Rezerwowy Pafka

Tag: łks szoka (Page 1 of 2)

Oto jest piłkarska zagadka: czy ŁKS może grać tak, jak sensacyjny lider I ligi?

Fot. Artur Kraszewski

Dobrze nie jest. ŁKS zakończył wyjazdową gehennę porażką z ligową rewelacją – Pogonią Grodzisk Mazowiecki 0:2. I zaczął nowe poreprezentacyjne otwarcie z Ruchem Chorzów w Łodzi też 0:2. Tu przegrał po przespaniu pierwszej połowy i praktycznie dwóch samobójach. Trener Grzegorz Szoka: – W meczach o dużą stawkę dzieje się z nami coś złego. Gramy poniżej swoich możliwości.

18 października o godz. 14.30 ŁKS podejmie Podbeskidzie Bielsko Biała. Łodzianie mają 15 punktów, rywale o cztery mniej. wygrali jeden mecz, przy czterech zwycięstwach Łodzian. Niby kto jest faworytem, każdy widzi, ale to liga wyrównana i pełna niespodzianek. Nikt za darmo punktów nie da. A forma Łodzian jest taka, że… kot napłakał.

– Nie ma Arasy, nie ma ŁKS. To może martwić nie tylko kibiców, ale też sztab szkoleniowy. Wszystko w ofensywie zależy od tego jednego zawodnika- powiedział Łukasz Gikiewicz. Jest w tym twierdzeniu sporo racji, ale też wiele przesady. W piłkę nożną nigdzie nie gra jeden zawodnik tylko drużyna. I ŁKS znów musi być drużyną, która ma dużo, dużo więcej kadrowych atutów.

A co tam. Wejdę panom piłkarzom na ambicję. ŁKS ściągnął graczy, którzy mają coś do udowodnienia. Właściwie nie coś, a to, że są jeszcze na boisku sporo warci i ich kariera w Łodzi to nie dalszy ostry sportowy zjazd w dół. Niech pokażą, że umieją grać na miarą marzeń Łódzkich kibiców, którzy domagają się ekstraklasy!

Skoro w meczu z Ruchem, jak słusznie zauważa trener Grzegorz Szoka, mało drużynie ŁKS wychodziło, to może teraz będzie inaczej? Dlaczego Łodzianie nie mają zacząć grać, jak niespodziewany lider – Pogoń Grodzisk Mazowiecki, który wygrał najwięcej, bo sześć spotkań i przegrał najmniej, bo jedno!

Cenne zwycięstwo ŁKS. Luz blues i do przodu. Byli na boisku zawodnicy, dzięki którym więcej było piłki w piłce w grze Łodzian

Zdjęcia Artur Kraszewski

Po długo oczekiwanym zwycięstwie w Niepołomicach, widać jak na dłoni, że w ŁKS u trenera Grzegorza Szoki, nie ma świętych krów, nie ma jednej jedenastki na całą rundę. Szkoleniowiec szuka, zmienia, wybiera optymalną jedenastkę na mecz, nie boi się odważnych roszad. I na razie na tym nie traci, a wręcz przeciwnie: nieoczywiści piłkarze dali mu zwycięstwo!

Lubię takich graczy. Luz blues, bez kompleksów, odpowiedzialnie, ale twórczo do przodu. Coś takiego zaprezentował przez wiele minut meczu w Niepołomicach 22-letni Igor Strzałek. To dzięki niemu więcej było piłki w piłce w grze Łodzian.

Igor ciągle ma futbolowy potencjał i jak widać umiejętności. A był moment, że uznałem go za kolejny zmarnowany polski talent. Chciałoby się wierzyć, że w ŁKS zyskał nowe futbolowe życie – z korzyścią dla siebie i dla drużyny.

Piłkarzem bez boiskowych kompleksów jest też 18-letni Lenard Szczygieł. I on potrafi zaskoczyć odważnym atakiem, nie zawsze udanym, ale z reguły godnym uznania. To piłkarz, na którego rywal musi mieć uważne baczenie, bo potrafi wykręcić taki boiskowy numer, że nie będzie co zbierać.

Asem w rękawie okazał się rezerwowy Szymon Karasiński. Strzelił jedną z najładniejszych, jak nie najładniejszą bramkę kolejki. Huknął lewą nogą po długim rogu pod poprzeczkę. Palce lizać. To kolejny dowód na to, że jeśli masz ułożoną lewą nogę i ona ci nie przeszkadza, to o skuteczne strzały i piękne bramki, po prostu łatwiej.

