Ryżową Szczotką

Rezerwowy Pafka

Page 11 of 190

Widzew. Czy Sebastian Bergier pobije rekord Artura Wichniarka z… zeszłego wieku?

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Zwycięstwo w Gliwicach z Piastem (2:0) dało taką cichą nadzieję, że mimo krytyki i rozczarowań finał futbolowych zmagań tej jesieni może być dla Widzewa… optymistyczny. Warunek jest jeden, zwycięska seria łodzian musi trwać!

Już 2 grudnia o godz. 20.30 w 1/8 finału STS Puchar Polski Widzew zagra w Szczecinie z Pogonią. Transmisja TVP Sport. A 6 grudnia o gody. 17.30 ostatni ligowy mecz jesieni. Widzew zagra w Lubinie z Zagłębiem.

W Gliwicach futbolowego szału nie było, ale był sukces i może coś, co jest nie mniej ważne. Widzew potrafił wreszcie być drużyną na dobre i na złe, walczącą i na to było miło patrzeć. Piast z kolei pokazał czarno na białym, że Widzew to zespół, który kompletnie mu nie leży. Zanotował czwartą z rzędu porażkę z tym przeciwnikiem.

 Chorwacki szkoleniowiec Igor Jovicević pomieszał składem i zrobił to niczym w kotle futbolowych czarownic. Kluczowe okazało się to, ze postawił na grę dwoma napastnikami. A ci mu się pięknie odwdzięczyli, strzelając zwycięskie bramki. Nie koniec na tym. Sebastian Bergier i Andi Zeqiri pokazali, że bez cienia egoizmu (a wszak walczą o miano pierwszego napastnika) potrafią ze sobą współpracować.

Bergier to najlepszy łódzki piłkarz tej jesieni (nie dość, że trafia do siatki, to jeszcze skutecznie pracuje za dwóch). Jeśli wiosna będzie nie mniej, a może nawet bardziej, udana to… Bergier może być napastnikiem, który zapisze na swoim koncie więcej niż 15 zdobytych bramek.

Według Interii: ostatnim, który tego dokonał, był Artur Wichniarek i to w… ubiegłym wieku. W sezonie 1998/99 strzelił 20 goli. Rok wcześniej Jacek Dembiński trafił 17 razy… Teraz nadejdzie czas Sebastiana Bergiera? Oby, tak właśnie się stało!

Książkowa akcja dała tylko wyjazdowy punkt drużynie ŁKS

W ligowej premierze w Łodzi wygrał ŁKS 1:0 po golu Piaseckiego. A w premierze rundy rewanżowej padł remis. W sumie zasłużony. To piąty remis łodzian, drugi na obcym boisku.

Zwycięskiego składu się nie zmienia. Trener Szoka wystawił tę samą wyjściową jedenastkę, co w zwycięskim meczu z Górnikiem w Łęcznej. W zespole rywali zabrakło lidera, dobrego ducha drużyny – Majewskiego, który na ostatnim treningu doznał urazu kolana. ŁKS też został szybko osłabiony. Przez nikogo nieatakowany Piasecki padł na murawę. Uraz ścięgna Achillesa(?) wykluczył go z gry. Został zniesiony na noszach.

Jakby nieszczęść było mało. Dziecinne nieporozumienie pomiędzy kapitanem Głowackim, a Jakubowskim, wykorzystał Tabara, praktycznie posyłając piłkę do pustej bramki. Czarna łódzka, futbolowa rozpacz, gdy drużyna grała w dziesiątką.

Była szansa na składną akcję po szarży Hinokio, ale Lewandowski zamiast odegrać mu piłkę, kompletnie się pogubił. Następny atak ŁKS okazał się… książkowy. Akcję Hinokio z Głowackim wykończył strzałem głową z 4 metrów w przeciwległy róg bramki nieupilnowany Loffelsend i doszło do wyrównania.

