Ryżową Szczotką

Rezerwowy Pafka

Page 3 of 186

Widzew. To nie był mecz założycielski tylko bardzo dobry krok we właściwą stronę. Czekamy na kolejne. MVP meczu w Płocku? Dla mnie Mariusz Fornalczyk!

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

To jest mecz założycielski – stwierdził Marcin Żewłakow podczas transmisji na żywo pojedynku Widzewa z Wisłą Płock (2:0).Inni entuzjastycznie dodawali: – To nowe, wielkie otwarcie! Spokojnie, nie tak szybko. To na razie pierwszy bardzo ważny, krok w dobrą stronę.

Łodzianie choć wloką się w ogonie tabeli, pokazali drużynie z czołówki, gdzie raki zimują. Byli lepsi, wygrali zasłużenie. Ba, mogli to zrobić zdecydowanie bardziej efektownie, bo mieli znakomite, niewykorzystane niestety, sytuacje na zdobycie kolejnych bramek.

Zmarnowali dwie znakomite sytuacje, pogubili się przy kilku próbach wyprowadzenia groźnej kontry. Nic sobie jednak nie robili z tego, że bodaj najsłabszym ich piłkarzem, był najdroższy gracz całej ekstraklasy – Osman Bukari. Okrutnie się mylił. Czyżby ciążyła mu wisząca nad głową wielka forsa? Potrzebuje odblokować się, a może jednak nie jest to tak dobry gracz, jak go prezentowano!

Najważniejsze, że inni stanęli na wysokości zadania. Dla wielu piłkarzem meczu był pracujący za dwóch, łatający dziury, uczestniczący w wielu pozytywnych akcjach zespołu Emil Korvig. Moim zdaniem miano MVP pojedynku należy się Mariuszowi Fornalczykowi.

Dynamiczny skrzydłowy, potrafiący skutecznie wygrywać pojedynki jeden na jeden jest dziś solą futbolu. Jego wartość i wpływ na grę jest nie do przecenienia. Nareszcie skrzydłowy o takiej charakterystyce – Mariusz Fornalczyk mógł pokazać swój talent i moc. Także dlatego, że wreszcie znalazł na swoje stronie partnera do współpracy – Christophera Chenga.

Dlaczego i po co trener Igor Jovicević zmienił go w samej końcówce spotkania, pozostanie szkoleniową zagadką. Jak to dobrze, że Jovicević zrezygnował z beznadziejnego pomysłu, aby najlepszy strzelec drużyny – Sebastian Bergier egzekwował stałe fragmenty gry, bo napastnik przydał się i to jak w polu karnym rywala.

Teraz z kartkowych powodów Widzew będzie musiał sobie radzić bez swojego snajpera (11 zdobytych goli), a 20 lutego o godz. 20.30 czeka Widzew u siebie mecz z Cracovią, która bezbramkowo zremisowała z Jagiellonią. Czy w buty Bergiera będzie potrafił wejść asystent przy drugiej bramce w Płocku – Andi Zeqiri,czas pokaże.

Jest przełamanie. Widzew wreszcie wygrał. Jak najbardziej zasłużenie. Strzelił dwie zwycięskie bramki, a mógł zdobyć ich więcej!

W ostatnim z możliwych momencie, gdy znalazł się w sytuacji podbramkowej czyli w strefie spadkowej, Widzew wreszcie się obudził. Wygrał ważny, arcytrudny wyjazdowy mecz z zespołem z czołówki.

Od pierwszych chwil widać było jak bardzo z dobrej strony chce się pokazać trudny do upilnowania Fornalczyk. I powinien mieć asystę. Po jego dokładnym dośrodkowaniu wykładaną piłkę na piątym metrze dostał Kornvig, ale trudno to zrozumieć czemu zamiast trafić do bramki, główkował w poprzeczkę.

To Widzew chciał, miał inicjatywę, próbował. W najlepszej akcji, po kolejnej centrze Fornalczyka nie zdołał niestety dojść do główki Bergier. Łodzianie oddając inicjatywę gospodarzom, szukali szansy w przechwytach i szybkiej kontrze. I dopięli swego. Po główce Bergiera w polu karnym piłkę ręką odbił jeden z piłkarzy Wisły i arbiter po analizie VAR podyktował jedenastkę. Pewnie wykorzystał ją Bergier. To jego jedenasty gol w sezonie! Niestety chwilę później napastnik po zbytnim okazaniu swojej radości kibicom gospodarzy, ujrzał czwartą w sezonie żółtą kartkę i kolejnym meczu nie wystąpi!

