Rezerwowy Pafka

Tag: łks remis (Page 1 of 2)

Szkoda, wielka szkoda. W meczu na szczycie ŁKS prowadził 2:0, przez godzinę był lepszy i… niestety musiał zadowolić się remisem

ŁKS prowadził 2:0, potem frajerko stracił bramki i musiał ratować remis – dziewiąty w sezonie, trzeci na obcym boisku. Na pewno mecz na szczycie dostarczył ogromnych emocji. Szkoda tylko, że pozostał po nim Łódzki niesmak. Przez 60 minut ŁKS był lepszym zespołem i w doliczonym czasie centymetry dzieliły go od bramkowej akcji.

Mogło się zacząć fantastycznie dla Łodzian, ale w 10 min, po strzale z dystansu Wysokińskiego, piłka odbiła się od słupka. Potem goście walczyli ostrożnie, może za ostrożnie, ale bez kompleksów. Mieli inicjatywę i przewagę.

Ale co wyprawiali sędziowie, ci na boisku i obsługujący VAR, woła o pomstę do nieba. Nie odgwizdali faulu na Fałowskim (pytanie czy jeszcze w polu karnym?). Łódzki obrońca był kopnięty przez rywala, co pokazały powtórki, a arbitrom potrzebne są okulary, a raczej kursy doszkalające lub… zajęcie się czym innym.

Sprawiedliwości stało się jednak zadość. Po znakomitym prostopadłym podaniu Arasy, bez skrupułów sytuację sam na sam wykorzystał Piasecki. To jego 14 gol w sezonie. 8 bramek łódzki napastnik strzelił od 4 kwietnia!

Powinno być 2:0 dla ŁKS na początku drugiej połowy. Po świetnym podaniu walczącego Piaseckiego, mieliśmy próbę lobowania bramkarza w sytuacji sam na sam w wykonaniu przeciętnego niestety Loffelsenda. Niestety zakończyła się ona niepowodzeniem. Szromnik odbił piłkę. ŁKS grał bez kompleksów. Przechwytywał piłki, konstruował szybkie akcje. I dopiął swego. Po prostopadłym podaniu wzdłuż pola bramkowego Arasy, piłkę do własnej bramki wpakował Matsenko.

Co z tego, skoro nie minęło 120 sekund, a gospodarze zdobyli gola, wykorzystując rozkojarzenie Łodzian w defensywie. Tak frajersko grać i tracić goli po prostu nie wolno! To natchnęło wrocławian do walki. I szybko zdobyli wyrównującą bramkę, po rzucie rożnym. Jak w tak ważnym meczu można roztrwonię dwubramkowe prowadzenie i to w ciągu pięciu minut! Kłania się psychika. Łodzianie zagrali ten fragment meczu kompletnie bez głowy, bez futbolowego rozumu.

Co było dalej? Trwała otwarta walka. Wszystko mogło się zdarzyć i… W zadymianie boiska bawili się(?!) kibice. Ełkaesiaków gubił zbytni egoizm i dlatego nie wykorzystali kontry, atakując w przewadze. W odpowiedzi w 100-procentowej sytuacji obok słupka główkował Matsenko. W doliczony czasie Ełkaesiacy szukali szansy w kontrze. I mieli szansę. Zabrakło jednak dokładnego podania do stworzenia sytuacji sam na sam z bramkarzem. W sumie po prostu Łódzki żal….

18 maja o godz. 18 czeka ŁKS kolejny trudny wyjazdowy z Puszczą Niepołomice. W ostatniej kolejce 24 maja o godz. 16.30 Łodzianie podejmą Górnika Łęczna.

