Rezerwowy Pafka

Tag: widzew (Page 1 of 46)

Trzeba i to natychmiast postawić Widzew do sportowego pionu. Czy trener Mateusz Stolarski potrafi to zrobić?

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Widzew dziś to taka trzęsąca się futbolowa galareta, drżąca, żeby nie przegrać meczu po golu w doliczonym czasie gry. Wygląda na to, że czas reprezentacyjnej przerwy został w Łodzi bezpowrotnie stracony. A tak przebąkiwałem, że po olaniu przez Łódzkie gwiazdki i gwiazdeczki sparingu z Łęczną, trzeba walnąć pięścią w stół, a nie zamiatać sprawy pod dywan.

Dlaczego? Bo taka sytuacja nie buduje pozytywnej atmosfery w zespole. Niestety, trener Mateusz Stolarski porozmawiał sobie z panami piłkarzami i uznał, że nie ma sprawy. Jak widać jest, bo oni, choć ściągnięci za miliony i zarabiający miliony, spisują się, mówiąc prosto z mostu: beznadziejnie.

Oczywiście, sytuacja jest trudna, bo kontuzje dziesiątkują ligową kadrę, ale ci co są, teoretycznie powinni dawać drużynie jakość. A jej po prostu nie dają. Na dodatek, gdy przestaje grać Mariusz Fornalczyk, to przestaje też istnieć ofensywa Łódzkiej drużyny. Inny znak słabości, to ten, że beznadziejnie zaczyna się spisywać Fran Alvarez…

Na zmianie trenera na razie Widzew wychodzi, jak Zabłocki na mydle. To było widać, jak na dłoni, że drużyna potrzebuje autorytetu i taki dawał Aleksandar Vuković. Widzew trzymał pion, choć nie było mu łatwo i częściej rozczarowywał niż cieszył. No, to teraz zawodzi całkowicie!

Czy młody, zdolny, ale niedoświadczony trener Mateusz Stolarski potrafi sobie poradzić z tym sportowym i mentalnym kryzysem?! Nie wiem. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że Widzew ciągle jest największą ekstraklasową niewiadomą. Niby ma potencjał, ale nie wykorzystuje go nawet w pięćdziesięciu procentach. Być mistrzem ligowych remisów (Widzew ma ich na koncie siedem!) to nie jest powód do ligowej chwały i za chwilę zepchnie drużynę w strefę spadkową!

23 października też o godz. 20.30, też w Łodzi, spotkanie z Górnikiem Zabrze. Rywale mają na koncie pięć wyjazdowych zwycięstw plus remis w sześciu rozegranych spotkaniach. To imponujący bilans, choć ostatni mecz niespecjalnie się im udał. Zremisowali z Piastem 1:1. Mieli sytuacje bramkowe, zabrakło im jednak… chłodnej głowy w dogodnych sytuacjach strzeleckich. Oby podobnie było w Łodzi.

Widzew znów nie wygrał meczu na własnym boisku. Zremisował, a mogło być jeszcze gorzej. Na szczęście Rodado nie wykorzystał jedenastki!

No, jesteśmy wyjątkowi. Można nas wytykać palcem. Nie ma w ekstraklasie drugiej takiej drużyny. Widzew znów nie wygrał meczu na własnym stadionie. Na sześć spotkań cztery zremisował, dwa przegrał. Na dodatek miał furę szczęścia, że znów nie zszedł z własnego boiska pokonany. Rodado z rzutu karnego trafił w poprzeczkę!

Mogło zacząć się fantastycznie. W 2 minucie Łubik zagrał wprost pod nogi stojącego na 16 metrze Alvareza. Ten jednak nie zdołał przelobować golkipera. Takich szans nie powinno się marnować! Trzeba jednak zachować więcej zimnej krwi lub mieć chłodną głowę. Widać w rozedrganym ostatnimi niepomyślnymi ligowymi wydarzenia Widzewie o to trudno.

