Rezerwowy Pafka

Tag: łks szoka (Page 1 of 2)

ŁKS ciągle w budowie. A tu grać i punktować trzeba. Znów nie będzie łatwo, ale własne boisko powinno być atutem!

Fot. Artur Kraszewski

ŁKS pokonał Polonię 2:1. Pierwszy ligowy sukces ale… Oj, nie było łatwo. Trzy ligowe punkty wywalczone po ciężkiej walce, gdy momentami trzeba było się cofać do, nie kryjmy tego, rozpaczliwej obrony.

Cały czas ten chaos i niemoc można tłumaczyć działaniami w budowie. Nie ma po prostu jeszcze zespołu, któremu można by było w stu procentach zaufać. Trener Grzegorz Szoka szuka optymalnego zestawienia drużyny. Nie boi się dokonywać odważnych zmian w składzie w trakcie gry.

ŁKS znów pokazał charakter. Podniósł się z klęczek po słabej grze i stracie gola. Podniósł się natychmiast, błyskawicznie. I w ciągu 60 sekund dwoma podobnymi akacjami rozstrzygnął losy spotkania.

Na uwagę zasługuje spokój i pewność autorów goli. To, że tak potrafi zagrać Fabian Piasecki, to już wiedzieliśmy, ale że w trudniej sytuacji nie traci głowy i potrafi być skuteczny Kacper Nowakowski, przekonaliśmy się po raz pierwszy. Oby tak dalej…

Nadal trzeba więcej, dużo więcej wymagać od drugiej linii. Niestety, Koki Hinokio daleki jest od swojej optymalnej formy. Inni też nie błyszczą, choć daje się zauważyć solidność Mateusza Wysokińskiego (dobrze że został!).

Domowy serial będzie trwał. Trzy kolejne ligowe spotkania też w Łodzi (z Chrobrym – 9 sierpnia 14.30, Termaliką – 16 sierpnia, 14.30 i Stalą Mielec – 23 sierpnia, 19).

Zespół z Głogowa rozbił w premierze w Rzeszowie Stal, wygrywając 5:1. Wydawało się, że będzie bardzo, bardzo groźny. Tymczasem do przerwy meczu z Odrą mógł przegrywać nie 0:1, ale nawet 0:3. Opolanie pokazali jak grać z Chrobrym – odważnie, z polotem, szybciej, bardziej zdecydowanie, a wtedy rywal gubi się niczym nieopierzony junior. Potem to się zmieniło…

W pierwszej akcji drugiej połowy Chrobry zaatakował składnie, z pomysłem i groźnie. To było jednak na tyle, bo energetyczna Odra nie zamierzała odpuścić. Miała rzuty rożne i okazje. Była blisko, ale bez kropki nad i. A gdy zszedł kapitan i ostoja defensywy Opolan – Piroch wszystko mogło się zdarzyć. Tak naprawdę jednak Chrobry 100-procentowe sytuacje wypracował w… doliczonym czasie gry. Nie wykorzystał ich, więc przegrał z Odrą 0:1. W tej lidze wszystko jest możliwe!

Oby znów kibice nie musieli posiłkować się ligowym… zakalcem. Na razie ŁKS jest wielką niewiadomą

Fot. Wojciech Pakulski, ŁKS Łódź

Trener Grzegorz Szoka rewolucyjnie przebudował kadrę ŁKS, a potem to co z nią wymyślił ukrył przed oczami kibiców utajniając ostatni sparing. Co zatem wyszło, przekonamy się 25 lipca o godz. 15.30. Wtedy to ligowa premiera Łodzian w Siedlcach w meczu z Pogonią. Spotkanie w ramach Multiligi (czyli łączonych transmisji kilku spotkań!) pokaże TVP Sport.

– Musimy mieć świadomość, że obecnie funkcjonujemy w ramach określonych możliwości finansowych i organizacyjnych. Z mojego punktu widzenia lepszym wyborem są piłkarze, którzy udowodnili już swoją wartość na poziomie tej ligi i których dobrze znam, niż zawodnicy sprowadzani z zagranicy – mówi trener Grzeogrz Szoka. Oby tylko trafił w punkty, oby się nie pomylił, oby znów kibice nie musieli posiłkować się ligowym… zakalcem.

