Rezerwowy Pafka

Tag: łks remis (Page 1 of 2)

Godzina dobrej gry ŁKS to jednak za mało, żeby pokonać lidera. Honorowy remis z Wisłą

Godzina dobrej, odpowiedzialnej gry to za mało, żeby pokonać lidera. ŁKS honorowo zremisował z Wisłą, choć trochę żal, że nie udało się wywalczyć trzech punktów. ŁKS zremisował piąte spotkanie, trzecie u siebie. Łodzianie zdobyli jesienią 26 punktów. Niedosyt jest oczywisty…

Mecz zaczął się znakomicie dla łodzian. Po składnej, szybkiej akcji w polu karnym faulowany był Hinokio. Jedenastkę pewnie wykorzystał Craciun. Ełkaesiacy ustawili sobie grę. Bronili własnego przedpola, czekając na kontrę. I się doczekali. Po dokładnym dośrodkowaniu Loffelsenda, niepilnowany przez nikogo Lewandowski, mając pięć – siedem metrów do bramki, popisał się wyjątkową nieudolnością, główkując obok słupka.

Wisła była bezradna, aż do dziecinnego błędu Kupczaka, który stracił piłkę na własnym przedpolu. Na szczęście krakowianie nie zamienili rzutu wolnego na bramkę, choć nie byli od tego daleko.

Tak naprawdę Wisła wypracowała pierwszą groźną sytuację dopiero w 53 minucie, ale Jakubowski nie miał kłopotów z obroną po strzale Rodado. Czas mijał, a ŁKS cofał się, cofał głębiej na własne przedpole. Rosły groźne sytuacje Wisły i stało się to, czego można się było spodziewać. Goście doprowadzili do remisu.

ŁKS powinien szybko zdobyć drugiego gola. Znów jednak gospodarze zmarnowali stuprocentową sytuację. Potem trwała wymiana futbolowych ciosów. Każda ze stron mogła wypracować bramkową okazję. Ale tego nie zrobiła i skończyło się w sumie na sprawiedliwym remisie.

Spotkanie oglądało  8562 widzów.

Następny ligowy mecz ŁKS na początku lutego z Polonią w Bytomiu.

ŁKS – Wisła Kraków 1:1 (1:0)

1:0 – Craciun (4, karny), 1:1 – Łasicki (63, głową)

ŁKS:  Jakubowski -Rudol, Craciun, Kupczak, Loffelsend (75, Krykun),Wysokiński, Hinokio, Mokrzycki (85, Ernst), Toma(64, Szczepański),Głowacki,(75, Norlin),Lewandowski(64, Arasa)

Książkowa akcja dała tylko wyjazdowy punkt drużynie ŁKS

W ligowej premierze w Łodzi wygrał ŁKS 1:0 po golu Piaseckiego. A w premierze rundy rewanżowej padł remis. W sumie zasłużony. To piąty remis łodzian, drugi na obcym boisku.

Zwycięskiego składu się nie zmienia. Trener Szoka wystawił tę samą wyjściową jedenastkę, co w zwycięskim meczu z Górnikiem w Łęcznej. W zespole rywali zabrakło lidera, dobrego ducha drużyny – Majewskiego, który na ostatnim treningu doznał urazu kolana. ŁKS też został szybko osłabiony. Przez nikogo nieatakowany Piasecki padł na murawę. Uraz ścięgna Achillesa(?) wykluczył go z gry. Został zniesiony na noszach.

Jakby nieszczęść było mało. Dziecinne nieporozumienie pomiędzy kapitanem Głowackim, a Jakubowskim, wykorzystał Tabara, praktycznie posyłając piłkę do pustej bramki. Czarna łódzka, futbolowa rozpacz, gdy drużyna grała w dziesiątką.

Była szansa na składną akcję po szarży Hinokio, ale Lewandowski zamiast odegrać mu piłkę, kompletnie się pogubił. Następny atak ŁKS okazał się… książkowy. Akcję Hinokio z Głowackim wykończył strzałem głową z 4 metrów w przeciwległy róg bramki nieupilnowany Loffelsend i doszło do wyrównania.