Potem łodzianie mieli moc szczęścia, bo po dobrej centrze minimalnie pomylił się były ełkaesiak – Koprowski. Trudny, bardzo trudny do upilnowania dla łodzian był Tabara.

Na początku drugiej połowie ŁKS powinien prowadzić, ale Lewandowski nie trafił z metra do pustej bramki. Przeszkodziła mu kępka trawy?! Potem niby ŁKS miał przewagę, ale bramkową sytuację na szczęście niewykorzystaną mieli gospodarze. W sumie sprawiedliwy remis.

7 grudnia o godz. 14.30 hitowe starcie w Łodzi z Wisłą Kraków. W pierwszej rundzie na wyjeździe łodzianie przegrali aż 0:5.

Znicz Pruszków – ŁKS 1:1 (1:1)

1:0 – Tabara (10), 1:1 – Loffelsend (34, głową)

ŁKS: Jakubowski – Rudol, Craciun, Kupczak, Loffelsend, Wysokiński, Hinokio (73, Ernst), Mokrzycki (84, Szczepański), Toma (73, Młynarczyk), Głowacki (84, Norlin), Piasecki (11, Lewandowski)

W kadrowym szaleństwie trenera była metoda. Widzew wygrał drugi mecz na wyjeździe

Jest to, czego oczekiwali z utęsknieniem kibice. Widzew wreszcie wygrał i to na wyjeździe. Na obcym boisku zrobił to po raz drugi.

Przed starciem w Gliwicach trener Jovicević dokonał (trochę z konieczności) kadrowej rewolucji w składzie Widzewa. Jak nie robił to nie robił, ale jak już się zdecydował to poszedł na całość.

Poszalał w każdej formacji od bramkarza, po dwóch napastników. Tak, to nie przejęzyczenie. Widzew zagrał dwoma napastnikami i obaj zdobyli bramki. Nowy golkiper w trzech sytuacjach interweniował znakomicie i zachował czyste konto, a rezerwowy do tej pory pomocnik- kapitan Pawłowski popisał się bramkową asystą. Oby, to był początek nowej, dobrej drogi do celu, jaką jest sportowa i ligowa moc drużyny.

1/8 finału STS Puchar Polski Pogoń – Widzew, 2 grudnia o godz, 20.30. Transmisja TVP Sport. Odpadnięcie w 1/8 finału oznacza zamknięcie finansowego licznika na poziomie 90 tysięcy złotych. A 6 grudnia o gody. 17.30 ostatni ligowy mecz jesieni. Widzew zagra w Lubinie z Zagłębiem.

Piast Gliwice – Widzew 0:2 (0:1)

0:1 – Bergier (22, karny), 0:2 – Zeqiri (54)

Widzew: Kikolski – Andreou, Visus, Żyro, Kozlovsky – Baena (83, Krajewski), Shehu, Selahi (71, Czyż), Pawłowski (90+2, Hanousek) – Zeqiri (83, Klukowski), Bergier

Trener Widzewa – Igor Jovicević przegranego składu nie zmienił i wyszedł na tym, jak Zabłocki na mydle

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Największy transferowy błąd Widzewa? Już o tym pisałem, ale przypomnę: łodzianie powinni byli wydać duże pieniądze, żeby zatrudnić w roli dyrektora sportowego, prezesa, człowieka odpowiadającego za budowanie drużyny, robiącego kapitalną robotę w Jagiellonii, byłego widzewiaka – Łukasza Masłowskiego. Myślę, że wtedy byłyby sukcesy…

A tak. Bronimy się przed spadkiem i mamy trenerski kabaret. Sezon na ławce trenerskiej rozpoczął Željko Sopić, człowiek który w chwili niepowodzeń węszył wkoło siebie spiski. Bał się trenować na Łodziance, bo tam jego taktyczne, genialne ponoć, rozwiązania mieli pilnie śledzić szpiedzy, ale nie z Krainy Deszczowców, tylko innych ekstraklasowych klubów.

