Rezerwowy Pafka

Tag: ekstraklasa (Page 1 of 41)

Jaga pokonała Rangersów. Teraz pojedynek z Widzewem. Wiele w ekstraklasowym meczu będzie zależało od byłego, ważnego gracza Białostoczczan

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Widzew ostatnimi dniami żył w ekstraklasowej niepewności: zagramy ligowy mecz w Białymstoku czy go nie zagramy?! Rywale milczeli, jak zaklęci, czekając na to co ich czeka i co spotka w Europejskich pucharach. Ostatecznie spotkanie Jagiellonia – Widzew zaplanowane na 9 sierpnia na godz. 20.15 – odbędzie się w tym terminie. Stacja Canal Plus przeprowadzi transmisję z tego pojedynku, a Jaga cały czas sprzedaje bilety na to spotkanie.

Jaga walczyła z Rangersami w pierwszym meczu III rundy eliminacji Ligi Europy i wygrała po trudnym spotkaniu 2:1. Białostoczczanie stracili gola po klasycznej wygranej akcji dwa na jeden na skrzydle. Rywale dośrodkowanie zamienili na… samobója Guilherme Montoi.

Za chwilę była odpowiedź. Kajetan Szmyt pokazał klasę, kończąc akcję groźnym dośrodkowaniem, zamienionym na… skuteczne, bramkowe uderzenie. Dokładne dośrodkowanie z drugiej strony boiska, dało drugiego gola. Tym razem autorem bramki był nie kto inny, jak Kajetan Szmyt! Pomocnik miał znakomite minuty, był poza zasięgiem rywali.

W drugiej połowie gafy gospodarzy w defensywie, mogły przynieść Szkotom wyrównanie. Nie przyniosły, choć przewaga Rangersów rosła z każdą minutą. Gospodarzy ratował słupek w doliczonym czasie gry! Ataki skrzydłami Jagi były niebezpieczne, ale nieskuteczne. Zmiany w składzie zespołu z Białegostoku spore, a jednak trzon zespołu jest z poprzedniego sezonu. I on trzyma się mocno.

Nie ma cienia wątpliwości, że wiele w spotkaniu Jagi z Łodzianami bez względu na to, kiedy do niego dojdzie, będzie zależało od najlepszego Widzewiaka, bramkarza Bartłomieja Drągowskiego, człowieka, który urodził się w… Białymstoku. Golkipera, który tu zaczynał swoją karierę, a w barwach Jagi zagrał 64, w większości dobre i bardzo dobre spotkania. Pierwsze w ekstraklasie w wieku 17 lat!

Arbitrem spotkania ma być Damian Kos z Wejherowa, Tak, tak ten sam, który odebrał Widzewowi szansą na zwycięstwo w pucharowym meczu z Wisłą Kraków. Uznał rywalom gola, którego nie powinien uznać. Miejmy nadzieję, że to był jego najgorszy mecz w karierze i takich dyskwalifikujących błędów już nie popełni.

Pewne jest, że: 15 sierpnia o godz. 20.15 Widzew podejmie przy al. Piłsudskiego Koronę Kielce. Dojdzie do powtórki, bo oba zespoły spotkają się w pierwszej rundzie Pucharu Polski.

Widzew przekonał się na własnej skórze, że podobnie, jak w minionym sezonie, tak i teraz, o ligowe punkty łatwo nie będzie!

Fot. Marcin Bryja. widzew.com

W drugim sezonie nowego Widzewa miało być łatwiej, wręcz z górki. Powiedzmy jednak szczerze, że na razie nic na to nie wskazuje. Wygląda na to, że znów każdy może wygrać z każdym. Trudno wskazać w konkretnych meczach zdecydowanego faworyta. O punkty, czy nawet punkt trzeba walczyć w pocie czoła.

Przekonał się o tym Widzew. Znów osiągnął remis, tym razem 0:0 w Płocku i znów zawodnikiem numer 1 drużyny był bramkarz Bartłomiej Drągowski. Ratował skórę zespołowi nie raz i nie dwa, w tym wygrywając prestiżowy pojedynek z Saidem Hamuliciem. Powinien wziąć to pod uwagę selekcjoner Jan Urban, bo ma w ekstraklasie topowego zawodnika.

