Rezerwowy Pafka

Tag: ekstraklasa (Page 1 of 40)

45-minutowa odwaga Widzewa została sowicie nagrodzona. Taka gra (ale przez 90 minut!) może przynieść utrzymanie

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Odwaga w życiu i sporcie, poparta rozsądkiem, się opłaca. I tak stało się w przypadku Widzewa. Po kilku denerwujących i rozczarowujących antymeczach, przyszło starcie, które przynajmniej przez 45 minut pokazało możliwości i potencjał łódzkiego zespołu. Łodzianie pokonali Lechię 3:1.

Było komu grać i z kim grać. Wreszcie dośrodkowanie Fornalczyka było mierzone, co do milimetra. Wreszcie nie snuł się po boisku tylko strzelał, wykazując się prawdziwą skutecznością groźnego napastnika, Bergier. Wreszcie ćwiczone na treningach takie a nie inne rozegranie stałego fragmentu gry (rzutu rożnego) przyniosło ważną bramkę.

Widać było możliwości i potencjał. Już nikt nie będzie mówił o milionach wyrzuconych w błoto, tylko skupi się nad tym czy w kolejnych, decydujących o pozostaniu w ekstraklasie, starciach, Widzew zanotuje dalszy progres. Oby tak się stało, bo rywale na pewno są w zasięgu Łodzian.

Powiedzmy też, iż tym razem Widzew zasłużył sobie na… przychylność sędziego Przybyła. Po bezpardonowym faulu Isaaca na Cirkoviciu, arbiter najpierw sprawdził stan zdrowia poszkodowanego piłkarza, a potem wyciągnął żółtą kartkę. Trzeba zauważyć, że sędzia nie został wezwany przez asystentów z wozu VAR do obejrzenia sytuacji na monitorze. Zdaniem fachowców czerwień była ewidentna!

Teraz dwa ostatnie ligowe mecze Widzewa, też o wszystko: 15 maja, godz. 20.30 z Koroną w Kielcach (ostatni mecz 0:2 z Rakowem) i 23 maja o godz. 17.30 z Piastem Gliwice (ostatni mecz 0:0 z GKS Katowice) w Łodzi.

Precz z kompleksami. Cieszmy się tym, co futbolowego mamy. W polskiej, piłkarskiej ekstraklasie emocji nie zabraknie do samego końca!

Na pewno nie mamy najlepszej ligi w Europie, ale na pewno ekstraklasa nie jest najgorsza. Ba, potrafi być wyjątkowa i bardzo, ale to bardzo emocjonująca. Tylu zaciętych, wyrównanych spotkań, nie ma chyba w żadnej innej. Nic dziwnego, że jedna czy druga ligowa kolejka, potrafi przewrócić tabelę do góry nogami.

Pooglądam czasami, ze względu na Oskara Pietuszewskiego, ligę portugalską i ani poziom nie powala na kolana, ani poszczególne mecze, gdzie owszem jest walka i ambicja, ale do wielkiej futbolowej finezji i ekscytacji, daleko.

We Francji jest lepiej, ale obok dobrych i bardzo dobrych spotkań, zdarzają się takie wtopy, że zęby bolą. W telewizji reklamują (bo co innego mają robić, skoro to transmitują) mecz na szczycie Serie A, a potem wychodzi bezbarwne, pozbawione emocji i strzałów widowisko(?!).

Dlatego, precz z kompleksami. Cieszmy się tym, co futbolowego mamy. Jestem tego pewien, że emocji nie zabraknie nam do ostatniej kolejki!

Efektowne 45 minut dało Widzewowi arcyważne zwycięstwo. Łodzianie wreszcie są nad strefą spadkową!

Lepiej późno niż później… Taki Widzew (z pierwszych 45 minut meczu) kibice chcieliby oglądać przez cały sezon: odważny, łasy na gole i do bólu skuteczny. W każdym razie taka gra dała zwycięstwo, co pozwoliło drużynie trenera Vukovicia znaleźć się nad strefą spadkową. Dodajmy: po raz pierwszy od 14 lutego, gdy wygrała w Płocku!

