Rezerwowy Pafka

Tag: widzew (Page 1 of 45)

Kolejna porażka Widzewa. Nie trzeba wydawać milionów. 18-latek podawał do 20-latka i rezerwowi dali Koronie awans w Pucharze Polski

Korona przystępowała do pucharowej potyczki mając za sobą passę sześciu zwycięstw w meczach z Widzewem. I ku rozpaczy Łodzian wygrała po raz siódmy! W tym sezonie Widzew nie był w stanie zdobyć trzech punktów na własnym boisku.

Powinno się zacząć od prowadzenia gości. Szczęście i przypadek pomogły uchronić się Widzewowi od wpadki już w 5 minucie spotkania. Centrował Fassbender, odbił piłkę Kapuadi, co sprawiło, że nie zdołał metr czy dwa od bramki dobrze uderzyć jej Stępiński.

Odpowiedź Łodzian przyszła 13 minut później, ale Berger trafił w słupek. Wrzucał piłkę Garcia, przedłużył ją głową Wiśniewski i po tym stałym fragmencie gry o mały włos, a cieszyliby się gospodarze.

To był impuls. Widzew osiągnął przewagę, miał sytuację i mógł… stracić gola. Kontra Korony mogła być zabójcza, ale wychodzącego na czystą pozycję Jakubczyka dogonił i znakomicie zatrzymał zdeterminowany Fornalczyk. W odpowiedzi Biuk trafił w słupek. Do siatki posłał piłkę przy dobitce Berger, ale był na pozycji spalonej.

Widzewowi do przerwy, jak świeżego powietrza, brakowało kreatywnej gry drugiej linii, tak w środkowej strefie, jak i na prawej stronie boiska.

W pierwszej groźnej akcji po przerwie dynamiczna atak Fornalczyka przyniósł tylko rzut rożny. W odpowiedzi Wiśniewski uprzedził szykującego się do przejęcia piłki tuż przed bramką Stępińskiego. Tuż po wejściu na boisko Świderski strzelił z rzutu wolnego minimalnie obok słupka.

Nie trzeba wydawać milionów. 18-latek podawał do 20-latka i rezerwowi dali prowadzenie gościom. To był pierwszy i jedyny celny strzał Korony w tym spotkaniu. A to jak zachował się w defensywie Alvarez, woła o pomstę do nieba. Dla formalności: podawał Ciszek, a Bąk uderzeniem głową uprzedził Łódzkich obrońców.

Widzew chciał szybko odrobić straty, ale Bergier znów trafił w słupek. Potem interwencją na refleks popisał się Mamla. Na dodatek stopował akcje gospodarzy świetnymi interwencjami Mosór. W doliczonym czasie Widzew pokazywał jedynie swoją bezradność. Rozczarował, przegrał i odpadł z Pucharu Polski.

Mecz oglądało 15578 kibiców

5 września o godz. 14.45 ligowy mecz w Łodzi Widzewa z Radomiakiem.

Puchar Polski

Widzew – Korona Kielce 0:1 (0:0)

0:1 – Bąk (73, głową)

Widzew: Ilić – Krajewski, Wiśniewski, Kapuadi, Garcia – Selahi (64, Świderski) – Fornalczyk, Kornvig (80, Males), Alvarez, Biuk (64, Papanikolaou) – Bergier

Widzew gra dramatyczniej, efektowniej, ale to wielkich punktowych zdobyczy nie przynosi

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Coś za coś. Miało być mniej pragmatycznie i wyrachowanie, a bardziej widowiskowo i jest, Niestety, dorobek punktowy z tego niewielki. Widzew w dwóch ostatnich spotkaniach strzelił pięć bramek (Śląsk 3:3, Lech 2:3) i zarobił na tym tylko jeden ligowy punkt. O zgrozo, przegrał dwa z trzech spotkań na własnym boisku. W sumie ma na swoim koncie punktów sześć i jest tuż nad strefą spadkową. Tak dalej być nie może, bo znów przeżywać będziemy zeszłosezonowy horror: utrzymamy się czy nie.

