Rezerwowy Pafka

Tag: widzew remis (Page 1 of 2)

Widzew znów nie wygrał meczu na własnym boisku. Zremisował, a mogło być jeszcze gorzej. Na szczęście Rodado nie wykorzystał jedenastki!

No, jesteśmy wyjątkowi. Można nas wytykać palcem. Nie ma w ekstraklasie drugiej takiej drużyny. Widzew znów nie wygrał meczu na własnym stadionie. Na sześć spotkań cztery zremisował, dwa przegrał. Na dodatek miał furę szczęścia, że znów nie zszedł z własnego boiska pokonany. Rodado z rzutu karnego trafił w poprzeczkę!

Mogło zacząć się fantastycznie. W 2 minucie Łubik zagrał wprost pod nogi stojącego na 16 metrze Alvareza. Ten jednak nie zdołał przelobować golkipera. Takich szans nie powinno się marnować! Trzeba jednak zachować więcej zimnej krwi lub mieć chłodną głowę. Widać w rozedrganym ostatnimi niepomyślnymi ligowymi wydarzenia Widzewie o to trudno.

W drugiej składnej akcji Łodzian strzał Biuka zablokowali rywale, którzy poczynali sobie coraz śmielej, korzystając ze złych, niedokładnych zagrań gospodarzy. Bliższy gola byli jednak Widzewiacy, a dokładnie Alvarez. Po jego strzale z półwoleja i interwencji Łubika, piłka odbiła się od poprzeczki. A potem blok, pudło lub odwrotnie.

Po przerwie na… fajerwerki i zadymienie stadionu inicjatywę przejęli goście, którzy ewidentnie przyspieszyli swoją grę. Pokazał się Rodado. Najpierw Drągowski był na posterunku, a potem Hiszpan fatalnie spudłował. Faulował w doliczonym czasie pierwszej połowy Dudę Papanikolau i co zrobił sędzia Szczerbowicz z Olsztyna? Nie zdecydował się pokazać Widzewiakowi drugiej żółtej kartki. Uff, odetchnęliśmy z ulgą.

Po przerwie Łodzianie niby atakowali, ale nie potrafili inteligentnym podaniem, a na koniec groźnym strzałem, zamknąć akcji. Krakowianie grali coraz śmielej. W Wiśle swojej szansy szukał Rodado. Tymczasem po strzale Krzyżanowskiego piłka uderzyła w rękę Visusa i arbiter podyktował jedenastkę dla Krakowian. Nie wykorzystał jej Rodado, który trafił w poprzeczkę!

Nie zraziło to Wiślaków, którzy atakowali niebezpiecznie. A gdy spróbował coś zrobić Widzew, to okrutnie pomylił się Świderski, nagrodzony gwizdami. Potem jeszcze dziecinne błędy w defensywie. I wielka szansa na gola – niewykorzystana. Pod poprzeczkę uderzył z rzutu wolnego Gazibegović, ale Łubik odbił piłkę na rzut rożny. W sumie jednak dobrze, że to wszystko nie skończyło się porażką.

Mecz oglądało 17 492 widzów.

23 października też o godz. 20.30, też w Łodzi, spotkanie z Górnikiem Zabrze!

Widzew – Wisła Kraków 0:0

Widzew: Drągowski – Gazibegović, Wiśniewski, Visus, Kapuadi – Papanikolaou (46, Selahi) – Biuk, Alvarez (46. Shehu), Silva (67, Kornvig), Fornalczyk (67, Males) – Świderski (77, Vermesan)

Zmora zmór. Widzew dwa razy wychodził na prowadzenie i znów nie potrafił wygrać meczu na swoim boisku!

Wielkie rozczarowanie. Widzew zamienia atut, czyli własne boisko, w sportową zmorę. Łodzianie znów na nim nie wygrali, choć dwa razy wychodzili na prowadzenie. Zremisowali po raz trzeci. Są ze wstydliwym bilansem – w pięciu meczach przy al. Piłsudskiego – bez zwycięstwa!