Śląsk Wrocław – ŁKS Łódź 2:2 (0:1)

0:1 – Piasecki (42), 0:2 – Matsenko (61, samobójcza), 1:2 – Kurowski (63), 2:2 – Matsenko (68, głową)

ŁKS: Bomba – Rudol, Craciun, Fałowski, Loffelsend – Wysokiński, Wojciechowski (71, Lewandowski), Hinokio, Norlin (82, Krykun) – Arasa, Piasecki (82, Ernst)

Brak zwycięstw, czyli zmora własnego boiska, skazuje ŁKS na rolę grającego o nic I-ligowego średniaka

To szósty kolejny mecz przy al. Unii bez zwycięstwa! Tak na pewno nie wywalczy się awansu do ekstraklasy! 10 tysięcy kibiców na stadionie przy al. Unii w większości mogło czuć się mocno rozczarowanych.

Mogło się zacząć fantastycznie. Po złym wybiciu Szwedzika, trafiony nią Arasa był bliski zdobycia bramki. Niestety piłka przeleciała obok słupka. Na trudnej, przypominającej kartoflisko, murawie grało się trudno. ŁKS starał się mieć inicjatywę. Po dalekim wrzucie z autu Rudola, Craciun posłała piłkę nad poprzeczkę.

Skuteczniejszy był Ruch. Chorzowianie byli szybsi i bardziej zdecydowani w polu karnym łodzian. Na dodatek gospodarze kryli na radar i trochę szczęśliwie po kiksie Jędryki, Nagamatsu posłał piłkę do siatki. Chaos defensywny został bardzo surowo ukarany!

Powtórzyła się znana doskonale, frustrująca drużynę i kibiców, sytuacja. ŁKS znów musiał gonić wynik. I szybko dogonił. Po znakomicie dośrodkowanej piłce przez Wysokińskiegoz rzutu rożnego, podaniu głową Terleckiego, Arasa posłał piłkę do siatki. Chwała łodzianom, że się nie załamali, tylko szybko i skutecznie zabrali do odrobienia strat.

Uff, jeszcze szybciej mogło być 2:1 dla gości, ale w trudnej sytuacji znakomitą dobrze interweniował Bobek i nie stracili w defensywie głowy łodzianie. Rzuty rożne mogły być atutem gospodarzy. Tym razem po centrze Norlina z drugiej strony boiska, Terlecki posłał piłkę głową po poprzeczce na aut. Szkoda.

I to się zemściło, ale… Tak być nie powinno. ŁKS stracił drugą bramkę po wrzucie z autu. Dał się przepchnąć Norlin, a Szwedzik mocnym strzałem posłał piłkępod poprzeczkędo siatki. Za łatwo to poszło. Takie błędy są milowymi krokami w stronę ligowej porażki.

ŁKS się starał, ale szybszy, bardziej zdecydowany był rywal, który na dodatek zbierał drugie piłki. Łodzianie chcieli grać piłką, a na grząskim boisku, to się nie udawało. Ruch miał inicjatywę. Groźniej atakował. I… stracił gola. Po dalekim wrzucie z autu w pole karne Rudola i odbitej piłce, Hinokio technicznym uderzeniem posłał piłkę w róg bramki, tuż przy słupku, nie do obrony.

ŁKS próbował zdobyć zwycięskiego gola (strzały Arasy), ale mecz skończył się rozczarowującym łodzian, i to mocno, remisem.

Następna ligowa kolejka w kwietniu. ŁKS zagra na wyjeździe z Wieczystą Kraków – 4 kwietnia, o godz. 19.30.

ŁKS – Ruch Chorzów 2:2 (1:2)

0:1 – Nagamatsu (26), 1:1 – Arasa (32), 1:2 – Szwedzik (44), 2:2 – Hinokio (69)

ŁKS: Bobek – Rudol, Craciun, Pingot – Loffelsend, Wysokiński (59, Lewandowski), Terlecki, Hinokio, Norlin (79, Krykun) – Toma(59, Piasecki), Arasa

ŁKS. Tylko remis wywalczony w doliczony czasie. Teraz zmorą jest własne boisko!

