Rezerwowy Pafka

Tag: widzew (Page 1 of 42)

Marek Citko ma rację. Trzeba stawiać na… odmieńców czyli kreatywnych piłkarzy. Takim bez dwóch zdań jest Mariusz Fornalczyk!

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Zakończone futbolowe rozgrywki we wszystkich ligach pokazały, że było trochę fascynujących spotkań, ale gros niestety była nudna, jak flaki z olejem. Jedna, dwie, no góra trzy składne akcje ożywiały widowisko oraz publiczność i to by było na tyle. Tak, toczyła się wzięta ze szczypiorniaka nic nie wnosząca gra po obwodzie, a znudzeni telewizyjni eksperci pokazywali swą wyższość od przeciętnych zjadaczy futbolowego chleba, analizując taktyczne zmiany, których dokonywali trenerzy. Z których tak naprawdę nic konkretnego nie wynikało.

Zgadzam się w stu procentach z jedną z legend polskiego futbolu – Markiem Citko, który w rozmowie z Dziennikiem Łódzkim mówi: – Mam wrażenie, że dziś kreatywność jest trochę zabijana. Trenerzy chcą być najważniejsi, wszędzie dominuje taktyka, schematy i analiza.

A ludzie przecież chcą oglądać piłkarzy, którzy dają emocje, robią coś nieprzewidywalnego i potrafią stworzyć przewagę. Jeśli takich zawodników będzie coraz mniej, futbol po prostu straci swoją atrakcyjność.

Dlatego trzeba chuchać i dmuchać na futbolowych… odmieńców, którzy wyłamią się ze schematów, zrobią coś nieoczywistego, korzystnego dla drużyny i będą mieli wielki wpływ na końcowy wynik meczu.

Dla mnie takim piłkarzem jest w Widzewie – Mariusz Fornalczyk, który nie boi się boiskowych pojedynków jedne na jeden, nie boi się wymyślić coś szalonego. Nie zawsze mu wychodzi, nie zawsze dobrze zrozumieją go partnerzy, ale gdy już wszystko ułoży się po jego myśli, to strzela bramkę po pięknej indywidualnej akcji na miarę pozostania Łodzian w ekstraklasie, jak w meczu z Piastem (2:1). Tak trzymać!

Efektowne 45 minut dało Widzewowi arcyważne zwycięstwo. Łodzianie wreszcie są nad strefą spadkową!

Lepiej późno niż później… Taki Widzew (z pierwszych 45 minut meczu) kibice chcieliby oglądać przez cały sezon: odważny, łasy na gole i do bólu skuteczny. W każdym razie taka gra dała zwycięstwo, co pozwoliło drużynie trenera Vukovicia znaleźć się nad strefą spadkową. Dodajmy: po raz pierwszy od 14 lutego, gdy wygrała w Płocku!

Lechia od razu chciała pokazać swoją moc i chęć walki bez kompleksów. Zaczęło się nerwowo i groźnie pod łódzką bramką, ale gospodarze wyjaśnili trudną sytuację, w kolejnej akcji Kłudka strzelił obok słupka, a w kolejnej interweniujący bez pardonu Isaac ujrzał żółtą kartkę. Dużo, bardzo dużo negatywnych emocji, jak na 4 minut gry. Co się źle zaczyna…

Odpowiedź Łodzian była zabójcza! Po mierzonym co do centymetra dośrodkowaniu Fornalczyka gola głową pod poprzeczkę strzelił Bergier, który zgubił pilnującego go rywala. Łodzianie chcieli powiększyć przewagę. Skutecznie. Po akcji Fornalczyka z Kornviqiem, Bergier z obrońcą na plecach sprytnie obrócił się w polu bramkowym i z ostrego kąta posłał piłkę w długi róg. To 13 i 14 gol snajpera Widzewa w rozgrywkach!