Wieczysta zaczęła mecz od kluczowej zmiany. W defensywie w miejsce Wieteski, który doznał urazu na rozgrzewce, pojawił się Djermanović. Widzew mógł to szybko wykorzystać, ale tego nie zrobił. Po podaniu Fornalczyka strzelał z 12 metrów Alvarez. I co? Trafił w bramkarza!

Gospodarze atakowali. Kornvig uderzał głową, ale minimalnie obok słupka (po akcji Fornalczyk – Garcia). Widzew za swoją wielką chęć strzelenia bramki został nagrodzony! Łodzian wyręczył Milić – autor samobója. Po centrze Biuka, Krakowianin niefortunnie uprzedził Świderskiego i stało się. Ta sytuacja tylko dodała animuszu Widzewiakom. Wieczystą ratował znakomitymi interwencjami Kochalski.

Skoro się nie strzela, to się traci! Piazon pokazał Łodzianom czarno na białym, jak to się robi, żeby być skutecznym. Wiśniewski nie trafią w piłkę, Krajewski skiksował i piłkarz Wieczystej wykorzystał sytuację sam na sam, podcinką nad Drągowskim. Asystę przy tym golu zaliczył bramkarz gości. Widzew był w szoku i mógł przegrywać, ale Drągowski wygrał kolejny pojedynek sam na sam – tym razem z de la Rosą.

Widzew w drugiej połowie znów zamknął Wieczystą na jej przedpolu. Strzelał, a jakże, ale bez skutku. Goście czekali na swoją szansę. I pokazali, że potrafią przeprowadzić groźne akcje. W Łódzkim teamie dwoił się i troił Fornalczyk, ale bez bramkowych efektów. Inni strzelali, ale raczej Panu Bogu w okno, niż w światło bramki. Za to po kontrze z bliska trafił w światło bramki Vojtko, ale Drągowski pokazał klasą i gol nie padł.

Takie sytuacje, jak wiadomo, się mszczą. I tak właśnie się stało. Garcia huknął, nomen omen z około 13 metrów, jak z armaty, nie do obrony i Widzew wyszedł na prowadzenie. Potem mogli wszystko Łodzianie zaprzepaścić. Pozwolili doprowadzić do wyrównania, a od straty kolejnej bramki, ratował Widzewiaków – Drągowski.

Skończyło się zatem remisem, który mocno rozczarował oglądających spotkanie na żywo 16 693 kibiców. Nie obyło się bez przeciągłych gwizdów. Dodajmy jeszcze, że nie pomógł gościom trener Kopić, który po nerwowej reakcji w doliczonym czasie gry, zobaczył czerwoną kartkę.

Po przerwie na reprezentację 11 października o godz.14.45 mecz z Piastem w Gliwicach, 16 października o godz. 20.30 z Wisłą Kraków w Łodzi, a 23 października też o godz. 20.30, też w Łodzi pojedynek z Górnikiem Zabrze.

Widzew – Wieczysta Kraków 2:2 (1:1)

1:0 – Milić (18, samobójcza), 1:1 – Piazon (37), 2:1 – Garcia (65), 2:2 – Milić (80, głową)

Widzew: Drągowski – Krajewski, Wiśniewski, Kapuadi, Garcia – Papanikolaou (86, Selahi), Kornvig – Biuk (74, Klukowski), Alvarez (63, Silva), Fornalczyk (86, Żyro) – Świderski (63, Bergier)

Widzew walczył bez kompleksów, był bliższy zwycięstwa w Warszawie. Skończyło się remisem

Widzew czeka na zwycięstwo przy Łazienkowskiej od ponad 30 lat. Po raz ostatni Łodzianie wygrali 22 maja 1996 roku. Na razie prestiżowego, kolejnego sukcesu się nie doczekali, ale był bliscy. Widzew walczył w Warszawie bez kompleksów i bardziej zasłużył na zwycięstwo. Skończyło się remisem.

Szybko poszło. Po faulu Wiśniewskiego na Szczepaniaku Legia rozegrała rzut wolny. Strzelał Augustyniak, a Drągowski przepuścił piłkę pod brzuchem. Niestety, fatalny błąd golkipera. Łodzianie wyrównali po niecałych 120 sekundach i znakomitej centrze Fornalczyka. Świderski uprzedził Augustyniaka. Strzelił na wślizgu, odbił ją jeszcze próbujący skutecznie interweniować Piątkowski i błyskawicznie doprowadził do wyrównania.

