Rezerwowy Pafka

Tag: widzew zwycięstwo (Page 1 of 2)

Jest bezcenne zwycięstwo. Widzew ma prawo nadal wierzyć w utrzymanie w ekstraklasie!

Widzew męczył się okrutnie, ale ostatecznie odniósł bezcenne zwycięstwo, które przedłuża nadzieje Łodzian na utrzymanie się w ekstraklasie. Widzew wygrał dziewiąty mecz w sezonie, szósty na własnym boisku. Gospodarzom pomógł trochę fakt, że przez ponad 20 minut grali z przewagą jednego zawodnika.

Widzew, jak ostatnio nie Widzew. Nieprzestraszony, zaczął mecz z animuszem, prąc do przodu, w czym brylował Fornalczyk. Wszędzie go było pełno – biegał, walczył, podawał, strzelał… Bez efektu. Trzy rogi – karny, jak się grało na podwórku. Po 7 minutach byłaby jedenastka dla Łodzian. Pomarzyć dobra rzecz.

Z tego Widzewskiego atakowania powinno było coś wyniknąć, a niestety nie wyniknęło. Para w gwizdek. Można się było zastanawiać, gdzie jest Alvarez, który ustrzelił pięknego hat tricka w jesiennym pojedynku, wygranym 4:2. Pierwsza połowa skończyła się na jednym celnym uderzeniu i to piłkarza gości – Isika w 33 minucie! Łódzka para w gwizdek. Bez dokładnych dograń piłki i co najważniejsze celnych strzałów. Pojawiły się gwizdy na trybunach. Czarno na białym było widać brak jakości.

Niemoc, wielka niemoc Łodzian skutkowała w drugiej uproszczeniem taktyki. Laga od Drągowskiego na aferę, a nuż coś z tego wyniknie. Do czasu, bo też bez efektów. Niestety, kolejne pomysły czy może antypomysły gospodarzy na atak, zamieniały się w wielkie nic. Skoro sami nie potrafili postanowił im pomóc Kasperkiewicz, który po faulu na Shehu w 68 minucie ujrzał drugą żółtą czyli czerwoną kartkę i Widzew grał z przewagą jednego zawodnika.

I wreszcie, wreszcie doczekaliśmy się w 71 minucie celnego strzału Łodzian. Piłkę po główce Kapuadiego obronił Chovan. Potem był równie skuteczny po uderzeniu Baeny. I tak trwał show golkipera gości, który bronił strzał za strzałem… Raz miał szczęście, bo po uderzeniu Bergiera ratowała go poprzeczka.

Przy następnej próbie napastnik Widzewa okazał się skuteczny. Po efektownej indywidualnej akcji Fornalczyka i jego dokładnej centrze niepilnowany Bergier posłał piłkę głową do siatki. 12 gol napastnika, druga asysta skrzydłowego. Uff, odetchnęliśmy z ulgą. Te sukces daje nadzieję na lepszą ligową przyszłość!

Mecz oglądało 17 841  kibiców. 18 kwietnia o godz. 14.45 Widzew zagra na wyjeździe z Radomiakiem.

Widzew – Termalica Nieciecza 1:0 (0:0)

1:0 – Bergier (89, głową)

Widzew: Drągowski – Isaac(82, Zeqiri), Wiśniewski, Kapuadi, Kozlovsky -Kornvig, Selahi(63, Baena), Shehu – Alvarez, Bergier, Fornalczyk(90+3, Żyro)

Cud nad Łódką. Widzew pokonał kandydata na mistrza Polski, choć zaczęło się od 0:1. Udany debiut nowego trenera

Od zwycięstwa zaczął swoją przygodę z Widzewem trener Aleksandar Vuković. Łodzianie pokonali kandydata na mistrza – Lecha Poznań, choć przegrywali 0:1. To ósme, ligowe zwycięstwo Widzewa, piąte na własnym boisku.