Łodzianie się nie zatrzymywali. Po sprytnym, mierzonym dośrodkowaniu z rzutu rożnego Alvareza, strzał Kornviqa spowodował wielkie zamieszanie i chaos w polu karnym gości. To skrzętnie wykorzystał Kapuadi i niepilnowany z trzech metrów posłał piłkę do siatki. Boiskowa odwaga Łodzian, której ostatnio tak brakowało, po raz trzeci została nagrodzona.

W drugiej połowie już tak pięknie nie było. Lechia szybko przestała przeżywać stratę trzech goli. Atakowała. I dopięła swego. Zdobyła bramkę. Autorem gola, po świetnie wystawionej piłce, uderzeniem tuż zza linii pola karnego, był Żelizko. Dziwne, że nikt nie starał się zablokować tego uderzenia.

Potem byłby mały horror, gdyby w dogodnej sytuacji trafił Bobcek, ale nie trafił. A od 89 min Łodzianie grali w dziesiątkę, bo drugą żółtą czyli czerwoną kartkę ujrzał Shehu (dla którego był to mecz numer 100 w barwach Widzewa). No, nie było fajnie. Na szczęście Drągowski znakomicie obronił strzał Neugebauera. I w końcu można było odetchnąć z ulgą, ciesząc się z jedenastego, ligowego zwycięstwa Widzewa, ósmego na własnym boisku.

Spotkanie oglądało 17866 kibiców. Warto to zauważyć: drużyna Widzewa wybiegła na rozgrzewkę w koszulkach z napisem: Lukas jesteśmy z Tobą! Gest wsparcia dla kontuzjowanego Leragera.

Dwa ostatnie ligowe mecze Widzewa też o wszystko: 15 maja, godz. 20.30 z Koroną w Kielcach i 23 maja o godz. 17.30 z Piastem Gliwice w Łodzi.

Widzew – Lechia Gdańsk 3:1 (3:0)

1:0 – Bergier (10, głową), 2:0 – Bergier (28), 3:0 – Kapuadi (37), 3:1 – Żelizko (67)

Widzew: Drągowski -Isaac (46, Krajewski), Wiśniewski, Kapuadi, Kozlovsky -Baena (78, Andreou), Kornvig, Shehu -Alvarez(83, Pawłowski), Bergier (87, Zeqiri), Fornalczyk (83, Selahi)

21 lat temu odbył się na boisku przy ul. Niciarnianej ostatni trening Widzewa. Od tego czasu to miejsce drzewami, krzewami i trawą zarosło…

Nikt z młodych ludzi, którzy odwiedzają to miejsce (dom kultury, hala, korty) nie uwierzyłby, że tuż obok, przy ul. Niciarnianej było piłkarskie boisko i to takie, które stanowi kawał pięknej historii Łódzkiego futbolu.

Tu odbywały się tradycyjne, dziś zapomniane, mecze – Puchar Wyzwolenia Łodzi – podczas których dochodziło do ekscytujących, derbowych starć pomiędzy ŁKS, a Widzewem. Tu, tak to nie przejęzyczenie, 21 (słownie: dwadzieścia jeden) lat temu odbył się ostatni trening piłkarzy Widzewa!

Miejsce drzewami, krzewami i trawą zarosło. Może są tu jakieś wyjątkowe roślinki, których nie ma w innych rejonach miasta, może są wyjątkowe owady, może czasami odwiedzą miejsce coraz bardziej pewne swego w Łodzi – dziki, choć raczej nie, bo tereny nie wyglądają na zryte. Tylko dziury są, w które kiedyś wbite były bramki, a teraz bramki (czy raczej to, co z nich zostało) zdemontowano, żeby teren nie kojarzył się z futbolowym placem i sportowego wstydu nie było widać.

