiedzialni za tzw. optymalizację kosztów…

I się zaczął młodzieżowy, widzewski armagedon. Cytujemy za Onetem: Na pierwszy ogień poszli skauci. Specjaliści od optymalizacji kosztów z dnia na dzień zrezygnowali z zawodników, których skauci przekonywali do transferu od miesięcy. Zablokowano ok. 20 nowych graczy. Z większością z nich na ostatnim etapie osobiście negocjowali: szef skautingu młodzieżowego Paweł Wypij oraz koordynator działu skautingu Jan Karp. Odwiedzali w domach, snuli wielkie wizje na temat akademii, która ma się stać największą w kraju.

Dodam od siebie: I to wszystko okazało się iluzją. Palcem na wodzie pisane. Wielką młodzieżową widzewską ściemą, która nie buduje marki i dobrego imienia klubu…

Ośrodek w Bukowcu – dozwolone od lat 18?! Fot. widzew.com

Wróćmy do Onetu: Trzeba pamiętać, że z punktu widzenia wydatków, jakie ponosi Widzew na pierwszy zespół, oszczędności są dość symboliczne. Dział skautingu w takim kształcie to koszt mniejszy niż pół pensji zawodnika pierwszej kadry, podobnie jak utrzymanie 20 zawodników w wieku 12 i 13 lat.

Mój komentarz: Widzew chyba zapatrzył się na Włochy, gdzie młodych graczy z tego kraju w czołowych klubach, jak na lekarstwo, w niektórych wcale. Iluzoryczną potęgę budują stranieri. Efekt? Po katastrofalnej wpadce, Włochów po raz kolejny nie ma na mundialu.

Taki mój apel do Łodzian: Nie idźcie tą drogą, bo to prowadzi do piłkarskiej zapaści, wręcz sportowej tragedii. A sławy i chwały Widzewowi na pewno nie przynosi. Samymi transferami za miliony futbolowe piekło jest wybrukowane.

Marek Citko ma rację. Trzeba stawiać na… odmieńców czyli kreatywnych piłkarzy. Takim bez dwóch zdań jest Mariusz Fornalczyk!

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Zakończone futbolowe rozgrywki we wszystkich ligach pokazały, że było trochę fascynujących spotkań, ale gros niestety była nudna, jak flaki z olejem. Jedna, dwie, no góra trzy składne akcje ożywiały widowisko oraz publiczność i to by było na tyle. Tak, toczyła się wzięta ze szczypiorniaka nic nie wnosząca gra po obwodzie, a znudzeni telewizyjni eksperci pokazywali swą wyższość od przeciętnych zjadaczy futbolowego chleba, analizując taktyczne zmiany, których dokonywali trenerzy. Z których tak naprawdę nic konkretnego nie wynikało.

Zgadzam się w stu procentach z jedną z legend polskiego futbolu – Markiem Citko, który w rozmowie z Dziennikiem Łódzkim mówi: – Mam wrażenie, że dziś kreatywność jest trochę zabijana. Trenerzy chcą być najważniejsi, wszędzie dominuje taktyka, schematy i analiza.

A ludzie przecież chcą oglądać piłkarzy, którzy dają emocje, robią coś nieprzewidywalnego i potrafią stworzyć przewagę. Jeśli takich zawodników będzie coraz mniej, futbol po prostu straci swoją atrakcyjność.

Dlatego trzeba chuchać i dmuchać na futbolowych… odmieńców, którzy wyłamią się ze schematów, zrobią coś nieoczywistego, korzystnego dla drużyny i będą mieli wielki wpływ na końcowy wynik meczu.

Dla mnie takim piłkarzem jest w Widzewie – Mariusz Fornalczyk, który nie boi się boiskowych pojedynków jedne na jeden, nie boi się wymyślić coś szalonego. Nie zawsze mu wychodzi, nie zawsze dobrze zrozumieją go partnerzy, ale gdy już wszystko ułoży się po jego myśli, to strzela bramkę po pięknej indywidualnej akcji na miarę pozostania Łodzian w ekstraklasie, jak w meczu z Piastem (2:1). Tak trzymać!

Efektowne 45 minut dało Widzewowi arcyważne zwycięstwo. Łodzianie wreszcie są nad strefą spadkową!