W drugiej składnej akcji Łodzian strzał Biuka zablokowali rywale, którzy poczynali sobie coraz śmielej, korzystając ze złych, niedokładnych zagrań gospodarzy. Bliższy gola byli jednak Widzewiacy, a dokładnie Alvarez. Po jego strzale z półwoleja i interwencji Łubika, piłka odbiła się od poprzeczki. A potem blok, pudło lub odwrotnie.

Po przerwie na… fajerwerki i zadymienie stadionu inicjatywę przejęli goście, którzy ewidentnie przyspieszyli swoją grę. Pokazał się Rodado. Najpierw Drągowski był na posterunku, a potem Hiszpan fatalnie spudłował. Faulował w doliczonym czasie pierwszej połowy Dudę Papanikolau i co zrobił sędzia Szczerbowicz z Olsztyna? Nie zdecydował się pokazać Widzewiakowi drugiej żółtej kartki. Uff, odetchnęliśmy z ulgą.

Po przerwie Łodzianie niby atakowali, ale nie potrafili inteligentnym podaniem, a na koniec groźnym strzałem, zamknąć akcji. Krakowianie grali coraz śmielej. W Wiśle swojej szansy szukał Rodado. Tymczasem po strzale Krzyżanowskiego piłka uderzyła w rękę Visusa i arbiter podyktował jedenastkę dla Krakowian. Nie wykorzystał jej Rodado, który trafił w poprzeczkę!

Nie zraziło to Wiślaków, którzy atakowali niebezpiecznie. A gdy spróbował coś zrobić Widzew, to okrutnie pomylił się Świderski, nagrodzony gwizdami. Potem jeszcze dziecinne błędy w defensywie. I wielka szansa na gola – niewykorzystana. Pod poprzeczkę uderzył z rzutu wolnego Gazibegović, ale Łubik odbił piłkę na rzut rożny. W sumie jednak dobrze, że to wszystko nie skończyło się porażką.

Mecz oglądało 17 492 widzów.

23 października też o godz. 20.30, też w Łodzi, spotkanie z Górnikiem Zabrze!

Widzew – Wisła Kraków 0:0

Widzew: Drągowski – Gazibegović, Wiśniewski, Visus, Kapuadi – Papanikolaou (46, Selahi) – Biuk, Alvarez (46. Shehu), Silva (67, Kornvig), Fornalczyk (67, Males) – Świderski (77, Vermesan)

Jaki jest dziś Widzew? Po prostu słaby i już. A dlaczego? Sam chciałbym wiedzieć!

I tylko kibiców żal… Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Gdy czytam takie zapewnienia, że wiosną Widzew idzie po kolejnych piłkarzy, to dreszcz grozy przebiega mi po plecach. Ta futbolowa farsa czy opera mydlana ma nie mieć końca?! Stary chłop jestem, w futbolu widziałem nieomal wszystko, a jednak trudno mi zrozumieć to, co się dzieje dziś. Czy to wielkie pieniądze odbierają zdroworozsądkowe myślenie, zabijają ambicje i motywacje?

Uprawiałem sport na półamatorskim poziomie, ale trening był dla mnie przyjemnością, a kolejny mecz wyzwaniem i przygodą. To uprawianie sportu potem nieoczekiwanie przydało się w życiu, ale to już inna historia.

Wracając do motywacji. Gdybym ja był piłkarzem Widzewa, to walczyłbym za dwóch. Wszak niczego mi nie brakuje: pieniędzy zapewniających godną sportową starość, dopingu pełnych trybun i adrenaliny związanych z kolejnymi futbolowymi wyzwaniami. A tymczasem wychodzi tak: bez serc, bez ducha… Słabo, słabiusieńko. Nijakie ligowe mecze, które przegrywa się, o zgrozo, w doliczonym czasie gry.