W ŁKS nie decydowali się na transfery, do których nie mieli przekonania. To był punkt wyjścia. Nie kupowali zatem (za namową sprytnych menedżerów kota w worku.

Fot. ŁKS Łódź

– Jestem przekonany, że utrzymanie trzonu drużyny pozwoli nam z jednej strony zapewnić większą stabilność, a z drugiej nadal rozwijać zespół i robić kolejne kroki naprzód. Jeśli uda się regularnie wygrywać i ograniczyć słabsze momenty do minimum, będziemy mogli liczyć się w walce o czołowe miejsca – twierdzi szkoleniowiec i to jest jego ligowe credo. Ma kadrowy komfort – rywalizację na każdej pozycji. To może przynieść coś dobrego, pozytywnego, ale na razie jest wielką niewiadomą.

Trener Grzegorz Szoka czyli wielki Łódzki budowniczy. Czy w błyskawicznym tempie uda mu się stworzyć nowy, mocny ŁKS?

Fot. ŁKS Łódź

To na pewno jeden z najbardziej niestabilnych zawodów świata. Siedzi się cały czas na beczce prochu. Oj, bycie piłkarskim trenerem nie jest łatwym i prostym zajęciem. Nie każdy jest Tomaszem Tułaczem, który w jednym miejscu jest w stanie wytrwać kilkanaście lat (pracuje w Puszczy Niepołomice od sierpnia 2015 roku).

Możesz mieć zmysł taktyczny, otwarte spojrzenie na ludzi, umieć się dogadać i analizować, mieć też trochę szkoleniowego szczęścia, ale wszystko z reguły zaczyna się od tego, że w przeciągu miesiąca czy dwóch musisz zbudować nową, oczywiście lepszą, drużynę na nowy sezon.

Trener ŁKS Grzegorz Szoka pokazał w minionym sezonie, że potrafi zebrać towarzystwo do kupy, umiejętnie poskładać, dając szansę nieoczywistym piłkarzom (Koki Hinokio czy Kacper Terlecki), sprawić, że więcej będzie spotkań lepszych niż gorszych, choć… Czegoś zabraknie (jednak umiejętności) w dniu najważniejszej próby czyli w przegramy pojedynku barażowym o awans do ekstraklasy.

Fot. Wojciech Pakulski, ŁKS Łódź

Skoro się nie udało, to nastał czas wielkiej przebudowy. ŁKS ma dziewięciu nowych piłkarzy – doświadczonych, jak Michał Kaput czy Damian Węglarz, ale też takich, którzy pokazali, że mają potencjał, jak: Marcel Błachewicz, Bartosz Farbiszewski, Julian Keiblinger, Kacper Nowakowski, Karol Podliński, James Rhodes, Dominik Sokół.

Jaki z tej futbolowej mąki trener Grzegorz Szoka upiecze chleb? Na razie jest nadzieja i wielka niewiadoma.

Co w najbliższych planach? 17 lipca ŁKS zagra wyjazdowy mecz kontrolny z Wisłę Płock, a 25 lipca o godz. 15.30 ligowa premiera w Siedlcach z Pogonią. Spotkanie w ramach Multiligi (czyli łączonych transmisji kilku spotkań!) pokaże TVP Sport.

Przed premierą. Wierzę, że będzie lepiej. Dlatego, że tak Widzew, jak i ŁKS, mają trenerów budzących zaufanie!

Jest we mnie takie naiwne przekonanie, że tym razem będzie lepiej i rozgrywki będą należeć do nas – Łodzian. Widzew zamelduje się w ścisłej czołówce, a nie w ogonie ekstraklasy i powalczy o europejskie puchary. ŁKS wreszcie, wreszcie skutecznie powalczy o ekstraklasę i doczekamy się (ja, wyjątkowo niecierpliwie) Łódzkich derbów.

Na czym opieram swój futbolowy optymizm? Ano na tym, że tak Widzew, jak i ŁKS mogą liczyć na swoich trenerów. Oni znają się na swoim fachu. Wiedzą co robią.

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Bez dwóch zdań to Aleksandar Vuković swoim do bólu pragmatycznym, ale skutecznym działaniem, zebrał gwiazdorskie Widzewskie towarzystwo (naiwnie wierzące, że samo się wygra) do kupy. Stworzył z niego zespół i uratował ekstraklasę. To, że po drodze były osiągane w beznadziejnym stylu, cenne remisy, nie ma znaczenia. Liczy się końcowy efekt. A on jest pozytywny.