Widzew powinien pójść za ciosem. Po znakomitym, inteligentnym wycofaniu piłki przez Fornalczyka, Alvarez z 10 metrów jedynie obił słupek. Jak można było nie trafić! Skoro nie Widzew, to mogła Legia, ale Augustyniak po rzucie rożnym główkował w poprzeczkę.

Widzew walczył w drugiej połowie bez kompleksów. Urbański zablokował plecami strzał Fornalczyka. Rzecz cała działa się sześć metrów od bramki Legii. Hindrich do spółki z Augustyniakiem obronili płaski strzał Alvareza. To była odpowiedź na niecelny strzał głową Kuchty.

Potem Widzew nic sobie nie robił z tego, że walczy w Warszawie. Atakował, choć brakowało dobrego wykończenia akcji. Co by było choćby, gdyby Biuk lepiej przyjął pikę w polu karnym. Legia się broniła po akcjach inicjowanych przez Fornalczyka. I obroniła remis.

Mecz w Warszawie oglądało 27 089 widzów.

W następnej kolejce Łodzianie 18 września o godz. 18 podejmą beniaminka – Wieczystą Kraków, który przegrał z Pogonią 0:2 (gol Jordiego Sancheza). Wieczysta do tej pory wygrała jeden mecz, co znamienne na wyjeździe (z Piastem 4:3).

Legia Warszawa – Widzew 1:1 (1:1)

1:0 – Augustyniak (19), 1:1 – Piątkowski (21, samobójcza)

Widzew: Drągowski – Krajewski (65,Żyro), Wiśniewski, Kapuadi, Garcia – Papanikolaou, Alvarez (65, Silva), Kornvig – Biuk (84, Klukowski), Świderski (74, Bergier), Fornalczyk

VAR uratował skórę Widzewowi, bo byłaby kolejna dołująca porażka na własnym boisku

Wszystko zdało się psu na budę. Znów rozczarowanie, Widzew znów nie wygrał na własnym boisku ligowego starcia. Czwarty mecz przy al. Piłsudskiego i skromniutki bilans – dwa zdobyte punkty. Tym razem to VAR uratował Łodzian, bo mogło być jeszcze gorzej – trzecia porażka.

Największa kadrowa sensacja. Miejsce pewnego do tej pory swego – Kornviga w jedenastce zajął nowy – Silva. Inny, nowy zagrał środek drugiej linii. Zmiany do przerwy niewiele dały, więc Duńczyk powrócił do składu.

Od początku spotkania Widzew zamknął rywala na jego przedpolu. Niewiele z tego wynikało, a groźniejsze spięcie to to, gdy po centrze Fornalczyka rywal uprzedził na piątym metrze Świderskiego. No i wracamy do sedna widzewskiego problemu: atak atakiem, a sytuację ratował Łodzianom… Drągowski. Bramkarz znakomicie, na refleks odbił piłkę po strzale Wolskiego i rykoszecie.

Potem Fornalczyk ratował skórę Krajewskiemu. W imponującym stylu wrócił skutecznie za Luizem, który był bliski znalezienia się w sytuacji sam na sam z Drągowskim. A dalej? Znów defensywnym… sprintem i skutecznością interwencji musiał popisywać się Fornalczyk. Dostał za to brawa od kibiców. A gdy doszło do kontry to skrzydłowy nie wiedział, o co w niej chodzi Alvarezowi, który zmarnował dobrą okazję do składnego ataku.

W sumie to jednak do przerwy Widzew miał przewagę, której niestety brakowało finalizacji, a może wsparcia dla pomysłów Fornalczyka ze strony partnerów. Fornalczykpo przerwie zamienił skrzydło na prawe. W nagrodę czy za karę? W każdym razie stracił całą swoją werwę, więc wrócił na swoją flankę. Po co komu była potrzebna ta zmiana?!