Pomieszał składem, zmienił ustawienie (na trzech obrońców) trener Vuković. Odgruzował Żyrę, postawił na Alvareza, musiał zdecydować się przy kontuzji Drągowskiego na innego bramkarza. Miejsca na ławce zabrakło dla Isaaca i Bukariego (piłkarza sprowadzonego za 5 mln euro!). Ghańczyk miał zajęcie. Okazał się pożyteczny. Przed meczem rozdawał paniom kwiaty z okazji Dnia Kobiet.

Łodzianie ruszyli z animuszem, bez kompleksów. Niestety, choć akcje miały potencjał, to kończyły się słabymi albo wręcz fatalnymi uderzeniami. Tradycji zatem stało się zadość. W żadnym z ostatnich 12 meczów Widzewa w pierwszym kwadransie żaden z łódzkich piłkarzy nie wpisywał się na listę strzelców.

Czujny Lech czekał na swoją szansę i z każdą minutą był groźniejszy. Umiejętnościami wykazał się Ilić, broniąc nogami piłkę po po groźnym uderzeniu Bengtssona, którego nie przypilnował Krajewski. Co się odwlecze…

W kolejnej groźnej akcji goście wyszli na prowadzenie. Po znakomitym prostopadłym podaniu Thordarson urwał się Kapuadiemu i strzałem pod poprzeczkę pokonał… pilnującego tego rogu bramki Ilicia. Jaka była reakcja mocno zdegustowanych kibiców? Najłagodniejsza to ta: Widzew grać!

Ten okrzyk podziałał mobilizująco bo po 6 minutach łodzianie doprowadzili do wyrównania. Bergier prostopadłym podaniem uruchomił Krajewskiego. Ten dostrzegł na środku pola karnego Alvareza, wyłożył mu piłkę, a niepilnowany Hiszpan nie zmarnował szansy. To jego szósty gol w sezonie.

Łodzianie odzyskali wiarę, nabrali animuszu, atakowali. I ta wiara w sukces przyniosła efekt w postaci drugiego gola. Do odbitej piłki dopadł Kornvig i huknął z 16 metrów, jak z armaty, pod poprzeczkę! Lech doprowadził do wyrównania, ale na szczęście na spalonym był Ishak.

W końcówce meczu Widzew się bronił, robił to skutecznie w czym zasługa dobrze interweniującego w doliczonym czasie Ilicia. Łodzianie mogli cieszyć się z cennego zwycięstwa.

Mecz oglądało 16 468 kibiców, w tym m.in: Łukasz Masłowski i Grzegorz Krychowiak.15 marca o godz. 12.15 Widzew zagra mecz o 6 ligowych punktów z Arką w Gdyni.

Widzew – Lech Poznań 2:1 (1:1)

0:1 – Thordarson (28), 1:1 – Alvarez (34), 2:1 – Kornvig (52)

Widzew: Ilić – Żyro, Wiśniewski, Kapuadi – Krajewski (81, Selahi), Lerager, Shehu, Cheng – Kornvig (73, Baena), Alvarez (62, Fornalczyk) – Bergier (62, Zeqiri)

Jest przełamanie. Widzew wreszcie wygrał. Jak najbardziej zasłużenie. Strzelił dwie zwycięskie bramki, a mógł zdobyć ich więcej!

W ostatnim z możliwych momencie, gdy znalazł się w sytuacji podbramkowej czyli w strefie spadkowej, Widzew wreszcie się obudził. Wygrał ważny, arcytrudny wyjazdowy mecz z zespołem z czołówki.

Od pierwszych chwil widać było jak bardzo z dobrej strony chce się pokazać trudny do upilnowania Fornalczyk. I powinien mieć asystę. Po jego dokładnym dośrodkowaniu wykładaną piłkę na piątym metrze dostał Kornvig, ale trudno to zrozumieć czemu zamiast trafić do bramki, główkował w poprzeczkę.

