Rezerwowy Pafka

Tag: widzew zwycięstwo (Page 1 of 2)

To bezcenne, pucharowe zwycięstwo w Szczecinie może uratować sezon Widzewowi!

Nieudana ligowa jesień, nie musi oznaczać straconego sezonu. Widzew wygrał pucharowy mecz w Szczecinie i w tej rozgrywce poszuka wiosną swojej europejskiej szansy. Łodzianie wygrali drugi mecz z rzędu i na koniec zmagań zyskali formę, pewność siebie i mądrość w grze. Trochę szkoda, że tak późno.

Mecz mógł się zacząć pięknie. Zabrakło niewiele – precyzji, a może łutu szczęścia. Shehu, strzelając po długim rogu, trafił w słupek. Za chwilę jednak w rewanżu niefrasobliwością popisali się obrońcy łodzian i minimalnie pomylił się Molnar.

Do trzech razy sztuka. Dwa razy pudłował Zeqiri, ale za trzecim razem niepilnowany z pięciu metrów nie mógł spudłować i nie spudłował. Dodajmy: po znakomitej akcji Pawłowskiego z Baeną. Miał szansę na skuteczną odpowiedź Molnar, ale znakomitą interwencją popisał się Kikolski. Do przerwy były głównie defensywne… szachy i trzeba to obiektywnie powiedzieć, że lepiej tę partię rozgrywali łodzianie.

W drugiej połowie dobra akcja łódzkich napastników zakończyła się fatalnym pudłem Bergiera. Kolejny atak w liczebnej przewadze w polu karnym Pogoni też skończył się… niczym. A potem nastąpił fatalny błąd Czyża. Przy szybkiej kontrze Portowców faulował rywala Visus. Trwały długo dywagacje VAR czy obrońca nie powinien ujrzeć nie żółtą, a czerwoną kartkę. Ostatecznie skończyło się na łódzkim strachu.

Widzew się za głęboko cofnął i stracił gola. Znów jednak skończyło się na strachu, bo autor bramki był na spalonym. Czas mijał, a Widzew cofał się coraz bardziej pod własną bramkę. Były momenty grozy, ale… Po kapitalnych kontrach doskonałe sytuacje zmarnowali Bergier, Shehu i Alvarez. A powinno być po meczu! W końcu jednak sprawiedliwości stało się zadość. Widzew wygrał i awansował, bo na to zasłużył.

6 grudnia o gody. 17.30 ostatni ligowy mecz jesieni. Widzew zagra w Lubinie z Zagłębiem.

1/8 finału STS Puchar Polski

Pogoń Szczecin – Widzew 0:1 (0:1)

0:1 – Zeqiri (35, głową)

Widzew: Kikolski – Andreou, Visus, Żyro, Kozlovsky – Baena (90+3, Krajewski), Czyż (84, Hanousek), Shehu, Pawłowski (90+3, Alvarez) – Zeqiri (84, Fornalczyk), Bergier ( 90+12, Klukowski)

W kadrowym szaleństwie trenera była metoda. Widzew wygrał drugi mecz na wyjeździe

Jest to, czego oczekiwali z utęsknieniem kibice. Widzew wreszcie wygrał i to na wyjeździe. Na obcym boisku zrobił to po raz drugi.

Przed starciem w Gliwicach trener Jovicević dokonał (trochę z konieczności) kadrowej rewolucji w składzie Widzewa. Jak nie robił to nie robił, ale jak już się zdecydował to poszedł na całość.

Poszalał w każdej formacji od bramkarza, po dwóch napastników. Tak, to nie przejęzyczenie. Widzew zagrał dwoma napastnikami i obaj zdobyli bramki. Nowy golkiper w trzech sytuacjach interweniował znakomicie i zachował czyste konto, a rezerwowy do tej pory pomocnik- kapitan Pawłowski popisał się bramkową asystą. Oby, to był początek nowej, dobrej drogi do celu, jaką jest sportowa i ligowa moc drużyny.