Szkoleniowiec skonsolidował i scementował defensywę, która grając na zero z tyłu, stała się podwaliną sukcesu. Urazy czołowych graczy osłabiały drużynę, ale nie odebrały jej wiary, którą miał trener. Na dodatek szkoleniowiec wiedział na kogo postawić (Mariusz Fornalczyk), a na kogo nie (Osman Bukari). Ten pierwszy odpłacił mu się fenomenalną akcją i golem na wagę utrzymania ekstraklasy. I jak tu nie wierzyć, że na tym fundamencie, taki trener, jak Aleksandar Vuković, jest w stanie zbudować coś dobrego.

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

W ŁKS Grzegorz Szoka pokazał piłkarzom czarno na białym, że wyjazdowe mecze nie muszą być zmorą drużyny. Trzeba dobrze poukładać team, natchnąć wiarą, że ewentualne straty można odrobić, walcząc do końca i zespół zaczął wygrywać. Zmierzył się z kolejnym wyzwaniem, którym były pozbawione zwycięstw pojedynki na własnym boisku. To nie budowało atmosfery w zespole, zniechęcało kibiców. I tej bolączce potrafił zaradzić.

Może, gdyby w decydującej fazie batalii o ekstraklasę miał w składzie lidera defensywy Artura Craciuna, inaczej by się to wszystko potoczyło. W każdym razie odkrył na nowo możliwości Koki Hinokio. Sprawił, że coraz lepiej współpracował ofensywny duet Fabian Piasecki – Andreu Arasa. Teraz nastał czas przedbudowy, a ja jestem zdania, że Grzegorz Szoka, jest w stanie ten problem udźwignąć. Zbudował sobie podstawy do lepszego grania…

Ełkaesiacy po pokonaniu domowej, ligowej zmory nie po raz pierwszy i oby nie ostatni pokazali, że są Rycerzami Wiosny w Walce do Samego Końca

Fot. Artur Kraszewski

Nareszcie koniec domowej zmory. ŁKS wygrał ligowy mecz u siebie, pierwszy w 2026 roku. Pokonał Stal Rzeszów 2:1. Nie było łatwo i przyjemnie, bo zaczęło się jak zwykle ostatnio. Łodzianie stracili zbyt szybko i zbyt łatwo bramkę, więc co? Musieli odrabiać straty. Udało się! Nie po raz pierwszy i oby nie ostatni, jeżeli znów przytrafi się taka sytuacja.

Najważniejsze słowa trenera Grzegorza Szoki po zwycięskim spotkaniu: – Ten zespół wierzy do końca. Ten zespół chce, pracuje i walczy. Wie, że potrafi odmienić losy spotkania. W Tychach się nie udało, więc teraz, chociaż nie był to wielki mecz, bardzo ważne było to, że na bramkę rywala odpowiedzieliśmy dwoma trafieniami.

Fot. ŁKS Łódź

ŁKS odniósł dwunaste ligowe zwycięstwo, szóste na własnym boisku i pokazał, że w tym sezonie jest Rycerzem Wiosny w Walce do Samego Końca. Nie po raz pierwszy i pewnie nie ostatni okazało się, ile znaczą na boisku ambicja, wola walki i wiara w sukces.

Łodzianie nie grali perfekcyjnie. O to, to nie, ale przewrócili kolejny mecz do góry nogami, wychodząc na swoje. Można mieć pretensje za pogubienie się przy stracie gola, za małą kreatywność drugiej linii, brak dokładnego ostatniego podania, ale suma wszystkich strachów nie okazała się decydująca. Ełkaesiacy pokazali, że wierzą w sukces i potrafili tę wiarę przekuć w zwycięstwo.

Każde odwrócone, zwycięskie spotkanie ma swojego nieoczywistego bohatera Tym razem został nim pomocnik Gustaf Norlin. Jak Szwed potrafił zmieścić piłkę w bramce, strzelając z ostrego kąta i trafiając precyzyjnie między słupkiem i bramkarzem, pozostanie jego tajemnicą. Ten gol to taka wisienka na torcie. Norlin cały czas, napędzany wiarą w sukces, przesuwał grę do przodu. Nie dał drużynie przysnąć, zniechęcić się, momentami ciągnął ją za uszy. Nie jedyny, ale jakże skuteczny!

