Rezerwowy Pafka

Tag: ekstraklasa (Page 1 of 43)

Jaki jest dziś Widzew? Po prostu słaby i już. A dlaczego? Sam chciałbym wiedzieć!

I tylko kibiców żal… Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Gdy czytam takie zapewnienia, że wiosną Widzew idzie po kolejnych piłkarzy, to dreszcz grozy przebiega mi po plecach. Ta futbolowa farsa czy opera mydlana ma nie mieć końca?! Stary chłop jestem, w futbolu widziałem nieomal wszystko, a jednak trudno mi zrozumieć to, co się dzieje dziś. Czy to wielkie pieniądze odbierają zdroworozsądkowe myślenie, zabijają ambicje i motywacje?

Uprawiałem sport na półamatorskim poziomie, ale trening był dla mnie przyjemnością, a kolejny mecz wyzwaniem i przygodą. To uprawianie sportu potem nieoczekiwanie przydało się w życiu, ale to już inna historia.

Wracając do motywacji. Gdybym ja był piłkarzem Widzewa, to walczyłbym za dwóch. Wszak niczego mi nie brakuje: pieniędzy zapewniających godną sportową starość, dopingu pełnych trybun i adrenaliny związanych z kolejnymi futbolowymi wyzwaniami. A tymczasem wychodzi tak: bez serc, bez ducha… Słabo, słabiusieńko. Nijakie ligowe mecze, które przegrywa się, o zgrozo, w doliczonym czasie gry.

Bartłomiej Drągowski ma dwieście procent racji, gdy mówi: – Znowu wyglądało to tragicznie. Nie chcę zabrzmieć dziwnie, ale odkąd tu jestem, mówimy o przełamaniu. Rozmawiamy tak od stycznia, że musimy się obudzić. Jestem zdenerwowany, nie chcę przeklinać, bo nie jestem w stanie znaleźć rozwiązania.

Ja też jestem w kropce, w zaklętym kręgu niemocy. Też po prostu nie wiem, dlaczego tak jest i co zrobić, żeby tak nie było, Bo to co jest, to po prostu Łódzka, piłkarska kompromitacja i już.

A tymczasem przed Widzewem kolejne trudne, a przy tym prestiżowe wyzwania. Pojedynek w Łodzi z Wisłą Kraków już 16 października o godz. 20.30. A 23 października też o godz. 20.30, też w Łodzi, spotkanie z Górnikiem Zabrze!

Co wywołuje największy ból i zgrzytanie zębów w ekstraklasie? Postawa Widzewa? Nie, kompromitujące decyzje polskich arbitrów!

Sędzia Jarosław Przybył się nie popisał. Fot. Marcin Bryja, widzew.com

Ekstraklasę naszą widzę ogromną (czy na pewno?), a ludziom w niej żyje się coraz dostatniej (to pewne!). Są jednak takie jej obszary, które wywołują ból i zgrzytanie zębów. Czy to postawa przepłaconego ponad miarę, a nijakiego i wyjątkowo słabego sportowo Widzewa? Nie, wcale nie. To Polscy piłkarscy sędziowie fundują nam co tydzień wyjątkowy kabaret. Z którego nie wiadomo – śmiać się czy płakać?!

To, co się stało w ostatniej, 10 kolejce, no to po prostu był szczyt szczytów. Dziewięć ligowych spotkań, a sędziowskich gaf i ewidentnych błędów, jak dobrze policzyć to nie kilka czy kilkanaście, ale… kilkadziesiąt! W każdym meczu, w każdej jego fazie. Wtedy gdy ocenia się go na na początkowym wydechu i luzie, jak i wtedy, gdy pracuje się w doliczonym czasie na wyjątkowym zmęczeniu.