1/8 finału STS Puchar Polski Pogoń – Widzew, 2 grudnia o godz, 20.30. Transmisja TVP Sport. Odpadnięcie w 1/8 finału oznacza zamknięcie finansowego licznika na poziomie 90 tysięcy złotych. A 6 grudnia o gody. 17.30 ostatni ligowy mecz jesieni. Widzew zagra w Lubinie z Zagłębiem.

Piast Gliwice – Widzew 0:2 (0:1)

0:1 – Bergier (22, karny), 0:2 – Zeqiri (54)

Widzew: Kikolski – Andreou, Visus, Żyro, Kozlovsky – Baena (83, Krajewski), Shehu, Selahi (71, Czyż), Pawłowski (90+2, Hanousek) – Zeqiri (83, Klukowski), Bergier

Widzewiacy bardzo chcieli wygrać i wygrali – piąty ligowy mecz, drugi z rzędu. Łatwo jednak nie było. Walka trwała do końca!

Nowy trener Widzewa, Chorwat – Igor Jovicević poprowadził zespół niemal z marszu, po… jednym treningu. Chcę zaszczepić w drużynie mentalność zwycięzców – takie prezentował szkoleniowe credo przed swoim szkoleniowym debiutem. I powoli to robi. Łodzianie walczyli i wywalczyli zasłużenie piąte ligowe zwycięstwo, drugie z rzędu, czwarte na własnym boisku.

Mecz zaczął się w sposób najlepszy z możliwych dla Widzewa, kibiców i nowego szkoleniowca. Piłkę z autu wrzucał Czyż, główkował Żyro. Piłkę wybił bramkarz Majchrowicz, ale był bezradny przy dobitce Bergiera. Ten był tam, gdzie powinien być głodny goli napastnik. Pewnie uderzył piłkę głową i gospodarze objęli prowadzenie. To piąty gol Bergiera w rozgrywkach.

Widzew chciał pójść za ciosem. Atakował, stwarzał sytuacje na zdobycie drugiego gola, ale ich nie wykorzystał. Rywale mieli kłopoty z zatrzymaniem szybkich i przebojowych łódzkich skrzydłowych.

Drugi gol wydawał się kwestią czasu. I w końcu padł, po akcji… bocznych obrońców. Znakomicie dośrodkował z prawej strony Krajewski. na piątym metrze odnalazł się Therkildsen i głową posłał piłkę do siatki!

Widzew miał szansę na trzeciego gola, ale minimalnie pomylił się Krajewski. W końcu odpowiedział Radomiak i to skutecznie! Przez nikogo niepilnowany Baro z pięciu głową (to taka specjalność tego spotkania) zdobył kontaktową bramkę. Gdzie była łódzka defensywa? Ten gol dał wiatru w żagle gościom, który atakowali groźnie, coraz groźniej, na szczęście bez rezultatu.

W drugiej połowie łodzianie starali się mieć inicjatywę i mógł być tego wymierny efekt. Niestety Alvarez przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem. Może żałować też Bergier, który zaliczyłby efektowną bramkową asystę. Napastnik miał wielką ochotę na skuteczne granie. Inicjował kolejny atak, z którego niestety też nic nie wyszło.

A Alvarez niestety nie kontynuował znakomitej strzeleckiej passy z Niecieczy. Miał kolejną okazję i jej też nie wykorzystał. Kolejną widowiskową i groźną akcję przeprowadził Fornalczyk. Niestety chwilę później czwartą żółtą kartkę ujrzał Shehu i nie wystąpi w kolejnym spotkaniu. Jego zmiennik Selahi błyskawicznie wpisał się na listę strzelców, pięknym technicznym strzałem (nogą!) z 13 metrów w same okienko!

Ambitni goście znów jednak złapali kontakt. Tym razem nikt nie pilnował Mauridesa i ten, a jakże głową, strzelił gola. Trzeba to sobie jasno powiedzieć – gra w defensywie łodzian to po prostu katastrofa.

W sumie jednak Widzew był lepszy i wygrał, jak najbardziej zasłużenie, choć momentami można było drżeć, że wszystko skończy się remisem. Dobrze, że tak się nie stało!

Mecz oglądało 17022 kibiców.