Widać też jak na dłoni, że bramkarz w roli kapitana to wyjątkowo trudna funkcja. Bartłomiej Drągowski był w końcówce tam, gdzie coś ważnego działo się dla jego drużyny. Dużo aktywności, zdecydowanie mniej koncentracji i dyscypliny. Efektem, wyjątkowy kiks, kosztujący stratę punktów w prestiżowym pojedynku. Los jest wyjątkowo niesprawiedliwy, bo ogromny, boiskowy błąd przytrafił się do tej pory najlepszemu piłkarzowi zespołu.

Nie ma czasu na roztrząsanie błędów, bo grać trzeba i to nieomal natychmiast, z biegu. 2 września o godz. 20.30 Widzew podejmie Koronę Kielce w meczu Pucharu Polski (transmisja(TVP Sport, tvpsport.pl) , a 5 września o godz. 14.45 ligowy mecz w Łodzi z Radomiakiem. Wróci do składu po odcierpieniu kartkowej kary Przemysław Wiśniewski. To pozwoli zagrać Widzewowi na zero z tyłu i będzie punktem wyjścia do ważnych zwycięstw?!

Widzew przegrywał już 0:2 z mistrzem Polski. Odrobił straty i…poległ w ostatniej akcji meczu po fatalnym błędzie swojego bramkarza

Łodzianie szukali pierwszego zwycięstwa w sezonie na… swoim boisku. Bez Wiśniewskiego (kartka) i Shehu (kontuzja). Niestety doznali drugiej porażki (pierwszej z Koroną), choć odrobili dwubramkową stratę w meczu z mistrzem Polski. Co z tego, skoro stracili decydującego gola w doliczonym czasie gry. W ostatniej akcji meczu, po fatalnym błędzie jednego ze swoich liderów – bramkarza Drągowskiego!

Zaczęło się fatalnie. Pierwsza groźna akcja gości przyniosła im gola. Walemark ujawnił szybkościowe braki Garcii, wyprzedził go, dograł dokładnie do Kozubala, a ten niepilnowany na jedenastym metrze(!) strzałem po długim rogu dał prowadzenie Poznaniakom.

Nie można powiedzieć, Widzew starał się odrobić straty. Ale bez efektu. Starał się za dwóch Fornalczyk, ale z kim miał grać, skoro partnerzy marnowali jego podania?! Skoro Widzew nie potrafił odrobić strat, to kontrę wykorzystali rywale. Znów Walemark był nie do zatrzymania, a gola z ostrego kąta zdobył Sayyadmanesh. Pytanie, bez odpowiedzi, dlaczego nikt pieczołowicie nie pilnował najlepszego piłkarza gości, dając mu tyle miejsca i czasu do robienia futbolowej zadymy.

Wydawało się przez moment, że jest pozamiatane, ale Widzew się nie poddawał i szybko zdobył kontaktowego gola. Fornalczyk wykorzystał błąd Pereiery (chciał zagrywać piłkę głową do bramkarza), przejął futbolówkę, spod linii końcowej dograł idealnie do Świderskiego, a ten posłał piłkę do pustej bramki. To jego pierwszy gol w ekstraklasie od… 2808 dni. Potem niby Widzew nadal się starał, ale na bohatera wyrósł Drągowski, który popisał się dwoma znakomitymi interwencjami.

Na początku drugiej połowy bramkarz Widzewa popisał się kiksem, który mógł przynieść gola rywalom, ale… Zdążył wrócić i obronić słaby strzał Agnero. Jak się nie zdobywa takich bramek, to się je traci. Sprawiedliwości stało się zadość. Na listę strzelców wpisał się najlepszy Widzewiak czyli Fornalczyk. Czy po świetnym zagraniu Kapuadiego, miał to być strzał czy podanie przed bramkę, to bez znaczenia, ważne że piłka wpadła do siatki.

Potem więcej z gry meli goście, ale gol dla nich nie padł, w dużej mierze dzięki Drągowskiemu (fenomenalnie obronił strzał Palmy). Za to ambicja Łodzian mogła zostałć sowicie nagrodzona. W doliczonym czasie gry w polu karnym Szymczak faulował Żyrę, ale po analizie VAR jedenastki nie było. Odgwizdano spalonego!