Znów arbiter skrzywdził Widzew. Tym razem to Jarosław Przybył z Kluczborka, który nie podyktował ewidentnej jedenastki po faulu na Juljanie Shehu w meczu z Piastem w Gliwicach (1:2). A to co wyprawiał Damian Sylwestrzak z Wrocławia w mecz Legii z Wisłą (2:0), woła o pomstą do nieba. W najgorszej swojej decyzji pozwolił na uznanie gola (Łukasza Zjawińskiego) po źle wrzuconej piłce z… autu. Kuriozum i śmiech na całą Europę…

W dobie VAR miało być czytelniej i sprawiedliwiej. Pic na wodę, fotomontaż. Jest gorzej niż źle. Pod okiem bezwzględnych kamer arbitrzy tracą cały rezon, zapominają czego się nauczyli, podejmują za szybkie i głupie decyzje, które wypaczają ostatecznie wyniki. Trudno o inną sytuację, gdy po ostatniej aferze z trenerem Adrianem Siemieńcem, każdy kto się jej uważnie przyglądał, już wie, że sędziowskie środowisko to wyjątkowy kocioł czarownic.

A tak się śmialiśmy. Jacy to nieudaczni arbitrzy prowadzą mecze Włoskiej Serie A czy Hiszpańskiej La Ligi. Jakie proste i kuriozalne błędy popełniają, ile wypaczają spotkań. Nie to, co u nas, gdzie poziom wysoki, a boiskowa sprawiedliwość wiele znaczy, wręcz to punkt honoru. Cóż, prawda jest brutalna: szybko zostaliśmy sprowadzeni na ziemię. Co z tym sędziowskim zakalcem zrobić? Sam chciałbym wiedzieć.

Czy Łódź to futbolowe miasto przeklęte?!

Tym razem mogłem śledzić tylko internetowe relacje i na koniec ogarnął mnie wielki smutek. Znajomi to zauważyli: – Coś tak nagle przygasł. A mnie ogarnęło uczucie piłkarskiej beznadziei. Znów czarna Łódzka niedziela i porażka za porażką. Przegrał w doliczonym czasie gry Widzew 1:2 z Piastem, przegrał 0:2 ŁKS prestiżowy pojedynek z Ruchem, o zgrozo, na własnym boisku.

Czy nie można wybić się, jeżeli nie na wielkość, jak Górnik, Lech czy… Pogoń Grodzisk Mazowiecki, to przynajmniej na ligową przyzwoitość, choćby jak Gliwicki Piast? U nas w Łodzi niestety wygląda wszystko na to, że nastąpi powtórka z futbolowej rozrywki. Bez sensu i końca wzmacniany niepotrzebnymi piłkarzami Widzew znów będzie walczył rozpaczliwie o utrzymanie. A ŁKS znów zaliczy się do ligowych średniaków, dla których walka o awans, to za wysoki, nieprzekraczalny próg.

Małe to wszystko, cherlawe i smutne jak diabli. Nie widać jakoś wyjścia z tego ciemnego tunelu. Coraz bardziej przekonuje się do zdania, że Łódź to piłkarskie miasto przeklęte, że trzeba zapomnieć o wszystkich sportowych ambicjach i żyć tym, co przynosi życie, a przynosi kompletną futbolową mizerię.

Widzew. Liderzy drużyny w reprezentacji zagrali słabo lub jeszcze słabiej. Co będzie w lidze? Jest iskierka nadziei!

Fot. Wojciech Czarnociński, widzew.com

Widzew wraca do intensywnych ligowych rozgrywek. 11 października o godz.14.45 mecz z Piastem w Gliwicach, 16 października o godz. 20.30 z Wisłą Kraków w Łodzi, a 23 października też o godz. 20.30, też w Łodzi pojedynek z Górnikiem Zabrze.

Na razie Widzew jest w dolnych granicach stanów średnich i jeśli nie będzie wygrywać (a ma na koncie jedno, jedyne zwycięstwo) to nie ma co kryć: będzie cienko, jak w zeszłym sezonie.

Trudno o optymizm, gdy liderzy drużyny leczyli urazy, jak Bartłomiej Drągowski i Mariusz Fornalczyk, czy byli najsłabsi na boisku, gdy grali w reprezentacji Polski.