Następnie ekipą zajmował się Patryk Czubak, który wolał dobrze zabawić się na weselu poza granicami kraju (fakt że na chwilę), niż zajmować się w ligowej przerwie zdołowaną (jeszcze nie tak do końca) drużyną.

W połowie października pojawił się Igor Jovicević, który nawija makaron na uszy. Wspierając się wyjątkową, to prawda, ekspresją, wygaduje slogany o wykuwaniu charakteru, a nie wyciąga oczywistych wniosków z popełnianych przez zespół błędów (zwłaszcza w grze defensywnej). Oczywistych, nawet dla takiego trenerskiego laika, jak ja.

Jovicević już się zasłużył polskiej piłce, wprowadzając do niej zasadę, że nie zmienia się… przegranego składu i wychodzi na tym, jak Zabłocki na mydle. Oby znalazł się w klubie odważny, który wytłumaczy mu, że nie tędy droga, albo kabaretu ciąg dalszy i…

28 listopada o godz. 18 Widzew zmierzy się z Piastem w Gliwicach, który ostatnio pokonał w Częstochowie Raków 3:1. Tym razem zmiany będą, bo wymusiły je wykluczenia i urazy. Łodzianie zagrają bez wykartkowanych: (najlepszego piłkarza w spotkaniu z Koroną) Mariusza Fornalczyka i Diona Gallapeni oraz bez kontuzjowanego nominalnego prawego obrońcy Petera Therkildsena. Aż strach pomyśleć, co może się dziać w Gliwicach, pamiętając o kompromitującym bilansie. Na wyjeździe Widzew wygrał jedno spotkanie, przegrał sześć!

Strzelecki Turniej Niepodległości w Łodzi – emocji nie brakowało. Wiemy, kto wygrał sportowe zmagania

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Strzelecki Turniej Niepodległości (VII Rundą Pucharu Województwa) udał się znakomicie. Brawa dla organizatora – Kamila Grendy (SKS Snajper, Łódź ul. Dowborczyków 17, Łódź) i współorganizatora – KS Strzelmistrz.

W zawodach wzięło udział ponad stu zawodników. Oto medaliści poszczególnych konkurencji:

10 m – karabin pneumatyczny 60 strzałów – kobiety: 1. Evelina Ruzhkivska (Dziesiątka Łódź) – 609,3. 2. Roksna Chrudzimska (Dziesiątka Łódź) – 609,3, 3. Joanna Jasińska (Sokół Zduńska Wola) 608,9.

10 m – karabin pneumatyczny 60 strzałów – mężczyźni: 1. Stanisław Rojek – 604,3, 2. Maciej Chojnacki – 549,1, 3. Oliwier Djaczyński – 543,2 (wszyscy Dziesiątka Łódź).

10 m – karabin pneumatyczny 40 strzałów – młodzicy: 1. Szymon Bartosik – 398,9, 2. Cezary Effenberg – 393,7 (obaj Sokół Zduńska Wola), 3. Maksymilian Głogowski (Społem Łódź) – 388,8.

10 m – karabin pneumatyczny 40 strzałów – młodziczki: 1- Liliana Sobierajska (Społem Łódź) – 393,8, 2. Oliwia Kowalczyk – 391,5, 3. Joanna Palma – 390,4 (obie Sokół Zduńska Wola).

10 m – karabin pneumatyczny 20 strzałów – początkujący siedząc: 1. Basia Pietrzyk – 198,9, 2. Marcelina Pytlos – 192,8 (obie Społem Łódź), 3. Ignacy Owczarek (Sokół Zduńska Wola) – 189,0.

10 m – karabin pneumatyczny 30 strzałów – początkujący stojąc: 1. Maja Zwolińska (Strzelmistrz Łódź) – 297,2, 2. Bartosz Dychto – 285,7, 3. Aleksandra Jasińska – 281,9 (oboje Kruk Łask).