Pierwszy domowy sukces obejrzało na stadionie 5717 kibiców. Na kolejne mecze powinno przyjść ich więcej. Nie będzie ligowego ple, ple, ple, tylko poważna gra o wysoką stawkę czyli walka o ekstraklasę. 2 maja o godz. 19.30 ŁKS podejmie Pogoń Siedlce. Zaległe spotkanie 28. kolejki Betclic I ligi ŁKS Łódź – Pogoń Grodzisk Mazowiecki zostanie rozegrane 7 maja o godz. 18 w Łodzi.

Niestety. Ełkaesicy pokazali czarno na białym, że nie można na nich polegać. I jak tu wierzyć, że spełnią ekstraklasowe marzenia kibiców!

Fot. Artur Kraszewski

Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz. Stara futbolowa prawda i tym razem sprawdziła się znakomicie. Mija trochę ligowego czasu, masz wymuszoną przerwę na regenerację oraz wypoczynek i kompletnie z tego nie korzystasz. Przeciwnie, następuje regres. I to taki, że zęby bolą. Taka ligowa klątwa dosięgła ŁKS, który przegrał z outsiderem – GKS Tychy 2:3, choć prowadził 2:1!

A co, gdy z bohatera, stajesz się co najwyżej irytującym przeciętniakiem? Tak stało się niestety w tym pojedynku z Arasą. Był samolubny w grze, chaotyczny, gubiący piłkę, kompletnie nieskuteczny. Co się nagle porobiło z liderem zespołu? A wydawało się, że pewnie i w dobrym stylu poprowadzi drużynę do strefy barażowej.

W przegranym meczu z outsiderem, to rywale występowali momentami w roli profesorów, a Łodzianie w roli nieopierzonych juniorów. Tak było, gdy gubili piłkę po koszmarnych błędach, których konsekwencją były stracone gole. Kto na przykład wpadł na pomysł, żeby wyprowadzać piłkę od bramki, gdy na twoim przedpolu atakuje cię pięciu przeciwników!? Kto kompletnie nie kontroluje, co w danej chwili dzieje się z piłką?!

Ciężko było patrzeć, gdy pozbawieni pomysłu na grę i bezradni Ełkaesiacy, oddawali inicjatywę rywalom. Oj, ciężko było patrzeć na to, co wyprawiają doświadczeni i mające ekstraklasowe ambicje Łódzcy piłkarze. To sportowa droga w ślepy, ligowy zaułek. Niestety!

25 kwietnia o godz. 14.45 ŁKS podejmie Stal Rzeszów. Zaległe spotkanie 28. kolejki Betclic I ligi ŁKS Łódź – Pogoń Grodzisk Mazowiecki zostanie rozegrane 7 maja o godz. 18 w Łodzi.

I łyk optymizmu na koniec. Trener ŁKS – Grzegorz Szoka wierzy, że jego drużyna zagra w barażach o awans do ekstraklasy. Oby ta wiara przełożyła się na ligowe konkrety!

ŁKS ma wielką szansę na bycie poważnym graczem w walce o ekstraklasę. Oby tylko jej nie zmarnował głupią wpadką!

Fot. Artur Kraszewski

ŁKS miał wolny od ligowego grania weekend z powodu naprawy zamienionej w kartoflisko murawy (mecz odbędzie się 7 maja o godz. 18). Co najważniejsze, zostaje w grze o strefę barażową! Ma w zapasie jeden mecz i przed sobą starcie z outsiderem.

tylkoslask.pl podaje: GKS Tychy świętuje 55. urodziny klubu, przygotowując wyjątkowe obchody jubileuszu. Kulminacją uroczystości będzie najbliższy mecz domowy z ŁKS Łódź, podczas którego stadion zamieni się w miejsce wielkiego święta pełnego górniczych akcentów i historycznych nawiązań.

Oby tylko łodzianie nie zatopili się w świątecznym nastroju. Chciałbym i pewnie nie tylko ja, żeby znów pokazali, że w meczach wyjazdowych trzeba ich się bać podwójnie. Spotkanie w Tychach 18 kwietnia o godz. 19.30. A GKS pokazał pazurki w Siedlcach, wygrał 1:0 i na pewno nie wolno go lekceważyć.