To Widzew chciał, miał inicjatywę, próbował. W najlepszej akcji, po kolejnej centrze Fornalczyka nie zdołał niestety dojść do główki Bergier. Łodzianie oddając inicjatywę gospodarzom, szukali szansy w przechwytach i szybkiej kontrze. I dopięli swego. Po główce Bergiera w polu karnym piłkę ręką odbił jeden z piłkarzy Wisły i arbiter po analizie VAR podyktował jedenastkę. Pewnie wykorzystał ją Bergier. To jego jedenasty gol w sezonie! Niestety chwilę później napastnik po zbytnim okazaniu swojej radości kibicom gospodarzy, ujrzał czwartą w sezonie żółtą kartkę i kolejnym meczu nie wystąpi!

Gospodarzy natchnąć do lepszej gry miało wejście na boisko Kuna. Widzew nie zamierzał jednak oddawać inicjatywy i kurczowo bronić własnego przedpola. Nadal dobry mecz rozgrywał Fornalczyk, który po dynamicznym wejściu, strzelając z 20 metrów, trafił w poprzeczkę!

A potem była jeszcze lepsza sytuacja na podwyższenie prowadzenia. Bukari nie wygrał pojedynku sam na sam z bramkarzem. Zdołał jednak zagrać do Sheu, który strzelając z 13 metrów trafił w poprzeczkę. A Bukari… Znów niestety nie wykorzystał dogodnej sytuacji. Po podaniu, no kogo? Oczywiście Fornalczyka.

Skrzydłowy nie dawał usnąć swoim partnerom. Niezmordowany inicjował kolejne ataki. W tej sytuacji zmiana najbardziej energetycznego piłkarza w końcówce meczu wydaje się przedziwna, mocno kontrowersyjna! Ale łodzianie nie zamierzali się zatrzymać. W samej końcówce kropkę nad i postawił Kornvig strzelając gola w sytuacji sam na sam, po podaniu Zeqiriego. Ten gol to najlepszy dowód na to, że Widzew odniósł zasłużone zwycięstwo!

Mecz oglądało 8834 widzów.

20 lutego o godz. 20.30 czeka Widzew u siebie mecz z Cracovią, która bezbramkowo zremisowała z Jagiellonią.

Wisła Płock – Widzew 0:2 (0:1)

0:1 – Bergier (38, karny), 0:2 – Kornvig (89)

Widzew: Drągowski – Krajewski (90+5), Żyro, Andreou, Wiśniewski, Cheng -Bukari (90, Pawłowski), Shehu, Lerager, Fornalczyk (79, Baena) – Kornvig (90, Isacc), Bergier (79, Zeqiri)

To bezcenne, pucharowe zwycięstwo w Szczecinie może uratować sezon Widzewowi!

Nieudana ligowa jesień, nie musi oznaczać straconego sezonu. Widzew wygrał pucharowy mecz w Szczecinie i w tej rozgrywce poszuka wiosną swojej europejskiej szansy. Łodzianie wygrali drugi mecz z rzędu i na koniec zmagań zyskali formę, pewność siebie i mądrość w grze. Trochę szkoda, że tak późno.

Mecz mógł się zacząć pięknie. Zabrakło niewiele – precyzji, a może łutu szczęścia. Shehu, strzelając po długim rogu, trafił w słupek. Za chwilę jednak w rewanżu niefrasobliwością popisali się obrońcy łodzian i minimalnie pomylił się Molnar.

Do trzech razy sztuka. Dwa razy pudłował Zeqiri, ale za trzecim razem niepilnowany z pięciu metrów nie mógł spudłować i nie spudłował. Dodajmy: po znakomitej akcji Pawłowskiego z Baeną. Miał szansę na skuteczną odpowiedź Molnar, ale znakomitą interwencją popisał się Kikolski. Do przerwy były głównie defensywne… szachy i trzeba to obiektywnie powiedzieć, że lepiej tę partię rozgrywali łodzianie.

W drugiej połowie dobra akcja łódzkich napastników zakończyła się fatalnym pudłem Bergiera. Kolejny atak w liczebnej przewadze w polu karnym Pogoni też skończył się… niczym. A potem nastąpił fatalny błąd Czyża. Przy szybkiej kontrze Portowców faulował rywala Visus. Trwały długo dywagacje VAR czy obrońca nie powinien ujrzeć nie żółtą, a czerwoną kartkę. Ostatecznie skończyło się na łódzkim strachu.

