Rezerwowy Pafka

Tag: piłka nożna (Page 8 of 57)

Z wielkiej finansowej ofensywy wyszła sportowa… klęska. Ligowa premiera Widzewa to jedna, wielka kompromitacja. Po prostu wstyd!

Miało być wielkie, wiosenne otwarcie. Wyszła sportowa klęska łodzian i wstyd, czego dowodem wyjątkowy pokaz sportowego nieudacznictwa, zwłaszcza nowych piłkarzy. Jeszcze raz okazało się, że pieniądze w piłkę nie grają. Mecz toczył się przy temperaturze -10 C. To zamroziło łodzian, rozgrzało rywali, którzy, co tu kryć, byli o klasę lepsi. Sytuacja Widzewa, który jest w strefie spadkowej, staje się coraz trudniejsza!

Widzew do przerwy to jedno wielkie rozczarowanie. Nie przeprowadził żadnej składnej akcji, za to stracił gola! Jaga nic sobie nie robiła z pressingu łodzian. Współpracy widzewskich napastników po prostu nie było. Rywale skutecznie odcinali ich od podań. Indywidualne akcje zaczepne kończyły się na drugim z broniących rywali. Była łódzka asekuracja, podszyta obawą, w grze defensywnej. I na nic się nie zdała. Ba, okazała się pozorna…

Przy prostej stracie Chenga, Jaga ruszyła z kontrą. Kilka dokładnych podań piłki, pogubieni łodzianie, znakomita asysta Imaza i Drągowski wyciągał piłkę z siatki po strzale Mazurka. No, po prostu łódzka rozpacz.

A mogło być jeszcze gorzej. Dobrze, że egoizm Pululu uratował gospodarzy. Strzał w boczną siatkę, zamiast składnego rozegrania akcji, był rozczarowaniem. Łodzianie, aż przykro było patrzeć, tworzyli zbiór przypadkowych zawodników, a nie zespół z prawdziwego zdarzenia. A nowi piłkarze? Mówiąc łagodnie: kompletnie niewidoczni.

Druga połowa zaczęła się obiecująco. Po znakomitej centrze Bergiera, w stuprocentowej sytuacji Bukari główkował obok słupka. W odpowiedzi Shehu, niczym nieopierzony junior, trafił w polu karnym w nogę Pululu i co? Po analizie VAR jedenastka, którą wykorzystał poszkodowany. Było źle, jest jeszcze gorzej…

W 58 min pierwszy celny strzał łodzian. Akcja rezerwowych. Fornalczyk podał znakomicie, ale nie zanotował asysty, bo Kornviq w doskonałej sytuacji uderzył zbyt łatwo, żeby bramkarz gości miał kłopoty.

Po zejściu Pawłowskiego kapitańską opaskę przejął Shehu. Widzew był coraz bardziej nerwowy i chaotyczny w grze. Tylko łaskawości sędziego Raczkowskiego beznadziejny Lerager zawdzięcza to, że w 65 min nie ujrzał drugiej żółtej czyli czerwonej kartki! A to, gdy Pululu, w walce o piłkę, przechytrzył dwóch graczy gospodarzy, no to po prostu łódzki wstyd.

A potem, to co wyprawiał Cheng w defensywie, nie zdarza się nawet w lidze juniorów. Nic dziwnego, że Widzew stracił trzeciego gola. Patrzenie na to, co wyprawiali gospodarze, było trudne do wytrzymania.

Jedynie pozytywnie grający piłkarz łodzian czyli Fornalczyk został sfaulowany w polu karnym, a potem trwały targi, kto ma wykonywać jedenastki. Shehu się obraził, strzelał Bergier i wykorzystał rzut karny. Tak, na otarcie łez. Suma wszystkich ligowych strachów została jednak z łodzianami.

8 lutego o godz. 17.30 Widzew zagra w Katowicach z GKS, z którym 3 marca o godz. 20.45 (transmisja TVP Sport) zmierzy się też w Katowicach w meczu  1/4 finału  Pucharu Polski.