ŁKS muszą niestety cały czas męczyć ligowe zmory. Jak nie są to mecze wyjazdowe, to stają się nimi pojedynki na własnym boisku. ŁKS znów nie wygrał spotkania u siebie. Ostatni raz zrobił to, nieprawdopodobne, ale prawdziwe, 3 listopada minionego roku, gdy pokonał Śląsk 2:1. Wygląda na to, że ekstraklasowe aspiracje można do kieszeni włożyć.

ŁKS zaczął mecz bez wykartkowanego Craciuna (zastąpił go Fałowski) i z Lewandowskim w ataku (w miejsce kontuzjowanego Wysokińskiego).Grać łatwo nie było, bo mecz toczył się na ligowym kartoflisku. Energii obu drużynom nie brakowało, ale niewiele z tego wynikało. Łodzianie składną akcję przeprowadzili w 36 minucie, Strzał Lewandowskiego z ostrego kąta obronił Haluch.

ŁKS miał inicjatywę, był coraz groźniejszy i…stracił gola po stałym fragmencie gry. Po rzucie rożnym, serii wrzutek i wybić, niepilnowany Kobusiński z dwóch metrów wepchnął piłkę do bramki, mimo rozpaczliwej interwencji Bobka. Czarna rozpacz. Niesprawiedliwości stało się zadość, ale taka jest piłka!

W drugiej połowie po główce Fałowskiego piłkę sprzed linii bramkowej wybił jeden z graczy rywali. ŁKS osiągnął wyraźną przewagę, ale kończyło się to na stałych fragmentach gry, z których nic nie wynikało. Niestety, nie było nikogo, kto by wygrywał na bokach pojedynki jeden na jeden i stwarzał przewagę pod bramką przeciwnika. Grano wolno środkiem, przewidywalnie.

Ta futbolowa niemoc coraz bardziej irytowała kibiców obecnych na trybunach. Gdy Loffelsend doszedł do dogodnej sytuacji, to posłał piłkę panu Bogu w okno.Widząc brak pomysłu na konstruktywną grę trener Szoka chwytał się wszystkiego. Posłał w bój 17-letniego debiutanta Szczygła.

Gdy już doszło do czegoś groźnego to… Po główce Fałowskiego, a potem Arasy znakomicie interweniował Haluch. Bramkarz był też bohaterem po kolejnej akcji Piaseckiego i Arasy. A jednak w doliczonym czasie sprawiedliwości stało się zadość. Bramkarz Odry skapitulował po strzale z dystansu Fałowskiego! Uratowany remis łodzian, który jest niestety wielkim rozczarowaniem.

21 marca o godz. 14.30 ŁKS podejmie Ruch Chorzów.

ŁKS – Odra Opole 1:1 (0:1)

0:1 – Kobusiński (40), 1:1 – Fałowski (90+1)

ŁKS: Bobek – Fałowski, Rudol, Pingot, Loffelsend (72, Krykun), Terlecki, Hinokio, Toma (58. Piasecki), Norlin (72, Szczygieł), Arasa, Lewandowski

Bezbramkowy remis bez satysfakcji. ŁKS prezentował klasyczne futbolowe bicie głową w mur. W ten sposób nie przekona kibiców do zapełnienia trybun

ŁKS kontynuuje fatalną passę na boisku przy al. Unii. To czwarty mecz przed własną publicznością bez zwycięstwa. W ten sposób za chwilę będzie grał w lidze o nic i niestety wygoni kibiców z trybun.

Jedna, ale ważna, zmiana w wyjściowym składzie łodzian, ważna dla reżyserowania poczynań zespołu. Tomę zastąpił Arasa.Niestety, bez wielkich, boiskowych efektów…

ŁKS ruszył odważnie do ataku. I już w 2 min mógł prowadzić. Po uderzeniu Wysokińskiego jeden z graczy Miedzi wybił piłkę sprzed linii bramkowej. ŁKS miał inicjatywę. Atakował, strzelał, ale bez bramkowego skutku. Sprawiedliwości mogło stać się zadość, po znakomitej centrze i świetnym strzale Wysokińskiego. Niestety podający – Loffelsend był na pozycji spalonej.