Potem łodzianie mieli moc szczęścia, bo po dobrej centrze minimalnie pomylił się były ełkaesiak – Koprowski. Trudny, bardzo trudny do upilnowania dla łodzian był Tabara.

Na początku drugiej połowie ŁKS powinien prowadzić, ale Lewandowski nie trafił z metra do pustej bramki. Przeszkodziła mu kępka trawy?! Potem niby ŁKS miał przewagę, ale bramkową sytuację na szczęście niewykorzystaną mieli gospodarze. W sumie sprawiedliwy remis.

7 grudnia o godz. 14.30 hitowe starcie w Łodzi z Wisłą Kraków. W pierwszej rundzie na wyjeździe łodzianie przegrali aż 0:5.

Znicz Pruszków – ŁKS 1:1 (1:1)

1:0 – Tabara (10), 1:1 – Loffelsend (34, głową)

ŁKS: Jakubowski – Rudol, Craciun, Kupczak, Loffelsend, Wysokiński, Hinokio (73, Ernst), Mokrzycki (84, Szczepański), Toma (73, Młynarczyk), Głowacki (84, Norlin), Piasecki (11, Lewandowski)

Remis ŁKS z Wieczystą. Szału w hicie kolejki nie było. Imponująca była tylko interwencja nastolatka Fałowskiego

Mający być hitem pojedynek w Łodzi okazał się średnio ciekawym ligowym widowiskiem. Więcej się bano czy raczej asekurowano niż konstruowano i strzelano. Wydarzeniem robiącym wrażenie była interwencja 18-letniego Fałowskiego, jednego z najlepszych piłkarzy na boisku.

W wyjściowej jedenastce ŁKS mecz rozpoczął nowy pomocnik – Toma. Opaskę kapitana założył Mokrzycki. W składzie rywali dwaj byli ełkaesiacy: Dankowski i Feiertag. Mecz z trybun obserwował były trener ŁKS – Kazimierz Moskal.

Pierwszą groźną sytuacje wypracowali w 20 minucie łodzianie. Niestety, Krykun strzelił obok słupka. A może powinien podawać Piaseckiemu? Łodzianie ruszyli za ciosem. Mieli trzy okazje ale… Nikt nie wykorzystał podcinki Mokrzyckiego, Toma fatalnie przestrzelił, a Norlin w sytuacji sam na sam zamiast strzelać, nieudolnie szukał lepiej ustawionego partnera.

Co potrafili zrobić rywale? Po niefortunnym zderzeniu dwóch łodzian przed własnym polem karnym (Loffelsenda z Craciunem), w dobrej sytuacji Feiertag główkował nad poprzeczkę. W kolejnej akcji po główce napastnika Wieczystej sprzed pustej bramki piłkę wybił Fałowski.

W drugiej połowie inicjatywę mieli łodzianie, ale nic z niej nie wynikało. Jedna kontra rywali przyniosła groźny strzał Semedo i dobrą interwencję Bobka. W odpowiedzi po znakomitym dośrodkowaniu Mokrzyckiego, niemiłosiernie poniewierany przez rywali Piasecki w doskonałej sytuacji, uderzając głową, trafił w słupek.

ŁKS wizualnie był lepszy, ale za wrażenia artystyczne zwycięstw nie dają. Łodzianie mieli moc szczęścia, bo Bobek nie byłby w stanie skutecznie interweniować, gdyby efektowny strzał Donkora był celny. I to by było na tyle.

Mecz oglądało około siedmiu i pół tysiąca widzów.

29 września o godz. 17 ŁKS zagra w Pruszkowie kolejny ligowy mecz – z Pogonią Grodzisk Mazowiecki. Wcześniej, bo 25 września o godz. 19 w 1. rundzie STS Pucharu Polski ŁKS na stadionie im. Władysława Króla zmierzy się z Chrobrym Głogów. 

