Co dostali rugbiści po przeprowadzce do Aleksandrowa Łódzkiego? Odpowiedź jest prosta: serce na dłoni! A jak się odpłacili? W najlepszy możliwy sportowy sposób. Drużyna Budo 2011 po meczu męskiej walki wywalczyła tytuł mistrza Polski.
Rugbiści po latach bezsensownej tułaczki po Łodzi, zyskali sportowy dom, a zarazem wielką życzliwość. Gdy trzeba było stawiać rugbowe słupy na boisku, pracownicy MOSiR nie patrzyli, że już czas ich pracy się skończył. Pomagali, na ile tylko mogli. Gdy trzeba było przygotować boisko na premierowy mecz, wszyscy zakasali rękawy, nikt się nie oszczędzał.
Rugbiści Budo 2011 to tacy ludzie, którzy doceniają każdy życzliwy gest i starają się odpłacić najlepiej, jak potrafią. To nie tylko ligowe złoto, ale też pikniki rugby, podczas których aleksandrowianie mogli zjeść smaczne, smażone kiełbaski, ale też poznać na żywo podstawowe zasady rugby. A przy tym słynne dmuchańce, które stały się megaatrakcyjne dla najmłodszych mieszkańców miasta.
Trenerzy i zawodnicy nie szczędzili chwili wolnego czasu, żeby prowadzić zajęcia w szkołach, mówić o rugby, zachęcać do jego uprawiania, z nadzieją, że wkrótce w Aleksandrowie Łódzkim powstanie młodzieżowa drużyna, której wychowankowie w przyszłości zasilą ligowy zespół.
Tylko tak dalej, a piękna historia będzie trwać!
Zdjęcia Marek Młynarczyk: autor bloga www.obiektywnasport.pl
Władze miasta Łodzi chwalą się swoimi sportowymi działaniami. Dla mnie najważniejsze jest to, że przy epidemii otyłości, jaka dopadła polską młodzież, UMŁ stawia na nowe szkolne hale sportowe powstaną w Łodzi. Miasto pozyskało dofinansowanie na poziomie prawie 10 mln na budowę 4 wielofunkcyjnych obiektów, z których już wkrótce będą mogli korzystać najmłodsi łodzianie. Wartość całej inwestycji to ponad 13 milionów złotych.
Inwestycje przy czterech łódzkich szkołach obejmą budowę wielofunkcyjnych, zadaszonych boisk o wymiarach od 420 do 800 metrów kwadratowych. Obiekty będą wyposażone m.in. w mobilne wirtualne strzelnice laserowe, we wszystkich powstaną też łazienki i szatnie, a każda hala zostanie w bezpieczny sposób połączona z budynkiem szkoły.
Hale powstaną przy czterech łódzkich placówkach edukacyjnych: II Liceum Ogólnokształcącym, Zespole Szkolno-Przedszkolnym nr 3, Szkole Podstawowej Specjalnej nr 177 w Specjalnym Ośrodku Wychowawczym nr 3 oraz Integracyjnej Szkole Podstawowej nr 67. Z nowych obiektów będą mogli korzystać też okoliczni mieszkańcy.
Grzegorz Gawlik z UMŁ podaje: Miasto przygotowało zmiany w przepisach dotyczących nagradzania najwybitniejszych sportowców oraz szkoleniowców z Łodzi. (…) wprowadzają one możliwość przyznania przez Prezydenta Miasta Łodzi specjalnego wyróżnienia dla zawodniczki bądź zawodnika w formie honorowego tytułu „Asa łódzkiego sportu”. Uprawnia on do odebrania rocznej nagrody w wysokości maksymalnie 30 tysięcy zł. Nagroda przyznawana będzie za wybitne wyniki sportowe na arenie międzynarodowej osiągnięte w dyscyplinach olimpijskich w okresie 4 lat poprzedzających jej przyznanie.
Zmieniono także regulamin przyznawania nagród dla trenerów. Dzięki temu, w przypadku wyników osiągniętych przez szkolonych zawodników w grach zespołowych nagrodę może otrzymać aż trzech trenerów ze sztabu szkoleniowego. Ponadto wprowadzono możliwość przyznania nagrody dla trenera, którego zawodnik osiągnął wyniki w kategorii wiekowej masters.