Widzew próbował, nie można powiedzieć. Piłka albo mijała bramkę, albo padała w ten czy inny sposób łupem golkipera gości. Widzew ma za to napastnika i to reprezentacji Polski, który… nie strzela bramek, a posyła piłki do koszyczka bramkarzy. O kim mowa? Jasne i oczywiste – o Świderskim. A na dodatek, po co grać dwoma napastnikami, skoro jeszcze mniej z tego wynika.

Skoro Widzewiacy nie potrafili strzelić do bramki rywali, trafili do…swojej. Zrobił to niestety Wiśniewski po akcji, którą zaczął niefortunną interwencją Kapuadi. Wiśnia przelobował Drągowskiego. Na szczęście tym razem VAR uratował Łodzian. Wcześniej był faul na Kornvigu. Potem jeszcze ratował skórę (który to już raz?!) udaną interwencją Drągowski. Przy okazji trafił głową w słupek. Na szczęście bez poważniejszych konsekwencji. A potem w dobrej sytuacji źle główkował Goure.

Uff! Dobry i punkt, gdy nie potrafi się zdobyć trzech. Mecz oglądało mocno po raz kolejny rozczarowanych 16762 widzów. Nomen omen 13 września o godz. 17.30 nostalgiczny hit hitów. Widzew zagra w Warszawie z Legią! Nadzieje na jakąkolwiek punktową zdobycz są uzasadnione?

Widzew – Radomiak 0:0

Widzew: Drągowski – Krajewski, Wiśniewski, Kapuadi, Garcia – Silva (46, Kornvig), Papanikolaou, Alvarez – Biuk (90+4 , Klukowski), Świderski, Fornalczyk (75, Bergier)

Widzew – to stracone w ostatniej chwili zwycięstwo, smakuje wyjątkowo… pozytywnie

Emocji było tyle, że teraz trudno pozbierać myśli: psioczyć, że straciło się dwubramkowe prowadzenie w 89 minucie meczu, czy może jednak cieszyć, że uratowało remis, choć grało w dziesiątkę, gdy w 4 min za taktyczny faul wyleciał z boiska Wiśniewski. Ja powiem coś, czego dawno nie widziałem. Widzew walczył za dwóch, ze wszystkich sił, starał się wyjątkowo. I ten zdobyty punkt smakuje wyjątkowo pozytywnie.

Był Widzew ambitny, porwany walką, starającym się o korzystny wynik do samego końca. Na dodatek, wygląda na to, że okropnie skrzywdzony. Bo sędzia Kochanek w ostatniej akcji meczu powinien podyktować rzut karny dla Łodzian za uderzenie w twarz Kornvinga przez rywala. Arbiter, jak zwykle zachowawczy w takich sytuacjach, bez konsultacji z VAR, tego nie zrobił. Nie wiadomo, śmiać się czy płakać, ale wygląda na to, że poziom sędziowania w Polsce osiągnął ten Hiszpański czyli… beznadziejny!

Trener Aleksandar Vuković: – Muszę powstrzymać pewne emocje, żeby nie powiedzieć trochę za dużo. Są ludzie bezkarni i ludzie, których można ukarać. Bo za takie przyłożenie się do pracy inni ludzie mogą ją stracić. Zaczynam od końca i sytuacji, która jest rzutem karnym dla Widzewa. Na pewno znajdą się wytłumaczenia, ale to będzie marne pocieszenie.

Była szansa wygrać ten mecz, ale z drugiej strony remisujemy ten mecz grając w dziesięciu z przeciwnikiem, który nie przegrał bardzo dużo meczów na swoim stadionie. Strzelamy trzy bramki i zespół pokazuje to wszystko, na czym nam zależy. Czyli ambicję, charakter i wolę walki oraz dobrą organizację gry. Trzeba było nagle zmienić ustawienie i zagrać inaczej niż się przygotowywaliśmy do meczu. W innych okolicznościach byłbym krytyczny wobec traconych bramek, ale widzę też wysiłek, jaki włożyliśmy w ten mecz. Tylko mogę podziękować piłkarzom za to, co zrobili i tylko żałuję, że nie zostali nagrodzeni za swoją grę i poświęcenie.

