Rezerwowy Pafka

Tag: widzew gks

Widzew. Gdy nie umie się strzelać jedenastek zostają stracone pucharowe złudzenia i ratowanie ze wszystkich sił ekstraklasy!

Ostatnie sny o potędze, czyli europejskim graniu prysły niczym bańka mydlana. Obok wielu braków, którymi drażni nowy Widzew, doszedł jeszcze jeden – beznadziejne wykonywanie rzutów karnych. To spowodowało, że łodzianie odpadli z Pucharu Polski,

W karnych lepsi byli gracze z Katowic. Wykorzystali wszystkie jedenastki, tymczasem z drugiej strony: uderzenie Alvareza obronił Strączek, a Fornalczyk nie trafił w bramkę. Inna sprawa, że można gdybać. Co by było, gdyby znakomitą sytuację wykorzystał Bergier, a pod koniec spotkania Alvarez podanie Fornalczyka…

Jest, jak jest i tego nikt już nie zmieni. Łodzianom pozostaje liga i walka o zachowanie miejsca w ekstraklasie. Trener trochę pomieszał składem. Czy drużynie wyszło to na dobre, pokażą najbliższe arcyważne ligowe pojedynki.

Pozostałe mecze ćwierćfinałowe: Zawisza Bydgoszcz – Chojniczanka (4 marca, 17.30), Lech Poznań – Górnik Zabrze (4 marca, 20.30), Avia Świdnik – Raków Częstochowa (5 marca, godz. 13.30). Wszystkie mecze w TVP Sport.

Losowanie 1/2 finału STS Pucharu Polski odbędzie się 6 marca o godz. 12.Mecze tej fazy zostaną rozegrane 8 kwietnia.

Jest o co grać. Zwycięzca Pucharu Polski otrzyma:- 5 milionów złotych od PZPN oraz minimum 7 milionów EURO od UEFA za udział w pucharowych zmaganiach. To oznacza, że zwycięzca Pucharu Polski z urzędu otrzyma minimum: 35 milionów złotych!

STS Puchar Polski, 1/4 finału

GKS Katowice – Widzew 1:1 (1:0), po dogrywce 1:1, karne 4-2, awans GKS

1:0 – Klemenz (28), 1:1 – Zeqiri (53)

Rzuty karne: 1-0 Arkadiusz Jędrych, 1-0 Fran Alvarez (obroniony), 2-0 Bartosz Nowak, 2-1 Emil Kornvig, 3-1 Damian Rasak, 3-2 Christopher Cheng, 4-2 Mariusz Fornalczyk (strzał niecelny).

Widzew Łódź: Drągowski – Andreou, Wiśniewski, Kapuadi – Krajewski (90+1, Isaac), Lerager (90+1,Selahi), Shehu, Kozlovsky (106, Cheng) – Kornvig – Zeqiri (84, Alvarez), Bergier (113, Fornalczyk)

Czy piłkarzy Widzewa dopadła niezwykle zaraźliwa choroba – choroba… kontraktowa? Jeśli tak, to muszą się z niej szybko wyleczyć!

Fot. widzew.com

To wyjątkowo trudny czas. Opowiadał o tym znany francuski piłkarz: podpisujesz kontrakt z dobrym, bogatym klubem i w ciągu sekundy stajesz się… milionerem lub jeszcze bogatszym milionerem. Nagle wszystko przewraca ci się w głowie, zmieniają się priorytety.

Nie zastanawiasz się nad grą, tylko nad tym, jaki nowy samochód kupić, czy ten drogi zegarek będzie lepszy od tego droższego, czy zmienić fryzjera i przesiadywać u niego nie godzinę, a dwie, czy zamienić willę, w której mieszkasz na większą… Opisywany piłkarz doszedł do siebie, ale trochę czasu mu to zajęło.