Od wielu, wielu lat boisko (?!) przy ul. Niciarnianej to po prostu sportowy ugór. Jak nic powinien się o jego piłkarskie przeznaczenie upomnieć ŁZPN, ale widać z tą sprawą, nie pierwszą, nie ostatnią, mu nie po drodze…

Z krążących wokół opowieści można usłyszeć, że teren trafi w ręce deweloperów. Tak, jakby boisk i placów rekreacyjnych w mieście było pod dostatkiem! Powiedzmy wprost: wielki, wielki smutek i żal…

Antygra Łodzian w stolicy nie przyniosła nawet punktu. W ten sposób nie strzeli się zwycięskiej bramki i nie wygra kolejnego meczu o wszystko, tym razem z Lechią!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

To nie było futbolowe widowisko, tylko ligowy ból i zgrzytanie zębów. Ten pogląd podzielali wszyscy kupujący na osiedlowym ryneczku. Widać było od razu, ilu Widzew ma tu wiernych, choć strasznie rozczarowanych i smutnych, kibiców.

Antygra Łodzian w stolicy nie przyniosła nawet punktu. Prawda futbolowa jest taka. Jeśli nie chcesz wygrać, robisz wszystko, żeby uratować remis, to z reguły wychodzisz na tym, jak Zabłocki na mydle. I tak się stało w Warszawie. Widzew przegrał z Legią w ostatniej akcji doliczonego czasu gry 0:1.

Wydawało się po ostatnich meczach, że jedno, co się udało Widzewowi, to zbudować solidną defensywę, a nawet szerzej – grę obronną. I co? Łodzianie doprowadzili w ostatnich minutach pojedynku w Warszawie do chaotycznej obrony Częstochowy (po faulu wymyślonym przez sędziego!), gdzie więcej było pod własną bramki zagubienia i paniki, niż zdrowego rozsądku. Zabrakło lidera defensywy, a powinien nim być Przemysław Wiśniewski, który by to uporządkował i po prostu posprzątał, odbierając rywalom nadzieję na bramkową okazję. To już się nie wróci, a walczyć trzeba dalej.

9 maja o godz. 14.45 Widzew zagra w Łodzi kolejny mecz ostatniej szansy, tym razem z Lechią Gdańsk. Czy będzie w stanie stworzyć bramkowe sytuacje i przynajmniej jedną, zwycięską skutecznie wykończyć?

Do tego celu potrzebna jest odważna, kreatywna druga linia, której liderem będzie… No, właśnie kto? Takiego w Warszawie nie było, co potęgowało tylko chaos na skrzydłach i brak składnych akcji.

Wróci po odcierpieniu kartkowej kary Juljan Shehu i wszystkim pokieruje? Oj, chciałoby się w to wierzyć, ale na razie Albańczyk ma wiosną więcej nieudanych niż udanych występów. Może jednak w decydującej chwili to się zmieni, a wtedy skrzydłowi będą bardziej przydatni i niebezpieczni, a napastnik doczeka się bramkowych sytuacji i wpisze na listę strzelców.

Ostatnia akcja meczu pogrążyła Widzew. To chyba gwóźdź do ekstraklasowej trumny. Trzeba się szykować na walkę w I lidze!

Wielkiego grania w ligowym klasyku nie było. Raczej wiało nudą. Wydawało się, że padnie nudny remis, ale Legia walczyła do końca. W ostatniej akcji spotkania, po wielkim zamieszaniu w polu karnym gości, Warszawianie zdobyli zwycięskiego gola. To dla Widzewa 15 ligowa porażka, Czy zarazem gwóźdź do ekstraklasowej trumny?!

Zaczęło się źle, a mogło jeszcze gorzej. Już w 3 minucie Legia miała znakomitą bramkową okazję, ale strzał Rajovicia obronił Drągowski. W odpowiedzi tuż obok słupka uderzał Kornvig. Legia powoli, powoli, ale niestety, przejmowała inicjatywę. Łodzianie koncentrowali się na defensywie. Piłka co chwila wracała na przedpole łodzian. Dodatkowa siła przyciągania, czy co?!