Lechia od razu chciała pokazać swoją moc i chęć walki bez kompleksów. Zaczęło się nerwowo i groźnie pod łódzką bramką, ale gospodarze wyjaśnili trudną sytuację, w kolejnej akcji Kłudka strzelił obok słupka, a w kolejnej interweniujący bez pardonu Isaac ujrzał żółtą kartkę. Dużo, bardzo dużo negatywnych emocji, jak na 4 minut gry. Co się źle zaczyna…

Odpowiedź Łodzian była zabójcza! Po mierzonym co do centymetra dośrodkowaniu Fornalczyka gola głową pod poprzeczkę strzelił Bergier, który zgubił pilnującego go rywala. Łodzianie chcieli powiększyć przewagę. Skutecznie. Po akcji Fornalczyka z Kornviqiem, Bergier z obrońcą na plecach sprytnie obrócił się w polu bramkowym i z ostrego kąta posłał piłkę w długi róg. To 13 i 14 gol snajpera Widzewa w rozgrywkach!

Łodzianie się nie zatrzymywali. Po sprytnym, mierzonym dośrodkowaniu z rzutu rożnego Alvareza, strzał Kornviqa spowodował wielkie zamieszanie i chaos w polu karnym gości. To skrzętnie wykorzystał Kapuadi i niepilnowany z trzech metrów posłał piłkę do siatki. Boiskowa odwaga Łodzian, której ostatnio tak brakowało, po raz trzeci została nagrodzona.

W drugiej połowie już tak pięknie nie było. Lechia szybko przestała przeżywać stratę trzech goli. Atakowała. I dopięła swego. Zdobyła bramkę. Autorem gola, po świetnie wystawionej piłce, uderzeniem tuż zza linii pola karnego, był Żelizko. Dziwne, że nikt nie starał się zablokować tego uderzenia.

Potem byłby mały horror, gdyby w dogodnej sytuacji trafił Bobcek, ale nie trafił. A od 89 min Łodzianie grali w dziesiątkę, bo drugą żółtą czyli czerwoną kartkę ujrzał Shehu (dla którego był to mecz numer 100 w barwach Widzewa). No, nie było fajnie. Na szczęście Drągowski znakomicie obronił strzał Neugebauera. I w końcu można było odetchnąć z ulgą, ciesząc się z jedenastego, ligowego zwycięstwa Widzewa, ósmego na własnym boisku.

Spotkanie oglądało 17866 kibiców. Warto to zauważyć: drużyna Widzewa wybiegła na rozgrzewkę w koszulkach z napisem: Lukas jesteśmy z Tobą! Gest wsparcia dla kontuzjowanego Leragera.

Dwa ostatnie ligowe mecze Widzewa też o wszystko: 15 maja, godz. 20.30 z Koroną w Kielcach i 23 maja o godz. 17.30 z Piastem Gliwice w Łodzi.

Widzew – Lechia Gdańsk 3:1 (3:0)

1:0 – Bergier (10, głową), 2:0 – Bergier (28), 3:0 – Kapuadi (37), 3:1 – Żelizko (67)

Widzew: Drągowski -Isaac (46, Krajewski), Wiśniewski, Kapuadi, Kozlovsky -Baena (78, Andreou), Kornvig, Shehu -Alvarez(83, Pawłowski), Bergier (87, Zeqiri), Fornalczyk (83, Selahi)

Antygra Łodzian w stolicy nie przyniosła nawet punktu. W ten sposób nie strzeli się zwycięskiej bramki i nie wygra kolejnego meczu o wszystko, tym razem z Lechią!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

To nie było futbolowe widowisko, tylko ligowy ból i zgrzytanie zębów. Ten pogląd podzielali wszyscy kupujący na osiedlowym ryneczku. Widać było od razu, ilu Widzew ma tu wiernych, choć strasznie rozczarowanych i smutnych, kibiców.

Antygra Łodzian w stolicy nie przyniosła nawet punktu. Prawda futbolowa jest taka. Jeśli nie chcesz wygrać, robisz wszystko, żeby uratować remis, to z reguły wychodzisz na tym, jak Zabłocki na mydle. I tak się stało w Warszawie. Widzew przegrał z Legią w ostatniej akcji doliczonego czasu gry 0:1.

Wydawało się po ostatnich meczach, że jedno, co się udało Widzewowi, to zbudować solidną defensywę, a nawet szerzej – grę obronną. I co? Łodzianie doprowadzili w ostatnich minutach pojedynku w Warszawie do chaotycznej obrony Częstochowy (po faulu wymyślonym przez sędziego!), gdzie więcej było pod własną bramki zagubienia i paniki, niż zdrowego rozsądku. Zabrakło lidera defensywy, a powinien nim być Przemysław Wiśniewski, który by to uporządkował i po prostu posprzątał, odbierając rywalom nadzieję na bramkową okazję. To już się nie wróci, a walczyć trzeba dalej.