Rada Miejska w Łodzi przegłosowała zmiany w budżecie miasta na boiska treningowe przy ul. Sępiej i na Łodziance. Łączny koszt inwestycji to 10,5 miliona złotych, z czego miasto da 4,5 miliona. W tym roku urząd wyda na ten cel 1,5 miliona złotych.
Inwestycja będzie realizowana etapami. W pierwszym z nich wymieniona zostanie sztuczna murawa na boisku Łodziance, gdzie trenuje Widzew i swoje mecze rozgrywają drużyny Akademii Widzewa, zaś w kolejnym rekultywowana zostanie naturalna nawierzchnia jednego z boisk na tych obiektach. Zwieńczeniem inwestycji będzie budowa boiska z naturalną, podgrzewaną murawą przy stadionie Widzewa, która powstanie do 2025 roku.
Po awansie do PKO Ekstraklasy nową murawę na Stadionie Króla będzie miał ŁKS. Trawa zostanie tam wymieniona po 7 latach. Radni zabezpieczyli w budżecie blisko 2 miliony złotych na ten cel. Wymiana zacznie się przed kolejnym sezonem. Pierwsze dwa mecze w PKO Ekstraklasie ŁKS najpewniej zagra na wyjazdach.
Oto pełne żalu, oburzenia, ale i racji oraz przykrej prawdy o promocji sportu, fragmenty pisma, jakie prezes zarządu Łódzkiego Towarzystwa Sportowo – Rehabilitacyjnego – Andrzej Olejnik skierował do prezydent miasta Łodzi – Hanny Zdanowskiej.
Andrzej Olejnik pisze: Zbliżamy się do organizacji XXIV międzynarodowego turnieju w koszykówce na wózkach, który odbędzie się na początku października w Łodzi. Turniej jest wpisany w kalendarz międzynarodowych imprez IWBF federacji koszykówki na wózkach na świecie. Organizujemy go cyklicznie. Był czas, gdy na otwarcie przyjeżdżali ministrowie sportu. Było to wydarzenie o randze europejskiej. Przez dwadzieścia jeden lat impreza była pod honorowym patronatem Prezydentów Miasta Łodzi. Nasze miasto było centrum europejskiej koszykówki na wózkach. Były wspaniałe turnieje, znakomicie promujące Łódź. W tym roku w XXIV turnieju zdeklarowały swój udział narodowe reprezentacje Litwy, Łotwy oraz nasza reprezentacja przygotowująca się ME w Holandii z eliminacjami do Paraolimpiady w Paryżu.
Przygotowania trwają od listopada zeszłego roku. Stanęliśmy jednak przed dramatycznym dylematem, organizować imprezę czy z tego zrezygnować? Fakty są bowiem takie: dostaliśmy z Wydziału Sportu UMŁ… 8 000 tys. złotych, to jest 25 procent deklarowanej kwoty. Gdyby nie pomoc innych instytucji, zorganizowanie turnieju byłoby niemożliwe. Pomoc UMŁ dla nas jest… symboliczna. Na szkolenie roczne od stycznie do grudnia 2023r otrzymaliśmy… 14.000 tys. zł.
W jakich warunkach pracujemy? Od 1998 roku musimy się mierzyć z brakiem podstawowych zasad, wprowadzonych przez MSiT, odnośnie dostosowania obiektów sportowych dla osób z niepełnosprawnościami. Koszykówka na wózkach jest grą kontaktową i w hali muszą być zachowane odległości uniemożliwiające kolizję ze ścianą. Tak niestety nie jest. Gra w takich warunkach staje się wyjątkowo niebezpieczna. Zawodników zniechęca: brak możliwości korzystania z szatni, toalet oraz pryszniców. Uważam, że byłaby to strata dla łódzkiego sportu, środowiska niepełnosprawnych, gdyby znana w Europie drużyna przestała istnieć!