Na samym posiadaniu przewagi i inicjatywy się kończyło. Nie było bramkowych akcji (na szczęście!) wojskowych. Nie było niestety szybkich, groźnych kontr gości. W samej końcówce po centrostrzale Alvareza bez trudu piłkę złapał bramkarz gospodarzy. W sumie w pierwszej połowie futbolowego szału nie było.

Bardziej aktywni od piłkarzy byli kibice. Sektorówki, popisy sztucznych ogni (1 maja, a nie w… Sylwestra!). Czy w kierunku takich atrakcji ma zmierzać polska piłka nożna?!

A na boisku główkował Piątkowski – minimalnie obok słupka. W odpowiedzi: po wrzutce Fornalczyka, w boczną siatkę trafił Issac, choć z ostrego kąta mierzył w okienko. Piłkę po strzale Żyry pewnie złapał Hindrich.

To nic. Najgroźniej było po akcji Nsame. Na szczęście jego strzał z 11 metrów został zablokowany. Widzew też chciał coś zrobić, ale Bergier główkował nad poprzeczkę. Jeszcze Adamski główkował tak, żeby piłka trafia w ręce Drągowskiego. Gdy wydawało się, że mecz skończy się nudnym remisem, w ostatniej akcji Łodzianie stracili gola. Rywale wykorzystali totalny chaos, który zapanował w Łódzkim polu karnym. Mamy gwóźdź do ekstraklasowej trumny?!

9 maja o godz. 14.45 Widzew zagra w Łodzi z Lechią Gdańsk.

Legia Warszawa – Widzew 1:0 (0:0)

1:0 – Adamski (90+8)

Widzew: Drągowski -Żyro, Wiśniewski, Kapuadi -Isaac(81, Krajewski), Kornvig, Selahi(81, Baena), Kozlovsky -Alvarez, Fornalczyk(78, Bukari)-Bergier(90+1, Zeqiri)

Czy w meczu z Legią, jak Feniks z popiołów, odrodzi się zepchnięty na margines Osman Bukari?

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

1 maja o godz. 20.30 Widzew zagra kolejny mecz o ligowe życie w Warszawie Legią. Czy w wyjątkowo trudnej sytuacji kadrowej trener Vuković znów, zamiast na konstrukcję, postawi na destrukcję? Mając nadzieję, że taka gra, poparta jedną dwoma składnymi kontrami, może przynieść coś więcej niż bezbramkowy remis. Jak będzie, zobaczymy…

Nie ma czego zazdrościć łódzkiemu szkoleniowcowi. Musi przebudować, kluczową dla grania, drugą linię łodzian. Z powodu kontuzji nie wystąpi jeden z dwóch najlepszych piłkarzy zwycięskiego meczu z Motorem – Lerager, a z powodu nadmiaru żółtych kartek – Shehu. Ostał się jedynie Selahi. Na jednym, grającym w kratkę, pomocniku trudno budować ligowy optymizm.

Czy w tej sytuacji Vuković wystawi mającego zbyt dobry humor, jak na podbramkową sytuację drużyny, co zostało zauważone i ostro skrytykowane przez kibiców – Kornviga? Piłka kocha takie historie. Czy jak Feniks z popiołów odrodzi się, odsądzany od czci i wiary, Bukari? Trener Vuković dał mu czas na popracowanie nad formą. Jeśli naprawdę ma umiejętności na miarę wielkości transferu, to może okazać się pomocny. A może to będzie znów czas kapitana Pawłowskiego, który zasiedział się na ławce rezerwowych, ale umiejętności i możliwości wciąż ma?

Kto jednak wie, czy najwięcej w warszawskim meczu nie będzie zależeć od dwóch ludzi. Dającego spokój i pewność bramkarza Drągowskiego oraz będącego jak skała, nie do przejścia, stopera Wiśniewskiego. Zawsze można liczyć na to, że coś pozytywnego wymyślą i zrealizują: Alvarez, Bergier i Fornalczyk. A zatem, z nadzieją: Widzewie do boju!

