Rezerwowy Pafka

Tag: ekstraklasa (Page 1 of 39)

Czy Aleksandar Vuković będzie pierwszym trenerem Widzewa, który doceni potencjał i możliwości Mariusza Fornalczyka?!

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

46-letni Aleksandar Vuković został nowy, czwartym w tym sezonie, trenerem Widzewa. Wrócił do zawodu po przeszło półrocznej przerwie. Vuković biegle włada językiem polskim i doskonale zna realia krajowej ligi. Poprzedni szkoleniowiec łodzian Igor Jovicević rozstał się z klubem punktując na koszmarnym poziomie 1,13 pkt na mecz. Jednym z asystentów Vukovicia zostanie były trener ŁKS – Jakub Dziółka. Ciekawe czy na dywanik zostali główni architekci budowania składu, panowie Dariusz Adamczuk i Piotr Burlikowski. Wydali miliony euro, a drużyna szoruje po ligowym dnie. Wróćmy do nowego szkoleniowca…

Vuković to po prostu mądry trener, który czerpie też ze swojej piłkarskiej przyszłości. Na pewno nie obawia się piłkarzy czy mocnych postaci. Budzi respekt zawodników czy współpracowników ze sztabu, ale sam również ma szacunek do ich pracy. Dłużej mieszka w Polsce niż w swojej Banja Luce, a to sprawia, że zna lokalny charakter. W swojej pracy zawsze chce pomóc klubowi, w którym pracuje  – twierdzi Jan Mucha, były współpracownik w portalu tvp.sport.pl – Przez ostatnie miesiące miał propozycję, odrzucał oferty, a teraz może mocno pomóc łodzianom. Na pewno nie ma przed sobą łatwej misji. W klubie są za to dobrzy zawodnicy. Widzew płaci wysokie kontrakty, miejsce w tabeli nie jest adekwatne do oczekiwań. Doświadczenie Vukovicia mocno pomoże. Widzew i Legia to wielkie marki w Polsce. Trudno sobie wyobrażać, by któraś z tych drużyn miała spaść z ligi. 

Fot. widzew.com

Widzew ma nowego trenera, a ja mam nadzieję, że to wreszcie będzie szkoleniowiec, który doceni potencjał i możliwości Mariusza Fornalczyka. Zbuduje jedenastkę tak, żeby z dynamiki i przebojowości skrzydłowego wielki pożytek miała drużyna.

Mariusz może być wielki atutem łodzian, gdy podejmą Lecha Poznań. Takim, jakim był w pucharowym spotkaniu Górnika z poznaniakami (1:0) Maksym Chłań, który napsuł im wiele krwi zanim się nie pogubił i w końcówce spotkania nie wyleciał z boiska. Fornalczyk jest rozsądniejszym zawodnikiem, a ambicji, serca do walki i umiejętności na pewno mu nie zabraknie!

Piękna seria Lecha – sześciu zwycięstw z rzędu – się skończyła. Czy to dobry znak dla Widzewa?

FotoSzyK

Kolejny mecz Widzewa, tym razem pucharowy i nadal to samo. Trener pomieszał ze składem, taktyką i Bóg wie z czym, niczym w kotle czarownic. Tymczasem łodzianie są nadal wielką, futbolową masą, która domaga się pilnego ukształtowania, a mija tydzień jeden, drugi, trzeci i nic. Porażka goni rozczarowanie i odwrotnie.

7 marca o godz. 20.15 łodzianie podejmą Lecha Poznań. Rywale stoczyli jeden z najlepszych pojedynków w ekstraklasie w tym sezonie. Po emocjonującym, energetycznym, dobrym meczu wygrali po golu w doliczonym czasie 4:3 z Rakowem Częstochowa. W Łodzi poznaniacy zagrają bez wykartkowanych Milicia i Kozubala.

Wygrali sześć meczów z rzędu we wszystkich rozgrywkach. I jak to w futbolu się zdarza, każda taka seria kiedyś przechodzi do historii…

W pucharowym meczu z Górnikiem Lech dał się zaskoczyć odwagą, szybkością i różnorodnością akcji rywali. Musiał swoje możliwości pokazać bramkarz Mrozek. Górnik zaatakował pięcioma piłkarzami i zdobył gola. A potem bronił się, grając w dziesiątkę. Lech przeważał, nie potrafił jednak wykorzystać nawet rzutu karnego. Przegrał pucharowy pojedynek 0:1. Wypadek przy pracy czy pierwszy objaw poważniejszego sportowego kryzysu?!