W następnej kolejce 24 października o godz. 20.30 Widzew zagra z Motorem w Lublinie, który przegrał u siebie z GKS Katowice 2:5 (dwa gole dla lublinian strzeliły były widzewiak – Czubak).

Widzew – Radomiak 3:2 (2:1)

1:0 – Bergier (7, głową), 2:0 – Therkildsen (37, głową), 2:1 – Baro (44, głową), 3:1 – Selahi (69), 3:2 – Maurides (90, głową)

Widzew: Kikolski – Krajewski, Żyro, Visus, Therkildsen – Czyż – Akere (78, Baena), Alvarez (85, Pawłowski), Shehu (66, Selahi), Fornalczyk (85, Teklić) – Bergier (67, Zeqiri)

Łatwo nie było, ale to Widzew gra dalej w Pucharze Polski. I to jest najważniejsze!

Pucharowy mecz zapowiadał się na… wyrównany. W ekstraklasie oba kluby zdobyły po 10 punktów (łodzianie – trzy zwycięstwa, rywale – dwa). I tak się stało. Mecz wyrównany był, ale na szczęście dla łodzian ostatnie słowo należało do nich.

Widzew prowadził po znakomitym, efektownym strzale Alvareza i miał sytuacje do przerwy na kolejne gole – niestety niewykorzystane. Gospodarze nie zamierzali być dłużni. Emocji zatem nie brakowało.

Po zmianie stron trwała wymiana ciosów. Konkretniejsi byli gospodarze. Gola zdobył ładnym strzałem Trubeha, ale dlaczego żaden łódzkim piłkarz nie umiał go powstrzymać, to już pozostaje tajemnicą szatni przy al. Piłsudskiego. Inną tajemnicą jest, dlaczego już w 64 min opuścił boisko najbardziej kreatywny widzewiak – Alvarez.

Niestety, gospodarze coraz łatwiej dochodzili do bramkowych sytuacji i oni byli bliżsi rozstrzygnięcia pojedynku na swoją korzyść. I stało się to, co musiało się stać. Po katastrofalnej grze łodzian w defensywie, gospodarze wyszli na prowadzenie. Nie utrzymali go do końcowego gwizdka. Co stało się za sprawą najważniejszego człowiek w widzewskiej talii czyli Sheu.

W doliczonym czasie gry łodzianie mieli furę szczęścia. Trzy razy w jednej akcji wybijali piłkę sprzed linii bramkowej, wyręczając niezbyt zorientowanego w sytuacji bramkarza Ilicia. A potem w 200-procentowej sytuacji spudłował Jimenez. A zatem innego rozwiązania futbolowej sytuacji być nie mogło, jak seria rzutów karnych!

Przed północą zapadło rozstrzygnięcie. Jedenastki dla Widzewa wykorzystali: Bergier, Teklić, Fornalczyk, Therkildsen i Shehu. Strzał tego zdecydował o awansie łodzian, bowiem bramkarz Widzewa obronił jedną jedenastkę! Shehu nie zawiódł, jak zwykł to robić w tym sezonie. Widzew gra dalej, wygrał pierwszy mecz w nowym sezonie na obcym boisku i awansował w Pucharze Polski. Oby to było nowe otwarcie.

28 września (niedziela) o godz. 12.15 podejmie w ligowym starciu Raków Częstochowa.

Pierwsza runda Pucharu Polski

Termalica Nieciecza – Widzew 2:2 (0:1), po dogrywce 2:2, w rzutach karnych 4:5, awans Widzewa

0:1 – Alvarez (19), 1:1 – Trubeha (55), 2:1 – Zapolnik (81), 2:2 – Shehu (90+1)

Widzew: Ilić – Therkildsen, Żyro, Visus (75, Andreu), Gallapeni )64, Krajewski) – Alvarez (64, Shehu), Selahi, Teklić – Baena (80, Akere), Zeqiri (64, Berger), Fornalczyk

Najważniejsze, że jest czwarte ligowe zwycięstwo Widzewa, choć szału nie było

Widzew wygrał po raz trzeci ligowy mecz, po raz trzeci na własnym boisku, ale szału nie było. Łodzianie pokazali nowych piłkarzy, ale ci niczym szczególnym się nie wykazali. W roli głównej wystąpił Baena. Zdobył gola, podobnie jak jego… zmiennik.