9 maja o godz. 14.45 Widzew zagra w Łodzi kolejny mecz ostatniej szansy, tym razem z Lechią Gdańsk. Czy będzie w stanie stworzyć bramkowe sytuacje i przynajmniej jedną, zwycięską skutecznie wykończyć?

Do tego celu potrzebna jest odważna, kreatywna druga linia, której liderem będzie… No, właśnie kto? Takiego w Warszawie nie było, co potęgowało tylko chaos na skrzydłach i brak składnych akcji.

Wróci po odcierpieniu kartkowej kary Juljan Shehu i wszystkim pokieruje? Oj, chciałoby się w to wierzyć, ale na razie Albańczyk ma wiosną więcej nieudanych niż udanych występów. Może jednak w decydującej chwili to się zmieni, a wtedy skrzydłowi będą bardziej przydatni i niebezpieczni, a napastnik doczeka się bramkowych sytuacji i wpisze na listę strzelców.

Ostatnia akcja meczu pogrążyła Widzew. To chyba gwóźdź do ekstraklasowej trumny. Trzeba się szykować na walkę w I lidze!

Wielkiego grania w ligowym klasyku nie było. Raczej wiało nudą. Wydawało się, że padnie nudny remis, ale Legia walczyła do końca. W ostatniej akcji spotkania, po wielkim zamieszaniu w polu karnym gości, Warszawianie zdobyli zwycięskiego gola. To dla Widzewa 15 ligowa porażka, Czy zarazem gwóźdź do ekstraklasowej trumny?!

Zaczęło się źle, a mogło jeszcze gorzej. Już w 3 minucie Legia miała znakomitą bramkową okazję, ale strzał Rajovicia obronił Drągowski. W odpowiedzi tuż obok słupka uderzał Kornvig. Legia powoli, powoli, ale niestety, przejmowała inicjatywę. Łodzianie koncentrowali się na defensywie. Piłka co chwila wracała na przedpole łodzian. Dodatkowa siła przyciągania, czy co?!

Na samym posiadaniu przewagi i inicjatywy się kończyło. Nie było bramkowych akcji (na szczęście!) wojskowych. Nie było niestety szybkich, groźnych kontr gości. W samej końcówce po centrostrzale Alvareza bez trudu piłkę złapał bramkarz gospodarzy. W sumie w pierwszej połowie futbolowego szału nie było.

Bardziej aktywni od piłkarzy byli kibice. Sektorówki, popisy sztucznych ogni (1 maja, a nie w… Sylwestra!). Czy w kierunku takich atrakcji ma zmierzać polska piłka nożna?!

A na boisku główkował Piątkowski – minimalnie obok słupka. W odpowiedzi: po wrzutce Fornalczyka, w boczną siatkę trafił Issac, choć z ostrego kąta mierzył w okienko. Piłkę po strzale Żyry pewnie złapał Hindrich.

To nic. Najgroźniej było po akcji Nsame. Na szczęście jego strzał z 11 metrów został zablokowany. Widzew też chciał coś zrobić, ale Bergier główkował nad poprzeczkę. Jeszcze Adamski główkował tak, żeby piłka trafia w ręce Drągowskiego. Gdy wydawało się, że mecz skończy się nudnym remisem, w ostatniej akcji Łodzianie stracili gola. Rywale wykorzystali totalny chaos, który zapanował w Łódzkim polu karnym. Mamy gwóźdź do ekstraklasowej trumny?!

9 maja o godz. 14.45 Widzew zagra w Łodzi z Lechią Gdańsk.

Legia Warszawa – Widzew 1:0 (0:0)

1:0 – Adamski (90+8)

Widzew: Drągowski -Żyro, Wiśniewski, Kapuadi -Isaac(81, Krajewski), Kornvig, Selahi(81, Baena), Kozlovsky -Alvarez, Fornalczyk(78, Bukari)-Bergier(90+1, Zeqiri)

Jest nadzieja. Widzew, walcząc o utrzymanie, pewnie pokonał Motor. Jedna jedyna zmiana w wyjściowej jedenastce okazała się kluczowa!

Widzew walczy o utrzymanie w ekstraklasie. Wygrał dziesiąty mecz w sezonie. Siódmy na własnym boisku. To cieszy.