Powiedzmy też, że przed koszmarem doliczonego czasu gry, gdy Łodzianie seryjne tracili bramki i punkty, tym razem uratowała ich poprzeczka. Czasami po prostu trzeba mieć futbolowe szczęście.

Wyjazdowa statystyka Łodzian jest… wstydliwa. Widzew nie wygrał żadnego z ostatnich siedmiu spotkań. Trzy razy zremisował,a teraz przed Łodzianami kolejny mecz na obcym boisku. Pytanie tylko czy do niego dojdzie. Widzew w 3. kolejce spotkań 9 sierpnia o godz. 20.15 ma zagrać z Jagiellonią, ale… Zaangażowana w Europejskie puchary drużyna z Białegostoku pewnie może chcieć przełożyć ligowe starcie. Oby tylko nie poinformowała w o tym w ostatniej chwili.

Widzewowi przydałaby się dłuższa chwila na… potrenowanie. Wtedy jest szansa, że do formy z minionego sezonu wróci Steve Kapuadi, bo na razie przydarzają mu się słabe momenty w grze obronnej. Z drugiej strony defensywa z nim w składzie znów może się cieszyć, że zanotowała przebieg bez straty gola.

Trener Aleksandar Vuković miałby czas na spokojne wprowadzenie do zespołu nowych graczy. A i tak kluczowa w walce o pierwsze zwycięstwo może się okazać skuteczność napastników, bo na razie nie jest z tym dobrze. W każdym razie 15 sierpnia o godz. 20.15 Widzew podejmie przy al. Piłsudskiego Koronę Kielce.

PS. Pierwsze spotkanie III rundy eliminacji Ligi Europy Jagiellonia Białystok – Rangers FC (Szkocja) będzie transmitowane. Mecz odbędzie się 6 sierpnia o godz. 18 w Białymstoku. Transmisja w Polsacie Sport 1, a ponadto online w serwisie Polsat Box Go. Przedmeczowe studio o godz. 17.

Widzew może mówić o szczęściu, że w końcówce udało mu się wywalczyć punkt w Płocku

Widzew zremisował drugi ligowy mecz. Wielkiej radości z tego nie ma, ale jest… uczucie ulgi, bo znakomicie interweniujący Drągowski, poprzeczka i VAR ratowały Łodzian w doliczonym czasie gry.

Do jedenastki Widzewa wrócił Kapuadi. Od pierwszej minuty zagrał Świderski. Nowi na ławce rezerwowych. W wyjściowym składzie rywali dwóch byłych graczy Łodzian: Radwański, Hamulić. W Płocku Widzew zagrał z czarną opaską, czcząc w ten sposób pamięć zmarłego legendarnego kierownika Tadeusza Gapińskiego.

W 13 min mogło być 1:0 dla gospodarzy. W dogodnej sytuacji spudłował Kobacki. Odpowiedź Łodzian była bardzo szybka. Strzał głową Bergiera po znakomitej paradzie obronił Leszczyński. Za chwilę znów okazał się lepszy od napastnika rywali.

Po długim okresie, kiedy nic się nie działo, akcja byłych Widzewiaków: Hamulić główkował nad poprzeczkę po zagraniu Radwańskiego. Do trzech razy sztuka? Nie tym razem. Po centrze Shehu – Bergier spudłował.Szkoda… Inicjatywa należała do gości, którzy starali się kreować bramkowe sytuacje, ale niestety nie potrafili przewagi i stwarzanych okazji wykorzystać.

W 49 min w kolejnej niezłej akcji niestety Wiśniewski główkował wysoko nad poprzeczkę (centra Alvareza). Widzew oddał inicjatywę. Hamulić starał się zmusić do bramkarskiej pracy Drągowskiego, ale ten spokojny, był na posterunku. W 62 min mógł paść piękny gol, ale po strzale przewrotką Kornviga piłka przeleciała nad poprzeczką.