10 m – pistolet pneumatyczny 60 strzałów – kobiet: 1. Anita Olczak (Kruk Łask) – 534, 2. Katarzyna Rejniak (Sokół Zduńska Wola) – 522, 3. Zofia Wilczek (10-ka Sulmierzyce) – 521.

10 m – pistolet pneumatyczny 60 strzałów – mężczyzn: 1. Wiktor Blada (10-ka Sulmierzyce) – 570, 2. Adam Przybyła (Dziesiątka Łódź) – 558, 3. Maksymilian Borkiewicz (Sokół Zduńska Wola) – 548.

10 m – pistolet pneumatyczny 40 strzałów – młodzicy: 1. Marek Przybyła (Dziesiątka Łódź) – 360, 2. Nikodem Siewier (10-ka Sulmierzyce – 358, 3. Wojciech Lichy (Sokół Zduńska Wola) – 354.

10 m – pistolet pneumatyczny 40 strzałów – młodziczki: 1. Maja Walenczyk – 341, Alicja Chrzonszczyk – 340, 3. Alicja Zyzik – 331 (wszystkie10-ka Sulmierzyce).

10 m – pistolet pneumatyczny 30 strzałów – początkujący stojąc: Emilia Czarny – 282, 2. Alicja Michalska – 281 (obie Sokół Zduńska Wola), 3. Szymon Ruta (Społem Łódź) – 274.

10 m – pistolet pneumatyczny 30 strzałów – początkujący siedząc: 1. Wiktor Wawrzyński (Społem Łódź) – 183, Mateusz Ziółkowski (Sokół Zduńska Wola) – 182, 3. Antoni Przygodzki (Społem Łódź) – 175.

Strzelanie sportowe staje się coraz bardziej popularne. Kamil Grenda zaprasza wszystkich chętnych do SKS Snajper!

Szczegółowe wyniki poniżej:

Znaczy kapitan! Gol Piotra Głowackiego dał cenne wyjazdowe zwycięstwo drużynie ŁKS

Fot. Artur Kraszewski

Na razie liczy się tylko cel, a droga do niego ma drugorzędne znaczenie. Taką zasadę działania przyjął nowy trener ŁKS – Grzegorz Szoka i w swoim debiucie w łódzkim klubie dobrze na tym wyszedł. Ełkaesiacy wygrali i co podwójnie cenne, zrobili to na obcym boisku, pokonując w Łęcznej Górnika 2:1.

Nowy szkoleniowiec dokonał też trafnych kadrowych wyborów. Pierwszy raz od ponad miesiąca wyszedł na boisko w podstawowym składzie Piotr Głowacki i… Znaczy kapitan! Ładnie zwiódł rywala, a potem mądrym, technicznym uderzeniem w róg zdobył bramkę na wagę wyjazdowego (co podwójnie cenne) zwycięstwa z Górnikiem Łęczna.

W drugiej linii pojawił się pierwszy raz od połowy września, gdy zagrał w Chorzowie 30 minut (1:2 z Ruchem) Koki Hinokio i przydał się w drugiej linii, bardziej niż niewidoczny tym razem Bastien Toma.

Jak zwykle, co imponujące, walczył za dwóch Fabian Piasecki. Choć długo nie mógł nic zrobić po wykopach piłki na aferę przez swoich kolegów z defensywy, to w końcu doczekał się nagrody. Wywalczył rzut karny i go wykorzystał, zapisując na swoim koncie siódmą bramkę w łódzkich barwach.

30 listopada o godz. 12 ŁKS zagra ze Zniczem w Pruszkowie. To będzie kolejny trudny, wyjazdowy pojedynek. Rywale dostali mocny, optymistyczny, sportowy bodziec. Pokonali zasłużenie na wyjeździe Ruch Chorzów 2:1. To ich pierwsze zwycięstwo od 4 października!