ŁKS – Wieczysta Kraków 0:0

ŁKS: Bobek – Loffelsend (80, Rudol), Craciun, Fałowski, Norlin – Toma (73, Ernst), Kupczak, Mokrzycki (63, Wysokiński) – Krykun, Piasecki (73, Lewandowski), Balić (73, Jurkiewicz)

Mogło być wyjazdowe przełamanie, a jest czarna rozpacz. ŁKS stracił zwycięstwo w trzeciej minucie doliczonego czasu gry

ŁKS powinien wygrać mecz na wyjeździe. Tak się nie stało, bo łodzianie stracili gola w trzeciej minucie doliczonego czasu gry. Klątwa obcego boiska nadal ciąży i to mocno ełkaesiakom.

ŁKS był blisko coraz bliżej. Krykunowi zabrakło pół metra. Potem po główce Piaseckiego Abramowicz sparował piłkę na słupek. Do trzech razy sztuka.

Znakomite prostopadłe podanie Wysokińskiego i ładną podcinką sytuację sam na sam z bramkarzem wykorzystał Lewandowski. ŁKS objął prowadzenie.

Gospodarze próbowali, ale nie byli w stanie zaskoczyć Bobka. I wydawało się, że wreszcie, nareszcie łodzianie zgarną trzy punkty.

Nic z tego. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry Muratović główkował tak, że Bobek nie był w stanie tego strzału obronić. Czarna rozpacz i tyle. Nie było w tym przypadku, bo pięć minut wcześniej opolanie już mieli szansę na bramkę. Rywale nie wyciągnęli wniosków z tej sytuacji i zostali za to srogo ukarani. Jak tu nie rwać sobie włosów z głowy.

Teraz czas na reprezentacyjną przerwę. 14 września ŁKS o godz. 15.30 zagra wyjazdowy mecz z Ruchem na Stadionie Śląskim.

Odra Opole – ŁKS 1:1 (0:0)

0:1 – Lewandowski (52), 1:1 – Muratović (90+3, głową)

ŁKS: Bobek – Loeffelsend (79, Kupczak), Rudol, Crâciun, Norlin, Krykun (79, Balić), Ernst, Wysokiński, Jurkiewicz (62, Młynarczyk), Lewandowski (84, Wzięch), Piasecki

O krok od kompromitacji ŁKS. 18-letni debiutant w dniu swoich urodzin w piątej doliczonej minucie gry uratował łodzianom remis w meczu z jedną z najsłabszych drużyn ligi

Miała być otwarta, południowoamerykańska, widowiskowa gra ŁKS, okraszona bramkami. I co? I była kupa szczęścia. W piątej minucie doliczonego czasu gry debiutant Fałowski doprowadził do wyrównania w meczu z jednym z ligowych outsiderów.

Miejsce w podstawowej jedenaste znaleźli pomocnicy: Pirulo i Iwańczyk oraz, co jest pewną niespodzianką, zdolny młody stoper 18-letni Fałowski (debiut w dniu urodzin). Trzej młodzieżowcy w składzie. Gulen i… Mokrzycki wylądowali na ławce rezerwowych. Zabrakło chorego Młynarczyka.

Pierwsi groźniej zaatakowali gospodarze. Mierzony w róg strzał zablokował Fałowski. Po chwili były ełkaesiak Flis niepilnowany z 10 metrów strzelił nad poprzeczka. A potem minimalnie pomylił się Famulak.

Ełkaesiacy? Prezentowali się fatalnie. Łatwo tracili piłkę, byli wolniejsi, popełniali juniorskie błędy, beznadziejne wykonywali stałe fragmenty gry. Trzeba się było głośno, coraz głośniej zastanawiać, co się dzieje.