Bartłomiej Drągowski ma dwieście procent racji, gdy mówi: – Znowu wyglądało to tragicznie. Nie chcę zabrzmieć dziwnie, ale odkąd tu jestem, mówimy o przełamaniu. Rozmawiamy tak od stycznia, że musimy się obudzić. Jestem zdenerwowany, nie chcę przeklinać, bo nie jestem w stanie znaleźć rozwiązania.

Ja też jestem w kropce, w zaklętym kręgu niemocy. Też po prostu nie wiem, dlaczego tak jest i co zrobić, żeby tak nie było, Bo to co jest, to po prostu Łódzka, piłkarska kompromitacja i już.

A tymczasem przed Widzewem kolejne trudne, a przy tym prestiżowe wyzwania. Pojedynek w Łodzi z Wisłą Kraków już 16 października o godz. 20.30. A 23 października też o godz. 20.30, też w Łodzi, spotkanie z Górnikiem Zabrze!

Czy Łódź to futbolowe miasto przeklęte?!

Tym razem mogłem śledzić tylko internetowe relacje i na koniec ogarnął mnie wielki smutek. Znajomi to zauważyli: – Coś tak nagle przygasł. A mnie ogarnęło uczucie piłkarskiej beznadziei. Znów czarna Łódzka niedziela i porażka za porażką. Przegrał w doliczonym czasie gry Widzew 1:2 z Piastem, przegrał 0:2 ŁKS prestiżowy pojedynek z Ruchem, o zgrozo, na własnym boisku.

Czy nie można wybić się, jeżeli nie na wielkość, jak Górnik, Lech czy… Pogoń Grodzisk Mazowiecki, to przynajmniej na ligową przyzwoitość, choćby jak Gliwicki Piast? U nas w Łodzi niestety wygląda wszystko na to, że nastąpi powtórka z futbolowej rozrywki. Bez sensu i końca wzmacniany niepotrzebnymi piłkarzami Widzew znów będzie walczył rozpaczliwie o utrzymanie. A ŁKS znów zaliczy się do ligowych średniaków, dla których walka o awans, to za wysoki, nieprzekraczalny próg.

Małe to wszystko, cherlawe i smutne jak diabli. Nie widać jakoś wyjścia z tego ciemnego tunelu. Coraz bardziej przekonuje się do zdania, że Łódź to piłkarskie miasto przeklęte, że trzeba zapomnieć o wszystkich sportowych ambicjach i żyć tym, co przynosi życie, a przynosi kompletną futbolową mizerię.

Widzew. Liderzy drużyny w reprezentacji zagrali słabo lub jeszcze słabiej. Co będzie w lidze? Jest iskierka nadziei!

Fot. Wojciech Czarnociński, widzew.com

Widzew wraca do intensywnych ligowych rozgrywek. 11 października o godz.14.45 mecz z Piastem w Gliwicach, 16 października o godz. 20.30 z Wisłą Kraków w Łodzi, a 23 października też o godz. 20.30, też w Łodzi pojedynek z Górnikiem Zabrze.

Na razie Widzew jest w dolnych granicach stanów średnich i jeśli nie będzie wygrywać (a ma na koncie jedno, jedyne zwycięstwo) to nie ma co kryć: będzie cienko, jak w zeszłym sezonie.

Trudno o optymizm, gdy liderzy drużyny leczyli urazy, jak Bartłomiej Drągowski i Mariusz Fornalczyk, czy byli najsłabsi na boisku, gdy grali w reprezentacji Polski.

Tak niestety oceniono fatalny występ Przemysława Wiśniewskiego przeciwko Szwedom i bez znaczenia Karola Świderskiego przeciwko Rumunom i z niewykorzystaną setką w pojedynku z Bośnią i Hercegowiną. A słabiutki Marcel Krajewski w beznadziejnie grającej młodzieżówce? Jego też trudno ocenić pozytywnie.

Co pokażą w ekstraklasie? Aż strach się bać. A ich dobra postawa bardzo by się przydała Łódzkiej drużynie – dała grę na zero z tyłu oraz bramki i tak potrzebne zwycięstwa.

