Rezerwowy Pafka

Tag: książka (Page 1 of 2)

Literatura potrafi być piękna. Polecam gorąco: Warto przeżyć tę fantastyczną miejsko – przyrodniczą przygodę i przeczytać książkę Stanisława Łubieńskiego

Gdyby nie literacki Paszport Polityki pewnie bym się tym autorem nie zainteresował, nie zaciekawił. Przyznam szczerze, bijąc się w pierś, że wszystkie literackie informacje, przechodziły mi koło ucha. Jak to możliwe, sam chciałbym wiedzieć. Teraz nadrabiam straty z podwójną czytelniczą satysfakcją.

Dawno, a może nigdy nie czytałem tak fascynującej opowieści o przyrodzie, która staje się sensacyjną książką edukacyjno – przygodową, odkrywczą na miarę dokonań Kolumba, dla takiego zwykłego deptaka miejskich i podmiejskich bruków, jak ja. Byłem nieświadomy, że ten świat obok, tak niezauważany, fascynujący może być tym bardziej.

Trzeba umieć napisać zajmująco o takiej, degradowanej przyrodzie, przy okazji tworząc traktat o zmieniającym się mieście oraz o smutku przemijania. Czuły narrator potrafi zaciekawić, zmusić do refleksji, a nawet skłonić do czynu: własnych wycieczek, obserwacji, choć robionych bez tak ogromnej wiedzy, jaką subtelnie, delikatnie i jakby na marginesie, prezentuje autor.

Podczas odbierania paszportu, Stanisław Łubieński opowiedział o…świergotku syberyjskim. – Tydzień temu moi znajomi widzieli w Warszawie świergotka syberyjskiego, była to pierwsza w historii obserwacja tego gatunku w Polsce. Cieszę się, że mogę o tym opowiedzieć, bo dowiecie się o istnieniu świergotka syberyjskiego, może też się nim trochę rozczulicie i przejmiecie jego losem, może sprawdzicie, jak wygląda – ale przyznaję, że to jest uroda raczej dla koneserów. W Polsce zaobserwowano do tej pory 475 gatunków ptaków, 476 ze świergotkiem syberyjskim – mówił. 

– Przyroda jest zagrożona przez ludzką chciwość i głupotę, wydaje się na jej ochronę mało i niechętnie, jakby z łaski, tak jakby były ważniejsze wydatki niż ochrona i odbudowa systemu, który podtrzymuje życie na tej planecie. Przyrodę traktuje się jak przeszkodę na drodze do rozwoju i do mirażu świetlanej przyszłości. Pamiętajmy, że jesteśmy gatunkiem, który ma wielką, nieproporcjonalną władzę nad światem, a władza to jest odpowiedzialność.

Warto pamiętać to nazwisko – Stanisław Łubieński (ur. 1983 r.) – kulturoznawca, ukrainista, z zamiłowania przyrodnik. W 2017 r. po raz pierwszy nominowany do Paszportu za książkę „Dwanaście srok za ogon” (wyd. Czarne), otrzymał też za nią Nagrodę NIKE czytelników. Autor reportażu historycznego „Pirat stepowy” o życiu Nestora Machno, przetłumaczonego na chorwacki i ukraiński. Prowadzi spacery przyrodnicze po Warszawie, jest gospodarzem audycji „Księstwo Ptaków” w radiowej Trójce i Prezesem Zarządu Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków.

Ja od razu zadeklaruję: opowieści o srokach i nie tylko poszukam na księgarskich półkach!

Stanisław Łubieński Drugie życie czarnego kota, ilustrowała Zosia Frankowska, Agora Książka i Muzyka

Wciągająca opowieść o Warszawie, której już nie ma, to mocny kandydat do tegorocznych literackich nagród

Czytasz, czytasz, czytasz. Rzeczy lepsze i gorsze. I nagle wpada ci w ręce książka, która nadaje temu wszystkiemu sens. Jeśli ją straciłeś, daje znów wiarę w literaturę. Pokazuje, że czytanie jest wielką przyjemnością, można je smakować, jak wyborny obiad w wykwintnej restauracji.