Po 28 minutach wreszcie, pierwszy niezły celny strzał Iwańczyka. Była jeszcze pierwsza groźna i co najważniejsze składna akcja gości. A potem…

Niedowierzaniem i tylko zgrzytanie zębami. Nikt nie krył w polu karnym Demianiuka. Bardzo źle, niepewnie interweniował Bobek, który sfaulował przeciwnika. Jedenastka i szczęście gości. Podliński posłał piłkę obok słupka. Pierwsza połowa to słabiutka gra ŁKS i moc szczęścia. Tak po prostu być nie może.

W drugiej połowie reżyserem gry gości miał być Pirulo. Ale jako pierwsi rozpracowali rywali gospodarze. Zdobyli bramkę. Uff! Miś był na pozycji spalonej.

Wolniejsi, mniej zdecydowani łodzianie ratowali się faulami. I nagle po indywidualnej akcji faulowany w polu karnym był Balić (jedenastka przyznana po analizie VAR). Po strzale Mokrzyckiego piłkę obronił Lemanowicz. Coś nieprawdopodobnego. W kolejnej sytuacji, pierwszej od bodaj dwóch meczów dobrej centrze (Dankowski), gospodarzy ratował słupek i interwencja bramkarza.

ŁKS przeważał i… para w gwizdek. Nic z tego nie wynikało. Tymczasem po dalekim wrzucie z autu nieupilnowany były ełkaesiak – Flis posłał piłkę głową do bramki. ŁKS może mówić o szczęściu, bo mógł stracić drugiego gola. Skoro tak się nie stało, to w doliczonym czasie gry debiutant Fałowski strzałem z dystansu doprowadził do wyrównania! Więcej szczęścia niż futbolowego rozumu.

Następny mecz  ŁKS z Bruk-Bet Termaliką Nieciecza zaplanowano na czwartek 10 kwietnia (początek o godz. 18).  Jesienią było 2:2. Rywale w ostatniej kolejce pewnie pokonali Stal Rzeszów 3:1.

Pogoń Siedlce – ŁKS 1:1 (0:0)

1:0 – Flis (88, głową), 1:1 – Fałowski (90+5)

ŁKS: Bobek – Dankowski, Rudol (56, Wysokiński), Fałowski, Głowacki, Sitek (81, Zając), Iwańczyk (56, Mokrzycki), Kupczak, Hinokio (46, Balić), Pirulo, Norlin (74, Mrvaljević)

Miało być lepiej, było… nudniej. Rozczarowujący, oczywiście bezbramkowy, remis ŁKS w Kołobrzegu!

Miało być lepiej, było… nudniej. Po momentami słabej grze, łodzianie zremisowali w Kołobrzegu, a jakże… bezbramkowo. Ełkaesiacy czekają na wyjazdową wygraną w I lidze od 26 października minionego roku, kiedy pokonali w Rzeszowie Stal 4:2 (1:0).

Nowy trener Ariel Galeano zaskoczył, rezygnując w podstawowym składzie z energetycznego Młynarczyka, a stawiając na skrzydle na Pirulo. Wrócił do jedenastki kapitan Kupczak.

ŁKS próbował atakować, a rywale czekali na kontry. Pierwszy groźny, celny strzał był autorstwa gospodarzy. Na dodatek kontuzji barku doznał Wiech, którego zastąpił Gulen.

Rozgrywanie rzutów rożnych przez łodzian? Momentami kompromitacja, na przykład gdy Pirulo oddał piłkę rywalom. Wreszcie po 20 minutach bramkowa akcja łodzian. Sprytnie podciął piłkę nad rywalem Sitek, ale ani Arasa, ani Pirulo nie potrafili tego wykorzystać.

Były wstydliwe momenty dla atakujących wolno, przewidywalnie, bez pomysłu łodzian, skoro piłki zagrywane przez schodzącego do środka Pirulo na skrzydło do Dankowskiego kończyły się… autem dla gospodarzy! Hiszpan popisał się za to ładnym technicznym zagraniem, po którym padł gol. Wysiłek zdał się na nic, skoro wcześniej był na co najmniej metrowym spalonym.

