Rezerwowy Pafka

Tag: książka (Page 1 of 2)

Nominacja do Nagrody Nike jak najbardziej zasłużona. Wiejsko – mafijną sagę Macieja Siembiedy czyta się znakomicie!

Powiem tak, już w średniej szkole odrzucało mnie od takich sag. Nad Niemnem, Chłopi – za długie, zbyt rozwodnione literacko, trudne do przełknięcia. Może dlatego miałem awersję i po sagę Świętokrzyską, idącą trochę chłopskim tropem opowieści o Sycylijskiej rodzinie Corleone, sięgnąłem dlatego, że dla mnie niespodziewanie nominowano ją do Nagrody Nike. Byłem ciekaw dlaczego i się nie… zawiodłem.

Maciej Siembida wytrawny dziennikarz, w tym dociekliwy dziennikarz historyczny, umie zajmująco opowiadać. Na dodatek historię walki i zemsty dwóch chłopskich rodów kreśli sugestywnie, na tle ważnych historycznych dla Polski wydarzeń. Nic tu nie ginie – ani opowieść, ani wielka historia. To duża umiejętność, tak to wszystko skonstruować, żeby miało ręce i nogi. A przy tym było chwytliwą historią sensacyjną i swoistym moralitetem – opowieścią o zbrodni, karze, a także zakłamaniu i przeinaczeniu, a w efekcie jedynym w swoim rodzaju zadośćuczynieniu. A może wyjątkowo perfidnej i przebiegłem zemście.

Gołoborze przypomina trochę Mistrza i Małgorzatę – pokazuje, że polska prowincja nie potrzebuje diabła- wystarczy pamięć krzywd i upór, by przez pokolenia mnożyć biedę, strach i śmierć. Takie kryminały lubię – tak podsumowała książkę Paulina Małochleb, którą cenię za sugestywną opowieść o macierzyństwie – Mięśnie mam od miłości.

Maciej Siembieda – rocznik 1961 – przez wiele lat był moim… redakcyjnym (choć nieznanym) kolegą. Pracował jako dziennikarz i redaktor. Kierował redakcją Dziennika Bałtyckiego. Jako prozaik zadebiutował w 1994 roku Gwiazdozbiorem odmieńców. Popularność zdobył jako autor powieści sensacyjno-kryminalnych, zwłaszcza cyklu Jakub Kania. A teraz świetnie napisane Gołoborze…

Maciej Siembieda. Gołoborze. Projekt okładki Magda Kuc. Znak Literanova. 2025

Paulina Małochleb pisze o macierzyństwie, waląc prawdę między oczy. Jakże to wciągające i odkrywcze!

Jestem pod wrażeniem piszących pań. Ich umiejętnego, bogatego w wartości, użycia języka. Eliza Kącka kreśli subtelnie i odkrywczo wyjątkowy trud nieprostego wychowania córki.

Paulina Małochleb jest w swoim pisaniu inna. Ona się nie patyczkuje. Pisze o macierzyństwie, wychowaniu potomstwa, waląc między oczy, bez taryfy ulgowej, prosto z mostu. Tak, żeby nie być obojętnym, żeby poruszyło, dotknęło, zabolało, ale też… zostało w pamięci. I zostaje. Znakomita, jakże otwierająca oczy (także facetowi!), lektura.

Jest to też wspaniała opowieść o miłości – bezwarunkowej, choć jakże trudnej. Istniejącej w rzeczywistości pełnej barier, zahamowań, uprzedzeń, stereotypów. Gdzie nagrodą jest dotyk, który zakotwicza, jak subtelnie zauważa Zyta Rudzka: aż napotka się małą, spoconą dłoń…

Paulina Małochleb. Mięśnie mam od miłości. O macierzyństwie. Projekt okładki Przemek Dębowski. Wydawnictwo Karakter

Symultana wciąga kryminalną intrygą i sugestywną opowieścią o Warszawie tuż po październikowej odwilży 1956 roku. Trzeba przeczytać koniecznie!