Jest nadzieja. Widzew, walcząc o utrzymanie, pewnie pokonał Motor. Jedna jedyna zmiana w wyjściowej jedenastce okazała się kluczowa!

Widzew walczy o utrzymanie w ekstraklasie. Wygrał dziesiąty mecz w sezonie. Siódmy na własnym boisku. To cieszy.

Jedna zmian w porównaniu z ostatnim meczem w wyjściowej jedenastce: Lerager za Selahiego. I to była bardzo dobra, ba kluczowa, decyzja trenera Vukovicia. Trzeba mieć szkoleniowego nosa. Pomocnik był zamieszany w zdobycie pierwszej bramki, strzelił drugą. Momentami grał jak… profesor, skutecznie wyprzedzając rywali i nie dając im szans na zorganizowanie składnego ataku. Przydał się drużynie. I to bardzo. Zła wiadomość jest taka, że na noszach przed czasem opuścił boisko.

Nie tylko Lerager się przydał. Gorące oklaski (części fanów, bo inna… protestowała) żegnały, zmienianego po dobrym występie, Fornalczyka. Niczym skała nie do pokonania był stoper Wiśniewski. Nic dziwnego, że gospodarze skończyli mecz na zero z tyłu.

Widzew wiedział, że to mecz ostatniej szansy. Ofensywnie zaczął go Fornalczyk, ale z jego przewag i strzałów nic nie wynikało. Wiśniewski twardo potraktował Czubaka, żeby ten czarno na białym przekonał się, że łatwo nie będzie.

Ta aktywność łodzian przyniosła im jednak szybko gola. Po rzucie rożnym egzekwowanym przez Alvareza, dośrodkowaniu na dalszy słupek, piłkę zgrał głową Lerager. Lublinianie niby próbowali ją wybić, ale nie do końca, bo wprost pod nogi Isaaca, który strzałem z szóstego metra umieścił ją w siatce!

Widzew bardzo chciał pójść za ciosem. Mógł Isaac zapisać na swoim koncie drugie trafienie, ale przeniósł piłkę nad poprzeczkę. Znakomitą akcją popisali się Shehu z Fornalczykiem. Wreszcie po 40 minutach gry pokazał się z drugiej strony boiska Czubak, ale strzelił za słabo i Drągowski nie miał problemów z interwencją. W sumie połowa dla gospodarzy i zasłużone prowadzenie. Odwaga w ich grze została nagrodzona.

Łodzianie nie zamierzali oddawać inicjatywy. Składna akcja w drugiej połowie Alvarez – Bergier- Lerager przyniosła drugiego gola. Nie było wyjścia. Po znakomitym podaniu napastnika i uderzeniu Duńczyka z kilku metrów powinien był paść gol i padł!

Ta sytuacja pozwoliła nabrać Łodzianom jeszcze większego wiatru w żagle. Strzały Alvareza (z wolnego), Shehu i Bergiera bronił jednak Tratnik. Goście też mieli szansę na gola, ale skończyło się na strachu. W sumie w pełni zasłużone zwycięstwo odniósł Widzew!

Mecz oglądało 17338 kibiców.

W następnej kolejce 1 maja o godz. 20.30 Widzew zagra w Warszawie z Legią. Nie wystąpi Shehu z powodu nadmiaru żółtych kartek. Zwycięstwo sprawi pewnie, że kibice nie będą już protestować i wrócą do gorącego dopingu przy al. Piłsudskiego. A potem: Lechia u siebie, Korona na wyjeździe i na zakończenie sezonu w Łodzi pojedynek z Piastem.