Jak na to nie patrzeć Lech to jednak ciągle zespół ukształtowany, pewny swoich możliwości, sposobu grania i celu, którym jest zdobycie tytułu mistrza Polski. Szybki i niebezpieczny. Jak z nim grać?

Skoncentrować się na defensywie i szukać szczęścia w kontrataku? Na pewno potrzeba walecznego, ambitnego zespołu, który nie będzie popełniał prostych, dyskwalifikujących błędów. Czy to stwierdzenie to tylko pobożne życzenie czy jednak realna możliwość? Na pewno łatwo o ligowe punkty nie będzie, a są one Widzewowi potrzebne niczym łyk świeżego powietrza.

Nomen omen – 13 porażka Widzewa. Zależność jest po prostu dołująca i frustrująca: im więcej wydanej kasy, tym gorsza gra i jeszcze gorsze wyniki!

Im dalej w ligowy las, tym gorzej z Widzewem. Po słabym występie łodzianie przegrali w Szczecinie. To nomen omen 13 porażka łodzian, dziewiąta poniesiona na obcym boisku. Takimi schodami jest piekło spadku wybrukowane…

Znak czasów. Mecz rozpoczęło pięciu Polaków – trzech w Widzewie, dwóch w Pogoni. Przejdźmy do spotkania. Znakomitymi odbiorami starał się kontrolować grę Lerager. Na własnym przedpolu dobrymi interwencjami popisywał się Wiśniewski.

Widzew grał coraz śmielej. Strzelali: Bergier (nogą) w ręce bramkarza, Andreou (głową) obok słupka, Bukari (nogą po podaniu… Drągowskiego) w boczną siatkę. Łodzianom starał się zajść za skórę jedynie Grosicki. Powiedzmy sobie wprost: więcej było na boisku walki niż składnego grania.

A w drugiej połowie? Wydawało się, że będzie to takie futbolowe lelum polelum. Tymczasem wystarczył jeden rzut wolny. Po nim było takie zamieszanie i chaos pod polem karnym łodzian, że wykorzystał to najsprytniejszy ze wszystkich – Angielski. Zanim doszło do nieszczęścia świetną interwencją popisał się Drągowski. I co z tego?!

Widzew był w szoku i miał szczęście, bo po dobrej akcji szczecinian, pomylił się Grosicki. Pogoń nabrała wiatru w żagle. Trener Jovicević próbował ratować sytuację zmianami. Opaskę kapitana od Shehu przejął Bergier. O zgrozo, Widzew nie miał żadnego pomysłu, jak skutecznie zaatakować i zagrozić rywalowi.

Obecni na stadionie kibice Widzewa, mówiąc łagodnie, tracili cierpliwość. I trudno im się dziwić. A na boisku od grania ważniejsza była zadyma w doliczonym czasie gry. Posypały się kartki, w tym czerwona dla Acosty za brutalny faul na Leragerze. W ostatnich sekundach spotkania po strzale Krajewskiego piłka otarła się o słupek. Cóż szczęście sprzyja lepszym.

Zależność jest po prostu dołująca i frustrująca: im więcej wydanej kasy, tym gorsza gra. Widmo spadku zagląda Widzewowi w oczy…

Mecz w cioglądało blisko 21 tysięcy kibiców.

3 marca o godz.20.30 STS Puchar Polski, 1/4 finału: GKS Katowice – Widzew, transmisja TVP Sport, 7 marca, godz. 20.15, ekstraklasa: Widzew – Lech Poznań.

Pogoń Szczecin – Widzew 1:0 (0:0)

1:0 – Angielski (58)

Widzew: Drągowski – Isaac (85, Krajewski), Andreou (74, Kapuadi), Wiśniewski, Cheng (85, Kozlovsky) – Bukari, Lerager, Shehu (74, Zeqiri), Alvarez (74, Baena) – Kornvig, Bergier

Laga do przodu to może być za mało, żeby Widzew zdobył choć jeden punkt w Szczecinie. Potrzeba więcej jakości i skuteczności w grze!