Początek roku, rynek książki się dopiero rozkręca. W zapowiedziach jest nowy utwór Olgi Tokarczuk, a ja już mam pierwszego wielkiego faworyta do tegorocznych zaszczytów i nagród. To Paweł Sołtys i jego znakomity Monolok.

Pisarz, znany też jako świetny muzyk – Pablopavo, warszawiak z krwi i kości – po pierwsze umie znakomicie, wciągająco opowiadać. Po drugie do snucia opowieści używa języka, który dodaje jej wartości. Sprawia, że opowiadane przez fryzjera z Grochowa historie, wciągają cię coraz mocniej i poruszają do głębi.

Nie pozwalają oderwań się od lektury, bo po prostu chcesz wiedzieć co będzie za chwilę, jak potoczy się kolejna tak zajmująca życiowa, warszawska, grochowska historia.

A gdy już skończysz szybko, za szybko, no to co robisz? Otwierasz po raz drugi na pierwszej stronie i z czytelniczą rozkoszą ruszasz po raz kolejny w podróż po Warszawie, której może już na mapie nie ma, ale ciągle jest w poruszających opowieściach.

Paweł Sołtys, Monolok, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec

Księżyc Komanczów. Wielka westernowa przygoda zamienia się w literacką nudę, niestety

Nie myślałem, że to się tak skończy. Jako wielki fan, jeden z wielu, bardzo wielu Na południe od Brazos, czekałem z niecierpliwością na dopełniający ogromną powieściową, westernową sagę Księżyc Komanczów. I co? Niestety, rozczarowanie. Nie tak to miało być. Im dalej w las, a stron do przeczytania jest moc, tym gorzej.

Westernowa opowieść zamienia się w przegadaną telenowelę, gdzie mieli się z pustego w próżne, chcąc powiedzieć wszystko, co się wie i nie mogąc rozstać się z bohaterami, których pokochała nie tylko cała Ameryka. Wielka westernowa przygoda zamienia się w literacką nudę, niestety.

Larry McMurtry chciał literackim antywesternem zburzyć pokutujący w narodzie heroiczny mit Dzikiego Zachodu Tymczasem wyszła na opak. Pisarz tylko ten mit utrwalił, a spragnieni dalszego ciągu rosnący w siłę czytelnicy, chcieli więcej i więcej…

Pisarz zatem pisał, pisał, aż niemal zapisał się na śmierć. I ten efekt literackiego nadmiaru widać jak na dłoni w domykającym westernową sagę tomie. Uzupełnia on wydarzenia, które miały miejsce między Szlakiem Umrzyka, a Na południe od Brazos. I prowadzi nas śladem dobrze znanych bohaterów – Augustusa McCrae i Woodrowa Calla oraz wielu, bardzo wielu innych postaci. I dobrze, że po tym uzupełnieniu cyklu, kolejnych takich prób już nie będzie!

Tak na marginesie. Na literackim antywesternie skorzystał film. To było odkrycie i odrodzenie, wydawało się, wymierającego gatunku, czego dowodem choćby Bez przebaczenia Clinta Eastwooda – obraz wyceniony na cztery Oscary i milionową widownię na całym świecie.

Larry McMurtry, Księżyc Komanczów,Wydawnictwo Vesper, przekład Marek Król

Taka moja dobra rada dla Państwa: Tę książkę musicie przeczytać koniecznie!

Takie książki dają wiarę w literaturę. Deszcz nagród tylko potwierdza jej wagę i moc. Autorka w psychologicznym dreszczowcu codzienności mierzy się z trudnym macierzyństwem, życiem po prostu i słowem.

A robi to w mistrzowski sposób. Taki, że trudno oderwać się od lektury. Dawno nie czytałem książki, gdy po ostatniej stronie, zamknąłem ją z nieukrywanym żalem. Ważne, że zostało moc przemyśleń. Pewnie to nie tylko moja refleksja, skoro książka dostała nagrodę czytelników i literacki laur czyli Nike. Dobrze, że są jeszcze znakomite felietony autorki w Tygodniku Powszechnym.

Pingwin tak pisze na koniec o Rudej: – I tak szłam przy niej zasmucona, bo znów oblałam test ze zrozumienia jej świata (…) Trzeba było uznać autonomię jej terytorium.