Nasi zawodnicy występowali w reprezentacji Polski. Grali na paraolimpiadzie w Londynie, na MB na Teneryfie oraz w turniejach w walce o udział w mistrzostwach świata i Europy. Jesteśmy mistrzem Polski juniorów. Walczymy w finale rozgrywek PZKosz seniorów, mamy tam najmłodszą, niezwykle perspektywiczną drużynę. Startowaliśmy w Pucharze Europy. Mamy trzech juniorów powołanych do kadry narodowej na sierpniowe mistrzostwa świata w Hamburgu oraz pięciu do kadry U22 na wrześniowe ME we Włoszech.
Chcemy być traktowani przez władze miasta jako pełnowartościowi sportowcy a nie jako niepełnosprawni których traktuje się z przymrużeniem oka. Udowadniamy tym nasza postawą na krajowych i europejskich arenach. Nie ma nas niestety w kolejnych radach sportu miasta, gdzie moglibyśmy przedstawiać swoje sukcesy i problemy.
Mamy swoje sportowe ambicje i plany. Chcemy w tym roku zorganizować w Łodzi grupę eliminacyjną Pucharu Europy, ale nie wiemy, czy to zainteresuje władze miasta i doczeka się odpowiedniego finansowego wsparcia.
Tak mi się wydaje, że to nie jest pomysł na miarę obecnych władz Łodzi. W sporcie stawiają na brak twórczych pomysłów i żebracze dotacje dla klubów. Nie wygląda, żeby były w stanie zdobyć się na odrobinę inwestycyjnego szaleństwa. A może trzeba się na takie zdobyć w podbramkowej sytuacji miasta, jeśli chodzi o posiadaną sportową treningową infrastrukturę.
W tym roku czeka nas wielki remont Łodzianki, na której próbują się zmieścić ze swoimi drużynami kluby futbolowe i rugbowe. To nie zmieni stanu posiadania. Nadal boiska będą tylko trzy. A gdyby tak spojrzeć szerzej i odważniej?… Mogłoby być ich o trzy więcej!
W sąsiedztwie Łodzianki, w Parku 3 Maja lub tuż za jego granicami są trzy place, które można zamienić na profesjonalne sportowe boiska. W parku na wysokości skrzyżowaniu ulic Małachowskiego i Solskiego jest wielki plac z dwoma bramkami, który aż się prosi, żeby go uporządkować i zrobić boisko z prawdziwego zdarzenia, z którego mogliby korzystać nawet zawodowi sportowcy.
Za Halą Parkową jest ogromna przestrzeń i boisko, na którym tłuką do upadłego amatorskie drużyny i niestety tu trenują rugbistki – Venol Atomówki, z reprezentantkami Polski w składzie. Co poza znalezieniem kasy i chyba chęci do działania sprawia, żeby nie można by było go zmodernizować i stworzyć boisko piłkarskie na miarę XXI wieku?
Jest wreszcie ugór nazwany przeze mnie Łódzką Maracaną czyli nieużytek, który kiedyś był dobrym boiskiem przy ul. Niciarnianej (rozgrywane na nim derby podczas zimowych turniejów). Dlaczego nie miałby się nim stać ponownie?
Mamy zatem trzy boiska, na dziś mówiąc prześmiewczo i roboczo kartofliska, które mogą stać się boiskami z prawdziwego zdarzenia. Gdyby kogoś z rządzących miastem skusił ten pomysł i doprowadził do jego realizacji, to w okolicy Łodzianki mielibyśmy trzy pełnowymiarowe profesjonalne place do trenowania i grania. Przy takiej boiskowej posusze w tym rejonie miasta byłaby to wartość bezcenna!
Pomysł nie jest nowy. Za jego twórcze wykorzystanie w znakomitym filmie Trzy billboardy za EbbingMissouri, Frances McDormand, jak najbardziej zasłużenie, dostała Oscara. Zmotoryzowani łodzianie będący aktywni w mediach społecznościowych chcą przy wjazdach do naszego miasta ustawić bilbordy o treści „Wjeżdżasz do najbardziej zakorkowanego i dziurawego miasta w Polsce”.