Łodzianie atakowali wolno, w sposób przewidywalny. Na dodatek potrafili wpadać na siebie przy próbach ataku. Częściej dyskutowali ze sobą niż grali. No, nie było to budujące.

Od początku drugiej połowy gospodarze starali się grać wysoko na przedpolu łodzian. ŁKS wreszcie szukał szczęścia w szybkim ataku. Ładnym, choć niecelnym, strzałem popisał się Mokrzycki. Goście mieli kłopoty z boiskową komunikacją, jakby pierwszy raz widzieli się na boisku. To przeszkadzało w budowaniu składnych akcji, a gdy już takie stwarzali, to nie potrafili ich wykończyć.

Wreszcie po ponad godzinie grania ŁKS przeprowadził składną, groźną akcję. Zakręcił rywalami Młynarczyk, wycofał piłkę na koniec pola karnego, ale Hinokio strzelił obok słupka.

Im dalej w las, tym gorzej. Łodzianie znów grali coraz wolniej, bez pomysłu, w sposób oczywisty dla rywali, pozwalając im na spokojne zorganizowanie się w defensywie. Zmiany w jedenastce gości miały to… zmienić. I wydawało się, że tak się stanie, ale napastnik Mrvaljević z ośmiu metrów, przez nikogo nieatakowany, trafił w bramkarza. W odpowiedzi o mały włos Lasek znalazłby się w sytuacji sam na sam z Bobkiem. W ostatniej chwili skutecznie interweniował Gulen.

ŁKS atakował. Po dynamicznym wejściu w pole karne Młynarczyk, strzelając z ostrego kąta, posłał piłkę obok dalszego słupka. Potem były kolejne nieudane próby gości i mecz skończył się rozczarowujących łodzian remisem. 7 marca o godz. 18 ŁKS podejmie Wartę Poznań. Czy strzeli bramkę?

Kotwica Kołobrzeg – ŁKS 0:0

ŁKS: Bobek – Dankowski, Rudol, Wiech (13, Gulen), Głowacki, Pirulo (55, Młynarczyk), Mokrzycki (74, Mrvaljević), Kupczak, Hinokio (74, Wysokiński), Sitek, Arasa

Można rwać sobie włosy z głowy. ŁKS stracił zwycięstwo w doliczonym czasie gry, w ostatniej akcji meczu!

Remisami futbolowe piekło jest wybrukowane. Takimi wynikami ŁKS mocnej pozycji w I lidze na pewno sobie nie zbuduje. Podobnie jak tym, że potrafi tracić frajerskie (po juniorskich błędach w defensywie) bramki w ostatniej akcji meczu! Tak niestety stało się w Pruszkowie.

W ŁKS jedna ważna zmiana. Na boku obrony miejsce kontuzjowanego Dankowskiego zajął 20-letni Zając do tej pory grający jako skrzydłowy. W drużynie rywali w podstawowym składzie ełkaesiak nad ełkaesiakami – Koprowski.

Zaczęło się znakomicie dla łodzian. Po przejęciu piłki przez Głowackiego i centrze Młynarczyka, obrońca rywali (Yukhymovych ) odbił piłkę ręką. Jedenastkę, myląc bramkarza, pewnie wykorzystał Mokrzycki (5 gol w sezonie).

ŁKS, stosując wysoki pressing, chciał pójść za ciosem. Po kwadransie łodzianie strzelili drugą bramkę, ale niestety autor gola – Arasa – był na pozycji spalonej. Kolejne minuty niespodziewanie należały do gospodarzy, a na boisku dzielił i rządził… 38-letni Majewski, który zawstydzał swoją aktywnością młodszych rywali.

W odpowiedzi po podaniu Zająca i kapitalnym strzale Młynarczyka piłka odbiła się od poprzeczki. Akcja łódzkich młodzieżowców palce lizać. Szkoda, że nie przyniosła gola.