Pingwin nigdy nie pozna tajemnicy krainy Moroufków, ale próbuje, zrobić kolejny krok w nieznany sobie świat autystycznej (w książce nigdy nie pada to słowo!) córki, przy pomocy wyjątkowej uważności obserwacji, ewentualnej pomocy bez nadmiernej ingerencji oraz ostrożnym, acz jakże plastycznym, posługiwaniem się słowem. Ta gra z codziennością toczona na różnych poziomach aż zapiera momentami dech w piersi. Taka moja dobra rada dla Państwa: Tę książkę musicie przeczytać koniecznie!

Eliza Kącka. Wczoraj byłaś zła na zielono. Projekt okładki Przemek Dębowski. Wydawnictwo Karakter. Literacka Nagroda Nike

Dawno nie czytałem tak dobrej książki. Mroczny, wieloznaczny, psychologiczny thriller, trzymający w napięciu do ostatniego zdania

Z jakiej perspektywy nie spojrzeć, to po prostu jest dobra książka, warta przeczytania. Jeśli uznać ją za psychologiczny thriller, to inny niż ostatnio masowo wydawane, uciekający od mnożenia atrakcji, skupiający uwagę na jednym wydarzeniu. Jeśli potraktować ją, jak moralitet, to pokazany sugestywnie, wciągająco, zmuszający do mocnej refleksji po ostatnim, kluczowym zdaniu. Jeśli uznać, że to rzecz o pisaniu powieści w powieści, pożyczaniu historii i przedstawianiu jej ze swojego punktu widzenia, to teoretycznoliteracka potrzeba analizy też w dużej mierze zostaje zaspokojona.

Wiele nie powiem, żeby nie psuć Państwu zabawy: główny bohater anonimowo ratuje nad wodą człowiekowi życie. Ciekawość, próżność, chęć poznania sprawiają, że wkracza w życie uratowanego, także od tej – mrocznej strony.Uratowanym okazuje się słynny milioner Francis Arsenault, ceniona postać w świecie sztuki. Snujący opowieść bohater postanawia się zatrudnić w jego galerii. Jakie będą tej decyzji ostateczne konsekwencje?!

Antoine Wilson Usta-usta, przełożył Łukasz Witczak, Wydawnictwo Czarne

Wysoka literacka temperatura politycznego thrillera o wyborach prezydenckich w Polsce

Mamy sprawnie napisany (Jakub Żulczyk daje gwarancję) thriller polityczny o wyborach prezydenckich w Polsce. Rozgrywka między mającym sporo na sumieniu i rozważającym dymisję Prezydentem, a Reporterem starającym się upublicznić sensacyjny obyczajowy materiał, z czasem zamienia się też w inną opowieść, z zaskakującym finałem, którego… kto by się spodziewał. Czyje tak naprawdę będzie na wierzchu?

Wciągająca fabuła sprawia, że czyta się szybko, z zainteresowaniem. Żulczyk umie utrzymywać wysoką literacką temperaturę, choć momentami niepotrzebnie dzieli literacki włos na czworo. Jedna opowieść, z wyrazistymi adwersarzami, zamienia się w inną – jedną, drugą, trzecią – co rozbija jej rytm, ale rozumiem, że autor chciał w niej powiedzieć więcej niż tylko epatować sensacyjnym wątkiem.

Są zatem w książce inne wyraziste postacie, pokazane bez przebaczenia, z mocno zarysowanym satyrycznym, bezkompromisowym zacięciem. Polityczne figury, których oczywiście wszelka zbieżność z prawdziwymi osobami naszej sceny, jest tylko przypadkowa i rodzi ją wyobraźnia czytelników.

Coś jednak może być na rzeczy, skoro jej autor w wywiadzie dlaGazety Wyborczej przyznał, że pomysł na powieść wziął się z jego doświadczenia. Jakiego? Sprawy karnej wytoczonej Żulczykowi o rzekome znieważenie Prezydenta RP.Na szczęście zakończonej po myśli pisarza i wierzących w wolność słowa obywateli.