Jak zwykle układał grę zespołu 39-letni Radosław Majewski, który na dodatek imponował walecznością. Dwie bramki strzelił 20-letni, młodzieżowy reprezentant Polski – Daniel Bąk, który w 12 ligowych meczach zdobył 5 goli. Ostoją defensywy był doskonale znany w ŁKS, najambitniejszy z ambitnych – Oskar Koprowski.

Urodziny sportowego małżeństwa – Grażyny i Zdzisława Kostrzewińskich. Także oni tworzyli legendarną, wielką moc polskiego i łódzkiego sportu. Piękne to były czasy!

Zdjęcia: archiwum Zdzisława Kostrzewińskiego

Los tak chciał, że małżonkowie – oboje legendy polskiego i łódzkiego sportu – obchodzą urodziny tego samego dnia – 26 listopada. Przed 75 laty urodziła się znakomita polska łyżwiarka figurowa Grażyna Kostrzewińska z domu Osmańska, a przed 80 laty jeden z legendarnych piłkarzy Wielkiego Widzewa – Zdzisław Kostrzewiński

Pani Grażyna tworzyła wyśmienitą parę sportową z Adamem Brodeckim, broniąc barw Społem. Wystąpiła na igrzyskach olimpijskich w Monachium, startowała w mistrzostwach świata i Europy, dwukrotna mistrzyni Polski. Ciekawostka: gdy skończyła karierę występowała w polskiej rewii na lodzie. Prowadziła szkolenie w Społem.

Jej mąż – Zdzisław Kostrzewiński przeszedł historyczny szlak Widzewa. Ba, był nawet jego kapitanem. Awansował z nim do I ligi (dzisiejsza ekstraklasa), rozegrał w europejskich pucharach cztery spotkania.

W meczu przeciwko Manchesterowi City) grał z… dziurą w nodze. W starciu z PSV Eidhoven doznał bolesnego urazu, rozdarcia mięśnia łydki, ale poprosił o mocne zabandażowanie rany i grał do końca.

To jeden z widzewskich ludzi z charakterem, z którymi można było góry przenosić. Pierwszą bramkę strzelił 31 marca 1976 roku w meczu ze Stalą Rzeszów w Łodzi, wygranym 2:0. Autorem drugiego gola był Zbigniew Boniek.

– Przyszliśmy do Widzewa prosto z podwórek i każdy oddawał serce za swój klub – mówi z nostalgią w rozmowie z Dziennikiem Łódzkim. Krytycznie ocenia to, jaki charakter mają piłkarze, głównie zagraniczni, broniąc dziś barw Widzewa: – Oni są niby reprezentantami swoich krajów, ale nie pokazują tego w polskiej lidze. Przyjeżdżają na Widzew i odwalają pańszczyznę.

A jak było w tamtych znakomitych czasach? W rozmowie z Bartłomiejem Stańdo Zdzisław Kostrzewiński twierdził: -To byli odpowiedni ludzie – zarówno na boisku, jak i poza nim . Przyczynili się do czegoś niesamowitego. Ten charakter wykuwał się każdego dnia i to w wyjątkowych warunkach. Może właśnie dzięki temu, tak się stało? Nawet jak jeździliśmy do Spały, to nie trenowaliśmy w ośrodku, tylko na plaży przy Pilicy. Od świtu do nocy, w towarzystwie krzaków jeżyn, po których mieliśmy poharatane nogi.

Pod koniec kariery grał w USA w polonijnej drużynie, gdzie jednym z jego partnerów był lider Czerwonych Gitar – Krzysztof Klenczon.

Wcześniej walczył z legendami futbolu: Ernestem Pohlem, Lucjanem Brychczym, Kazimierzem Deyną. Znakomitemu bramkarzowi Edwardowi Szymkowiakowi strzelił bramkę na stadionie Zawiszy przy 40 tysiącach ludzi…

Takich ludzi potrzebuje i to natychmiast dzisiejszy Widzew!