Prawda była jednak taka, że to Wisła przeważała i starała się stwarzać groźne sytuacje. Dwoma bardzo dobrymi interwencjami popisał się Krajewski, ratując Widzew od utraty gola. Dobrze i skutecznie interweniował Drągowski.

A co się działo w pierwszej minucie doliczonego czasu gry? Rogelja trafił w poprzeczkę! Potem jeszcze VAR nie dopatrzył się celowego zagrania piłki ręką w polu karnym przez Shehu. Skończyło się zatem drugim, mało satysfakcjonującym ligowym remisem.

Zadebiutował Papanikolaou. Gra w Widzewie z numerem 5, bo dotychczasowy posiadacz tego numeru Anrdeou właśnie został przez Widzew wyrejestrowany.

W 3 kolejce spotkań: Jagiellonia – Widzew – 9 sierpnia, godz. 20.15.

Wisła Płock – Widzew 0:0

Widzew: Drągowski – Krajewski, Wiśniewski, Kapuadi, Cheng (66, Garcia) – Alvarez, Kornvig, Shehu, Fornalczyk (73, Baena) – Świderski – Bergier (66, Papanikolaou)

Widzew stworzył futbolowe widowisko, ale celu nie osiągnął. Musiał się zadowolić ligowym remisem

Fot. Wojciech Czarnociński, widzew.com

Widzew miał grać widowiskowo, ofensywnie, skutecznie i tak momentami zagrał w meczu z Motorem (2:2), ale… Były też fragmenty spotkanie, nie taki znów epizodyczne, gdy wychodził na tym, jak Zabłocki na mydle.

Co z tego, że słychać pochwały: energetyczny mecz, dużo się działo, emocje, widowisko, skoro nie tak ta premiera miała się skończyć. A mogło być jeszcze gorzej, gdyby nie skutecznie interweniujący, nawet z pozoru w beznadziejnych sytuacjach, Drągowski.

Odważny sposób grania, ofensywne, dynamiczne trójkąty po obu stronach boiska – to wszystko niestety zaburzyło proporcje. Przy szybkich atakach rywali, momentami w defensywie Łodzianie gubili się, jak futbolowe dzieci. Dobrze by było, żeby szybko wrócił do ligowej gry – Kapuadi, bo w końcówce minionego sezonu tworzył z Wiśniewskim duet nie do przejścia.

Powiedzmy o największym pozytywie czyli wreszcie nie notującym pustych przebiegów Fornalczyku. Współpraca z Chengiem i Kornvigiem stwarzała mu pole do grania i możliwości wyboru. Efekt? Przyniosła gola skrzydłowego i asystę w postaci wywalczenia rzutu karnego. Jest jeszcze oczywiście do odnotowania akcja w najlepszym mundialowym stylu Baeny z Alvarezem, która w efekcie przyniosła wyrównanie. Takich widowiskowych ataków muszą się obawiać wszyscy ligowcy.

2 kolejka (31 lipca, piątek), godz. 18: Wisła Płock – Widzew. O sukces nie będzie łatwo. Wisła pokazała solidny, skuteczny futbol i pokonała w Częstochowie Raków 2:1, a jednego z goli zdobył obrońca Flis, na którego trzeba będzie bardzo uważać. Gdy grał w I lidze strzelał jak na zawołanie (10 bramek dla Pogoni Siedlce).

Trener Wisły – Adam Majewski: – Widzew to bardzo dobry zespół, ale jesteśmy nastawieni optymistycznie. Oczywiście doceniamy klasę rywala. Myślę, że to będzie naprawdę bardzo trudny mecz, chyba nawet trudniejszy niż ten z Rakowem.

Emocji i bramek nie brakowało. Rozczarowujące, że skończyło się na wywalczeniu przez Widzew tylko jednego, ligowego punktu

Miała być bardziej ofensywna i widowiskowa gra Widzewa. I była, ale… Coś za coś. W grze defensywnej momentami była katastrofa. Dobrze, że sytuacje sam na sam wygrywał Drągowski, dobrze, że pomógł gospodarzom słupek. To uratowało Łodzianom remis.