Gospodarzy natchnąć do lepszej gry miało wejście na boisko Kuna. Widzew nie zamierzał jednak oddawać inicjatywy i kurczowo bronić własnego przedpola. Nadal dobry mecz rozgrywał Fornalczyk, który po dynamicznym wejściu, strzelając z 20 metrów, trafił w poprzeczkę!

A potem była jeszcze lepsza sytuacja na podwyższenie prowadzenia. Bukari nie wygrał pojedynku sam na sam z bramkarzem. Zdołał jednak zagrać do Sheu, który strzelając z 13 metrów trafił w poprzeczkę. A Bukari… Znów niestety nie wykorzystał dogodnej sytuacji. Po podaniu, no kogo? Oczywiście Fornalczyka.

Skrzydłowy nie dawał usnąć swoim partnerom. Niezmordowany inicjował kolejne ataki. W tej sytuacji zmiana najbardziej energetycznego piłkarza w końcówce meczu wydaje się przedziwna, mocno kontrowersyjna! Ale łodzianie nie zamierzali się zatrzymać. W samej końcówce kropkę nad i postawił Kornvig strzelając gola w sytuacji sam na sam, po podaniu Zeqiriego. Ten gol to najlepszy dowód na to, że Widzew odniósł zasłużone zwycięstwo!

Mecz oglądało 8834 widzów.

20 lutego o godz. 20.30 czeka Widzew u siebie mecz z Cracovią, która bezbramkowo zremisowała z Jagiellonią.

Wisła Płock – Widzew 0:2 (0:1)

0:1 – Bergier (38, karny), 0:2 – Kornvig (89)

Widzew: Drągowski – Krajewski (90+5), Żyro, Andreou, Wiśniewski, Cheng -Bukari (90, Pawłowski), Shehu, Lerager, Fornalczyk (79, Baena) – Kornvig (90, Isacc), Bergier (79, Zeqiri)

Rozczarowanie. Porażka łodzian. O, ironio. To byli ełkaesiacy pomogli odprawić ŁKS z kwitem!

Niestety, na drużynie ŁKS nie można polegać, jak na Zawiszy. Po dobrym meczu w Bytomiu, wróciła do swoich jesiennych korzeni, dając się do przerwy dwa razy skutecznie nabrać na szybką kontrę, prezentując też momentami kompletny chaos w defensywie. Efekt? Dołująca porażka, mimo walki i zdobyciu gola. Cóż, trzeba się było obejść smakiem.

Pierwsza porażka trenera Szoki w barwach ŁKS. Dodatkowego smaczku temu faktowi dodaje to, że szkoleniowiec ma za sobą dwa lata spędzone w… Głogowie. Łodzianom na nosie zagrali byli piłkarze ŁKS. To po ich akcjach Chrobry strzelił dwiepierwsze bramki!

Rezerwowi zapewnili ŁKS sukces w Bytomiu, ale trener Szoka postawił na tę samą jedenastkę, która zaczęła premierowy mecz wiosnyi… Mieliśmy powtórkę z rozrywki. Łodzianie szybko stracili jednego, a potem drugiego gola.

Była to pierwsza akcja rywali. W objęciu prowadzenia dużą zasługę mieli byli piłkarze… ŁKS- Janczukowicz i Kelechukwu. Po dobrym dośrodkowaniu tego ostatniego piłkiw pole bramkowe bez problemów w siatce umieścił ją Laskowski.

Gospodarze próbowali odrobić straty. Strzał Tomy z 12 metrów świetnie obronił kolejny były ełkaesiak – Arndt. Więcej aktywności niż w konstruowaniu gospodarze mieli jednak w powstrzymywaniu szybkiego, dobrego technicznie Telechukwu, który dawał sobie radę nawet z trzema atakującymi go rywalami.

Chrobry nie zamierzał się tylko bronić. Bobek dobrze interweniował po strzale Nowakowskiego. Głowacki w ostatniej chwili uprzedził Janczukowicza. Próby ataku gospodarzy kończyły się nieudanymi rozegraniami piłki. W tej sytuacji gospodarze liczyli na… VAR. Na próżno. Arbitrzy nie dopatrzyli się zagrania ręką w polu karnym po akcji Loffelsenda.