Jest iskierka nadziei. A jest nią rosnąca strzelecka dyspozycja Sebastiana Bergiera i jego uderzenie z dystansu w samo okienko bramki rywali w starciu ze Starem (6:0). Mecz był jubileuszowo – towarzyski, ale gol… stadiony świata!

Trener Widzewa – Mateusz Stolarski musi się zmierzyć z pierwszym poważnym kryzysem. Jego gwiazdy zlekceważyły sparing. Tak po prostu nie może być!

Zdjęcia Martyna Kowalska, widzew.com

Niby nic się nie dzieje, czas reprezentacyjnej przerwy i treningowej pracy, a tymczasem trener Widzewa – Mateusz Stolarski musi się zmagać z pierwszym poważnym kryzysem. Jego gwiazdy pokazały czarno na białym, jaki mają stosunek do futbolowej pracy.

Mówiąc prosto z mostu, olały pierwszą połowę sparingu z Górnikiem Łęczna, aż przykro było patrzeć. O mały włos, a doszłoby do kompromitacji. Dobrze, że są jeszcze w zespole tacy ludzie, jak Antoni Klukowski, którzy chcą, którym zależy, a przy okazji potrafią strzelać piękne bramki. Tak czy inaczej, trzeba towarzystwo zebrać do kupy, bo ligowa rzeczywistość skrzeczy…

W nowym sezonie miało być ładnie, ofensywnie i skutecznie. Wielkie parcie do przodu. A jest tak, jak każdy widzi – przaśnie! Widzew po dziewięciu kolejkach jest w dole tabeli (dwunasty), za to stał się… mistrzem remisów. Ma ich na koncie najwięcej w ekstraklasie – sześć, w tym trzy na własnym boisku i tu, o zgrozo, żadnego zwycięstwa. Zwycięstw ci u nas marniutko. Tylko jedno – z Jagą w Białymstoku.

Sam narzekałem pod koniec zeszłego sezonu, że team Aleksandara Vukovica za dużo remisuje, wysuwając na plan pierwszy ligowy pragmatyzm i ciułanie punktów. A jak jest teraz? Do tej pory, mimo zaordynowanego odgórnie przez Widzewskich bossów, grania do przodu, jest jak jest, czyli słabo, bez składu i ładu. Wychodzi na to, że ostrożnie i zachowawczo. Widzew nomen omen strzelił 13 bramek, ale też… 13 (jak pech to pech) stracił. To wynik ekstraklasowego średniaka i tyle.

Na razie trzeba oglądać się za siebie niż myśleć o ligowych zdobyczach. Od strefy barażowej dzielą Łodzian ledwo trzy punkty! Nie, to niemożliwe, ale jednak prawdziwe. Horror, zwany dramatyczną i jakże nerwową walką o utrzymanie, może się powtórzyć!

Na samej nadziei, że można grać piękniej, ofensywniej i skuteczniej, Widzew wychodzi, jak Zabłocki na mydle

Fot. Marcin Bryja, widzew.com

Smutek jest tym większy, gdy człowiek uświadomi sobie, że jesteśmy słabym zespołem w kraju słabego futbolu. Polską, klubową piłkarską słabość pokazały czarno na białym ostatnie nasze wyczyny w Europejskich pucharach. Niestety.

Tymczasem… Wbrew oczekiwaniom (zmiana trenera, przyzwoity mecz w Warszawie) Widzew znów zawiódł. Co koszmarne, znów nie wygrał na własnym boisku, budując czarny boiskowy pijar. RTS czeka na domową wygraną od… 23 maja. Nic dziwnego, że najłagodniejsze w żegnaniu drużyny przez zdenerwowanych kibiców, były przeciągłe gwizdy.