Od pierwszej minuty bardzo chciał się pokazać były widzewiak, dziś gracz Arki – Kerk. Częściej jednak był na spalonym niż w ofensywnej grze.

To jednak gospodarze otworzyli wynik w swojej pierwszej dynamicznej akcji. Baena zaatakował z prawej strony. Mający go kryć rywal (Kocyła) wystąpili w roli nieruchomego… pionka. Pomocnik łodzian go minął i nieatakowany zdecydował się na strzał. Po rykoszecie piłka wpadła do siatki.

Widzew próbował atakować. Arka czyhała na błąd łodzian i możliwość wyprowadzenia składnej kontry. Widząc, że nie taki diabeł straszny, jak go malują, gdynianie poczynali sobie coraz śmielej.

W odpowiedzi po składnej akcji Ba zachował się w dogodnej sytuacji niczym nieopierzony junior. Z kolei strzał Kerka z trudem obronił Ilić. Do przerwy w drużynie gospodarzy w roli głównej wystąpił wyjątkowo aktywny i produktywny Baena, nagrodzony zdobytym golem.

Od mocnego uderzenia chciał rozpocząć drugą połowę Widzew. Fornalczyka nikt nie był w stanie dogonić. A potem… Strzał Zeqiriego zatrzymał przed linią bramkową Kocyła. Przy dobitce Shehu trafił w poprzeczkę.

Po wielu, wielu minutach posuchy wreszcie Visus posłał znakomite długie, bardzo długie, ale dokładne, prostopadłe podanie do Baeny, a ten niestety przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem.

Rywale próbowali coś zmienić. Po strzale Espiau Ilić wybił piłkę przed siebie, ale nie zdążył z dobitką Kerk. Odpowiedź Widzewa nastąpiła w samej końcówce. Mający być gwiazdą ligi – Zeqiri przegrał pojedynek sam na sam z golkiperem, ale szczęśliwie piłkę w bramce umieścił wprowadzony chwilę wcześniej na boisko Akere.

17 143 kibiców oglądało mecz na łódzkim stadionie.

21 września o godz. 17.30 Widzew zagra w Zabrzu z Górnikiem

Widzew – Arka Gdynia 2:0 (1:0)

1:0 – Baena (9), 2:0 – Akere (90)

Widzew: Ilić – Andreou, Żyro, Visus, Kozlovsky (74, Therkildsen) – Alvarez, Czyż (74, Hanousek), Shehu – Baena (90, Akere), Ba (46, Zeqiri), Fornalczyk (64, Pawłowski)

Najpierw składna akcja, a potem mocne uderzenie w końcówce, dały po raz drugi trzy punkty Widzewowi

Widzew zgarnął po raz drugi ligowe trzy punkty, dzięki najpierw ładnej, składnej akcji do przerwy, a potem mocnemu uderzeniu w końcówce spotkania.

Spodziewana zmiana w składzie Widzewa. Miejsce Gikiewicza w bramce zajął debiutant Kikolski. To decyzja trenera Sopicia, która mocno zdenerwowała dotychczasowego pierwszego golkipera. Co z tego wyniknie czas pokaże. Innych zmian w wyjściowym jedenastce nie było. W roli kibica pojawił się na trybunach legendarny napastnik – Koniarek.

Widzew pokazał się po kwadransie gry, a składną akcję udokumentował golem. Akere znakomicie zagrał prostopadłą piłkę do Shehu, a ten posłał piłkę na przeciwległy słupek, gdzie niepilnowany Bergier dopełnił formalności. Trzeci gol napastnika w tym sezonie!

To miał być impuls do lepszej gry gospodarzy, którzy zaczęli mecz niemrawo i nerwowo pod własną bramką. Niestety nie był, bo inicjatywa należała do rywali. Pokazał się Fornalczyk, niestety nie tak jak byśmy chcieli. W trzecim kolejnym meczu ujrzał żółtą kartkę. A potem więcej dyskutował z rywalami niż grał. Dobrze, że łodzianie mieli w składzie Akere, który dynamicznymi, choć nieco samolubnymi atakami, przenosił grę pod bramkę GKS.