Murawa nie była w najlepszym stanie, dlatego tworzenie składnych akcji było futbolową sztuką. Szkoda, że po uderzeniu z półwoleja Arasy piłka poszybowała niestety nad poprzeczkę. Oj, niewiele brakowało. Po raz kolejny…

ŁKS się nie zrażał. Po przerwie nadal atakowali, nadal marnował dogodne sytuacje. Trzeci strzał Piaseckiego, trzeci niecelny. W ostatniej sytuacji niedokładna główka z czterech metrów. Jego zmiennik – Lewandowski w dogodnej sytuacji też się nie popisał. Posłał piłkę panu Bogu w okno. Seria rzutów rożnych też nie przyniosła żadnych efektów. Klasyczne futbolowe bicie głową w mur, które zakończyło się rozczarowującym bezbramkowym remisem.

Ech, gdyby zastosowano podwórkowy system: trzy rogi – jedenastka, to ŁKS na pewno byłby w tym starciu górą! Niestety, sama satysfakcja, że zagrało się na zero z tyłu, radości nie przynosi.

9 marca o godz. 18 ŁKS zagra w Warszawie z Polonią.Transmisja TVP Sport.

ŁKS – Miedź Legnica0:0

ŁKS: Bobek – Rudol, Craciun, Pingot, Loffelsend (65, Krykun), Wysokiński, Terlecki, Hinokio (74, Ernst), Norlin, Arasa (74, Toma), Piasecki (65, Lewandowski)

Godzina dobrej gry ŁKS to jednak za mało, żeby pokonać lidera. Honorowy remis z Wisłą

Godzina dobrej, odpowiedzialnej gry to za mało, żeby pokonać lidera. ŁKS honorowo zremisował z Wisłą, choć trochę żal, że nie udało się wywalczyć trzech punktów. ŁKS zremisował piąte spotkanie, trzecie u siebie. Łodzianie zdobyli jesienią 26 punktów. Niedosyt jest oczywisty…

Mecz zaczął się znakomicie dla łodzian. Po składnej, szybkiej akcji w polu karnym faulowany był Hinokio. Jedenastkę pewnie wykorzystał Craciun. Ełkaesiacy ustawili sobie grę. Bronili własnego przedpola, czekając na kontrę. I się doczekali. Po dokładnym dośrodkowaniu Loffelsenda, niepilnowany przez nikogo Lewandowski, mając pięć – siedem metrów do bramki, popisał się wyjątkową nieudolnością, główkując obok słupka.

Wisła była bezradna, aż do dziecinnego błędu Kupczaka, który stracił piłkę na własnym przedpolu. Na szczęście krakowianie nie zamienili rzutu wolnego na bramkę, choć nie byli od tego daleko.

Tak naprawdę Wisła wypracowała pierwszą groźną sytuację dopiero w 53 minucie, ale Jakubowski nie miał kłopotów z obroną po strzale Rodado. Czas mijał, a ŁKS cofał się, cofał głębiej na własne przedpole. Rosły groźne sytuacje Wisły i stało się to, czego można się było spodziewać. Goście doprowadzili do remisu.

ŁKS powinien szybko zdobyć drugiego gola. Znów jednak gospodarze zmarnowali stuprocentową sytuację. Potem trwała wymiana futbolowych ciosów. Każda ze stron mogła wypracować bramkową okazję. Ale tego nie zrobiła i skończyło się w sumie na sprawiedliwym remisie.

Spotkanie oglądało  8562 widzów.

Następny ligowy mecz ŁKS na początku lutego z Polonią w Bytomiu.

