Rezerwowy Pafka

Tag: łks wisła (Page 1 of 2)

Godzina dobrej gry ŁKS to jednak za mało, żeby pokonać lidera. Honorowy remis z Wisłą

Godzina dobrej, odpowiedzialnej gry to za mało, żeby pokonać lidera. ŁKS honorowo zremisował z Wisłą, choć trochę żal, że nie udało się wywalczyć trzech punktów. ŁKS zremisował piąte spotkanie, trzecie u siebie. Łodzianie zdobyli jesienią 26 punktów. Niedosyt jest oczywisty…

Mecz zaczął się znakomicie dla łodzian. Po składnej, szybkiej akcji w polu karnym faulowany był Hinokio. Jedenastkę pewnie wykorzystał Craciun. Ełkaesiacy ustawili sobie grę. Bronili własnego przedpola, czekając na kontrę. I się doczekali. Po dokładnym dośrodkowaniu Loffelsenda, niepilnowany przez nikogo Lewandowski, mając pięć – siedem metrów do bramki, popisał się wyjątkową nieudolnością, główkując obok słupka.

Wisła była bezradna, aż do dziecinnego błędu Kupczaka, który stracił piłkę na własnym przedpolu. Na szczęście krakowianie nie zamienili rzutu wolnego na bramkę, choć nie byli od tego daleko.

Tak naprawdę Wisła wypracowała pierwszą groźną sytuację dopiero w 53 minucie, ale Jakubowski nie miał kłopotów z obroną po strzale Rodado. Czas mijał, a ŁKS cofał się, cofał głębiej na własne przedpole. Rosły groźne sytuacje Wisły i stało się to, czego można się było spodziewać. Goście doprowadzili do remisu.

ŁKS powinien szybko zdobyć drugiego gola. Znów jednak gospodarze zmarnowali stuprocentową sytuację. Potem trwała wymiana futbolowych ciosów. Każda ze stron mogła wypracować bramkową okazję. Ale tego nie zrobiła i skończyło się w sumie na sprawiedliwym remisie.

Spotkanie oglądało  8562 widzów.

Następny ligowy mecz ŁKS na początku lutego z Polonią w Bytomiu.

ŁKS – Wisła Kraków 1:1 (1:0)

1:0 – Craciun (4, karny), 1:1 – Łasicki (63, głową)

ŁKS:  Jakubowski -Rudol, Craciun, Kupczak, Loffelsend (75, Krykun),Wysokiński, Hinokio, Mokrzycki (85, Ernst), Toma(64, Szczepański),Głowacki,(75, Norlin),Lewandowski(64, Arasa)

Co ciekawego w hitowym starciu z Wisłą przyniesie kreatywna współpraca pomocników: Bastiena Tomy z Koki Hinokio?

Fot. Artur Kraszewski

Remis ze Zniczem (piąty w sezonie, drugi na obcym boisku) nie jest wielkim sportowym osiągnięciem piłkarzy ŁKS, ale tak jakby coś pozytywnego zaczynało się wykluwać. Poza wszelką dyskusją pozostaje, że najlepszym łódzkim piłkarzem w Pruszkowie był pracujący za dwóch, będący zawsze tam, gdzie być powinien, Michał Mokrzycki.

Wolny, boiskowy elektor Bastien Toma szuka na boisku partnera do kreatywnego grania. Czy znajdzie go w osobie Koki Hinokio? Japończyk przeprowadził kilka efektownych akcji (w tym bramkową) i w grze ofensywnej jest dla drużyny wartością dodaną. Trudno zrozumieć, dlaczego tak długo był w ligowym niebycie.

Fot. ŁKS Łódź

Na pewno ciekawa by była dalsza współpraca tych pomocników z Fabianem Piaseckim, ale zawsze pracujący na boisku za dwóch napastnik doznał urazu i w ostatnim pojedynku w tym roku nie zagra. A 7 grudnia o godz. 14.30 hitowe starcie w Łodzi z Wisłą Kraków. W pierwszej rundzie na wyjeździe łodzianie przegrali aż 0:5.

Wisła bez problemów pokonała Stal Mielec 3:0 i to już w pierwszych 45 minutach. Zdobyła trzy bramki w 12 minut. Od początku spotkania zasypała rywali gradem strzałów (10, w tym pięć celnych w pierwszych 20 minutach!). Miała kreatywnych skrzydłowych (kapitalny strzał Frederico Duarte pod poprzeczkę)i oczywiście Angela Rodado (17 zdobytych bramek!). Grała szybko po obwodzie. Kurczowa obrona (do przerwy) mielczan, to nie był dobry pomysł. Musiało się to źle skończyć dla Stali i tak się stało. Oby ŁKS nie powtórzył tych błędów.

