Rezerwowy Pafka

Tag: ekstraklasa (Page 1 of 37)

Wyjazdowy koszmar Widzewa trwa. Łodzianie przegrali po golu straconym w ostatniej akcji meczu!

Wróciły łódzkie, wyjazdowe koszmary koszmarów. Widzew przegrał dziesiąty mecz w sezonie, siódmy na wyjeździe (!) po golu straconym w doliczonym czasie gry, ba, w ostatniej akcji meczu!

Widzew zaczął spotkanie w Lubinie bez kompleksów. Miał inicjatywę. Starał się dzielić i rządzić w drugiej linii Shehu, starał się strzelać Pawłowski. Bergier, próbując trącić piłkę piętą w powietrzu, kopnął rywala. Kocaba musiał opuścić boisko, a miejscowi mieli moc pretensje, że napastnik łodzian ujrzał żółtą, a nie czerwoną kartkę. VAR przyznał rację decyzji arbitra T. Marciniaka.

Do przerwy bramkową sytuację po składnej akcji Baena – Krajewski miał Zeqiri, ale Burić zdołał odbić piłkę. A za chwilę bliski otworzenia wyniku po centrze Pawłowskiego był Żyro. Co się odwlecze to nie uciecze… W doliczonym czasie gry na listę strzelców wpisał się Bergier, płaskim strzałem lewą nogą pokonując Buricia. To dziewiąty gol napastnika w rozgrywkach. Inteligentną asystę zapisał na swoim koncie Krajewski (wycofanie piłki na piąty metr).

W drugiej połowie Widzew pilnował wyniku i szukał zabójczej kontry. Minimalnie pomylił się Shehu. Trafił w poprzeczkę Fornalczyk. W drużynie rywali pomylił się Rocha. Niestety w końcówce gospodarze doprowadzili do wyrównania. Rocha (2 metry wzrostu) pokonał Kikowskiego uderzeniem głową. A potem w szóstej minucie doliczonego czasu gry czarna rozpacz. Za krótko wybił instynktownie piłkę Andreou, dopadł do niej Diaz, nieupilnowany przez Alvareza i Zagłębie mogło cieszyć się ze zwycięstwa. Piłka nożna potrafi być okrutna!

Mecz oglądało 5698 widzów.

Po spotkaniu jeszcze jedno tegoroczne, ekscytujące wydarzenie dla łodzian. 10 grudnia w samo południe losowanie1/4 finału STS Pucharu Polski. W pierwszej ligowej kolejce przyszłego roku Widzew 31 stycznia o godz. 17.30 podejmie Jagiellonię.

Weszło informuje, że na wylocie z Widzewa może być trójka zawodników: Polydefkis Volanakis, Tonio Teklić oraz Pape Meissa Ba. I powiedzmy szczerze, że wielkiego zaskoczenia w tej informacji nie ma. To piłkarze w tej chwili bez znaczenia dla Widzewa.

Zagłębie Lubin – Widzew 2:1 (0:1)

0:1 – Bergier (45 + 5), 1:1 – Rocha (86, głową), 2:1 – (90+6)

Widzew: Kikolski – Krajewski, Andreou, Żyro, Kozlovsky (75, Gallapeni) – Baena, Shehu (84, Klukowski), Czyż (81, Hanousek), Pawłowski(75, Alvarez) – Zeqiri, Bergier(75, Fornalczyk)

Futbolową partię szachów widzewiacy rozegrali bez zarzutu. Jeżeli będą skuteczniejsi, to może być trzecie zwycięstwo z rzędu!

Fot. widzew.com

Ciekawe, ilu piłkarzy Widzewa gra w… szachy. Bo futbolową partię szachów w Szczecinie (zwłaszcza do przerwy) rozegrali na swoich zasadach. Kontrolowali własne przedpole odpowiedzialnie i z wyczuciem, przewidując skąd nadchodzi największe zagrożenie. Rywale byli momentami bezradni, nic nie byli w stanie zrobić. Nie dziwi zatem fakt, że drugi raz z rzędułodzianie zagrali na zero z tyłui odnieśli drugie zwycięstwo.