W Motorze pojawił się w jedenastce Bereszyński. Opaskę kapitana założył niechciany w Łodzi Czubak. W Widzewie spotkanie na ławie rozpoczął Świderski. W meczowej kadrze zabrakło Andreou i Zeqiriego. Tego ostatniego, bez szans na granie, w Łodzi trzyma chyba tylko zarabiana ogromna kasa (milion euro za sezon).

Mogło zacząć się źle? Nie, fatalnie. W 45 sekundzie uratował Łodzianom skórę Drągowski, który znakomicie obronił strzał z dwóch metrów niepilnowanego(!) Bourhane. Jak można było do tego dopuścić po stałym fragmencie gry (rzut wolny). Widać można i to zrobić po raz drugi, z drugiej strony boiska. Tym razem jednak bez szczęśliwego rozwiązania. Po rzucie wolnym samobój Bergiera dał prowadzenie gościom. Na dodatek nomen omen w 13 minucie.

Odpowiedź Łodzian przyszła bardzo, bardzo szybko. Widzew przeprowadził kapitalną akcję (Alvarez – Baena), którą efektowną główką zakończył Fornalczyk. Za chwilę gospodarze mogli prowadzić, ale Krajewski chciał być bardzo koleżeński. Dogrywał piłkę, niestety niedokładnie, zamiast strzelać na bramkę. Trzecia akcja Widzewa i po konsultacji VAR arbiter uznał, że po zagraniu Fornalczyka, Łęgowski odbił piłkę ręką w polu karnym. Zrehabilitował się Bergier, który pewnie, myląc bramkarza, wykorzystał jedenastkę!

Mogło być futbolowe szaleństwo, bo Lublinianie mieli szansę na wyrównanie. W znakomitej sytuacji Ndiaye jednak posłał piłkę wysoko nad poprzeczkę! Przez kilkanaście minut działo się więcej niż w nie jednym starciu przez całe spotkanie.

Po juniorskiej stracie piłki przez Łodzian na początku drugiej połowy Motor miał okazję. W sytuacji sam na sam Ndiaye przegrał pojedynek z Drągowskim, a potem piłkę sprzed linii wybił Wiśniewski. Co się odwlecze… Motor atakował, Shehu nie zatrzymał Ndiaye, a ten uderzając po słupku doprowadził do wyrównania. To były minuty defensywnej grozy Widzewa, które boleśnie się zemściły.

Łodzianie nie wyciągnęli żadnych wniosków i nadal oglądaliśmy klops za klopsem w grze defensywnej. Gospodarzy ratował Drągowski, który wygrał sytuację sam na sam z… Ronaldo. Po godzinie gry, za sprawą przebojowego Fornalczyka, Widzew przesunął grę na połowę Motoru i potrafił stworzyć bramkowe okazje. Szkoda, że niewykorzystane, także przez Świderskiego. A rywale? Odpowiedzieli strzałem nie do obrony. Ale w słupek!

Końcówka należała do gospodarzy, jednak bez efektów. Szkoda zwłaszcza akcji Fornalczyka, który oszukał jednego, ale przy strzale trafił w drugiego rywala. I mecz skończył się sprawiedliwym remisem.

Mecz oglądało 17 256 widzów.

2 kolejka (31 lipca, piątek), godz. 18: Wisła Płock – Widzew. 3 kolejka (9 sierpnia, niedziela), godz. 20.15: Jagiellonia Białystok – Widzew. 4 kolejka (14 sierpnia, piątek), godz. 18: Widzew – Korona Kielce.

Widzew – Motor Lublin 2:2 (2:1)

0:1 – Bergier (13, samobójcza), 1:1 – Fornalczyk (20, głową), 2:1 – Bergier (28, karny), 2:2 – Ndiaye (49)

Widzew: Drągowski – Krajewski, Wiśniewski, Visus, Cheng – Alvarez, Shehu, Kornvig (81, Selahi) – Baena (65, Świderski), Bergier, Fornalczyk (90+5, Żyro)

Widzew zdał do następnej klasy. Teraz dobrze by było skończy ze świadectwem z czerwonym paskiem!