Tak niestety oceniono fatalny występ Przemysława Wiśniewskiego przeciwko Szwedom i bez znaczenia Karola Świderskiego przeciwko Rumunom i z niewykorzystaną setką w pojedynku z Bośnią i Hercegowiną. A słabiutki Marcel Krajewski w beznadziejnie grającej młodzieżówce? Jego też trudno ocenić pozytywnie.

Co pokażą w ekstraklasie? Aż strach się bać. A ich dobra postawa bardzo by się przydała Łódzkiej drużynie – dała grę na zero z tyłu oraz bramki i tak potrzebne zwycięstwa.

Jest iskierka nadziei. A jest nią rosnąca strzelecka dyspozycja Sebastiana Bergiera i jego uderzenie z dystansu w samo okienko bramki rywali w starciu ze Starem (6:0). Mecz był jubileuszowo – towarzyski, ale gol… stadiony świata!

Na samej nadziei, że można grać piękniej, ofensywniej i skuteczniej, Widzew wychodzi, jak Zabłocki na mydle

Fot. Marcin Bryja, widzew.com

Smutek jest tym większy, gdy człowiek uświadomi sobie, że jesteśmy słabym zespołem w kraju słabego futbolu. Polską, klubową piłkarską słabość pokazały czarno na białym ostatnie nasze wyczyny w Europejskich pucharach. Niestety.

Tymczasem… Wbrew oczekiwaniom (zmiana trenera, przyzwoity mecz w Warszawie) Widzew znów zawiódł. Co koszmarne, znów nie wygrał na własnym boisku, budując czarny boiskowy pijar. RTS czeka na domową wygraną od… 23 maja. Nic dziwnego, że najłagodniejsze w żegnaniu drużyny przez zdenerwowanych kibiców, były przeciągłe gwizdy.

Widać było, że drużyna bardzo chce przełamać złą passę. Trzeba jednak mieć do tego argumenty. Tymczasem, w kolejnym meczu Widzew miał tylko jednego piłkarza wybijającego się zdecydowanie ponad przeciętność. W Warszawie był Mariusz Fornalczyk. Tym razem to Mario Garcia. Lewy obrońca ma w klasyfikacji kanadyjskiej pięć punktów (dwa gole, trzy asysty), a miałby więcej gdyby koledzy nie budowali sobie na jego podaniach kompleksu futbolowej nieudolności, strzelając, mówiąc łagodnie, Panu Bogu w okno.

Zawiedli ci, którzy powinni być ostoją drużyny – reprezentanci Polski, obrońcy: Przemysław Wiśniewski i Marcel Krajewski. Popełniali byki – w ustawieniu, w walce o górną piłkę – jakie eliminuje już futbolowy elementarz.

Na dodatek nie da się zdobyć bramkowej przewagi i wygrać na hurra, bez ładu i składu. Trener Mateusz Stolarski ma żal do swoich piłkarzy, że po bramce na 2:1 chcieli dowieźć ten mecz. Mówi: – To spowodowało, że straciliśmy nad nim kontrolę i Wieczysta wyrównała. W związku z tym z przykrością muszę stwierdzić, że na ten moment nie zasłużyliśmy na nic więcej niż remis.

Ja mam żal, że choć Widzew ma podobno piłkarzy na poziomie (świadczy o tym poziom ich zarobków), to oni nie potrafili uporządkować gry, tak żeby było bezpiecznie z tyłu i ciekawie oraz przede wszystkim skutecznie, z przodu. Pojawiła się szansa na trzeciego, rozstrzygającego gola.

Był twórczy(?!) chaos, który znów rozłożył Widzew przy al. Piłsudskiego na łopatki. Mierz siły na zamiary, tak krawiec kraje, jak mu materii staje. Nie można tylko zakładać, że mamy grać ofensywnie, bez zahamowań i kalkulacji, skoro wychodzi się na tym, jak Zabłocki na mydle. Musi być zdecydowanie więcej wyrachowania, jak pod koniec poprzednich rozgrywek, bo na razie widać, jak na dłoni, że tylko ciułanie ligowych punktów, uchroni Widzew przed horrorem walki o utrzymanie na koniec sezonu!