A teraz mecze u siebie: 6. kolejka PKO BP Ekstraklasy: Widzew Łódź – Lech Poznań, niedziela, 30 sierpnia, godz. 20.15. 7. kolejka: Widzew Łódź – Radomiak Radom, sobota, 5 września, godz. 14.45

Śląsk Wrocław – Widzew Łódź 3:3 (0:2)

0:1 -Garcia (15), 0:2 – Alvarez (36), 1:2 – Kapuadi (47, samobójcza), 1:3 – Baena (63), 2:3 – Banaszak (78), 3:3 – Shabani (89)

Widzew Łódź: Drągowski – Krajewski, Wiśniewski, Kapuadi, García – Selahi – Baena (87, Visus), Shehu (77, Kornvig), Alvarez, Fornalczyk (11, Żyro) – Świderski (46, Bergier).

Widzew może mówić o szczęściu, że w końcówce udało mu się wywalczyć punkt w Płocku

Widzew zremisował drugi ligowy mecz. Wielkiej radości z tego nie ma, ale jest… uczucie ulgi, bo znakomicie interweniujący Drągowski, poprzeczka i VAR ratowały Łodzian w doliczonym czasie gry.

Do jedenastki Widzewa wrócił Kapuadi. Od pierwszej minuty zagrał Świderski. Nowi na ławce rezerwowych. W wyjściowym składzie rywali dwóch byłych graczy Łodzian: Radwański, Hamulić. W Płocku Widzew zagrał z czarną opaską, czcząc w ten sposób pamięć zmarłego legendarnego kierownika Tadeusza Gapińskiego.

W 13 min mogło być 1:0 dla gospodarzy. W dogodnej sytuacji spudłował Kobacki. Odpowiedź Łodzian była bardzo szybka. Strzał głową Bergiera po znakomitej paradzie obronił Leszczyński. Za chwilę znów okazał się lepszy od napastnika rywali.

Po długim okresie, kiedy nic się nie działo, akcja byłych Widzewiaków: Hamulić główkował nad poprzeczkę po zagraniu Radwańskiego. Do trzech razy sztuka? Nie tym razem. Po centrze Shehu – Bergier spudłował.Szkoda… Inicjatywa należała do gości, którzy starali się kreować bramkowe sytuacje, ale niestety nie potrafili przewagi i stwarzanych okazji wykorzystać.

W 49 min w kolejnej niezłej akcji niestety Wiśniewski główkował wysoko nad poprzeczkę (centra Alvareza). Widzew oddał inicjatywę. Hamulić starał się zmusić do bramkarskiej pracy Drągowskiego, ale ten spokojny, był na posterunku. W 62 min mógł paść piękny gol, ale po strzale przewrotką Kornviga piłka przeleciała nad poprzeczką.

Prawda była jednak taka, że to Wisła przeważała i starała się stwarzać groźne sytuacje. Dwoma bardzo dobrymi interwencjami popisał się Krajewski, ratując Widzew od utraty gola. Dobrze i skutecznie interweniował Drągowski.

A co się działo w pierwszej minucie doliczonego czasu gry? Rogelja trafił w poprzeczkę! Potem jeszcze VAR nie dopatrzył się celowego zagrania piłki ręką w polu karnym przez Shehu. Skończyło się zatem drugim, mało satysfakcjonującym ligowym remisem.

Zadebiutował Papanikolaou. Gra w Widzewie z numerem 5, bo dotychczasowy posiadacz tego numeru Anrdeou właśnie został przez Widzew wyrejestrowany.

W 3 kolejce spotkań: Jagiellonia – Widzew – 9 sierpnia, godz. 20.15.

Wisła Płock – Widzew 0:0

Widzew: Drągowski – Krajewski, Wiśniewski, Kapuadi, Cheng (66, Garcia) – Alvarez, Kornvig, Shehu, Fornalczyk (73, Baena) – Świderski – Bergier (66, Papanikolaou)

Emocji i bramek nie brakowało. Rozczarowujące, że skończyło się na wywalczeniu przez Widzew tylko jednego, ligowego punktu

Miała być bardziej ofensywna i widowiskowa gra Widzewa. I była, ale… Coś za coś. W grze defensywnej momentami była katastrofa. Dobrze, że sytuacje sam na sam wygrywał Drągowski, dobrze, że pomógł gospodarzom słupek. To uratowało Łodzianom remis.

