Rezerwowy Pafka

Tag: widzew (Page 3 of 43)

Widzew. Bezbramkowe remisy, osiągane w tak beznadziejnym stylu, to milowe kroki w stronę pierwszej ligi!

Z takimi wynikami i w takim stylu Widzew zmierza w pierwszoligową otchłań. Być może był to najgorszy mecz sezonu w ekstraklasie! Dość powiedzieć, że Widzew kończył go z jednym, niecelnym strzałem. Można rwać sobie włosy z głowy.

Zaskoczeń nie było. Trener Vuković postawił na sprawdzonych ludzi. Mocno ostrożny, pilnujący się w defensywie Widzew pierwszą w miarę składną akcję przeprowadził w 16 minucie. Za to atak gości w 21 min był wart uwagi. W dobrej sytuacji skończył go strzałem Chłań. Za słabym, żeby zaskoczyć Drągowskiego. Ci bardziej optymistycznie patrzący kibice widzieli przez pół godziny meczu piłkarskie szachy. Ja powiem wprost: były nudy na pudy i tyle.

Do roboty wzięli się goście. Chłań, niczym futbolowe dziecko ograł Kozlovskiego, ale jego strzał pewnie obronił Drągowski. Łodzianom w grze ofensywnej nic, kompletnie nic nie wychodziło. Goście atakowali składniej i byli coraz groźniejsi, a Chłań momentami nie do zatrzymania dla gospodarzy. Do przerwy Łodzianie ani razu nie zagrozili rywalom, ani razu nie strzelali na ich bramkę. Smutne, ale prawdziwe.

Mijały minuty, Vuković dokonywał zmian i nic się nie zmieniało. Jak nie było strzału łodzian, tak nie było. Znów spisał się Drągowski, który znakomicie obronił uderzenie Olkowskiego. Gola i tak by nie było, bo rywal był napozycji spalonej.

Wreszcie, wreszcie, wreszcie, Mieliśmy wydarzenie w 79 minucie, gdy po raz pierwszy Łodzianie strzelali na bramkę rywali! Zrobił to Kornvig, ale uderzył obok słupka. Było słabo, słabiusieńko i w tej sytuacji remis należy uznać za sukces. W Widzewie w rolach głównych wystąpili reprezentanci Polski: Drągowski i Wiśniewski.

Mecz bez cienia satysfakcji oglądało 16923 kibiców.

W następnej kolejce Widzew 4 kwietnia, o godz. 14.45 zagra w Częstochowie z Rakowem.

Widzew – Górnik Zabrze 0:0

Widzew: Drągowski – Żyro, Wiśniewski, Kapuadi – Krajewski 64, Isaac), Lerager (46, Selahi), Shehu, Chengn(28, Kozlovsky) – Kornvig, Alvarez (84, Pawłowski) -Bergier (64, Zeqiri)

Widzew. Gra w defensywie była w Gdyni atutem. Teraz w Łodzi trzeba zdecydowanie więcej pokazać w grze do przodu, bo punkty są na wagę ligowego złota!

Fot. widzew.com

Remis z Arką jest rozczarowujący, ale w tym, wyglądającym momentami jak twór topornie poskręcany drutem, zespole Widzewa pojawił się kolejny cień optymizmu i element stabilizacji. Okazało się, że w trudnych boiskowych momentach można polegać na defensywie, dowodzonej przez Drągowskiego i Wiśniewskiego. Trudno się temu dziwić, jeżeli obu piłkarzom zależy na grze w reprezentacji, to w lidze muszą błyszczeć. Oby tak dalej.

Trener Vuković się nie patyczkuje. Kto mu nie pasuje, nie wygląda na odpowiednio zmotywowanego i przygotowanego, traci miejsce w meczowej kadrze. Najpierw ta zmora odstawienia dopadła Bukariego, a teraz Baenę. To mi się podoba.

Nie mogę jednak zrozumieć tej sytuacji. Gra do przodu łodzian momentami to był piach. Dlaczego zatem szkoleniowiec szybciej jej nie zdynamizował i przebojowego Fornalczyka wpuścił tylko na meczowe ogony? Widać było po tych paru minutach, że skrzydłowy dał zespołowi sporo energii.

Tych ofensywnych atutów musi być sporo, jeśli Widzew chce wygrać, pokonując odzyskującego formę Górnika Zabrze. Mecz 22 marca o godz. 17.30 w Łodzi i w TVP Sport (bezpośrednia relacja). Punkty dla łodzian są na wagę ligowego złota, bo nadal ich sytuacja jest trudna. Zostali w strefie spadkowej i tylko seria dobrych sportowo i wynikowo spotkań pozwoli się im z niej wygrzebać.