FotoSzyK

Bezbramkowy remis, po bezbarwnym meczu z Cracovią, trochę ostudził widzewski entuzjazm i pokazał, że w walce o utrzymanie się w ekstraklasie łatwo nie będzie. 28 lutego o godz. 14.45 Widzew zagra z Pogonią w Szczecinie i słaby pressing, granie głównie lagą do przodu oraz walka, to może być za mało, żeby odnieść sukces. A punktów potrzeba łodzianom, jak powietrza.

To ogromna strata, że w Szczecinie z powodu nadmiaru żółtych kartek prawdopodobnie zabraknie najbardziej energetycznego piłkarza łodzian, pchającego grę do przodu – Mariusza Fornalczyka. Nie będzie też jego ewentualnego zmiennika – Angela Baeny, bo jest kontuzjowany. Dojdzie nowy, doświadczony obrońca – Steve Kapuadi.

Wróci do składu Sebastian Bergier. To z kolei bardzo dobra wiadomość, bo w meczu z Cracovią (0:0) grania w ataku praktycznie nie było. Andi Zeqiri więcej biegał po boisku bez większego sensu, niż grał. Zagrożenia nie stwarzał żadnego. Takim występ skazuje się na grzanie ławy.

Igor Jovicević rozbrajająco przyznaje, że w ofensywie jest… wielka posucha: – W meczu z Cracovią mieliśmy dostępnych tylko dwóch graczy – Bartka Pawłowskiego i Frana Alvareza. Nie był to też meczu, w którym łatwo byłoby złapać rytm, wchodząc z ławki.

Widać jak na dłoni, że grę łodzian muszą ciągnąć i jej pilnować nowi piłkarze – Lukas Lerager i Emil Kornvig. Bez ich dyscyplinującej postawy na boisku zespół może się w kolejnym spotkaniu posypać niczym domek z kart. A zatem z pewną sportową obawą czekam na to, co stanie się w Szczecinie. 28 lutego o godz. 14.45 mecz Pogoń – Widzew.

Widzew. Zdobyty punkt, po bezbramkowym remisie, jest cenny, choć wielkiej satysfakcji z gry drużyny nie było

W sytuacji, gdy walczy się w dolnych rejonach tabeli, każdy zdobyty punkt jest na wagę złota, choć sposób jego wywalczenia wielkiej sportowej satysfakcji nie przynosi. Widzew zremisował dopiero trzeci mecz w rozgrywkach. Krakowianie zrobili to po raz dziewiąty. Nie przegrali meczu od siedmiu ligowych starć. W czterech wiosennych pojedynkach stracili tylko jedną bramkę…

Wróćmy do Widzewa. Zwycięskiego składu się nie zmienia i tak postąpił trener Jovicević poza jednym wyjątkiem. Korektę wymusiła czwarta żółta kartka. Bergiera w ataku zastąpił Zeqiri. Mecz się opóźnił o cztery minuty, bo było problemy z łącznością sędziego z VAR. A każda upływająca minuta była cenna, bo pojedynek rozpoczął się przy temperaturze -5 C.

Napędzeni ostatnim sukcesem gospodarze rozpoczęli odważnie, ofensywnie. Ich akcje kończyły się jednak niecelnymi, bądź zablokowanymi strzałami. Ostrożna Cracovia po ponad kwadransie zdecydowała się na atak. Końcami palców wybił piłkę nad poprzeczkę Drągowski po strzale Klicha.

Bezsensowne zachowanie Fornalczyka, który klepnął rywala w klatkę piersiową, a ten oczywiście padł na murawę, niczym rażony piorunem. Efekt? Widzewiak ujrzał żółtą kartkę, już ósmą w sezonie i w następny meczu nie zagra. Trzeba było sporo uwagi poświęcić tej sytuacji, bo na boisku królowały tylko chaos i przypadek.

Pomocnik starał się rehabilitować. Był aktywny, ale gdy już decydował się na ładny techniczny strzał z dystansu (spadający liść), to piłka leciała minimalnie obok słupka. Podobnie, jak po uderzeniu Zeqiriego. Goście byli konkretniejsi. Trafili do bramki po kontrze, ale na szczęście dla łodzian sędzia, po analizie VAR, odgwizdał spalonego. Odetchnął Drągowski, który piłkę do obrony przepuścił między nogami. W sumie futbolu godnego uwagi nie było za wiele w ciągu pierwszych 45 minut.

