Rezerwowy Pafka

Tag: łks górnik (Page 1 of 2)

Znaczy kapitan! Gol Piotra Głowackiego dał cenne wyjazdowe zwycięstwo drużynie ŁKS

Fot. Artur Kraszewski

Na razie liczy się tylko cel, a droga do niego ma drugorzędne znaczenie. Taką zasadę działania przyjął nowy trener ŁKS – Grzegorz Szoka i w swoim debiucie w łódzkim klubie dobrze na tym wyszedł. Ełkaesiacy wygrali i co podwójnie cenne, zrobili to na obcym boisku, pokonując w Łęcznej Górnika 2:1.

Nowy szkoleniowiec dokonał też trafnych kadrowych wyborów. Pierwszy raz od ponad miesiąca wyszedł na boisko w podstawowym składzie Piotr Głowacki i… Znaczy kapitan! Ładnie zwiódł rywala, a potem mądrym, technicznym uderzeniem w róg zdobył bramkę na wagę wyjazdowego (co podwójnie cenne) zwycięstwa z Górnikiem Łęczna.

W drugiej linii pojawił się pierwszy raz od połowy września, gdy zagrał w Chorzowie 30 minut (1:2 z Ruchem) Koki Hinokio i przydał się w drugiej linii, bardziej niż niewidoczny tym razem Bastien Toma.

Jak zwykle, co imponujące, walczył za dwóch Fabian Piasecki. Choć długo nie mógł nic zrobić po wykopach piłki na aferę przez swoich kolegów z defensywy, to w końcu doczekał się nagrody. Wywalczył rzut karny i go wykorzystał, zapisując na swoim koncie siódmą bramkę w łódzkich barwach.

30 listopada o godz. 12 ŁKS zagra ze Zniczem w Pruszkowie. To będzie kolejny trudny, wyjazdowy pojedynek. Rywale dostali mocny, optymistyczny, sportowy bodziec. Pokonali zasłużenie na wyjeździe Ruch Chorzów 2:1. To ich pierwsze zwycięstwo od 4 października!

Jak zwykle układał grę zespołu 39-letni Radosław Majewski, który na dodatek imponował walecznością. Dwie bramki strzelił 20-letni, młodzieżowy reprezentant Polski – Daniel Bąk, który w 12 ligowych meczach zdobył 5 goli. Ostoją defensywy był doskonale znany w ŁKS, najambitniejszy z ambitnych – Oskar Koprowski.

Udany debiut trenera. Drugie zwycięstwo ŁKS na obcym boisku, choć o sukces łatwo nie było

Debiut w roli pierwszego trenera Szoki w ostatniej kolejce I-ligowej jesieni i to debiut udany. ŁKS odniósł drugie wyjazdowe zwycięstwo w sezonie, choć sukces nie przyszedł mu łatwo. Najważniejsze jest zwalczenie zmory obcych boisk.

Łodzianie zaczęli energetycznie, ale to Deja z rzutu wolnego obił poprzeczkę. W odpowiedzi uderzając z 10 metrów, pomylił się Toma. Powiedzmy szczerze, że ta nowa gra łodzian w wielu akcjach to była laga do przodu, mająca znaleźć w ataku Piaseckiego.

W końcu nadeszła jednak akcja, która przyniosła łodzianom gola. W polu karnym po ataku Piaseckiego, interweniujący wślizgiem Deja, zagrał piłkę ręką. Rzut karny. Piasecki huknął pod poprzeczkę (piłka odbiła się od jej wewnętrznej strony) i łodzianie objęli prowadzenie. To siódmy, ligowy gol napastnika. Dobrze, że cała 45-minutowa łódzka para nie poszła w gwizdek.

W drugiej połowie ŁKS nie wiedzieć czemu przez długie minuty głównie się bronił. Musiał wykazać się Jakubowski. Stało się jednak to, co musiało się stać. Łodzianie po rzucie rożnym i serii przypadkowych odbić stracili gola.

Goście wzięli się jednak w garść. Po składnej akcji i strzale prawą nogą po długim rogu Głowacki dał łodzianom prowadzenie. Zadowolony ŁKS znów zaczął się głównie bronić. I obronił trzy cenne, wyjazdowe punkty.

30 listopada o godz. 12 ŁKS zagra ze Zniczem w Pruszkowie, który sensacyjnie, ale zasłużenie pokonał na wyjeździe Ruch Chorzów 2:1. Trzeba będzie bardzo uważać oczywiście na lidera – Majewskiego, ale i autora dwóch goli – Bąka.