Z mojego własnego drogowego doświadczenia z ostatniego czasu. Półtoragodzinny w popołudniowym szczycie powrót z Manufaktury na Olechów to samochodowy koszmar, wielka dziura na ul. Zakładowej, której nie załatano, a ustawiono przy niej jedynie na odwal się czerwono – biały znacznik, dowodzą, że protest jest konieczny, bo w Łodzi dzieje się źle…
W sporcie, jak w żadnej innej dziedzinie życia widać najwyraźniej w jakiej rzeczywistości przyszło nam żyć. Ta stara zasada niestety doskonale sprawdza się w naszym mieście.
Degradowany do poziomu niewiele znaczącego dodatku do wielkiego planu rozwoju Łodzi, miejski sport (a szczególnie jego dyscypliny zespołowe) w końcu miał dość. Za sprawą ludzi w nim funkcjonujących i od lat nie wiedzieć czemu uważanych za żebraków proszących się o parę groszy z pańskiego, miejskiego stołu, powiedziano nie, to trzeba zmienić. I zrobiono pierwszy krok…
Rugbiści, którzy w tym sezonie mają wielkie szanse walczyć o ligowe medale, zamienili błąkanie się po Łodzi – od stadionu przy ul. Piłsudskiego przez Łodziankę na stadion przy al. Unii – na stałe, pewne miejsce na obiekcie im. Włodzimierza Smolarka w Aleksandrowie Łódzkim i solidne wsparcie z miejskiego budżetu.
Widzew zdecydował się zbudować swój ośrodek treningowy nie w Łodzi, a w Bukowcu. Trzeba pamiętać, że jest nie z własnej winy w stanie wojny z UMŁ, z powodu zmanipulowanego filmiku, braku reakcji na zagospodarowanie loży prezydenckiej, braku reakcji na pomysł stworzenie wspólnie ze Startem ośrodka treningowego na Bałutach. To pierwsze przykłady… Ciekawe, co zwiastujące?
Można było zareagować na tę wymierzoną w łódzki sport politykę władz miasta wcześniej. Był pomysł, na który odpowiedziałyby media w całej Polsce. żeby utworzyć sportowe miasteczko strajkowe na dziedzińcu urzędu miasta przy ul. Piotrkowskiej 104. Niestety, sportowe środowisko Łodzi, dalekie jest od jedności w kluczowych dla siebie sprawach i nie próbowało nawet się dogadać choćby w tej kwestii. Szkoda…
A że może być inaczej pokazuje dziewiąty zespół II ligi piłkarskiej GKS Jastrzębie. Decyzją prezydent miasta Anny Hetman, klub otrzymał dotację w wysokości 1 miliona 470 tysięcy złotych. Pieniądze zostały przekazane na realizację zadania pod nazwą szkolenie i udział w rozgrywkach piłkarskich drużyny seniorów. W Łodzi ani nie ma takich wykładni przepisów (prosportowych!), ani takich działań władz miasta, ani takich pieniędzy.
Władze miasta Łodzi doprowadziły do tego, że sport w mieście został tak zbiurokratyzowany, że wszelkie własne inicjatywy działania mogą lądować w koszu. Na dodatek w sportowych działaniach władz nie ma żadnej sensownej myśli przewodniej, poza jedną – najważniejsze jest zdanie skarbnika miasta, który, mówiąc oględnie, sportu w swoich finansowych wyliczeniach nie docenia, ba, jest od lat za tym, żeby w tej dziedzinie życia szukać oszczędności.
Zaimponowali mi burmistrz miasta Aleksandrów Łódzki – Jacek Lipiński i wójt gminy Brójce – Radosław Agaciak, którzy mówią wprost, że dla nich w planowaniu budżetu bardzo ważne są edukacja i sport. I na te dwie dziedziny życia zawsze znajdą się pieniądze.
Na takie deklaracje w Łodzi próżno liczyć. Były jakieś bredzenia o daniu klubom wędki (obiekty, obiekty!), aby w sportową działalność bawiły się same, ale dziś na szczęście teoretycy i tzw. znawcy łódzkiego sportu robią co najwyżej za partyjnych guru.