Widzew miał przewagę, ale po błędzie Kikolskiego, zadrżały serca kibiców gospodarzy. Dobrze, że ta wtopa nie skończyła się golem. Łodzianie prowadzili dzięki postawie trzech futbolowych muszkieterów: Akere, Bergier, Shehu.

Po przerwie nie pojawił się Kozlovsky, który skręcił kostkę. Jego miejsce zajął debiutant Gallapeni. Łodzianie zaczęli z wysokiego C. Dwie składne akcje i jeden gol. Dziecinny błąd w defensywie gości wykorzystał Shehu. Niestety, po analizie VAR bramka została anulowana. Przed strzałem pomocnik Widzewa zagrał piłkę ręką.

Niby Widzew kontrolował wydarzenia, ale składna kontra GKS mogła przynieść wyrównanie. Dobrze, że Rosołek nie jest napastnikiem z prawdziwego zdarzenia. W odpowiedzi Gallapenia z pięciu metrów uderzał głową tak nieudolnie, że dał szansę wykazać się Kudle.

W kolejnej akcji bramkarz gości nie miał szans, gdy Alvarez zagrał na nogę Kowalczyka, a ten strzałem w róg pokonał własnego golikpera. Rozbici goście pogubili się zupełnie, co wykorzystał Alvarez (po dobrym podaniu Baeny), pieczętując sukces łodzian. Najlepszy na boisku Shehu.

Mecz oglądało 17332 kibiców.

W kolejnym ligowym spotkaniu 9 sierpnia o godz. 20.15 Widzew podejmie rewelację rozgrywek – Wisłę Płock (trzy mecze – 9 punktów, bramki 6-1).

Widzew – GKS Katowice 3:0 (1:0)

1:0 – Bergier (18, głową), 2:0 – Kowalczyk (88, samobójcza), 3:0 – Alvarez (89)

Widzew: Kikolski – Krajewski, Visus, Żyro, Kozlovsky (46, Gallapeni) – Selahi (81, Hanousek)- Akere (89, Klukowski), Alvarez, Shehu, Fornalczyk (69, Baena) – Bergier (69, Czyż)

Widzew wygrał, choć łatwo nie było, po bramce, która może zostać uznana za najładniejszą w premierowej kolejce ekstraklasy!

Premierowy mecz Widzewa wielkim widowiskiem nie był. Ot, ligowe spotkanie walki. Ale zwycięski gol zdobyty po pięknym strzale Shehu wart jest odnotowania.

Pięciu sprowadzonych latem piłkarzy pojawiło się w wyjściowym składzie Widzewa na premierowy mecz nowego sezonu ekstraklasy z Zagłębiem. Ta statystyka już pokazuje, że mamy do czynienia z nową, a może raczej budowaną na nowo, drużyną.

Po blisko kwadransie odnotowaliśmy pierwszy celny, choć słaby, strzał łodzian. Jego autorem był Akere. Charakterystyczny obrazek, pojawiający się często. Zagłębie całą drużyną na własnej połowie, zabezpieczane przez pięciu obrońców, szukające swojej szansy w groźnej kontrze.

Tymczasem… Aktywny był Fornalczyk, bardzo widoczny w wygrywanych pojedynkach biegowych. Widzew wyróżniał się tym, że jego ludzie (dwaj piłkarze i trener) po niecałej pół godzinie ujrzeli żółte kartki.

W 30 min pierwszy celny strzał gości – zza pola karnego. Uderzenie Corluki pewnie obronił Gikiewicz. W odpowiedzi mogło być 1:0 dla gospodarzy. Shehu dostał przypadkową piłkę. Wpadł z nią w pole karne. Strzelił, ale bramkarz Hładun nie dał się zaskoczyć. Przy jednej z interwencji Hładun trafił w głowę Bergera, ale arbiter nie dopatrzył się podstaw do podyktowania jedenastki.