Widzew wywalczył punkt na Wybrzeżu, ale… Prawda jest taka: remisami jest ligowe piekło wybrukowane!

Pierwszy, historyczny, wyjazdowy remis Widzewa w tych rozgrywkach. Raczej można się smucić niż cieszyć, bo remisami ligowej piekło jest wybrukowane i nie daje szans na wyrwanie się ze strefy spadkowej. Łodzianie zdecydowanie lepiej zaprezentowali się w grze defensywnej niż w ofensywie. I za karę są nadal w strefie spadkowej!

Trener Vuković posłał w bój tę samą jedenastkę, co w zwycięskim meczu z Lechem z jedną zmianą. Do bramki wrócił Drągowski i na początku spotkania popisał się znakomitym prostopadłym podaniem do Bergiera. Mogło być groźnie, ale napastnik został sfaulowany.

Tak, głównie atakowała Arka, co kończyło się kolejnymi rzutami rożnymi (pięć w 23 minuty), nie dającymi żadnych efektów. W końcu jednak akcja byłego widzewiaka – Kerka mogła przynieść gola. Niemiec świetnie obsłużył Kocyłę, a ten w sytuacji sam na sam przelobował bramkarza, ale po interwencji rękami Drągowskiego, piłka minęła bramkę.

Niestety siła ofensywna gości, mówiąc wprost, żadna. Obudzili się, szukając swoich szans, po pół godzinie gry. Nie byli jednak w stanie przez całą pierwszą połowę celnie strzelić na bramkę gdynian.

Po przerwie Widzew próbował, ale w dobrej sytuacji Kornvig uderzył z woleja nad poprzeczkę. Celnie strzelali gospodarze, ale Drągowski był na posterunku.

Niby więcej z gry mieli gospodarze, ale bramkową okazję mogli zyskać goście. Po starciu Kubiaka z Krajewskim sędzia Sylwestrzak podyktował jedenastkę, którą po analizie VAR (tu rządził Szymon Marciniak), odwołał. Telewizyjne powtórki moim zdaniem, pokazują, że trudno się z tą decyzją zgodzić. Krajewski został ewidentnie pchnięty ręką przez rywala, co wybiło go z rytmu i spowodowało upadek. Arbitrzy widzieli swoje…

Widzew się nie zraził. Próbował dalej. W 77 minucie pierwszy celny strzał łodzian. Piłkę po główce Żyry odbił bramkarz Węglarz. Niecelnie strzelał Fornalczyk. Skończyło się na bezbramkowym remisie.

Mecz oglądało 11 934 kibiców. Bez fanów gości.

22 marca o godz. 17.30 Widzew podejmie Górnika Zabrze.

Arka Gdynia – Widzew Łódź 0:0

Widzew: Drągowski – Żyro, Wiśniewski, Kapuadi – Krajewski, Lerager, Shehu, Cheng (81, Kozlovsky) – Kornvig, Alvarez(81, Fornalczyk) – Bergier

Oby to nie był największy transferowy niewypał w XXI wieku. Widzew bardzo potrzebuje wartościowych graczy, którzy uratują mu ekstraklasowy byt!

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Jedną ważną personalną decyzję podjął trener Widzewa – Aleksandar Vuković i to taką, co się obroniła, bo łodzianie wygrali ważny mecz. Szkoleniowiec postawił na ludzi, do których, z tych czy innych względów, miał zaufanie i oni go nie zawiedli. Na zieloną trawkę, a raczej do obdarowywania kwiatami pań z okazji ich dnia, odesłał najdroższego piłkarza ekstraklasy (koszty: 5 mln euro, a może więcej) Osmana Bukariego.

Może się okazać, że nowy dyrektor sportowy – Dariusz Adamczuk przebije poprzedniego Tomasza Wichniarka. Tamten wpuścił Widzew na wyjątkową transferową minę, sprowadzając piłkarza o umiejętnościach dalekich od ekstraklasowych wymagań czyli Hilarego Gonga. Jak go wypatrzył, co go do tego skłoniło, pozostanie jego słodką tajemnicą. W każdym razie Gong został uznany za największy transferowy niewypał w polskiej piłce w XXI wieku!

