Rezerwowy Pafka

Tag: piłka nożna (Page 10 of 57)

Dziewiąta porażka Widzewa. Po fatalnej grze w obronie. Łodzianie kandydatami do… spadku!

W ostatnim meczu u siebie w tym roku Widzew przegrał. Stracił punkty po raz dziewiąty, po raz trzeci na własnym boisku. Po katastrofalnej grze w defensywie i wielkiej futbolowej niemocy. Wyrasta na jednego z kandydatów do… spadku.

Goście wystąpili bez jednego ze swoich najlepszych graczy, kontuzjowanego Błanika (6 goli, 1 asysta), który godnie zastąpił w Kielcach Fornalczyka. W sumie sześć zmian w składzie w porównaniu z ostatnim meczem. W Widzewie bez zmian. Widać, przegranego składu się nie zmienia.

Pojedynek rozpoczął się od efektownej indywidualnej akcji Fornalczyka, którego strzał z trudem obronił bramkarz rywali. Nastąpił jednak klasyczny błąd popełniany ostatnio przez Widzew w defensywie. Krycie w juniorskim stylu sprawiło, że Antonin posłał piłkę z metra do pustej bramki. No, po prostu dramat, a raczej czarna rozpacz.

Potem szanse mieli jedni i drudzy. Widzew chciał odrobić starty, Korona nie zamierzała kurczowo się bronić. Bez efektów. Aktywność Fornalczyka, przy marazmie w grze zespołu w środku pola, kończyła się dla łodzian niczym.

A potem po wrzucie z autu i spóźnionej interwencji w powietrzu, kielczanie łatwo, łatwiutko, za łatwo zdobyli drugiego gola. Nie wiem, śmiać się z tego wszystkiego czy płakać.

Jeden Fornalczyk nie wystarczy, choć ten dwoił się i troił. Były łódzkie szanse. To nie zmienia faktu, że niestety z widzewskiego punktu widzenia było źle, bardzo źle, fatalnie. Nic dziwnego, że gospodarze po pierwszej połowie opuszczali boisku przy burzy gwizdów.

Widzew na początku drugiej połowy był tak zdeterminowany, że… zdobył kontaktowego gola. Przypadkowo, nie da się ukryć. Smolarczyk wybijając piłkę trafił w Shehu i piłka wpadła do siatki.

Euforia trwała krótko. Po świetniej kontrze kielczanie strzelili trzecią bramkę. Sytuacja stała się jeszcze trudniejsza, gdy w 69 min drugą żółtą kartkę czyli czerwoną ujrzał Gallapeni i łodzianie musieli grać w osłabieniu. Nic dziwnego, że nie byli w stanie nic zrobić i przegrali.

28 listopada o godz. 18 Widzew zagra z Piastem w Gliwicach, który pewnie (choć przy pomocy bramkarza rywali) pokonał w Częstochowie Raków 3:1. Łodzianie zagrają bez wykartkowanego Fornalczyka.

Widzew – Korona Kielce 1:3 (0:2)

0:1 – Antonin (19), 0:2 – Sotiriou, (35, głową), 1:2 – Shehu (49), 1:3 – Davidović (58)

Widzew: Ilić – Andreou (90 Klukowski), Visus, Żyro, Gallapeni – Alvarez (71, Teklić), Czyż (71, Pawłowski), Shehu -Baena (79, Kozlovsky), Bergier (79, Zeqiri), Fornalczyk

Udany debiut trenera. Drugie zwycięstwo ŁKS na obcym boisku, choć o sukces łatwo nie było

Debiut w roli pierwszego trenera Szoki w ostatniej kolejce I-ligowej jesieni i to debiut udany. ŁKS odniósł drugie wyjazdowe zwycięstwo w sezonie, choć sukces nie przyszedł mu łatwo. Najważniejsze jest zwalczenie zmory obcych boisk.

Łodzianie zaczęli energetycznie, ale to Deja z rzutu wolnego obił poprzeczkę. W odpowiedzi uderzając z 10 metrów, pomylił się Toma. Powiedzmy szczerze, że ta nowa gra łodzian w wielu akcjach to była laga do przodu, mająca znaleźć w ataku Piaseckiego.