Wreszcie, wreszcie bramkową, skuteczną akcję przeprowadzili gospodarze i to jaką – zakończoną strzałem nieomal w okienko!  Therkildsen inteligentnie wycofał pikę przed pole karne do Shehu, a ten popisał się kapitalnym uderzeniem, godnym ligowej premiery. Czy to będzie najpiękniejszy gol tej kolejki?!

Druga połowa rozpoczęła się od serii złych, niedokładnych zagrań. Bardziej energicznie atakowali goście. To zrozumiałe, chcieli w miarę szybko odrobić straty. Widzew starał się nie pozostać dłużny. Wywalczał rzuty rożne – jeden po drugim. Aż cztery. I co? Nic z nich nie wynikało.

Skoro nie szło zbyt dobrze, trzeba było skupić się n walce i bronieniu wyniku oraz na… nowej fryzurze kapitana Pawłowskiego, który pojawił się na boisku.

Z końcówki spotkania warte odnotowania były: niecelny strzał Hanouska, zablokowany Pawłowskiego, minięcie się z piłką Fornalczyka oraz żółte kartki dla rozdyskutowanego Fornalczyka i nieładnie faulującego Sypka – dziś piłkarza Zagłębia. I to by było na tyle. Pierwsze koty za płoty…

Widzów: 16728.

Widzew – Zagłębie Lubin 1:0 (1:0)

1:0 – Shehu (40)

Widzew: Gikiewicz – Therkildsen (75, Krajewski), Visus, Żyro, Kozlovsky – Selahi (69, Hanousek)- Akere (62, Baena), Shehu, Alvarez (62, Czyż), Fornalczyk – Bergier (76, Pawłowski)

Wreszcie zaświeciło futbolowe słoneczko. Widzew wygrał ligowy mecz, pokonując spadkowicza. Dwa znakomite prostopadłe podania przyniosły zwycięskie gole!

Widzew Łódź  nie miał się czym chlubić. To czarna seria pięciu meczów bez zwycięstwa, w których łodzianie zdobyli tylko punkt i… wreszcie zaświeciło futbolowe słoneczko. Widzew wygrał w ostatnim meczu sezonu na swoim boisku, pokonując spadkowicza z ekstraklasy.

Widzew nie chciał się kompromitować do końca i od początku spotkania próbował atakować. Strzały, gdy już się pojawiły, były niecelne lub blokowane. Po kwadransie doczekaliśmy się pierwszego i jedynego w pierwszej połowie celnego uderzenia. Z dystansu strzelał Shehu. Komar sparował piłkę na rzut rożny. Puszcza też próbowała coś zrobić. Bez powodzenia. Uderzenie Klimka zablokował Żyro. Potem była kłótnia Shehu, który ujrzał żółtą kartkę – czwartą i w Częstochowie nie wystąpi.

Druga połowa mogła się zacząć od prowadzenia gości, ale w stuprocentowej sytuacji spudłował Klimek. Puszcza atakowała dalej, ale na szczęście dla gospodarzy tym razem spudłował Barkowskij.

Zawodzili goście, nie zawiedli (wreszcie!) łodzianie. Kluczowe okazało się prostopadłe podanie. Cybulski idealnie obsłużył Tuptę (przejmując piłkę po fatalnym wybiciu Komara), a ten uderzeniem po długim rogu dał prowadzenie Widzewowi. Tym samym zdobył swoją pierwszą bramkę dla łódzkiego zespołu!

Potem niewykorzystane sytuacje mieli Sypek i Cybulski. Jak na to nie patrzeć Widzew bardzo chciał i prowadził w meczu ze spadkowiczem. Puszcza, a konkretnie Klimek, nie dawała za wygraną. Strzał byłego widzewiaka obronił Gikiewicz.

Ostatecznie to Widzew zamknął ten mecz. Na listę strzelców wpisał się Alvarez, wykorzystując nieporadność rywali. Pokonał bramkarza Puszczy w sytuacji sam na sam, finalizując znakomite prostopadłe podanie.