ŁKS – Wisła Kraków 1:1 (1:0)

1:0 – Craciun (4, karny), 1:1 – Łasicki (63, głową)

ŁKS:  Jakubowski -Rudol, Craciun, Kupczak, Loffelsend (75, Krykun),Wysokiński, Hinokio, Mokrzycki (85, Ernst), Toma(64, Szczepański),Głowacki,(75, Norlin),Lewandowski(64, Arasa)

Książkowa akcja dała tylko wyjazdowy punkt drużynie ŁKS

W ligowej premierze w Łodzi wygrał ŁKS 1:0 po golu Piaseckiego. A w premierze rundy rewanżowej padł remis. W sumie zasłużony. To piąty remis łodzian, drugi na obcym boisku.

Zwycięskiego składu się nie zmienia. Trener Szoka wystawił tę samą wyjściową jedenastkę, co w zwycięskim meczu z Górnikiem w Łęcznej. W zespole rywali zabrakło lidera, dobrego ducha drużyny – Majewskiego, który na ostatnim treningu doznał urazu kolana. ŁKS też został szybko osłabiony. Przez nikogo nieatakowany Piasecki padł na murawę. Uraz ścięgna Achillesa(?) wykluczył go z gry. Został zniesiony na noszach.

Jakby nieszczęść było mało. Dziecinne nieporozumienie pomiędzy kapitanem Głowackim, a Jakubowskim, wykorzystał Tabara, praktycznie posyłając piłkę do pustej bramki. Czarna łódzka, futbolowa rozpacz, gdy drużyna grała w dziesiątką.

Była szansa na składną akcję po szarży Hinokio, ale Lewandowski zamiast odegrać mu piłkę, kompletnie się pogubił. Następny atak ŁKS okazał się… książkowy. Akcję Hinokio z Głowackim wykończył strzałem głową z 4 metrów w przeciwległy róg bramki nieupilnowany Loffelsend i doszło do wyrównania.

Potem łodzianie mieli moc szczęścia, bo po dobrej centrze minimalnie pomylił się były ełkaesiak – Koprowski. Trudny, bardzo trudny do upilnowania dla łodzian był Tabara.

Na początku drugiej połowie ŁKS powinien prowadzić, ale Lewandowski nie trafił z metra do pustej bramki. Przeszkodziła mu kępka trawy?! Potem niby ŁKS miał przewagę, ale bramkową sytuację na szczęście niewykorzystaną mieli gospodarze. W sumie sprawiedliwy remis.

7 grudnia o godz. 14.30 hitowe starcie w Łodzi z Wisłą Kraków. W pierwszej rundzie na wyjeździe łodzianie przegrali aż 0:5.

Znicz Pruszków – ŁKS 1:1 (1:1)

1:0 – Tabara (10), 1:1 – Loffelsend (34, głową)

ŁKS: Jakubowski – Rudol, Craciun, Kupczak, Loffelsend, Wysokiński, Hinokio (73, Ernst), Mokrzycki (84, Szczepański), Toma (73, Młynarczyk), Głowacki (84, Norlin), Piasecki (11, Lewandowski)

Remis ŁKS z Wieczystą. Szału w hicie kolejki nie było. Imponująca była tylko interwencja nastolatka Fałowskiego

Mający być hitem pojedynek w Łodzi okazał się średnio ciekawym ligowym widowiskiem. Więcej się bano czy raczej asekurowano niż konstruowano i strzelano. Wydarzeniem robiącym wrażenie była interwencja 18-letniego Fałowskiego, jednego z najlepszych piłkarzy na boisku.

W wyjściowej jedenastce ŁKS mecz rozpoczął nowy pomocnik – Toma. Opaskę kapitana założył Mokrzycki. W składzie rywali dwaj byli ełkaesiacy: Dankowski i Feiertag. Mecz z trybun obserwował były trener ŁKS – Kazimierz Moskal.