Tymczasem po kolejnej dobrej, szybkiej kontrze przeprowadzonej przez nie do upilnowania dla łodzian byłych… łodzian: Janczukowicza i Kelechukwu, pogubiony stoper ŁKS doprowadził do nieszczęścia. Piłkę do własnej bramki skierował Craciun.

Zmiany w składzie, mogły przynieść akcję, jak z Bytomia. Tym razem dośrodkowywał po długim słupku Krykun, ale nie trafił Norlin. Co się odwlecze…Po centrze z rzutu rożnego odważnym strzałem z dystansu kontaktowego gola zdobył Terlecki.

Gdy wszyscy liczyli na drugiego gola łodzian, ełkaesiacy dali się w swoim polu karnym ograć, jak dzieci, stracili trzecią bramkę i wszelkie złudzenia na odrobienie strat. Doznali ósmej porażki w sezonie, drugiej na własnym boisku…

23 lutego o godz. 18 ŁKS zagra w Mielcu ze Stalą.

ŁKS – Chrobry Głogów 1:3 (0:2)

0:1 – Laskowski (5), 0:2 – Craciun (39, samobójczy), 1:2 – Terlecki (74), 1:3 – Nowakowski (83)

ŁKS: Bobek – Fałowski, Craciun, Kupczak, Loffelsend(46, Krykun), Wysokiński, Terlecki, Hinokio(58, Arasa), Głowacki(46, Norlin), Toma(84, Wojciechowski), Piasecki(70, Lewandowski)

Piłkarska karuzela kręci się dalej. Niech ta walentynkowa, futbolowa sobota będzie dla nas – Łodzian!

Jak prawdziwy, a przy tym nieco naiwny, kibic, chciałbym wierzyć, że tym razem będzie dobrze i ta sobota będzie należała do nas – łódzkich fanów. W walentynkowy, futbolowy dzień o godz. 19.30 ŁKS podejmie w I lidze Chrobrego Głogów, a o godz. 20.15 Widzew zagra w ekstraklasie z Wisłą w Płocku. Czy skończymy te zmagania z tarczą czy na tarczy?

W przypadku Widzewa dość mam ciągłego pisania na nie i coraz mocniejszego i ostrzejszego narzekania, na całe otaczające nas sportowe zło. Zdaję sobie sprawę, że rozczarowanie jest wielkie, bo i mnie ono dotyka, ale… Chcę wierzyć że ci, którzy dokonali milionowych (w euro!) futbolowych zakupów jednak wiedzieli, co robią i nowa widzewska armada wreszcie pokaże jakość,wróci z wozem, a nie na wozie.

Sytuacja jest niebezpieczna, na granicy wywinięcia I-ligowego kozła, bo po prostu kolejne porażki zepchną drużynę w ciemną uliczkę, z której nie ma już wyjścia.

W tej chwili jeszcze wszystko jest do uratowania. Ligowa tabela jest tak spłaszczona, że za dwie, trzy udane kolejki drużyna, które jest w strefie spadkowej, zapomni o tym, że w niej była. Nie da się jednak ukryć, że Widzew stanie przed arcytrudnym zadaniem. Po Wiśle przyjdzie czas na mającą pucharowe ambicje Cracovię, a potem próbującą się też ratować przed degradacją – Pogoń…

I to wszystko , gdy nie idzie, atmosfera jest pod psem, a o mobilizację i wyzwolenie widzewskiego charakteru trudno. Łódzki klub wydaje się mieć jednak piłkarzy, którzy potrafią sobie radzić z taką sytuacją, z taką presją. Stąd moja nadzieja na lepsze futbolowe widoki.

ŁKS po niesamowitym meczu w Bytomiu (od 0:2 do 3:2) na pewno nabrał wiary, że nie wszystko jest jeszcze stracone i walka o strefę barażową, a nawet drugie miejsce, dające bezpośredni awans, jest realna. Wszak łodzian od drugiej Polonii Bytom, dzieli tylko pięć punktów! Wszystko może się stać. Trzeba tylko wygrywać i wygrywać, bowiem tylko seria zwycięstw przedłuży nadzieję, że nie skończy się na marnym środku tabeli.

Po pojedynku z Chrobrym, trzeba się będzie wybrać na spotkanie ze Stalą w Mielcu, a potem podjąć Miedź Legnica. Oba zespoły mają o co grać, więc łatwo skóry nie sprzedadzą, ale to dotyczy wszystkich drużyn tej ligi. ŁKS pokazał w Bytomiu, że ma atuty, żeby w tych rozgrywkach jeszcze zamieszać.