Widzew – Motor Lublin (1:0)

1:0 – Isaac (15), Lerager (55)

Widzew: Drągowski -Isaac(90+4, Krajewski), Wiśniewski, Kapuadi, Kozlovsky -Kornvig, Lerager(85, Selahi), Shehu -Alvarez, Fornalczyk(79, Baena)-Bergier

Łódź jest wyjątkowa. W żadnym innym mieście nie ma takich męczenników futbolu

Nie jest łatwe bycie piłkarskim kibicem w Łodzi. Przychodzą takie złe dni, że człowiek ma wszystkiego dość. Chciałoby się to rzucić w cholerę i zostać namiętnym kibicem, nic temu sportowi nie ujmując, łyżwiarstwa figurowego. Tak się jednak nie da. Gdy już się zostaje fanem futbolu, to na zawsze!

Nie odwrócę się, po ostatnich kompromitujących porażkach,od ŁKS i Widzewa, podobnie jak inni kibice. Cały czas trzymam kciuki za jednych i za drugich. Ciągle mam nadzieję, choć nadzieja to podobno matka głupich, że w przyszłym sezonie nie dojdzie do łódzkich piłkarskich derbów w I lidze. No, jeżeli derby, to tylko w ekstraklasie!

Obie drużyny budowano z wielką, jak widać nieuzasadnioną, wiarą, że będzie dużo, dużo lepiej niż ostatnio czyli… Skończy się walka Widzewa w dolnych rejonach ekstraklasy, a ŁKS zdobędzie się na wzlot i przestanie być drużyną I-ligowego środka.

A wyszło tak, jak dokładnie każdy widzi. Doczekaliśmy się w Łodzi, jak w żadnym innym piłkarskim mieście, męczenników futbolu. Nasi futboliści, choć pozbawieni finansowych trosk, dzięki wysokim gażom, męczą się okrutnie wykonywanym zawodem i na dodatek, tak to wygląda, że nie czerpią z niego wielkiej satysfakcji.

Zrobią swoje – potrenują, zagrają w weekend, przyjmą na klatę zasłużoną krytykę po beznadziejnych występach i do następnego weekendu. Kibice – ci wyjątkowi naiwniacy – znów uwierzą, że będzie lepiej, nastąpi nagły wzlot i chwilowa radość, przykryje wszystkie niedostatki.

Tak jednak zawsze nie będzie. Już za chwilę za chwileczkę powinien nastąpić i myślę, że nastąpi, czas brutalnych, ale sprawiedliwych rozliczeń!

Widzew. Mieli być królami ekstraklasy, a są… Lepiej nie mówić! I tylko żal, że łodzianie pozbyli się piłkarzy, którzy dziś mogliby dla nich coś znaczyć

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Trener Vuković nie pomieszał składem, zostawił tak jak jest i się przeliczył, rozczarowując kibiców porażką z Radomiakiem w samej końcówce 1:2, która może kosztować spadkiem z ekstraklasy. Do tej pory zawodziła gra ofensywna, teraz zawiodła też obronna. I widać było tego marne skutki.

Nie po raz pierwszy okazało się też, że trzech środkowych pomocników spisuje się po prostu źle, mając negatywny wpływ na taką, a nie inną czyli dychawiczną, grę ofensywną Widzewa. Kornvigna pozycji, na której został obsadzony, męczy się okrutnie. Selahi pokaże się raz, drugi, może i trzeci, a potem znika z radarów. Po Shehu – liderze drużyny, zostało odległe wspomnienie. Dziś to błąkający się bez sensu i celu po boisku piłkarz.

Rozumiem, że nie ma zmian, bo nie ma, mimo ogromnych transferów, kim tych trzech zastąpić. Wejście Leragera bez jakiegokolwiek znaczenia. Facet z takim CV (Liga Mistrzów!) miał być królem ekstraklasy, a jest… Niestety, nie on jeden.

I tylko żal, że Łodzianie bez żalu pozbyli się Kerka, który dziś spełnia kluczową rolę w drugiej linii Arki i potrafi dograć piłkę ze stałych fragmentów gry na milimetry.