Ważne było też rozglądanie się po trybunach. Okazało się, że na meczu pojawił się Tymoteusz Puchacz, który ma w nowym sezonie bronić łódzkich barw.

Mecz oglądało 15 879 kibiców.

W ostatniej ligowej kolejce 24 maja o godz. 17.30 Widzew zagra w Częstochowie z Rakowem. W Łodzi górą był Raków, który wygrał 3:2. Częstochowianie cały czas walczą z Lechem o mistrzostwo Polski. Ich rywale do tytułu podejmą w ostatniej kolejce Piasta Gliwice.

Widzew – Puszcza Niepołomice 2:0 (0:0)

1:0 – Tupta (61), 2:0 – Alvarez (87)

Widzew: Gikiewicz – Krajewski (67 Kozlovsky), Żyro, Ibiza, Therkildsen – Hanousek (57, Sypek) – Cybulski (82, Sobol), Czyż (82, Diliberto), Shehu, Alvarez (90, Kwiatkowski) – Tupta

Osiem minut, które wstrząsnęły gdańszczanami i dało trzecie z rzędu zwycięstwo Widzewa!

Widzew stanął do walki o trzecie zwycięstwo z rzędu (1:0 z GKS Katowice i 2:0 z Piastem Gliwice) z jedną zmianą. W obronie mającego problemy zdrowotne Ibizę zastąpił Volanakis. Warto przypomnieć: gdańszczanie w ostatniej kolejce pokonali mistrza Polski – Jagiellonię 1:0. Tym razem jednak nie dali rady. Łodzianie dzięki piorunującej końcówce pierwszej połowy wygrali trzeci raz rzędu i trzeci raz nie tracąc gola!

Mecz zaczął się od cyrkowego zagrania Tupty, który w wyskoku piętą z metra chciał posłać piłkę do bramki. No, niestety się nie udało. A potem walka, walka i jeszcze raz walka. To się zawsze ceni, choć słabo ogląda.

Bardziej od meczu zwracał uwagę transparent kibiców łodzian: Chociaż zmiany nadszedł czas, zawsze będziesz jednym z nas – T. Stamirowski dziękujemy.

A na boisku? Biegali, starali się, ale składnych, groźnych akcji nie było. Gdy coś groźnego się działo, to i tak okazywało się bez znaczenia, bowiem sędziowie sygnalizowali pozycję spaloną.

Co się jednak odwlecze… Pawłowski posłał piłkę na skrzydło do Kozlovsky’ego. Słowak wpadł w pole karne, zwiódł obrońcę i podał do Shehu. Albańczyk przyjął, przymierzył i uderzeniem po długim rogu pokonał bramkarza Lechii.  Pierwszy celny strzał i jest bramka!

Gospodarzom było mało. W 45 minucie sfaulowany w polu karnym został dynamiczny Sypek. Niestety, kapitan Pawłowski, uderzając z jedenastki, trafił w poprzeczkę. Widzew się tym nie załamał. W doliczonym czasie goście zapomnieli, że Alvarez ma wyjątkowe umiejętności strzeleckie. Hiszpan sprytnym uderzeniem z rzutu wolnego (sugerował dośrodkowanie) zdobył drugiego gola. Przy okazji piłka odbiła się jeszcze od bliższego słupka. Szósty gol na koncie Alvareza.

No, trzeba przyznać, że końcówka (ostatnie osiem minut) pierwszej połowy w wykonaniu łodzian była piorunująca. Po prostu wstrząsnęła gdańszczanami.

W drugiej połowie gospodarzom grało się łatwiej, wszak mieli dwubramkową zaliczę. A mogło być wyżej. Tupta zachował się w polu karnym nie jak napastnik. W dogodnej sytuacji zamiast strzelać, wahał się, wahał. W końcu piłka trafiła do Sypka, a ten uderzył obok słupka.

Gościom mógł pomóc tylko przypadek. Neugebauer był bliski zamienienia dośrodkowania na gola. Na szczęście dla łodzian do tego nie doszło, bo też na stratę bramki nie zasłużyli. Podobnie jak w kolejnej groźnej sytuacji. Tym razem dobrą interwencją popisał się Gikiewicz. Widzew też miał szanse, ale Sobol (po podaniu Shehu) w sytuacji sam na sam trafił w bramkarza. Shehu też miał szansę, ale się pomylił.