W Motorze pojawił się w jedenastce Bereszyński. Opaskę kapitana założył niechciany w Łodzi Czubak. W Widzewie spotkanie na ławie rozpoczął Świderski. W meczowej kadrze zabrakło Andreou i Zeqiriego. Tego ostatniego, bez szans na granie, w Łodzi trzyma chyba tylko zarabiana ogromna kasa (milion euro za sezon).

Mogło zacząć się źle? Nie, fatalnie. W 45 sekundzie uratował Łodzianom skórę Drągowski, który znakomicie obronił strzał z dwóch metrów niepilnowanego(!) Bourhane. Jak można było do tego dopuścić po stałym fragmencie gry (rzut wolny). Widać można i to zrobić po raz drugi, z drugiej strony boiska. Tym razem jednak bez szczęśliwego rozwiązania. Po rzucie wolnym samobój Bergiera dał prowadzenie gościom. Na dodatek nomen omen w 13 minucie.

Odpowiedź Łodzian przyszła bardzo, bardzo szybko. Widzew przeprowadził kapitalną akcję (Alvarez – Baena), którą efektowną główką zakończył Fornalczyk. Za chwilę gospodarze mogli prowadzić, ale Krajewski chciał być bardzo koleżeński. Dogrywał piłkę, niestety niedokładnie, zamiast strzelać na bramkę. Trzecia akcja Widzewa i po konsultacji VAR arbiter uznał, że po zagraniu Fornalczyka, Łęgowski odbił piłkę ręką w polu karnym. Zrehabilitował się Bergier, który pewnie, myląc bramkarza, wykorzystał jedenastkę!

Mogło być futbolowe szaleństwo, bo Lublinianie mieli szansę na wyrównanie. W znakomitej sytuacji Ndiaye jednak posłał piłkę wysoko nad poprzeczkę! Przez kilkanaście minut działo się więcej niż w nie jednym starciu przez całe spotkanie.

Po juniorskiej stracie piłki przez Łodzian na początku drugiej połowy Motor miał okazję. W sytuacji sam na sam Ndiaye przegrał pojedynek z Drągowskim, a potem piłkę sprzed linii wybił Wiśniewski. Co się odwlecze… Motor atakował, Shehu nie zatrzymał Ndiaye, a ten uderzając po słupku doprowadził do wyrównania. To były minuty defensywnej grozy Widzewa, które boleśnie się zemściły.

Łodzianie nie wyciągnęli żadnych wniosków i nadal oglądaliśmy klops za klopsem w grze defensywnej. Gospodarzy ratował Drągowski, który wygrał sytuację sam na sam z… Ronaldo. Po godzinie gry, za sprawą przebojowego Fornalczyka, Widzew przesunął grę na połowę Motoru i potrafił stworzyć bramkowe okazje. Szkoda, że niewykorzystane, także przez Świderskiego. A rywale? Odpowiedzieli strzałem nie do obrony. Ale w słupek!

Końcówka należała do gospodarzy, jednak bez efektów. Szkoda zwłaszcza akcji Fornalczyka, który oszukał jednego, ale przy strzale trafił w drugiego rywala. I mecz skończył się sprawiedliwym remisem.

Mecz oglądało 17 256 widzów.

2 kolejka (31 lipca, piątek), godz. 18: Wisła Płock – Widzew. 3 kolejka (9 sierpnia, niedziela), godz. 20.15: Jagiellonia Białystok – Widzew. 4 kolejka (14 sierpnia, piątek), godz. 18: Widzew – Korona Kielce.

Widzew – Motor Lublin 2:2 (2:1)

0:1 – Bergier (13, samobójcza), 1:1 – Fornalczyk (20, głową), 2:1 – Bergier (28, karny), 2:2 – Ndiaye (49)

Widzew: Drągowski – Krajewski, Wiśniewski, Visus, Cheng – Alvarez, Shehu, Kornvig (81, Selahi) – Baena (65, Świderski), Bergier, Fornalczyk (90+5, Żyro)

Niestety, Widzew, choć miał wszystko w swoich rękach, zrobił kolejny milowy krok na drodze do spadku z ekstraklasy!