Ponad stu zawodników rywalizowało w zawodach łódzkiego, strzeleckiego klubu Snajper. Impreza udała się znakomicie!

Kamil Grenda podczas zawodów.
Zdjęcia: Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Sportowa Łódź tętni życiem i nie zamyka się w niezbyt udanym ligowym futbolu i mającej medalowe ambicje kobiecej siatkówce. Nie brakuje inicjatyw, którym trzeba przyklasnąć, zwłaszcza w tak niepewnych czasach, w jakich żyjemy.

Coraz prężniej działa w Łodzi strzelecki klub sportowy Snajper (ul. Dowborczyków 17, Łódź), pod wodzą Kamila Grendy, gdzie odbyły się pierwsze ważne zawody (organizowanym wspólnie z KS Strzelmistrz). Turniej Niepodległości był jednocześnie VII Rundą Pucharu Województwa w strzelectwie sportowym. W zawodach wzięło udział, co warte podkreślenia, ponad 100 zawodników z całego województwa. To tylko świadczy o rosnącym zainteresowaniu strzelectwem i wysokim, sportowym poziomie imprezy.

Kamil Grenda: – Zawodnicy rywalizowali w konkurencjach pistoletowych i karabinowych, prezentując doskonałe umiejętności, opanowanie i ducha sportowej walki. Atmosfera na strzelnicy była pełna zaangażowania, zdrowej rywalizacji oraz wzajemnego wsparcia między uczestnikami. Na słowa uznania zasłużyli też trenerzy i opiekunowie za bardzo dobre przygotowanie swoich zawodników. Dzięki wspólnej pracy zawody przebiegły sprawnie, bezpiecznie i w świetnej atmosferze.

Czekamy na następną udaną strzelecką imprezę!

Dziewiąta porażka Widzewa. Po fatalnej grze w obronie. Łodzianie kandydatami do… spadku!

W ostatnim meczu u siebie w tym roku Widzew przegrał. Stracił punkty po raz dziewiąty, po raz trzeci na własnym boisku. Po katastrofalnej grze w defensywie i wielkiej futbolowej niemocy. Wyrasta na jednego z kandydatów do… spadku.

Goście wystąpili bez jednego ze swoich najlepszych graczy, kontuzjowanego Błanika (6 goli, 1 asysta), który godnie zastąpił w Kielcach Fornalczyka. W sumie sześć zmian w składzie w porównaniu z ostatnim meczem. W Widzewie bez zmian. Widać, przegranego składu się nie zmienia.

Pojedynek rozpoczął się od efektownej indywidualnej akcji Fornalczyka, którego strzał z trudem obronił bramkarz rywali. Nastąpił jednak klasyczny błąd popełniany ostatnio przez Widzew w defensywie. Krycie w juniorskim stylu sprawiło, że Antonin posłał piłkę z metra do pustej bramki. No, po prostu dramat, a raczej czarna rozpacz.

Potem szanse mieli jedni i drudzy. Widzew chciał odrobić starty, Korona nie zamierzała kurczowo się bronić. Bez efektów. Aktywność Fornalczyka, przy marazmie w grze zespołu w środku pola, kończyła się dla łodzian niczym.

A potem po wrzucie z autu i spóźnionej interwencji w powietrzu, kielczanie łatwo, łatwiutko, za łatwo zdobyli drugiego gola. Nie wiem, śmiać się z tego wszystkiego czy płakać.

Jeden Fornalczyk nie wystarczy, choć ten dwoił się i troił. Były łódzkie szanse. To nie zmienia faktu, że niestety z widzewskiego punktu widzenia było źle, bardzo źle, fatalnie. Nic dziwnego, że gospodarze po pierwszej połowie opuszczali boisku przy burzy gwizdów.