Odważniej drugą połowę zaczęli goście, ale to składną, groźną akcję przeprowadził Widzew. Po faulu na Fornalczyku łodzianie mieli rzut wolny. Strzał Shehu nie był jednak tak trudny, żeby bramkarz Madejski sobie z nim nie poradził. Popisy pirotechniczne kibiców zadymiły boisko. Sędzia przerwał grę.

Po jej wznowieniu energiczniej atakowali gospodarze, ale niewiele z tego wynikało. Miał szansę pokazania się w dobrej sytuacji rezerwowy Alvarez, ale źle przyjął piłkę i wyszła futbolowa kicha. W odpowiedzi w doliczonym czasie Andreou sfaulował Bogacza. Było to tak ostre wejście, że Krakowian opuścił plac gry. A potem po ogromnym zamieszaniu w polu karnym Widzew miał szczęście, że nie stracił bramki. Poczynaniami obu drużyn rządził kompletny chaos, z którego nic sensownego nie wyniknęło. I to by było na tyle…

Mecz obejrzało 17384 kibiców. Zimno im niestraszne. 28 lutego o godz. 14.45 Widzew zagra z Pogonią w Szczecinie.

Widzew – Cracovia 0:0

Widzew: Drągowski – Krajewski (90+2, Isaac), Andreou, Wiśniewski, Cheng – Bukari, Shehu, Lerager, Fornalczyk (90+2 Pawłowski)- Kornvig, Zeqiri (85, Alvarez)

Widzew kontra Cracovia. Trzeba w składzie łodzian utrwalać to, co dobre. Ale jedna zmiana zajdzie na pewno – z konieczności. Ja zrobiłbym jeszcze jedną

Fot. Martyna Kowalska

20 lutego o godz. 20.30 czeka Widzew u siebie zagra mecz z Cracovią, która bezbramkowo zremisowała z Jagiellonią.Trzeba zauważyć, że cztery z ośmiu ligowych zwycięstw drużyna z Krakowa odniosła na wyjeździe i ma ambicje walczyć o wysokie miejsce w ekstraklasie, pozwalające grać w europejskich pucharach.

Co w Widzewie? Zwycięskiego składu się nie zmienia? No, niestety coś trzeba będzie zmienić, przynajmniej z… konieczności. Z kartkowych powodów Widzew będzie musiał sobie radzić bez Sebastiana Bergiera – swojego najlepszego snajpera (11 zdobytych goli). Czy w buty Bergiera będzie potrafił wejść asystent przy drugiej bramce w Płocku – Andi Zeqiri, czas pokaże.

Ja mam jeszcze jedną sporą kadrową wątpliwość. Czy od pierwszej minuty powinien wystąpić najdroższy piłkarz ekstraklasy – Osman Bukari, który w meczu z Wisłą (2:0) zagrał, no mówiąc łagodnie, słabo? Momentami przypominał mi swoją postawą występy najgorszego transferowego widzewskiego niewypału ostatnich lat – Hilarego Gonga. Oby tylko nie poszedł w jego ślady.

Ja, gdybym decydował o wyjściowej jedenastce, jeszcze raz dałbym szansę kapitanowi – Bartłomiejowi Pawłowskiemu. Jasne pojedynek z Jagą mu nie wyszedł, ale nie raz i nie dwa pokazał, że ma spore umiejętności, ciągle warte wykorzystania, większego niż… grzanie ławy lub granie ligowych ogonów.

Moja jedenasta Widzewa na mecz z Cracovią: Drągowski – Krajewski, Andreou, Wiśniewski, Cheng – Pawłowski, Shehu, Lerager, Fornalczyk – Kornvig, Zeqiri. Z drugiej strony – nieważne, kto zacznie spotkanie, ważne żeby skończyło się one drugą z rzędu wygraną łodzian!

Widzew. To nie był mecz założycielski tylko bardzo dobry krok we właściwą stronę. Czekamy na kolejne. MVP meczu w Płocku? Dla mnie Mariusz Fornalczyk!