Sprawdza się gra dwoma napastnikami, którzy coraz lepiej rozumieją się na boisku, a umiejętność skutecznej walki w defensywie Sebastiana Bergiera jest wprost bezcenna. Dobrze, że wreszcie ktoś uwierzył, iż kapitana – Bartłomieja Pawłowskiego stać na dużo, dużo więcej niż granie piłkarskich ogonów. Pawłowski rozegrał bodaj najlepszy mecz tej jesieni. Po prostu był wszędzie tam, gdzie być powinien. A jego udział w zwycięskim golu był nie do przecenienia.

Widzew w Szczecinie powinien wygrać zdecydowanie wyżej niż skromne 1:0. Wypracował pięć – sześć bramkowych okazji i tylko denerwujący brak skuteczności sprawił, że ich nie wykorzystał.

Ostatni mecz o punkty w tym roku 6 grudnia o gody. 17.30 Widzew (11 miejsce, 20 zdobytych punktów)zagra w Lubinie z sąsiadem w tabeli – Zagłębiem(22 punkty, 10 miejsce). Zwraca uwagę fakt, że lubinianie strzelili na własnym boisku … 20 bramek, a stracili tylko 8!

Po meczu jeszcze jedno ekscytujące wydarzenie dla łodzian. 10 grudnia w samo południe losowanie 1/4 finału STS Pucharu Polski.

W kadrowym szaleństwie trenera była metoda. Widzew wygrał drugi mecz na wyjeździe

Jest to, czego oczekiwali z utęsknieniem kibice. Widzew wreszcie wygrał i to na wyjeździe. Na obcym boisku zrobił to po raz drugi.

Przed starciem w Gliwicach trener Jovicević dokonał (trochę z konieczności) kadrowej rewolucji w składzie Widzewa. Jak nie robił to nie robił, ale jak już się zdecydował to poszedł na całość.

Poszalał w każdej formacji od bramkarza, po dwóch napastników. Tak, to nie przejęzyczenie. Widzew zagrał dwoma napastnikami i obaj zdobyli bramki. Nowy golkiper w trzech sytuacjach interweniował znakomicie i zachował czyste konto, a rezerwowy do tej pory pomocnik- kapitan Pawłowski popisał się bramkową asystą. Oby, to był początek nowej, dobrej drogi do celu, jaką jest sportowa i ligowa moc drużyny.

1/8 finału STS Puchar Polski Pogoń – Widzew, 2 grudnia o godz, 20.30. Transmisja TVP Sport. Odpadnięcie w 1/8 finału oznacza zamknięcie finansowego licznika na poziomie 90 tysięcy złotych. A 6 grudnia o gody. 17.30 ostatni ligowy mecz jesieni. Widzew zagra w Lubinie z Zagłębiem.

Piast Gliwice – Widzew 0:2 (0:1)

0:1 – Bergier (22, karny), 0:2 – Zeqiri (54)

Widzew: Kikolski – Andreou, Visus, Żyro, Kozlovsky – Baena (83, Krajewski), Shehu, Selahi (71, Czyż), Pawłowski (90+2, Hanousek) – Zeqiri (83, Klukowski), Bergier

Trener Widzewa – Igor Jovicević przegranego składu nie zmienił i wyszedł na tym, jak Zabłocki na mydle

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Największy transferowy błąd Widzewa? Już o tym pisałem, ale przypomnę: łodzianie powinni byli wydać duże pieniądze, żeby zatrudnić w roli dyrektora sportowego, prezesa, człowieka odpowiadającego za budowanie drużyny, robiącego kapitalną robotę w Jagiellonii, byłego widzewiaka – Łukasza Masłowskiego. Myślę, że wtedy byłyby sukcesy…

A tak. Bronimy się przed spadkiem i mamy trenerski kabaret. Sezon na ławce trenerskiej rozpoczął Željko Sopić, człowiek który w chwili niepowodzeń węszył wkoło siebie spiski. Bał się trenować na Łodziance, bo tam jego taktyczne, genialne ponoć, rozwiązania mieli pilnie śledzić szpiedzy, ale nie z Krainy Deszczowców, tylko innych ekstraklasowych klubów.