Piłkarz mówi wprost: – Dostałem szansę, to ją wykorzystałem. Niesamowite uczucie – zdobyć decydującego gola, jeszcze tak ładnego. Powiem, że zdarza mi się strzelać ładne bramki. Wydaje mi się, że dobrze wybrałem nowy klub!

19 września, o godz. 15.30 wyjazdowy, oczywiście mecz z dotychczasową rewelacją rozgrywek: Pogonią Grodzisk Mazowiecki.

ŁKS. Najtrudniej jest odzyskać zaufanie. Trener Grzegorz Szoka postawi na zmienników z Gdyni?

Zdjęcia Artur Kraszewski

W sporcie, w tym w futbolu, jak w życiu. Gdy stracisz zaufanie, to potem długa musisz pracować na to, żeby je odzyskać. Trener ŁKS Grzegorz Szoka nie bawił się w dyplomację po spotkaniu z Arką (1:1): – Źle weszliśmy w drugą połowę. Zastanawialiśmy się w przerwie, czy już robić zmiany. Niestety poczekaliśmy i poskutkowało to stratą gola. Później wprowadziliśmy trzech zawodników i to było kluczowe dla tego, co dalej działo się w tym meczu. Cały czas jesteśmy w okresie transformacji. Na pewno w naszej grze brakuje Andreu Arasy.

Hiszpana jak nie było tak też nie będzie w kolejnym wyjazdowym pojedynku. 11 września, o godz. 20.45: Puszcza Niepołomice – ŁKS Łódź. Transmisja TVP Sport. Czy w tym spotkaniu w podstawowej jedenastce pokażą się zmiennicy, którzy weszli w drugiej połowie i skutecznie pomogli w wywalczeniu remisu?

Trener Szoka się nie patyczkuje, Gdy coś mu się w drużynie nie podoba reaguje natychmiast. Najpierw wyleciał z niej z hukiem najlepszy strzelec – Fabian Piasecki. Potem miejsce w jedenastce stracił kapitan – Sebastian Rudol.

Teraz, co tu kryć, bodaj największym rozczarowaniem jest słaba postawa Koki Hinokio, który jeszcze pod koniec minionego sezonu ciągnął grę do przodu. Mateusz Wysokiński miał być kolejnym, który w drugiej linii będzie prowadził grą zespołu. Robi to mizernie. Nie zadawala też zagadkowy, bo nierówny – Kacper Nowakowski. Do tej trójki dołączył w grze na nie – Dominik Sokół.

Ci, którzy ich zastąpili w Niepołomicach dadzą więcej, pomogą ŁKS wygrać trudny mecz i utrzymać miejsce w ścisłej ligowej czołówce? To: Marcel Błachewicz, Michał Kaput, Igor Strzałek i Lenard Szczygieł. Ten ostatni 18-letni młodzian otrzymał kolejne powołanie do młodzieżowej reprezentacji Polski. Pomocnik ŁKS znalazł się w kadrze U-19 na towarzyski turniej na Słowacji. Szczygieł już w poprzednim sezonie zadebiutował w pierwszej drużynie, a i obecnie znajduje się w kadrze pierwszoligowego zespołu. W bieżącym sezonie rozegrał już trzy oficjalne spotkania (do tego dwa mecze w trzecioligowych rezerwach).

Po Niepołomicach kolejne ligowe schody. 19 września, o godz. 15.30 wyjazdowy, oczywiście mecz z dotychczasową rewelacją rozgrywek: Pogonią Grodzisk Mazowiecki, która nie przegrała jeszcze meczu i przewodzi I-ligowej stawce.

Remis ŁKS w Gdyni. Węglarz świetną interwencją dał kolegom szansę na wyrównanie, a ci ją wykorzystali!

Remisami ekstraklasy się nie zdobywa, ale każdy punkt zdobyty na ważnym odcinku drogi do celu należy doceniać. ŁKS zremisował mecz w Gdyni, choć tym razem musiał gonić wynik. Potrafił dogonić, bo wierzył i starał się do końca. Jest na trzeciej pozycji ze stratą trzech punktów do lidera – Pogoni Grodzisk Mazowiecki – który nie przegrał jeszcze meczu w rozgrywkach.