Wydawało się, że Widzew chwycił byka za rogi, gdy rywale od 36 minuty musieli grać w dziesiątkę i łodzianie w doliczonym czasie gry zdobyli bramkę. Nic z tego. Nie potrafili utrzymać korzystnego wyniku. Osłabiony Raków wyrównał w siódmej minucie doliczonego czasu gry. Czarna, łódzka rozpacz. Remisami ligowe piekło jest wybrukowane!

Mecz zaczął się tak, jak ostatni, czyli nudy na pudy i walka o najgorszy, pozbawiony emocji pojedynek w ekstraklasie. I nagle niespodziewanie na skutek głupoty Arsenicia szczęście uśmiechnęło się do Łodzian. W 36 minucie po faulu na dynamicznym Fornalczyku drugą żółtą czyli czerwoną kartkę ujrzał Arsenić. Widzew grał z przewagą jednego zawodnika I…?

Łodzianie atakowali, ale robi to schematycznie, przewidywalnie. Nic dziwnego, że nieskutecznie. Nie byli w stanie wykorzystać nawet tego, że gospodarze musieli zmienić bramkarza. A gdy wreszcie coś się zadziało i wydawało się, że Baena był faulowany w polu karnym, to po analizie VAR, sędzia Raczkowski anulował swoją decyzję. W doliczonym czasie gry mogło się zdarzyć wszystko. Miał swoją sytuację Widzew, mieli gospodarze.

I gdy wydawało się, że mecz skończy się remisem w czwartej minucie doliczonego czasu gry kapitalnym strzałem pod poprzeczkę popisał się Alvarez. Gdy wydawało się, że Widzew chwycił byka za rogi i odniesienie bezcenne w walce o utrzymanie zwycięstwo, stracił (o mama mia!) gola w zamieszaniu podbramkowym, po kompletnym pogubieniu się w defensywie. Nic tylko siąść i płakać!

11 kwietnia o godz. 14.45 Widzew podejmie Termalikę Nieciecza. Czy będzie w stanie wygrać z outsiderem? No, mam sporo wątpliwości.

Raków Częstochowa – Widzew 1:1 (0:0)

0:1 – Alvarez (90+4). 1:1 – Svarnas (90+7)

Widzew: Drągowski – Kozlovsky, Visus, Wiśniewski, Żyro (46, Krajewski) – Kornvig, Fornalczyk (90, Pawłowski), Shehu (77, Baena), Selahi, Alvarez – Zeqiri (66, Bergier)

Widzew. Bezbramkowe remisy, osiągane w tak beznadziejnym stylu, to milowe kroki w stronę pierwszej ligi!

Z takimi wynikami i w takim stylu Widzew zmierza w pierwszoligową otchłań. Być może był to najgorszy mecz sezonu w ekstraklasie! Dość powiedzieć, że Widzew kończył go z jednym, niecelnym strzałem. Można rwać sobie włosy z głowy.

Zaskoczeń nie było. Trener Vuković postawił na sprawdzonych ludzi. Mocno ostrożny, pilnujący się w defensywie Widzew pierwszą w miarę składną akcję przeprowadził w 16 minucie. Za to atak gości w 21 min był wart uwagi. W dobrej sytuacji skończył go strzałem Chłań. Za słabym, żeby zaskoczyć Drągowskiego. Ci bardziej optymistycznie patrzący kibice widzieli przez pół godziny meczu piłkarskie szachy. Ja powiem wprost: były nudy na pudy i tyle.

Do roboty wzięli się goście. Chłań, niczym futbolowe dziecko ograł Kozlovskiego, ale jego strzał pewnie obronił Drągowski. Łodzianom w grze ofensywnej nic, kompletnie nic nie wychodziło. Goście atakowali składniej i byli coraz groźniejsi, a Chłań momentami nie do zatrzymania dla gospodarzy. Do przerwy Łodzianie ani razu nie zagrozili rywalom, ani razu nie strzelali na ich bramkę. Smutne, ale prawdziwe.