Widać było, że drużyna bardzo chce przełamać złą passę. Trzeba jednak mieć do tego argumenty. Tymczasem, w kolejnym meczu Widzew miał tylko jednego piłkarza wybijającego się zdecydowanie ponad przeciętność. W Warszawie był Mariusz Fornalczyk. Tym razem to Mario Garcia. Lewy obrońca ma w klasyfikacji kanadyjskiej pięć punktów (dwa gole, trzy asysty), a miałby więcej gdyby koledzy nie budowali sobie na jego podaniach kompleksu futbolowej nieudolności, strzelając, mówiąc łagodnie, Panu Bogu w okno.

Zawiedli ci, którzy powinni być ostoją drużyny – reprezentanci Polski, obrońcy: Przemysław Wiśniewski i Marcel Krajewski. Popełniali byki – w ustawieniu, w walce o górną piłkę – jakie eliminuje już futbolowy elementarz.

Na dodatek nie da się zdobyć bramkowej przewagi i wygrać na hurra, bez ładu i składu. Trener Mateusz Stolarski ma żal do swoich piłkarzy, że po bramce na 2:1 chcieli dowieźć ten mecz. Mówi: – To spowodowało, że straciliśmy nad nim kontrolę i Wieczysta wyrównała. W związku z tym z przykrością muszę stwierdzić, że na ten moment nie zasłużyliśmy na nic więcej niż remis.

Ja mam żal, że choć Widzew ma podobno piłkarzy na poziomie (świadczy o tym poziom ich zarobków), to oni nie potrafili uporządkować gry, tak żeby było bezpiecznie z tyłu i ciekawie oraz przede wszystkim skutecznie, z przodu. Pojawiła się szansa na trzeciego, rozstrzygającego gola.

Był twórczy(?!) chaos, który znów rozłożył Widzew przy al. Piłsudskiego na łopatki. Mierz siły na zamiary, tak krawiec kraje, jak mu materii staje. Nie można tylko zakładać, że mamy grać ofensywnie, bez zahamowań i kalkulacji, skoro wychodzi się na tym, jak Zabłocki na mydle. Musi być zdecydowanie więcej wyrachowania, jak pod koniec poprzednich rozgrywek, bo na razie widać, jak na dłoni, że tylko ciułanie ligowych punktów, uchroni Widzew przed horrorem walki o utrzymanie na koniec sezonu!

Teraz Widzew może… potrenować. Pytanie tylko kim (kontuzje, reprezentacje). Dopiero 11 października o godz.14.45 mecz z Piastem w Gliwicach, 16 października o godz. 20.30 z Wisłą Kraków w Łodzi, a 23 października też o godz. 20.30, też w Łodzi pojedynek z Górnikiem Zabrze.

Zmora zmór. Widzew dwa razy wychodził na prowadzenie i znów nie potrafił wygrać meczu na swoim boisku!

Wielkie rozczarowanie. Widzew zamienia atut, czyli własne boisko, w sportową zmorę. Łodzianie znów na nim nie wygrali, choć dwa razy wychodzili na prowadzenie. Zremisowali po raz trzeci. Są ze wstydliwym bilansem – w pięciu meczach przy al. Piłsudskiego – bez zwycięstwa!

Wieczysta zaczęła mecz od kluczowej zmiany. W defensywie w miejsce Wieteski, który doznał urazu na rozgrzewce, pojawił się Djermanović. Widzew mógł to szybko wykorzystać, ale tego nie zrobił. Po podaniu Fornalczyka strzelał z 12 metrów Alvarez. I co? Trafił w bramkarza!

Gospodarze atakowali. Kornvig uderzał głową, ale minimalnie obok słupka (po akcji Fornalczyk – Garcia). Widzew za swoją wielką chęć strzelenia bramki został nagrodzony! Łodzian wyręczył Milić – autor samobója. Po centrze Biuka, Krakowianin niefortunnie uprzedził Świderskiego i stało się. Ta sytuacja tylko dodała animuszu Widzewiakom. Wieczystą ratował znakomitymi interwencjami Kochalski.