Następnie ekipą zajmował się Patryk Czubak, który wolał dobrze zabawić się na weselu poza granicami kraju (fakt że na chwilę), niż zajmować się w ligowej przerwie zdołowaną (jeszcze nie tak do końca) drużyną.

W połowie października pojawił się Igor Jovicević, który nawija makaron na uszy. Wspierając się wyjątkową, to prawda, ekspresją, wygaduje slogany o wykuwaniu charakteru, a nie wyciąga oczywistych wniosków z popełnianych przez zespół błędów (zwłaszcza w grze defensywnej). Oczywistych, nawet dla takiego trenerskiego laika, jak ja.

Jovicević już się zasłużył polskiej piłce, wprowadzając do niej zasadę, że nie zmienia się… przegranego składu i wychodzi na tym, jak Zabłocki na mydle. Oby znalazł się w klubie odważny, który wytłumaczy mu, że nie tędy droga, albo kabaretu ciąg dalszy i…

28 listopada o godz. 18 Widzew zmierzy się z Piastem w Gliwicach, który ostatnio pokonał w Częstochowie Raków 3:1. Tym razem zmiany będą, bo wymusiły je wykluczenia i urazy. Łodzianie zagrają bez wykartkowanych: (najlepszego piłkarza w spotkaniu z Koroną) Mariusza Fornalczyka i Diona Gallapeni oraz bez kontuzjowanego nominalnego prawego obrońcy Petera Therkildsena. Aż strach pomyśleć, co może się dziać w Gliwicach, pamiętając o kompromitującym bilansie. Na wyjeździe Widzew wygrał jedno spotkanie, przegrał sześć!

Dziewiąta porażka Widzewa. Po fatalnej grze w obronie. Łodzianie kandydatami do… spadku!

W ostatnim meczu u siebie w tym roku Widzew przegrał. Stracił punkty po raz dziewiąty, po raz trzeci na własnym boisku. Po katastrofalnej grze w defensywie i wielkiej futbolowej niemocy. Wyrasta na jednego z kandydatów do… spadku.

Goście wystąpili bez jednego ze swoich najlepszych graczy, kontuzjowanego Błanika (6 goli, 1 asysta), który godnie zastąpił w Kielcach Fornalczyka. W sumie sześć zmian w składzie w porównaniu z ostatnim meczem. W Widzewie bez zmian. Widać, przegranego składu się nie zmienia.

Pojedynek rozpoczął się od efektownej indywidualnej akcji Fornalczyka, którego strzał z trudem obronił bramkarz rywali. Nastąpił jednak klasyczny błąd popełniany ostatnio przez Widzew w defensywie. Krycie w juniorskim stylu sprawiło, że Antonin posłał piłkę z metra do pustej bramki. No, po prostu dramat, a raczej czarna rozpacz.

Potem szanse mieli jedni i drudzy. Widzew chciał odrobić starty, Korona nie zamierzała kurczowo się bronić. Bez efektów. Aktywność Fornalczyka, przy marazmie w grze zespołu w środku pola, kończyła się dla łodzian niczym.

A potem po wrzucie z autu i spóźnionej interwencji w powietrzu, kielczanie łatwo, łatwiutko, za łatwo zdobyli drugiego gola. Nie wiem, śmiać się z tego wszystkiego czy płakać.

Jeden Fornalczyk nie wystarczy, choć ten dwoił się i troił. Były łódzkie szanse. To nie zmienia faktu, że niestety z widzewskiego punktu widzenia było źle, bardzo źle, fatalnie. Nic dziwnego, że gospodarze po pierwszej połowie opuszczali boisku przy burzy gwizdów.