Miał być gwiazdą drużyny i ligi – Basten Toma, ale na razie z meczu na mecz coraz lepiej gra Andreu Arasa, a jego bramkowa akcja w meczu z Wieczystą (2:0), to był prawdziwy majstersztyk. Wydaje się, że trener Grzegorz Szoka poukładał ełkaesiackie klocki w należytym porządku. Teraz miał czas na doskonalenie tego, co wypracował.

Oby tylko zespół nie wypadł z meczowego rytmu. Na pewno ma go Fabian Piasecki, który ostatnio strzela gola, tak w pierwszej jak i drugiej drużynie. Chciałoby się i to bardzo, żeby po powrocie po kontuzji utalentowany Antoni Młynarczyk odpalił, jak Andreu Arasa,i stał się jokerem w łódzkiej talii.

Jest wyrównana, ligowa kadra, jest w kim wybierać. Oby tylko w tak istotnej końcówce zmagań obyło się bez wpadek i rozczarowań, a może doczekamy się w przyszłym sezonie łódzkich derbów w ekstraklasie!

ŁKS. Teraz trzeba futbolowe przewagi udowodnić na własnym boisku, a wtedy walka o ekstraklasę nie będzie iluzoryczną mrzonką!

Fot. Artur Kraszewski

To była zmora zmór, a tymczasem pod wodzą trenera Grzegorza Szoki ŁKS wygrał w Warszawie już czwarty z pięciu wyjazdowych meczów. Znów jest w grze przynajmniej o baraże. I szkoleniowiec mówi właśnie o takim celu. Byleby tylko nie ugrząźć w ligowym niebycie, bo to byłby kolejny sportowy krok wstecz i latem wszystko trzeba by było zaczynać od nowa.

Łodzianie awansowali na dziewiąte miejsce i do drugiego Chrobrego Głogów tracą już tylko pięć punktów. Do strefy barażowej zaś mają dwa punkty straty. Jest zatem o co grać!

W starciu z Polonią ŁKS był lepszym zespołem i to najważniejsza pomeczowa refleksja. Mądrzej poukładanym, świadomym co i jak ma robić, konsekwentnym w grze do przodu, uważnym w defensywie. Jasne można mieć pretensje o skuteczność (goli powinno być więcej) i dziękować Aleksandrowi Bobkowi, który znakomitą interwencją w końcówce meczu uratował trzy punkty, ale trudno nie chwalić drużyny za ten pojedynek.

Dwie decyzje szkoleniowca zasłużyły sobie na mój szacunek. Pierwsza to postawienie na Andreu Arasę i zamiast klasycznego napastnika, budowanie gry do przodu opartej na dwóch dobrze wyszkolonych technicznie, wszędobylskich graczach, robiących pozytywne zamieszanie w szeregach rywali. Jednym był Arasa, a drugim, dopóki się nie zmęczył – Bastien Toma. Warszawianie nie znaleźli sposobu na ich grę. Musieli się pilnować w defensywie, kosztem angażowania większych sił w ataku.

Niechciany w Bytomiu piłkarz pod wodzą Grzegorza Szoki stał się ważnym ogniwem łódzkiej drużyny. Trener dostrzegł jego możliwości i spożytkował umiejętności w grze defensywnej. Kacper Terlecki, bo o nim mowa, pracował za dwóch, odbierał piłki rywalom w każdej przestrzeni boiska. W tej łódzkiej układance był niezbędny dla stabilizacji gry. Bez transferowych szaleństw, po stracie Michała Mokrzyckiego, szkoleniowiec zbudował solidny kręgosłup drużyny, dający nadzieję, że ŁKS będzie się liczył w walce o awans do ekstraklasy.

Teraz trzeba udowodnić swoje futbolowe przewagi na własnym boisku. 15 marca o godz. 17 ŁKS podejmie Odrę Opole, a 21 marca o godz. 14.30 – Ruch Chorzów. Łodzianie z dziesięciu wygranych spotkań, pięć zaliczyli na własnym stadionie. Jeśli znów potrafią wyjść na swoje, to ich marzenia i ambicje staną się możliwe do spełnienia!

ŁKS czeka trudny mecz w Warszawie, ale łodzianie przestali się bać obcych boisk. Czy to będzie pojedynek napastników?!