Niestety, w ostatniej akcji meczu kropkę nad i postawili goście, po fatalnym błędzie Drągowskiego, który nie zrozumiał się z Krajewskim. Stracił piłkę, a Luis Palma posłał ją z 25 metrów do pustej bramki. Czarna rozpacz.

Mecz oglądało 17555 kibiców.

7. kolejka: Widzew Łódź – Radomiak Radom, sobota, 5 września, godz. 14.45. Wcześniej Puchar Polski: 2 września o godz. 20.30 Widzew podejmie Koronę Kielce.

Widzew Łódź – Lech Poznań 2:3 (1:2)

0:1 – Kozubal (6), 0:2 – Sayyadmanesh (22), 1:2 – Świderski (27), 2:2 – Fornalczyk (53), 2:3 – Luis Palma (90+6)

Widzew  Drągowski – Krajewski, Żyro, Kapuadi, García – Baena, Alvarez (88, Klukowski), Selahi, Kornvig (70, Papanikolaou), Fornalczyk (81, Biuk) – Świderski (70, Bergier)

Mocno osłabiony w defensywie Widzew wcale nie jest bez szans w meczu z mistrzem Polski

Zdjęcia Martyna Kowalska, widzew.com

Heroiczny mecz Widzewa we Wrocławiu miał swoje dobre i złe strony. Co pokazał przed hitowym pojedynkiem szóstej kolejki ekstraklasy? Wszak w niedzielę 30 sierpnia o godz.20.15 Łodzianie podejmą bowiem mistrza Polski – Lecha Poznań.

Grający praktycznie przez cały mecz w dziesiątkę Łodzianie wywalczyli punkt (a mogli nawet trzy!). To cenne i budujące. W takiej sytuacji lepiej się trenuje w tygodniu, z większą wiarą staje do kolejnej ligowej walki, choć łatwo nie będzie.

Widzew zagra bez jednego ze swoich liderów. ostoi defensywy – Przemysława Wiśniewskiego, który pauzuje za czerwoną kartkę. Trener Aleksandar Vuković będzie musiał przebudować tak czułą formację, jaką jest defensywa. W roli skutecznego lidera, jeśli zespół chce wrócić do tego, co było jego atutem czyli grania na zero z tyłu, musi wystąpić Steve Kapuadi. Ma umiejętności, żeby podołać zadaniu. Byleby tylko dobrze współpracował z nowym, choć dobrze znanym czyli Mateusz Żyro.

Nieoczywistym asem w rękawie może znów okazać się boczny obrońca – Mario Garcia, który we Wrocławiu zapisał na swoim koncie gola i asystę. Wiele, bardzo wiele będzie zależało od środka pomocy. I tu jest powód do umiarkowanego optymizmu, bo Juljan Shehu znów, jak za dobrych czasów, był prawdziwym, odpowiedzialnym liderem drużyny. Kreatywni, pomocnicy, trzymający w kleszczach całą drużyną rywali, mogą dać przewagą w grze i ostatecznie zapewnić korzystny wynik!

Widzew – to stracone w ostatniej chwili zwycięstwo, smakuje wyjątkowo… pozytywnie

Emocji było tyle, że teraz trudno pozbierać myśli: psioczyć, że straciło się dwubramkowe prowadzenie w 89 minucie meczu, czy może jednak cieszyć, że uratowało remis, choć grało w dziesiątkę, gdy w 4 min za taktyczny faul wyleciał z boiska Wiśniewski. Ja powiem coś, czego dawno nie widziałem. Widzew walczył za dwóch, ze wszystkich sił, starał się wyjątkowo. I ten zdobyty punkt smakuje wyjątkowo pozytywnie.

Był Widzew ambitny, porwany walką, starającym się o korzystny wynik do samego końca. Na dodatek, wygląda na to, że okropnie skrzywdzony. Bo sędzia Kochanek w ostatniej akcji meczu powinien podyktować rzut karny dla Łodzian za uderzenie w twarz Kornvinga przez rywala. Arbiter, jak zwykle zachowawczy w takich sytuacjach, bez konsultacji z VAR, tego nie zrobił. Nie wiadomo, śmiać się czy płakać, ale wygląda na to, że poziom sędziowania w Polsce osiągnął ten Hiszpański czyli… beznadziejny!