Widzew – Jagiellonia 1:3 (0:1)

0:1 – Mazurek (36), 0:2 – Pululu (55, karny), 0:3 – Wojtuszek (80), 3:1 – Bergier (89, karny)

Widzew: Drągowski – Krajewski (65, Isaac), Andreou (90, Wiśniewski), Visus, Cheng – Bukari, Lerager, Shehu, Pawłowski (56, Fornalczyk) -Bergier, Zeqiri (56, Kornvig)

Są wielkie sportowe transfery Widzewa. Doszło też do transferu… artystycznego. Aktor Adam Woronowicz w towarzystwie legend nagrał klip poświęcony historii klubu

Zdjęcia widzew.com

Wiele się ostatnio dzieje w Widzewie. O łódzkim klubie głównie z powodu transferów mówi cała Polska. Ale piękny gest wsparcia dla kontuzjowanego Szymona Czyża i przedłużenie umowy, też został dostrzeżony i pozytywnie oceniony. Ta historia też nie przejdzie niezauważona…

Jak podaje widzew.com: znany polski aktor Adam Woronowicz odwiedził Serce Łodzi, aby spotkać się z piłkarzami Widzewa lat 80.: Wiesławem Wragą, Tadeuszem Świątkiem i Krzysztofem Kamińskim.

Adam Woronowicz wziął udział w nagraniu specjalnego klipu poświęconego pamięci o historii Wielkiego Widzewa. Pretekstem wizyty była wypowiedź aktora w jednym z wywiadów, jak wielki wpływ wywarła na niego książka Marka Wawrzynowskiego opowiadającego o drodze łódzkiego zespołu na europejskie salony.

– To jest książka o tym, jak stworzyć z ludzi, na których nigdy nikt nie stawiał, drużynę, która ogrywała największych. Myślę, że nie mieliśmy w ogóle nigdy w polskiej piłce zespołu, który grałby na takim poziomie z takimi drużynami i tyle osiągnął. Cieszę się, że mogłem przyjąć zaproszenie od Klubu i przypomnieć tę historię, a także poznać osobiście piłkarzy, którzy tworzyli Wielki Widzew – powiedział Adam Woronowicz.

W nagraniu klipu wzięli udział również Wiesław Wraga, Tadeusz Świątek i Krzysztof Kamiński, czyli piłkarze, którzy z Widzewem sięgali po puchary oraz mierzyli się w legendarnych spotkaniach, jak choćby dwumecz z Liverpoolem w 1983 roku.

– Moim marzeniem było zagrać w Liverpoolu… albo przeciwko Liverpoolowi. Gra w Widzewie sprawiła, że to drugie stało się realne. Takie spotkania jak to dzisiejsze sprawiają, że te wspomnienia ożywają. Życzę Widzewowi jeszcze piękniejszych przygód w europejskich pucharach. Oby już niedługo – mówił podczas nagrań Tadeusz Świątek.

Czy z filarem reprezentacji – Przemysławem Wiśniewskim w składzie widzewska defensywa będzie miała święty spokój? To kolejna, mocna zapowiedź marszu w górę tabeli? Oby!

Fot. widzew.com

Mający 195 cm wzrostu, 28-letni stoper reprezentacji Polski (5 meczów, bohater pojedynku z Holandią) – Przemysław Wiśniewski został widzewiakiem! Łodzianie podobno zapłacili za transfer definitywny niebagatelną kwotę – 4 mln euro.

W barwach łódzkiej ekipy defensor będzie występował z numerem 25 na plecach. Jego umowa obowiązuje do końca grudnia 2030 roku.

Teraz Zbigniew Boniek powiedział krótko i na temat: „Genialny ruch”.

A Wiśniewski to twardy, walczący, skuteczny stoper. Potrafi wygrywać powietrzne pojedynki. Przy tym szybki, nie bojący się wyjść do przodu. Człowiek, który będzie trzymał defensywę łodzian w ryzach i nie pozwoli na stratę głupich bramek, zwłaszcza w samych końcówkach spotkań?!

W Spezii stoper zagrał 58 spotkań, strzelił w nich trzy gole. W tym sezonie 20 spotkań – na boisku łącznie 1800 minut. W Polsce, w Górniku Zabrze zaliczył 121 ligowych pojedynków, do tego dodał dwie bramki. Chciało Polaka hiszpańskie Getafe, ale odbiło się od finansowej ściany. Co to się panie plecie na tym transferowym świecie. Kto jeszcze sezon, dwa temu, mógł przypuszczać, że zakasujemy Hiszpanów!