Fot. Artur Kraszewski

Trener Grzegorz Szoka sprawił, że wyjazdowe spotkania przestały być zmorą ŁKS. Taka prawda, teraz trudniej łodzianom poszukać punktów u siebie, a na obcym boisku potrafią się wykaraskać z najtrudniejszych opresji. Oby tak było i tym razem.

9 marca o godz. 18 ŁKS zagra w Warszawie z Polonią, która pokazał, że jest w formie pokonując na wyjeździe Wieczystą 2:1.Transmisja TVP Sport.

Czy będzie to równie dramatyczny pojedynek, jak ten jesienią w Łodzi? ŁKS przegrywał 0:2, wyciągnął w końcówce na 2:2 i mógł i powinien wygrać, ale Fabian Piasecki nie wykorzystał rzutu karnego.

Teraz pojedynek napastników powinien być jedną z wartości warszawskiego pojedynku. Piasecki ma na koncie 7 goli i pewnie chciałby skończyć z ostatnią bramkową posuchą. Napastnik Polonii – Łukasz Zjawiński – 13, w tym ostatnią zdobytą w starciu z Wieczystą. Snajper zadeklarował ponoć, że podpisze nowy kontrakt z Polonią, jeśli tak awansuje do ekstraklasy! Co tu kryć, jest na dobrej drodze.

ŁKS, żeby marzyć o korzystnym wyniku w stolicy, musi być czujny, skuteczny w defensywie i bardziej kreatywny w działaniach ofensywnych. Może przebudzi się Bastien Toma i pokaże wszem i wobec, że potrafibyć liderem zespołu z prawdziwego zdarzenia. W każdym razie, jeśli ŁKS chce się liczyć w grze o ekstraklasę, nie może przegrywać. Porażka w Warszawie pogrąży łodzian w otchłani ligowej przeciętności!

Na takich rezerwowych można polegać jak na Zawiszy, Dzięki nim ŁKS odmienił losy wyjazdowego meczu i wygrał!

Fot. Artur Kraszewski

Prawdziwe szkoleniowe wejście smoka. Trener Grzegorz Szoka, prowadząc ŁKS, jeszcze nie zaznał goryczy porażki. I tak trzymać. Trener jest na fali, skoro jego drużyna potrafiła wyjść obronną ręką z wyjazdowego 0:2. W trzynaście minut z nawiązką odrobić starty i wygrać 3:2 wyjazdowy mecz z wiceliderem Polonią.

Co szkoleniowiec zrobił, gdy zabrakło, stabilizującego grę drużyny, Michała Mokrzyckiego? Nie kryję, ku mojemu zaskoczeniu, a pewnie i nie tylko mojemu, postawił na niechcianego w Bytomiu Kacpra Terleckiego. Gdy poprzednio 21-letni piłkarz bronił łódzkich barw zaliczył w II-ligowym zespole 77 minut w czterech występach. A teraz pełne zaufanie – 90 minut grania. Nie wszystko mu wychodziło, ale… zatrzymał kilka ataków rywali, walczył aż miło, starał się, z dobrym skutkiem, być potrzebny. Kolejny piłkarz wyciągnięty przez Grzegorza Szokę z ligowych zaświatów, jak wcześniej stało się to z Koki Hinokio, który pokazał klasą i umiejętności, gdy strzelał w Bytomiu ważnego gola.

Teoretycznie mogło się wydawać, że znów będzie wyjazdowa wtopa, jak zwykle. Jednym z powodów, obok za prostych błędów w grze defensywnej, byłaby słaba postawa najlepszego piłkarza zespołu w rundzie jesiennej – Jaspera Loffelsenda.

Okazało się jednak, nie po raz pierwszy i nie ostatni, że nie ma ludzi niezastąpionych. Piłkarz, który wszedł na boisko w miejsce Jaspera, okazał się superrezerwowym. Serhij Krykun zaliczył asystę, zdobył zwycięskiego gola i zagrał bodaj swój najlepszy mecz w barwach ŁKS!

Dodajmy, w tym miejscu, że trener Grzegorz Szoka, mądrze przeczytał grę i to co się dzieje na boisku. W odpowiednim momencie wpuścił na plac zmienników, którzy nie tylko go nie zawiedli, ale wręcz odmienili losy spotkania! Mocna ławka, to może też być atut łodzian w kolejnych spotkaniach. 14 lutego ŁKS podejmie Chrobrego Głogów o godz. 19.30. Jesienią rywale wygrali 2:1.

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