Wygląda na to, że syndrom bogactwa zaraził też piłkarzy Widzewa. Wynegocjowali dla siebie, przy pomocy obrotnych menedżerów, wysokie kontrakty i teraz nie piłka im w głowie, tylko życie obok futbolu. Widać po pojedynczych zagraniach, że coś tam w sobie mają, że potrafią, że powinni, a za chwilę futbolowa nędza bez pieniędza… Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy – cytując Adama Mickiewicza.

Z takim nastawieniem wjeżdża się na autostradę prowadzącą od jednej futbolowej klęski do drugiej. W sumie łodzianie grają słabo, szurają po dnie ligowej tabeli. Wydaje się, że jeżeli diagnoza jest słuszna i dopadła ich choroba kontraktowa, to tak łatwo się z niej nie wyleczą. Obym się mylił.

Pierwszy sprawdzian już 3 marca o godz.20.45. Wtedy czeka łodzian mecz Pucharu Polski, 1/4 finału z GKS w Katowicach, transmisja TVP Sport. A potem nie będzie łatwiej: 7 marca, godz. 20.15, ekstraklasa: Widzew – Lech Poznań.

Pucharowe pieniądze: odpadnięcie na etapie ćwierćfinału daje zarobek w wysokości 190 tys. zł, zaś w półfinale – 380 tys. Finalista, w przypadku porażki, zarobi 1 mln zł, natomiast w przypadku zwycięstwa – aż 5 mln. Najważniejsza jest jednak przepustka do poważnego grania za grubą kasę w futbolowej Europie.

Pieniądze nie grają, tylko ludzie. Pucharowe pary ćwierćfinałowe tworzą: GKS – Widzew, Zawisza Bydgoszcz – Chojniczanka (4 marca, 17.30), Lech Poznań – Górnik Zabrze (4 marca, 20.30), Avia Świdnik – Raków Częstochowa (5 marca, godz. 13.30). Wszystkie mecze w TVP Sport.

Naszpikowany milionerami Widzew zamienił ligowe granie w kabaret. Tak dalej być nie może, bo inaczej łodzianie wylądują z hukiem w I lidze!

Nowy, wiosenny, naszpikowany milionerami Widzew, milowymi krokami zmierza do I ligi. Przegrał w ekstraklasie po raz 12, ósmy na obcym boisku, drugi z rzędu po wznowieniu rozgrywek. Trzeba bić na alarm i podejmować radykalne kroki…

Są nowi piłkarze Widzewa. Jest ich siedmiu, kupionych za ciężkie pieniądze. No, to zagrali wszyscy od pierwszej minuty w Katowicach. Jak zagrali? Słabo lub jeszcze… słabiej. Mamy zatem, trwający ciągle, nieudolny proces budowania drużyny Widzewa na żywym organizmie w trakcie ligowych rozgrywek. Łodzianie wychodzą na tym, jak Zabłocki na mydle.

Padający ciągle deszcz ze śniegiem nie ułatwiał grania. Po 20 minutach wielkiej ostrożności, Widzew zdecydował się na kilka chwil śmiałości, czego najbardziej widocznym efektem był niecelny strzał z dystansu Chenga. W sumie najwięcej było wybijania piłki na aferę i ligowej nudy na pudy ze strony łodzian.

Za to rywale byli po prostu konkretni. W ostatniej akcji tej części gry po centrze z rzutu rożnego Nowaka (siódma asysta w sezonie), wyblokowany skutecznie przez partnerów, niepilnowany Klemenz posłał piłkę głową w róg łódzkiej bramki. Nie wiem: śmiać się czy płakać? Zachowanie łodzian godne szkółki niedzielnej dla futbolowych żółtodziobów!

Wreszcie, wreszcie w 46 min była akcja widzewiaków i od razu groźna. Po centrze z rzutu rożnego Bergiera, tuż obok słupka główkował Shehu. W rewanżu zamieszał łodzianami w polu karnym Kowalczyk, ale jego strzał pewnie obronił Drągowski. Równie dobrze spisał się, broniąc uderzenie Wasielewskiego.