Przypomnijmy, że Przemek jest synem bardzo znanego byłego piłkarza – Jacka. Tata ogląda każdy mecz z udziałem syna i natychmiast dzieli się z nim swoimi przemyśleniami. Zanim jeszcze obrońca biało-czerwonych zejdzie do szatni, już otrzymuje od taty długą wiadomość z podsumowaniem występu. – Skończyłem mecz, wracam do szatni i już mam litanie wiadomości – ujawnił w rozmowie z „meczykami”.

Widzew – premiera ligowej wiosny i pytanie dnia:czy transferowy szał przyniesie oszałamiające wyniki?!

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Pieniądze w piłkę nożną nie grają, ale dają złudzenie, a może jednak nadzieję, na stworzenie wielkiego teamu marzeń, który podbije nie tylko rodzimą ligę, ale też Europę.

Miało być spokojne konsolidowanie teamu, bo co tu kryć,fatalnej jesieni. Ale, ale… w Widzewie nie mogło być spokojnie. Zbyt duże ambicje i przy tym ogromne finansowe możliwości. Mamy zatem transferowe szaleństwo. Pytanie tylko, czy w tym szaleństwie jest metoda.

Łącznie, tylko zimą Robert Dobrzycki przeznaczył na wzmocnienia Widzewa około 15 mln euro (około 64,5 mln złotych). W tej kwocie uwzględniono m.in. 4 mln euro (około 17,2 mln złotych)za Przemysława Wiśniewskiego. Ligowa kadra jest warta ponad 40 mln euro. Oszałamiające liczby, robiące wrażenie. Ciekawe, czy na najbliższych boiskowych przeciwnikach?

Sam jestem ciekaw, ilu tych nowych, zimowych graczy, pojawi się w wyjściowym składzie łodzian na premierowy pojedynek z Jagiellonią.

Może być tak, że nie nowi piłkarze i stojące za nimi pieniądze będą najważniejsze, tylko… zima, której przekupić się nie da. Warunki, w jakich przyjdzie grać, mogą jednoznacznie określić przebieg boiskowych wydarzeń. Nie ma co jednak gdybać: pożyjemy zobaczymy. W każdym razie coś chyba jest w tym, o czym pisze jeden z francuskich portali, że Polska ma najbardziej szaloną ligę w Europie.

Już 31 stycznia o godz. 17.30 Widzew podejmie trzecią drużynę w tabeli (mecz rozegrany mniej i punkt straty do lidera!) – Jagiellonię Białystok. Widzew będzie inny, rywal też. Zagra choćby bez największego talentu polskiej piłki – Oskara Pietuszewskiego, sprzedanego do Porto. Oby nowa drużyna Jagi nie okazała się lepsza od Widzewa, bo łodzianie w tej chwili walczą o to, by nie wylądować w strefie spadkowej ekstraklasy.

Jesienią łodzianie przegrali frajersko i bez sensu 2:3, tracąc dwa gole w doliczonym czasie gry. Teraz ta przeklęta historia po prostu nie może się powtórzyć! Transmisja meczu w TVP Sport.

Futbolowe wydarzenie polskiej zimy. Milionowe transfery Widzewa, a może fortuna wydana na I-ligowy klub przez władze Wrocławia?!

Fot. widzew.com

Premiera polskiej, futbolowej wiosny zbliża się milowymi krokami. Hitem hitów zimowej przerwy były zakupy za miliony poczynione przez Widzew. Podsumujmy: Osman Bukari- z Austin za 5,50 mln euro, Carlos Isaac-z Cordoby za 1,00 mln euro, Christopher Cheng-z Sandefjord za900 tys. euro, Bartłomiej Drągowski-z Panathinaikosu dza300 tys. euroLukas Lerager-z FC Kopenhaga- za darmo, Emil Kornvig-z SK Brann za 3,5mln euro i na tym nie koniec…Teraz Przemek Wiśniewski!!!

Czy kolejny transferowy zaciąg pozwoli zbudować team na miarę ligowej czołówki? Pożyjemy zobaczymy, doskonale pamiętając, że w piłkę nożną pieniądze nie grają. Z drugiej strony transferowa cisza w ŁKS, który podobno nie stracił marzeń o awansie do ekstraklasy, brzmi doprawdy przejmująco.