Przeczytałem w jednej z recenzji: To nie pamflet. To lustro. Świat przedstawiony w analogii do rzeczywistego. Coś jest w tym stwierdzeniu na rzeczy.

Jakub Żulczyk, Kandydat, wydawnictwo: Świat Książki

Grałeś Sherlocka Holmesa? Tak!To w wyjątkowych okolicznościach zostajesz prawdziwym detektywem, mającym szansę na rozwiązanie zagadki morderstwa w zamkniętym pokoju

Po prostu lubię klasyczne kryminały. Dlatego z sentymentem sięgnąłem po Ostatnią zagadkę Arturo Pereza-Reverte. Uznany hiszpański reporter i pisarz elegancko bawi się formułą tego typu literatury, dając sporo satysfakcji czytelnikowi. Będą jednak tacy, którzy pewnie uznają, że to zwykły erudycyjny popis, literacka sztuka dla sztuki. Cóż…

Ja się dobrze bawiłem, wciągnięty w klasyczną zagadkę morderstwa w zamkniętym pokoju, które na odciętej od świata przez sztorm wyspie, próbuje rozwikłać… aktor Hopalong Basil. Aktor wyjątkowy, bowiem z wielkim powodzeniem wcielał się na ekranie w postać detektywa wszech czasów – Sherlocka Holmesa, a teraz ma wykorzystać swoje filmowe doświadczenia w prawdziwym życiu, by rozwikłać prawdziwą zbrodnię. Wkrótce się okaże, że nie jedną… Holmesem jest aktor, a Watsonem? Autor brukowych powieści kryminalnych. Zatem dystansu i ironii tu nie brakuje.

Jest też w tej wartko toczącej się powieści moc literackich aluzji, odniesień (i ploteczek)choćby do kina lat 60 i jego gwiazd. Są zaskakujące zwroty akcji, bowiem wszyscy, no prawie wszyscy, są podejrzani. Jest też zaskakujące (przynajmniej dla mnie) rozwiązanie.

Jak pisze w posłowiu tłumaczka, Katarzyna Okrasko (super, że jej nazwisko umieszczono na okładce książki!), niektóre cytaty z książek o Sherlocku Holmesie, są podane dosłownie, inne przekręcone, jeszcze inne zmyślone. Ich właściwe rozpoznanie daje szansę zamienienia się wnikliwemu czytelnikowi w prawdziwego literackiego detektywa!

Arturo Perez-Reverte, Ostatnia zagadka, przeł. Katarzyna Okrasko, Wydawnictwo ArtRage, Warszawa 2025

To nie jest raj, a raczej przedsionek duchowego piekła, w którym nie ma już nic poza wszechogarniającą… nudą

Sam Shepard – człowiek wielu talentów. Wybitny dramaturg, scenarzysta, reżyser, aktor, w tym dla mnie w kultowym filmie Wima Wendersa Paryż Teksas (napisał też jego scenariusz), perkusista, gość w kowbojskim kapeluszu, nucący gdzieś na prerii piosenki przy ognisku, zna się na literaturze, umie ją tworzyć. Potrafi opowiadać krótko, ale wciągająco o wielkich amerykańskich przestrzeniach, zapomnianych miejscach Teksasu, Nowego Meksyku, Dakoty, Utah, Arizony.

Gdy umieszcza swoich bohaterów w tej scenerii i śmieszno – strasznych sytuacjach, które wiele mówią choćby o życiowej pustce bohaterów, wtedy jest najlepszy. Nawiązuje do najlepszych tradycji amerykańskich opowiadań.

Czuć tę przestrzeń, jej przytłaczającą nicość, wręcz grozę, wiejący przenikliwy wiatr, wdzierające się wszędzie piach i pył, zapierające dech w piersiach widoki i odległości, zapomniane hoteliki i bary. Na tak mocno i wyraziście pokazanym tle, tym mocniej czuć samotność i zagubienie bohaterów. To nie jest raj, a raczej przedsionek duchowego piekła, w którym nie ma już nic poza wszechogarniającą… nudą. I nawet podróż słynną Route 66 nie jest odkupieniem.