Lepiej późno niż później… Taki Widzew (z pierwszych 45 minut meczu) kibice chcieliby oglądać przez cały sezon: odważny, łasy na gole i do bólu skuteczny. W każdym razie taka gra dała zwycięstwo, co pozwoliło drużynie trenera Vukovicia znaleźć się nad strefą spadkową. Dodajmy: po raz pierwszy od 14 lutego, gdy wygrała w Płocku!

Lechia od razu chciała pokazać swoją moc i chęć walki bez kompleksów. Zaczęło się nerwowo i groźnie pod łódzką bramką, ale gospodarze wyjaśnili trudną sytuację, w kolejnej akcji Kłudka strzelił obok słupka, a w kolejnej interweniujący bez pardonu Isaac ujrzał żółtą kartkę. Dużo, bardzo dużo negatywnych emocji, jak na 4 minut gry. Co się źle zaczyna…

Odpowiedź Łodzian była zabójcza! Po mierzonym co do centymetra dośrodkowaniu Fornalczyka gola głową pod poprzeczkę strzelił Bergier, który zgubił pilnującego go rywala. Łodzianie chcieli powiększyć przewagę. Skutecznie. Po akcji Fornalczyka z Kornviqiem, Bergier z obrońcą na plecach sprytnie obrócił się w polu bramkowym i z ostrego kąta posłał piłkę w długi róg. To 13 i 14 gol snajpera Widzewa w rozgrywkach!

Łodzianie się nie zatrzymywali. Po sprytnym, mierzonym dośrodkowaniu z rzutu rożnego Alvareza, strzał Kornviqa spowodował wielkie zamieszanie i chaos w polu karnym gości. To skrzętnie wykorzystał Kapuadi i niepilnowany z trzech metrów posłał piłkę do siatki. Boiskowa odwaga Łodzian, której ostatnio tak brakowało, po raz trzeci została nagrodzona.

W drugiej połowie już tak pięknie nie było. Lechia szybko przestała przeżywać stratę trzech goli. Atakowała. I dopięła swego. Zdobyła bramkę. Autorem gola, po świetnie wystawionej piłce, uderzeniem tuż zza linii pola karnego, był Żelizko. Dziwne, że nikt nie starał się zablokować tego uderzenia.

Potem byłby mały horror, gdyby w dogodnej sytuacji trafił Bobcek, ale nie trafił. A od 89 min Łodzianie grali w dziesiątkę, bo drugą żółtą czyli czerwoną kartkę ujrzał Shehu (dla którego był to mecz numer 100 w barwach Widzewa). No, nie było fajnie. Na szczęście Drągowski znakomicie obronił strzał Neugebauera. I w końcu można było odetchnąć z ulgą, ciesząc się z jedenastego, ligowego zwycięstwa Widzewa, ósmego na własnym boisku.

Spotkanie oglądało 17866 kibiców. Warto to zauważyć: drużyna Widzewa wybiegła na rozgrzewkę w koszulkach z napisem: Lukas jesteśmy z Tobą! Gest wsparcia dla kontuzjowanego Leragera.

Dwa ostatnie ligowe mecze Widzewa też o wszystko: 15 maja, godz. 20.30 z Koroną w Kielcach i 23 maja o godz. 17.30 z Piastem Gliwice w Łodzi.

Widzew – Lechia Gdańsk 3:1 (3:0)

1:0 – Bergier (10, głową), 2:0 – Bergier (28), 3:0 – Kapuadi (37), 3:1 – Żelizko (67)

Widzew: Drągowski -Isaac (46, Krajewski), Wiśniewski, Kapuadi, Kozlovsky -Baena (78, Andreou), Kornvig, Shehu -Alvarez(83, Pawłowski), Bergier (87, Zeqiri), Fornalczyk (83, Selahi)

21 lat temu odbył się na boisku przy ul. Niciarnianej ostatni trening Widzewa. Od tego czasu to miejsce drzewami, krzewami i trawą zarosło…

Nikt z młodych ludzi, którzy odwiedzają to miejsce (dom kultury, hala, korty) nie uwierzyłby, że tuż obok, przy ul. Niciarnianej było piłkarskie boisko i to takie, które stanowi kawał pięknej historii Łódzkiego futbolu.