Wracając do Widzewa. Milionowe zakupy udało się zrobić dzięki prywatnym pieniądzom właściciela. I tak właśnie ma być. Nie powinno dochodzić do takich patologii, do jakich doszło we Wrocławiu. Śląsk obronił się przed finansowym blamażem, dzięki pomocy władz miasta. I to jakiej.

Fot. wroclaw.pl

Wrocław wyłożył na I-ligowy klub 30 milionów złotych. A ten uroczony wielką gotówką nie przeprowadził poważnej restrukturyzacji, aby nie doszło do kolejnej patologii, tylko, jak gdyby nigdy nic, ruszył na zakupy, podbierając ligowemu rywalowi czyli ŁKS czołowego piłkarza (Michała Mokrzyckiego). Kasa z nowego, miejskiego portfela pozwoliła mu lekką ręką wydać pół miliona złotych.

To wyjątkowo chore i niesprawiedliwe, ale… Czego nie zrobią, w tym wypadku,miejscy politycy, żeby choć na chwilę przypodobać się mieszkańcom i nie stracić intratnego stołkaw urzędzie, radzie miasta, sejmiku czy bóg jeden wie gdzie.

Na czym stoi ŁKS? Moc dręczących, niewygodnych pytań bez ani jednej odpowiedzi!

Fot. UMŁ

Dryń! Dryń! Dryń! Budzik się odezwał. Czas najwyższy budzić się z za głębokiego zimowego snu. Działacze ŁKS!Jak już przeciągnęliście się i przetarliście oczy, to czas najwyższy wydobyć się z bezpiecznej pościeli, wyrównać do pionu, zdobyć się na odwagę i jasno powiedzieć kibicom: na czym stoimy!

Najgorsza prawda jest lepsza od tego beznadziejnego, psującego wizerunek klubu, milczenia. Tak dalej się nie da i już.

Trzeba jasno odpowiedzieć, na kilka ważnych pytań, choćby takich: Dlaczego koniecznie była sprzedaż lidera – Michała Mokrzyckiego, zamiast przedłużenia z nim umowy (zarobiono ponoć na transferze pół miliona złotych)? Dlaczego na rynku transferowym ŁKS przegrywa każdą zapowiadaną batalię do zera, praktycznie nie podejmując walki?

Jak ma grać i o co walczyć drużyna w rundzie wiosennej? Czy najistotniejsze będzie przetrwanie, czyli utrzymanie I-ligowego bytu?Czy otwarcie na klubową młodzież to zwykła ściema, podyktowana brakiem kasy czy rzeczywisty kierunek działania, poparty konkretami?

Fot. ŁKS Łódź

Są oczywiste fakty: coraz bardziej dramatyczne i coraz mniej cenzuralne pytania kibiców oraz brak konkretów ze strony władz klubu. Tak to dłużej trwać nie może, bo po prostu kibice zasługują na minimum szacunku. A na razie, go po prostu brak. To jest nie do zaakceptowania!

Wiosna może być widzewska, jeżeli Lukas Lerager okaże się prawdziwym liderem łódzkiej drużyny. A liderów może być nawet dwóch!

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Bez cienia wątpliwości, dla lepszego grania ligową wiosną niż jesienią konieczny jest człowiek, który będzie stabilizował Widzewa. Tak, żeby nie było trzęsiawki przy kontratakach rywali, żeby była pewność, że piłkę wyprowadzi się bez głupiej straty, w odpowiednim momencie przyspieszy lub zwolni grę. Po prostu umiejętnie ją reżyserował.

W tych sparingach, które oglądałem w internecie, ktoś taki się pokazał. Kto? 32 – letni Lukas Lerager. Ma chłop doświadczenie i widać też umiejętności, żeby to robić.

Zagrał 10 meczów w reprezentacji Danii, 17 w Lidze Mistrzów, 51 w Serie A, 55 w Lique 1 i 219 w lidze duńskiej. Teraz ma błyszczeć w ekstraklasie. Na razie wszyscy są pod wrażeniem tego, co robił podczas tureckiego zgrupowania. Podczas treningów i meczy kontrolnych praktycznie nie tracił piłki. Oby tak w ekstraklasie.

I na tym nie koniec, bo może mieć liderów dwóch! Prezentujący wysokie umiejętności i co najważniejsze wysoką formę pomocnik Emil Kornvig zostanie widzewiakiem!