Krakowianie mają mniej czasu na przygotowanie się do starcia w Łodzi, gdyż w czwartek o godz. 20.45 grają mecz Pucharu Polski z Zawiszą w Bydgoszczy.

Czy po krakowskiej wielkiej wpadce możliwa jest rehabilitacja ŁKS w meczu z rewelacją rozgrywek? Dlaczego w łódzkim zespole żaden młodzian nie gra tak dobrze, jak Maciej Kuziemka?!

Fot. ŁKS/Cyfrasport

ŁKS praktycznie nie pokazał w Krakowie, żadnych futbolowych wartości. Nic więc dziwnego, że doznał futbolowej klęski, przegrywając z Wisłą 0:5. Można spuścić zasłonę milczenia na tę wpadkę i mieć nadzieje, że już tylko może być lepiej.

Moim zdaniem jedna sprawa warta jest rozważenia. Jednym z dwóch najlepszych piłkarzy spotkania był 19-letni skrzydłowy, prawonożny Maciej Kuziemka, motor napędowy ofensywnej gry krakowian, autor trzech asyst.

 – Maciej ma fantastyczną cechę – mówi trener Białej Gwiazdy – Mariusz Jop. – Otóż on nigdy nie narzeka. W poprzednim sezonie rzucałem go po różnych pozycjach na boiska, a nigdy na jego twarzy nie zobaczyłem nawet grymasu niezadowolenia.

Młodzieniec z każdym treningiem stara się być lepszy, dostaje swoje szanse i teraz ją wykorzystał w 200 procentach. Kuziemka jest drobny, jednak mocno trzyma się na nogach. Dobrze kopie piłkę obiema nogami, co gwarantuje wszechstronność zagrań. A do tego świetnie znosi już intensywność gry na poziomie 1 Ligi – czytam opinię zamieszoną na stronie sport.tvp.pl.

Pytanie; Dlaczego młodego gracza o takim wpływie na grę zespołu nie ma w ŁKS, skoro klub ma rozbudowaną akademią, drużynę rezerwową i podobno milion pomysłów na promowanie zdolnej młodzieży? Przebił się właściwie tylko Antoni Młynarczyk, który niestety ostatnio jest tylko rezerwowym, choć gdy w chodzi na boisko, potrafi w jednej czy drugiej akcji pokazać swój potencjał. Inni przepadli, zginęli w futbolowej otchłani.

Wygląda na to, że ŁKS popełnia grzech… niecierpliwości. Nie potrafi spokojnie i systematycznie (poza bramkarzami!) promować młodych zdolnych, starając się uwierzyć i przekonać kibiców, że tylko armia zaciężna jest sposobem na odnoszenie ligowych sukcesów.

Teraz ŁKS podejmie rewelację początku rozgrywek, beniaminka – Polonię Bytom, która ma na koncie dwa ligowe zwycięstwa, drugie odniesione, gdy przez 20 minut drużyna grała w dziesiątkę oraz co też ważne podkreślenia: żadnej straconej bramki (1 sierpnia godz. 20.30, transmisja TVP Sport).

Klęska ŁKS w Krakowie. To była niestety piłkarska degrengolada w wykonaniu łodzian. Po prostu koszmar!

Miało być nowe otwarcie. Wielka energia i moc w walce o powrót do ekstraklasy, a tymczasem w pierwszej połowie meczu w Krakowie mieliśmy pokazał ełkaesiackiej sportowej degrengolady, jakiej od lat nie oglądaliśmy. Koszmarne pięć minut w ciągu których kompletnie bezradny ŁKS, stracił trzy bramki, znajdzie niestety swoje trwałe miejsce w tej kompromitującej części historii klubu, pokazując czarno na białym, jak nie powinno się grać w piłkę nożną!

Zaczęło się fatalnie. W 2 min przy kontrze Wisły w sytuacji sam na sam z Kuziemką odważnie wyszedł do piłki Bobek. Zderzył się z rywalem i doznał tak bolesnego urazu dłoni, że musiał go zmienić Bomba.

Niestety, to zamieszanie kompletnie rozkojarzyło łodzian, którzy nie byli w stanie wyjść z własnej połowy ze składną akcją. T się zemściło. Po rzucie wolnym, Duarte niepilnowany przez Rudola posłał piłkę głową w róg bramki. Futbolówka odbiła się jeszcze od słupka. Bomba był bez szans.

ŁKS próbował ataków, ale robił to nieporadnie. Gospodarze mieli inicjatywę, groźnie robiło się pod łódzkim polem bramkowym. I fatalnie się to skończyło. Kuziemka minął trzech łodzian, wpadł w pole karnym idealnie dograł do Duarte, a ten po raz drugi głową (tym razem w dużo łatwiejszej sytuacji) posłał piłkę do statki.