Widzew się za głęboko cofnął i stracił gola. Znów jednak skończyło się na strachu, bo autor bramki był na spalonym. Czas mijał, a Widzew cofał się coraz bardziej pod własną bramkę. Były momenty grozy, ale… Po kapitalnych kontrach doskonałe sytuacje zmarnowali Bergier, Shehu i Alvarez. A powinno być po meczu! W końcu jednak sprawiedliwości stało się zadość. Widzew wygrał i awansował, bo na to zasłużył.

6 grudnia o gody. 17.30 ostatni ligowy mecz jesieni. Widzew zagra w Lubinie z Zagłębiem.

1/8 finału STS Puchar Polski

Pogoń Szczecin – Widzew 0:1 (0:1)

0:1 – Zeqiri (35, głową)

Widzew: Kikolski – Andreou, Visus, Żyro, Kozlovsky – Baena (90+3, Krajewski), Czyż (84, Hanousek), Shehu, Pawłowski (90+3, Alvarez) – Zeqiri (84, Fornalczyk), Bergier ( 90+12, Klukowski)

W kadrowym szaleństwie trenera była metoda. Widzew wygrał drugi mecz na wyjeździe

Jest to, czego oczekiwali z utęsknieniem kibice. Widzew wreszcie wygrał i to na wyjeździe. Na obcym boisku zrobił to po raz drugi.

Przed starciem w Gliwicach trener Jovicević dokonał (trochę z konieczności) kadrowej rewolucji w składzie Widzewa. Jak nie robił to nie robił, ale jak już się zdecydował to poszedł na całość.

Poszalał w każdej formacji od bramkarza, po dwóch napastników. Tak, to nie przejęzyczenie. Widzew zagrał dwoma napastnikami i obaj zdobyli bramki. Nowy golkiper w trzech sytuacjach interweniował znakomicie i zachował czyste konto, a rezerwowy do tej pory pomocnik- kapitan Pawłowski popisał się bramkową asystą. Oby, to był początek nowej, dobrej drogi do celu, jaką jest sportowa i ligowa moc drużyny.

1/8 finału STS Puchar Polski Pogoń – Widzew, 2 grudnia o godz, 20.30. Transmisja TVP Sport. Odpadnięcie w 1/8 finału oznacza zamknięcie finansowego licznika na poziomie 90 tysięcy złotych. A 6 grudnia o gody. 17.30 ostatni ligowy mecz jesieni. Widzew zagra w Lubinie z Zagłębiem.

Piast Gliwice – Widzew 0:2 (0:1)

0:1 – Bergier (22, karny), 0:2 – Zeqiri (54)

Widzew: Kikolski – Andreou, Visus, Żyro, Kozlovsky – Baena (83, Krajewski), Shehu, Selahi (71, Czyż), Pawłowski (90+2, Hanousek) – Zeqiri (83, Klukowski), Bergier

Widzewiacy bardzo chcieli wygrać i wygrali – piąty ligowy mecz, drugi z rzędu. Łatwo jednak nie było. Walka trwała do końca!

Nowy trener Widzewa, Chorwat – Igor Jovicević poprowadził zespół niemal z marszu, po… jednym treningu. Chcę zaszczepić w drużynie mentalność zwycięzców – takie prezentował szkoleniowe credo przed swoim szkoleniowym debiutem. I powoli to robi. Łodzianie walczyli i wywalczyli zasłużenie piąte ligowe zwycięstwo, drugie z rzędu, czwarte na własnym boisku.

Mecz zaczął się w sposób najlepszy z możliwych dla Widzewa, kibiców i nowego szkoleniowca. Piłkę z autu wrzucał Czyż, główkował Żyro. Piłkę wybił bramkarz Majchrowicz, ale był bezradny przy dobitce Bergiera. Ten był tam, gdzie powinien być głodny goli napastnik. Pewnie uderzył piłkę głową i gospodarze objęli prowadzenie. To piąty gol Bergiera w rozgrywkach.