Teraz Widzew może… potrenować. Pytanie tylko kim (kontuzje, reprezentacje). Dopiero 11 października o godz.14.45 mecz z Piastem w Gliwicach, 16 października o godz. 20.30 z Wisłą Kraków w Łodzi, a 23 października też o godz. 20.30, też w Łodzi pojedynek z Górnikiem Zabrze.

Zmora zmór. Widzew dwa razy wychodził na prowadzenie i znów nie potrafił wygrać meczu na swoim boisku!

Wielkie rozczarowanie. Widzew zamienia atut, czyli własne boisko, w sportową zmorę. Łodzianie znów na nim nie wygrali, choć dwa razy wychodzili na prowadzenie. Zremisowali po raz trzeci. Są ze wstydliwym bilansem – w pięciu meczach przy al. Piłsudskiego – bez zwycięstwa!

Wieczysta zaczęła mecz od kluczowej zmiany. W defensywie w miejsce Wieteski, który doznał urazu na rozgrzewce, pojawił się Djermanović. Widzew mógł to szybko wykorzystać, ale tego nie zrobił. Po podaniu Fornalczyka strzelał z 12 metrów Alvarez. I co? Trafił w bramkarza!

Gospodarze atakowali. Kornvig uderzał głową, ale minimalnie obok słupka (po akcji Fornalczyk – Garcia). Widzew za swoją wielką chęć strzelenia bramki został nagrodzony! Łodzian wyręczył Milić – autor samobója. Po centrze Biuka, Krakowianin niefortunnie uprzedził Świderskiego i stało się. Ta sytuacja tylko dodała animuszu Widzewiakom. Wieczystą ratował znakomitymi interwencjami Kochalski.

Skoro się nie strzela, to się traci! Piazon pokazał Łodzianom czarno na białym, jak to się robi, żeby być skutecznym. Wiśniewski nie trafią w piłkę, Krajewski skiksował i piłkarz Wieczystej wykorzystał sytuację sam na sam, podcinką nad Drągowskim. Asystę przy tym golu zaliczył bramkarz gości. Widzew był w szoku i mógł przegrywać, ale Drągowski wygrał kolejny pojedynek sam na sam – tym razem z de la Rosą.

Widzew w drugiej połowie znów zamknął Wieczystą na jej przedpolu. Strzelał, a jakże, ale bez skutku. Goście czekali na swoją szansę. I pokazali, że potrafią przeprowadzić groźne akcje. W Łódzkim teamie dwoił się i troił Fornalczyk, ale bez bramkowych efektów. Inni strzelali, ale raczej Panu Bogu w okno, niż w światło bramki. Za to po kontrze z bliska trafił w światło bramki Vojtko, ale Drągowski pokazał klasą i gol nie padł.

Takie sytuacje, jak wiadomo, się mszczą. I tak właśnie się stało. Garcia huknął, nomen omen z około 13 metrów, jak z armaty, nie do obrony i Widzew wyszedł na prowadzenie. Potem mogli wszystko Łodzianie zaprzepaścić. Pozwolili doprowadzić do wyrównania, a od straty kolejnej bramki, ratował Widzewiaków – Drągowski.

Skończyło się zatem remisem, który mocno rozczarował oglądających spotkanie na żywo 16 693 kibiców. Nie obyło się bez przeciągłych gwizdów. Dodajmy jeszcze, że nie pomógł gościom trener Kopić, który po nerwowej reakcji w doliczonym czasie gry, zobaczył czerwoną kartkę.

Po przerwie na reprezentację 11 października o godz.14.45 mecz z Piastem w Gliwicach, 16 października o godz. 20.30 z Wisłą Kraków w Łodzi, a 23 października też o godz. 20.30, też w Łodzi pojedynek z Górnikiem Zabrze.