W końcu nadeszła jednak akcja, która przyniosła łodzianom gola. W polu karnym po ataku Piaseckiego, interweniujący wślizgiem Deja, zagrał piłkę ręką. Rzut karny. Piasecki huknął pod poprzeczkę (piłka odbiła się od jej wewnętrznej strony) i łodzianie objęli prowadzenie. To siódmy, ligowy gol napastnika. Dobrze, że cała 45-minutowa łódzka para nie poszła w gwizdek.

W drugiej połowie ŁKS nie wiedzieć czemu przez długie minuty głównie się bronił. Musiał wykazać się Jakubowski. Stało się jednak to, co musiało się stać. Łodzianie po rzucie rożnym i serii przypadkowych odbić stracili gola.

Goście wzięli się jednak w garść. Po składnej akcji i strzale prawą nogą po długim rogu Głowacki dał łodzianom prowadzenie. Zadowolony ŁKS znów zaczął się głównie bronić. I obronił trzy cenne, wyjazdowe punkty.

30 listopada o godz. 12 ŁKS zagra ze Zniczem w Pruszkowie, który sensacyjnie, ale zasłużenie pokonał na wyjeździe Ruch Chorzów 2:1. Trzeba będzie bardzo uważać oczywiście na lidera – Majewskiego, ale i autora dwóch goli – Bąka.

Górnik Łęczna – ŁKS 1:2 (0:0)

0:1 – Piasecki (40, karny), 1:1 – Szabaciuk (67, głową), 1:2 – Głowacki (71)

ŁKS: Jakubowski – Rudol, Craciun, Kupczak, Loffelsend (81, Krykun), Wysokiński, Hinokio (81, Ernst). Mokrzycki, Toma, Głowacki, Toma (64, Szczepański) , Piasecki (64, Lewandowski)

Smutne, ale prawdziwe. Dzisiejszy futbol to coraz większe targowisko próżności!

Gdy oglądam mecze piłkarskie, a bardzo lubię to robić i robię wręcz maniakalnie, to ze smutkiem dochodzę do wniosku, że współczesnym futbolem rządzi wyjątkowy egoizm.

W każdym oglądanym spotkaniu zawodnicy w akcjach ofensywnych, szczególnie kontrach, często podejmują złe wybory. I robią to świadomie! Zamiast podać do lepiej ustawionego partnera, decydują się na strzał, często niecelny lub obroniony przez bramkarza.

Po takiej akcji tylko wielka złość i zgrzytanie zębami, ale dla piłkarzy najważniejsze jest pokazać się za wszelką cenę. Zyskać kolejne punkty w statystykach, które dziś określają twój sportowy status. W ten sposób podnieść swoją rynkową wartość. Dać sobie szansę na to, że uda się siebie sprzedać do kolejnego klubu za lepsze pieniądze.

Bo dzisiejszy futbol to coraz większe targowisko próżności.

Rządzi nim bardzo źle pojęty indywidualizm. Całe to taktyczne przygotowanie, rozrysowywane jeszcze na moment przed wejściem na boisko, bierze w łeb, traci sens, gdy dochodzi do decydujących wyborów i siebie stawia się ponad wszystko, bo moja korzyść jest ważniejsza niż najważniejszy mecz i dobro mojej drużyny!

ŁKS. Trzeba w trzech ostatnich meczach mocno podreperować punktowy bilans, żeby zimy nie przeżyć z widmem spadku w oczach!

Fot. Artur Kraszewski

Po sportowym upokorzeniu czyli klęsce w meczu z Puszczą (0:3), szkoleniowym tąpnięciu czyli zmianie pierwszego trenera na Grzegorza Szokę oraz po reprezentacyjnej przerwie, ŁKS 23 listopada o godz. 17 zagra z Górnikiem w Łęcznej.

Czy będzie w stanie pozbyć się wyjazdowych demonów i wygrać drugi mecz na obcym boisku, bo dotychczasowy bilans jest po prostu żenujący: 1 zwycięstwo, 1 remis, 6 porażek. Po starciu z Górnikiem czekają łodzian w tym roku jeszcze da ligowe pojedynki: ze Zniczem w Pruszkowie i u siebie hitowe starcie z Wisłą Kraków.

Trzeba mocno podreperować punktowy bilans, żeby zimy nie przeżyć z widmem spadku w oczach. Co trzeba zrobić przede wszystkim, żeby było lepiej? Poprawić grę defensywną zespołu zwłaszcza przy kontrataku rywali, bo wtedy łodzianie w sposób niegodnych ligowców gubią się niczym futbolowe dzieci w gęstej mgle.