Mijały minuty, Vuković dokonywał zmian i nic się nie zmieniało. Jak nie było strzału łodzian, tak nie było. Znów spisał się Drągowski, który znakomicie obronił uderzenie Olkowskiego. Gola i tak by nie było, bo rywal był napozycji spalonej.

Wreszcie, wreszcie, wreszcie, Mieliśmy wydarzenie w 79 minucie, gdy po raz pierwszy Łodzianie strzelali na bramkę rywali! Zrobił to Kornvig, ale uderzył obok słupka. Było słabo, słabiusieńko i w tej sytuacji remis należy uznać za sukces. W Widzewie w rolach głównych wystąpili reprezentanci Polski: Drągowski i Wiśniewski.

Mecz bez cienia satysfakcji oglądało 16923 kibiców.

W następnej kolejce Widzew 4 kwietnia, o godz. 14.45 zagra w Częstochowie z Rakowem.

Widzew – Górnik Zabrze 0:0

Widzew: Drągowski – Żyro, Wiśniewski, Kapuadi – Krajewski 64, Isaac), Lerager (46, Selahi), Shehu, Chengn(28, Kozlovsky) – Kornvig, Alvarez (84, Pawłowski) -Bergier (64, Zeqiri)

Widzew wywalczył punkt na Wybrzeżu, ale… Prawda jest taka: remisami jest ligowe piekło wybrukowane!

Pierwszy, historyczny, wyjazdowy remis Widzewa w tych rozgrywkach. Raczej można się smucić niż cieszyć, bo remisami ligowej piekło jest wybrukowane i nie daje szans na wyrwanie się ze strefy spadkowej. Łodzianie zdecydowanie lepiej zaprezentowali się w grze defensywnej niż w ofensywie. I za karę są nadal w strefie spadkowej!

Trener Vuković posłał w bój tę samą jedenastkę, co w zwycięskim meczu z Lechem z jedną zmianą. Do bramki wrócił Drągowski i na początku spotkania popisał się znakomitym prostopadłym podaniem do Bergiera. Mogło być groźnie, ale napastnik został sfaulowany.

Tak, głównie atakowała Arka, co kończyło się kolejnymi rzutami rożnymi (pięć w 23 minuty), nie dającymi żadnych efektów. W końcu jednak akcja byłego widzewiaka – Kerka mogła przynieść gola. Niemiec świetnie obsłużył Kocyłę, a ten w sytuacji sam na sam przelobował bramkarza, ale po interwencji rękami Drągowskiego, piłka minęła bramkę.

Niestety siła ofensywna gości, mówiąc wprost, żadna. Obudzili się, szukając swoich szans, po pół godzinie gry. Nie byli jednak w stanie przez całą pierwszą połowę celnie strzelić na bramkę gdynian.

Po przerwie Widzew próbował, ale w dobrej sytuacji Kornvig uderzył z woleja nad poprzeczkę. Celnie strzelali gospodarze, ale Drągowski był na posterunku.

Niby więcej z gry mieli gospodarze, ale bramkową okazję mogli zyskać goście. Po starciu Kubiaka z Krajewskim sędzia Sylwestrzak podyktował jedenastkę, którą po analizie VAR (tu rządził Szymon Marciniak), odwołał. Telewizyjne powtórki moim zdaniem, pokazują, że trudno się z tą decyzją zgodzić. Krajewski został ewidentnie pchnięty ręką przez rywala, co wybiło go z rytmu i spowodowało upadek. Arbitrzy widzieli swoje…

Widzew się nie zraził. Próbował dalej. W 77 minucie pierwszy celny strzał łodzian. Piłkę po główce Żyry odbił bramkarz Węglarz. Niecelnie strzelał Fornalczyk. Skończyło się na bezbramkowym remisie.

Mecz oglądało 11 934 kibiców. Bez fanów gości.

22 marca o godz. 17.30 Widzew podejmie Górnika Zabrze.

Arka Gdynia – Widzew Łódź 0:0

Widzew: Drągowski – Żyro, Wiśniewski, Kapuadi – Krajewski, Lerager, Shehu, Cheng (81, Kozlovsky) – Kornvig, Alvarez(81, Fornalczyk) – Bergier

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders Noren — Up ↑