Pierwszą groźną sytuacje wypracowali w 20 minucie łodzianie. Niestety, Krykun strzelił obok słupka. A może powinien podawać Piaseckiemu? Łodzianie ruszyli za ciosem. Mieli trzy okazje ale… Nikt nie wykorzystał podcinki Mokrzyckiego, Toma fatalnie przestrzelił, a Norlin w sytuacji sam na sam zamiast strzelać, nieudolnie szukał lepiej ustawionego partnera.

Co potrafili zrobić rywale? Po niefortunnym zderzeniu dwóch łodzian przed własnym polem karnym (Loffelsenda z Craciunem), w dobrej sytuacji Feiertag główkował nad poprzeczkę. W kolejnej akcji po główce napastnika Wieczystej sprzed pustej bramki piłkę wybił Fałowski.

W drugiej połowie inicjatywę mieli łodzianie, ale nic z niej nie wynikało. Jedna kontra rywali przyniosła groźny strzał Semedo i dobrą interwencję Bobka. W odpowiedzi po znakomitym dośrodkowaniu Mokrzyckiego, niemiłosiernie poniewierany przez rywali Piasecki w doskonałej sytuacji, uderzając głową, trafił w słupek.

ŁKS wizualnie był lepszy, ale za wrażenia artystyczne zwycięstw nie dają. Łodzianie mieli moc szczęścia, bo Bobek nie byłby w stanie skutecznie interweniować, gdyby efektowny strzał Donkora był celny. I to by było na tyle.

Mecz oglądało około siedmiu i pół tysiąca widzów.

29 września o godz. 17 ŁKS zagra w Pruszkowie kolejny ligowy mecz – z Pogonią Grodzisk Mazowiecki. Wcześniej, bo 25 września o godz. 19 w 1. rundzie STS Pucharu Polski ŁKS na stadionie im. Władysława Króla zmierzy się z Chrobrym Głogów. 

ŁKS – Wieczysta Kraków 0:0

ŁKS: Bobek – Loffelsend (80, Rudol), Craciun, Fałowski, Norlin – Toma (73, Ernst), Kupczak, Mokrzycki (63, Wysokiński) – Krykun, Piasecki (73, Lewandowski), Balić (73, Jurkiewicz)

Mogło być wyjazdowe przełamanie, a jest czarna rozpacz. ŁKS stracił zwycięstwo w trzeciej minucie doliczonego czasu gry

ŁKS powinien wygrać mecz na wyjeździe. Tak się nie stało, bo łodzianie stracili gola w trzeciej minucie doliczonego czasu gry. Klątwa obcego boiska nadal ciąży i to mocno ełkaesiakom.

ŁKS był blisko coraz bliżej. Krykunowi zabrakło pół metra. Potem po główce Piaseckiego Abramowicz sparował piłkę na słupek. Do trzech razy sztuka.

Znakomite prostopadłe podanie Wysokińskiego i ładną podcinką sytuację sam na sam z bramkarzem wykorzystał Lewandowski. ŁKS objął prowadzenie.

Gospodarze próbowali, ale nie byli w stanie zaskoczyć Bobka. I wydawało się, że wreszcie, nareszcie łodzianie zgarną trzy punkty.

Nic z tego. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry Muratović główkował tak, że Bobek nie był w stanie tego strzału obronić. Czarna rozpacz i tyle. Nie było w tym przypadku, bo pięć minut wcześniej opolanie już mieli szansę na bramkę. Rywale nie wyciągnęli wniosków z tej sytuacji i zostali za to srogo ukarani. Jak tu nie rwać sobie włosów z głowy.

Teraz czas na reprezentacyjną przerwę. 14 września ŁKS o godz. 15.30 zagra wyjazdowy mecz z Ruchem na Stadionie Śląskim.