Sam Shepard Prując przez raj, Wydawnictwo Drzazgi, przełożył Marek Cieślik

Straszno – śmieszna historia z czasów wojen napoleońskich pokazuje jak łatwo akt dezercji, inaczej odczytany, staje się niechcianym bohaterstwem

Nic i nikt nie przebije jeden z najważniejszych dla mnie książek – Paragrafu 22 Josepha Hellera, którą żeby zdobyć wiele, wiele lat temu, musiałem wydać fortunę. W swej obrazoburczej, gryzącej ironii, przenikliwej obserwacji, tropieniu codziennego absurdu, jest moim zdaniem najbliższa prawdy o wojnie. Ale gdy ktoś się zbliża, idzie tym tropem, wzbudza moje zainteresowanie.

Arturo Perez-Reverte (były korespondent wojenny) jako twórca książek historycznych, kryminalnych, przygodowych potrafił mnie wciągnąć, pozwolić pochłonąć się fabule i tak jest tym razem. W swojej krótkiej, pełnej tak bolesnej, antywojennej ironii, gdzie śmiech więźnie w gardle, historyjce z czasów napoleońskiej kampanii rosyjskiej 1812 roku, pokazuje, jak łatwo podczas wojny akt dezercji, inaczej odczytany, staje się niechcianym bohaterstwem. Jak brak kompetencji, bufonada, zwykła głupota potrafią w sposób nieobliczalny wpływać na przebieg bitwy, ba całej wojny. Jak gra pozorów wynosi na szczyty tych, którzy posyłając tysiące ludzi na bezsensowną śmierć, zasługują (patrząc z pozycji uwikłanego w zdarzenia zwykłego żołnierza, jak i czytelnika) na bezsilny sprzeciw.

Perez-Reverte nie kocha Napoleona, wielkiego mitu o nim, zwala go z cokołu, ale też nienawidzi wojny i żaden śmiech przez łzy, tej nienawiści nie zagłuszy. Ba, wręcz przeciwnie, tylko ją potęguje.

Arturo Perez-Reverte W cieniu orła Wydawnictwo Art Rage, tłumaczenie Filip Łobodziński

Kibic Legii, który napisał najbardziej odjazdową polską powieść ostatnich lat. Literacka sensacja sprawiająca wielką, czytelniczą frajdę

Czytasz wyjątkowo odjazdową książkę, jakich ostatnio w Polsce nie było i nie ma i wyobrażasz sobie autora, że on też musi być odjazdowy, wyjątkowy. Tymczasem Jul (skrót od Juliusza) to normalny facet, mający kochającą rodzinę, oddanych, życzliwych przyjaciół i zagorzały… kibic piłkarski jednego klubu, z którym akurat mnie nie jest po drodze, czyli Legii Warszawa.

Mówi: – W moim związku ciche dni są tylko w dwóch momentach życiowych: gdy kłócimy się o literaturę lub gdy Legia przegrywa albo remisuje (…) Gdy się budzę, to pierwszą rzeczą, jaką sprawdzam w internecie, nie są wiadomości ze świata literatury, tylko co się dzieje w klubie.

Choć czasami, gdy najdzie go fantazja, Jul maluje sobie paznokcie! I też takich zaskoczeń w jego totalnej książce jest bez liku. Jest ona satyrą na Amerykę, świat sztuki, media, a jednocześnie prawdziwą opowieścią o prawdziwych artystach, do których zaliczają się drwale z zapomnianego miasteczka, które nagle staje się centrum Ameryki. Jest opowieścią fantasy, ale też wciągającą obyczajową historią o ludziach, którzy chcą godnie przeżyć dany im czas. O zakrętach losu, niespodziewanych wydarzeniach, złych uczynkach nie do naprawienia ale też prostych gestach budujących przyjaźń czy miłość i o niezwykłym… stole.

Ech, czego tu nie ma. Jest wszystko! Po prostu trzeba tę powieść przeczytać koniecznie. Satysfakcja gwarantowana! Dobra wiadomość jest taka, że ludzie pytają w księgarniach o „historię Watersa” i wydawnictwo zdecydowało się na dodruk książki.

Jul Łyskawa. „Prawdziwa historia Jeffreya Watersa i jego ojców”. Wydawnictwo Czarne

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