Trener Aleksandar Vuković: – Muszę powstrzymać pewne emocje, żeby nie powiedzieć trochę za dużo. Są ludzie bezkarni i ludzie, których można ukarać. Bo za takie przyłożenie się do pracy inni ludzie mogą ją stracić. Zaczynam od końca i sytuacji, która jest rzutem karnym dla Widzewa. Na pewno znajdą się wytłumaczenia, ale to będzie marne pocieszenie.

Była szansa wygrać ten mecz, ale z drugiej strony remisujemy ten mecz grając w dziesięciu z przeciwnikiem, który nie przegrał bardzo dużo meczów na swoim stadionie. Strzelamy trzy bramki i zespół pokazuje to wszystko, na czym nam zależy. Czyli ambicję, charakter i wolę walki oraz dobrą organizację gry. Trzeba było nagle zmienić ustawienie i zagrać inaczej niż się przygotowywaliśmy do meczu. W innych okolicznościach byłbym krytyczny wobec traconych bramek, ale widzę też wysiłek, jaki włożyliśmy w ten mecz. Tylko mogę podziękować piłkarzom za to, co zrobili i tylko żałuję, że nie zostali nagrodzeni za swoją grę i poświęcenie.

A teraz mecze u siebie: 6. kolejka PKO BP Ekstraklasy: Widzew Łódź – Lech Poznań, niedziela, 30 sierpnia, godz. 20.15. 7. kolejka: Widzew Łódź – Radomiak Radom, sobota, 5 września, godz. 14.45

Śląsk Wrocław – Widzew Łódź 3:3 (0:2)

0:1 -Garcia (15), 0:2 – Alvarez (36), 1:2 – Kapuadi (47, samobójcza), 1:3 – Baena (63), 2:3 – Banaszak (78), 3:3 – Shabani (89)

Widzew Łódź: Drągowski – Krajewski, Wiśniewski, Kapuadi, García – Selahi – Baena (87, Visus), Shehu (77, Kornvig), Alvarez, Fornalczyk (11, Żyro) – Świderski (46, Bergier).

Prosta Widzewska nauka po transferowym niewypale. Zatrudniasz tak zwaną gwiazdę, to dobrze sprawdź, jakie ma umiejętności, ale najpierw, jaki ma… charakter

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

W rankingu największych transferowych przestrzeleń Widzewa i całej polskiej Ekstraklasy, oby to była długo czołówka nie do prześcignięcia. Na czele oczywiście Osman Bukari (transfer wymyślony przez panów Dariusza Adamczuka i Piotra Burlikowskiego), a na niepodważalnym drugim miejscu – Hilary Gong (wynalazł go Tomasz Wichniarek).

Kupiony za 5 milionów euro (ktoś chyba rozum postradał!) Osman Bukari, odchodząc z Łodzi na wypożyczenie, twierdził że Crvena zvezda to jego futbolowa ziemia obiecana. A teraz i tam go nie chcą. Nie ma bowiem na świecie szkoleniowca, który tolerowałby treningowe olewactwo i traktowanie swych zawodowych obowiązków, jak dopust boży. A taki widać jest Bukari, że czy się stoi czy się leży, milionik euro z hakiem, za podpisanie przez naiwniaków z Łodzi kontraktu, się należy.

Oczywiście w starych, bardzo dobrych, czasach znalazłby się człowiek, który szybko pana Bukariego doprowadziłby do sportowego pionu albo zmusił do sportowej ucieczki, tam gdzie pieprz rośnie. O kim myślę? O Krzysiu Surlicie – piłkarzu z umiejętnościami, charakterem i mocnym pionem moralnym. Na dodatek wyjątkowo silną osobowość, o żelaznym (kto doświadczył, to pamięta do dziś) uścisku ręki.