Wszystko, jak to w futbolu mogło się potoczyć inaczej, gdyby nie bramkarz Łodzian. Przy stanie 0:1 Węglarz wygrał pojedynek sam na sam z nie byle jakim ligowym grojkiem – Gutkovskisem. Dał nadzieję i szansę i ŁKS je wykorzystał. Szota kopnął w polu karnym aktywnego Podlińskiego (wcześniej po jego uderzeniu Grobleny odbił piłkę na słupek), a Craciun wyrównał strzałem z rzutu karnego.

Trener Grzegorz Szoka: – Ten remis trzeba szanować, bo Arka to dobry zespół z ambicjami. Gdynianie byli na nas mocno nastawiona. Było to widać w pierwszej połowie w walce o drugą piłkę i po stracie. Były momenty, w których dawaliśmy się zaskoczyć. W mojej opinii gospodarze przed przerwą nie mieli jednak żadnej czystej sytuacji. My mieliśmy słupek i pomimo że za dużo nie kreowaliśmy, to mogliśmy prowadzić.

Źle weszliśmy w drugą połowę. Zastanawialiśmy się w przerwie, czy już robić zmiany. Niestety poczekaliśmy i poskutkowało to stratą gola. To był bardzo trudny moment, bo gospodarze nakręcili się tym golem. Później wprowadziliśmy trzech zawodników i to było kluczowe dla tego, co dalej działo się w tym meczu. Cały czas jesteśmy w okresie transformacji. Na pewno w naszej grze brakuje Andreu Arasy.

Dalej trwać będzie wyjazdowa tułaczka: 11 września, godz. 20.45: Puszcza Niepołomice – ŁKS Łódź, 19 września, godz. 15.30: Pogoń Grodzisk Mazowiecki – ŁKS Łódź.

Arka Gdynia – ŁKS 1:1 (1:0)

1:0 – Waluś (49), 1:1 – Craciun (86, karny)

ŁKS: Węglarz – Fałowski, Craciun, Farbiszewski – Sokół (70, Błachewicz), Terecki, Wysokiński (60, Kaput), Hinokio (61, Strzałek), Keiblinger (86, Siwek) – Nowakowski (60, Szczygieł), Podliński

ŁKS ciągle w budowie. A tu grać i punktować trzeba. Znów nie będzie łatwo, ale własne boisko powinno być atutem!

Fot. Artur Kraszewski

ŁKS pokonał Polonię 2:1. Pierwszy ligowy sukces ale… Oj, nie było łatwo. Trzy ligowe punkty wywalczone po ciężkiej walce, gdy momentami trzeba było się cofać do, nie kryjmy tego, rozpaczliwej obrony.

Cały czas ten chaos i niemoc można tłumaczyć działaniami w budowie. Nie ma po prostu jeszcze zespołu, któremu można by było w stu procentach zaufać. Trener Grzegorz Szoka szuka optymalnego zestawienia drużyny. Nie boi się dokonywać odważnych zmian w składzie w trakcie gry.

ŁKS znów pokazał charakter. Podniósł się z klęczek po słabej grze i stracie gola. Podniósł się natychmiast, błyskawicznie. I w ciągu 60 sekund dwoma podobnymi akacjami rozstrzygnął losy spotkania.

Na uwagę zasługuje spokój i pewność autorów goli. To, że tak potrafi zagrać Fabian Piasecki, to już wiedzieliśmy, ale że w trudniej sytuacji nie traci głowy i potrafi być skuteczny Kacper Nowakowski, przekonaliśmy się po raz pierwszy. Oby tak dalej…

Nadal trzeba więcej, dużo więcej wymagać od drugiej linii. Niestety, Koki Hinokio daleki jest od swojej optymalnej formy. Inni też nie błyszczą, choć daje się zauważyć solidność Mateusza Wysokińskiego (dobrze że został!).

Domowy serial będzie trwał. Trzy kolejne ligowe spotkania też w Łodzi (z Chrobrym – 9 sierpnia 14.30, Termaliką – 16 sierpnia, 14.30 i Stalą Mielec – 23 sierpnia, 19).

Zespół z Głogowa rozbił w premierze w Rzeszowie Stal, wygrywając 5:1. Wydawało się, że będzie bardzo, bardzo groźny. Tymczasem do przerwy meczu z Odrą mógł przegrywać nie 0:1, ale nawet 0:3. Opolanie pokazali jak grać z Chrobrym – odważnie, z polotem, szybciej, bardziej zdecydowanie, a wtedy rywal gubi się niczym nieopierzony junior. Potem to się zmieniło…

W pierwszej akcji drugiej połowy Chrobry zaatakował składnie, z pomysłem i groźnie. To było jednak na tyle, bo energetyczna Odra nie zamierzała odpuścić. Miała rzuty rożne i okazje. Była blisko, ale bez kropki nad i. A gdy zszedł kapitan i ostoja defensywy Opolan – Piroch wszystko mogło się zdarzyć. Tak naprawdę jednak Chrobry 100-procentowe sytuacje wypracował w… doliczonym czasie gry. Nie wykorzystał ich, więc przegrał z Odrą 0:1. W tej lidze wszystko jest możliwe!