Łódzki klub znów przeszedł, tym razem zimową, burzę transferową. Ma być lepszy, ale na razie trzeba to całe towarzystwo szybko zebrać do kupy i zrobić z niego odpowiedzialną za grę i wynik drużynę. Inaczej z marzeń o wielkości pozostanie strach przed degradacją. Mogą to uczynić: mądrze patrzący na zespół i potrafiący dobierać ludzi do podstawowego składu trener oraz liderzy na boisku, którymi bez dwóch zdań mogą stać się Lukas Lerageri Emil Kornvig.

25-letni Kornvig nominalnie jest pomocnikiem, choć w Brann dał się poznać jako zawodnik wszechstronny, spajający zespół, który włącza się w akcje ofensywne, nie zapominając także o pracy w obronie. Od wiosny 2024 roku Duńczyk zagrał w sumie 84 razy w barwach norweskiej drużyny, strzelając 17 goli i sześciokrotnie asystując.

Już 31 stycznia o godz. 17.30 Widzew podejmie trzecią drużynę w tabeli (mecz rozegrany mniej i punkt straty do lidera!) – Jagiellonię Białystok.

Prawdopodobna jedenastka łodzian na to spotkanie: Drągowski – Krajewski, Andreou, Visus, Cheng – Bukari, Lerager, Shehu, Pawłowski – Zeqiri, Bergier- choć… Alvarez i Baena pokazali w ostatnim sparingu, że trener Jovicević ma nad czym myśleć. Teraz doszedł jeszcze Kornvig,Od przybytku głowa nie boli?!

Jesienią łodzianie przegrali wyjazdowy pojedynek frajersko i bez sensu 2:3, tracąc dwa gole w doliczonym czasie gry. Oby teraz ta przeklęta historia się nie powtórzyła! Transmisja meczu w TVP Sport.

ŁKS. Sprzedali swojego lidera. To wywołało burzę. Pojawia się pytanie: Co będzie dalej?

Fot. Artur Kraszewski

Niby wszystko jest na miejscu. Piłkarze ŁKS skończyli zgrupowanie w Side, grali zwycięskie sparingi, futbolowe życie toczy się swoim utartym torem, ale…

Cicho sza, cicho sza nie ma Mokrzyckiego, nie ma żadnego nowego.

Wszyscy mocni klubu z al. Unii jakby zapadli się pod ziemię. Nikt nosa nie wyściubi, nie weźmie sprawy na klatę, nie wytłumaczy kibicom co i jak. W Side głucha cisza, w Łodzi nie inaczej.

A dobrze by było wiedzieć na czym stoi łódzki klub. Sprzedajemy w ostatniej chwili jednego z kapitanów i liderów zespołu – Michała Mokrzyckiego, bo jest okazja na zarobek. Sprzedajemy, żeby… kupić.A może sprzedajemy, żeby dopiąć kulejący budżet?!

W sobotę ełkaesiacy wracają do Polski. Może po powrocie coś się zacznie dziać, oby pozytywnego. Pożyjemy, zobaczymy…

Przypomnijmy jeszcze, że wraz z końcem tego sezonu kończą się umowy: Aleksandra Bobka, Jaspera Loffelsenda, Łukasza Wiecha, Mateusza Książka, Piotra Głowackiego, Mateusza Kupczaka, Kokiego Hinokio, Bastiena Tomy, Mateusz Wysokińskiego, Mateusza Wzięcha, Huseina Balicia, Gustafa Norlina, Adriana Jurkiewicza, Andreu Arasy.

Po kiego diabła trener Widzewa Igor Jovicević namieszał w końcówce składem, jak w kotle czarownic i doprowadził do klęski

Fot. widzew.com

Ja po prostu nie rozumiem piłkarskich trenerów. Cały tydzień robią analizy taktyczne swoich piłkarzy i przeciwników. Wydaje mi się, że mają za sobą nieprzespane noce po takim natłoku informacji do przetworzenia, a potem w praniu, w trakcie meczu popełniają błędy na poziomie futbolowego żłobka.

Komputery, bajery wszystkiego na szczęście nie załatwią. Dobry szkoleniowiec musi się wykazać meczowym wyczuciem. Inaczej przegrywa wszystko z kretesem w wydawałoby się wygranym pojedynku. Tak niestety stało się w Lubinie z trenerem Widzewa – Igorem Joviceviciem.