Druga połowa zaczęła się od fatalnego błędu Zająca. Bramkową szansę miał Nowak, ale uderzył obok słupka. W odpowiedzi po strzale Pirulo, Misztal odbił piłkę przed siebie. Dobijający ją do pustej bramki Arasa zaliczył pudło rundy, posyłając futbolówkę panu Bogu w okno. Nieprawdopodobne, niesamowite, ale jak widać możliwe.

Wysoki pressing ŁKS odbił się mu czkawką. Składny kontratak gospodarzy przy kardynalnych błędach w ustawieniu i kryciu łodzian w defensywie przyniósł wyrównanie. 10 bramkę w rozgrywkach zdobył Stanclik.

W szybkiej odpowiedzi po centrze Arasy najlepiej odnalazł się w polu karnym niewidoczny do tej pory Feiertag i głową zdobył swoją ósmą bramkę, dając prowadzenie gościom.

Potem po totalnym chaosie w defensywie ratował skórę gościom… no kto? Oczywiście Bobek! Pomógł ełaesiakom Majewski, który w znakomitej sytuacji z 10 metrów strzelił nad poprzeczkę. W doliczonym czasie znów pogubieni łodzianie dali szansę na rehabilitację Majewskiemu. Nic z tego, doświadczony pomocnik znów przestrzelił. W ostatniej akcji meczu w doliczonym czasie gry po błędzie Wysokińskiego gospodarze doprowadzili do wyrównania.

Trzeci mecz z rzędu ŁKS bez zwycięstwa. Łodzianie powinni pluć sobie w brodę. Okazali się niedojrzałą drużyną, której trudno ufać.

Znicz Pruszków – ŁKS 2:2 (0:1)

0:1 – Mokrzycki (8, karny), 1:1 – Stanclik (63), 1:2 – Feiertag (67, głową), 2:2 – Olejarek (90+3)

ŁKS: Bobek – Zając (69, Majcenić), Gulen, Wiech, Głowacki, Arasa, Mokrzycki (86, Wysokiński), Kupczak, Pirulo, Młynarczyk (78, Sitek), Feiertag

ŁKS. Kolejne wielkie rozczarowanie. Czwarty na własny boisku mecz bez gola

To już nie kryzys – to sportowa zapaść. Czwarty mecz ŁKS na własnym boisku i czwarty bez… gola. Dwa zdobyte punkty to po prostu mikry dorobek, który weryfikuje (przynajmniej na razie) ambicje na grę o awans do ekstraklasy. Prawda o ostatnim meczu z Polonią też jest taka, że w stuprocentowych sytuacjach było w tym meczu dwa do jednego dla warszawian!

Mecz powinien się rozpocząć od bramki dla gości. Najpierw jak dzieci we mgle pogubili się obrońcy ŁKS, w sytuacji sam na sam znalazł się Vega i trafił w słupek. Dobijający piłkę z kilku metrów praktycznie do pustej bramki Kobusiński zanotował pudło sezonu. Jak można tak skiksować! Jak widać było czarno na białym – w polskim futbolu można.

Polonia zaskoczyła łodzian swoją śmiałością i otwartością w grze. Dopiero po kwadransie ŁKS zdobył się na składną akcję i celny, choć niegroźny, strzał z dystansu Dankowskiego. Potem nastąpiło kolejne spektakularne pudło, tym razem będące udziałem łodzian, a konkretnie Arasy, który po centrze Dankowskiego, z pola bramkowego niepilnowany główkował ponad poprzeczkę. W kolejnej akcji strzał z 10 metrów Pirulo obronił Kuchta. Jak ktoś uderza półgórną piłkę, na efektowną, choć nie najtrudniejszą, interwencję bramkarza, nie ma co liczyć na gola.

W pierwszej połowie gra ŁKS nie była najgorsza. Co z tego, skoro im bliżej pola karnego rywali, tym bardziej… bezradna. Prawda też jest taka, że najlepszą okazję w tej części gry zmarnowali rywale.