Górnik Łęczna – ŁKS 1:2 (0:0)

0:1 – Piasecki (40, karny), 1:1 – Szabaciuk (67, głową), 1:2 – Głowacki (71)

ŁKS: Jakubowski – Rudol, Craciun, Kupczak, Loffelsend (81, Krykun), Wysokiński, Hinokio (81, Ernst). Mokrzycki, Toma, Głowacki, Toma (64, Szczepański) , Piasecki (64, Lewandowski)

ŁKS. Trzeba w trzech ostatnich meczach mocno podreperować punktowy bilans, żeby zimy nie przeżyć z widmem spadku w oczach!

Fot. Artur Kraszewski

Po sportowym upokorzeniu czyli klęsce w meczu z Puszczą (0:3), szkoleniowym tąpnięciu czyli zmianie pierwszego trenera na Grzegorza Szokę oraz po reprezentacyjnej przerwie, ŁKS 23 listopada o godz. 17 zagra z Górnikiem w Łęcznej.

Czy będzie w stanie pozbyć się wyjazdowych demonów i wygrać drugi mecz na obcym boisku, bo dotychczasowy bilans jest po prostu żenujący: 1 zwycięstwo, 1 remis, 6 porażek. Po starciu z Górnikiem czekają łodzian w tym roku jeszcze da ligowe pojedynki: ze Zniczem w Pruszkowie i u siebie hitowe starcie z Wisłą Kraków.

Trzeba mocno podreperować punktowy bilans, żeby zimy nie przeżyć z widmem spadku w oczach. Co trzeba zrobić przede wszystkim, żeby było lepiej? Poprawić grę defensywną zespołu zwłaszcza przy kontrataku rywali, bo wtedy łodzianie w sposób niegodnych ligowców gubią się niczym futbolowe dzieci w gęstej mgle.

Lider – Basten Toma – musi być liderem a nie człowiekiem, który na długie minuty znika z pola widzenia. Dobrze by było, żeby skrzydłowi zaczęli wygrywać pojedynki jedne na jeden i żeby napastnik z prawdziwego zdarzenia Fabian Piasecki zyskał dobrą bramkową obsługę.

Marzenia, nadzieje, a co przyniesie sportowa rzeczywistość, sam chciałbym wiedzieć.

ŁKS. Gdy na boisku dzieje się źle, najważniejsi piłkarze drużyny (poza Fabianem Piaseckim) uciekają od odpowiedzialności. Nowy trener natchnie ich odwagą?!

Zdjęcia: Artur Kraszewski

Ciemności kryją futbolową, łódzką ziemię. Najlepiej byłoby spuścić zasłonę milczenia nad tym, co wyprawiają piłkarze ŁKS. Porażka 0:3 z Puszczą to wstyd, na cienkiej granicy futbolowej kompromitacji. Najgorsze jest to, że w trudnych sytuacjach nie ma drużyny. Wszyscy znikają w cieniu, chowają się za plecy kolegów. Wtedy potrzebny byłby lider, a tu taki Bastien Toma ginie gdzieś w tłumie i trudno odnaleźć go na boisku, nie mówiąc już o pozytywnym wpływie na to, co się na nim dzieje.

Od samego początku rozgrywek dziurawa, jak ser szwajcarski jest defensywna gra zespołu i żadne taktyczne zmiany tego nie… zmieniają. Ba, jestem nawet gotów powiedzieć, że je uwypuklają. bo najzwyczajniej w świecie łódzkim graczom brakuje umiejętności.

Jedynym człowiekiem z charakterem, który zostawia serce i zdrowie na boisku jest Fabian Piasecki i zamiast na nim budować pozytywne wartości drużyny, zwłaszcza w meczu, w który nie idzie, trener zdejmuje go z boisko. Po co, dlaczego? – sam chciałbym wiedzieć, skoro wpuszcza na plac ludzi zagubionych w futbolowej mgle, którzy pogłębiają tylko taktyczny chaos.

Wielki niepokój, a wręcz oburzenie, budzi nie tylko ostatnia kompromitująca porażka. Kompletny zjazd w dół notuje drużyna rezerwowa, a młodzi gracze, którzy mieli być wielką nadzieją klubu – już tu i teraz: Antoni Młynarczyk czy Jędrzej Zając spadli do poziomu sportowego przeciętniactwa, co nie wróży ich karierze, ani klubowi niczego dobrego. Kto jest temu winny, kto nie panuje nad tym, co dzieje się w klubie? Czas najwyższy znaleźć odpowiedzi, bo tak dalej być nie może!