Widzew miał inicjatywę, czuwał nad przebiegiem meczu z Zagłębiem, prowadził 1:0. Kapitan drużyny Bartłomiej Pawłowski kontrolował czujnie, żeby wszystko przebiegało w miarą sprawnie i bez większych wpadek i nagle między 75, a 81 minutą szkoleniowiec dokonał pięciu zmian. Po co i dlaczego to zrobił? Tylko on to wie.

Ostatni mecz roku. Nic nas nie goni, nic nie zmusza do myślenia, co będzie w spotkaniu za trzy dni. Chłopaki trzymają się dzielnie, po co zaburzać ducha gry, strukturę zespołu, dokonywać zmian (bo taka utarła się świecka boiskowa tradycja?!). Na dodatek zdejmować z boiska kapitana, który miał to pod kontrolą. Zaburzyć wszystko, co funkcjonowało, i w efekcie doprowadzić do do boiskowej klęski.

Ja wiem, że jest presja, każdy chce gra, pokazać, że zasługuje na zarabianie większych pieniędzy i to dużo większych, niż średnia krajowa. Grzanie ławy wywołuje tylko stresy, frustracje i psuje atmosferę w szatni, a ta jak wiadomo jest najważniejsza. Ale czy trener, trzymający się tych realiów, wystawi do składu na przykład… mnie, bo robię miny i fumy, że mnie w nim nie ma!?

Ponawiam pytanie z połowy sezonu. Czy naprawdę nie ma w polskiej piłce polskich trenerów, którzy umieją czytać grę, wyciągać z niej korzystne dla drużyny wnioski i potrafią poprowadzić ją do przynajmniej ligowych zwycięstw?!

Godzina dobrej gry ŁKS to jednak za mało, żeby pokonać lidera. Honorowy remis z Wisłą

Godzina dobrej, odpowiedzialnej gry to za mało, żeby pokonać lidera. ŁKS honorowo zremisował z Wisłą, choć trochę żal, że nie udało się wywalczyć trzech punktów. ŁKS zremisował piąte spotkanie, trzecie u siebie. Łodzianie zdobyli jesienią 26 punktów. Niedosyt jest oczywisty…

Mecz zaczął się znakomicie dla łodzian. Po składnej, szybkiej akcji w polu karnym faulowany był Hinokio. Jedenastkę pewnie wykorzystał Craciun. Ełkaesiacy ustawili sobie grę. Bronili własnego przedpola, czekając na kontrę. I się doczekali. Po dokładnym dośrodkowaniu Loffelsenda, niepilnowany przez nikogo Lewandowski, mając pięć – siedem metrów do bramki, popisał się wyjątkową nieudolnością, główkując obok słupka.

Wisła była bezradna, aż do dziecinnego błędu Kupczaka, który stracił piłkę na własnym przedpolu. Na szczęście krakowianie nie zamienili rzutu wolnego na bramkę, choć nie byli od tego daleko.

Tak naprawdę Wisła wypracowała pierwszą groźną sytuację dopiero w 53 minucie, ale Jakubowski nie miał kłopotów z obroną po strzale Rodado. Czas mijał, a ŁKS cofał się, cofał głębiej na własne przedpole. Rosły groźne sytuacje Wisły i stało się to, czego można się było spodziewać. Goście doprowadzili do remisu.

ŁKS powinien szybko zdobyć drugiego gola. Znów jednak gospodarze zmarnowali stuprocentową sytuację. Potem trwała wymiana futbolowych ciosów. Każda ze stron mogła wypracować bramkową okazję. Ale tego nie zrobiła i skończyło się w sumie na sprawiedliwym remisie.

Spotkanie oglądało  8562 widzów.

Następny ligowy mecz ŁKS na początku lutego z Polonią w Bytomiu.

ŁKS – Wisła Kraków 1:1 (1:0)

1:0 – Craciun (4, karny), 1:1 – Łasicki (63, głową)

ŁKS:  Jakubowski -Rudol, Craciun, Kupczak, Loffelsend (75, Krykun),Wysokiński, Hinokio, Mokrzycki (85, Ernst), Toma(64, Szczepański),Głowacki,(75, Norlin),Lewandowski(64, Arasa)

« Older posts Newer posts »

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