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

To jest mecz założycielski – stwierdził Marcin Żewłakow podczas transmisji na żywo pojedynku Widzewa z Wisłą Płock (2:0).Inni entuzjastycznie dodawali: – To nowe, wielkie otwarcie! Spokojnie, nie tak szybko. To na razie pierwszy bardzo ważny, krok w dobrą stronę.

Łodzianie choć wloką się w ogonie tabeli, pokazali drużynie z czołówki, gdzie raki zimują. Byli lepsi, wygrali zasłużenie. Ba, mogli to zrobić zdecydowanie bardziej efektownie, bo mieli znakomite, niewykorzystane niestety, sytuacje na zdobycie kolejnych bramek.

Zmarnowali dwie znakomite sytuacje, pogubili się przy kilku próbach wyprowadzenia groźnej kontry. Nic sobie jednak nie robili z tego, że bodaj najsłabszym ich piłkarzem, był najdroższy gracz całej ekstraklasy – Osman Bukari. Okrutnie się mylił. Czyżby ciążyła mu wisząca nad głową wielka forsa? Potrzebuje odblokować się, a może jednak nie jest to tak dobry gracz, jak go prezentowano!

Najważniejsze, że inni stanęli na wysokości zadania. Dla wielu piłkarzem meczu był pracujący za dwóch, łatający dziury, uczestniczący w wielu pozytywnych akcjach zespołu Emil Korvig. Moim zdaniem miano MVP pojedynku należy się Mariuszowi Fornalczykowi.

Dynamiczny skrzydłowy, potrafiący skutecznie wygrywać pojedynki jeden na jeden jest dziś solą futbolu. Jego wartość i wpływ na grę jest nie do przecenienia. Nareszcie skrzydłowy o takiej charakterystyce – Mariusz Fornalczyk mógł pokazać swój talent i moc. Także dlatego, że wreszcie znalazł na swoje stronie partnera do współpracy – Christophera Chenga.

Dlaczego i po co trener Igor Jovicević zmienił go w samej końcówce spotkania, pozostanie szkoleniową zagadką. Jak to dobrze, że Jovicević zrezygnował z beznadziejnego pomysłu, aby najlepszy strzelec drużyny – Sebastian Bergier egzekwował stałe fragmenty gry, bo napastnik przydał się i to jak w polu karnym rywala.

Teraz z kartkowych powodów Widzew będzie musiał sobie radzić bez swojego snajpera (11 zdobytych goli), a 20 lutego o godz. 20.30 czeka Widzew u siebie mecz z Cracovią, która bezbramkowo zremisowała z Jagiellonią. Czy w buty Bergiera będzie potrafił wejść asystent przy drugiej bramce w Płocku – Andi Zeqiri,czas pokaże.

Jest przełamanie. Widzew wreszcie wygrał. Jak najbardziej zasłużenie. Strzelił dwie zwycięskie bramki, a mógł zdobyć ich więcej!

W ostatnim z możliwych momencie, gdy znalazł się w sytuacji podbramkowej czyli w strefie spadkowej, Widzew wreszcie się obudził. Wygrał ważny, arcytrudny wyjazdowy mecz z zespołem z czołówki.

Od pierwszych chwil widać było jak bardzo z dobrej strony chce się pokazać trudny do upilnowania Fornalczyk. I powinien mieć asystę. Po jego dokładnym dośrodkowaniu wykładaną piłkę na piątym metrze dostał Kornvig, ale trudno to zrozumieć czemu zamiast trafić do bramki, główkował w poprzeczkę.

To Widzew chciał, miał inicjatywę, próbował. W najlepszej akcji, po kolejnej centrze Fornalczyka nie zdołał niestety dojść do główki Bergier. Łodzianie oddając inicjatywę gospodarzom, szukali szansy w przechwytach i szybkiej kontrze. I dopięli swego. Po główce Bergiera w polu karnym piłkę ręką odbił jeden z piłkarzy Wisły i arbiter po analizie VAR podyktował jedenastkę. Pewnie wykorzystał ją Bergier. To jego jedenasty gol w sezonie! Niestety chwilę później napastnik po zbytnim okazaniu swojej radości kibicom gospodarzy, ujrzał czwartą w sezonie żółtą kartkę i kolejnym meczu nie wystąpi!