Wygląda na to, że o to miano skutecznie może powalczyć wynaleziony przez Dariusza Adamczuka – Osman Bukari. Na papierze to wyglądało całkiem całkiem, ale papier wszystko przyjmie, podobnie, jak sprytnie zmontowane filmiki video z najlepszymi zagraniami piłkarza. W nich to nawet największy gamoń wychodzi na futbolowego orła. Na razie nic nie potwierdziło, że mamy do czynienia z klasowym zawodnikiem. Jeszcze poczekajmy, bo futbol widział nie jedną cudowną przemianę.

W najbliższym meczu, nie ma co kryć o ekstraklasowe życie czyli o sześć ligowych punktów, Widzew zagra z innym kandydatem do spadku – Arką w Gdyni (15 marca, o godz. 12.15). To nie będzie spacerek. Gdynianie ostatnio wygrali w Płocku z Wisłą 3:0.

Łodzianie może mają piłkarzy na zbudowanie dwóch ligowych kadr, ale wobec kartkowego wykluczenia Andiego Zeqiriego, ostał im się jeden jedyny napastnik – Sebastian Bergier, autor 11 bramek. Ostatnia z rzutu karnego w wygranym meczu z Wisłą w Płocku (2:0) – 14 lutego.

Cud nad Łódką. Widzew pokonał kandydata na mistrza Polski, choć zaczęło się od 0:1. Udany debiut nowego trenera

Od zwycięstwa zaczął swoją przygodę z Widzewem trener Aleksandar Vuković. Łodzianie pokonali kandydata na mistrza – Lecha Poznań, choć przegrywali 0:1. To ósme, ligowe zwycięstwo Widzewa, piąte na własnym boisku.

Pomieszał składem, zmienił ustawienie (na trzech obrońców) trener Vuković. Odgruzował Żyrę, postawił na Alvareza, musiał zdecydować się przy kontuzji Drągowskiego na innego bramkarza. Miejsca na ławce zabrakło dla Isaaca i Bukariego (piłkarza sprowadzonego za 5 mln euro!). Ghańczyk miał zajęcie. Okazał się pożyteczny. Przed meczem rozdawał paniom kwiaty z okazji Dnia Kobiet.

Łodzianie ruszyli z animuszem, bez kompleksów. Niestety, choć akcje miały potencjał, to kończyły się słabymi albo wręcz fatalnymi uderzeniami. Tradycji zatem stało się zadość. W żadnym z ostatnich 12 meczów Widzewa w pierwszym kwadransie żaden z łódzkich piłkarzy nie wpisywał się na listę strzelców.

Czujny Lech czekał na swoją szansę i z każdą minutą był groźniejszy. Umiejętnościami wykazał się Ilić, broniąc nogami piłkę po po groźnym uderzeniu Bengtssona, którego nie przypilnował Krajewski. Co się odwlecze…

W kolejnej groźnej akcji goście wyszli na prowadzenie. Po znakomitym prostopadłym podaniu Thordarson urwał się Kapuadiemu i strzałem pod poprzeczkę pokonał… pilnującego tego rogu bramki Ilicia. Jaka była reakcja mocno zdegustowanych kibiców? Najłagodniejsza to ta: Widzew grać!

Ten okrzyk podziałał mobilizująco bo po 6 minutach łodzianie doprowadzili do wyrównania. Bergier prostopadłym podaniem uruchomił Krajewskiego. Ten dostrzegł na środku pola karnego Alvareza, wyłożył mu piłkę, a niepilnowany Hiszpan nie zmarnował szansy. To jego szósty gol w sezonie.

Łodzianie odzyskali wiarę, nabrali animuszu, atakowali. I ta wiara w sukces przyniosła efekt w postaci drugiego gola. Do odbitej piłki dopadł Kornvig i huknął z 16 metrów, jak z armaty, pod poprzeczkę! Lech doprowadził do wyrównania, ale na szczęście na spalonym był Ishak.

W końcówce meczu Widzew się bronił, robił to skutecznie w czym zasługa dobrze interweniującego w doliczonym czasie Ilicia. Łodzianie mogli cieszyć się z cennego zwycięstwa.

Mecz oglądało 16 468 kibiców, w tym m.in: Łukasz Masłowski i Grzegorz Krychowiak.15 marca o godz. 12.15 Widzew zagra mecz o 6 ligowych punktów z Arką w Gdyni.

Widzew – Lech Poznań 2:1 (1:1)

0:1 – Thordarson (28), 1:1 – Alvarez (34), 2:1 – Kornvig (52)

Widzew: Ilić – Żyro, Wiśniewski, Kapuadi – Krajewski (81, Selahi), Lerager, Shehu, Cheng – Kornvig (73, Baena), Alvarez (62, Fornalczyk) – Bergier (62, Zeqiri)

Piękna seria Lecha – sześciu zwycięstw z rzędu – się skończyła. Czy to dobry znak dla Widzewa?