Zwycięstwo na stadionie przy al. Piłsudskiego obejrzało 17 528 kibiców. 11 kwietnia o godz. 20.30 Widzew zagra w Kielcach z Koroną. Łodzianie wystąpią bez wykartkowanych: Hanouska i Żyry!

Widzew – Lechia Gdańsk 2:0 (2:0)

1:0 – Shehu (39), 2:0 -Alvarez (45+2, wolny)

Widzew: Gikiewicz – Therkildsen, Żyro, Volanakis, Kozlovsky – Hanousek – Sypek (67, Cybulski), Alvarez (83, Kerk), Shehu, Pawłowski (46, Czyż) – Tupta (67, Sobol)

Cenne zwycięstwo w Gliwicach na nowe otwarcie Widzewa. Ważny krok w dobrą stronę!

Pod nowym przywództwem na najwyższych, jak i trenerskich szczeblach, Widzew bardzo chciał zrobić ligowy reset, zacząć grać lepszą, skuteczniejszą piłkę niż tę… ogoniastą, dającą zero satysfakcji i miejsce w dolnych rejonach tabeli. I łodzianie zrobili ważny krok w dobrą stronę. Wygrali po raz trzeci na obcym boisku, tym razem w Gliwicach, w czym duża zasługa Frana Alvareza oraz Rafała Gikiewicza.

Efekt nowej miotły pierwszy poczuł Hamulić, który znalazł się poza kadrą meczową. Za to w wyjściowej jedenastce pojawił się Pawłowski.

Zaczęło się znakomicie dla łodzian. Po podaniu Hanouska, przy biernej postawie defensywy Piasta, Alvarez miał czas i miejsce, żeby przygotować się na strzał z dystansu. I ten mu wyszedł znakomicie. Pod poprzeczkę, nie do obrony. Rozochocił się widzewiak. Próbował raz jeszcze, ale tym razem posłał piłkę metr od słupka.

Skoro nie Alvarez to Shehu. Hiszpan z kolei zapisał na swoim koncie asystę drugiego stopnia. Po jego znakomitym prostopadły podaniu piłkę dostał Sypek. Inteligentnie dograł ją wzdłuż bramki, a skierowanie jej przez Shehu z czterech metrów do pustej bramki było czystą formalnością.

Piast próbował zdobyć kontaktowego gola, ale uderzenia gliwiczan albo były niecelne, albo bronił je Gikiewicz (w tym trudny strzał Jirki), albo nie miały one znaczenia, gdyż piłkarze gospodarzy byli na pozycji spalonej.

W drugiej połowie Piast próbował, Widzew kontrolował (a przynajmniej się starał) i miał okazję na trzeciego gola. Plach złapał piłkę po główce Sobola. Mierzonym dośrodkowaniem popisał się Alvarez. Potem jednak już było zdecydowanie gorzej…

Odpowiedź gospodarzy była bardzo groźna, ale znakomitymi interwencjami (najpierw po strzale Tomasiewicza, potem po uderzeniu Jirki) popisał się Gikiewicz. Piast atakował z determinacją, zamykając łodzian na własnym przedpolu. Zdobył nawet gola, ale jak można się było spodziewać ze spalonego. Ważne, Gikiewicz zachował czyste konto, a Widzew? Mógł strzelić trzeciego gola! Shehu nie trafił w bramkę w sytuacji sam na sam (czy jednak nie był na spalonym?!).

4 kwietnia o godz. 20.30 Widzew podejmie Lechię Gdańsk.

Piast – Widzew 0:2 (0:2)

0:1 – Alvarez (7), 0:2 – Shehu (22)

Widzew: Gikiewicz – Therkildsen, Żyro, Ibiza, Kozlovsky – Hanousek – Sypek (77, Nunes), Shehu, Alvarez (64, Czyż), Pawłowski (54, Sobol) – Tupta (77, Kerk)

« Older posts

© 2025 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