Jestem w 250 procentach przekonany, że gdyby mecz kontrolny Widzewa z Ruchem Lwów miał odbyć się na Łodziance, co z powodu nagłych, choć nie zamieniających się w zamieć, opadów śniegu było skomplikowane, nie doszedłby do skutku. Weekend, procedury, urzędnicza machina MOSiR (podobna do tej w MAKiS) skutecznie storpedowałaby jakiekolwiek próby przygotowania murawy na Łodziance do grania.
Spotkanie odbyło się w Wiśniowej Górze na stadionie Andrespolii, a tam nieba chcieli przychylić piłkarzom. Przyjechali strażacy, pomagali w odśnieżaniu kibice, rękawy zakasał nawet wójt gminy, który pokazał wszem i wobec, że żadnej pracy się nie boi i wziął się do roboty. Efekt? Boisko było znakomicie przygotowane do gry, do tego stopnia, że żaden piłkarz nie nabawił się najdrobniejszego urazu. Dopóki w Łodzi nie doczekamy się podobnego myślenia i działania, to sport w mieście zawsze będzie miał ostro pod górę.
Zdjęcia Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl
Tak piękne miały być perspektywy sportów zespołowych w Łodzi w nowym 2023 roku, a wyszedł sportowy zakalec. Marzyłem, jak wielu łodzian, o potędze, o medalach i takie wierzę, że będą, a jednak nie mogę się pozbyć sportowej zgagi.
To co się stało w grudniu dowodzi, że cała sportowa miejska konstrukcja stoi na glinianych nogach i w każdej chwili może się zawalić, a to dlatego że władze miasta zdają się robić wszystko, z powodu niechęci, nieudolności, braku umiejętności rządzenia tą dziedziną miejskiego życia, aby ludziom zaangażowanym w Łodzi w sport (no może poza dwoma wyjątkami) po prostu się nie udało.
Taka jest prawda, trzeba z wielką ostrożnością patrzeć na to, co będzie się działo z łódzkim sportem w 2023 roku i do jakich zawirować może dojść, zwłaszcza że programowym hasłem UMŁ jest nieprawdziwy, groźny slogan: na sport nie ma pieniędzy, a w najlepszym razie będzie ich coraz mniej. Do czego doprowadziło takie myślenie, widać jak na dłoni.
Z Łodzi wyprowadziła się drużyna ekstraligi rugby, która wiosną ma szanse walczyć o ligowe medale. Master Pharm Rugby Łódź nie schodzili z podium mistrzostw Polski – w latach 2011-21 zdobywając trzy złote, pięć srebrnych i dwa brązowe medale. Z braku perspektyw (tułaczka od stadionu do stadionu), realnej pomocy finansowej i pomocy w znajdowaniu sponsorów, drużyna postanowiła szukać ratunku gdzie indziej. I co najważniejsze szybko go znalazła. Pomocną dłoń podały rugbistom Budowlanych SA władze Aleksandrowa Łódzkiego. To dla tego miasta rugbiści będą w przyszłym roku walczyć o medale!
Szkoda, bo to wielka sportowa strata dla Łodzi, policzek, ujma na honorze i kompletny propagandowy pat. Jak zwykle w UMŁ nikt za tę kolejną wizerunkową wpadkę (wcześniejszą był choćby zmanipulowany film z prezesem Widzewa w roli głównej) nie odpowie jak najbardziej zasłużoną dymisją.