Widzew chciał pójść za ciosem. Atakował, stwarzał sytuacje na zdobycie drugiego gola, ale ich nie wykorzystał. Rywale mieli kłopoty z zatrzymaniem szybkich i przebojowych łódzkich skrzydłowych.

Drugi gol wydawał się kwestią czasu. I w końcu padł, po akcji… bocznych obrońców. Znakomicie dośrodkował z prawej strony Krajewski. na piątym metrze odnalazł się Therkildsen i głową posłał piłkę do siatki!

Widzew miał szansę na trzeciego gola, ale minimalnie pomylił się Krajewski. W końcu odpowiedział Radomiak i to skutecznie! Przez nikogo niepilnowany Baro z pięciu głową (to taka specjalność tego spotkania) zdobył kontaktową bramkę. Gdzie była łódzka defensywa? Ten gol dał wiatru w żagle gościom, który atakowali groźnie, coraz groźniej, na szczęście bez rezultatu.

W drugiej połowie łodzianie starali się mieć inicjatywę i mógł być tego wymierny efekt. Niestety Alvarez przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem. Może żałować też Bergier, który zaliczyłby efektowną bramkową asystę. Napastnik miał wielką ochotę na skuteczne granie. Inicjował kolejny atak, z którego niestety też nic nie wyszło.

A Alvarez niestety nie kontynuował znakomitej strzeleckiej passy z Niecieczy. Miał kolejną okazję i jej też nie wykorzystał. Kolejną widowiskową i groźną akcję przeprowadził Fornalczyk. Niestety chwilę później czwartą żółtą kartkę ujrzał Shehu i nie wystąpi w kolejnym spotkaniu. Jego zmiennik Selahi błyskawicznie wpisał się na listę strzelców, pięknym technicznym strzałem (nogą!) z 13 metrów w same okienko!

Ambitni goście znów jednak złapali kontakt. Tym razem nikt nie pilnował Mauridesa i ten, a jakże głową, strzelił gola. Trzeba to sobie jasno powiedzieć – gra w defensywie łodzian to po prostu katastrofa.

W sumie jednak Widzew był lepszy i wygrał, jak najbardziej zasłużenie, choć momentami można było drżeć, że wszystko skończy się remisem. Dobrze, że tak się nie stało!

Mecz oglądało 17022 kibiców.

W następnej kolejce 24 października o godz. 20.30 Widzew zagra z Motorem w Lublinie, który przegrał u siebie z GKS Katowice 2:5 (dwa gole dla lublinian strzeliły były widzewiak – Czubak).

Widzew – Radomiak 3:2 (2:1)

1:0 – Bergier (7, głową), 2:0 – Therkildsen (37, głową), 2:1 – Baro (44, głową), 3:1 – Selahi (69), 3:2 – Maurides (90, głową)

Widzew: Kikolski – Krajewski, Żyro, Visus, Therkildsen – Czyż – Akere (78, Baena), Alvarez (85, Pawłowski), Shehu (66, Selahi), Fornalczyk (85, Teklić) – Bergier (67, Zeqiri)

Łatwo nie było, ale to Widzew gra dalej w Pucharze Polski. I to jest najważniejsze!

Pucharowy mecz zapowiadał się na… wyrównany. W ekstraklasie oba kluby zdobyły po 10 punktów (łodzianie – trzy zwycięstwa, rywale – dwa). I tak się stało. Mecz wyrównany był, ale na szczęście dla łodzian ostatnie słowo należało do nich.

Widzew prowadził po znakomitym, efektownym strzale Alvareza i miał sytuacje do przerwy na kolejne gole – niestety niewykorzystane. Gospodarze nie zamierzali być dłużni. Emocji zatem nie brakowało.

Po zmianie stron trwała wymiana ciosów. Konkretniejsi byli gospodarze. Gola zdobył ładnym strzałem Trubeha, ale dlaczego żaden łódzkim piłkarz nie umiał go powstrzymać, to już pozostaje tajemnicą szatni przy al. Piłsudskiego. Inną tajemnicą jest, dlaczego już w 64 min opuścił boisko najbardziej kreatywny widzewiak – Alvarez.