W dzisiejszym rozmemłanym futbolowym świecie żaden menedżer, czy dyrektor sportowy, zanim nie ustali warunków kontraktu, widać nie robi… wywiadu środowiskowego. A powinien! Patrzy tylko, jakie sztuczki gość potrafi zaprezentować, gdzie i jak ostatnio grał czyli jakie ma sportowe CV. A może powinien przede wszystkim spojrzeć, jakim nowy, kreowany na gwiazdę piłkarz, jest człowiekiem, czy charakterologicznie wkomponuje się w zespół. Gdy tego nie robi, a nie robi, to potem wychodzą takie transferowe kwiatki…

A smutna, bardzo smutna, z naszego Łódzkiego punktu widzenia, prawda jest taka, że po zakończeniu wypożyczenia (jakkolwiek się ono skończy) Osman Bukari wróci do Łodzi, bowiem Widzew (oj, naiwny, naiwny) podpisał z nim kontrakt aż do czerwca 2030 roku!

Widzew. Mieli ligowe góry przenosić. Na razie okazuje się, że nawet pagórki są dla nich trudne do pokonania

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Miało być lepiej, a nie jest… dobrze. Można po porażce z Koroną patrzeć z niepokojem na to, co dalej z Widzewem. Trudno, żeby było inaczej, skoro w kolejnym meczu najlepszym piłkarzem Łodzian jest bramkarz – Bartłomiej Drągowski. Nie uchronił niestety zespołu przed porażką, ale uchronił przed… kompromitacją. Miejsce w bramce reprezentacji Polski być musi i już.

Porażka martwi, a zastanawia 70-minutowa zapaść Łodzian, którzy nie potrafili przejąć inicjatywy i odwrócić losów spotkania. Dlaczego się tak stało? Ano dlatego, że druga linia w swojej środkowej strefie grała słabo, słabiusieńko.

Trzeba to powiedzieć wprost, że kapitan, który powinien dawać przykład czyli Juljan Shehu był jednym z najsłabszych piłkarzy na boisku. Denerwująco źle rozgrywał piłki, na dodatek zapisał się do futbolowego Klubu Człapaków. Został na placu do końca, bo ma opaskę?! To całe przedsezonowe kruszenie kopii, żeby go zatrzymać w zespole wygląda po tym spotkaniu trochę… bez sensu.

Zaraz, zaraz, a Fran Alvarez czy Emil Kornvig? Wcale nie lepsi. Jak w tej sytuacji marzyć o skromnym ligowym sukcesie, czyli wygranej z niewygodnym ligowym przeciętniakiem?!

Mieliśmy ligowe góry przenosić. Na razie okazuje się, że nawet pagórki są dla nas trudne do pokonania. Co będzie dalej? 5. kolejka PKO BP Ekstraklasy: Śląsk Wrocław – Widzew Łódź, sobota, 22 sierpnia, godz. 20.15. 6. kolejka PKO BP Ekstraklasy: Widzew Łódź – Lech Poznań, niedziela, 30 sierpnia, godz. 20.15. 7. kolejka PKO BP Ekstraklasy: Widzew Łódź – Radomiak Radom, sobota, 5 września, godz. 14.45.

Zmora zmór. Widzew przegrał z Koroną. Aleksandar Vuković: – Nie zrobiliśmy wystarczająco dużo, żeby wygrać to spotkanie i przeciwnik to wykorzystał

Widzew po raz ostatni przegrał u siebie w styczniu. Od tamtej pory zanotował pięć zwycięstw i trzy remisy. I… zmora zmór dopadła znów Łodzian. Na triumf nad Koroną czekali od kwietnia 2024 roku i się nie doczekali. Przegrali 1:2. Szósta z rzędu wygrana Kielczan stała się faktem!

Lepsze jest wrogiem dobrego. Po co trener dokonywał roszad w składzie, po co mieszał w defensywie, najbardziej czułej z czułych formacji? Wyszedł na tym, podobnie jak cały zespół, jak Zabłocki na mydle. Przykre doświadczenie, pokazujące Widzewowi miejsce w szyku. Na wybicie się na wielkość na razie chyba za wcześnie. Trzeba znów, jak w minionym sezonie, myśleć o zabezpieczeniu tyłów, bo inaczej może się to znów skończyć dramatyczną walką o utrzymanie.

Trener Aleksandar Vuković: – Niestety, zamiast kroku do przodu zrobiliśmy coś odwrotnego. Nie tego się spodziewaliśmy i to nie jest do zaakceptowania. Początek, dwadzieścia pierwszych minut, było na najlepszym poziomie u nas w tym sezonie, ale to było za mało.

