Rezerwowy Pafka

Tag: łks pogoń (Page 1 of 2)

ŁKS. Zaczynali, jak futbolowi profesorowie. A potem? Zachowywali się jak niedouczone studenciaki!

Fot. ŁKS Łódź

Pierwszy nasuwający się wniosek po nieudanym meczu ŁKS w Siedlcach (1:1). Łodzianie wyszli na boisko jak profesorowie, a potem… momentami grali jak niedouczone studenciaki!

Obie połowy meczu zaczynały się wyjątkowo obiecująco. A potem? Szkoda gadać. Siedlczanie byli szybsi, sprawniejsi, groźniejsi. A Łodzianie? Na przykład Błachewicz nie potrafił dobrze przyjąć piłki swoją słabszą nogą. Goście mieli też zero pomysłu na to, jak do przerwy zatrzymać szarżującego prawą stroną Zielonkę. A w końcówce, gdy mimo wszystko była szansa na zwycięskiego gola, Sokół popisał się… kiksem kolejki.

To wydają się klasyczne niedomagania drużyny w budowie. Nic nie jest do końca pewne, nowi wpasowują się w zespół i jego sposób grania. Muszą jednak i to szybko dawać drużynie więcej, niż ligowa przeciętność, bo inaczej znów będzie wielkie rozczarowanie czyli granie o nic Ełkaesiaków.

Nadzieję na to, że może być lepiej daje powrót do drużyny w końcówce meczu kreatywnego i strzelającego bramki Arasy. On jest najbliższy stworzenia znów groźnego, kreatywnego snajperskie duetu z Piaseckim.

Musi być lepiej, bo teraz czeka ŁKS długi Łódzki serial. Jeżeli okaże się futbolowym gniotem, to szkoda gadać. W drugiej kolejce: ŁKS – Polonia Bytom (31 lipca, godz. 18), a potem trzy kolejne ligowe spotkania też w Łodzi (z Chrobrym, Termaliką i Stalą Mielec).

Mocnego otwarcia, na miarę ligowej czołówki, nie było. ŁKS miał lepsze i fatalne momenty, zatem remis w Siedlcach można uznać za cenny

Łodzianie zaczęli ligową premierę obiecująco, od… rzutu wolnego. Strzał Piaseckiego po długim rogu obronił Lemanowicz. Wydawało się, że mecz będzie się toczył pod dyktando gości. Tymczasem gospodarze nie zamierzali tanio sprzedać skóry. Chaos na boisku, którego nie brakowało, im sprzyjał. Gdy dochodziło do kontrataków Siedlczan, to Ełkaesiacy mieli wielkie kłopoty z ich zatrzymaniem.

Na dodatek goście dali się nabrać na rozegranie rzutu wolnego, niczym futbolowe żółtodzioby. Wycofanie piłki do niepilnowanego Zielonki, przyniosło strzał z dystansu w róg bramki, nie do obrony dla Węglarza. Inna sprawa, że całą akcję spowodował bezsensowny, niepotrzebny faul Hinokio. ŁKS chciał odpowiedzieć, ale robił to tak anemicznie, że zęby bolały.

Wreszcie coś się zmieniło. W 40 minucie Lemanowicz musiał się wykazać, broniąc strzał Piaseckiego. Potem była główka napastnika na interwencję oraz zderzenie… Łodzian w polu bramkowym gospodarzy i to tyle. To było za mało, dużo za mało, żeby doprowadzić do przerwy do wyrównania.

Tymczasem pierwsza akcja drugiej połowy przyniosła gościa gola, w czym duża zasługa Hinokio i Piaseckiego, a potem nowych: Nowakowskiego (asysta) oraz Błachewicza (bramka). Ten ostatni umiejętnie zamknął składną akcję. Siedlczan zaskoczyło to, że wielki udział w grze ofensywnej gości nagle zaczął mieć kapitan Rudol.

ŁKS wyrównał i, jak do przerwy, oddał inicjatywę. Efekt? Pogoń miała swoje bramkowe szanse. Stałe fragmenty gry przysparzały Łodzianom moc kłopotów. Potem gospodarze zablokowali mający bramkowy potencjał strzał Wysokińskiego i wybili piłkę sprzed linii bramkowej. Co w odpowiedzi? Za łatwo ŁKS tracił piłki, za łatwo pozwalał rywalom na składne ataki. Dobrze, że nie skończyło się to golem.