Przypomnijmy, najpierw panie prezydent miasta i ponoć znający się na sporcie urzędnicy nie potrafili doprowadzić do zgodnej współpracy rugbowych klubów Łodzi, choć nikt w Polsce nie ma cienia wątpliwości, że gdyby taka była, Łódź byłaby poza zasięgiem innych rugbowych miast. Teraz w swoim zaniechaniu, braku umiejętności działania władze miasta poszły krok dalej, doprowadzając do sportowej ucieczki rugbistów z nieprzychylnej Łodzi. Smutne, żałosne…
Sport zespołowy w Łodzi na szczęście nadal jest i ma się nie najgorzej, a może, dzięki własnym wysiłkom, a nie staraniom UMŁ, mieć się jeszcze lepiej. W 2023 roku na medalowym miejscu mogą skończyć rozgrywki piłkarze Widzewa, choć pewnie bazę treningową zbudują poza Łodzią. Do ekstraklasy przy wsparciu nowych sponsorów może, ba, powinien wrócić ŁKS. O medal z najcenniejszego kruszcu chce walczyć siatkarka drużyna ŁKS Commercecon, mistrzowski tytuł chcą drugi raz z rzędu wywalczyć piłkarki TME SMS Łódź. Do zdobytych medali przyzwyczaili nas piłkarze wodni ŁSTW OCMER Politechnika Łódzka. Teraz też nas, łodzian, pewnie nie zawiodą. A wczesną jesienią? Liczymy na awans żużlowców H. Skrzydlewska Orzeł do najwyższej klasy rozgrywek. To może być dobry sportowy, łódzki rok, niestety, z wielką rugbową zgagą w tle.
W hali AZS spędziłem wiele godzin w-f podczas studiów. Mam do niej wyjątkowy sentyment. Znakomicie, że ma nową nawierzchnię typu FULL-PUR. Koszt remontu hali wyniósł 1,5 miliona złotych – podaje UMŁ.
– Nowa nawierzchnia, piaskownica do skoków w dal i modernizacja hali przy ul. Lumumby, to prezent od miasta dla łódzkiego AZS. To kolejna inwestycja, którą wspólnie z AZS-em zrealizowaliśmy. W zeszłym roku zmodernizowaliśmy nawierzchnię na kortach tenisowych, teraz w końcu mamy nawierzchnię dla lekkoatletów – powiedziała wiceprezydent Łodzi Joanna Skrzydlewska.
– Zaczęliśmy być skuteczni. Wcześniejszy remont kortów tenisowych wewnątrz hali, teraz położenie nawierzchni treningowej jest świetnym startem, byśmy wyszli na zewnątrz i dokończyli przebudowę reszty obiektu. Przed nami jeszcze wiele, wiele pracy. Ale chcemy pozyskać też inne środki, by nie obciążać tylko miasta, gdyż obiekt AZS jest obiektem strategicznym dla całej polskiej lekkoatletyki. I choć to trudna deklaracja, to nie wyobrażam sobie, byśmy nie mieli łódzkich olimpijczyków, wychowanych na tych obiektach, którzy wystartują w Paryżu w 2024 roku, a na pewno w Los Angeles w 2028 roku. Przed nami świetlana przyszłość – powiedział Lech Leszczyński, prezes AZS Łódź.
Urząd Miasta Łodzi, jest ślepy jak kret, zajmując się miejskim sportem. Ba, robi wszystko tak, jakby go nie było, istniał poza miejską społecznością, nikogo nie obchodził i tylko rodził same finansowe i wizerunkowe problemy.
Dowód na tę tezę? Kompromitujące UMŁ i to co pół roku dotacje na sport. Mówiąc w skrócie są żebracze, jak jałmużna, nie dające żadnych szans na rozwój, jedynie na stagnację, która oznacza… wegetację. Tymczasem potencjał łódzkiego sportu jest… ogromny. Koronnym dowodem są ostatnie statystyczne analizy dotyczące ekstraklasy i I ligi przygotowane przez portal 90minut.pl
W ekstraklasie, tak jak w ligowej tabeli, Widzew plasuje się na trzecim miejscu w podsumowaniu liczby widzów na trybunach. Łącznie to 235175 tysięcy fanów, co daje przeciętną 13800 na mecz. U siebie: 135154, przeciętnie: 16900, na wyjeździe: 100021, przeciętnie: 11100.
Liderem jest Legia Warszawa -296053 (przeciętnie: 17400), drugi Lech Poznań- 257915 (16100).
Widzew ma ogromny potencjał, spokojnie mógłby być pierwszy w tej klasyfikacji, gdyby miał większy stadion. Niestety, na powiększenie pojemności obiektu przy al. Piłsudskiego przynajmniej na razie się nie zanosi.