Druga połowa rozpoczęła się od spektakularnego kiksa Feiertaga, który w superdogodnej sytuacji główkował w… słupek. W odpowiedzi Vega wymanewrował trzech łodzian, ale Bobek nie dał się zaskoczyć. W kolejnej akcji Polonii Zjawiński z trzech metrów, uderzając głową, fatalnie spudłował.

ŁKS atakował z coraz większą determinacją i… nonszalancją, jeśli chodzi o myślenie o defensywie. W tej sytuacji kontry rywali były coraz groźniejsze.

W 79 min Vega ujrzał drugą żółtą kartkę za wymuszenie faulu (czy na pewno?) i wyleciał z boiska. Dodatkowo czerwień ujrzał jeden z ludzi ze sztabu gości. Łodzianie przez ostatnie kilkanaście minut meczu grali z przewagą jednego zawodnika.

ŁKS próbował. W dogodnej sytuacji Wysokiński strzelił wprost w bramkarza. Goście cofnęli się głęboko pod własną bramkę, a gospodarze próbowali strzelać z dystansu, jak Głowacki. Niestety, niecelnie.

W odpowiedzi po kontrze pary Terpiłowski – Zjawiński fantastyczną interwencją uratował łodzian Bobek. Skończyło się na rozczarowującym gospodarzy wyniku w meczu, w którym lepsze bramkowe sytuacje mieli… goście!

23 listopada o godz. 19.35 ŁKS zagra ze Zniczem w Pruszkowie.

ŁKS – Polonia Warszawa 0:0

ŁKS: Bobek – Dankowski, Gulen, Wiech, Głowacki, Arasa, Mokrzycki, Kupczak, Pirulo (66, Wysokiński), Młynarczyk (66, Balić), Feiertag

ŁKS. Punkt, który nie cieszy. O takim meczu trzeba jak najszybciej zapomnieć!

Cały luz, szybkość i skuteczność z meczu z Tychami wyparowały z gry łodzian. ŁKS tylko zremisował z jednym z outsiderów, męcząc się okrutnie, co było wyjątkowo trudne do oglądania. ŁKS nie dał rady beniaminkowi I ligi.

Trener Dziółka dokonał jednej zmiany w składzie. Miejsce wykartkowanego Wiecha zajął Tutyskinas. ŁKS atakował, rywale bronili się w jedenastu. Po rzucie wolnym i strzale Mokrzycvkiego, piłkę zmierzającą w górny róg bramki obronił Wilk. Po pół godzinie i centrze Arasy w dogodnej sytuacji Feirtag nie trafił w piłkę. Bobek nudził się setnie. Musiał interweniować bez większych problemów tylko raz.

Rywale kurczowo trzymali się własnego przedpola, czekając na kontrę. ŁKS grał wolno, przewidywalnie, bez pomysłu. Strzały, jeśli do nich dochodziło, w środek bramki. Tylko Młynarczyk potrafił wygrywać pojedynki jeden na jeden. W sumie do przerwy nudy i tyle.

Druga połowa powinna się zacząć od gola dla łodzian. Po jego skutecznej akcji w rogu boiska i dokładnej centrze, w znakomitej sytuacji Mokrzycki posłał piłkę nad poprzeczkę. W kolejnej akcji i centrze Mokrzyckiego, Feiertag główkował nad poprzeczkę, choć nikt go nie atakował. Uderzenie Pirulo wybił przypadkiem nad poprzeczkę bramkarz gości.

Goście grali odważniej (wreszcie wykazał się Bobek) ale łodzianie nie potrafili wykorzystać wolnej przestrzeni. Brakowało dobrego podania na szybki atak. Przy statycznych łodzianach, rywale byli coraz szybsi, odważniejsi, składniejsi w konstruowaniu akcji, groźniejsi.

A ŁKS? Lelum polelum. Ja do ciebie, ty do mnie, czasami celnie, czasami nie. Wolno, przejrzyście, bez zaskoczeń.