Lider – Basten Toma – musi być liderem a nie człowiekiem, który na długie minuty znika z pola widzenia. Dobrze by było, żeby skrzydłowi zaczęli wygrywać pojedynki jedne na jeden i żeby napastnik z prawdziwego zdarzenia Fabian Piasecki zyskał dobrą bramkową obsługę.

Marzenia, nadzieje, a co przyniesie sportowa rzeczywistość, sam chciałbym wiedzieć.

Prowadzenie widzewskiej hurtowni za 7, a może nawet 10 milionów euro, na razie przyniosło wielkie piłkarskie nic!

Pape Meissa Ba podpisał z Widzewem Łódź kontrakt do 2028 roku Fot. Wojciech Czarnociński, widzew.com

Prowadzenie widzewskiej futbolowej hurtowni, do której sprowadzono piłkarzy w sumie za 7, a może nawet 10 milionów euro na razie zakończyło się, nie ma co owijać w bawełnę, wielkim sportowym rozczarowaniem, żeby nie powiedzieć fiaskiem.

Drużyna zajmuje miejsce w dolnych rejonach stanów średnich ekstraklasy – jest 12 z dorobkiem 17 punktów w 15 meczach z bilansem: 5 zwycięstw, 2 remisów i aż 8 porażek (w tym 6. na obcych boiskach!) i bardziej niż na sportowych zaszczytach powinna się skupiać na tym, co robić, żeby z hukiem nie spaść.

W opanowaniu sytuacji, budowanie lepszych podstaw, na pewno by pomogło zwycięstwo w najbliższym ligowym pojedynku – Widzew 22 listopada o godz. 17.30 podejmie Koronę Kielce, a mecz pokaże TVP Sport.

Na razie w Widzewie wielkie zmiany administracyjne w strukturze zarządzającej drużyną – w tym transferami (ktoś za tę wielką wpadkę musiał ponieść odpowiedzialność i poniósł). Teraz dobrze by było, żeby przerwa pozwoliła trenerowi Igorowi Joviceviciowi doprowadzić do formy choćby jednego z liderów: Frana Alvareza, znaleźć sposób na wykorzystanie szybkości i przebojowości Mariusza Fornalczyka czy konsolidację zespołu w grze defensywnej, aby nie popełniał on momentami dziecinnych błędów, skutkujących łatwą stratą bramek i cennych ligowych punktów.

Trudno sytuacja w całej jaskrawości pokaże, jakim trenerem jest Igor Jovicević i czy na pewno warto go było zatrudnić.

Credo najbliższego widzewskiego działania w ustach odpowiadającego za następne transferowe działania – Dariusza Adamczuka: – Ważne są dla nas te trzy ostatnie w tym roku mecze ligowe i spotkanie Pucharu Polski. One dadzą pewne odpowiedzi, czy na wiosnę o nic już nie gramy i spokojnie budujemy drużynę, czy podłączamy się o grę w pucharach. Dziś wygranie trzech kolejnych meczów – co pokazał Radomiak – może pozwolić na wskoczenie do strefy pucharowej. Jeśli dobrze wszystko poukładamy, runda wiosenna będzie bardzo ważna.

Powróciły polskie, futbolowe zmory. Na szczęście pełen fartu strzał rozpaczy Zielińskiego uratował nas przed kompromitacją i pozwolił pokonać Maltę

Po słabiutkim meczu uratowaliśmy, tak to nie przesada, zwycięstwo w meczu z Maltą. To zasługa kapitana Lewandowskiego, bramkarza Drągowskiego i strzału rozpaczy Zielińskiego. Niestety, smutne, ale prawdziwe: wróciły stare reprezentacyjne zmory.

Mecz na Malcie zaczęliśmy w swoim słabym stylu, bez składu, ładu i pomysłu, łapiąc żółte kartki, co stało się udziałem m.in. Zalewskiego. Ten kartonik eliminuje go z udziału w pierwszym meczu barażowym

Jakiś polski pozytyw? Dopiero po 20 minutach po kontrze Zalewski miał szansę na gola, ale strzelił obok słupka. Ważniejsi byli polscy kibice, którzy dopingowali tak głośno, że nasi reprezentanci powinni byli czuć się, jak w domu.

Skoro akcje nam nie wychodziły, potrzebny był dobrze wykonany stały fragment gry. Stare futbolowe wygi dopięły swego. Dośrodkowywał z rzutu wolnego Zieliński, pewnym uderzeniem głową, mimo asysty rywala, popisał się Lewandowski. To 88 bramka Lewego w reprezentacji, strzelona 39 przeciwnikowi.