Widzew na początku drugiej połowy był tak zdeterminowany, że… zdobył kontaktowego gola. Przypadkowo, nie da się ukryć. Smolarczyk wybijając piłkę trafił w Shehu i piłka wpadła do siatki.

Euforia trwała krótko. Po świetniej kontrze kielczanie strzelili trzecią bramkę. Sytuacja stała się jeszcze trudniejsza, gdy w 69 min drugą żółtą kartkę czyli czerwoną ujrzał Gallapeni i łodzianie musieli grać w osłabieniu. Nic dziwnego, że nie byli w stanie nic zrobić i przegrali.

28 listopada o godz. 18 Widzew zagra z Piastem w Gliwicach, który pewnie (choć przy pomocy bramkarza rywali) pokonał w Częstochowie Raków 3:1. Łodzianie zagrają bez wykartkowanego Fornalczyka.

Widzew – Korona Kielce 1:3 (0:2)

0:1 – Antonin (19), 0:2 – Sotiriou, (35, głową), 1:2 – Shehu (49), 1:3 – Davidović (58)

Widzew: Ilić – Andreou (90 Klukowski), Visus, Żyro, Gallapeni – Alvarez (71, Teklić), Czyż (71, Pawłowski), Shehu -Baena (79, Kozlovsky), Bergier (79, Zeqiri), Fornalczyk

Dwa grzechy nowego trenera Widzewa. Także z ich powodów bierze się grad żenujących wyjazdowych porażek

Fot. widzew.com

Nie przekonam się do trzeciego już w tym sezonie trenera Widzewa – Igora Jovicevicia, nie uwierzę w jego szkoleniowy kunszt i doświadczenie, jeżeli nie spełni dwóch moich warunków:

Po pierwsze: jeżeli nie będzie z żelazną konsekwencją realizował oczywistej w futbolu zasady, że wszystko zaczyna się od gry defensywnej. Tymczasem, gdy widzisz, że wyrównujący gol (tak było w Gdańsku) odebrał sportowy rezon twoim piłkarzom, którzy więcej gadają, ba się kłócą, niż grają, to bronisz tego, co masz. Umiejętnie ustawiasz grą defensywną , żeby nie stracić remisu.

Ty, tymczasem pozwalasz na defensywne dyletanctwo, odpuszczając ścisłe i pieczołowite krycie najlepszego piłkarza rywali, na dodatek napastnika. Mając pełne zaufanie choćby do Ricardo Visusa, który nie pierwszy raz znów zawalił, pilnując nie wiadomo czego i kogo – pozycji, rywala, swojego wyobrażenia o grze w piłkę (?!!). I kończy się to tak, jak było do przewidzenia. Stratą gola w doliczonym czasie gry, stratą punktów, szóstą porażką na obcym boisku, na siedem rozegranych spotkań.

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Po drugie: jeżeli nie odblokuje, jak sam to ładnie mówi, Mariusza Fornalczyka, choć to tylko słowna przykrywka na skrzeczącą boiskową rzeczywistość. Prawda bowiem jest taka, że to kolejny szkoleniowiec, który nie ma pomysłu na tego piłkarza. Zawodnika, który powinien być jednym z liderów i asem w ligowej talii.

Tymczasem Fornalczyk notuje puste przebiegi, bo nie ma z kim grać i nudzi się setnie na skrzydle, bo drużyna jest za głęboko cofnięta, żeby skutecznie realizować ideę – otwartego, odważnego, kreatywnego grania.


To wszystko nie jest tak trudne, żeby nie było do szybkiej poprawy. Jest na to czas w reprezentacyjnej przerwie. W następnej kolejce po reprezentacyjnej przerwie Widzew dopiero 22 listopada o godz. 17.30 podejmie Koronę Kielce.

Czarna wyjazdowa rozpacz Widzewa. Szósta ligowa porażka na obcym boisku. Nie mogło być inaczej, skoro marnuje się 200-procentowe sytuacje!