A jednak łodzianie mieli swoją szansę. Po świetnym podaniu Pirulo, Balić z ostrego kąta podawał – strzelał (nie wiadomo, co chciał zrobić). W efekcie rywale wybili piłkę sprzed linii bramkowej. I mecz skończył się tak, jak można było się spodziewać. Rozczarowującym łodzian bezbramkowych remisem.

ŁKS – Stal Stalowa Wola 0:0

ŁKS: Bobek – Dankowski, Gulen, Tutyskinas, Głowacki, Arasa, Mokrzycki, Kupczak, Pirulo, Młynarczyk (59, Balić), Feiertag (70, Sławiński)

ŁKS II nie był w stanie zatrzymać Odolaka (dwa gole) i przegrał z Pogonią Grodzisk Mazowiecki 0:2. Łodzianie z 10 zdobytymi punktami są w strefie spadkowej.

Ełkaesiacy bronili skromnego prowadzenia, ale grając w dziesiątkę, go nie obronili. Takich błędów popełniać nie wolno!

ŁKS miał szansę na zwycięstwo, ale ją stracił na własne życzenie. Najpierw, po bezsensownym faulu, musiał przez ponad 40 minut grać w dziesiątkę, a potem stracił bramkę po dziecinnych błędach w defensywie.

Mogło zacząć się fatalnie. Po kardynalnym błędzie w defensywie (Pirulo) i braku krycia w dogodnej sytuacji znalazł się Warchoł, ale posłał piłkę z siedmiu – ośmiu metrów nad poprzeczkę.

Potem ŁKS przejął inicjatywę, ale niewiele z tego wynikało. Za to błąd Kupczaka sprawił, że Warchoł miał kolejną znakomitą okazję, ale jego strzał został zablokowany.

Najlepszą sytuację zmarnowali jednak atakujący cały czas, w czym wielka zasługa Balicia, łodzianie. Strzał głową z 10 metrów Arasa (po centrze Zająca) znakomicie obronił Kostrzewski. Takie okazje po prostu musi się wykorzystywać, inaczej trudno liczyć na ligowe sukcesy. ŁKS atakował, ale do przerwy para poszła w gwizdek.

Co się odwlecze… Po centrze Majenicia, znów główkował Arasa i… trafił w słupek. Napastnik nie stał, nie rozpaczał, tylko przytomnie doszedł do odbitej piłki i umieścił ją w siatce, zdobywając debiutancką bramkę w barwach ŁKS.

Wszystko szybko się pokomplikowało, po bezsensownym, brutalnym faulu Louveau w niegroźnej sytuacji. Po analizie VAR obrońca łodzian ujrzał czerwoną kartkę w 56 minucie spotkania. Jak tu grać i wygrywać, gdy defensorzy znów, jak w ekstraklasie, są zmorą ŁKS.

ŁKS nie przestraszył się, nie cofnął, ale gdy zaatakował Górnik…Ta sytuacja powinna przynieść wyrównanie. Bomba wypiąstkował piłkę pod nogi Bednarczyka, który na szczęście dla gospodarzy, trafił w poprzeczkę.

Ełkaesiacy się bronili, ale nie obronili. Znów brak jakiegokolwiek krycia, sprawił, że stracili bramkę. Warchoł posłał piłkę do pustej bramki. Tak grać po prostu nie wolno.

W łódzkim teamie zadebiutował austriacki napastnik. Bez znaczących zagrań czy strzałów. Rozczarowanie, to można napisać oceniając grę wszystkich rezerwowych łodzian.

ŁKS – Górnik Łęczna 1:1 (0:0)

1:0 – Arasa (50), 1:1 – Warchoł (89)

ŁKS: Bomba – Dankowski, Gulen, Louveau, Majenić (82, Głowacki), Balić (58, Tutyskinas), Pirulo (68, Wysokiński), Kupczak, Mokrzycki (82, Mihaljević), Zając, Arasa (69, Feiertag)

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