Potem była niezbyt interesująca ligowa walka (z fatalnym kiksem Milewskiego w polu karnym – to powinien być drugi gol i kapitalnym uderzeniem z rzutu rożnego Nowaka). Arbiter Kos chciał ratować Widzew, dyktując w doliczonym czasie wymyślony rzut karny, ale VAR (z arbitrem Marciniakiem) nie dopuścił do sędziowskiej kompromitacji.

Jeden piłkarz, były ełkaesiak Kowalczyk, był lepszy od wszystkich grających w polu nowych piłkarzy Widzewa razem wziętych. I to zdanie niech wystarczy za cały komentarz, choć GKS miał więcej dobrych graczy, jak choćby Klemenz czy Wasielewski…

14 lutego o godz. 20.15 kolejne trudne ligowe wyzwanie przed łodzianami. Mecz w Płocku z rewelacją rozgrywek – Wisłą.

GKS Katowice – Widzew 1:0 (1:0)

1:0 – Klemenz (45, głową)

Widzew: Drągowski – Isaac, Wiśniewski, Visus, Cheng – Baena(59, Fornalczyk), Lerager, Shehu(73, Selahi), Bukari – Kornvig(59, Alvarez), Bergier(73, Zeqiri)

Widzew. Nastroje po dotkliwej porażce są fatalne. To na pocieszenie łyk pozytywnej, strzeleckiej statystyki

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Mecz z Jagiellonią dla Widzewa był beznadziejny i do zapomnienia (1:3!), ale doszło do wyrównania historycznego wyczynu. Stało się. Sebastian Bergier wykorzystując rzut karny, strzelił 10 bramkę dla łodzian w na razie wyjątkowo nieudanym sezonie.

Po powrocie do ekstraklasy żadnemu widzewiakowi nie udało się przekroczyć bariery dziesięciu trafień. Bartłomiej Pawłowski zdobył dokładnie dziesięć bramek (2022/2023), Jordi Sanchez osiem (23/24), a Imad Rondić dziewięć (24/25).

Wygląda na to, że Sebastian będzie pierwszy, któremu uda się pokonać strzelecką barierę, bo inaczej… Aż strach pomyśleć, co może na koniec czekać Widzew.

Przypomnijmy za Interią: Ostatnim napastnikiem Widzewa, który zdobył w sezonie więcej niż 15 bramek był Artur Wichniarek. Stało się to w… ubiegłym wieku. W sezonie 1998/99 strzelił 20 goli. Rok wcześniej Jacek Dembiński trafił 17 razy, a dwa lata wcześniej Marek Koniarek z 29 trafieniami został królem strzelców. W XXI wieku najwięcej bramek w ekstraklasie dla Widzewa strzelił Eduards Visnakovs. Było to 12 goli (2013/2014).

Oby Sebastian powiększył swój strzelecki dorobek już 8 lutego, gdy o godz. 17.30 Widzew zmierzy się w Katowicach z GKS. Jesienią pewnie wygrali łodzianie 3:0. Jak będzie teraz? Trzeba pamiętać, że rywale mają w składzie Ligowca Roku 2025 – Bartosza Nowaka (6 bramek na koncie). Mecz pokaże TVP!

Widzew. Nowi zawiedli na całej linii, ale niech ktoś wytłumaczy, co stało się z liderem zespołu!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Widzew, co brzmi wręcz nieprawdopodobnie przegrał 11, słownie: jedenasty mecz w sezonie, czwarty na własnym boisku i jest w strefie spadkowej. Nie ma w lidze klubu, który doznałby tylu porażek.

Łodzianie nie mieli szans w starciu z przyzwoicie, choć nie rewelacyjnie, grającą, poukładaną piłkarsko drużyną Jagiellonii (1:3). Prawda jest okrutna. Na boisku pojawili się nowi piłkarze sprowadzeni za miliony i wszyscy, poza Przemysławem Wiśniewskim, bo grał krótko i trudno go ocenić, zawiedli. Powiedzmy wprost: niektórzy na całej linii. Gorzej, znacznie gorzej, że beznadziejny występ, może najgorszy w łódzkich barwach, zanotował lider – Juljan Shehu. Miał swój niesławny udział przy stracie wszystkich bramek!