FotoSzyK

Kolejny mecz Widzewa, tym razem pucharowy i nadal to samo. Trener pomieszał ze składem, taktyką i Bóg wie z czym, niczym w kotle czarownic. Tymczasem łodzianie są nadal wielką, futbolową masą, która domaga się pilnego ukształtowania, a mija tydzień jeden, drugi, trzeci i nic. Porażka goni rozczarowanie i odwrotnie.

7 marca o godz. 20.15 łodzianie podejmą Lecha Poznań. Rywale stoczyli jeden z najlepszych pojedynków w ekstraklasie w tym sezonie. Po emocjonującym, energetycznym, dobrym meczu wygrali po golu w doliczonym czasie 4:3 z Rakowem Częstochowa. W Łodzi poznaniacy zagrają bez wykartkowanych Milicia i Kozubala.

Wygrali sześć meczów z rzędu we wszystkich rozgrywkach. I jak to w futbolu się zdarza, każda taka seria kiedyś przechodzi do historii…

W pucharowym meczu z Górnikiem Lech dał się zaskoczyć odwagą, szybkością i różnorodnością akcji rywali. Musiał swoje możliwości pokazać bramkarz Mrozek. Górnik zaatakował pięcioma piłkarzami i zdobył gola. A potem bronił się, grając w dziesiątkę. Lech przeważał, nie potrafił jednak wykorzystać nawet rzutu karnego. Przegrał pucharowy pojedynek 0:1. Wypadek przy pracy czy pierwszy objaw poważniejszego sportowego kryzysu?!

Jak na to nie patrzeć Lech to jednak ciągle zespół ukształtowany, pewny swoich możliwości, sposobu grania i celu, którym jest zdobycie tytułu mistrza Polski. Szybki i niebezpieczny. Jak z nim grać?

Skoncentrować się na defensywie i szukać szczęścia w kontrataku? Na pewno potrzeba walecznego, ambitnego zespołu, który nie będzie popełniał prostych, dyskwalifikujących błędów. Czy to stwierdzenie to tylko pobożne życzenie czy jednak realna możliwość? Na pewno łatwo o ligowe punkty nie będzie, a są one Widzewowi potrzebne niczym łyk świeżego powietrza.

Widzew. Gdy nie umie się strzelać jedenastek zostają stracone pucharowe złudzenia i ratowanie ze wszystkich sił ekstraklasy!

Ostatnie sny o potędze, czyli europejskim graniu prysły niczym bańka mydlana. Obok wielu braków, którymi drażni nowy Widzew, doszedł jeszcze jeden – beznadziejne wykonywanie rzutów karnych. To spowodowało, że łodzianie odpadli z Pucharu Polski,

W karnych lepsi byli gracze z Katowic. Wykorzystali wszystkie jedenastki, tymczasem z drugiej strony: uderzenie Alvareza obronił Strączek, a Fornalczyk nie trafił w bramkę. Inna sprawa, że można gdybać. Co by było, gdyby znakomitą sytuację wykorzystał Bergier, a pod koniec spotkania Alvarez podanie Fornalczyka…

Jest, jak jest i tego nikt już nie zmieni. Łodzianom pozostaje liga i walka o zachowanie miejsca w ekstraklasie. Trener trochę pomieszał składem. Czy drużynie wyszło to na dobre, pokażą najbliższe arcyważne ligowe pojedynki.

Pozostałe mecze ćwierćfinałowe: Zawisza Bydgoszcz – Chojniczanka (4 marca, 17.30), Lech Poznań – Górnik Zabrze (4 marca, 20.30), Avia Świdnik – Raków Częstochowa (5 marca, godz. 13.30). Wszystkie mecze w TVP Sport.

Losowanie 1/2 finału STS Pucharu Polski odbędzie się 6 marca o godz. 12.Mecze tej fazy zostaną rozegrane 8 kwietnia.

Jest o co grać. Zwycięzca Pucharu Polski otrzyma:- 5 milionów złotych od PZPN oraz minimum 7 milionów EURO od UEFA za udział w pucharowych zmaganiach. To oznacza, że zwycięzca Pucharu Polski z urzędu otrzyma minimum: 35 milionów złotych!