Odra Opole – ŁKS 1:1 (0:0)

0:1 – Lewandowski (52), 1:1 – Muratović (90+3, głową)

ŁKS: Bobek – Loeffelsend (79, Kupczak), Rudol, Crâciun, Norlin, Krykun (79, Balić), Ernst, Wysokiński, Jurkiewicz (62, Młynarczyk), Lewandowski (84, Wzięch), Piasecki

O krok od kompromitacji ŁKS. 18-letni debiutant w dniu swoich urodzin w piątej doliczonej minucie gry uratował łodzianom remis w meczu z jedną z najsłabszych drużyn ligi

Miała być otwarta, południowoamerykańska, widowiskowa gra ŁKS, okraszona bramkami. I co? I była kupa szczęścia. W piątej minucie doliczonego czasu gry debiutant Fałowski doprowadził do wyrównania w meczu z jednym z ligowych outsiderów.

Miejsce w podstawowej jedenaste znaleźli pomocnicy: Pirulo i Iwańczyk oraz, co jest pewną niespodzianką, zdolny młody stoper 18-letni Fałowski (debiut w dniu urodzin). Trzej młodzieżowcy w składzie. Gulen i… Mokrzycki wylądowali na ławce rezerwowych. Zabrakło chorego Młynarczyka.

Pierwsi groźniej zaatakowali gospodarze. Mierzony w róg strzał zablokował Fałowski. Po chwili były ełkaesiak Flis niepilnowany z 10 metrów strzelił nad poprzeczka. A potem minimalnie pomylił się Famulak.

Ełkaesiacy? Prezentowali się fatalnie. Łatwo tracili piłkę, byli wolniejsi, popełniali juniorskie błędy, beznadziejne wykonywali stałe fragmenty gry. Trzeba się było głośno, coraz głośniej zastanawiać, co się dzieje.

Po 28 minutach wreszcie, pierwszy niezły celny strzał Iwańczyka. Była jeszcze pierwsza groźna i co najważniejsze składna akcja gości. A potem…

Niedowierzaniem i tylko zgrzytanie zębami. Nikt nie krył w polu karnym Demianiuka. Bardzo źle, niepewnie interweniował Bobek, który sfaulował przeciwnika. Jedenastka i szczęście gości. Podliński posłał piłkę obok słupka. Pierwsza połowa to słabiutka gra ŁKS i moc szczęścia. Tak po prostu być nie może.

W drugiej połowie reżyserem gry gości miał być Pirulo. Ale jako pierwsi rozpracowali rywali gospodarze. Zdobyli bramkę. Uff! Miś był na pozycji spalonej.

Wolniejsi, mniej zdecydowani łodzianie ratowali się faulami. I nagle po indywidualnej akcji faulowany w polu karnym był Balić (jedenastka przyznana po analizie VAR). Po strzale Mokrzyckiego piłkę obronił Lemanowicz. Coś nieprawdopodobnego. W kolejnej sytuacji, pierwszej od bodaj dwóch meczów dobrej centrze (Dankowski), gospodarzy ratował słupek i interwencja bramkarza.

ŁKS przeważał i… para w gwizdek. Nic z tego nie wynikało. Tymczasem po dalekim wrzucie z autu nieupilnowany były ełkaesiak – Flis posłał piłkę głową do bramki. ŁKS może mówić o szczęściu, bo mógł stracić drugiego gola. Skoro tak się nie stało, to w doliczonym czasie gry debiutant Fałowski strzałem z dystansu doprowadził do wyrównania! Więcej szczęścia niż futbolowego rozumu.

Następny mecz  ŁKS z Bruk-Bet Termaliką Nieciecza zaplanowano na czwartek 10 kwietnia (początek o godz. 18).  Jesienią było 2:2. Rywale w ostatniej kolejce pewnie pokonali Stal Rzeszów 3:1.

Pogoń Siedlce – ŁKS 1:1 (0:0)

1:0 – Flis (88, głową), 1:1 – Fałowski (90+5)

ŁKS: Bobek – Dankowski, Rudol (56, Wysokiński), Fałowski, Głowacki, Sitek (81, Zając), Iwańczyk (56, Mokrzycki), Kupczak, Hinokio (46, Balić), Pirulo, Norlin (74, Mrvaljević)

Miało być lepiej, było… nudniej. Rozczarowujący, oczywiście bezbramkowy, remis ŁKS w Kołobrzegu!