Tu odbywały się tradycyjne, dziś zapomniane, mecze – Puchar Wyzwolenia Łodzi – podczas których dochodziło do ekscytujących, derbowych starć pomiędzy ŁKS, a Widzewem. Tu, tak to nie przejęzyczenie, 21 (słownie: dwadzieścia jeden) lat temu odbył się ostatni trening piłkarzy Widzewa!

Miejsce drzewami, krzewami i trawą zarosło. Może są tu jakieś wyjątkowe roślinki, których nie ma w innych rejonach miasta, może są wyjątkowe owady, może czasami odwiedzą miejsce coraz bardziej pewne swego w Łodzi – dziki, choć raczej nie, bo tereny nie wyglądają na zryte. Tylko dziury są, w które kiedyś wbite były bramki, a teraz bramki (czy raczej to, co z nich zostało) zdemontowano, żeby teren nie kojarzył się z futbolowym placem i sportowego wstydu nie było widać.

Od wielu, wielu lat boisko (?!) przy ul. Niciarnianej to po prostu sportowy ugór. Jak nic powinien się o jego piłkarskie przeznaczenie upomnieć ŁZPN, ale widać z tą sprawą, nie pierwszą, nie ostatnią, mu nie po drodze…

Z krążących wokół opowieści można usłyszeć, że teren trafi w ręce deweloperów. Tak, jakby boisk i placów rekreacyjnych w mieście było pod dostatkiem! Powiedzmy wprost: wielki, wielki smutek i żal…

Antygra Łodzian w stolicy nie przyniosła nawet punktu. W ten sposób nie strzeli się zwycięskiej bramki i nie wygra kolejnego meczu o wszystko, tym razem z Lechią!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

To nie było futbolowe widowisko, tylko ligowy ból i zgrzytanie zębów. Ten pogląd podzielali wszyscy kupujący na osiedlowym ryneczku. Widać było od razu, ilu Widzew ma tu wiernych, choć strasznie rozczarowanych i smutnych, kibiców.

Antygra Łodzian w stolicy nie przyniosła nawet punktu. Prawda futbolowa jest taka. Jeśli nie chcesz wygrać, robisz wszystko, żeby uratować remis, to z reguły wychodzisz na tym, jak Zabłocki na mydle. I tak się stało w Warszawie. Widzew przegrał z Legią w ostatniej akcji doliczonego czasu gry 0:1.

Wydawało się po ostatnich meczach, że jedno, co się udało Widzewowi, to zbudować solidną defensywę, a nawet szerzej – grę obronną. I co? Łodzianie doprowadzili w ostatnich minutach pojedynku w Warszawie do chaotycznej obrony Częstochowy (po faulu wymyślonym przez sędziego!), gdzie więcej było pod własną bramki zagubienia i paniki, niż zdrowego rozsądku. Zabrakło lidera defensywy, a powinien nim być Przemysław Wiśniewski, który by to uporządkował i po prostu posprzątał, odbierając rywalom nadzieję na bramkową okazję. To już się nie wróci, a walczyć trzeba dalej.

9 maja o godz. 14.45 Widzew zagra w Łodzi kolejny mecz ostatniej szansy, tym razem z Lechią Gdańsk. Czy będzie w stanie stworzyć bramkowe sytuacje i przynajmniej jedną, zwycięską skutecznie wykończyć?

Do tego celu potrzebna jest odważna, kreatywna druga linia, której liderem będzie… No, właśnie kto? Takiego w Warszawie nie było, co potęgowało tylko chaos na skrzydłach i brak składnych akcji.

Wróci po odcierpieniu kartkowej kary Juljan Shehu i wszystkim pokieruje? Oj, chciałoby się w to wierzyć, ale na razie Albańczyk ma wiosną więcej nieudanych niż udanych występów. Może jednak w decydującej chwili to się zmieni, a wtedy skrzydłowi będą bardziej przydatni i niebezpieczni, a napastnik doczeka się bramkowych sytuacji i wpisze na listę strzelców.

Ostatnia akcja meczu pogrążyła Widzew. To chyba gwóźdź do ekstraklasowej trumny. Trzeba się szykować na walkę w I lidze!

Wielkiego grania w ligowym klasyku nie było. Raczej wiało nudą. Wydawało się, że padnie nudny remis, ale Legia walczyła do końca. W ostatniej akcji spotkania, po wielkim zamieszaniu w polu karnym gości, Warszawianie zdobyli zwycięskiego gola. To dla Widzewa 15 ligowa porażka, Czy zarazem gwóźdź do ekstraklasowej trumny?!