Przeciwnik strzelił dwa gole ze stałych fragmentów i to nie powinno się przydarzyć. Pojawiła się chwila nerwowości w tych sytuacjach. Zabrakło nam odpowiednich reakcji. Szybko stracone prowadzenie wprowadziło nerwowość w naszej grze.

Nie zrobiliśmy wystarczająco dużo, żeby wygrać to spotkanie i przeciwnik to wykorzystał. My nie możemy stracić wiary w siebie, bo były fragmenty i momenty gry, gdy pokazaliśmy się dobrze.

Jeżeli chodzi o Mario Garcię, to zagrał bardzo dobry mecz i dał dużo z siebie i zwyczajnie na koniec zabrakło sił. Dlatego zszedł z boiska, żeby nie doznał urazu. Jeśli chodzi o Jusufa Gazibegovica, to musimy poczekać na badania, ale na pewno czeka go kilka dni przerwy.

Korona ma dużo jakości, zwłaszcza w środku pola. W pierwszych minutach pressing z naszej strony był skuteczny. Analizowaliśmy nasz mecz w Białymstoku i tak zagraliśmy. Szkoda tego początku spotkania, bo szybko zdobyliśmy bramkę i mieliśmy szanse na dwie kolejne.

5. kolejka PKO BP Ekstraklasy: Śląsk Wrocław – Widzew Łódź, sobota, 22 sierpnia, godz. 20:15

Widzew – Korona Kielce 1:2 (1:2)

1:0 – Kapuadi ( (8), 1:1 – Fassbender (8), 1:2 – 26. Fassbender (26)

Widzew: Drągowski – Gazibegović (44, Krajewski), Wiśniewski, Kapuadi, García (84, Boia) – Fornalczyk (46, Baena), Shehu, Kornvig (71 ,Akere), Alvarez (84, Selahi) – Świderski, Bergier

Zwycięstwo Widzewa w Białymstoku po zabójczych 120 sekundach. Nowy, Hiszpański obrońca w jeden z głównych ról!

Widzew wygrał w Białymstoku, zadając dwa zabójcze ciosy w ciągu 120 sekund. W bardzo ważnej, wręcz kluczowej roli, wystąpił w obu sytuacjach nowy obrońca Łodzian – Garcia, który zaliczył dwie asysty. Do tej pory grał na drugim hiszpańskim poziomie. Teraz ma błyszczeć w ekstraklasie. Jak sam powiedział: – Lubię grać w czteroosobowej linii obrony, zaskakiwać na skrzydle i włączać się do ataku. I to się sprawdziło!

Groźniej zaczęli mecz gospodarze. Po kwadransie pokazał się były… Białostoczczanin – Drągowski. Najpierw nogami zatrzymał strzał Imaza, a potem ręką – Szmyta. Widzew się starał ale był… niechlujny w zagraniach. Za łatwo i za prosto tracił piłki. Jaga była groźniejsza, ale Widzew miał Drągowskiego.

W drugiej połowie nadal niby inicjatywę mieli gospodarze, ale Widzew miał Wiśniewskiego, który zabezpieczał grą defensywną. Faktem jest jednak, że minimalnie pomylił się Kozłowski, strzelając tuż nad poprzeczkę.

Za to odpowiedź Łodzian palce lizać. Po główce Świderskiego goście wywalczyli rzut rożny. Idealną centrą popisał się Garcia, Abramowicz minął się z piłką. ta trafiła na głowę Bergiera, który posłał ją do pustej bramki.

Widzew poszedł za ciosem. Nie minęło 120 sekund, a prowadził już 2:0! Znów asystę zapisał Garcia, a tym razem ładnym technicznym strzałem na dalszy słupek popisał się Alvarez. Zabójcze 120 sekund w wykonaniu Widzewa.

Jaga próbowała, ale Drągowski nie dawał się zaskoczyć. Dośrodkowania też padały jego łupem. Mocniej zabiły nam serca, gdy mocno poturbowany został Wiśniewski. Pojawiły się nosze, ale… Wiśnia to twardy facet – wstał, otrzepał się i… został zmieniony. Zastąpił go Żyro.