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Przyszli nowi ludzie, cały pion sportowy, z Łukaszem Masłowskim na czele i nastąpił (i słusznie!) koniec transferowego szaleństwa – licytowania się, szokowania kwotami, hurtowego ściągania nowych piłkarzy. Ligowa kadra już jest. Szuka się słabszych ogniw. Sprowadza piłkarzy na pozycje, na których ligowe boje (kontuzje, kontuzje) mogą dostarczyć wakatów.

Trzeba korzystać z kapitału, który się do tej pory wypracowało. Wielkim atutem Widzewa może być gra dwoma, skutecznymi (oby!) napastnikami oraz solidność w grze defensywnej, nad poziomem której czuwają Bartłomiej Drągowski i Przemysław Wiśniewski. Znakiem zapytania może być druga linia, zwłaszcza gdy do Niemiec czy Hiszpanii odejdzie nowy kapitan Juljan Shehu. Dla stabilizacji gry dobrze by było, gdyby Albańczyk został w Łodzi.

Ciekaw bardzo jestem, czy Widzew pierwszy ligowy mecz 26 lipca o godz. 17.30 w Łodzi z Motorem Lublin (transmisja TVP Sport) rozpocznie jedenastką, która pokazywała się przez gros czasu w mecz z Puszczą Niepołomice, czy jednak wróci do składu mundialowicz Steve Kapuadi. A może znajdzie się w niej nowy – Mario Garcia?

Widzew: Bartłomiej Drągowski – Marcel Krajewski, Ricardo Visus, Przemysław Wiśniewski, Christopher Cheng – Emil Kornvig, Fran Alvarez, Juljan Shehu Mariusz Fornalczyk – Karol Świderski, Sebastian Bergier

Pierwszy krok ku lepszemu został zrobiony wcześniej… Kiedy? W ostatnim, arcyważnym meczu minionego sezonu z Piastem Gliwice, wygranym 2:1 po bramkach Baeny i Fornalczyka. Widzew długim okresami tego spotkania zagrał na miarę oczekiwań. Chciał bardzo wygrać i to zrobił po sportowej walce, które się nie bał i której nie unikał, do ostatniego gwizdka.

Tak ten pojedynek podsumował Mariusz Fornalczyk: – Zdaliśmy do następnej klasy, bo się utrzymaliśmy. Teraz liczymy, że Widzew skończy zmagania ze świadectwem z czerwonym paskiem.

Przebojowi, skuteczni skrzydłowi mogą być wielkim atutem Widzewa w ekstraklasowej batalii!

Zdjęcia: Martyna Kowalska, widzew.com

Coraz więcej meczy toczy się właśnie tak: preferując do znudzenia uporczywą grę po obwodzie, która w założeniu ma poszukać słabych punktów w szczelnie zbudowanej obronnej zasłonie rywala, Jeden obwodzik, drugi… piąty. I niewiele z tego nie wynika. Rośnie napięcie i oczekiwanie, że ktoś potrafi tę nudę obrócić w ekscytację.

Potrafią pokazać się napastnicy i mając dobrze ułożoną stopę, nawet z trudnej pozycji potrafią skutecznie strzelić na bramkę rywali. Rośnie też rola skrzydłowych. To oni są najczęściej w stanie wygrać pojedynek jeden na jeden, stworzyć przewagę, wywołać chaos w obronnym schemacie rywali. Oni też, jak nikt, są niezwykle ważni w budowaniu szybkiego ataku.