W końcówce spotkania trener Szoka postawił na ofensywnych graczy. Chciał wygrać. I gdyby Sokół nie popisał się kiksem kolejki miał szansę cel osiągnąć. Cóż, stało się inaczej. Pozostało cieszyć się(?) z jednego punktu.

W drugiej kolejce: ŁKS – Polonia Bytom (31 lipca, godz. 18), a potem trzy kolejne ligowe spotkania też w Łodzi (z Chrobrym, Termaliką i Stalą Mielec)!

Pogoń Siedlce – ŁKS 1:1 (1:0)

1:0 – Zielonka (25), 1:1 – Błachewicz (47)

ŁKS: Węglarz – Sokół, Rudol, Craciun, Fałowski, Błachewicz (74, Keiblinger), Wysokiński, Terlecki (84, Arasa), Hinokio (67, Podliński), Nowakowski (74, Kaput), Piasecki

Oby znów kibice nie musieli posiłkować się ligowym… zakalcem. Na razie ŁKS jest wielką niewiadomą

Fot. Wojciech Pakulski, ŁKS Łódź

Trener Grzegorz Szoka rewolucyjnie przebudował kadrę ŁKS, a potem to co z nią wymyślił ukrył przed oczami kibiców utajniając ostatni sparing. Co zatem wyszło, przekonamy się 25 lipca o godz. 15.30. Wtedy to ligowa premiera Łodzian w Siedlcach w meczu z Pogonią. Spotkanie w ramach Multiligi (czyli łączonych transmisji kilku spotkań!) pokaże TVP Sport.

– Musimy mieć świadomość, że obecnie funkcjonujemy w ramach określonych możliwości finansowych i organizacyjnych. Z mojego punktu widzenia lepszym wyborem są piłkarze, którzy udowodnili już swoją wartość na poziomie tej ligi i których dobrze znam, niż zawodnicy sprowadzani z zagranicy – mówi trener Grzeogrz Szoka. Oby tylko trafił w punkty, oby się nie pomylił, oby znów kibice nie musieli posiłkować się ligowym… zakalcem.

W ŁKS nie decydowali się na transfery, do których nie mieli przekonania. To był punkt wyjścia. Nie kupowali zatem (za namową sprytnych menedżerów kota w worku.

Fot. ŁKS Łódź

– Jestem przekonany, że utrzymanie trzonu drużyny pozwoli nam z jednej strony zapewnić większą stabilność, a z drugiej nadal rozwijać zespół i robić kolejne kroki naprzód. Jeśli uda się regularnie wygrywać i ograniczyć słabsze momenty do minimum, będziemy mogli liczyć się w walce o czołowe miejsca – twierdzi szkoleniowiec i to jest jego ligowe credo. Ma kadrowy komfort – rywalizację na każdej pozycji. To może przynieść coś dobrego, pozytywnego, ale na razie jest wielką niewiadomą.

Hat trick ŁKS. Trzecie zwycięstwo z rzędu łodzian. Rosną szanse na baraże!

ŁKS ustrzelił hat tricka. Wygrał trzeci mecz z rzędu – czternasty w sezonie, ósmy na własnym boisku. Szanse na baraże coraz większe! Łodzianie mają na koncie 50 zdobytych punktów i piąte miejsce w tabeli. Rywale doznali piątej porażki z rzędu.

Łodzianie zaatakowali od początku meczu i to szybko przyniosło efekty. Po dośrodkowaniu Terleckiego tzw. na nos, dwunastego gola w rozgrywkach już w 9 minucie zdobył głową Piasecki.

Goście się nie zrazili. Organizowali akcje zaczepne bez kompleksów, próbując odrobić straty. Łodzian momentami gubiła nadmierna pewność siebie, co w efekcie kosztowało ich stratę gola. Ale jakiego! Wyjątkowej urody. Olewiński trafił w okienko. Uderzenie nie do obrony. Cóż, boiskowa niefrasobliwość drogo kosztuje. Zespołowi, który ma ekstraklasowe ambicje, takie zachowanie nie przystoi.

Ten gol na długie minuty odebrał gospodarzom boiskowy rezon. Oddali rywalom inicjatywę. Goście atakowali coraz groźniej, nawet po wielopodaniowych akcjach. ŁKS wreszcie się obudził. Nie chciał być dłużny. Szukał szczęścia także po stałych fragmentach gry i był blisko, bardzo blisko. Kupczak w dogodnej sytuacji główkował tuż obok słupka.