Najbardziej niepokojące jest jednak to, że przez różowe okulary patrzył na spotkanie trener Igor Jovicević. Zwalał wszystko na pogodę i boiskowy przypadek. Trzeba jednak pamiętać, że to on, nikt inny, przygotował nic nie dającą taktykę grania dwoma napastnikami, skutecznie i z łatwością odcinanymi przez rywali od podań… Bez krytycznej analizy, tego co się stało w premierze, nic dobrego nie wyniknie.

A tu trzeba grać dalej. 8 lutego o godz. 17.30 Widzew zmierzy się w Katowicach z GKS. Jesienią pewnie wygrali łodzianie 3:0. Jak będzie teraz? Trzeba pamiętać, że rywale mają w składzie Ligowca Roku 2025 – Bartosza Nowaka, który w premierowym, wiosennym meczu z Zagłębiem w Lubinie, wygranym 2:0, strzelił bramkę w 64 sekundzie!

Rywale mogą spokojnie przygotowywać się do starcia z Widzewem, gdyż ich środowy, zaległy mecz z Jagiellonią, ze względu na panujące warunki atmosferyczne, został odwołany.

Najpierw składna akcja, a potem mocne uderzenie w końcówce, dały po raz drugi trzy punkty Widzewowi

Widzew zgarnął po raz drugi ligowe trzy punkty, dzięki najpierw ładnej, składnej akcji do przerwy, a potem mocnemu uderzeniu w końcówce spotkania.

Spodziewana zmiana w składzie Widzewa. Miejsce Gikiewicza w bramce zajął debiutant Kikolski. To decyzja trenera Sopicia, która mocno zdenerwowała dotychczasowego pierwszego golkipera. Co z tego wyniknie czas pokaże. Innych zmian w wyjściowym jedenastce nie było. W roli kibica pojawił się na trybunach legendarny napastnik – Koniarek.

Widzew pokazał się po kwadransie gry, a składną akcję udokumentował golem. Akere znakomicie zagrał prostopadłą piłkę do Shehu, a ten posłał piłkę na przeciwległy słupek, gdzie niepilnowany Bergier dopełnił formalności. Trzeci gol napastnika w tym sezonie!

To miał być impuls do lepszej gry gospodarzy, którzy zaczęli mecz niemrawo i nerwowo pod własną bramką. Niestety nie był, bo inicjatywa należała do rywali. Pokazał się Fornalczyk, niestety nie tak jak byśmy chcieli. W trzecim kolejnym meczu ujrzał żółtą kartkę. A potem więcej dyskutował z rywalami niż grał. Dobrze, że łodzianie mieli w składzie Akere, który dynamicznymi, choć nieco samolubnymi atakami, przenosił grę pod bramkę GKS.

Widzew miał przewagę, ale po błędzie Kikolskiego, zadrżały serca kibiców gospodarzy. Dobrze, że ta wtopa nie skończyła się golem. Łodzianie prowadzili dzięki postawie trzech futbolowych muszkieterów: Akere, Bergier, Shehu.

Po przerwie nie pojawił się Kozlovsky, który skręcił kostkę. Jego miejsce zajął debiutant Gallapeni. Łodzianie zaczęli z wysokiego C. Dwie składne akcje i jeden gol. Dziecinny błąd w defensywie gości wykorzystał Shehu. Niestety, po analizie VAR bramka została anulowana. Przed strzałem pomocnik Widzewa zagrał piłkę ręką.