Widzew – Wieczysta Kraków 2:2 (1:1)

1:0 – Milić (18, samobójcza), 1:1 – Piazon (37), 2:1 – Garcia (65), 2:2 – Milić (80, głową)

Widzew: Drągowski – Krajewski, Wiśniewski, Kapuadi, Garcia – Papanikolaou (86, Selahi), Kornvig – Biuk (74, Klukowski), Alvarez (63, Silva), Fornalczyk (86, Żyro) – Świderski (63, Bergier)

Kto miał wątpliwości, to się ich pozbył. Mariusz Fornalczyk w formie decyduje o ofensywnej grze Widzewa!

Zdjęcia Martyna Kowalska, widzew.com

Kto miał jakieś wątpliwości, marudził, kręcił nosem, krytykował, musi posypać głowę popiołem. W Warszawie widać było jak na dłoni. że siła ofensywna Widzewa, gra do przodu w wielkiej mierze zależy od Mariusz Fornalczyka.

Gdy go się dobrze zgra z partnerami, gdy nie notuje pustych przebiegów, gdy nie musi naprawiać ambitnym powrotem defensywnych błędów, wtedy po prostu daje drużynie jakość, której muszą obawiać się rywale.

Trener Legii – Marek Papszun tak to podsumował: – Tego się spodziewaliśmy. Fornalczyk jest w bardzo dobrej dyspozycji, uważam, że takiej życiowej. On ciągnął ten Widzew i mocno spodziewałem się tego, co zobaczyłem.

Jest nowy trener, trzeba się pokazać i Fornalczyk zrobił to w najlepszym z możliwych stylu. Trudno sobie wyobrazić, żeby Mateusz Stolarski nie zaczynał budowania ofensywnej siły zespołu od wyznaczenia celów i zadań Fornalczykowi i obudowania obok niego gry tak, żeby Widzew wreszcie, wreszcie wgrał mecz na własnym boisku.

Łodzianie 18 września o godz. 18 podejmą beniaminka – Wieczystą Kraków, który przegrał z Pogonią 0:2 (gol Jordiego Sancheza). Wieczysta do tej pory wygrała jeden mecz, co znamienne na wyjeździe (z Piastem 4:3). Ma mecz rozegrany mniej i dwa razy mniej punktów od Widzewa.

Na stronie transfery.info czytamy: Zdaniem Łukasza Gikiewicza trener Żeljko Kopić, zagra o posadę już w najbliższym meczu z Widzewem. Nie byłoby wielkim zaskoczeniem to, że Krakowianie szybciutko rozstaną się z Chorwatem i zwrócą w stronę… Aleksandara Vukovicia. Inni znawcy tematu uważają, pe do żadnych szkoleniowych roszad nie dojdzie. Choć bilans trenera jest słabiutki – w pierwszych czterech spotkaniach sięgnął po remis i… doznał trzech porażek.

Widzew walczył bez kompleksów, był bliższy zwycięstwa w Warszawie. Skończyło się remisem

Widzew czeka na zwycięstwo przy Łazienkowskiej od ponad 30 lat. Po raz ostatni Łodzianie wygrali 22 maja 1996 roku. Na razie prestiżowego, kolejnego sukcesu się nie doczekali, ale był bliscy. Widzew walczył w Warszawie bez kompleksów i bardziej zasłużył na zwycięstwo. Skończyło się remisem.

Szybko poszło. Po faulu Wiśniewskiego na Szczepaniaku Legia rozegrała rzut wolny. Strzelał Augustyniak, a Drągowski przepuścił piłkę pod brzuchem. Niestety, fatalny błąd golkipera. Łodzianie wyrównali po niecałych 120 sekundach i znakomitej centrze Fornalczyka. Świderski uprzedził Augustyniaka. Strzelił na wślizgu, odbił ją jeszcze próbujący skutecznie interweniować Piątkowski i błyskawicznie doprowadził do wyrównania.

Widzew powinien pójść za ciosem. Po znakomitym, inteligentnym wycofaniu piłki przez Fornalczyka, Alvarez z 10 metrów jedynie obił słupek. Jak można było nie trafić! Skoro nie Widzew, to mogła Legia, ale Augustyniak po rzucie rożnym główkował w poprzeczkę.