Skoro się nie strzela, to się traci! Piazon pokazał Łodzianom czarno na białym, jak to się robi, żeby być skutecznym. Wiśniewski nie trafią w piłkę, Krajewski skiksował i piłkarz Wieczystej wykorzystał sytuację sam na sam, podcinką nad Drągowskim. Asystę przy tym golu zaliczył bramkarz gości. Widzew był w szoku i mógł przegrywać, ale Drągowski wygrał kolejny pojedynek sam na sam – tym razem z de la Rosą.

Widzew w drugiej połowie znów zamknął Wieczystą na jej przedpolu. Strzelał, a jakże, ale bez skutku. Goście czekali na swoją szansę. I pokazali, że potrafią przeprowadzić groźne akcje. W Łódzkim teamie dwoił się i troił Fornalczyk, ale bez bramkowych efektów. Inni strzelali, ale raczej Panu Bogu w okno, niż w światło bramki. Za to po kontrze z bliska trafił w światło bramki Vojtko, ale Drągowski pokazał klasą i gol nie padł.

Takie sytuacje, jak wiadomo, się mszczą. I tak właśnie się stało. Garcia huknął, nomen omen z około 13 metrów, jak z armaty, nie do obrony i Widzew wyszedł na prowadzenie. Potem mogli wszystko Łodzianie zaprzepaścić. Pozwolili doprowadzić do wyrównania, a od straty kolejnej bramki, ratował Widzewiaków – Drągowski.

Skończyło się zatem remisem, który mocno rozczarował oglądających spotkanie na żywo 16 693 kibiców. Nie obyło się bez przeciągłych gwizdów. Dodajmy jeszcze, że nie pomógł gościom trener Kopić, który po nerwowej reakcji w doliczonym czasie gry, zobaczył czerwoną kartkę.

Po przerwie na reprezentację 11 października o godz.14.45 mecz z Piastem w Gliwicach, 16 października o godz. 20.30 z Wisłą Kraków w Łodzi, a 23 października też o godz. 20.30, też w Łodzi pojedynek z Górnikiem Zabrze.

Widzew – Wieczysta Kraków 2:2 (1:1)

1:0 – Milić (18, samobójcza), 1:1 – Piazon (37), 2:1 – Garcia (65), 2:2 – Milić (80, głową)

Widzew: Drągowski – Krajewski, Wiśniewski, Kapuadi, Garcia – Papanikolaou (86, Selahi), Kornvig – Biuk (74, Klukowski), Alvarez (63, Silva), Fornalczyk (86, Żyro) – Świderski (63, Bergier)

Kto miał wątpliwości, to się ich pozbył. Mariusz Fornalczyk w formie decyduje o ofensywnej grze Widzewa!

Zdjęcia Martyna Kowalska, widzew.com

Kto miał jakieś wątpliwości, marudził, kręcił nosem, krytykował, musi posypać głowę popiołem. W Warszawie widać było jak na dłoni. że siła ofensywna Widzewa, gra do przodu w wielkiej mierze zależy od Mariusz Fornalczyka.

Gdy go się dobrze zgra z partnerami, gdy nie notuje pustych przebiegów, gdy nie musi naprawiać ambitnym powrotem defensywnych błędów, wtedy po prostu daje drużynie jakość, której muszą obawiać się rywale.

Trener Legii – Marek Papszun tak to podsumował: – Tego się spodziewaliśmy. Fornalczyk jest w bardzo dobrej dyspozycji, uważam, że takiej życiowej. On ciągnął ten Widzew i mocno spodziewałem się tego, co zobaczyłem.

Jest nowy trener, trzeba się pokazać i Fornalczyk zrobił to w najlepszym z możliwych stylu. Trudno sobie wyobrazić, żeby Mateusz Stolarski nie zaczynał budowania ofensywnej siły zespołu od wyznaczenia celów i zadań Fornalczykowi i obudowania obok niego gry tak, żeby Widzew wreszcie, wreszcie wgrał mecz na własnym boisku.