STS Puchar Polski, 1/4 finału

GKS Katowice – Widzew 1:1 (1:0), po dogrywce 1:1, karne 4-2, awans GKS

1:0 – Klemenz (28), 1:1 – Zeqiri (53)

Rzuty karne: 1-0 Arkadiusz Jędrych, 1-0 Fran Alvarez (obroniony), 2-0 Bartosz Nowak, 2-1 Emil Kornvig, 3-1 Damian Rasak, 3-2 Christopher Cheng, 4-2 Mariusz Fornalczyk (strzał niecelny).

Widzew Łódź: Drągowski – Andreou, Wiśniewski, Kapuadi – Krajewski (90+1, Isaac), Lerager (90+1,Selahi), Shehu, Kozlovsky (106, Cheng) – Kornvig – Zeqiri (84, Alvarez), Bergier (113, Fornalczyk)

Czy piłkarzy Widzewa dopadła niezwykle zaraźliwa choroba – choroba… kontraktowa? Jeśli tak, to muszą się z niej szybko wyleczyć!

Fot. widzew.com

To wyjątkowo trudny czas. Opowiadał o tym znany francuski piłkarz: podpisujesz kontrakt z dobrym, bogatym klubem i w ciągu sekundy stajesz się… milionerem lub jeszcze bogatszym milionerem. Nagle wszystko przewraca ci się w głowie, zmieniają się priorytety.

Nie zastanawiasz się nad grą, tylko nad tym, jaki nowy samochód kupić, czy ten drogi zegarek będzie lepszy od tego droższego, czy zmienić fryzjera i przesiadywać u niego nie godzinę, a dwie, czy zamienić willę, w której mieszkasz na większą… Opisywany piłkarz doszedł do siebie, ale trochę czasu mu to zajęło.

Wygląda na to, że syndrom bogactwa zaraził też piłkarzy Widzewa. Wynegocjowali dla siebie, przy pomocy obrotnych menedżerów, wysokie kontrakty i teraz nie piłka im w głowie, tylko życie obok futbolu. Widać po pojedynczych zagraniach, że coś tam w sobie mają, że potrafią, że powinni, a za chwilę futbolowa nędza bez pieniędza… Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy – cytując Adama Mickiewicza.

Z takim nastawieniem wjeżdża się na autostradę prowadzącą od jednej futbolowej klęski do drugiej. W sumie łodzianie grają słabo, szurają po dnie ligowej tabeli. Wydaje się, że jeżeli diagnoza jest słuszna i dopadła ich choroba kontraktowa, to tak łatwo się z niej nie wyleczą. Obym się mylił.

Pierwszy sprawdzian już 3 marca o godz.20.45. Wtedy czeka łodzian mecz Pucharu Polski, 1/4 finału z GKS w Katowicach, transmisja TVP Sport. A potem nie będzie łatwiej: 7 marca, godz. 20.15, ekstraklasa: Widzew – Lech Poznań.

Pucharowe pieniądze: odpadnięcie na etapie ćwierćfinału daje zarobek w wysokości 190 tys. zł, zaś w półfinale – 380 tys. Finalista, w przypadku porażki, zarobi 1 mln zł, natomiast w przypadku zwycięstwa – aż 5 mln. Najważniejsza jest jednak przepustka do poważnego grania za grubą kasę w futbolowej Europie.

Pieniądze nie grają, tylko ludzie. Pucharowe pary ćwierćfinałowe tworzą: GKS – Widzew, Zawisza Bydgoszcz – Chojniczanka (4 marca, 17.30), Lech Poznań – Górnik Zabrze (4 marca, 20.30), Avia Świdnik – Raków Częstochowa (5 marca, godz. 13.30). Wszystkie mecze w TVP Sport.

Nomen omen – 13 porażka Widzewa. Zależność jest po prostu dołująca i frustrująca: im więcej wydanej kasy, tym gorsza gra i jeszcze gorsze wyniki!

Im dalej w ligowy las, tym gorzej z Widzewem. Po słabym występie łodzianie przegrali w Szczecinie. To nomen omen 13 porażka łodzian, dziewiąta poniesiona na obcym boisku. Takimi schodami jest piekło spadku wybrukowane…

Znak czasów. Mecz rozpoczęło pięciu Polaków – trzech w Widzewie, dwóch w Pogoni. Przejdźmy do spotkania. Znakomitymi odbiorami starał się kontrolować grę Lerager. Na własnym przedpolu dobrymi interwencjami popisywał się Wiśniewski.