Za chwilę stała się rzecz historyczna, dodajmy, dla nas wyjątkowo nieprzyjemna. Po trampkarskich błędach w defensywie straciliśmy pierwszego gola w pojedynkach z Maltą. Rywale mogą się cieszyć, my ze wstydu powinniśmy właściwie zapaść się pod ziemię.

Taka smutna prawda: więcej na boisku cierpieliśmy niż dobrze i z pomysłem graliśmy. Za to rywale dostali wiatru w żagle, atakowali. Nic dziwnego, że pierwsze 45 minut na pewno nie znajdą się w pozytywnej historii polskiego futbolu.

Druga połowa rozpoczęła się od loba Lewandowskiego nad bramkarzem w sytuacji sam na sam i niestety także nad bramką. Taka fuszerka kapitanowi zdarza się rzadko. Za chwilę spatałaszył dobrą okazję Kamiński. Nie trafił w bramkę w bardzo korzystnej sytuacji.

Do trzech razy sztuka. Po kolejnej asyście światowego formatu Lewandowskiego do pustej bramki posłał piłkę Wszołek. Za chwilę taką samą klasową asystą popisał się Skóraś. Wycofał piłkę do Świderskiego, ten zdobył gola, ale, ale…

Sędzia cofnął się do sytuacji w naszym polu karnym i faulu Kiwiora. Po analizie VAR bramka została anulowana, a Maltańczycy dostali jedenastkę, którą wykorzystali. A potem to oni byli bliżsi strzelenia trzeciej bramki. Ratował nam skórę przed totalną kompromitacją znakomitą interwencją Drągowski.

Wydawało się, że wielka futbolowa wpadka jest pewna. Tymczasem na strzał rozpaczy zza pola karnego zdecydował się Zieliński i po rykoszecie piłka wpadła do siatki. Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą. Jest zwycięstwo wywalczone w wyjątkowo marnym stylu.

Dodajmy, że po raz setny wystąpił w reprezentacji Grosicki, który uzbierał 17 goli (ostatniego w październiku 2020 – hat trick z Finlandią) oraz 24 asysty (ostatnia z Andorą w marcu 2021).

Eliminacje piłkarskich mistrzostw świata

Malta – Polska 2:3 (1:1)

0:1 – Lewandowski (32, głową), 1:1 – Cardona (36), 1:2 – Wszołek (59), 2:2 – Teuma (68, karny), 3:2 – Zieliński (85)

Polska: Drągowski – Wiśniewski (78, Bereszyński), Kędziora, Kiwior, Wszołek (78, Grosicki), Slisz (78, Kapustka), Zieliński, Skóraś, Zalewski (46, Świderski), Kamiński (90+2, Rózga), Lewandowski

Grupowe mecze Polaków :

1. kolejka, piątek, 21 marca:  Polska – Litwa 1:0
2. kolejka: poniedziałek, 24 marca: Polska – Malta 2:0
3. kolejka: sobota, 7 czerwca: Polska pauzowała
4. kolejka: wtorek, 10 czerwca:  Finlandia – Polska 2:1
5. kolejka: czwartek, 4 września: Holandia – Polska 1: 1
6. kolejka: niedziela, 7 września: Polska – Finlandia 3:1
7. kolejka: czwartek, 9 października: Polska pauzowała
8. kolejka: niedziela, 12 października: Litwa – Polska 0:2
9. kolejka: piątek, 14 listopada: Polska – Holandia 1:1
10. kolejka, poniedziałek, 17 listopada Malta – Polska 2:3
Półfinał baraży 26 marca 2026, ew. finał baraży: 31 marca 2026

Selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski – Jan Urban czyli właściwy człowiek na właściwym miejscu

Polska zremisowała z Holandią 1:1 w eliminacjach mistrzostw świata. Na pewno najlepszym zagraniem w tym meczu, które będą pokazywać wszystkie telewizje, popisali się Polacy. Po znakomitym, nieoczywistym prostopadłym podaniu Roberta Lewandowskiego, sytuację sam na sam pewnie – strzałem między nogami bramkarza – wykorzystał najlepszy polski piłkarz tego meczu – Jakub Kamiński.