W drugiej połowie ŁKS atakował, ale długo bez skutku. Strzały łodzian trafiały na ścianę czyli mur obronny rywali. Wreszcie akcja ofensywnych graczy łodzian: Arasy, Lewandowskiego i Piaseckiego zakończyła się pewnym uderzeniem w róg bramki tego ostatniego i jego trzynastym, ligowym golem.

ŁKS chciał pójść za ciosem, ale po strzale Lewandowskiego i rykoszecie piłka odbiła się od poprzeczki. Co się odwlecze… Za chwilę po sprytnie rozegranym rzucie rożnym Hinokio przy odrobinie szczęścia posłał piłkę do siatki.

Wydawało się, że będzie już z górki. Tymczasem spóźnił się z interwencją Kupczak i goście zarobili, wykorzystany, rzut karny. Końcówka była pełna niepewności. Uff, ŁKS odniósł zwycięstwo, ale łatwo nie było…

11 maja o godz. 18.30 mecz Śląsk Wrocław – ŁKS.

ŁKS Łódź – Pogoń Grodzisk Mazowiecki 3:2 (1:1)

1:0 – Piasecki (9, głową), 1:1 – Olewiński (27), 2:1 – Piasecki (65), 3:1 – Hinokio (73). 3:2 – Noiszewski (90+2, karny)

ŁKS: Bomba- Kupczak, Craciun, Fałowski(79, Wiech), Loffelsend-Wysokiński, Terlecki(46, Lewandowski), Hinokio(73, Młynarczyk),Norlin- Arasa(73, Patterson),Piasecki(71, Ernst)

W grze ŁKS luz i blues. Coraz realniejsze są marzenia o walce o ekstraklasę!

Fot. Artur Kraszewski

ŁKS mógł zaimponować w wygranym 4:0 meczu z Pogonią Siedlce. Praktycznie przez cały pojedynek miał inicjatywę, dyktował warunki gry. Nic dziwnego, że odniósł wysokie, pewne zwycięstwo. W grze Łodzian czuć i widać było luz, blues, pewność swoich możliwości i umiejętności. A akcje po których gole strzelali: Fabian Piasecki i Andreu Arasa – palce lizać. Spryt Mateusza Wysokińskiego przy wykonywaniu rzutu wolnego (posłał piłkę pod nogami tworzących mur piłkarzy) też został sowicie nagrodzony.

Mogło się podobać też to, że Łodzianie pilnowali gry. Nie pozwolili rywalom na wyprowadzanie groźnych kontr. Uważnie kontrolowali strefy boiska, w których Siedlczanie próbowali atakować. Nic dziwnego, że zachowali czyste konto. Forma rośnie, na decydujące mecze o baraże o ekstraklasę. Trzymamy kciuki, żeby się udało!

Zaległe spotkanie 28. kolejki Betclic I ligi ŁKS Łódź – Pogoń Grodzisk Mazowiecki zostanie rozegrane 7 maja o godz. 18 w Łodzi. 11 maja o godz. 18.30 mecz Śląsk Wrocław – ŁKS.

Pogoń, choć prowadziła, nie miała wiele do powiedzenia w meczu z Wieczystą, przegrywając u siebie 1:4. W defensywie, jak widać po wyniku, miała moc kłopotów. Czy zespół z Grodziska Mazowieckiego jest już syty osiągniętym celem – utrzymaniem się w I lidze?

Wrocławianie grali w Łęcznej z Górnikiem i choć się tego meczu obawiali, to go pewnie wygrali 4:0, prezentując podobny luz, jak Łodzianie. W ataku potrafili być bardzo mocni i wykorzystywać sytuacje. Na skutek zawartej umowy (bariera finansowa!) w tym spotkaniu raczej nie wystąpi odgrywający coraz większą rolę we wrocławskiej drużynie, były lider ŁKS – Michał Mokrzycki.

W sumie łodzianom do rozegrania pozostały mecze: z Pogonią Grodzisk Mazowiecki, Śląskiem Wrocław, Puszczą Niepołomice oraz Górnikiem Łęczna. Nie jest to łatwy kalendarz!

Efektowne, drugie z rzędu, zwycięstwo na swoim boisku daje drużynie ŁKS miejsce w ligowej czołówce!