Widzew walczył w drugiej połowie bez kompleksów. Urbański zablokował plecami strzał Fornalczyka. Rzecz cała działa się sześć metrów od bramki Legii. Hindrich do spółki z Augustyniakiem obronili płaski strzał Alvareza. To była odpowiedź na niecelny strzał głową Kuchty.

Potem Widzew nic sobie nie robił z tego, że walczy w Warszawie. Atakował, choć brakowało dobrego wykończenia akcji. Co by było choćby, gdyby Biuk lepiej przyjął pikę w polu karnym. Legia się broniła po akcjach inicjowanych przez Fornalczyka. I obroniła remis.

Mecz w Warszawie oglądało 27 089 widzów.

W następnej kolejce Łodzianie 18 września o godz. 18 podejmą beniaminka – Wieczystą Kraków, który przegrał z Pogonią 0:2 (gol Jordiego Sancheza). Wieczysta do tej pory wygrała jeden mecz, co znamienne na wyjeździe (z Piastem 4:3).

Legia Warszawa – Widzew 1:1 (1:1)

1:0 – Augustyniak (19), 1:1 – Piątkowski (21, samobójcza)

Widzew: Drągowski – Krajewski (65,Żyro), Wiśniewski, Kapuadi, Garcia – Papanikolaou, Alvarez (65, Silva), Kornvig – Biuk (84, Klukowski), Świderski (74, Bergier), Fornalczyk

W Widzewie liczą się gracze za miliony. Na razie po prostu rozczarowują. A gdzie są w ligowej kadrze młodzi, zdolni Polacy?!

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Widzew nie ma już czasu. Taka jest prawda. Tolerancja się skończyła. Armada za miliony musi zacząć wreszcie dobrze grać! Dlatego nie mam zrozumienia ani dla dyrektora Łukasza Masłowskiego, ani dla Giannisa Papanikolaou. Obaj mówią o potrzebie czasu, cierpliwości i tolerancji, bo drużyna musi się poskładać.

Powiem wprost : jakoś tego nie widzę. Skoro Adrian Siemieniec poskładał błyskawicznie Jagę, a Marek Papszun w ekspresowym tempie zrobią z Legii czołowy zespół ekstraklasy, to dlaczego nie Widzew. Co tu w Łodzi, jest nie tak.

Rację pewnie ma Przemysław Wiśniewski, gdy wali prosto z mostu: – W ofensywie biegamy bez pomysłu.

Rację ma weszlo.pl gdy analizuje: Widzew gra długimi podaniami, nie generuje sobie szans poprzez pressing i w zasadzie opiera się na tym, co przynoszą mu stałe fragmenty gry. Bardzo dobrze widzimy to w danych Impect, które wskazują, że zagrożenie generowane poprzez podania czy dryblingi plasuje zespół z Łodzi… na końcu stawki w ekstraklasie.

Pewnie rację ma Zbigniew Boniek, który wie więcej, gdy uważa, że nie wszyscy w klubie wiosłują w jedną stronę: – Jeżeli będziemy co trzy miesiące zmieniać dyrektorów sportowych, trenerów i tak dalej, to do niczego to nie doprowadzi. Będzie się to tylko wiązało z wydaniem niesamowitej kasy, natomiast wyników sportowych nie będzie.

A mnie bierze złość i ogarnia zazdrość, że gdzie indziej nie trzeba wydawać milionów, żeby osiągać sukces. A choćby w drużynie najbliższego rywala Łodzian – Legii (mecz w Warszawie 13 września o godz. 17.30). Zwycięstwo nad Motorem wejściem smoka i piorunującą skutecznością (dwa gole w trzy minuty) zapewnił Warszawianom 20-letni zdolny napastnik Jakub Żewłakow. Gdzie są młodzi, zdolni Widzewiacy? Jeżeli już są, to grają i strzelają dla innych klubów. W Łodzi liczą się gracze za miliony. Smutne ale prawdziwe.