Po prostu przyjemność. Zawsze tak jest, gdy czytam książkę, która jest czymś więcej, niż zwykłym kryminałem. Ba, czymś zdecydowanie więcej. Owszem, intryga jest wciągająca, a ja, przyznaję, do końca nie odgadłem z kim muszą się zmierzyć główni bohaterowie – detektyw z Anglii i szachowy arcymistrz, którzy tworzą wyjątkową śledczą parę, jak Sherlock Holmes i jego pomocnik John Hamish Watson.

Nie intryga zaintrygowała mnie najbardziej, choć rozgrywana jest, niczym dobra partia szachów, a tło. Nie to za mało powiedziane, jak równorzędny bohater powieści czyli Warszawa tuż po październikowej odwilży 1956 roku. Subtelnie pokazana, jakby mimochodem, a jakże wciągająca, niebezpieczna, niczym stolica z legendarnej powieści Leopolda Tyrmanda Zły, do której autor świadomie nawiązuje. Smaczków jest tu co niemiara, w tym bardzo, bardzo aktualnych. Tym większa radość dla literackich odkrywców.

Książka jest wyjątkowa, godna polecenia, a autor? No, to na pewno nietuzinkowa postać. Namiętny szachista. Profesor antropologii kultury w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Członek Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego. Posiadacz 1. dan w karate tradycyjnym (ITKF). Współzałożyciel zespołu Kornet Olemana. Gościnnie występujący z zespołem muzycznym Zgniłość (saksofon altowy). Redaktor naczelny kwartalnika „Kultura Popularna”.

W Zgniłości Mariusz Czubaj występuje razem z poetą Marcinem Świetlickim, który miał swój udział w powstaniu kryminału. Nie dziwi, że obaj zrobili sobie promocyjny, literacki tour. Jeden zachęcał do czytania swojej powieści, drugi – swojego ostatniego, poruszającego tomiku – Wypisy.

Mariusz Czubaj. Symultana. Wydawnictwo: Świat Książki

To się czyta! Butcher’s Crossing – książkowy western, który odziera cię ze złudzeń

W dzieciństwie był to mój ulubiony gatunek filmowy. Czytałem też wszystko, co choćby tylko ocierało się o western. Potem zafascynował mnie antywestern. A teraz? W wydanej blisko 70 lat temu książce widziałbym co najwyżej historyczną, westernową ramotkę, tymczasem…

Jak jak to lubię – literackie odkrycie! Bez sentymentów i rozczulania się. Wyprawa na bizony w Kansas w połowie XIX wieku dla głównego bohatera, to wręcz życiowe wyzwanie, przekraczanie smugi cienia, milowy krok w brutalną dorosłość. Doświadczenie wyjątkowe, egzystencjalne.

Autor sugestywnie kreśli obrazy polowania, podszytego żądzą mordu. Pokazuje bez sentymentu ekstremalne trudy przetrwania w zimowej głuszy. A potem dramatyczny i tragiczny powrót do rzeczywistości, przynoszący wielkie rozczarowanie. Przepada cały bizoni łup, a jeszcze okazuje się, że interes stał się nieopłacalny, gdyż podaż przerosła popyt. Główny bohater, mocniejszy tym doświadczeniem, wie, że musi poszukać innej życiowej drogi…

Nic dziwnego, że ta sugestywna, działająca na wyobraźnię, wciągająca powieść doczekała się ekranizacji (znanej u nas pod tytułem Instynkt przetrwania), a jedną z głównych ról zagrał Nicolas Cage.

John Williams, Butcher’s Crossing, tłumaczenie Maciej Stroiński, Wydawnictwo Filtry, 2026

Literatura potrafi być piękna. Polecam gorąco: Warto przeżyć tę fantastyczną miejsko – przyrodniczą przygodę i przeczytać książkę Stanisława Łubieńskiego

Gdyby nie literacki Paszport Polityki pewnie bym się tym autorem nie zainteresował, nie zaciekawił. Przyznam szczerze, bijąc się w pierś, że wszystkie literackie informacje, przechodziły mi koło ucha. Jak to możliwe, sam chciałbym wiedzieć. Teraz nadrabiam straty z podwójną czytelniczą satysfakcją.