Czy zmiana trenera jest lekiem na całe zło? Grzegorz Szoka przygotuje terapię… szokową? A przynajmniej natchnie pierwszą drużynę odwagą, odblokuje zdolną młodzież?! Dla mnie zbyt łatwe wyjście, ukrywające błędy i niedociągnięcia działaczy, kryjących się dziś wstydliwie w cieniu kompromitujących się piłkarzy. Wszystko wskazuje na to, że ŁKS wymaga poważnych strukturalnych zmian, bo ile można. Jak długo jeszcze poważni ludzie będą ładować poważne pieniądze w futbolowe badziewie?!

Po reprezentacyjnej przerwie ŁKS 23 listopada o godz. 17 zagra z Górnikiem w Łęcznej.

Ten mecz przeszedł do legendy ŁKS i polskiego futbolu. 7 kwietnia 1957 roku łodzianie stali się Rycerzami Wiosny!

Fot. archiwum Jacka Bogusiaka

W I lidze ŁKS gra kiepsko, bardzo kiepsko. Co zatem pozostaje? Jak piękne są wspomnienia…

7 kwietnia to data szczególna i wyjątkowa dla ŁKS. W 1957 roku odbył się jeden z najważniejszych meczów w historii klubu, który zapewnił mu przydomek Rycerzy Wiosny. Skazywany na porażkę ŁKS w wielkim stylu pokonał w Zabrzu Górnika 5:1. Stało się tak, choć przez ponad godzinę łodzianie grali w dziesiątkę.

– Nasz stoper Stasiu Wlazły uległ kontuzji, a wówczas zmiany nie były dozwolone – wspominał Wiesław Jańczyk, pomocnik zespołu z Łodzi, który cztery lata wcześniej wywalczył z ŁKS mistrzostwo Polski w… koszykówce.

Cztery gole dla drużyny prowadzonej wówczas przez trenera Władysława Króla zdobył członek kadry na MŚ 1938 we Francji Stanisław Baran, który w reprezentacji zadebiutował 27 sierpnia 1939 r. w meczu z Węgrami (4:2). Jedną bramkę uzyskał Władysław Soporek, który rok później został królem strzelców ekstraklasy. Gospodarze prowadzili w tym meczu po trafieniu Romana Lentnera.

Kustosz pamięci ŁKS – Jacek Bogusiak: – Rycerzami Wiosny ełkaesiaków mianował redaktor Jerzy Zmarzlik, który relację z tego meczu opatrzył tytułem na pierwszej stronie Przeglądu Sportowego: – Panowie – kapelusze z głów. Tak grają Rycerze Wiosny. Pięć bramek strzelił ŁKS drużynie gwiazd. Piłkarzem dnia został wówczas wybrany Stanisław Baran. Jak się później okazało, ŁKS pokonał przyszłego mistrza Polski. Łodzianom zdobycie złotego medalu mistrzostw udało się rok później, ale to już zupełnie inna historia.

A redaktor Zmarzlik sam przyznał, szukając efektownego tytułu po tym słynnym meczu, przypomniał sobie rozmowę starszych kibiców po zwycięstwie ŁKS 6:0 nad Ruchem Hajduki Wielkie w marcu 1932 r. Entuzjazm był olbrzymi, tym bardziej wbiła się w pamięć rozmowa owych dżentelmenów w kapeluszach: Rycerze wiosny, psiakrew. Jesienią ledwie będą powłóczyć nogami. „Rycerze Wiosny” narodzili się więc 25 lat wcześniej niż to się wszystkim wydaje, a na dodatek wcale nie było to pozytywne określenie charakteru drużyny.

Rycerz to szlachetne określenie, więc szybko zostało podchwycone i przyległo do ŁKS. Przez 60 lat było i wciąż jest utrwalane przez dziennikarzy w meczowych relacjach, a kibice wykorzystują motyw rycerza na koszulkach czy flagach. Rycerz jest też klubową maskotką. Sam strasznie się irytuję, kiedy inne polskie zespoły po kilku wiosennych zwycięstwach nazywane są „Rycerzami Wiosny”. Ten przydomek należy bowiem do ŁKS, tak jak „Czerwone Diabły” to Manchester United.

 Tego samego dnia 7 kwietnia 1957 roku w Łodzi urodził się kustosz pamięci ŁKS – Jacek Bogusiak. No, gdy ktoś już w dniu urodzin jest obarczony takim ełkaesiackim dziedzictwem, to nie ma wyboru, musi ze wszystkich sił kibicowć temu klubowi. Jacek wśród wielu, bardzo wielu książek poświęconych ŁKS, napisał i taką: Wspaniały rok 1957.