Jedna zmian w porównaniu z ostatnim meczem w wyjściowej jedenastce: Lerager za Selahiego. I to była bardzo dobra, ba kluczowa, decyzja trenera Vukovicia. Trzeba mieć szkoleniowego nosa. Pomocnik był zamieszany w zdobycie pierwszej bramki, strzelił drugą. Momentami grał jak… profesor, skutecznie wyprzedzając rywali i nie dając im szans na zorganizowanie składnego ataku. Przydał się drużynie. I to bardzo. Zła wiadomość jest taka, że na noszach przed czasem opuścił boisko.

Nie tylko Lerager się przydał. Gorące oklaski (części fanów, bo inna… protestowała) żegnały, zmienianego po dobrym występie, Fornalczyka. Niczym skała nie do pokonania był stoper Wiśniewski. Nic dziwnego, że gospodarze skończyli mecz na zero z tyłu.

Widzew wiedział, że to mecz ostatniej szansy. Ofensywnie zaczął go Fornalczyk, ale z jego przewag i strzałów nic nie wynikało. Wiśniewski twardo potraktował Czubaka, żeby ten czarno na białym przekonał się, że łatwo nie będzie.

Ta aktywność łodzian przyniosła im jednak szybko gola. Po rzucie rożnym egzekwowanym przez Alvareza, dośrodkowaniu na dalszy słupek, piłkę zgrał głową Lerager. Lublinianie niby próbowali ją wybić, ale nie do końca, bo wprost pod nogi Isaaca, który strzałem z szóstego metra umieścił ją w siatce!

Widzew bardzo chciał pójść za ciosem. Mógł Isaac zapisać na swoim koncie drugie trafienie, ale przeniósł piłkę nad poprzeczkę. Znakomitą akcją popisali się Shehu z Fornalczykiem. Wreszcie po 40 minutach gry pokazał się z drugiej strony boiska Czubak, ale strzelił za słabo i Drągowski nie miał problemów z interwencją. W sumie połowa dla gospodarzy i zasłużone prowadzenie. Odwaga w ich grze została nagrodzona.

Łodzianie nie zamierzali oddawać inicjatywy. Składna akcja w drugiej połowie Alvarez – Bergier- Lerager przyniosła drugiego gola. Nie było wyjścia. Po znakomitym podaniu napastnika i uderzeniu Duńczyka z kilku metrów powinien był paść gol i padł!

Ta sytuacja pozwoliła nabrać Łodzianom jeszcze większego wiatru w żagle. Strzały Alvareza (z wolnego), Shehu i Bergiera bronił jednak Tratnik. Goście też mieli szansę na gola, ale skończyło się na strachu. W sumie w pełni zasłużone zwycięstwo odniósł Widzew!

Mecz oglądało 17338 kibiców.

W następnej kolejce 1 maja o godz. 20.30 Widzew zagra w Warszawie z Legią. Nie wystąpi Shehu z powodu nadmiaru żółtych kartek. Zwycięstwo sprawi pewnie, że kibice nie będą już protestować i wrócą do gorącego dopingu przy al. Piłsudskiego. A potem: Lechia u siebie, Korona na wyjeździe i na zakończenie sezonu w Łodzi pojedynek z Piastem.

Widzew – Motor Lublin (1:0)

1:0 – Isaac (15), Lerager (55)

Widzew: Drągowski -Isaac(90+4, Krajewski), Wiśniewski, Kapuadi, Kozlovsky -Kornvig, Lerager(85, Selahi), Shehu -Alvarez, Fornalczyk(79, Baena)-Bergier

Widzew. Mieli być królami ekstraklasy, a są… Lepiej nie mówić! I tylko żal, że łodzianie pozbyli się piłkarzy, którzy dziś mogliby dla nich coś znaczyć

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Trener Vuković nie pomieszał składem, zostawił tak jak jest i się przeliczył, rozczarowując kibiców porażką z Radomiakiem w samej końcówce 1:2, która może kosztować spadkiem z ekstraklasy. Do tej pory zawodziła gra ofensywna, teraz zawiodła też obronna. I widać było tego marne skutki.