Niestety, gospodarze coraz łatwiej dochodzili do bramkowych sytuacji i oni byli bliżsi rozstrzygnięcia pojedynku na swoją korzyść. I stało się to, co musiało się stać. Po katastrofalnej grze łodzian w defensywie, gospodarze wyszli na prowadzenie. Nie utrzymali go do końcowego gwizdka. Co stało się za sprawą najważniejszego człowiek w widzewskiej talii czyli Sheu.

W doliczonym czasie gry łodzianie mieli furę szczęścia. Trzy razy w jednej akcji wybijali piłkę sprzed linii bramkowej, wyręczając niezbyt zorientowanego w sytuacji bramkarza Ilicia. A potem w 200-procentowej sytuacji spudłował Jimenez. A zatem innego rozwiązania futbolowej sytuacji być nie mogło, jak seria rzutów karnych!

Przed północą zapadło rozstrzygnięcie. Jedenastki dla Widzewa wykorzystali: Bergier, Teklić, Fornalczyk, Therkildsen i Shehu. Strzał tego zdecydował o awansie łodzian, bowiem bramkarz Widzewa obronił jedną jedenastkę! Shehu nie zawiódł, jak zwykł to robić w tym sezonie. Widzew gra dalej, wygrał pierwszy mecz w nowym sezonie na obcym boisku i awansował w Pucharze Polski. Oby to było nowe otwarcie.

28 września (niedziela) o godz. 12.15 podejmie w ligowym starciu Raków Częstochowa.

Pierwsza runda Pucharu Polski

Termalica Nieciecza – Widzew 2:2 (0:1), po dogrywce 2:2, w rzutach karnych 4:5, awans Widzewa

0:1 – Alvarez (19), 1:1 – Trubeha (55), 2:1 – Zapolnik (81), 2:2 – Shehu (90+1)

Widzew: Ilić – Therkildsen, Żyro, Visus (75, Andreu), Gallapeni )64, Krajewski) – Alvarez (64, Shehu), Selahi, Teklić – Baena (80, Akere), Zeqiri (64, Berger), Fornalczyk

Najważniejsze, że jest czwarte ligowe zwycięstwo Widzewa, choć szału nie było

Widzew wygrał po raz trzeci ligowy mecz, po raz trzeci na własnym boisku, ale szału nie było. Łodzianie pokazali nowych piłkarzy, ale ci niczym szczególnym się nie wykazali. W roli głównej wystąpił Baena. Zdobył gola, podobnie jak jego… zmiennik.

Od pierwszej minuty bardzo chciał się pokazać były widzewiak, dziś gracz Arki – Kerk. Częściej jednak był na spalonym niż w ofensywnej grze.

To jednak gospodarze otworzyli wynik w swojej pierwszej dynamicznej akcji. Baena zaatakował z prawej strony. Mający go kryć rywal (Kocyła) wystąpili w roli nieruchomego… pionka. Pomocnik łodzian go minął i nieatakowany zdecydował się na strzał. Po rykoszecie piłka wpadła do siatki.

Widzew próbował atakować. Arka czyhała na błąd łodzian i możliwość wyprowadzenia składnej kontry. Widząc, że nie taki diabeł straszny, jak go malują, gdynianie poczynali sobie coraz śmielej.

W odpowiedzi po składnej akcji Ba zachował się w dogodnej sytuacji niczym nieopierzony junior. Z kolei strzał Kerka z trudem obronił Ilić. Do przerwy w drużynie gospodarzy w roli głównej wystąpił wyjątkowo aktywny i produktywny Baena, nagrodzony zdobytym golem.

Od mocnego uderzenia chciał rozpocząć drugą połowę Widzew. Fornalczyka nikt nie był w stanie dogonić. A potem… Strzał Zeqiriego zatrzymał przed linią bramkową Kocyła. Przy dobitce Shehu trafił w poprzeczkę.

Po wielu, wielu minutach posuchy wreszcie Visus posłał znakomite długie, bardzo długie, ale dokładne, prostopadłe podanie do Baeny, a ten niestety przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem.