A te prawdy pokazał ostatnio czarno na białym obfitujący w gole sparing Widzewa z FC Marchfeld, wygrany przez Łodzian 4:3. W dużej mierze, dzięki świetnej współpracy skrzydłowych: to zaskoczenie – dużo widzącego, mądrze dogrywającego piłki Osmana Bukariego (dwie asysty!) oraz świetnie wyczuwającego jego intencje szybkiego, przebojowego i wreszcie skutecznego Mariusza Fornalczyka. Tak sobie myślę, że z tej mąki może być ligowy chleb. Dwaj skrzydłowi, dwa boleśnie kłujące żądła, to może być jeden z ważnych atutów Widzewa w ekstraklasowej batalii.

Nic się nie zmieniło. Widzew jest znów najgłośniejszą i największą ekstraklasową niewiadomą

Fot. widzew.com

Widzew widać już taki jest. Nie ma w nim spokoju. Pół roku temu był zamęt transferowy, który o mały włos nie skończyłby się degradacją. Tylko, mówiąc wprost, pragmatyczne do bólu i skuteczne działania Aleksandara Vukovicia, uratowały ekstraklasę.

Teraz mamy zamęt organizacyjny, o którym Zbigniew Boniek mówi dosadniej: chaos. Rządzi twardą ręką właściciel Robert Dobrzycki i zmiana goni zmianę. Na głowie postawiono struktury młodzieżowe, co skończyło się rezygnację robiącego dobrą robotę Piotra Urbana. Zapomniano o ambitnych planach wobec piłki nożnej kobiet. Z hukiem i trzaskiem pożegnano ludzi, którzy odpowiadali za politykę transferową. W nowej strukturze za wszystko odpowiada Łukasz Masłowski.

Pół roku temu pisałem, że jego sprowadzenie byłoby najlepszym strzałem transferowym Widzewa. Teraz przekonamy się szybko, czy miałem rację. Na razie spadło mu na głowę moc obowiązków. Oby tylko znalazł czas, aby uważnie przyjrzeć się dokonywanym transferom. Jeżeli wszystko pójdzie w stronę… Jagiellonii, to będzie dobrze. Jeśli nie, to strach się bać… A Vuković mówi wprost, że potrzebuje wzmocnień czyli nowych, kreatywnych piłkarzy w zespole.

Na razie doszło do spotkania na szczycie: Masłowski – Vuković i jego efektem ma być nowa polityka ligowa czyli granie na tak, do przodu, przynoszące bramki i punkty. Sęk w tym, że czegoś takiego nie da się zadekretować, bo futbol to bodaj najbardziej nieprzewidywalny ze wszystkich sportów. A dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.

Pożyjemy, zobaczymy, co nowa polityka ligowa przyniesie. Ważne, a może nawet najważniejsze, żeby piłkarze mieli siły nie na 55 minut grania, a na 90 z hakiem. Wtedy nie będą przegrywali meczów po frajersku w samej końcówce. I powoli, powolutku znów zacznie się wykuwać, a może wręcz kształtować, widzewski charakter obecnej drużyny. Trzeba powiedzieć wprost, że tak jak przed poprzednim sezonem Widzew jest wielką, być może największą,choć wyjątkowo głośną, ekstraklasową niewiadomą.

Ktoś w Widzewie musi pracować na to, żeby napastnicy nie byli bezrobotni. Trzeba liczyć na Emila Kornviga!

Fot. Wojciech Czarnociński, widzew.com

Oczywiście niepokojące i zastanawiające jest to, że na pierwszym treningu nie było jednej trzeciej ligowej kadry, w tym kilku ważnych i bardzo ważnych graczy ale… W Widzewie ponoć wiedzą, co robią. Oby! Należy mieć zaufanie do trenera Aleksandara Vukovicia. Taki sezon, jak ten koszmarny ostatni, nie może się powtórzyć!

Jak mówi stara futbolowa prawda, drużyną buduje się od defensywy. I Widzew już ją ma sprawdzonych w wiosennych bojach: bramkarza i obrońców. Rozrosło się grono napastników, zwiększyła konkurencja. Ba nawet Andi Zeqiri wziął się ostro do pracy. Asem atutem ma być reprezentant Polski – Karol Świderski, jeżeli oczywiście zdąży z formą na ligową premierę.