Widzew przegrał szósty mecz na obcym boisku, choć przez długie minuty, był lepszą drużyną. Ale skoro łodzianie marnowali nawet 200-procentowe sytuacje, to musiało się to źle dla nich skończyć.

Widzew mógł zacząć mecz komfortowo, ale po szybkiej, składnej akcji Baeny z Alvarezem, wycofaniu piłki na 14 metr, niepilnowany Shehu strzelił niestety obok słupka.

Łodzianie mieli kolejną szansę i trudno zrozumieć, dlaczego na tablicy nadal widniał wynik 0:0. Baena niby zrobił wszystko, co powinien. Przerzucił piłkę nad bramkarzem, minął obrońcę, miał przed sobą pustą bramkę i… Uderzył, no raczej pchnął, z dwóch metrów piłkę tak nieudolnie, że ta zanim wtoczyła się do bramki, została wybita przez gospodarzy. Niezwykłe, niesamowite, ale prawdziwe. Takie historie tylko w futbolu.

Do trzech razy sztuka? No, nie tym razem. Czyż zza pola karnego strzelił obok słupka. Gospodarze do przerwy nie mieli choć jednej, tak wyrazistej bramkowej okazji.

Co się odwlecze, to nie uciecze. W drugiej połowie po dobrym prostopadły zagraniu Shehu w uliczkę, Bergier, jak na snajpera z prawdziwego zdarzenia przystało, posłał mocną piłkę pod poprzeczkę. To siódmy gol napastnika w rozgrywkach. Szkoda, że Bergier nie poszedł za ciosem. Siedem minut później, będąc w dogodnej sytuacji, uderzając po długim słupku, minimalnie się pomylił.

Niestety, niewykorzystane sytuacje się mszczą. Pierwsza naprawdę groźna akcja gospodarzy przyniosła im gola. Znakomite podanie wykorzystał snajper Lechii – Bobcek. Oj, trzeba go było lepiej pilnować, bo celnie strzelać potrafi. Inna sprawa, że zachowanie obrońców w tej sytuacji dziecinne niefrasobliwe. Bez pieczołowitego krycia nie ma futbolowego życia. A o tym zapomniał Gallapeni.

Potem, to co już w tym meczu było. tym razem minimalnie pomylił się Czyż. Po długiej przerwie… na walkę z dymem, który zawisła nad stadionem na skutek odpalenia rac, najbardziej rozkojarzeni okazali się obrońcy Widzewa. Najpierw pozwolili na dośrodkowanie, a potem na celny strzał głową Bobceka. To jego dziewiąte trafienie w rozgrywkach, dające trzy punkty gospodarzom.

Czarna, łódzka wyjazdowa rozpacz. Łodzianie takiego napastnika nie mieli. Gdy wszedł Zeqiri zamiast w dobrej sytuacji trafić w piłkę kopnął z przewrotki w… rywala. Nie wiem, śmiać się czy płakać.

Mecz oglądało 14467 kibiców.

W następnej kolejce po reprezentacyjnej przerwie Widzew 22 listopada o godz. 17.30 podejmie Koronę Kielce.

Lechia Gdańsk – Widzew 2:1 (0:0)

0:1 – Bergier (50), 1:1 – Bobcek (59), 2:1 – Bobcek (90+6, głową)

Widzew: Ilić – Andreou, Visus, Żyro, Gallapeni (67, Kozlovsky) – Alvarez (77, Teklić), Czyż (90+7, Zeqiri), Shehu – Baena (77, Ba), Bergier, Fornalczyk (67, Akere)

Widzew. Bilans napastnika, który miał być gwiazdą, to równe… zero. To przed Polakiem otwierają się ligowe i reprezentacyjne perspektywy!