Dawno, a może nigdy nie czytałem tak fascynującej opowieści o przyrodzie, która staje się sensacyjną książką edukacyjno – przygodową, odkrywczą na miarę dokonań Kolumba, dla takiego zwykłego deptaka miejskich i podmiejskich bruków, jak ja. Byłem nieświadomy, że ten świat obok, tak niezauważany, fascynujący może być tym bardziej.

Trzeba umieć napisać zajmująco o takiej, degradowanej przyrodzie, przy okazji tworząc traktat o zmieniającym się mieście oraz o smutku przemijania. Czuły narrator potrafi zaciekawić, zmusić do refleksji, a nawet skłonić do czynu: własnych wycieczek, obserwacji, choć robionych bez tak ogromnej wiedzy, jaką subtelnie, delikatnie i jakby na marginesie, prezentuje autor.

Podczas odbierania paszportu, Stanisław Łubieński opowiedział o…świergotku syberyjskim. – Tydzień temu moi znajomi widzieli w Warszawie świergotka syberyjskiego, była to pierwsza w historii obserwacja tego gatunku w Polsce. Cieszę się, że mogę o tym opowiedzieć, bo dowiecie się o istnieniu świergotka syberyjskiego, może też się nim trochę rozczulicie i przejmiecie jego losem, może sprawdzicie, jak wygląda – ale przyznaję, że to jest uroda raczej dla koneserów. W Polsce zaobserwowano do tej pory 475 gatunków ptaków, 476 ze świergotkiem syberyjskim – mówił. 

– Przyroda jest zagrożona przez ludzką chciwość i głupotę, wydaje się na jej ochronę mało i niechętnie, jakby z łaski, tak jakby były ważniejsze wydatki niż ochrona i odbudowa systemu, który podtrzymuje życie na tej planecie. Przyrodę traktuje się jak przeszkodę na drodze do rozwoju i do mirażu świetlanej przyszłości. Pamiętajmy, że jesteśmy gatunkiem, który ma wielką, nieproporcjonalną władzę nad światem, a władza to jest odpowiedzialność.

Warto pamiętać to nazwisko – Stanisław Łubieński (ur. 1983 r.) – kulturoznawca, ukrainista, z zamiłowania przyrodnik. W 2017 r. po raz pierwszy nominowany do Paszportu za książkę „Dwanaście srok za ogon” (wyd. Czarne), otrzymał też za nią Nagrodę NIKE czytelników. Autor reportażu historycznego „Pirat stepowy” o życiu Nestora Machno, przetłumaczonego na chorwacki i ukraiński. Prowadzi spacery przyrodnicze po Warszawie, jest gospodarzem audycji „Księstwo Ptaków” w radiowej Trójce i Prezesem Zarządu Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków.

Ja od razu zadeklaruję: opowieści o srokach i nie tylko poszukam na księgarskich półkach!

Stanisław Łubieński Drugie życie czarnego kota, ilustrowała Zosia Frankowska, Agora Książka i Muzyka

Wciągająca opowieść o Warszawie, której już nie ma, to mocny kandydat do tegorocznych literackich nagród

Czytasz, czytasz, czytasz. Rzeczy lepsze i gorsze. I nagle wpada ci w ręce książka, która nadaje temu wszystkiemu sens. Jeśli ją straciłeś, daje znów wiarę w literaturę. Pokazuje, że czytanie jest wielką przyjemnością, można je smakować, jak wyborny obiad w wykwintnej restauracji.

Początek roku, rynek książki się dopiero rozkręca. W zapowiedziach jest nowy utwór Olgi Tokarczuk, a ja już mam pierwszego wielkiego faworyta do tegorocznych zaszczytów i nagród. To Paweł Sołtys i jego znakomity Monolok.

Pisarz, znany też jako świetny muzyk – Pablopavo, warszawiak z krwi i kości – po pierwsze umie znakomicie, wciągająco opowiadać. Po drugie do snucia opowieści używa języka, który dodaje jej wartości. Sprawia, że opowiadane przez fryzjera z Grochowa historie, wciągają cię coraz mocniej i poruszają do głębi.