Nie po raz pierwszy okazało się też, że trzech środkowych pomocników spisuje się po prostu źle, mając negatywny wpływ na taką, a nie inną czyli dychawiczną, grę ofensywną Widzewa. Kornvigna pozycji, na której został obsadzony, męczy się okrutnie. Selahi pokaże się raz, drugi, może i trzeci, a potem znika z radarów. Po Shehu – liderze drużyny, zostało odległe wspomnienie. Dziś to błąkający się bez sensu i celu po boisku piłkarz.

Rozumiem, że nie ma zmian, bo nie ma, mimo ogromnych transferów, kim tych trzech zastąpić. Wejście Leragera bez jakiegokolwiek znaczenia. Facet z takim CV (Liga Mistrzów!) miał być królem ekstraklasy, a jest… Niestety, nie on jeden.

I tylko żal, że Łodzianie bez żalu pozbyli się Kerka, który dziś spełnia kluczową rolę w drugiej linii Arki i potrafi dograć piłkę ze stałych fragmentów gry na milimetry.

Teraz do Łodzi przyjedzie Motor Lublin (mecz 26 kwietnia o godz. 14.45). Pokaże się na Widzewskim stadionie kolejny niechciany w Łodzi piłkarz – napastnik Czubak. Motor, po energetycznym i dramatycznym meczu przegrał z GKS w Katowicach 2:3, ale wstydzić się nie ma czego. Walczył do końca. A Czubak wpisał się na listę strzelców i ma już na swoim koncie 16 zdobytych bramek!

Prawda jest oczywista. Widzew, prezentujący w ostatnim spotkaniu ligową… plażę, jest pod ligową ścianą. Jeżeli przegra z Motorem to dziękujemy i do widzenia. Po prostu żegnamy się z ekstraklasą!

Wielkie, ligowe rozczarowanie. Po porażce w Radomiu widmo spadku coraz mocniej zagląda Widzewowi w oczy!

Wydawało się, że po samobóju rywali, mamy to czyli bezcenne ligowe zwycięstwo. Nic z tego. W końcówce meczu łodzianie spisali się fatalnie ,dali sobie wbić dwa gole, przegrali i powiedzmy sobie to wprost: są krok od spadku z ekstraklasy!

Trener Vuković postawił na tę samą jedenastkę, która rozpoczęła zwycięski mecz z Termaliką (1:0). Skoro spotkanie z trybun obserwował właściciel Widzewa – Robert Dobrzycki, to goście musieli zacząć to starcie energetycznie i tak się właśnie stało.

Nic jednak z tego nie wynikało, bo strzały były niecelne, albo za słabe. No, może nie licząc uderzenia Bergera (po centrze Alvareza) i udanej interwencji Majchrowicza. Podobnie jak nic nie wynikało z prób organizowania akcji przez gospodarzy, którzy jednak z minuty na minutę mocniej parli do przodu i stawali się niebezpieczni pod polem karnym rywali.

Pudło za pudłem notował na swoim koncie Tapsoba. Gospodarze strzelili gola, ale Lopes zanim w sytuacji sam na sam trafił do siatki, dostał pikę, gdy był na pozycji spalonej.

Drugą połowę rozpoczął strzałem Grzesik, ale Drągowski nie dał się zaskoczyć. Szyba odpowiedź łodzian. W pole karne wpadł dynamiczny Fornalczyk, zagrał do Sheu. Co z tego, skoro ten spudłował. To jednak Radomiak prowadził grę, a goście wyglądali tak, jakby w przerwie przysnęli w szatni i jeszcze się nie obudzili.

Do czasu, do czasu. Widzew czyhał na swoją szansę i gdy ją dostał, to wykorzystał przy pomocy rywali! Strzelał Bergier, po podaniu Isaaca, a samobója na swoim koncie zapisał, próbujący niezbyt udolnie interweniować, Donis.

Widzew miał upilnować bezcenne trzy punkty, ale ich nie upilnował. Kolejny atak gospodarzy i po… wrzucie z autu padła bramka, która przyniosła wyrównanie i zarazem wielkie łódzkie rozczarowanie. W kolejnej groźnej akcji Drągowski zatrzymał piłkę na linii bramkowej. Niestety, w doliczonym czasie w zamieszaniu podbramkowym gospodarze strzelili zwycięskiego gola. To jest po prostu niewybaczalne!

Pierwsza poraża Widzewa pod wodzą trenera Vukovicia. Mecz oglądało 12 163 kibiców, w tym fani Widzewa! 26 kwietnia też o godz. 14.45 Widzew podejmie Motor Lublin.