Rywale próbowali coś zmienić. Po strzale Espiau Ilić wybił piłkę przed siebie, ale nie zdążył z dobitką Kerk. Odpowiedź Widzewa nastąpiła w samej końcówce. Mający być gwiazdą ligi – Zeqiri przegrał pojedynek sam na sam z golkiperem, ale szczęśliwie piłkę w bramce umieścił wprowadzony chwilę wcześniej na boisko Akere.

17 143 kibiców oglądało mecz na łódzkim stadionie.

21 września o godz. 17.30 Widzew zagra w Zabrzu z Górnikiem

Widzew – Arka Gdynia 2:0 (1:0)

1:0 – Baena (9), 2:0 – Akere (90)

Widzew: Ilić – Andreou, Żyro, Visus, Kozlovsky (74, Therkildsen) – Alvarez, Czyż (74, Hanousek), Shehu – Baena (90, Akere), Ba (46, Zeqiri), Fornalczyk (64, Pawłowski)

Najpierw składna akcja, a potem mocne uderzenie w końcówce, dały po raz drugi trzy punkty Widzewowi

Widzew zgarnął po raz drugi ligowe trzy punkty, dzięki najpierw ładnej, składnej akcji do przerwy, a potem mocnemu uderzeniu w końcówce spotkania.

Spodziewana zmiana w składzie Widzewa. Miejsce Gikiewicza w bramce zajął debiutant Kikolski. To decyzja trenera Sopicia, która mocno zdenerwowała dotychczasowego pierwszego golkipera. Co z tego wyniknie czas pokaże. Innych zmian w wyjściowym jedenastce nie było. W roli kibica pojawił się na trybunach legendarny napastnik – Koniarek.

Widzew pokazał się po kwadransie gry, a składną akcję udokumentował golem. Akere znakomicie zagrał prostopadłą piłkę do Shehu, a ten posłał piłkę na przeciwległy słupek, gdzie niepilnowany Bergier dopełnił formalności. Trzeci gol napastnika w tym sezonie!

To miał być impuls do lepszej gry gospodarzy, którzy zaczęli mecz niemrawo i nerwowo pod własną bramką. Niestety nie był, bo inicjatywa należała do rywali. Pokazał się Fornalczyk, niestety nie tak jak byśmy chcieli. W trzecim kolejnym meczu ujrzał żółtą kartkę. A potem więcej dyskutował z rywalami niż grał. Dobrze, że łodzianie mieli w składzie Akere, który dynamicznymi, choć nieco samolubnymi atakami, przenosił grę pod bramkę GKS.

Widzew miał przewagę, ale po błędzie Kikolskiego, zadrżały serca kibiców gospodarzy. Dobrze, że ta wtopa nie skończyła się golem. Łodzianie prowadzili dzięki postawie trzech futbolowych muszkieterów: Akere, Bergier, Shehu.

Po przerwie nie pojawił się Kozlovsky, który skręcił kostkę. Jego miejsce zajął debiutant Gallapeni. Łodzianie zaczęli z wysokiego C. Dwie składne akcje i jeden gol. Dziecinny błąd w defensywie gości wykorzystał Shehu. Niestety, po analizie VAR bramka została anulowana. Przed strzałem pomocnik Widzewa zagrał piłkę ręką.

Niby Widzew kontrolował wydarzenia, ale składna kontra GKS mogła przynieść wyrównanie. Dobrze, że Rosołek nie jest napastnikiem z prawdziwego zdarzenia. W odpowiedzi Gallapenia z pięciu metrów uderzał głową tak nieudolnie, że dał szansę wykazać się Kudle.

W kolejnej akcji bramkarz gości nie miał szans, gdy Alvarez zagrał na nogę Kowalczyka, a ten strzałem w róg pokonał własnego golikpera. Rozbici goście pogubili się zupełnie, co wykorzystał Alvarez (po dobrym podaniu Baeny), pieczętując sukces łodzian. Najlepszy na boisku Shehu.

Mecz oglądało 17332 kibiców.