ŁKS w efektownym stylu, grając ofensywnie i z pomysłem, pokonał Pogoń. Odniósł drugie z rzędu zwycięstwo na swoim boisku. 13 nomen omen ligowy sukces daje łodzianom miejsce w czołówce I ligi i pozwala coraz realniej myśleć o barażach o ekstraklasę.

Trener Szoka w miejsce kontuzjowanego Pingota postawił na Fałowskiego. Tak, wystawił tych samych ludzi, co w zwycięskim meczu ze Stalą Rzeszów (2:1). I jak się okazało, miał rację!

Zaczęło się inaczej. ŁKS nie musiał odrabiać strat. Po centrze Terleckiego do główki szykował się Norlin, ale uprzedził go Jakubik i posłał piłkę głową do własnej bramki. Szczęście i zaraz nieszczęście. Uraz nogi, którego doznał Bobek przy wcześniejszej akcji, wymusił zmianę. W bramce zastąpił go Bomba.

W kolejnej akcji łodzian Loffelsend, strzelając z półwoleja na bramkę, trafił w rękę Misia. Rzut karny. Niestety, Craciun posłał piłkę wysoko nad poprzeczkę! Powinien być komfort. Tak się niestety nie stało. Ale ŁKS się nie zraził, atakował dalej. I cel osiągnął.

Po znakomitej akcji przeprowadzonej przez Wysokińskiego (prostopadłe podanie) i Hinokio (odwrócenie się w polu karnym i centra), Piasecki zdobył głową swoją jedenastą bramkę w rozgrywkach. Szkoda, że Arasa nie trafił w kolejnej, dogodnej sytuacji, bo prowadzenie mogło być bardziej efektowne. Co się odwlecze…

Sprytny strzał Wysokińskiego z rzutu wolnego… pod murem rywali dał trzeciego gola na początku drugiej połowy. Za chwilę po znakomitym prostopadłym podaniu Hinokio, Arasa pewnie wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem. Przewaga ŁKS ani przez moment nie podlegała dyskusji! Łodzianie odnieśli efektowne zwycięstwo.

Zaległe spotkanie 28. kolejki Betclic I ligi ŁKS Łódź – Pogoń Grodzisk Mazowiecki zostanie rozegrane 7 maja o godz. 18 w Łodzi. 11 maja o godz. 18.30 mecz Śląsk Wrocław – ŁKS.

ŁKS – Pogoń Siedlce 4:0 (2:0)

1:0 – Jakubik (6, samobójcza), 2:0 – Piasecki (44, głową), 3:0 – Wysokiński (48, wolny), 4:0 – Arasa (52)

ŁKS: Bobek(11, Bomba)- Rudol, Craciun, Fałowski, Loffelsend (57, Krykun) -Wysokiński, Terlecki(57, Wojciechowski), Hinokio, Norlin – Arasa (57, Toma),Piasecki (67, Lewandowski)

Zmora zmór ŁKS. Piąta ligowa porażka łodzian w wyjazdowym meczu. Taka statystyka jest futbolową kompromitacją. Inna sprawa, że trzy gole łodzian anulował VAR

Niestety, marny mamy ligowy futbol w mieście Łodzi. Gra godna zapomnienia. Nic zatem dziwnego, że porażka goni porażkę. Obce boisko znów okazało się zmorą ŁKS, który przegrał piąty (tak, to nie przekłamanie) wyjazdowy pojedynek, na sześć rozegranych. Taka statystyka to po prostu sportowa kompromitacja. A trener Stokowiec (szkoleniowiec Pogoni) pokazał wszem i wobec, że nie taki on słabeusz, jak go w Łodzi malowano.

Trzeba jednak dodać, że ŁKS też strzelił trzy bramki, ale trzy razy łodzianie byli na pozycji spalonej i gole nie zostały uznane.

Mecz zaczął się już w 11… sekundzie od niecelnego strzału Lewandowskiego, który w ataku zastąpił Piaseckiego. W 5 min padł gol samobójczy i ŁKS mógł prowadzić. Mógł, ale analiza VAR potwierdziło, że inicjator akcji – Krykun był na pozycji spalonej.

W odpowiedzi centrostrzał nie doszedł do celu, gdyż świetnie interweniował Bobek. W odpowiedzi Krykun po minięciu golkipera miał prezd sobą pustą bramkę, ale nie zdecydował się na strzał. Starał się oddać piłkę Lewandowskiemu.  Zrobił to źle, nie, fatalnie i futbolówkę wybił wracający bramkarz Pogoni. 300- procentowa szansa przepadła.