Dla drużyny ŁKS premiera ligowej wiosny, to mecz o wszystko!Jeżeli przegrają to swoje marzenia o awansie do ekstraklasy mogą spakować do walizki

Fot. ŁKS/Cyfrasport

Mówiąc wprost i bez ściemy. Pierwszy mecz ligowej wiosny jest dla ŁKS pojedynkiem o wszystko. Łodzianie mają na koncie 26 punktów, zajmują dziewiąte miejsce. Do szóstego, dającego prawo gry w barażach, a zajmowanego przez Górnika Łęczna, tracą sześć punktów. Tymczasem 16 lutego o godz. 14.30 zagrają w Łęcznej (transmisja TVP Polonia). Jeżeli przegrają to swoje marzenia o awansie do ekstraklasy mogą spakować do walizki, zamknąć na głucho na parę miesięcy i otworzyć podczas ligowej jesieni.

Czeka ich wtedy antymotywacyjna gra o… wielkie nic, bo czym innym jest utrzymanie pozycji w środku ligowej tabeli. Nie życzymy drużynie, ani sobie takiej sytuacji. Dość mamy tak bardzo rozczarowujących wyników 0:0, zwłaszcza na swoim boisku na dodatek popartych mizerną grą bez perspektyw!

ŁKS w trakcie zimowej przerwy dokonał pięciu transferów. Kluczowe moim zdaniem będzie to, czy obecność Sebastiana Rudola wpłynie pozytywnie na postawę zespołu w grze defensywnej. Nie będzie on popełniał prostych błędów i tracił głupich bramek. Jesienią takie zdarzenia sprawiały, że ŁKS jako drużyna rozsypywał się niczym domek z kart.

Można sobie coś pozytywnego obiecywać po ewentualnym powrocie Pirulo na skrzydło, bo gdy tam grał, to spisywał się najlepiej. Czy w środku pola udanie zastąpi go (o co znowu nie będzie tak trudno) Koki Hinokio? Będzie też włączony w ostatniej chwili do ligowej kadry z drugiej drużyny – 22-letni pomocnik Mateusz Wzięch.

Wreszcie, czy Andreu Arasa w roli napastnika czy też nowy – Marko Mrvaljević, wejdą w buty Stefana Feiertaga i strzelą tyle bramek (około dziesięciu minimum), żeby utrzymać w zespole i kibicach nadzieje, że wielka gra o awans do ekstraklasy jest możliwa?!

Ełkaesiacy bronili skromnego prowadzenia, ale grając w dziesiątkę, go nie obronili. Takich błędów popełniać nie wolno!

ŁKS miał szansę na zwycięstwo, ale ją stracił na własne życzenie. Najpierw, po bezsensownym faulu, musiał przez ponad 40 minut grać w dziesiątkę, a potem stracił bramkę po dziecinnych błędach w defensywie.

Mogło zacząć się fatalnie. Po kardynalnym błędzie w defensywie (Pirulo) i braku krycia w dogodnej sytuacji znalazł się Warchoł, ale posłał piłkę z siedmiu – ośmiu metrów nad poprzeczkę.

Potem ŁKS przejął inicjatywę, ale niewiele z tego wynikało. Za to błąd Kupczaka sprawił, że Warchoł miał kolejną znakomitą okazję, ale jego strzał został zablokowany.

Najlepszą sytuację zmarnowali jednak atakujący cały czas, w czym wielka zasługa Balicia, łodzianie. Strzał głową z 10 metrów Arasa (po centrze Zająca) znakomicie obronił Kostrzewski. Takie okazje po prostu musi się wykorzystywać, inaczej trudno liczyć na ligowe sukcesy. ŁKS atakował, ale do przerwy para poszła w gwizdek.

Co się odwlecze… Po centrze Majenicia, znów główkował Arasa i… trafił w słupek. Napastnik nie stał, nie rozpaczał, tylko przytomnie doszedł do odbitej piłki i umieścił ją w siatce, zdobywając debiutancką bramkę w barwach ŁKS.

Wszystko szybko się pokomplikowało, po bezsensownym, brutalnym faulu Louveau w niegroźnej sytuacji. Po analizie VAR obrońca łodzian ujrzał czerwoną kartkę w 56 minucie spotkania. Jak tu grać i wygrywać, gdy defensorzy znów, jak w ekstraklasie, są zmorą ŁKS.