Nie pozwalają oderwań się od lektury, bo po prostu chcesz wiedzieć co będzie za chwilę, jak potoczy się kolejna tak zajmująca życiowa, warszawska, grochowska historia.

A gdy już skończysz szybko, za szybko, no to co robisz? Otwierasz po raz drugi na pierwszej stronie i z czytelniczą rozkoszą ruszasz po raz kolejny w podróż po Warszawie, której może już na mapie nie ma, ale ciągle jest w poruszających opowieściach.

Paweł Sołtys, Monolok, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec

Księżyc Komanczów. Wielka westernowa przygoda zamienia się w literacką nudę, niestety

Nie myślałem, że to się tak skończy. Jako wielki fan, jeden z wielu, bardzo wielu Na południe od Brazos, czekałem z niecierpliwością na dopełniający ogromną powieściową, westernową sagę Księżyc Komanczów. I co? Niestety, rozczarowanie. Nie tak to miało być. Im dalej w las, a stron do przeczytania jest moc, tym gorzej.

Westernowa opowieść zamienia się w przegadaną telenowelę, gdzie mieli się z pustego w próżne, chcąc powiedzieć wszystko, co się wie i nie mogąc rozstać się z bohaterami, których pokochała nie tylko cała Ameryka. Wielka westernowa przygoda zamienia się w literacką nudę, niestety.

Larry McMurtry chciał literackim antywesternem zburzyć pokutujący w narodzie heroiczny mit Dzikiego Zachodu Tymczasem wyszła na opak. Pisarz tylko ten mit utrwalił, a spragnieni dalszego ciągu rosnący w siłę czytelnicy, chcieli więcej i więcej…

Pisarz zatem pisał, pisał, aż niemal zapisał się na śmierć. I ten efekt literackiego nadmiaru widać jak na dłoni w domykającym westernową sagę tomie. Uzupełnia on wydarzenia, które miały miejsce między Szlakiem Umrzyka, a Na południe od Brazos. I prowadzi nas śladem dobrze znanych bohaterów – Augustusa McCrae i Woodrowa Calla oraz wielu, bardzo wielu innych postaci. I dobrze, że po tym uzupełnieniu cyklu, kolejnych takich prób już nie będzie!

Tak na marginesie. Na literackim antywesternie skorzystał film. To było odkrycie i odrodzenie, wydawało się, wymierającego gatunku, czego dowodem choćby Bez przebaczenia Clinta Eastwooda – obraz wyceniony na cztery Oscary i milionową widownię na całym świecie.

Larry McMurtry, Księżyc Komanczów,Wydawnictwo Vesper, przekład Marek Król

Taka moja dobra rada dla Państwa: Tę książkę musicie przeczytać koniecznie!

Takie książki dają wiarę w literaturę. Deszcz nagród tylko potwierdza jej wagę i moc. Autorka w psychologicznym dreszczowcu codzienności mierzy się z trudnym macierzyństwem, życiem po prostu i słowem.

A robi to w mistrzowski sposób. Taki, że trudno oderwać się od lektury. Dawno nie czytałem książki, gdy po ostatniej stronie, zamknąłem ją z nieukrywanym żalem. Ważne, że zostało moc przemyśleń. Pewnie to nie tylko moja refleksja, skoro książka dostała nagrodę czytelników i literacki laur czyli Nike. Dobrze, że są jeszcze znakomite felietony autorki w Tygodniku Powszechnym.

Pingwin tak pisze na koniec o Rudej: – I tak szłam przy niej zasmucona, bo znów oblałam test ze zrozumienia jej świata (…) Trzeba było uznać autonomię jej terytorium.