W odpowiedzi po składnej kontrze ŁKS ratowała poprzeczka. Niemrawe i bez pomysłu rozgrywanie piłki przez łodzian w ataku pozycyjnym mogła się skończyć fatalnie. Pogoń nabrała wiatru w żagle. Znów udanie interweniował Bobek. To niczego nie nauczyło łodzian.

Po rzucie rożnym i fatalnym zachowaniu łodzian, Noiszewski wepchnął z metra piłkę do siatki. Taka sytuacja poważnemu zespołowi nie powinna się zdarzyć. W błyskawicznej odpowiedzi ŁKS zdołał wyrównać, ale znów gol padł z pozycji spalonej. Potem seria rzutów rożnych dla łodzian nie dała kompletnie nic.

ŁKS pokazywał wolne tempo i łatwe straty. Jedna z nich przyniosła kontrę i pogubienie się łodzian w defensywie. Konsekwencja? Łatwa do przewidzenia. Strata kolejnej bramki!

Gospodarze już na początku drugiej połowy pokazali swoją moc. Składny atak Pogoni skończył się akcją, w której łodzianie zachowywali się niczym futbolowe pionki we mgle. Przy takiej bezradności gol musiał paść i padł. Po prostu czarna, łódzka sportowa rozpacz. W tym momencie było praktycznie po meczu. A mogło być gorzej, gdyż poprzeczka ratowała łodzian.

Ełkaesiacy szukali chociaż honorowego gola, ale Lewandowski przegrał pojedynek sam na sam z 41-letnim bramkarzem Kieszkiem. Po raz kolejny znakomite prostopadłe podanie Wysokińskiego, tym razem zostało wykorzystane. Autorem gola był Jurkiewicz, ale był na pozycji spalonej. Trzeci gol łodzian – trzeci gol anulowany przez VAR! Pozycja spalona to nie mniejsza zmora niż granie na wyjeździe. Konsekwencje ligowe, łatwe do przewidzenia. ŁKS coraz bliżej strefy spadkowej!!!

Nadmiar żółtych kartek sprawił, że nie wystąpił w Pruszkowie Loffelsend. I jego brak był widoczny. 5 października o godz. 14.30 ŁKS podejmie GKS Tychy, który w ostatnim meczu przegrał u siebie z Pogonią Siedlce 1:3.

Pogoń Grodzisk Mazowiecki ŁKS 3:0 (2:0)

1:0 – Noiszewski (18), 2:0 – Olewiński (45), 3:0 – Adkonis (47)

ŁKS  Bobek – Craciun, Rudol, Fałowski, Norlin (67, Wysokiński) – Krykun, Mokrzycki, Kupczak (Piasecki), Balić (46, Jurkiewicz) – Toma (77, Ernst), Lewandowski

O krok od kompromitacji ŁKS. 18-letni debiutant w dniu swoich urodzin w piątej doliczonej minucie gry uratował łodzianom remis w meczu z jedną z najsłabszych drużyn ligi

Miała być otwarta, południowoamerykańska, widowiskowa gra ŁKS, okraszona bramkami. I co? I była kupa szczęścia. W piątej minucie doliczonego czasu gry debiutant Fałowski doprowadził do wyrównania w meczu z jednym z ligowych outsiderów.

Miejsce w podstawowej jedenaste znaleźli pomocnicy: Pirulo i Iwańczyk oraz, co jest pewną niespodzianką, zdolny młody stoper 18-letni Fałowski (debiut w dniu urodzin). Trzej młodzieżowcy w składzie. Gulen i… Mokrzycki wylądowali na ławce rezerwowych. Zabrakło chorego Młynarczyka.

Pierwsi groźniej zaatakowali gospodarze. Mierzony w róg strzał zablokował Fałowski. Po chwili były ełkaesiak Flis niepilnowany z 10 metrów strzelił nad poprzeczka. A potem minimalnie pomylił się Famulak.

Ełkaesiacy? Prezentowali się fatalnie. Łatwo tracili piłkę, byli wolniejsi, popełniali juniorskie błędy, beznadziejne wykonywali stałe fragmenty gry. Trzeba się było głośno, coraz głośniej zastanawiać, co się dzieje.