Oby znów kibice nie musieli posiłkować się ligowym… zakalcem. Na razie ŁKS jest wielką niewiadomą

Fot. Wojciech Pakulski, ŁKS Łódź

Trener Grzegorz Szoka rewolucyjnie przebudował kadrę ŁKS, a potem to co z nią wymyślił ukrył przed oczami kibiców utajniając ostatni sparing. Co zatem wyszło, przekonamy się 25 lipca o godz. 15.30. Wtedy to ligowa premiera Łodzian w Siedlcach w meczu z Pogonią. Spotkanie w ramach Multiligi (czyli łączonych transmisji kilku spotkań!) pokaże TVP Sport.

– Musimy mieć świadomość, że obecnie funkcjonujemy w ramach określonych możliwości finansowych i organizacyjnych. Z mojego punktu widzenia lepszym wyborem są piłkarze, którzy udowodnili już swoją wartość na poziomie tej ligi i których dobrze znam, niż zawodnicy sprowadzani z zagranicy – mówi trener Grzeogrz Szoka. Oby tylko trafił w punkty, oby się nie pomylił, oby znów kibice nie musieli posiłkować się ligowym… zakalcem.

W ŁKS nie decydowali się na transfery, do których nie mieli przekonania. To był punkt wyjścia. Nie kupowali zatem (za namową sprytnych menedżerów kota w worku.

Fot. ŁKS Łódź

– Jestem przekonany, że utrzymanie trzonu drużyny pozwoli nam z jednej strony zapewnić większą stabilność, a z drugiej nadal rozwijać zespół i robić kolejne kroki naprzód. Jeśli uda się regularnie wygrywać i ograniczyć słabsze momenty do minimum, będziemy mogli liczyć się w walce o czołowe miejsca – twierdzi szkoleniowiec i to jest jego ligowe credo. Ma kadrowy komfort – rywalizację na każdej pozycji. To może przynieść coś dobrego, pozytywnego, ale na razie jest wielką niewiadomą.

Trener Grzegorz Szoka czyli wielki Łódzki budowniczy. Czy w błyskawicznym tempie uda mu się stworzyć nowy, mocny ŁKS?

Fot. ŁKS Łódź

To na pewno jeden z najbardziej niestabilnych zawodów świata. Siedzi się cały czas na beczce prochu. Oj, bycie piłkarskim trenerem nie jest łatwym i prostym zajęciem. Nie każdy jest Tomaszem Tułaczem, który w jednym miejscu jest w stanie wytrwać kilkanaście lat (pracuje w Puszczy Niepołomice od sierpnia 2015 roku).

Możesz mieć zmysł taktyczny, otwarte spojrzenie na ludzi, umieć się dogadać i analizować, mieć też trochę szkoleniowego szczęścia, ale wszystko z reguły zaczyna się od tego, że w przeciągu miesiąca czy dwóch musisz zbudować nową, oczywiście lepszą, drużynę na nowy sezon.

Trener ŁKS Grzegorz Szoka pokazał w minionym sezonie, że potrafi zebrać towarzystwo do kupy, umiejętnie poskładać, dając szansę nieoczywistym piłkarzom (Koki Hinokio czy Kacper Terlecki), sprawić, że więcej będzie spotkań lepszych niż gorszych, choć… Czegoś zabraknie (jednak umiejętności) w dniu najważniejszej próby czyli w przegramy pojedynku barażowym o awans do ekstraklasy.

Fot. Wojciech Pakulski, ŁKS Łódź

Skoro się nie udało, to nastał czas wielkiej przebudowy. ŁKS ma dziewięciu nowych piłkarzy – doświadczonych, jak Michał Kaput czy Damian Węglarz, ale też takich, którzy pokazali, że mają potencjał, jak: Marcel Błachewicz, Bartosz Farbiszewski, Julian Keiblinger, Kacper Nowakowski, Karol Podliński, James Rhodes, Dominik Sokół.

Jaki z tej futbolowej mąki trener Grzegorz Szoka upiecze chleb? Na razie jest nadzieja i wielka niewiadoma.