ŁKS nie przestraszył się, nie cofnął, ale gdy zaatakował Górnik…Ta sytuacja powinna przynieść wyrównanie. Bomba wypiąstkował piłkę pod nogi Bednarczyka, który na szczęście dla gospodarzy, trafił w poprzeczkę.

Ełkaesiacy się bronili, ale nie obronili. Znów brak jakiegokolwiek krycia, sprawił, że stracili bramkę. Warchoł posłał piłkę do pustej bramki. Tak grać po prostu nie wolno.

W łódzkim teamie zadebiutował austriacki napastnik. Bez znaczących zagrań czy strzałów. Rozczarowanie, to można napisać oceniając grę wszystkich rezerwowych łodzian.

ŁKS – Górnik Łęczna 1:1 (0:0)

1:0 – Arasa (50), 1:1 – Warchoł (89)

ŁKS: Bomba – Dankowski, Gulen, Louveau, Majenić (82, Głowacki), Balić (58, Tutyskinas), Pirulo (68, Wysokiński), Kupczak, Mokrzycki (82, Mihaljević), Zając, Arasa (69, Feiertag)

W ŁKS zmieniło się wszystko, a jakby się nic nie zmieniło

Fot. Mateusz Słodkowski/Cyfrasport

W ŁKS zmieniło się wszystko, a jakby wszystko pozostało po staremu. W meczu z Arką (1:2) pojawiło się w składzie siedmiu nowych piłkarzy, są: nowy trener i nowy dyrektor sportowy, a tymczasem… Kardynalne błędy w defensywie, po których padają bramki dla rywali, jak się zdarzały, oj zdecydowanie za często, w ekstraklasie, tak zdarzyły się w I-ligowej premierze.

Najlepszymi piłkarzami drużyny byli zawodnicy grający na pozycjach, na których ełkaesiacy mieli atuty w ekstraklasie czyli bramkarze: w ekstraklasie Aleksander Bobek, w I lidze Jakub Bomba, pomocnicy starający zachować równowagę w grze defensywnej i ofensywnej: w ekstraklasie Michał Mokrzycki, w I lidze Mateusz Kupczak.

Inna sprawa, że trudno zrozumieć, dlaczego trener Jakub Dziółka posadził Mokrzyckiego na ławce rezerwowych, skoro po wejściu na boisko, był on najlepszy na placu.

Mądry ełkaesiak po szkodzie. Klub powinien nawet… przepłacić i zatrzymać Daniego Ramireza (wybrał II-ligową Turcję), bo Pirulo w roli reżysera gry się po prostu nie sprawdza. Efekt, mało, bardzo mało składnych akcji łodzian kończonych strzałem na bramkę i tylko 59 procent celnych podań!

To nie wróży dobrze na przyszłość, a już dziś o godz. 20.30 ŁKS podejmie Górnika Łęczna. Łodzianie mają nowego austriackiego napastnika, ale ostatnio grał on niewiele, więc czy i kiedy będzie z niego pożytek?! Oby łódzki zespół był w stanie z meczu na mecz notować sportowy progres, bo inaczej zostanie I-ligowym przeciętniakiem, albo, aż strach pomyśleć, jeszcze gorzej…

Kustosz pamięci ŁKS – Jacek Bogusiak przed meczem z Górnikiem przekaże klubowi historyczny, mający 100 lat klubowy sztandar. Oby to zmotywowało piłkarzy do skutecznej ligowej walki

Fot. archiwum Jacka Bogusiaka

W poniedziałek o godz. 20.30 na stadionie przy al. Unii im. Władysława Króla ŁKS powalczy o pierwsze punkty w I lidze. Rywalem będzie Górnik Łęczna. Nieoceniony kustosz pamięci ŁKS – Jacek Bogusiak przygotował motywującą niespodziankę. Przed meczem pokaże wyjątkowy sztandar, który uświadomi piłkarzom i kibicom, dla jakiego klubu, z jaką bogatą historią grają. Zaprezentuje mający dokładnie 100 lat sztandar ŁKS. A potem przekaże go ukochanemu klubowi na ręce prezesa Jarosława Olszowego. Oby taka wyjątkowa rocznica była motywująca dla piłkarzy i postarali się oni w tak wyjątkowym dniu o sportowy sukces.