Gospodarzy natchnąć do lepszej gry miało wejście na boisko Kuna. Widzew nie zamierzał jednak oddawać inicjatywy i kurczowo bronić własnego przedpola. Nadal dobry mecz rozgrywał Fornalczyk, który po dynamicznym wejściu, strzelając z 20 metrów, trafił w poprzeczkę!

A potem była jeszcze lepsza sytuacja na podwyższenie prowadzenia. Bukari nie wygrał pojedynku sam na sam z bramkarzem. Zdołał jednak zagrać do Sheu, który strzelając z 13 metrów trafił w poprzeczkę. A Bukari… Znów niestety nie wykorzystał dogodnej sytuacji. Po podaniu, no kogo? Oczywiście Fornalczyka.

Skrzydłowy nie dawał usnąć swoim partnerom. Niezmordowany inicjował kolejne ataki. W tej sytuacji zmiana najbardziej energetycznego piłkarza w końcówce meczu wydaje się przedziwna, mocno kontrowersyjna! Ale łodzianie nie zamierzali się zatrzymać. W samej końcówce kropkę nad i postawił Kornvig strzelając gola w sytuacji sam na sam, po podaniu Zeqiriego. Ten gol to najlepszy dowód na to, że Widzew odniósł zasłużone zwycięstwo!

Mecz oglądało 8834 widzów.

20 lutego o godz. 20.30 czeka Widzew u siebie mecz z Cracovią, która bezbramkowo zremisowała z Jagiellonią.

Wisła Płock – Widzew 0:2 (0:1)

0:1 – Bergier (38, karny), 0:2 – Kornvig (89)

Widzew: Drągowski – Krajewski (90+5), Żyro, Andreou, Wiśniewski, Cheng -Bukari (90, Pawłowski), Shehu, Lerager, Fornalczyk (79, Baena) – Kornvig (90, Isacc), Bergier (79, Zeqiri)

Piłkarska karuzela kręci się dalej. Niech ta walentynkowa, futbolowa sobota będzie dla nas – Łodzian!

Jak prawdziwy, a przy tym nieco naiwny, kibic, chciałbym wierzyć, że tym razem będzie dobrze i ta sobota będzie należała do nas – łódzkich fanów. W walentynkowy, futbolowy dzień o godz. 19.30 ŁKS podejmie w I lidze Chrobrego Głogów, a o godz. 20.15 Widzew zagra w ekstraklasie z Wisłą w Płocku. Czy skończymy te zmagania z tarczą czy na tarczy?

W przypadku Widzewa dość mam ciągłego pisania na nie i coraz mocniejszego i ostrzejszego narzekania, na całe otaczające nas sportowe zło. Zdaję sobie sprawę, że rozczarowanie jest wielkie, bo i mnie ono dotyka, ale… Chcę wierzyć że ci, którzy dokonali milionowych (w euro!) futbolowych zakupów jednak wiedzieli, co robią i nowa widzewska armada wreszcie pokaże jakość,wróci z wozem, a nie na wozie.

Sytuacja jest niebezpieczna, na granicy wywinięcia I-ligowego kozła, bo po prostu kolejne porażki zepchną drużynę w ciemną uliczkę, z której nie ma już wyjścia.

W tej chwili jeszcze wszystko jest do uratowania. Ligowa tabela jest tak spłaszczona, że za dwie, trzy udane kolejki drużyna, które jest w strefie spadkowej, zapomni o tym, że w niej była. Nie da się jednak ukryć, że Widzew stanie przed arcytrudnym zadaniem. Po Wiśle przyjdzie czas na mającą pucharowe ambicje Cracovię, a potem próbującą się też ratować przed degradacją – Pogoń…

I to wszystko , gdy nie idzie, atmosfera jest pod psem, a o mobilizację i wyzwolenie widzewskiego charakteru trudno. Łódzki klub wydaje się mieć jednak piłkarzy, którzy potrafią sobie radzić z taką sytuacją, z taką presją. Stąd moja nadzieja na lepsze futbolowe widoki.