Co w najbliższych planach? 17 lipca ŁKS zagra wyjazdowy mecz kontrolny z Wisłę Płock, a 25 lipca o godz. 15.30 ligowa premiera w Siedlcach z Pogonią. Spotkanie w ramach Multiligi (czyli łączonych transmisji kilku spotkań!) pokaże TVP Sport.

Przed premierą. Wierzę, że będzie lepiej. Dlatego, że tak Widzew, jak i ŁKS, mają trenerów budzących zaufanie!

Jest we mnie takie naiwne przekonanie, że tym razem będzie lepiej i rozgrywki będą należeć do nas – Łodzian. Widzew zamelduje się w ścisłej czołówce, a nie w ogonie ekstraklasy i powalczy o europejskie puchary. ŁKS wreszcie, wreszcie skutecznie powalczy o ekstraklasę i doczekamy się (ja, wyjątkowo niecierpliwie) Łódzkich derbów.

Na czym opieram swój futbolowy optymizm? Ano na tym, że tak Widzew, jak i ŁKS mogą liczyć na swoich trenerów. Oni znają się na swoim fachu. Wiedzą co robią.

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Bez dwóch zdań to Aleksandar Vuković swoim do bólu pragmatycznym, ale skutecznym działaniem, zebrał gwiazdorskie Widzewskie towarzystwo (naiwnie wierzące, że samo się wygra) do kupy. Stworzył z niego zespół i uratował ekstraklasę. To, że po drodze były osiągane w beznadziejnym stylu, cenne remisy, nie ma znaczenia. Liczy się końcowy efekt. A on jest pozytywny.

Szkoleniowiec skonsolidował i scementował defensywę, która grając na zero z tyłu, stała się podwaliną sukcesu. Urazy czołowych graczy osłabiały drużynę, ale nie odebrały jej wiary, którą miał trener. Na dodatek szkoleniowiec wiedział na kogo postawić (Mariusz Fornalczyk), a na kogo nie (Osman Bukari). Ten pierwszy odpłacił mu się fenomenalną akcją i golem na wagę utrzymania ekstraklasy. I jak tu nie wierzyć, że na tym fundamencie, taki trener, jak Aleksandar Vuković, jest w stanie zbudować coś dobrego.

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

W ŁKS Grzegorz Szoka pokazał piłkarzom czarno na białym, że wyjazdowe mecze nie muszą być zmorą drużyny. Trzeba dobrze poukładać team, natchnąć wiarą, że ewentualne straty można odrobić, walcząc do końca i zespół zaczął wygrywać. Zmierzył się z kolejnym wyzwaniem, którym były pozbawione zwycięstw pojedynki na własnym boisku. To nie budowało atmosfery w zespole, zniechęcało kibiców. I tej bolączce potrafił zaradzić.

Może, gdyby w decydującej fazie batalii o ekstraklasę miał w składzie lidera defensywy Artura Craciuna, inaczej by się to wszystko potoczyło. W każdym razie odkrył na nowo możliwości Koki Hinokio. Sprawił, że coraz lepiej współpracował ofensywny duet Fabian Piasecki – Andreu Arasa. Teraz nastał czas przedbudowy, a ja jestem zdania, że Grzegorz Szoka, jest w stanie ten problem udźwignąć. Zbudował sobie podstawy do lepszego grania…

Ełkaesiacy po pokonaniu domowej, ligowej zmory nie po raz pierwszy i oby nie ostatni pokazali, że są Rycerzami Wiosny w Walce do Samego Końca

Fot. Artur Kraszewski

Nareszcie koniec domowej zmory. ŁKS wygrał ligowy mecz u siebie, pierwszy w 2026 roku. Pokonał Stal Rzeszów 2:1. Nie było łatwo i przyjemnie, bo zaczęło się jak zwykle ostatnio. Łodzianie stracili zbyt szybko i zbyt łatwo bramkę, więc co? Musieli odrabiać straty. Udało się! Nie po raz pierwszy i oby nie ostatni, jeżeli znów przytrafi się taka sytuacja.

Najważniejsze słowa trenera Grzegorza Szoki po zwycięskim spotkaniu: – Ten zespół wierzy do końca. Ten zespół chce, pracuje i walczy. Wie, że potrafi odmienić losy spotkania. W Tychach się nie udało, więc teraz, chociaż nie był to wielki mecz, bardzo ważne było to, że na bramkę rywala odpowiedzieliśmy dwoma trafieniami.