Niby Widzew kontrolował wydarzenia, ale składna kontra GKS mogła przynieść wyrównanie. Dobrze, że Rosołek nie jest napastnikiem z prawdziwego zdarzenia. W odpowiedzi Gallapenia z pięciu metrów uderzał głową tak nieudolnie, że dał szansę wykazać się Kudle.

W kolejnej akcji bramkarz gości nie miał szans, gdy Alvarez zagrał na nogę Kowalczyka, a ten strzałem w róg pokonał własnego golikpera. Rozbici goście pogubili się zupełnie, co wykorzystał Alvarez (po dobrym podaniu Baeny), pieczętując sukces łodzian. Najlepszy na boisku Shehu.

Mecz oglądało 17332 kibiców.

W kolejnym ligowym spotkaniu 9 sierpnia o godz. 20.15 Widzew podejmie rewelację rozgrywek – Wisłę Płock (trzy mecze – 9 punktów, bramki 6-1).

Widzew – GKS Katowice 3:0 (1:0)

1:0 – Bergier (18, głową), 2:0 – Kowalczyk (88, samobójcza), 3:0 – Alvarez (89)

Widzew: Kikolski – Krajewski, Visus, Żyro, Kozlovsky (46, Gallapeni) – Selahi (81, Hanousek)- Akere (89, Klukowski), Alvarez, Shehu, Fornalczyk (69, Baena) – Bergier (69, Czyż)

Czy widzewskie, futbolowe frajerstwo w Białymstoku skończy się kadrową rewolucją przed spotkaniem z GKS Katowice?!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Legendarny piłkarz Widzewa – Zbigniew Boniek, nie miał innego słowa na określenie tego, co zrobili jego następcy w Białymstoku, tracąc dwie bramki w doliczonym czasie gry i przegrywając mecz z Jagiellonią 2:3, jak frajerstwo. Duch wielkiej tajemnicy i ludzkiej nieprzewidywalności rządzi futbolem. Bo, jak to wytłumaczyć, że piłkarscy rutyniarze, którzy z nie jednego pieca chleb jedli, czyli Rafał Gikiewicz i Mateusz Żyro, w ostatniej akcji meczu zachowają się niczym futbolowe żaki pogrążone w gęstej boiskowej mgle.

Coś jest na rzeczy w twierdzeniu, że Widzew to drużyna, która traci najwięcej bramek, próbując zaczynać akcję podaniem od bramkarza do stojącego w pobliżu obrońcy. To trzeba natychmiast zmienić. Czy dokonać poważnych personalnych cięć, to już decyzja trenera Željko Sopicia. – Mamy pewne zasady, których drużyna powinna trzymać się w grze – mówi trener, co może oznaczać kadrową jedną czy drugą zmianę, a być może rewolucję.

Przypomniała mi się historia sprzed wielu wielu lat, gdy grałem w łódzkiej Lidze Szóstek i podobna nasza podbramkowa akcja i żłobkowa strata gola, nieomal nie doprowadziła do rękoczynów i rozpadu drużyny. Ciekawe, co działo się w szatni łodzian po spotkaniu. Pewno padło dużo męskich słów. Faktem jest jednak, że najgrubsze nawet słowa ligowych punktów nie dadzą.

Kolejne spotkanie 2 sierpnia o godz. 17.30 w Łodzi z GKS Katowice (transmisja TVP Sport) pokaże, czy sny o potędze, zostaną tylko snami. Na razie nie jest tak, jakby sobie wszyscy wierni kibice wyobrażali, że już natychmiast, od zaraz Widzew stanie się drużyną na miarę ligowych medali. Na to trzeba czasu i ciężkiej pracy, a piłkarze grający w Polsce są tacy, jak każdy widzi i zachwycanie się, że sprowadzono futbolistę, powiedzmy za półtora miliona euro, i on od razu da mistrzowską jakość, jest zwykłą kibicowską naiwnością.