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Miał być piłkarzem, który zdominuje rozgrywki i napastnikiem, który po raz pierwszy od ponad ćwierćwiecza strzeli więcej niż 15 bramek. Gdzie, ci wszyscy widzewscy tzw. fachowcy mieli oczy? Jasne, mogli pozwolić sobie na transferową fantazję, a raczej szaleństwo, wszak wydawali nie swoje pieniądze, ale żeby tak mocno zaufać jakimś piłkarskim menedżerom, potrafiącym, jak nikt nawijać makaron na uszy, naoglądać się pięknych, zmontowanych(!) filmików, aż trudno w to uwierzyć. A potem wydać miliony, oby nie okazało się, że wyrzucone w błoto.

Sprowadzono zawodnika po pierwsze: nieprzygotowanego do gry, po drugie: bez wielkiej chęci do szybkiej poprawy i udowadniania swoich przewag na boisku, po trzecie: wartego… zero – zero bramek, zero asyst. O kim mowa? Oczywiście o Andim Zeqirim, bodaj największym do tej pory transferowych rozczarowaniu Widzewa. Gdybym był właścicielem, to szybko bym rozliczał tych transferowych bajkopisarzy, którzy go wymyślili!

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Jasne, jedni tracą swoją szansę, inni ją wykorzystują. Nie ma dziś cienia wątpliwości, że w ataku Widzewa pierwszym wyborem jest Sebastian Bergier, który dwoi się i troi, coraz więcej i więcej pracuje dla drużyny, choć chciałoby się, żeby miał na swoim koncie więcej goli. Do tej pory ma ich sześć. Oby powiększył swój dorobek po kolejny ligowym starciu: W 15 kolejce Widzew zagra w Gdańsku z Lechią 8 listopada, o godz. 14.45.

Obecność trenera kadry Jana Urbana na trybunach widzewskiego stadionu podczas starcia z Legią nie była przypadkowa. Napastnik łodzian przyciągnął jego uwagę. – Dzisiaj można powiedzieć, że jest najlepszym polskim napastnikiem –uważa selekcjoner.

– Dla mnie to duży zaszczyt, że jestem wymieniany w gronie zawodników z możliwością do powołania. Muszę udowadniać w każdym meczu, że na to zasługuje. Staram się jednak nie myśleć o tym, co przyniesie przyszłość. Powołanie może przyjść, ale na nic się nie nastawiam – skromnie podsumowuje widzewiak.

Ech, chciałoby się, żeby Widzew na Wybrzeżu miał też takiego jokera w talii, jakim dla Legii okazał się Ermal Krasniqi, który uratował wojskowym remis w Łodzi. Pożyjemy, zobaczymy…

PS. Dziwnie się plecie na tym futbolowym świecie. Występy, a może raczej ich brak w łódzkim klubie, sprawiły, że Andi Zeqiri otrzymał powołanie do reprezentacji Szwajcarii. Może tam zaskoczy i pokaże tak reklamowaną snajperską klasę?

Trener Widzewa zmianami niepotrzebnie zaburzył ducha walki swojej drużyny!

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Wszystko jest fajnie, ale fajnie nie jest. Zwycięski remis z Legią (1:1) sprawił, że… punkty uciekają, czołówka się nie przybliża, a trener, gdy mówi, że drużyna się tworzy, powinien jednak się zastanowić, jak to robi w praktyce, podczas ligowego pojedynku na noże.

Powiem z własnego skromnego, boiskowego doświadczenia, że gdy ogranie cię duch sportowej walki, to nie ma przebacz, jesteś w stanie góry przenosić, starać się za dwóch i pomagać drużynie ze wszystkich sił.

Trener Igor Jovicević, moim zdaniem, niepotrzebnie zaburzył strukturę grania, osłabił ducha walki, gdy najpierw zamienił dobrego napastnika na słabego, po raz kolejny nie wnoszącego nic do gry, a potem trzema zmianami przemeblował na gorsze drugą linię.

Ba, na jednej zmianie wyszedł, jak Zabłocki na mydle. Samuel Akere niestety zachowywał się na boisku, jak dziecko zagubione we mgle i dał się zbyt łatwo ograć, przy straconej przez łodzian bramce.