A zatem Łodzianie! Ruszajcie w walentynkową sobotędo zwycięskich futbolowych bojów, na które tak czekamy.

Tacy ludzie z charakterem, jak Grzegorz Krysiak, są solą futbolu. Bez nich nie byłoby prawdziwego widowiska!

Zdjęcia: archiwum Jacka Bogusiaka

Z futbolowych meczów zapamiętuje się przede wszystkim akcje finezyjnych techników, genialne strzały napastników czy niebotyczne parady bramkarzy ale… Na ich pierwszy plan w pocie czoła pracują piłkarze tacy, jak Grzesio Nasz Chuligan, którzy nie pękają na robocie, nigdy nie odstawiają nogi, zawsze walczą do końca i są tam, gdzie tego wymaga boiskowa chwila. Mają przy tym tak dużo futbolowych umiejętności, żeby kształtować oblicze nie jednego piłkarskiego pojedynku. Oni są solą futbolu, każdej drużynowej dyscypliny!

Dorobek zgierzanina – Grzegorza Krysiaka w ŁKS jest godny pozazdroszczenia: 199 spotkań, 20 strzelonych bramek. Najlepszy mecz Grzesio rozegrał na… Old Trafford. ŁKS grał w eliminacjach Ligi Mistrzów ze słynnym Manchesterem United. I co się stało? W pierwszym meczu na wyjeździe Grzegorz Krysiak wyłączył z gdy słynnego Andy’ego Cole’a. On to po prostu potrafił zrobić, jak nikt inny!

W rozmowie z Dziennikiem Łódzkim na pytanie: – Kibice mówili: Grzesiu, nasz chuligan! Skąd wzięło się takie określenie? Grzegorz Krysiak odpowiedział: – Chyba z mojej ostrej gry, nikomu nie odpuszczałem, nikogo się nie bałem. Jeżeli ktoś pozoruje grę, to nie powinien wychodzić na boisko. Piłka nożna to sport walki. Może trochę nadgorliwie do tego podchodziłem. Kibicom to się jednak podobało, chodziło przecież o to, by stworzyć widowisko!

Rysunek Dariusz Urbański

Grupa Ełkaesiak (Tadeusz Marczewski, Irek Kowalczyk, Jerzy Leszczyński, Jacek Bogusiak) nigdy nie dawała zapomnieć o swoim ulubieńcu. Na kolejne jubileusze dostawał pamiątkową koszulkę i tablicę. A od Sławomira Perza ogromny tort, którym podzielił się z dwustoma kibicami!

KS Hokej Start Brzeziny bez medalu. Trenerka Małgorzata Polewczak: – Dostałyśmy zimny prysznic. Teraz przed nami nowe wyzwania!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

W Swarzędzu w meczu o brązowy medal halowych mistrzostw Polski w hokeju na trawie KS Hokej Start Brzeziny niestety przegrał z AZS II Politechnika Poznańska 1:3. Brąz dla poznanianek. Brzezinianki prowadziły 1:0, nie wykorzystały kilku okazji. A końcówka spotkania należała do rywalek.

– Nie wiem, co się stało – mówi trenerka Małgorzata Polewczak. – Młodzież bujała w obłokach. Część zawodniczek nie była po prostu sobą. To był inny, o niebo gorszy zespół, niż ten, który tydzień wcześniej walczył w turnieju eliminacyjnym. Dostałyśmy zimny prysznic.

Cóż, nie zawsze się jest na topie. W każdym razie cenne sportowe doświadczenie. Trzeba z niego wyciągnąć pozytywne wnioski i wiosną skutecznie walczyć o medal na . Jestem pewna, że naszą drużynę stać na jego zdobycie!

Rozgrywki na trawie zostaną wznowione na początku kwietnia. My, zanim do nich przystąpimy, pojedziemy na turniej na Chorwację. To pozwoli nam się lepiej przygotować do ligowych zmagań.

A zaczną się one spotkaniem z… AZS II Politechnika Poznańska. Będzie znakomita, wyjątkowa okazja do sportowego rewanżu. A poza tym w Brzezinach drużyna KS Hokej Start weźmie udział w turnieju Klubowego Pucharu Europy. Oj, będzie się działo.