O ironio. Oto następny jakże znamienny przykład. Portal ProSport informuje, że nowym zawodnikiem Widzewa ma zostać Ioan Vermesan. 19-letni… Rumun zostanie wypożyczony z drugoligowego włoskiego Hellasu Werona. Dlaczego I polska liga to dla Widzewa futbolowa pustynia?!

VAR uratował skórę Widzewowi, bo byłaby kolejna dołująca porażka na własnym boisku

Wszystko zdało się psu na budę. Znów rozczarowanie, Widzew znów nie wygrał na własnym boisku ligowego starcia. Czwarty mecz przy al. Piłsudskiego i skromniutki bilans – dwa zdobyte punkty. Tym razem to VAR uratował Łodzian, bo mogło być jeszcze gorzej – trzecia porażka.

Największa kadrowa sensacja. Miejsce pewnego do tej pory swego – Kornviga w jedenastce zajął nowy – Silva. Inny, nowy zagrał środek drugiej linii. Zmiany do przerwy niewiele dały, więc Duńczyk powrócił do składu.

Od początku spotkania Widzew zamknął rywala na jego przedpolu. Niewiele z tego wynikało, a groźniejsze spięcie to to, gdy po centrze Fornalczyka rywal uprzedził na piątym metrze Świderskiego. No i wracamy do sedna widzewskiego problemu: atak atakiem, a sytuację ratował Łodzianom… Drągowski. Bramkarz znakomicie, na refleks odbił piłkę po strzale Wolskiego i rykoszecie.

Potem Fornalczyk ratował skórę Krajewskiemu. W imponującym stylu wrócił skutecznie za Luizem, który był bliski znalezienia się w sytuacji sam na sam z Drągowskim. A dalej? Znów defensywnym… sprintem i skutecznością interwencji musiał popisywać się Fornalczyk. Dostał za to brawa od kibiców. A gdy doszło do kontry to skrzydłowy nie wiedział, o co w niej chodzi Alvarezowi, który zmarnował dobrą okazję do składnego ataku.

W sumie to jednak do przerwy Widzew miał przewagę, której niestety brakowało finalizacji, a może wsparcia dla pomysłów Fornalczyka ze strony partnerów. Fornalczykpo przerwie zamienił skrzydło na prawe. W nagrodę czy za karę? W każdym razie stracił całą swoją werwę, więc wrócił na swoją flankę. Po co komu była potrzebna ta zmiana?!

Widzew próbował, nie można powiedzieć. Piłka albo mijała bramkę, albo padała w ten czy inny sposób łupem golkipera gości. Widzew ma za to napastnika i to reprezentacji Polski, który… nie strzela bramek, a posyła piłki do koszyczka bramkarzy. O kim mowa? Jasne i oczywiste – o Świderskim. A na dodatek, po co grać dwoma napastnikami, skoro jeszcze mniej z tego wynika.

Skoro Widzewiacy nie potrafili strzelić do bramki rywali, trafili do…swojej. Zrobił to niestety Wiśniewski po akcji, którą zaczął niefortunną interwencją Kapuadi. Wiśnia przelobował Drągowskiego. Na szczęście tym razem VAR uratował Łodzian. Wcześniej był faul na Kornvigu. Potem jeszcze ratował skórę (który to już raz?!) udaną interwencją Drągowski. Przy okazji trafił głową w słupek. Na szczęście bez poważniejszych konsekwencji. A potem w dobrej sytuacji źle główkował Goure.

Uff! Dobry i punkt, gdy nie potrafi się zdobyć trzech. Mecz oglądało mocno po raz kolejny rozczarowanych 16762 widzów. Nomen omen 13 września o godz. 17.30 nostalgiczny hit hitów. Widzew zagra w Warszawie z Legią! Nadzieje na jakąkolwiek punktową zdobycz są uzasadnione?

Widzew – Radomiak 0:0

Widzew: Drągowski – Krajewski, Wiśniewski, Kapuadi, Garcia – Silva (46, Kornvig), Papanikolaou, Alvarez – Biuk (90+4 , Klukowski), Świderski, Fornalczyk (75, Bergier)

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders Noren — Up ↑