Po 28 minutach wreszcie, pierwszy niezły celny strzał Iwańczyka. Była jeszcze pierwsza groźna i co najważniejsze składna akcja gości. A potem…

Niedowierzaniem i tylko zgrzytanie zębami. Nikt nie krył w polu karnym Demianiuka. Bardzo źle, niepewnie interweniował Bobek, który sfaulował przeciwnika. Jedenastka i szczęście gości. Podliński posłał piłkę obok słupka. Pierwsza połowa to słabiutka gra ŁKS i moc szczęścia. Tak po prostu być nie może.

W drugiej połowie reżyserem gry gości miał być Pirulo. Ale jako pierwsi rozpracowali rywali gospodarze. Zdobyli bramkę. Uff! Miś był na pozycji spalonej.

Wolniejsi, mniej zdecydowani łodzianie ratowali się faulami. I nagle po indywidualnej akcji faulowany w polu karnym był Balić (jedenastka przyznana po analizie VAR). Po strzale Mokrzyckiego piłkę obronił Lemanowicz. Coś nieprawdopodobnego. W kolejnej sytuacji, pierwszej od bodaj dwóch meczów dobrej centrze (Dankowski), gospodarzy ratował słupek i interwencja bramkarza.

ŁKS przeważał i… para w gwizdek. Nic z tego nie wynikało. Tymczasem po dalekim wrzucie z autu nieupilnowany były ełkaesiak – Flis posłał piłkę głową do bramki. ŁKS może mówić o szczęściu, bo mógł stracić drugiego gola. Skoro tak się nie stało, to w doliczonym czasie gry debiutant Fałowski strzałem z dystansu doprowadził do wyrównania! Więcej szczęścia niż futbolowego rozumu.

Następny mecz  ŁKS z Bruk-Bet Termaliką Nieciecza zaplanowano na czwartek 10 kwietnia (początek o godz. 18).  Jesienią było 2:2. Rywale w ostatniej kolejce pewnie pokonali Stal Rzeszów 3:1.

Pogoń Siedlce – ŁKS 1:1 (0:0)

1:0 – Flis (88, głową), 1:1 – Fałowski (90+5)

ŁKS: Bobek – Dankowski, Rudol (56, Wysokiński), Fałowski, Głowacki, Sitek (81, Zając), Iwańczyk (56, Mokrzycki), Kupczak, Hinokio (46, Balić), Pirulo, Norlin (74, Mrvaljević)

Trener Ariel Galeano miał poprowadzić ŁKS w dobrą stronę, tymczasem na razie pogłębił panujący na boisku (szczególnie w grze defensywnej) piłkarski chaos

Fot. ŁKS Łódź

Każde futbolowe dziecko to wie, że dobra gra zespołu zaczyna się od jego skuteczniej postawy w defensywie. Tymczasem w ŁKS – rwanie włosów i zgrzytanie zębów. Powiem tak, gdy przed wielu, wielu laty kopałem futbolówkę w Lidze Szóstek, to nasza gra defensywna cechowała się większą odpowiedzialnością, niż w ligowym klubie z ambicjami z Łodzi.

Można analizować na różne sposoby tę sytuację, ale trudno zrozumieć, że piłkarze, którzy z nie jednej mąki jedli chleb, mogą się tak pogubić, jak ełkaesiacy przy drugiej straconej bramce w meczu z Odrą (1:2). Nikt nie wiedział jak ma się ustawić, za kim ma biec, kogo kryć. W rezultacie zostali rozpracowani niczym mali chłopcy na futbolowym podwórku.

A czym był pierwszy gol kuriozum stracony w… 35 sekundzie? Prologiem do defensywnego chaosu i wielkim ostrzeżeniem, które zostało zignorowane przez piłkarzy i szkoleniowców łodzian.

Nowy trener Ariel Galeano miał pchnąć grę drużyny na nowe, lepsze tory. Na razie pchnął ją w jeszcze większy sportowy chaos. Pożal się Boże te fatalnie wykonywane stałe fragmenty gry, ten zatrważający brak skuteczności i chaotyczna walka praktycznie w dziesięciu bez kompletnie niewidocznego napastnika.

Szkoleniowiec niestety nie pomógł zespołowi. Zdejmując z boiska najważniejszych, trzymających grę piłkarzy, tylko pogłębił panujący chaos i sprawił, że w końcówce ŁKS nie potrafił sobie wypracować bramkowych sytuacji.