KS Hokej Start w halowych zmaganiach: Anna Gabara, Justyna Ferdzyn, Magdalena Pabiniak, Oliwia Kucharska, Natasza Nowakowska, Dziyana Varanovich, Gabriela Budziewska, Kinga Owczarek, Patrycja Kalczyńska, Natalia Kucharska, Karolina Grochowalska, Marzena Koza. Trenerka: Małgorzata Polewczak.

Na takich rezerwowych można polegać jak na Zawiszy, Dzięki nim ŁKS odmienił losy wyjazdowego meczu i wygrał!

Fot. Artur Kraszewski

Prawdziwe szkoleniowe wejście smoka. Trener Grzegorz Szoka, prowadząc ŁKS, jeszcze nie zaznał goryczy porażki. I tak trzymać. Trener jest na fali, skoro jego drużyna potrafiła wyjść obronną ręką z wyjazdowego 0:2. W trzynaście minut z nawiązką odrobić starty i wygrać 3:2 wyjazdowy mecz z wiceliderem Polonią.

Co szkoleniowiec zrobił, gdy zabrakło, stabilizującego grę drużyny, Michała Mokrzyckiego? Nie kryję, ku mojemu zaskoczeniu, a pewnie i nie tylko mojemu, postawił na niechcianego w Bytomiu Kacpra Terleckiego. Gdy poprzednio 21-letni piłkarz bronił łódzkich barw zaliczył w II-ligowym zespole 77 minut w czterech występach. A teraz pełne zaufanie – 90 minut grania. Nie wszystko mu wychodziło, ale… zatrzymał kilka ataków rywali, walczył aż miło, starał się, z dobrym skutkiem, być potrzebny. Kolejny piłkarz wyciągnięty przez Grzegorza Szokę z ligowych zaświatów, jak wcześniej stało się to z Koki Hinokio, który pokazał klasą i umiejętności, gdy strzelał w Bytomiu ważnego gola.

Teoretycznie mogło się wydawać, że znów będzie wyjazdowa wtopa, jak zwykle. Jednym z powodów, obok za prostych błędów w grze defensywnej, byłaby słaba postawa najlepszego piłkarza zespołu w rundzie jesiennej – Jaspera Loffelsenda.

Okazało się jednak, nie po raz pierwszy i nie ostatni, że nie ma ludzi niezastąpionych. Piłkarz, który wszedł na boisko w miejsce Jaspera, okazał się superrezerwowym. Serhij Krykun zaliczył asystę, zdobył zwycięskiego gola i zagrał bodaj swój najlepszy mecz w barwach ŁKS!

Dodajmy, w tym miejscu, że trener Grzegorz Szoka, mądrze przeczytał grę i to co się dzieje na boisku. W odpowiednim momencie wpuścił na plac zmienników, którzy nie tylko go nie zawiedli, ale wręcz odmienili losy spotkania! Mocna ławka, to może też być atut łodzian w kolejnych spotkaniach. 14 lutego ŁKS podejmie Chrobrego Głogów o godz. 19.30. Jesienią rywale wygrali 2:1.

Nie brakuje łódzkich akcentów w kobiecym, młodzieżowym, reprezentacyjnym rugby

Fot. Venol Atomówki

Reprezentacja Polski Kobiet U18 w Rugby 7 rozpoczyna kluczowy etap przygotowań do tegorocznych Mistrzostw Europy. W dniach 12-15 lutego w Warszawie odbędzie się pierwsze w tym roku zgrupowanie szerokiej kadry narodowej, na które trener Jarosław Bator powołał 29 zawodniczek reprezentujących 14 klubów z całej Polski. Lutowe zgrupowanie ma na celu pokazać, jak zawodniczki przepracowały okres grudzień/styczeń oraz dokonać selekcji składu, który będzie się szykował na mistrzostwa.

O tych faktach przypomina człowiek ikona polskiego i łódzkiego rugby, bez którego łódzkie kobiece rugby byłoby w innym, zdecydowanie gorszym miejscu, czyli trener i menedżer łódzkich Atomówek – Zbigniew Grądys.

Silną grupę w reprezentacji stanowią zawodniczki z Łodzi. Wśród powołanych znalazły się trzy reprezentantki Venol Atomówek ŁódźOliwia BrończykAmelia ChojnackaWiktoria Michałowska (występująca w barwach Atomówek na zasadzie wypożyczenia z Alfy Bydgoszcz), oraz trzy zawodniczki z KS Budowlani ŁódźAmelia BykowskaKarolina WojtczakMartyna Pierchałka.