Doliczony czas znów atutem Widzewa. Łodzianie przełamali wyjazdową klątwę

Wyjazdowa klątwa została przełamana. Po dwóch porażkach (z Pogonią 0:2 i Jagiellonią 0:1), Widzew zremisował w Katowicach z GKS po golu, a jakże w doliczonym czasie gry. Walka o dobry wynik do samego końca spotkania stała się specjalnością łodzian,

Trener Myśliwiec dokonał wręcz rewolucji w składzie Widzewa (pięć zmian!), a zwłaszcza w drugiej linii. Po raz pierwszy w tym sezonie usiadł na ławce kapitan Hanousek. GKS bez Zrelaka w składzie.

Spotkanie zaczęło się znakomicie dla gości. Ich pierwsza akcja przyniosła gola. Nomen omen w 13 min dośrodkował Gong, niepewnie wyszedł do piłki Kudła, uprzedził go Rondić i trafił do siatki.

Widzew kontrolował grę. 10 minut później mógł zdobyć drugiego gola, ale kilka strzałów łodzian było skutecznie blokowanych.

Potem była chwila grozy. Na szczęście VAR był po stronie łodzian. Ibiza nie zagrał piki ręką w polu karnym, a rzut wolny nic nie dał gospodarzom.

Potem była akcja z której nic nie powinno się stać, a jednak się stało. Po dalekim wrzucie z autu(!) Kowalczyka rywale uprzedzili naszych defensorów, ostatecznie piłka spadła pod nogi Repki, który doprowadził do wyrównania. Festiwal błędów łodzian. Nie, takie gole nie powinny padać, jeśli się ma uchodzić za solidną ligową drużynę!

Bramka podrażniła ambicje łodzian, ale Kudła pokazał klasę interweniując po strzale Kerka. Odpowiedź GKS była błyskawiczna i skuteczna. Wasielewski zakręcił niczym juniorem Gongkiem, strzelił, piłka otarła się o Żyrę i wpadła do siatki. Czarna rozpacz!

Widzew w drugiej połowie próbował odrobić straty, ale robił to anemicznie. Niewiele wynikało z przeprowadzanych akcji. Zadebiutował w Widzewie Hamulić. Wyróżnił się tym, że zobaczył żółtą kartkę.

Tymczasem tzw. impet Widzew słabł z każdą minutą. Na dodatek w defensywie dalej raził nieporadnością. Trudno zrozumieć dlaczego aż do 80 minuty był na boisku ogrywany niemiłosiernie Gong. Widzew niby grał dwoma napastnikami, ale nic wielkiego i pożytecznego z tego nie wynikało.

Gdy wydawało się, że nic z tego nie będzie i trzecia wyjazdowa porażka z rzędu stanie się faktem, znów doliczony czas okazał się inspirujący dla łodzian. Wrzucił piłkę w pole karne Silva, nieporadnie wybijali ją obrońcy rywali. Trafiła ona pod nogi Łukowskiego, który ładnym, pewnym strzałem pokonał Kudłę. Słowa uznania za walkę do końca.

21 września o godz. 17.30 Widzew podejmie Piasta Gliwice.

GKS Katowice – Widzew 2:2 (2:1)

0:1 – Rondić (13), 1:1 – Repka (38), 2:1 – Wasielewski (42), 2:2 – Łukowski (90+2)

Widzew: Gikiewicz – Kastrati (80, Krajewski), Żyro, Ibiza, Kozlovsky (80, Silva) – Alvarez, Shehu, Kerk (71, Łukowski) – Sypek (62, Hamulić), Rondić, Gong (80, Cybulski)

Obce boiska są ostatnio straszne Widzewowi, oby to się zmieniło!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Trener Widzewa – Daniel Myśliwiec – mówi o dobrym meczu rozegranym w Białymstoku. Nawet jeśli ma rację, z czym ja się nie zgadzam, to i tak zdaje się to psu na budę, skoro łodzianie doznali drugiej wyjazdowej porażki z rzędu – najpierw z Pogonią w Szczecinie 0:2, a teraz Jagą 0:1. Nawet najpiękniejsze opinie tego faktu nie zmienią.