Widzew grał coraz śmielej. Strzelali: Bergier (nogą) w ręce bramkarza, Andreou (głową) obok słupka, Bukari (nogą po podaniu… Drągowskiego) w boczną siatkę. Łodzianom starał się zajść za skórę jedynie Grosicki. Powiedzmy sobie wprost: więcej było na boisku walki niż składnego grania.

A w drugiej połowie? Wydawało się, że będzie to takie futbolowe lelum polelum. Tymczasem wystarczył jeden rzut wolny. Po nim było takie zamieszanie i chaos pod polem karnym łodzian, że wykorzystał to najsprytniejszy ze wszystkich – Angielski. Zanim doszło do nieszczęścia świetną interwencją popisał się Drągowski. I co z tego?!

Widzew był w szoku i miał szczęście, bo po dobrej akcji szczecinian, pomylił się Grosicki. Pogoń nabrała wiatru w żagle. Trener Jovicević próbował ratować sytuację zmianami. Opaskę kapitana od Shehu przejął Bergier. O zgrozo, Widzew nie miał żadnego pomysłu, jak skutecznie zaatakować i zagrozić rywalowi.

Obecni na stadionie kibice Widzewa, mówiąc łagodnie, tracili cierpliwość. I trudno im się dziwić. A na boisku od grania ważniejsza była zadyma w doliczonym czasie gry. Posypały się kartki, w tym czerwona dla Acosty za brutalny faul na Leragerze. W ostatnich sekundach spotkania po strzale Krajewskiego piłka otarła się o słupek. Cóż szczęście sprzyja lepszym.

Zależność jest po prostu dołująca i frustrująca: im więcej wydanej kasy, tym gorsza gra. Widmo spadku zagląda Widzewowi w oczy…

Mecz w cioglądało blisko 21 tysięcy kibiców.

3 marca o godz.20.30 STS Puchar Polski, 1/4 finału: GKS Katowice – Widzew, transmisja TVP Sport, 7 marca, godz. 20.15, ekstraklasa: Widzew – Lech Poznań.

Pogoń Szczecin – Widzew 1:0 (0:0)

1:0 – Angielski (58)

Widzew: Drągowski – Isaac (85, Krajewski), Andreou (74, Kapuadi), Wiśniewski, Cheng (85, Kozlovsky) – Bukari, Lerager, Shehu (74, Zeqiri), Alvarez (74, Baena) – Kornvig, Bergier

Laga do przodu to może być za mało, żeby Widzew zdobył choć jeden punkt w Szczecinie. Potrzeba więcej jakości i skuteczności w grze!

FotoSzyK

Bezbramkowy remis, po bezbarwnym meczu z Cracovią, trochę ostudził widzewski entuzjazm i pokazał, że w walce o utrzymanie się w ekstraklasie łatwo nie będzie. 28 lutego o godz. 14.45 Widzew zagra z Pogonią w Szczecinie i słaby pressing, granie głównie lagą do przodu oraz walka, to może być za mało, żeby odnieść sukces. A punktów potrzeba łodzianom, jak powietrza.

To ogromna strata, że w Szczecinie z powodu nadmiaru żółtych kartek prawdopodobnie zabraknie najbardziej energetycznego piłkarza łodzian, pchającego grę do przodu – Mariusza Fornalczyka. Nie będzie też jego ewentualnego zmiennika – Angela Baeny, bo jest kontuzjowany. Dojdzie nowy, doświadczony obrońca – Steve Kapuadi.

Wróci do składu Sebastian Bergier. To z kolei bardzo dobra wiadomość, bo w meczu z Cracovią (0:0) grania w ataku praktycznie nie było. Andi Zeqiri więcej biegał po boisku bez większego sensu, niż grał. Zagrożenia nie stwarzał żadnego. Takim występ skazuje się na grzanie ławy.

Igor Jovicević rozbrajająco przyznaje, że w ofensywie jest… wielka posucha: – W meczu z Cracovią mieliśmy dostępnych tylko dwóch graczy – Bartka Pawłowskiego i Frana Alvareza. Nie był to też meczu, w którym łatwo byłoby złapać rytm, wchodząc z ławki.

Widać jak na dłoni, że grę łodzian muszą ciągnąć i jej pilnować nowi piłkarze – Lukas Lerager i Emil Kornvig. Bez ich dyscyplinującej postawy na boisku zespół może się w kolejnym spotkaniu posypać niczym domek z kart. A zatem z pewną sportową obawą czekam na to, co stanie się w Szczecinie. 28 lutego o godz. 14.45 mecz Pogoń – Widzew.

« Older posts Newer posts »

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