Jedno widać na pewno, co jeszcze lepiej dostrzega szkoleniowiec – drużyna jest cały czas w budowie, zatem można się po niej spodziewać meczów dobrych, jak i… beznadziejnych (wpadka z Motorem!). Ciekawe, do czego to doprowadzi na koniec ligowego sezonu. Na razie zobaczymy, co pokaże w Gdańsku. W 15 kolejce Widzew zagra tam z Lechią 8 listopada, o godz. 14.45.

Było blisko, ale się nie udało. Widzew nie zdołał pokonać Legii. Wywalczył tylko remis. Cieszyć się czy jednak smucić?!

Było blisko, ale Widzewowi nie udało wygrać prestiżowego meczu. Łodzianie rozczarowująco zremisowali z Legią. To drugi nierozstrzygnięty ligowy pojedynek na łódzkim stadionie.

Mecz zaczął się nerwowo, od bezkompromisowych wślizgów, fauli, przepychanek, dyskusji piłkarzy obu drużyn. Widać, że temperatura spotkania… uderzyła im do głowy.

Pierwszą bramkową okazję wypracowali łodzianie po niecałym kwadransie. Po akcji Fornalczyka z Czyżem, do piłki zagranej wzdłuż bramki nie doszedł Bergier. Legia w swoich akcjach szukała skutecznego ostatnio Augustyniaka. Najlepszą okazję miał jednak Pankov, ale jego strzał został zablokowany przez Visusa.

W kolejne akcji warszawian na listę strzelców samobójczym uderzeniem mógł się zapisać w protokole Andreou, ale piłkę tuż przed linią złapał Ilić. Legia była w natarciu. Kapustka, choć uderzył mocno, to wprost w łódzkiego bramkarza. Ilić wypiąstkował piłkę przed szesnastkę. Do przerwy więcej było futbolowych szachów niż ekscytującego grania. Legia uciułała jeden celny strzał, łodzianie żadnego.

W drugiej połowie Visus próbował lobować Tobiasza z… połowy boiska. Nieskutecznie. Za to po sprytnym podaniu Alvareza, Fornalczyk strzelił mocno, celnie, ale w bramkarza. Jeszcze lepszą okazję na gola miał Czyż, ale zawahał się strzelać czy podawać i w ostatniej chwili został zablokowany. Podobnie jak chwilę później Shehu. Widzew atakował, ale bez efektu.

Co się odwlecze, to nie uciecze. W kolejnej akcji faulowany w polu karnym przez K. Urbańskiego był Baena. Jedenastkę precyzyjnym strzałem w róg bramki wykorzystał Bergier. Tobiasz wyczuł jego intencje, ale nie miał cienia szans na skuteczną interwencję.

Legia ruszyła do ataku. Miała trzy szansę w jednej akcji, ale ich nie wykorzystała. W uchronieniu gospodarzy od utraty gola bardzo pomógł dobrze interweniujący Ilić.

Warszawianie atakowali dalej. Kotłowało się w polu karnym łodzian. Trener łodzian próbował ratować sytuację zmianami. Nic to jednak nie dało. Warszawianie dopięli swego. Nikt nie był w stanie upilnować Krasniqiego, który na dodatek położył Akere i precyzyjnym strzałem umieścił piłkę w bramce Ilicia.

Chętnych do obejrzenia meczu na stadionie było trzy razy więcej niż wynosi pojemność łódzkiego obiektu. W końcu obejrzało go 17 894 kibiców.Spotkanie z trybun oglądał trener reprezentacji – Jan Urban.

W 15 kolejce Widzew zagra w Gdańsku z Lechią 8 listopada, o godz. 14.45.

Widzew – Legia 1:1 (0:0)

1:0 – Bergier (66, karny), 1:1 – Krasniqi (85)

Widzew: Ilić – Andreou, Żyro, Visus, Gallapeni – Czyż (80, Hanousek) – Baena (81, Pawłowski), Alvarez, Shehu (90+5, Therkildsen), Fornalczyk (81, Akere) – Bergier (72, Zeqiri)

« Older posts

© 2025 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