
ŁKS prowadził 2:0, potem frajerko stracił bramki i musiał ratować remis – dziewiąty w sezonie, trzeci na obcym boisku. Na pewno mecz na szczycie dostarczył ogromnych emocji. Szkoda tylko, że pozostał po nim Łódzki niesmak. Przez 60 minut ŁKS był lepszym zespołem i w doliczonym czasie centymetry dzieliły go od bramkowej akcji.
Mogło się zacząć fantastycznie dla Łodzian, ale w 10 min, po strzale z dystansu Wysokińskiego, piłka odbiła się od słupka. Potem goście walczyli ostrożnie, może za ostrożnie, ale bez kompleksów. Mieli inicjatywę i przewagę.
Ale co wyprawiali sędziowie, ci na boisku i obsługujący VAR, woła o pomstę do nieba. Nie odgwizdali faulu na Fałowskim (pytanie czy jeszcze w polu karnym?). Łódzki obrońca był kopnięty przez rywala, co pokazały powtórki, a arbitrom potrzebne są okulary, a raczej kursy doszkalające lub… zajęcie się czym innym.
Sprawiedliwości stało się jednak zadość. Po znakomitym prostopadłym podaniu Arasy, bez skrupułów sytuację sam na sam wykorzystał Piasecki. To jego 14 gol w sezonie. 8 bramek łódzki napastnik strzelił od 4 kwietnia!
Powinno być 2:0 dla ŁKS na początku drugiej połowy. Po świetnym podaniu walczącego Piaseckiego, mieliśmy próbę lobowania bramkarza w sytuacji sam na sam w wykonaniu przeciętnego niestety Loffelsenda. Niestety zakończyła się ona niepowodzeniem. Szromnik odbił piłkę. ŁKS grał bez kompleksów. Przechwytywał piłki, konstruował szybkie akcje. I dopiął swego. Po prostopadłym podaniu wzdłuż pola bramkowego Arasy, piłkę do własnej bramki wpakował Matsenko.
Co z tego, skoro nie minęło 120 sekund, a gospodarze zdobyli gola, wykorzystując rozkojarzenie Łodzian w defensywie. Tak frajersko grać i tracić goli po prostu nie wolno! To natchnęło wrocławian do walki. I szybko zdobyli wyrównującą bramkę, po rzucie rożnym. Jak w tak ważnym meczu można roztrwonię dwubramkowe prowadzenie i to w ciągu pięciu minut! Kłania się psychika. Łodzianie zagrali ten fragment meczu kompletnie bez głowy, bez futbolowego rozumu.
Co było dalej? Trwała otwarta walka. Wszystko mogło się zdarzyć i… W zadymianie boiska bawili się(?!) kibice. Ełkaesiaków gubił zbytni egoizm i dlatego nie wykorzystali kontry, atakując w przewadze. W odpowiedzi w 100-procentowej sytuacji obok słupka główkował Matsenko. W doliczony czasie Ełkaesiacy szukali szansy w kontrze. I mieli szansę. Zabrakło jednak dokładnego podania do stworzenia sytuacji sam na sam z bramkarzem. W sumie po prostu Łódzki żal….
18 maja o godz. 18 czeka ŁKS kolejny trudny wyjazdowy z Puszczą Niepołomice. W ostatniej kolejce 24 maja o godz. 16.30 Łodzianie podejmą Górnika Łęczna.
Śląsk Wrocław – ŁKS Łódź 2:2 (0:1)
0:1 – Piasecki (42), 0:2 – Matsenko (61, samobójcza), 1:2 – Kurowski (63), 2:2 – Matsenko (68, głową)
ŁKS: Bomba – Rudol, Craciun, Fałowski, Loffelsend – Wysokiński, Wojciechowski (71, Lewandowski), Hinokio, Norlin (82, Krykun) – Arasa, Piasecki (82, Ernst)