Lider I ligi – ŁKS w liczbie fanów na trybunach jest też na podium, też na trzecim miejscu. Łącznie to 100367, przeciętnie: 5600. U siebie: 67728, przeciętnie: 7500, na wyjeździe: 32639, przeciętnie: 3600. Przy al. Unii jest luz, może i powinno się pojawiać na trybunach jeszcze więcej fanów. Można tego oczekiwać na wiosnę, bo każdy mecz łodzian, walczących o awans do ekstraklasy, będzie arcyciekawy.
Liderem jest Wisła Kraków: 174606, przeciętnie: 9700, drugi Ruch Chorzów: 127324, przeciętnie: 7100.
Miejmy nadzieję, że te dane dotrą też do rządzących Łodzią, którzy wyciągną te same wnioski co my: w łódzkiej piłce, w łódzkim sporcie jest wielki potencjał. Ta dziedzina miejskiego życia zasługuje na uczciwe traktowanie. Tylko tyle i aż tyle.
W Łodzi, ale nie tylko tu, jak nigdzie indziej potrafią zabić propagandowo ważną imprezę. Poeta Jerzy Jarniewicz został laureatem Nagrody Literackiej im. Juliana Tuwima. Wyniki ogłoszono podczas niedzielnej gali finałowej, która rozpoczęła się o godz. 17, w chwili gdy zaczynała się druga połowa meczu Polaków z Francuzami na piłkarskim mundialu. To nie był dobry pomysł. Cały medialny szum wokół nagrody i laureata przepadł w szumie… mundialowym.
Wiem, futbolem interesują się miliony Polaków, literaturą już znacznie, znacznie mniej rodaków, ale… ja, o zgrozo fan futbolu, jestem też fanem literatury i gotów byłem wybrać się na galę. Wierzyłem, że w literackiej rywalizacji zwycięży po raz pierwszy łodzianin i tak właśnie się stało. Jarniewicz, poeta i wykładowca współczesnej literatury angielskiej na Uniwersytecie Łódzkim, to w ogóle wielki wygrany kończącego się literackiego sezonu. Najpierw nagroda Nike, teraz ta w rodzinnym mieście (warta 50 tysięcy złotych). Na liście nominowanych byli: pisarka i eseistka Renata Lis oraz pisarz i felietonista Michał Witkowski.
Chciałem uczestniczyć w tym ważnym wydarzeniu, chciałem posłuchać koncertu zespołu Opla Stasiuk Trzaska. Cóż, koszula bliższa ciału, postawiłem na mundial. Musiałem się obyć literackim smakiem.
Przypomnę. Poprzedni laureaci Nagrody Literackiej im. Juliana Tuwima: Magdalena Tulli, Hanna Krall, Jarosław Marek Rymkiewicz, Michał Głowiński, Ewa Lipska, Izabela Filipiak, Małgorzata Szejnert, Ewa Kuryluk i Wojciech Nowicki.
Łódź nie była jedyna, która chciała się tego dnia wybić ponad piłkarskie mistrzostwa świata. W Bydgoszczy, gdy zaczynał się mecz Polska Francja złoty medal na zimowych pływackich mistrzostwach Polski zdobywał łodzianin Jan Kałusowski, a gdy się kończył na najwyższych stopniach podium stawały łodzianki: Paulina Piechota i Aleksandra Knop. Tu też widać uznano naiwnie, że jest impreza ważniejsza od futbolowych mistrzostw, która nie przepadnie w informacyjnym szumie.
Przez ponad 30 lat pisałem, bardzo często o sporcie, wzbudzający spore emocje felietonik Ryżową Szczotką w Expressie Ilustrowanym. Uznałem, że warto do niego wrócić. Wiele się zmieniło, a jednak nadal są sprawy, które wymagają komentarza bez owijania w bawełnę.
Pisze z Łodzi sobie szkodzi - tak tytułował swoje felietony znakomity Zbyszek Wojciechowski. Inny świetny dziennikarz Antoś Piontek mówił, że w sporcie jak w żadnej innej dziedzinie życia widać czarno na białym w całej jaskrawości otaczającą nas rzeczywistość. Do tych dwóch prawd chcę nadal nawiązywać.