
Niestety, marny mamy ligowy futbol w mieście Łodzi. Gra godna zapomnienia. Nic zatem dziwnego, że porażka goni porażkę. Obce boisko znów okazało się zmorą ŁKS, który przegrał piąty (tak, to nie przekłamanie) wyjazdowy pojedynek, na sześć rozegranych. Taka statystyka to po prostu sportowa kompromitacja. A trener Stokowiec (szkoleniowiec Pogoni) pokazał wszem i wobec, że nie taki on słabeusz, jak go w Łodzi malowano.
Trzeba jednak dodać, że ŁKS też strzelił trzy bramki, ale trzy razy łodzianie byli na pozycji spalonej i gole nie zostały uznane.
Mecz zaczął się już w 11… sekundzie od niecelnego strzału Lewandowskiego, który w ataku zastąpił Piaseckiego. W 5 min padł gol samobójczy i ŁKS mógł prowadzić. Mógł, ale analiza VAR potwierdziło, że inicjator akcji – Krykun był na pozycji spalonej.
W odpowiedzi centrostrzał nie doszedł do celu, gdyż świetnie interweniował Bobek. W odpowiedzi Krykun po minięciu golkipera miał prezd sobą pustą bramkę, ale nie zdecydował się na strzał. Starał się oddać piłkę Lewandowskiemu. Zrobił to źle, nie, fatalnie i futbolówkę wybił wracający bramkarz Pogoni. 300- procentowa szansa przepadła.
W odpowiedzi po składnej kontrze ŁKS ratowała poprzeczka. Niemrawe i bez pomysłu rozgrywanie piłki przez łodzian w ataku pozycyjnym mogła się skończyć fatalnie. Pogoń nabrała wiatru w żagle. Znów udanie interweniował Bobek. To niczego nie nauczyło łodzian.
Po rzucie rożnym i fatalnym zachowaniu łodzian, Noiszewski wepchnął z metra piłkę do siatki. Taka sytuacja poważnemu zespołowi nie powinna się zdarzyć. W błyskawicznej odpowiedzi ŁKS zdołał wyrównać, ale znów gol padł z pozycji spalonej. Potem seria rzutów rożnych dla łodzian nie dała kompletnie nic.
ŁKS pokazywał wolne tempo i łatwe straty. Jedna z nich przyniosła kontrę i pogubienie się łodzian w defensywie. Konsekwencja? Łatwa do przewidzenia. Strata kolejnej bramki!
Gospodarze już na początku drugiej połowy pokazali swoją moc. Składny atak Pogoni skończył się akcją, w której łodzianie zachowywali się niczym futbolowe pionki we mgle. Przy takiej bezradności gol musiał paść i padł. Po prostu czarna, łódzka sportowa rozpacz. W tym momencie było praktycznie po meczu. A mogło być gorzej, gdyż poprzeczka ratowała łodzian.
Ełkaesiacy szukali chociaż honorowego gola, ale Lewandowski przegrał pojedynek sam na sam z 41-letnim bramkarzem Kieszkiem. Po raz kolejny znakomite prostopadłe podanie Wysokińskiego, tym razem zostało wykorzystane. Autorem gola był Jurkiewicz, ale był na pozycji spalonej. Trzeci gol łodzian – trzeci gol anulowany przez VAR! Pozycja spalona to nie mniejsza zmora niż granie na wyjeździe. Konsekwencje ligowe, łatwe do przewidzenia. ŁKS coraz bliżej strefy spadkowej!!!
Nadmiar żółtych kartek sprawił, że nie wystąpił w Pruszkowie Loffelsend. I jego brak był widoczny. 5 października o godz. 14.30 ŁKS podejmie GKS Tychy, który w ostatnim meczu przegrał u siebie z Pogonią Siedlce 1:3.
Pogoń Grodzisk Mazowiecki – ŁKS 3:0 (2:0)
1:0 – Noiszewski (18), 2:0 – Olewiński (45), 3:0 – Adkonis (47)
ŁKS Bobek – Craciun, Rudol, Fałowski, Norlin (67, Wysokiński) – Krykun, Mokrzycki, Kupczak (Piasecki), Balić (46, Jurkiewicz) – Toma (77, Ernst), Lewandowski