Fot. ŁKS Łódź

ŁKS odniósł dwunaste ligowe zwycięstwo, szóste na własnym boisku i pokazał, że w tym sezonie jest Rycerzem Wiosny w Walce do Samego Końca. Nie po raz pierwszy i pewnie nie ostatni okazało się, ile znaczą na boisku ambicja, wola walki i wiara w sukces.

Łodzianie nie grali perfekcyjnie. O to, to nie, ale przewrócili kolejny mecz do góry nogami, wychodząc na swoje. Można mieć pretensje za pogubienie się przy stracie gola, za małą kreatywność drugiej linii, brak dokładnego ostatniego podania, ale suma wszystkich strachów nie okazała się decydująca. Ełkaesiacy pokazali, że wierzą w sukces i potrafili tę wiarę przekuć w zwycięstwo.

Każde odwrócone, zwycięskie spotkanie ma swojego nieoczywistego bohatera Tym razem został nim pomocnik Gustaf Norlin. Jak Szwed potrafił zmieścić piłkę w bramce, strzelając z ostrego kąta i trafiając precyzyjnie między słupkiem i bramkarzem, pozostanie jego tajemnicą. Ten gol to taka wisienka na torcie. Norlin cały czas, napędzany wiarą w sukces, przesuwał grę do przodu. Nie dał drużynie przysnąć, zniechęcić się, momentami ciągnął ją za uszy. Nie jedyny, ale jakże skuteczny!

Pierwszy domowy sukces obejrzało na stadionie 5717 kibiców. Na kolejne mecze powinno przyjść ich więcej. Nie będzie ligowego ple, ple, ple, tylko poważna gra o wysoką stawkę czyli walka o ekstraklasę. 2 maja o godz. 19.30 ŁKS podejmie Pogoń Siedlce. Zaległe spotkanie 28. kolejki Betclic I ligi ŁKS Łódź – Pogoń Grodzisk Mazowiecki zostanie rozegrane 7 maja o godz. 18 w Łodzi.

Niestety. Ełkaesicy pokazali czarno na białym, że nie można na nich polegać. I jak tu wierzyć, że spełnią ekstraklasowe marzenia kibiców!

Fot. Artur Kraszewski

Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz. Stara futbolowa prawda i tym razem sprawdziła się znakomicie. Mija trochę ligowego czasu, masz wymuszoną przerwę na regenerację oraz wypoczynek i kompletnie z tego nie korzystasz. Przeciwnie, następuje regres. I to taki, że zęby bolą. Taka ligowa klątwa dosięgła ŁKS, który przegrał z outsiderem – GKS Tychy 2:3, choć prowadził 2:1!

A co, gdy z bohatera, stajesz się co najwyżej irytującym przeciętniakiem? Tak stało się niestety w tym pojedynku z Arasą. Był samolubny w grze, chaotyczny, gubiący piłkę, kompletnie nieskuteczny. Co się nagle porobiło z liderem zespołu? A wydawało się, że pewnie i w dobrym stylu poprowadzi drużynę do strefy barażowej.

W przegranym meczu z outsiderem, to rywale występowali momentami w roli profesorów, a Łodzianie w roli nieopierzonych juniorów. Tak było, gdy gubili piłkę po koszmarnych błędach, których konsekwencją były stracone gole. Kto na przykład wpadł na pomysł, żeby wyprowadzać piłkę od bramki, gdy na twoim przedpolu atakuje cię pięciu przeciwników!? Kto kompletnie nie kontroluje, co w danej chwili dzieje się z piłką?!

Ciężko było patrzeć, gdy pozbawieni pomysłu na grę i bezradni Ełkaesiacy, oddawali inicjatywę rywalom. Oj, ciężko było patrzeć na to, co wyprawiają doświadczeni i mające ekstraklasowe ambicje Łódzcy piłkarze. To sportowa droga w ślepy, ligowy zaułek. Niestety!

25 kwietnia o godz. 14.45 ŁKS podejmie Stal Rzeszów. Zaległe spotkanie 28. kolejki Betclic I ligi ŁKS Łódź – Pogoń Grodzisk Mazowiecki zostanie rozegrane 7 maja o godz. 18 w Łodzi.

I łyk optymizmu na koniec. Trener ŁKS – Grzegorz Szoka wierzy, że jego drużyna zagra w barażach o awans do ekstraklasy. Oby ta wiara przełożyła się na ligowe konkrety!

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders Noren — Up ↑