Zaczęło się źle, a mogło jeszcze gorzej. Już w 3 minucie Legia miała znakomitą bramkową okazję, ale strzał Rajovicia obronił Drągowski. W odpowiedzi tuż obok słupka uderzał Kornvig. Legia powoli, powoli, ale niestety, przejmowała inicjatywę. Łodzianie koncentrowali się na defensywie. Piłka co chwila wracała na przedpole łodzian. Dodatkowa siła przyciągania, czy co?!

Na samym posiadaniu przewagi i inicjatywy się kończyło. Nie było bramkowych akcji (na szczęście!) wojskowych. Nie było niestety szybkich, groźnych kontr gości. W samej końcówce po centrostrzale Alvareza bez trudu piłkę złapał bramkarz gospodarzy. W sumie w pierwszej połowie futbolowego szału nie było.

Bardziej aktywni od piłkarzy byli kibice. Sektorówki, popisy sztucznych ogni (1 maja, a nie w… Sylwestra!). Czy w kierunku takich atrakcji ma zmierzać polska piłka nożna?!

A na boisku główkował Piątkowski – minimalnie obok słupka. W odpowiedzi: po wrzutce Fornalczyka, w boczną siatkę trafił Issac, choć z ostrego kąta mierzył w okienko. Piłkę po strzale Żyry pewnie złapał Hindrich.

To nic. Najgroźniej było po akcji Nsame. Na szczęście jego strzał z 11 metrów został zablokowany. Widzew też chciał coś zrobić, ale Bergier główkował nad poprzeczkę. Jeszcze Adamski główkował tak, żeby piłka trafia w ręce Drągowskiego. Gdy wydawało się, że mecz skończy się nudnym remisem, w ostatniej akcji Łodzianie stracili gola. Rywale wykorzystali totalny chaos, który zapanował w Łódzkim polu karnym. Mamy gwóźdź do ekstraklasowej trumny?!

9 maja o godz. 14.45 Widzew zagra w Łodzi z Lechią Gdańsk.

Legia Warszawa – Widzew 1:0 (0:0)

1:0 – Adamski (90+8)

Widzew: Drągowski -Żyro, Wiśniewski, Kapuadi -Isaac(81, Krajewski), Kornvig, Selahi(81, Baena), Kozlovsky -Alvarez, Fornalczyk(78, Bukari)-Bergier(90+1, Zeqiri)

Czy w meczu z Legią, jak Feniks z popiołów, odrodzi się zepchnięty na margines Osman Bukari?

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

1 maja o godz. 20.30 Widzew zagra kolejny mecz o ligowe życie w Warszawie Legią. Czy w wyjątkowo trudnej sytuacji kadrowej trener Vuković znów, zamiast na konstrukcję, postawi na destrukcję? Mając nadzieję, że taka gra, poparta jedną dwoma składnymi kontrami, może przynieść coś więcej niż bezbramkowy remis. Jak będzie, zobaczymy…

Nie ma czego zazdrościć łódzkiemu szkoleniowcowi. Musi przebudować, kluczową dla grania, drugą linię łodzian. Z powodu kontuzji nie wystąpi jeden z dwóch najlepszych piłkarzy zwycięskiego meczu z Motorem – Lerager, a z powodu nadmiaru żółtych kartek – Shehu. Ostał się jedynie Selahi. Na jednym, grającym w kratkę, pomocniku trudno budować ligowy optymizm.

Czy w tej sytuacji Vuković wystawi mającego zbyt dobry humor, jak na podbramkową sytuację drużyny, co zostało zauważone i ostro skrytykowane przez kibiców – Kornviga? Piłka kocha takie historie. Czy jak Feniks z popiołów odrodzi się, odsądzany od czci i wiary, Bukari? Trener Vuković dał mu czas na popracowanie nad formą. Jeśli naprawdę ma umiejętności na miarę wielkości transferu, to może okazać się pomocny. A może to będzie znów czas kapitana Pawłowskiego, który zasiedział się na ławce rezerwowych, ale umiejętności i możliwości wciąż ma?