Moim zdaniem największy szacun należy się trenerowi Janowi Urbanowi, który nie tragizował, nie histeryzował, nie rwał szat, tylko spokojnie, po analizie zestawił jedenastkę tak, że na pewno wstydu nam nie przyniosła, a momentami swoją grą dała nam kibicom sporo radości. Wszystko wskazuje na to, że Jan Urban, którego doskonale pamiętam, jako znakomitego piłkarza, to właściwy człowiek na właściwym miejscu.

Co powiedział po meczu? Selekcjoner Jan Urban: – Cieszy mnie, że mówi się, że byliśmy bardziej konkretni, że bliżsi byliśmy zwycięstwa. Nie chcę powiedzieć, że szkoda, bo moim celem w tym spotkaniu było zobaczyć na tle takiej drużyny jaką jest Holandia kolejny krok do przodu zespołu. Wydaje mi się, że dzisiaj to zrobiliśmy.

Wiele tych rzeczy o które prosiłem i chciałem wyegzekwować po prostu było widoczne na boisku. Przede wszystkim szukanie zmiany orientacji gry – to wychodziło nam dzisiaj bardzo dobrze. Tego też byłem ciekaw, bo różnie to wyglądało na treningu. Wydaje mi się, że kibice mogli wyjść ze stadionu zadowoleni z naszej gry.

W składzie mieliśmy wiele roszad. Jedne wymuszone kartkami, inne kontuzjami. Taka jest reprezentacja, często takie rzeczy się dzieją i tym bardziej się cieszymy, że ci którzy zastąpili tych brakujących zawodników, zagrali bardzo dobre spotkanie. Indywidualnie można pochwalić zawodników, ale jeśli grasz z takim przeciwnikiem jak Holendrzy to cały zespół musi się prezentować dobrze.

I rzeczywiście tak było. Gdyby dwóch, trzech piłkarzy zagrało poniżej swoich możliwość to nawet byśmy tego meczu nie zremisowali. A byliśmy bliżsi zwycięstwa, co znaczy, że wszyscy zagrali na swoim poziomie i to poskutkowało tym, że mamy pozytywny wynik.

Taka jest piłka. Czasami wiesz o atutach przeciwnika, a mimo to cię zaskoczy. Myślę, że jak na reprezentację Holandii nie stworzyli sobie za dużo sytuacji. Owszem, w wielu momentach grali piłką i byli w dłuższym posiadaniu, ale zbyt wiele z tego nie wynikało. Nie oszukujmy się, w tym momencie nie jesteśmy drużyną, która będzie grała otwarcie z Holandią. Wydaje mi się, że to co chcieliśmy osiągnąć przez szybkie ataki, kontrataki czy odpoczywanie z piłką przy nodze bez zdobywania terenu – to wszystko na tle tego przeciwnika wyglądało na prawdę dobrze.

– Leo Beenhakker był bardzo wybredny, jeśli chodzi o współpracowników. Wiem, że Leo cenił sobie uwagi Urbana. W nim i w Nawałce widział swoich następców – zdradza WP SportoweFakty Bogusław Kaczmarek. – Leo miał oko do ludzi. Pamiętał Urbana z ligi hiszpańskiej, poznał go, uważał za pozytywną postać i trenera, który może wnieść sporo jakości do reprezentacji. Szkoda, że on i Nawałka nie dostali szansy poprowadzenia reprezentacji Polski od razu po Beenhakkerze, bo być może nasz futbol byłby w innym miejscu.

Była walka, prowadzenie, ale skończyło się na remisie, który daje praktycznie Holendrom bezpośredni awans do finałów mistrzostw świata

Futbolowego obciachu nie było, wręcz przeciwnie była walka, prowadzenie, ale wygrać się nie udało. Skończyło się na remisie, bardziej satysfakcjonującego rywali i przybliżającego ich do bezpośredniego awansu. Po raz ostatni Biało-Czerwoni wygrali z Holendrami w maju 1979 roku – 2:0 w Chorzowie, w eliminacjach Euro 1980.

Piłkarski wieczór zaczął się od niespodzianki, czy może wręcz sensacji. Malta, która do tej pory wywalczyła dwa remisy, pokonała na wyjeździe Finlandię 1:0! W ten sposób nasza drużyna zapewniła sobie przynajmniej grę w barażach o udział w mistrzostwach świata 2026.