Łódzkie akcenty odnajdziemy także w sztabie szkoleniowym. Funkcję trenera głównego reprezentacji Polski pełni Jarosław Bator (na co dzień trener KS Budowlani Łódź), a rolę kierownika kadry powierzono Zbigniewowi Grądysowi, doświadczonemu szkoleniowcowi związanych z łódzkimi Atomówkami.

Cieszy mnie fakt, że aż tyle zawodniczek z Łodzi zyskało uznanie w oczach sztabu szkoleniowego – mówi Zbigniew Grądys, kierownik reprezentacji. – Warto podkreślić, że Oliwia Brończyk, Amelia Chojnacka i Martyna Pierchałka to medalistki z poprzedniego sezonu, w którym zdobyły Wicemistrzostwo Polski w kategorii U16 z drużyną „Venolek”. To zgrupowanie to dla nich wielka szansa. Mam nadzieję, że ich ciężka praca zaowocuje udziałem w lipcowych Mistrzostwach Europy. Trzymam za nie mocno kciuki!

– To już moje kolejne powołanie – mówi Oliwia Brończyk – ciężko pracujemy w klubie i na kadrach żeby pokazać się z jak najlepszej strony. Na swój pierwszy trening przyszłam dwa lata temu za namową koleżanki i nie żałuję. Dlatego zachęcam wszystkie dziewczyny do przyjścia na trening, bo rugby to fajna przygoda.

Zostań kolejną reprezentantką! Sukcesy łodzianek pokazują, że rugby to sport dający wielkie możliwości rozwoju. Klub Venol Atomówki Łódź zaprasza dziewczęta z roczników 2010–2014 na treningi. Może to właśnie wśród nowych zawodniczek kryją się przyszłe reprezentantki kraju?

Treningi odbywają się w: poniedziałki i piątki, godz. 18:30, ul. Ciołkowskiego 11a, Łódź

Widzew. Czy może być jeszcze gorzej? Oczywiście, że może, gdy na niepokojące pytania nie ma pozytywnych odpowiedzi

Fot. widzdew.com

Tak, tak, to nie przekłamanie. Widzew wygrał po raz ostatni w ekstraklasie 28 listopada 2025. Pokonał wtedy Piasta w Gliwicach 2:0. Potem były już tylko porażki: 1:2 z Zagłębiem, 1:3 z Jagiellonią, 0:1 z GKS. Czy może być jeszcze gorzej? Oczywiście, że może. Nie ma żadnych przesłanek, że łodzianie nagle zaczną gra lepiej, a przyjdzie im się zmierzyć 14 lutego o godz. 20.15 w Płocku z Wisłą. Boskiego wiatru nie czuje łódzki kamikadze – trener Igor Jovicević. Robi na razie wszystko, jakby działał na własną zgubę i prowadzonego przez siebie klubu, choć nie ma opcji wyrzucenia go z roboty.

Straszne musi być w Widzewie ciśnienie i presja prezesów, dyrektorów sportowych, menedżerów, i bóg wie kogo, skoro szkoleniowiec, widząc jak kiepsko poszło w premierze z Jagą, decyduje się posłać do boju siedmiu nowych, sprowadzonych zimą zawodników. Zamiast integracji, budowaniu na fundamentach stworzonych podczas zgrupowania w Turcji, jest jeszcze większa boiskowa anarchia. Pytam się, po kiego diabła było zimowe, drogie zgrupowanie, skoro natychmiast zostało ono przekreślone, jako wartość w tworzeniu lepszego, bardziej zintegrowanego zespołu?

Efekt jest widoczny w obu spotkaniach. Nie wiadomo o co chodzi, kto za co ma odpowiadać. Jest słabo, słabiutko, słabiusieńko, bez wielkich widoków na szybką poprawę.

Pojawiają się proste, niepokojące pytania. Dlaczego liderem znów zostaje beznadziejny w starciu z Jagą – Juljan Shehu, który na dodatek gra z opaską kapitana? Czy po to, żeby się czarno na białym przekonać, że w środku pola Widzew nie istnieje? Dlaczego stałe fragmenty gry wykonuje Sebastian Bergier, gdy jako jedyny napastnik, jest na placu? Dlaczego nie pojawia się na boisku w Katowicach od pierwszej minuty najlepszy w premierze z Jagą – Mariusz Fornalczyk?