Radomiak – Widzew 2:1 (0:0)

0:1 – Donic (59, samobójcza), 1:1 – Alves (82), 2:1 – Luquinhas (90+4)

Widzew: Drągowski – Isaac ( 90+5, Żyro), Wiśniewski, Kapuadi, Kozlovsky -Kornvig, Selahi, Shehu (68, Lerager) – Alvarez, Fornalczyk (86, Bukari) – Bergier

Widzew, jeszcze tej wiosny, musi być bardziej kreatywny i skuteczny, żeby utrzymać się w ekstraklasie!

Fot. widzew.com

W Widzewskiej układance zaproponowanej przez Aleksandara Vukovicia gra defensywna już jest poskładana na tyle, że nie powoduje kompromitujących strat bezcennych bramek. Na jej liderów wyrośli bramkarz Bartłomiej Drągowski (pięć czystych kont!) i pewny, skuteczny i coraz szybszy w interwencjach Przemysław Wiśniewski.

Im dalej, tym niestety gorzej. Można drżeć o to, żeby kolejnej sportowej zapaści nie doznał Fran Alvarez, liczyć, że więcej asyst zapisze na swoim koncie Mariusz Fornalczyk, a odblokowany wreszcie Sebastian Bergier nie skończy ligowych zmagań na dwunastu trafieniach ale…

Co ze środkiem drugiej linii – mającej trzymać meczową dyscyplinę i kreować grę? Nie chce mi się pisać o nazwiskach, bo już nie raz podkreślałem, że w środku tej formacji Widzewscy piłkarze po prostu zawodzą, no może poza Lindonem Selahim, skutecznie zatrzymującym ataki przeciwnika. Tu trener Aleksandar Vuković ma ból głowy. Nie dość, że musi pracować nad formą piłkarzy tej formacji, ale też znaleźć ustawienie, które pozwoli Widzewowi być bardziej kreatywnym i skutecznym.

Oj, przydałoby się drugie z rzędu zwycięstwo. Tym razem na wyjeździe w meczu z Radomiakiem (18 kwietnia o godz. 14.45). Rywale mają tylko punkt więcej od Łodzian, ale… z ośmiu ligowych zwycięstw, siedem odnieśli na własnym boisku.

Można tylko żałować, że Widzew wcześniej nie postawił na Aleksandara Vukovicia. Na pewno miałyby mniej ligowych kłopotów!

Fot. widzew.com

Mądry Widzewiak po szkodzie. Zamiast robić szkoleniowe fanaberie, trzeba było od razu postawić na fachowca. Nie wiem, czy Widzew spadnie czy nie. Ekstraklasa to chyba najbardziej wyrównana i nieprzewidywalna liga świata. Wszystko zdarzyć się może, ale do czterech razy sztuka…

Już dziś można powiedzieć, że zatrudnienie Aleksandara Vukovicia w roli pierwszego szkoleniowca było przejawem Widzewskiego rozsądku. Poprzednicy? Pierwszy wszędzie szukał spisków, drugi wolał wesele przełożonego od trenowania, a trzeci opowiadał banialuki – dyrdymały, popełniając katastrofalne błędy w ustawieniu zespołu, dokonywanych zmianach…

A Vuković? Pragmatyk do bólu, który zbieranie punktów uważa w tej chwili za najważniejsze i na razie to mu się udaje. Na styl, proszę bardzo, można i trzeba narzekać, ale…Trener nie poniósł porażki w żadnym z pięciu spotkań, w których prowadził Widzew. Dwa pojedynki wygrał, trzy zremisował. Dobry bilans. Ech, gdyby tak od początku rozgrywek.

Postawił na defensywę, a ta na ogół nie zawodzi. A co z przodu? Miał cierpliwość do Mariusza Fornalczyka, a ten odpłacił mu się kapitalną asystą, dającą gola i bezcenne zwycięstwo. Zostawił na boisku Sebastiana Bergiera, nie podmieniając go na najbardziej, obok Osmana Bukariego, przereklamowanego gracza łodzian – Andiego Zeqiriego (choć ten niepotrzebnie pojawił się na boisku). Bergier zdobył złotego gola, pierwszego w tym roku na wagę trzech bezcennych punktów.

Napastnik wlał w serca narzekających, krytycznych, ale zawsze wiernych kibiców, nadzieję. Oby przyniosła ona spełnienie założonego celu czyli utrzymanie się w ekstraklasie!

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