Z tym optymistycznym akcentem biało-czerwoni rozpoczęli starcie z Holendrami. I po niecałych dwóch minutach mogło być 1:0 dla Polaków. Ba, powinno być. Po centrze Zielińskiego reprezentacyjne pudło roku zaliczył Zalewski, który niepilnowany posłał piłkę z 10 metrów nad poprzeczkę. Niemożliwe, a jednak prawdziwe. Szkoda, wielka szkoda.

Potem wróciło wszystko do tego, czego można się było spodziewać. Holendrzy zamknęli nas na własnym przedpolu, choć przy czujnej, uważnej grze naszej drużyny, trudno im było wypracować dogodną bramkową sytuację. Mógł się wykazać Kędziora, ale to za mało, żeby mówić o pozytywnym dla nas widowisku.

Polacy czekali na swoją kolejną szansę i się jej doczekali. Po mistrzowskim, prostopadły podaniu Lewandowskiego, Kamiński znalazł się w sytuacji sam na sam i ją wykorzystał! Prawda jest taka, że akcja na najwyższym światowym poziomie, no po prostu top topów, dała nam gola.

Pięknie było, ale szybko się skończyło. Na początku drugiej połowy nie było bloku Casha, pusty przelot zaliczył Grabara, pogubił się Skóraś i straciliśmy gola. Szybko mógł dać nam kolejne prowadzenie Lewandowski, ale lepszy był bramkarz rywali.

Graliśmy coraz odważniej. Ale samą odwagę futbolowych sukcesów nie zbudowano. Pojawiły się zatem futbolowe szachy. Gdy piłkarze trochę odpoczęli, znów coś zaczęło się coś dziać. Więcej goli nie padło. Skończyło się jednak na remisie.

Ponad 56 tysięcy kibiców oglądało mecz na Stadionie Narodowym. To jest satysfakcjonujący wynik.

Eliminacje piłkarskich mistrzostw świata

PolskaHolandia 1:1 (1:0)

1:0 – Kamiński (43), 1:1 – Depay (47)

Polska: Grabara – Cash (81, Wszołek), Kędziora, Ziółkowski, Kiwior, Skóraś, S. Szymański (13, Kapustka), Zieliński, Zalewski (81Grosicki), Lewandowski (90+2, Buksa), Kamiński (90+2, Rózga)

Eliminacje MŚ 2026 – mecze Polaków:

1. kolejka, piątek, 21 marca:  Polska – Litwa 1:0
2. kolejka: poniedziałek, 24 marca: Polska – Malta 2:0
3. kolejka: sobota, 7 czerwca: Polska pauzowała
4. kolejka: wtorek, 10 czerwca:  Finlandia – Polska 2:1
5. kolejka: czwartek, 4 września: Holandia – Polska 1: 1
6. kolejka: niedziela, 7 września: Polska – Finlandia 3:1
7. kolejka: czwartek, 9 października: Polska pauzowała
8. kolejka: niedziela, 12 października: Litwa – Polska 0:2
9. kolejka: piątek, 14 listopada: Polska – Holandia 1:1
10. kolejka, poniedziałek, 17 listopada Malta – Polska (20:45)

Ostatni eliminacyjny pojedynek naszego teamu, właśnie z Maltą, nie musi być wcale futbolowym spacerkiem!
Ewentualny półfinał baraży 26 marca 2026, ew. finał baraży: 31 marca 2026

Debiut selekcjonera Jana Urbana na Stadionie Narodowym. Pięknie by było, gdy Polacy pokonali Holendrów. Czy to jest możliwe?!

Nie ma czego zazdrościć. Masa kłopotów zwaliła się na głowę selekcjonera piłkarskiej reprezentacji – Jana Urbana. Posypała mu się, coraz pewniej spisująca się defensywa i trzeba ją budować na nowo, nie wiadomo z jakim skutkiem. Na dodatek kapitan Robert Lewandowski w celach patriotyczno – propagandowych poleciał sobie do USA, zamiast dołączyć na zgrupowanie kadry. Taka sytuacja na pewno dobrej atmosfery nie buduje, ale Jan Urban to doświadczony i mądry człowiek, trener i były zawodnik, który swoimi umiejętnościami i osiągnięciami mógłby zadziwić nie jednego kadrowicza.

Tymczasem przed polską drużyną kolejne wielkie wyzwanie: walka o punkty w eliminacjach mistrzostw świata, najpierw z Holandią, a potem z Maltą. Dla selekcjonera ten pierwszy mecz mieć będzie wyjątkowy wymiar, bo po raz pierwszy poprowadzi w nim kadrę na PGE Narodowym! Ech, jakby się chciało, żeby to był udany pojedynek dla nas wszystkich.