W kolejnym ligowym spotkaniu 9 sierpnia o godz. 20.15 Widzew podejmie rewelację rozgrywek – Wisłę Płock (trzy mecze – 9 punktów, bramki 6-1).

Widzew – GKS Katowice 3:0 (1:0)

1:0 – Bergier (18, głową), 2:0 – Kowalczyk (88, samobójcza), 3:0 – Alvarez (89)

Widzew: Kikolski – Krajewski, Visus, Żyro, Kozlovsky (46, Gallapeni) – Selahi (81, Hanousek)- Akere (89, Klukowski), Alvarez, Shehu, Fornalczyk (69, Baena) – Bergier (69, Czyż)

Widzew wygrał, choć łatwo nie było, po bramce, która może zostać uznana za najładniejszą w premierowej kolejce ekstraklasy!

Premierowy mecz Widzewa wielkim widowiskiem nie był. Ot, ligowe spotkanie walki. Ale zwycięski gol zdobyty po pięknym strzale Shehu wart jest odnotowania.

Pięciu sprowadzonych latem piłkarzy pojawiło się w wyjściowym składzie Widzewa na premierowy mecz nowego sezonu ekstraklasy z Zagłębiem. Ta statystyka już pokazuje, że mamy do czynienia z nową, a może raczej budowaną na nowo, drużyną.

Po blisko kwadransie odnotowaliśmy pierwszy celny, choć słaby, strzał łodzian. Jego autorem był Akere. Charakterystyczny obrazek, pojawiający się często. Zagłębie całą drużyną na własnej połowie, zabezpieczane przez pięciu obrońców, szukające swojej szansy w groźnej kontrze.

Tymczasem… Aktywny był Fornalczyk, bardzo widoczny w wygrywanych pojedynkach biegowych. Widzew wyróżniał się tym, że jego ludzie (dwaj piłkarze i trener) po niecałej pół godzinie ujrzeli żółte kartki.

W 30 min pierwszy celny strzał gości – zza pola karnego. Uderzenie Corluki pewnie obronił Gikiewicz. W odpowiedzi mogło być 1:0 dla gospodarzy. Shehu dostał przypadkową piłkę. Wpadł z nią w pole karne. Strzelił, ale bramkarz Hładun nie dał się zaskoczyć. Przy jednej z interwencji Hładun trafił w głowę Bergera, ale arbiter nie dopatrzył się podstaw do podyktowania jedenastki.

Wreszcie, wreszcie bramkową, skuteczną akcję przeprowadzili gospodarze i to jaką – zakończoną strzałem nieomal w okienko!  Therkildsen inteligentnie wycofał pikę przed pole karne do Shehu, a ten popisał się kapitalnym uderzeniem, godnym ligowej premiery. Czy to będzie najpiękniejszy gol tej kolejki?!

Druga połowa rozpoczęła się od serii złych, niedokładnych zagrań. Bardziej energicznie atakowali goście. To zrozumiałe, chcieli w miarę szybko odrobić straty. Widzew starał się nie pozostać dłużny. Wywalczał rzuty rożne – jeden po drugim. Aż cztery. I co? Nic z nich nie wynikało.

Skoro nie szło zbyt dobrze, trzeba było skupić się n walce i bronieniu wyniku oraz na… nowej fryzurze kapitana Pawłowskiego, który pojawił się na boisku.

Z końcówki spotkania warte odnotowania były: niecelny strzał Hanouska, zablokowany Pawłowskiego, minięcie się z piłką Fornalczyka oraz żółte kartki dla rozdyskutowanego Fornalczyka i nieładnie faulującego Sypka – dziś piłkarza Zagłębia. I to by było na tyle. Pierwsze koty za płoty…

Widzów: 16728.

Widzew – Zagłębie Lubin 1:0 (1:0)

1:0 – Shehu (40)

Widzew: Gikiewicz – Therkildsen (75, Krajewski), Visus, Żyro, Kozlovsky – Selahi (69, Hanousek)- Akere (62, Baena), Shehu, Alvarez (62, Czyż), Fornalczyk – Bergier (76, Pawłowski)

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