Kto jednak wie, czy najwięcej w warszawskim meczu nie będzie zależeć od dwóch ludzi. Dającego spokój i pewność bramkarza Drągowskiego oraz będącego jak skała, nie do przejścia, stopera Wiśniewskiego. Zawsze można liczyć na to, że coś pozytywnego wymyślą i zrealizują: Alvarez, Bergier i Fornalczyk. A zatem, z nadzieją: Widzewie do boju!

Jest nadzieja. Widzew, walcząc o utrzymanie, pewnie pokonał Motor. Jedna jedyna zmiana w wyjściowej jedenastce okazała się kluczowa!

Widzew walczy o utrzymanie w ekstraklasie. Wygrał dziesiąty mecz w sezonie. Siódmy na własnym boisku. To cieszy.

Jedna zmian w porównaniu z ostatnim meczem w wyjściowej jedenastce: Lerager za Selahiego. I to była bardzo dobra, ba kluczowa, decyzja trenera Vukovicia. Trzeba mieć szkoleniowego nosa. Pomocnik był zamieszany w zdobycie pierwszej bramki, strzelił drugą. Momentami grał jak… profesor, skutecznie wyprzedzając rywali i nie dając im szans na zorganizowanie składnego ataku. Przydał się drużynie. I to bardzo. Zła wiadomość jest taka, że na noszach przed czasem opuścił boisko.

Nie tylko Lerager się przydał. Gorące oklaski (części fanów, bo inna… protestowała) żegnały, zmienianego po dobrym występie, Fornalczyka. Niczym skała nie do pokonania był stoper Wiśniewski. Nic dziwnego, że gospodarze skończyli mecz na zero z tyłu.

Widzew wiedział, że to mecz ostatniej szansy. Ofensywnie zaczął go Fornalczyk, ale z jego przewag i strzałów nic nie wynikało. Wiśniewski twardo potraktował Czubaka, żeby ten czarno na białym przekonał się, że łatwo nie będzie.

Ta aktywność łodzian przyniosła im jednak szybko gola. Po rzucie rożnym egzekwowanym przez Alvareza, dośrodkowaniu na dalszy słupek, piłkę zgrał głową Lerager. Lublinianie niby próbowali ją wybić, ale nie do końca, bo wprost pod nogi Isaaca, który strzałem z szóstego metra umieścił ją w siatce!

Widzew bardzo chciał pójść za ciosem. Mógł Isaac zapisać na swoim koncie drugie trafienie, ale przeniósł piłkę nad poprzeczkę. Znakomitą akcją popisali się Shehu z Fornalczykiem. Wreszcie po 40 minutach gry pokazał się z drugiej strony boiska Czubak, ale strzelił za słabo i Drągowski nie miał problemów z interwencją. W sumie połowa dla gospodarzy i zasłużone prowadzenie. Odwaga w ich grze została nagrodzona.

Łodzianie nie zamierzali oddawać inicjatywy. Składna akcja w drugiej połowie Alvarez – Bergier- Lerager przyniosła drugiego gola. Nie było wyjścia. Po znakomitym podaniu napastnika i uderzeniu Duńczyka z kilku metrów powinien był paść gol i padł!

Ta sytuacja pozwoliła nabrać Łodzianom jeszcze większego wiatru w żagle. Strzały Alvareza (z wolnego), Shehu i Bergiera bronił jednak Tratnik. Goście też mieli szansę na gola, ale skończyło się na strachu. W sumie w pełni zasłużone zwycięstwo odniósł Widzew!

Mecz oglądało 17338 kibiców.

W następnej kolejce 1 maja o godz. 20.30 Widzew zagra w Warszawie z Legią. Nie wystąpi Shehu z powodu nadmiaru żółtych kartek. Zwycięstwo sprawi pewnie, że kibice nie będą już protestować i wrócą do gorącego dopingu przy al. Piłsudskiego. A potem: Lechia u siebie, Korona na wyjeździe i na zakończenie sezonu w Łodzi pojedynek z Piastem.

Widzew – Motor Lublin (1:0)

1:0 – Isaac (15), Lerager (55)

Widzew: Drągowski -Isaac(90+4, Krajewski), Wiśniewski, Kapuadi, Kozlovsky -Kornvig, Lerager(85, Selahi), Shehu -Alvarez, Fornalczyk(79, Baena)-Bergier

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