Łodzianie 18 września o godz. 18 podejmą beniaminka – Wieczystą Kraków, który przegrał z Pogonią 0:2 (gol Jordiego Sancheza). Wieczysta do tej pory wygrała jeden mecz, co znamienne na wyjeździe (z Piastem 4:3). Ma mecz rozegrany mniej i dwa razy mniej punktów od Widzewa.

Na stronie transfery.info czytamy: Zdaniem Łukasza Gikiewicza trener Żeljko Kopić, zagra o posadę już w najbliższym meczu z Widzewem. Nie byłoby wielkim zaskoczeniem to, że Krakowianie szybciutko rozstaną się z Chorwatem i zwrócą w stronę… Aleksandara Vukovicia. Inni znawcy tematu uważają, pe do żadnych szkoleniowych roszad nie dojdzie. Choć bilans trenera jest słabiutki – w pierwszych czterech spotkaniach sięgnął po remis i… doznał trzech porażek.

Widzew walczył bez kompleksów, był bliższy zwycięstwa w Warszawie. Skończyło się remisem

Widzew czeka na zwycięstwo przy Łazienkowskiej od ponad 30 lat. Po raz ostatni Łodzianie wygrali 22 maja 1996 roku. Na razie prestiżowego, kolejnego sukcesu się nie doczekali, ale był bliscy. Widzew walczył w Warszawie bez kompleksów i bardziej zasłużył na zwycięstwo. Skończyło się remisem.

Szybko poszło. Po faulu Wiśniewskiego na Szczepaniaku Legia rozegrała rzut wolny. Strzelał Augustyniak, a Drągowski przepuścił piłkę pod brzuchem. Niestety, fatalny błąd golkipera. Łodzianie wyrównali po niecałych 120 sekundach i znakomitej centrze Fornalczyka. Świderski uprzedził Augustyniaka. Strzelił na wślizgu, odbił ją jeszcze próbujący skutecznie interweniować Piątkowski i błyskawicznie doprowadził do wyrównania.

Widzew powinien pójść za ciosem. Po znakomitym, inteligentnym wycofaniu piłki przez Fornalczyka, Alvarez z 10 metrów jedynie obił słupek. Jak można było nie trafić! Skoro nie Widzew, to mogła Legia, ale Augustyniak po rzucie rożnym główkował w poprzeczkę.

Widzew walczył w drugiej połowie bez kompleksów. Urbański zablokował plecami strzał Fornalczyka. Rzecz cała działa się sześć metrów od bramki Legii. Hindrich do spółki z Augustyniakiem obronili płaski strzał Alvareza. To była odpowiedź na niecelny strzał głową Kuchty.

Potem Widzew nic sobie nie robił z tego, że walczy w Warszawie. Atakował, choć brakowało dobrego wykończenia akcji. Co by było choćby, gdyby Biuk lepiej przyjął pikę w polu karnym. Legia się broniła po akcjach inicjowanych przez Fornalczyka. I obroniła remis.

Mecz w Warszawie oglądało 27 089 widzów.

W następnej kolejce Łodzianie 18 września o godz. 18 podejmą beniaminka – Wieczystą Kraków, który przegrał z Pogonią 0:2 (gol Jordiego Sancheza). Wieczysta do tej pory wygrała jeden mecz, co znamienne na wyjeździe (z Piastem 4:3).

Legia Warszawa – Widzew 1:1 (1:1)

1:0 – Augustyniak (19), 1:1 – Piątkowski (21, samobójcza)

Widzew: Drągowski – Krajewski (65,Żyro), Wiśniewski, Kapuadi, Garcia – Papanikolaou, Alvarez (65, Silva), Kornvig – Biuk (84, Klukowski), Świderski (74, Bergier), Fornalczyk

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders Noren — Up ↑