Bilans selekcjonera: zaczęło się od wywalczonego remisu na wyjeździe z Holandią, po którym przyszły trzy zwycięstwa z rzędu – z Finlandią, Nową Zelandią i Litwą.

Eliminacje MŚ 2026mecze Polaków:

1. kolejka, piątek, 21 marca:  Polska – Litwa 1:0
2. kolejka: poniedziałek, 24 marca: Polska – Malta 2:0
3. kolejka: sobota, 7 czerwca: Polska pauzowała
4. kolejka: wtorek, 10 czerwca:  Finlandia – Polska 2:1
5. kolejka: czwartek, 4 września: Holandia – Polska 1: 1
6. kolejka: niedziela, 7 września: Polska – Finlandia 3:1
7. kolejka: czwartek, 9 października: Polska pauzowała
8. kolejka: niedziela, 12 października: Litwa – Polska 0:2
9. kolejka: piątek, 14 listopada: Polska – Holandia (20:45)
10. kolejka, poniedziałek, 17 listopada Malta – Polska (20:45)
Ewentualny półfinał baraży 26 marca 2026, ew. finał baraży: 31 marca 2026

ŁKS. Gdy na boisku dzieje się źle, najważniejsi piłkarze drużyny (poza Fabianem Piaseckim) uciekają od odpowiedzialności. Nowy trener natchnie ich odwagą?!

Zdjęcia: Artur Kraszewski

Ciemności kryją futbolową, łódzką ziemię. Najlepiej byłoby spuścić zasłonę milczenia nad tym, co wyprawiają piłkarze ŁKS. Porażka 0:3 z Puszczą to wstyd, na cienkiej granicy futbolowej kompromitacji. Najgorsze jest to, że w trudnych sytuacjach nie ma drużyny. Wszyscy znikają w cieniu, chowają się za plecy kolegów. Wtedy potrzebny byłby lider, a tu taki Bastien Toma ginie gdzieś w tłumie i trudno odnaleźć go na boisku, nie mówiąc już o pozytywnym wpływie na to, co się na nim dzieje.

Od samego początku rozgrywek dziurawa, jak ser szwajcarski jest defensywna gra zespołu i żadne taktyczne zmiany tego nie… zmieniają. Ba, jestem nawet gotów powiedzieć, że je uwypuklają. bo najzwyczajniej w świecie łódzkim graczom brakuje umiejętności.

Jedynym człowiekiem z charakterem, który zostawia serce i zdrowie na boisku jest Fabian Piasecki i zamiast na nim budować pozytywne wartości drużyny, zwłaszcza w meczu, w który nie idzie, trener zdejmuje go z boisko. Po co, dlaczego? – sam chciałbym wiedzieć, skoro wpuszcza na plac ludzi zagubionych w futbolowej mgle, którzy pogłębiają tylko taktyczny chaos.

Wielki niepokój, a wręcz oburzenie, budzi nie tylko ostatnia kompromitująca porażka. Kompletny zjazd w dół notuje drużyna rezerwowa, a młodzi gracze, którzy mieli być wielką nadzieją klubu – już tu i teraz: Antoni Młynarczyk czy Jędrzej Zając spadli do poziomu sportowego przeciętniactwa, co nie wróży ich karierze, ani klubowi niczego dobrego. Kto jest temu winny, kto nie panuje nad tym, co dzieje się w klubie? Czas najwyższy znaleźć odpowiedzi, bo tak dalej być nie może!

Czy zmiana trenera jest lekiem na całe zło? Grzegorz Szoka przygotuje terapię… szokową? A przynajmniej natchnie pierwszą drużynę odwagą, odblokuje zdolną młodzież?! Dla mnie zbyt łatwe wyjście, ukrywające błędy i niedociągnięcia działaczy, kryjących się dziś wstydliwie w cieniu kompromitujących się piłkarzy. Wszystko wskazuje na to, że ŁKS wymaga poważnych strukturalnych zmian, bo ile można. Jak długo jeszcze poważni ludzie będą ładować poważne pieniądze w futbolowe badziewie?!

Po reprezentacyjnej przerwie ŁKS 23 listopada o godz. 17 zagra z Górnikiem w Łęcznej.

« Older posts Newer posts »

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