Sztandar ufundowali działacze i sportowcy ŁKS dla uczczenia piętnastolecia klubu i otwarcia Parku Sportowego ŁKS, podczas trwającego tydzień od 10 do 17 sierpnia 1924 roku jubileuszu klubu. Ceremonia poświęcenia sztandaru odbyła się przed meczem ŁKS – Warta Poznań 2:2 (0:2) – 10 sierpnia sto lat temu!

Poświęcenia sztandaru dokonał na boisku ŁKS ks. Wincenty Tymieniecki. Po poświęceniu sztandaru przysięgę nań złożyli kapitanowie drużyn ŁKS.

Wymiary sztandaru: wysokość 73 cm, szerokość 93 cm, tkanina: jedwabny adamaszek, jedwabna nić, haft ręczny, sztandar dwustronny. Zaprojektowali go działacze ŁKS, a wykonany został ręcznie w Zakładzie Hafciarskim Klara Zajdel, mieszącego się w Łodzi przy ul. Przejazd 20 (obecnie Tuwima).

W czasie II wojny światowej w 1940 roku Tadeusz i Józef Bobiński ukryli sztandar w swoim mieszkaniu w blacie składanego stołu. Ukrywali go też: Janina Filipska i rodzina Promińskich. Po wojnie Bobiński przekazał go ŁKS. W 1983 roku Stowarzyszenie ŁKS wypożyczyło sztandar na wystawę do Muzeum Sportu, potem sztandar wrócił do stowarzyszenia.

Tadeusz Bobiński mówił o ratowaniu sztandaru: Ktoś to musiał zrobić, jedni byli w obozach, oflagach, walczyli na frontach, wyjechali z Łodzi, a ja byłem tu, na miejscu, więc był to mój obowiązek wobec klubu. Sztandar najstarszego klubu sportowego w Łodzi musiał przetrwać dla potomnych!

I tak właśnie się stało. O dzielnych ludziach czasów II wojny nie wolno nam zapominać.

ŁKS. Katastrofalne błędy w defensywie. 13 wyjazdowa porażka i praktycznie koniec marzeń o uratowaniu ekstraklasy

Fot. Cyfrasport/ŁKS Łódź

Nomen omen. ŁKS doznał 13 wyjazdowej porażki (19 w sezonie), nie mając wiele do powiedzenia w spotkaniu z rewelacją wiosny – Górnikiem Zabrze. Starał się, to fakt, ale gdy popełnia się katastrofalne błędy w defensywie, to się za nie srogo płaci. I tak ŁKS i osiągnął lepszy wynik niż jesienią u siebie, gdy przegrał 0:5.

Górnik chciał zacząć z wysokiego C, ale stojący tym razem w bramce łodzian Bobek, w 3 minucie spotkania nie dał się zaskoczyć po strzale Rasaka. Gospodarze mieli przewagę, a szczęście łodzian nie mogło wiecznie trwać. Najpierw Czyż wykorzystał fatalne wybicie Dankowskiego, a potem szybki jak wiatr Ennali urządzi sobie slalom gigant między piłkarzami ŁKS i pewnie pokonał Bobka. Gra defensywna łodzian w ekstraklasie to koszmar, co dobitnie potwierdziła pierwsza połowa spotkania. ŁKS miał szanse wyrównać na 1:1, ale po strzale szczupakiem Dankowskiego piłka nie trafiła w światło bramki.

W drugiej połowie Górnik pilnował wyniku, ŁKS próbował coś zmienić. Strzał z dystansu Ramireza obronił Bielica. W dogodnej sytuacji obok słupka główkował Mammadov. Zdało się to psu na budę.

W odpowiedzi pięknym strzałem zza pola karnego popisał się Lukoszek i Górnik powiększył przewagę. Niestety, żaden z łodzian był tak daleko od strzelca, że nie mógł próbować zablokowania uderzenia! ŁKS próbował, starał się i zdobył honorowego gola. Jego autorem był kapitan drużyny – Ramirez. Górnik się zdenerwował i po składnej akcji jeszcze raz cieszył się z bramki. Jeszcze pokazał sią Młynarczyk, ale jego strzał głową obronił Bielica.

Górnik Zabrze – ŁKS 4:1 (2:0)

1:0 – Czyż (25), 2:0 – Ennali (35), 3:0 – Lukoszek (63), 3:1 – Ramirez (83), 4:1 – Filipe Nascimento (90)

ŁKS: Bobek – Dankowski, Mammadov, Gulen, Durmisi – Ramirez, Louveau (80, Ceijas), Hoti (60, Letniowski) – Tejan (73, Janczukowicz), Jurić (60, Młynarczyk), Balić (73, Szeliga)

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