Teraz do Łodzi przyjedzie Motor Lublin (mecz 26 kwietnia o godz. 14.45). Pokaże się na Widzewskim stadionie kolejny niechciany w Łodzi piłkarz – napastnik Czubak. Motor, po energetycznym i dramatycznym meczu przegrał z GKS w Katowicach 2:3, ale wstydzić się nie ma czego. Walczył do końca. A Czubak wpisał się na listę strzelców i ma już na swoim koncie 16 zdobytych bramek!

Prawda jest oczywista. Widzew, prezentujący w ostatnim spotkaniu ligową… plażę, jest pod ligową ścianą. Jeżeli przegra z Motorem to dziękujemy i do widzenia. Po prostu żegnamy się z ekstraklasą!

Wielkie, ligowe rozczarowanie. Po porażce w Radomiu widmo spadku coraz mocniej zagląda Widzewowi w oczy!

Wydawało się, że po samobóju rywali, mamy to czyli bezcenne ligowe zwycięstwo. Nic z tego. W końcówce meczu łodzianie spisali się fatalnie ,dali sobie wbić dwa gole, przegrali i powiedzmy sobie to wprost: są krok od spadku z ekstraklasy!

Trener Vuković postawił na tę samą jedenastkę, która rozpoczęła zwycięski mecz z Termaliką (1:0). Skoro spotkanie z trybun obserwował właściciel Widzewa – Robert Dobrzycki, to goście musieli zacząć to starcie energetycznie i tak się właśnie stało.

Nic jednak z tego nie wynikało, bo strzały były niecelne, albo za słabe. No, może nie licząc uderzenia Bergera (po centrze Alvareza) i udanej interwencji Majchrowicza. Podobnie jak nic nie wynikało z prób organizowania akcji przez gospodarzy, którzy jednak z minuty na minutę mocniej parli do przodu i stawali się niebezpieczni pod polem karnym rywali.

Pudło za pudłem notował na swoim koncie Tapsoba. Gospodarze strzelili gola, ale Lopes zanim w sytuacji sam na sam trafił do siatki, dostał pikę, gdy był na pozycji spalonej.

Drugą połowę rozpoczął strzałem Grzesik, ale Drągowski nie dał się zaskoczyć. Szyba odpowiedź łodzian. W pole karne wpadł dynamiczny Fornalczyk, zagrał do Sheu. Co z tego, skoro ten spudłował. To jednak Radomiak prowadził grę, a goście wyglądali tak, jakby w przerwie przysnęli w szatni i jeszcze się nie obudzili.

Do czasu, do czasu. Widzew czyhał na swoją szansę i gdy ją dostał, to wykorzystał przy pomocy rywali! Strzelał Bergier, po podaniu Isaaca, a samobója na swoim koncie zapisał, próbujący niezbyt udolnie interweniować, Donis.

Widzew miał upilnować bezcenne trzy punkty, ale ich nie upilnował. Kolejny atak gospodarzy i po… wrzucie z autu padła bramka, która przyniosła wyrównanie i zarazem wielkie łódzkie rozczarowanie. W kolejnej groźnej akcji Drągowski zatrzymał piłkę na linii bramkowej. Niestety, w doliczonym czasie w zamieszaniu podbramkowym gospodarze strzelili zwycięskiego gola. To jest po prostu niewybaczalne!

Pierwsza poraża Widzewa pod wodzą trenera Vukovicia. Mecz oglądało 12 163 kibiców, w tym fani Widzewa! 26 kwietnia też o godz. 14.45 Widzew podejmie Motor Lublin.

Radomiak – Widzew 2:1 (0:0)

0:1 – Donic (59, samobójcza), 1:1 – Alves (82), 2:1 – Luquinhas (90+4)

Widzew: Drągowski – Isaac ( 90+5, Żyro), Wiśniewski, Kapuadi, Kozlovsky -Kornvig, Selahi, Shehu (68, Lerager) – Alvarez, Fornalczyk (86, Bukari) – Bergier

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