Ktoś musi reżyserować Widzewską grę i to tak, żeby przynosiła ona ligowe i pucharowe sukcesy. Skrzydła jakoś się obronią, a środek pomocy? Ja tak po cichu, po cichutku liczę na Emila Kornviga. Wiosną miał futbolowe przebłyski, pokazując potencjał i dając nadzieję. W 15 meczach Duński ofensywny pomocnik strzelił dwie bramki, ale najważniejsze, że kontrolował i dyscyplinował grę zespołu. Oby tylko spisywał się lepiej, a wtedy kto wie.

Widzew nie zamknął jeszcze okienka transferowego. Podobno szuka lewego obrońcy, defensywnego pomocnika i skrzydłowego. Co z tego wyniknie, czas pokaże. Trener Aleksandar Vuković mówi wprost: – Drużyna potrzebuje powiększenia.

Najważniejszy tego lata ruch kadrowy Widzewa właśnie się dokonał. Z klubem pożegnał się jego kapitan i ikona – Bartłomiej Pawłowski

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Ciągłość i tożsamość budują wizerunek klubu, którego historia zaczyna się w 1910 roku. Widzew potrzebuje swoich ikon, w tej czy innej roli. One działają na wyobraźnię kibiców nie mniej, a może więcej, niż sprowadzane za miliony euro gwiazdy. Muszą być autorytety, do których można się odwołać, których zdanie i postawa wpływa na sposób postrzegania klubu przez fanów.

Nie ulega dla mnie wątpliwości, że najważniejszy, sportowy ruch kadrowy tego lata w Widzewie właśnie się dokonał i to jeszcze przed otwarciem okienka transferowego.

Z klubem pożegnał się jego kapitan, człowiek który przez ponad cztery lata był z Widzewem na dobre i złe czyli Bartłomiej Pawłowski. Zagrał w 116 spotkaniach, strzelił 31 bramek, dopisał do tego 14 asyst, ale suche statystyki nie mówiąc wiele. Bartłomiej Pawłowski, co może najważniejsze, starał się o zachowanie ciągłość w budowaniu klubowej tożsamości, gdzie wielkie zaangażowanie i charakter są nie do przecenienia.

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Dla wielu młodych kibiców stał się ikoną, symbolem Widzewa, wręcz autorytetem. Tacy ludzie są bezcenni, jak choćby Kazimierz Kmiecik dla Wisły Kraków. Nie można ich zbyć, nawet najhuczniejszym pożegnaniem. Bo to doraźny chwyt propagandowy, bez myślenia o przyszłości. Trzeba znaleźć dla nich miejsce w klubowych strukturach i pozwolić im działać dla dobra klubu!

Bartłomiej Pawłowski cytowany przez TVP Sport, zostawia takie przemyślenia, które były aktualne wczoraj, są dziś, będą jutro: – Najpierw trzeba stworzyć grupę, aby każdy z życzliwością patrzył na kolegę, walczył za niego, pomógł po błędzie, bo one się zdarzają. Jeżeli jest już taka siła, to gra się inaczej, pewniej. Mamy piłkarzy z jakością, ale jeżeli nie będzie sympatii ludzkiej i poświęcenia, to nawet przy fajnej grze przytrafią się błędy i każdy będzie machał rękoma. Tego nie możemy zrobić. Jak chcesz grać o coś, to musisz tworzyć drużynę, bo w grupie siła. Więcej punktów zdobywa się zespołowością niż popisami indywidualnymi.

Trzeba mieć klasę jak człowiek i jako piłkarz, a Bartłomiej Pawłowski taką ma. Pożegnał się z kibicami wyjątkowymi słowami: – Przez ostatnie 4,5 roku przeżyliśmy niemal wszystko. Awans do Ekstraklasy. Walkę o utrzymanie. Wielkie zwycięstwa. Trudne momenty. Mecze, które na zawsze zostaną w pamięci. Gole w derbach. Bramki przeciwko Legii. Wieczory, podczas których cały stadion skandował moje nazwisko. Chwile, których nie da się kupić ani zaplanować. Jestem wdzięczny za każdą z nich.

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