Pingwin nigdy nie pozna tajemnicy krainy Moroufków, ale próbuje, zrobić kolejny krok w nieznany sobie świat autystycznej (w książce nigdy nie pada to słowo!) córki, przy pomocy wyjątkowej uważności obserwacji, ewentualnej pomocy bez nadmiernej ingerencji oraz ostrożnym, acz jakże plastycznym, posługiwaniem się słowem. Ta gra z codziennością toczona na różnych poziomach aż zapiera momentami dech w piersi. Taka moja dobra rada dla Państwa: Tę książkę musicie przeczytać koniecznie!

Eliza Kącka. Wczoraj byłaś zła na zielono. Projekt okładki Przemek Dębowski. Wydawnictwo Karakter. Literacka Nagroda Nike

Dawno nie czytałem tak dobrej książki. Mroczny, wieloznaczny, psychologiczny thriller, trzymający w napięciu do ostatniego zdania

Z jakiej perspektywy nie spojrzeć, to po prostu jest dobra książka, warta przeczytania. Jeśli uznać ją za psychologiczny thriller, to inny niż ostatnio masowo wydawane, uciekający od mnożenia atrakcji, skupiający uwagę na jednym wydarzeniu. Jeśli potraktować ją, jak moralitet, to pokazany sugestywnie, wciągająco, zmuszający do mocnej refleksji po ostatnim, kluczowym zdaniu. Jeśli uznać, że to rzecz o pisaniu powieści w powieści, pożyczaniu historii i przedstawianiu jej ze swojego punktu widzenia, to teoretycznoliteracka potrzeba analizy też w dużej mierze zostaje zaspokojona.

Wiele nie powiem, żeby nie psuć Państwu zabawy: główny bohater anonimowo ratuje nad wodą człowiekowi życie. Ciekawość, próżność, chęć poznania sprawiają, że wkracza w życie uratowanego, także od tej – mrocznej strony.Uratowanym okazuje się słynny milioner Francis Arsenault, ceniona postać w świecie sztuki. Snujący opowieść bohater postanawia się zatrudnić w jego galerii. Jakie będą tej decyzji ostateczne konsekwencje?!

Antoine Wilson Usta-usta, przełożył Łukasz Witczak, Wydawnictwo Czarne

Wysoka literacka temperatura politycznego thrillera o wyborach prezydenckich w Polsce

Mamy sprawnie napisany (Jakub Żulczyk daje gwarancję) thriller polityczny o wyborach prezydenckich w Polsce. Rozgrywka między mającym sporo na sumieniu i rozważającym dymisję Prezydentem, a Reporterem starającym się upublicznić sensacyjny obyczajowy materiał, z czasem zamienia się też w inną opowieść, z zaskakującym finałem, którego… kto by się spodziewał. Czyje tak naprawdę będzie na wierzchu?

Wciągająca fabuła sprawia, że czyta się szybko, z zainteresowaniem. Żulczyk umie utrzymywać wysoką literacką temperaturę, choć momentami niepotrzebnie dzieli literacki włos na czworo. Jedna opowieść, z wyrazistymi adwersarzami, zamienia się w inną – jedną, drugą, trzecią – co rozbija jej rytm, ale rozumiem, że autor chciał w niej powiedzieć więcej niż tylko epatować sensacyjnym wątkiem.

Są zatem w książce inne wyraziste postacie, pokazane bez przebaczenia, z mocno zarysowanym satyrycznym, bezkompromisowym zacięciem. Polityczne figury, których oczywiście wszelka zbieżność z prawdziwymi osobami naszej sceny, jest tylko przypadkowa i rodzi ją wyobraźnia czytelników.

Coś jednak może być na rzeczy, skoro jej autor w wywiadzie dlaGazety Wyborczej przyznał, że pomysł na powieść wziął się z jego doświadczenia. Jakiego? Sprawy karnej wytoczonej Żulczykowi o rzekome znieważenie Prezydenta RP.Na szczęście zakończonej po myśli pisarza i wierzących w wolność słowa obywateli.

Przeczytałem w jednej z recenzji: To nie pamflet. To lustro. Świat przedstawiony w analogii do rzeczywistego. Coś jest w tym stwierdzeniu na rzeczy.

Jakub Żulczyk, Kandydat, wydawnictwo: Świat Książki

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