Sebastian Rudol mówi, że ambicją zespołu jest cały czas gra o pierwszą szóstkę. Pytanie tylko po co. Załóżmy hurraoptymistycznie, że łodzianie awansują i co dalej? Nie ma nawet cienia wątpliwości, że w ekstraklasie znów będą chłopcem do bicia, przynoszącym więcej wstydu niż radości.

6 kwietnia o godz. 17 ŁKS zagra z Pogonią w Siedlcach. To zdecydowany outsider zmagań, który jednak potrafi się postawić. Wygrał z ligowym średniakiem – Stalą (ma tyle samo punktów co łodzianie – 34) i to w Rzeszowie 4:2. Czy okaże się kolejną piłkarską przeszkodą za trudną dla ŁKS?

Trwa dobra passa drużyny ŁKS. Czwarte zwycięstwo z rzędu!

Trwa dobra passa ŁKS. Łodzianie wygrali czwarty mecz z rzędu, ale… choć całą drugą połowę grali z przewagą jednego zawodnika to sukces nie przyszedł im łatwo.

Trener Dziółka postawił na tych, których gra przynosi ostatnio sukcesy czyli trzy ligowe zwycięstwa z rzędu, no z jednym wyjątkiem i to na kluczowej pozycji. Miejsce Bomby w bramce ŁKS zajął Bobek. Na ławce rezerwowych m.in. Balić, Pirulo i nowy – Wiech. W wyjściowym składzie rywali były ełkaesiak – Pyrdoł.

W drugiej minucie pierwszy celny, łatwy do obrony, strzał łodzian – Dankowskiego z rzutu wolnego. W 5 min po znakomitym dośrodkowaniu Młynarczyka, Faiertag z dwóch metrów główkował w… słupek.

Potem dwa razy musiał interweniować Bobek, a Demianiuk w sytuacji sam na sam po wystawieniu przez rywali w pole łódzkiej defensywy, posłał piłkę obok słupka. W kolejjen jego strzał w sytuacji sam na sam obronił Bobek. Na szczęście dla ŁKS i tak był na pozycji spalonej. Beniaminek pressingiem wybił z konceptu łodzian. Sam stwarzał groźne sytuacje. Demianiuk był poza zasięgiem któregokolwiek z ełkaesiaków.

Ale łodzianie otrząsnęli się z przewagi i udokumentowali to golem. Po mierzonym dośrodkowaniu Głowskiego, Faiertag głową posłał piłkę w przeciwległy róg bramki. To był strzał nie do obrony! Trzeci gol w rozgrywkach Austriaka. Tak to w piłce jest. Masz sytuacje, to powinieneś je wykorzystać.

Pogoń na własne życzenie utrudniła sobie sytuację. W doliczonym czasie pierwszej połowy po niepotrzebnym faulu na Gulenie drugą żółtą kartką ujrzał Milasius i goście grali w dziesiątkę.

Druga połowa zaczęła się od drugiej asysty Głowackiego, który świetnie dostrzegł w pou karnym niepilnowanego Arasę, który pewnym strzałem zdobył swojego czwartego gola. Po rzucie rożnym goście mieli szansę na kontaktowego gola, ale na szczęście dla łodzian piłkę wylądowała na aucie obok słupka.

Nadal piłkarzem trudnym do zatrzymania dla łodzian był Demianiuk, który wywalczył rzut karny dla gości najpierw po stracie piłki, a potem po faulu Arasy! Jedenastkę egzekwował sam poszkodowany i… Bobek znakomicie obronił jego strzał. Brawo!

Potem z minuty na minutę rosła przewaga łodzian. Balić przegrał pojedynek sam na sam po świetnym zagraniu Faiertaga. Potem nie trafił praktycznie do pustej bramki. Do znakomitego podania Zająca nie zdążył metr przed bramką Faiertag. W doliczonym czasie goście mieli szansę na gola, ale na miejscu był Bobek.

17 września o godz. 19.30 rywalem ŁKS w Łodzi w zaległym meczu I ligi będzie Wisła Kraków.

ŁKS – Pogoń Siedlce 2:0 (1:0)

1:0 – Faiertag (40, głową), 2:0 – Arasa (47)

ŁKS: ŁKS: Bobek – Dankowski, Gulen, Tutyskinas (67, Wiech), Głowacki, Arasa (72, Zając), Mokrzycki (82, Alastuey), Kupczak, Wysokiński (67, Pirulo), Młynarczyk (72, Balić), Feiertag

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