Miało być lepiej, było… nudniej. Po momentami słabej grze, łodzianie zremisowali w Kołobrzegu, a jakże… bezbramkowo. Ełkaesiacy czekają na wyjazdową wygraną w I lidze od 26 października minionego roku, kiedy pokonali w Rzeszowie Stal 4:2 (1:0).

Nowy trener Ariel Galeano zaskoczył, rezygnując w podstawowym składzie z energetycznego Młynarczyka, a stawiając na skrzydle na Pirulo. Wrócił do jedenastki kapitan Kupczak.

ŁKS próbował atakować, a rywale czekali na kontry. Pierwszy groźny, celny strzał był autorstwa gospodarzy. Na dodatek kontuzji barku doznał Wiech, którego zastąpił Gulen.

Rozgrywanie rzutów rożnych przez łodzian? Momentami kompromitacja, na przykład gdy Pirulo oddał piłkę rywalom. Wreszcie po 20 minutach bramkowa akcja łodzian. Sprytnie podciął piłkę nad rywalem Sitek, ale ani Arasa, ani Pirulo nie potrafili tego wykorzystać.

Były wstydliwe momenty dla atakujących wolno, przewidywalnie, bez pomysłu łodzian, skoro piłki zagrywane przez schodzącego do środka Pirulo na skrzydło do Dankowskiego kończyły się… autem dla gospodarzy! Hiszpan popisał się za to ładnym technicznym zagraniem, po którym padł gol. Wysiłek zdał się na nic, skoro wcześniej był na co najmniej metrowym spalonym.

Łodzianie atakowali wolno, w sposób przewidywalny. Na dodatek potrafili wpadać na siebie przy próbach ataku. Częściej dyskutowali ze sobą niż grali. No, nie było to budujące.

Od początku drugiej połowy gospodarze starali się grać wysoko na przedpolu łodzian. ŁKS wreszcie szukał szczęścia w szybkim ataku. Ładnym, choć niecelnym, strzałem popisał się Mokrzycki. Goście mieli kłopoty z boiskową komunikacją, jakby pierwszy raz widzieli się na boisku. To przeszkadzało w budowaniu składnych akcji, a gdy już takie stwarzali, to nie potrafili ich wykończyć.

Wreszcie po ponad godzinie grania ŁKS przeprowadził składną, groźną akcję. Zakręcił rywalami Młynarczyk, wycofał piłkę na koniec pola karnego, ale Hinokio strzelił obok słupka.

Im dalej w las, tym gorzej. Łodzianie znów grali coraz wolniej, bez pomysłu, w sposób oczywisty dla rywali, pozwalając im na spokojne zorganizowanie się w defensywie. Zmiany w jedenastce gości miały to… zmienić. I wydawało się, że tak się stanie, ale napastnik Mrvaljević z ośmiu metrów, przez nikogo nieatakowany, trafił w bramkarza. W odpowiedzi o mały włos Lasek znalazłby się w sytuacji sam na sam z Bobkiem. W ostatniej chwili skutecznie interweniował Gulen.

ŁKS atakował. Po dynamicznym wejściu w pole karne Młynarczyk, strzelając z ostrego kąta, posłał piłkę obok dalszego słupka. Potem były kolejne nieudane próby gości i mecz skończył się rozczarowujących łodzian remisem. 7 marca o godz. 18 ŁKS podejmie Wartę Poznań. Czy strzeli bramkę?

Kotwica Kołobrzeg – ŁKS 0:0

ŁKS: Bobek – Dankowski, Rudol, Wiech (13, Gulen), Głowacki, Pirulo (55, Młynarczyk), Mokrzycki (74, Mrvaljević), Kupczak, Hinokio (74, Wysokiński), Sitek, Arasa

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