Fakty są bolesne: to kolejne porażki na obcych boiskach, fatalny bilans kartkowy: trzy czerwone kartki i dwanaście żółtych to bilans Widzewa po siedmiu spotkaniach. Ograniczone zaufanie do ludzi, na których można polegać, jak na Zawiszy. Frana Alvareza zdołano już kreować na nowego lidera drużyny, tymczasem on zachowuje się, jak junior i w kluczowym momencie ogląda drugą żółtą czyli czerwoną kartkę. I sprawa najważniejsza – transfery. Co pozytywnego wnoszą do gry zespołu zagraniczni piłkarze sprowadzeni w ostatnim czasie do Widzewa?

Moim zdaniem nic lub prawie nic. Kto ich wynalazł, po co, jakimi kryteriami się kierował – to jest nadal niewyjaśniona przez klub zagadka. Grzmię i będę grzmiał – po kie licho wydawać kasę na zagraniczny szrot, skoro nie gorszych piłkarzy można wyszkolić w klubie za mniejsze pieniądze i poszukać ich też za mniejszą kasę (chyba) w niższych ligach. Pokazywanie za wszelką cenę, że w trakcie przerwy zimowej czy letniej, gdy trwa transferowy zawrót głowy, widzewski interes się kręci, to tylko mamienie kibiców i potem w sezonie granie na ich nerwach.

Jestem zdania, że polityka transferowa Widzewa wymaga jeśli nie rewolucyjnych zmian, to natychmiastowej… rekonstrukcji.

Po reprezentacyjnej przerwie 13 września Widzew zagra ligowy mecz w Katowicach z GKS (godz. 20.30). Oby sprawdziło się przysłowie: do trzech razy sztuka i tym razem, po dwóch wyjazdowych porażkach, Widzew wyjdzie wreszcie na swoje. Dobrą atmosferę może budować sparingowe zwycięstwo z Wisłą Płock 3:0 i pojawienie się na boisku na pół godziny nowego napastnika Saida Hamulicia.

Widzew. Czy jest ligowe życie bez Bartłomieja Pawłowskiego i… Jordiego Sancheza?

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Widzew w okresie przygotowawczym musi wypracować formułę: jak grać w lidze bez Bartłomieja Pawłowskiego a i pewnie Jordiego Sancheza. Pierwsze koty za płoty, ale premierowy sparing wyszedł na plus. Widzewiakom chciało się grać, stworzyli kilka składnych akcji, pokonali GKS Katowice (3:1), gola zdobył debiutant Jakub Łukowski, okazało się, jak ważnym graczem jest hiszpański napastnik, który nawet założył opaskę kapitana.

Sanchez ma grać w Azji, Widzew pewnie na tym trochę zarobi (pół miliona euro?!), ale czy skórka warta za wyprawkę. Wiosną łodzianie mieli transferowe szczęście, że nagle i niespodziewane pojawił się Rafał Gikiewicz. Teraz podczas transferowych poszukiwań już tak dobrze być nie musi, a Sanchez… 29-letni Hiszpan w minionym sezonie w 35 spotkaniach zdobył 11 bramek, zaliczył 6 asyst. Jego dorobek w Widzewie budzi szacunek: 65 meczów, 19 goli.

Sposobem trenera Daniela Myśliwca na wielkie kadrowe straty ma być skuteczny sposób grania. Szkoleniowiec mówi: – Nie odpuszczamy, chcemy pressować jeszcze lepiej, mocniej i częściej.

Tym pomysłem na grę łodzianie chcą nie dawać rywalom dojść do głosu, strzelać bramki i wygrywać. Czas pokaże czy tak właśnie będzie. Na razie jest plusik po pierwszej grze kontrolnej i oczekiwanie, że tak będzie dalej…

Teraz przed Widzewem w sobotę mecz kontrolny z Motorem Lublin, a potem zgrupowanie w Opalenicy.

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