ŁKS po niesamowitym meczu w Bytomiu (od 0:2 do 3:2) na pewno nabrał wiary, że nie wszystko jest jeszcze stracone i walka o strefę barażową, a nawet drugie miejsce, dające bezpośredni awans, jest realna. Wszak łodzian od drugiej Polonii Bytom, dzieli tylko pięć punktów! Wszystko może się stać. Trzeba tylko wygrywać i wygrywać, bowiem tylko seria zwycięstw przedłuży nadzieję, że nie skończy się na marnym środku tabeli.

Po pojedynku z Chrobrym, trzeba się będzie wybrać na spotkanie ze Stalą w Mielcu, a potem podjąć Miedź Legnica. Oba zespoły mają o co grać, więc łatwo skóry nie sprzedadzą, ale to dotyczy wszystkich drużyn tej ligi. ŁKS pokazał w Bytomiu, że ma atuty, żeby w tych rozgrywkach jeszcze zamieszać.

A zatem Łodzianie! Ruszajcie w walentynkową sobotędo zwycięskich futbolowych bojów, na które tak czekamy.

Widzew. Czy może być jeszcze gorzej? Oczywiście, że może, gdy na niepokojące pytania nie ma pozytywnych odpowiedzi

Fot. widzdew.com

Tak, tak, to nie przekłamanie. Widzew wygrał po raz ostatni w ekstraklasie 28 listopada 2025. Pokonał wtedy Piasta w Gliwicach 2:0. Potem były już tylko porażki: 1:2 z Zagłębiem, 1:3 z Jagiellonią, 0:1 z GKS. Czy może być jeszcze gorzej? Oczywiście, że może. Nie ma żadnych przesłanek, że łodzianie nagle zaczną gra lepiej, a przyjdzie im się zmierzyć 14 lutego o godz. 20.15 w Płocku z Wisłą. Boskiego wiatru nie czuje łódzki kamikadze – trener Igor Jovicević. Robi na razie wszystko, jakby działał na własną zgubę i prowadzonego przez siebie klubu, choć nie ma opcji wyrzucenia go z roboty.

Straszne musi być w Widzewie ciśnienie i presja prezesów, dyrektorów sportowych, menedżerów, i bóg wie kogo, skoro szkoleniowiec, widząc jak kiepsko poszło w premierze z Jagą, decyduje się posłać do boju siedmiu nowych, sprowadzonych zimą zawodników. Zamiast integracji, budowaniu na fundamentach stworzonych podczas zgrupowania w Turcji, jest jeszcze większa boiskowa anarchia. Pytam się, po kiego diabła było zimowe, drogie zgrupowanie, skoro natychmiast zostało ono przekreślone, jako wartość w tworzeniu lepszego, bardziej zintegrowanego zespołu?

Efekt jest widoczny w obu spotkaniach. Nie wiadomo o co chodzi, kto za co ma odpowiadać. Jest słabo, słabiutko, słabiusieńko, bez wielkich widoków na szybką poprawę.

Pojawiają się proste, niepokojące pytania. Dlaczego liderem znów zostaje beznadziejny w starciu z Jagą – Juljan Shehu, który na dodatek gra z opaską kapitana? Czy po to, żeby się czarno na białym przekonać, że w środku pola Widzew nie istnieje? Dlaczego stałe fragmenty gry wykonuje Sebastian Bergier, gdy jako jedyny napastnik, jest na placu? Dlaczego nie pojawia się na boisku w Katowicach od pierwszej minuty najlepszy w premierze z Jagą – Mariusz Fornalczyk?

Kiedy skończy się grzebanie w formacji, która wymaga największego spokoju czyli w defensywie? Co zrobiła ta z ostatniego meczu? Zaliczyła juniorską wpadkę. Dała się przepchnąć w polu karny rywalom, co skutkowało stratą bramki i w efekcie kolejną porażką. Dlaczego mówienie o widzewskim charakterze, walce do końca, boiskowej ambicji, to frazes, puste słowa, a nie ligowa praktyka?

Na razie nie ma w Widzewie opcji zwolnienia kolejnego szkoleniowca, choć ja uważam, że zdecydowanie lepiej poukładałby to wszystko polski, znający realia, trener z doświadczeniem. Taki nie przymierzając Daniel Myśliwiec. Prowadzony przez niego Piast wyrasta na pogromcę faworytów. Cóż, mądry widzewiak po szkodzie…

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