Widzew nie zamierzał osiąść na laurach. Atakował. Dwa razy gospodarze zatrzymali strzały Baeny, strzelał Selahi. Z drugiej strony pewności nie stracił Drągowski. Raz ratowała go poprzeczka. Goście pokazali, że są lepsi w drugiej połowie. Zasłużenie ją wygrali, jak i cały mecz, zachowując znów czyste konto!

Spotkanie w Białymstoku oglądało 18 122 widzów.

W następnym pojedynku Widzew podejmie Koronę Kielce (zagra też z tą drużyną w Pucharze Polski). Ligowe spotkanie: 15 sierpnia, o godz. 20.15.

Jagiellonia – Widzew 0:2 (0:0)

0:1 – Bergier (52, głową), 0:2 – Alvarez (54)

Widzew Łódź: Drągowski – Krajewski (69, Gazibegović), Wiśniewski (78, Żyro), Kapuadi, García (90+2, Visus) – Alvarez, Shehu, Kornvig, Fornalczyk (77, Baena) – Świderski, Bergier (78, Selahi)

Jaga pokonała Rangersów. Teraz pojedynek z Widzewem. Wiele w ekstraklasowym meczu będzie zależało od byłego, ważnego gracza Białostoczczan

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Widzew ostatnimi dniami żył w ekstraklasowej niepewności: zagramy ligowy mecz w Białymstoku czy go nie zagramy?! Rywale milczeli, jak zaklęci, czekając na to co ich czeka i co spotka w Europejskich pucharach. Ostatecznie spotkanie Jagiellonia – Widzew zaplanowane na 9 sierpnia na godz. 20.15 – odbędzie się w tym terminie. Stacja Canal Plus przeprowadzi transmisję z tego pojedynku, a Jaga cały czas sprzedaje bilety na to spotkanie.

Jaga walczyła z Rangersami w pierwszym meczu III rundy eliminacji Ligi Europy i wygrała po trudnym spotkaniu 2:1. Białostoczczanie stracili gola po klasycznej wygranej akcji dwa na jeden na skrzydle. Rywale dośrodkowanie zamienili na… samobója Guilherme Montoi.

Za chwilę była odpowiedź. Kajetan Szmyt pokazał klasę, kończąc akcję groźnym dośrodkowaniem, zamienionym na… skuteczne, bramkowe uderzenie. Dokładne dośrodkowanie z drugiej strony boiska, dało drugiego gola. Tym razem autorem bramki był nie kto inny, jak Kajetan Szmyt! Pomocnik miał znakomite minuty, był poza zasięgiem rywali.

W drugiej połowie gafy gospodarzy w defensywie, mogły przynieść Szkotom wyrównanie. Nie przyniosły, choć przewaga Rangersów rosła z każdą minutą. Gospodarzy ratował słupek w doliczonym czasie gry! Ataki skrzydłami Jagi były niebezpieczne, ale nieskuteczne. Zmiany w składzie zespołu z Białegostoku spore, a jednak trzon zespołu jest z poprzedniego sezonu. I on trzyma się mocno.

Nie ma cienia wątpliwości, że wiele w spotkaniu Jagi z Łodzianami bez względu na to, kiedy do niego dojdzie, będzie zależało od najlepszego Widzewiaka, bramkarza Bartłomieja Drągowskiego, człowieka, który urodził się w… Białymstoku. Golkipera, który tu zaczynał swoją karierę, a w barwach Jagi zagrał 64, w większości dobre i bardzo dobre spotkania. Pierwsze w ekstraklasie w wieku 17 lat!

Arbitrem spotkania ma być Damian Kos z Wejherowa, Tak, tak ten sam, który odebrał Widzewowi szansą na zwycięstwo w pucharowym meczu z Wisłą Kraków. Uznał rywalom gola, którego nie powinien uznać. Miejmy nadzieję, że to był jego najgorszy mecz w karierze i takich dyskwalifikujących błędów już nie popełni.

Pewne jest, że: 15 sierpnia o godz. 20.15 Widzew podejmie przy al. Piłsudskiego Koronę Kielce. Dojdzie do powtórki, bo oba zespoły spotkają się w pierwszej rundzie Pucharu Polski.

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