Kiedy skończy się grzebanie w formacji, która wymaga największego spokoju czyli w defensywie? Co zrobiła ta z ostatniego meczu? Zaliczyła juniorską wpadkę. Dała się przepchnąć w polu karny rywalom, co skutkowało stratą bramki i w efekcie kolejną porażką. Dlaczego mówienie o widzewskim charakterze, walce do końca, boiskowej ambicji, to frazes, puste słowa, a nie ligowa praktyka?

Na razie nie ma w Widzewie opcji zwolnienia kolejnego szkoleniowca, choć ja uważam, że zdecydowanie lepiej poukładałby to wszystko polski, znający realia, trener z doświadczeniem. Taki nie przymierzając Daniel Myśliwiec. Prowadzony przez niego Piast wyrasta na pogromcę faworytów. Cóż, mądry widzewiak po szkodzie…

Naszpikowany milionerami Widzew zamienił ligowe granie w kabaret. Tak dalej być nie może, bo inaczej łodzianie wylądują z hukiem w I lidze!

Nowy, wiosenny, naszpikowany milionerami Widzew, milowymi krokami zmierza do I ligi. Przegrał w ekstraklasie po raz 12, ósmy na obcym boisku, drugi z rzędu po wznowieniu rozgrywek. Trzeba bić na alarm i podejmować radykalne kroki…

Są nowi piłkarze Widzewa. Jest ich siedmiu, kupionych za ciężkie pieniądze. No, to zagrali wszyscy od pierwszej minuty w Katowicach. Jak zagrali? Słabo lub jeszcze… słabiej. Mamy zatem, trwający ciągle, nieudolny proces budowania drużyny Widzewa na żywym organizmie w trakcie ligowych rozgrywek. Łodzianie wychodzą na tym, jak Zabłocki na mydle.

Padający ciągle deszcz ze śniegiem nie ułatwiał grania. Po 20 minutach wielkiej ostrożności, Widzew zdecydował się na kilka chwil śmiałości, czego najbardziej widocznym efektem był niecelny strzał z dystansu Chenga. W sumie najwięcej było wybijania piłki na aferę i ligowej nudy na pudy ze strony łodzian.

Za to rywale byli po prostu konkretni. W ostatniej akcji tej części gry po centrze z rzutu rożnego Nowaka (siódma asysta w sezonie), wyblokowany skutecznie przez partnerów, niepilnowany Klemenz posłał piłkę głową w róg łódzkiej bramki. Nie wiem: śmiać się czy płakać? Zachowanie łodzian godne szkółki niedzielnej dla futbolowych żółtodziobów!

Wreszcie, wreszcie w 46 min była akcja widzewiaków i od razu groźna. Po centrze z rzutu rożnego Bergiera, tuż obok słupka główkował Shehu. W rewanżu zamieszał łodzianami w polu karnym Kowalczyk, ale jego strzał pewnie obronił Drągowski. Równie dobrze spisał się, broniąc uderzenie Wasielewskiego.

Potem była niezbyt interesująca ligowa walka (z fatalnym kiksem Milewskiego w polu karnym – to powinien być drugi gol i kapitalnym uderzeniem z rzutu rożnego Nowaka). Arbiter Kos chciał ratować Widzew, dyktując w doliczonym czasie wymyślony rzut karny, ale VAR (z arbitrem Marciniakiem) nie dopuścił do sędziowskiej kompromitacji.

Jeden piłkarz, były ełkaesiak Kowalczyk, był lepszy od wszystkich grających w polu nowych piłkarzy Widzewa razem wziętych. I to zdanie niech wystarczy za cały komentarz, choć GKS miał więcej dobrych graczy, jak choćby Klemenz czy Wasielewski…

14 lutego o godz. 20.15 kolejne trudne ligowe wyzwanie przed łodzianami. Mecz w Płocku z rewelacją rozgrywek – Wisłą.

GKS Katowice – Widzew 1:0 (1:0)

1:0 – Klemenz (45, głową)

Widzew: Drągowski – Isaac, Wiśniewski, Visus, Cheng – Baena(59, Fornalczyk), Lerager, Shehu(73, Selahi), Bukari – Kornvig(59, Alvarez), Bergier(73, Zeqiri)

« Older posts Newer posts »

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