Widzew na początku drugiej połowy był tak zdeterminowany, że… zdobył kontaktowego gola. Przypadkowo, nie da się ukryć. Smolarczyk wybijając piłkę trafił w Shehu i piłka wpadła do siatki.

Euforia trwała krótko. Po świetniej kontrze kielczanie strzelili trzecią bramkę. Sytuacja stała się jeszcze trudniejsza, gdy w 69 min drugą żółtą kartkę czyli czerwoną ujrzał Gallapeni i łodzianie musieli grać w osłabieniu. Nic dziwnego, że nie byli w stanie nic zrobić i przegrali.

28 listopada o godz. 18 Widzew zagra z Piastem w Gliwicach, który pewnie (choć przy pomocy bramkarza rywali) pokonał w Częstochowie Raków 3:1. Łodzianie zagrają bez wykartkowanego Fornalczyka.

Widzew – Korona Kielce 1:3 (0:2)

0:1 – Antonin (19), 0:2 – Sotiriou, (35, głową), 1:2 – Shehu (49), 1:3 – Davidović (58)

Widzew: Ilić – Andreou (90 Klukowski), Visus, Żyro, Gallapeni – Alvarez (71, Teklić), Czyż (71, Pawłowski), Shehu -Baena (79, Kozlovsky), Bergier (79, Zeqiri), Fornalczyk

Udany debiut trenera. Drugie zwycięstwo ŁKS na obcym boisku, choć o sukces łatwo nie było

Debiut w roli pierwszego trenera Szoki w ostatniej kolejce I-ligowej jesieni i to debiut udany. ŁKS odniósł drugie wyjazdowe zwycięstwo w sezonie, choć sukces nie przyszedł mu łatwo. Najważniejsze jest zwalczenie zmory obcych boisk.

Łodzianie zaczęli energetycznie, ale to Deja z rzutu wolnego obił poprzeczkę. W odpowiedzi uderzając z 10 metrów, pomylił się Toma. Powiedzmy szczerze, że ta nowa gra łodzian w wielu akcjach to była laga do przodu, mająca znaleźć w ataku Piaseckiego.

W końcu nadeszła jednak akcja, która przyniosła łodzianom gola. W polu karnym po ataku Piaseckiego, interweniujący wślizgiem Deja, zagrał piłkę ręką. Rzut karny. Piasecki huknął pod poprzeczkę (piłka odbiła się od jej wewnętrznej strony) i łodzianie objęli prowadzenie. To siódmy, ligowy gol napastnika. Dobrze, że cała 45-minutowa łódzka para nie poszła w gwizdek.

W drugiej połowie ŁKS nie wiedzieć czemu przez długie minuty głównie się bronił. Musiał wykazać się Jakubowski. Stało się jednak to, co musiało się stać. Łodzianie po rzucie rożnym i serii przypadkowych odbić stracili gola.

Goście wzięli się jednak w garść. Po składnej akcji i strzale prawą nogą po długim rogu Głowacki dał łodzianom prowadzenie. Zadowolony ŁKS znów zaczął się głównie bronić. I obronił trzy cenne, wyjazdowe punkty.

30 listopada o godz. 12 ŁKS zagra ze Zniczem w Pruszkowie, który sensacyjnie, ale zasłużenie pokonał na wyjeździe Ruch Chorzów 2:1. Trzeba będzie bardzo uważać oczywiście na lidera – Majewskiego, ale i autora dwóch goli – Bąka.

Górnik Łęczna – ŁKS 1:2 (0:0)

0:1 – Piasecki (40, karny), 1:1 – Szabaciuk (67, głową), 1:2 – Głowacki (71)

ŁKS: Jakubowski – Rudol, Craciun, Kupczak, Loffelsend (81, Krykun), Wysokiński, Hinokio (81, Ernst). Mokrzycki, Toma, Głowacki, Toma (64, Szczepański) , Piasecki (64, Lewandowski)

« Older posts Newer posts »

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