Jakby tego było mało po kolejnej niezdecydowanej akcji obronnej, zbyt krótkim wybiciu, Kutwa strzałem zza pola karnego pokonał Bombę. A potem po analizie VAR arbiter uznał czwartego gola, strzelonego przez Duarte.

W ciągu pięciu minut łodzianie stracili trzy gole. To bodaj najgorsze minuty w historii ligowych występów ŁKS na przestrzeni wielu lat! A Portugalczyk Duarte, nie do zatrzymania dla łodzian, zaliczył klasycznego hat tricka. Ełkaesiacy wyglądali tak, jakby wyszli po raz pierwszy na mecz jako jedenastka nieopierzonych, przerażonych ligowym graniem, juniorów. Nic dziwnego, że goli mogło być więcej, a to co wyprawiał w defensywie Craciun wołało o pomstę do nieba!

Strach było się bać o to, co stanie się po przerwie. Szykowała się klęska, jakiej I-ligowe rozgrywki dawno nie widziały. Tymczasem zaczęło się przyzwoicie. Rezerwowy Młynarczyk zapisał na swoim koncie pierwszy (niecelny) strzał ŁKS w tym spotkaniu. Była 46 minuta spotkania. 60 sekund później Piasecki w bardzo dobrej sytuacji główkował nad poprzeczkę. To były płonne nadzieje, na lepszą grę. Składną akcję gospodarzy wykończył Rodado i już ŁKS miał pięć goli w plecy. Koszmar. Trzecią asystę zaliczył Kuziemka.

Łodzianie próbowali. Mieli sytuację. Po dobrej akcji Młynarczyka na drodze jego strzału stanął… kolega. To trochę zakrawało na piłkarską parodię. Potem jednak, trzeba to odnotować, strzał Piaseckiego, obronił Broda. To była chyba najlepsza okazja gości. I to by było na tyle… Niestety, ŁKS zaliczył spotkanie, którego długo, bardzo długo, nam kibicom, nie da się zapomnieć i ciągle rumienić się ze wstydu!

Wisła – ŁKS 5:0 (4:0)

1:0 – Duarte (17, głową), 2:0 – Duarte (28, głową), 3:0 – Kutwa (30), 4:0 – Duarte (33), 5:0 – Rodado (59)

ŁKS:  Bobek (7, Bomba) – Craciun (46, Ernst), Rudol, Fałowski (46, Młynarczyk), Głowacki –  Loeffelsend, Kupczak, Mokrzycki (73, Lewandowski), Krykun, Szczepański (46, Hinokio) – Piasecki

Teraz przed ŁKS jedna z najcięższych ligowych prób. Łodzianie muszą w Krakowie pokazać charakter i umiejętności, bo Wisła jest na wznoszącej sportowej fali!

Fabian Piasecki Fot. Damian Figura

Do przerwy w meczu ŁKS – Znicz (1:0) było tak, jak chciał trener Szymon Grabowski, nawiązując do słów Pepa Guardioli, że bez piłki jego zawodnicy mają walczyć jak futbolowe bestie, a z nią przy nodze cieszyć się grą: – Chciałbym, żeby to było nasze DNA i kto śledzi bliżej nasze poczynania, to widzi, że ci zawodnicy bez piłki naprawdę są nieprzyjemni, a z piłką potrafią się bawić. Pokazał to nasz sparing z Arką. Chcę, żeby kibice widzieli zespół charakterny, zaangażowany i grający do końca, a w momencie, gdy ma piłkę, to widowiskowy i taki, który może się podobać .

Marzenia się spełniają, na razie przez…45 minut premierowego pojedynku. ŁKS grał imponująco. strzelił jedną bramkę, a mógł kilka. A potem? Lepiej nie mówić. ŁKS dostał 45-minutowej zadyszki, odcięło mu prąd i o mały włos nie stracił dwóch punktów.

Kibice uznali za na najlepszego piłkarza ŁKS tego spotkania napastnika Fabiana Piaseckiego, autora zwycięskiej bramki. Moim i nie tylko moim zdaniem ten tytuł należy się bramkarzowi Aleksandrowi Bobkowi, którego kluczowa interwencja w końcówce meczu pozwoliła zachować łodzianom czyste konto.

Teraz przed łodzianami o niebo trudniejsze wyzwanie. 26 lipca o godz. 15 ŁKS zmierzy się w Krakowie z mocarzem pierwszej kolejki Wisłą. Lider – Angel Rodado strzelił dwie bramki, a krakowianie pokonali w Mielcu Stal aż 4:0! To pokazuje, że każda chwila słabości (a słabe pół spotkania nie wchodzi w ogóle w grę) może łodzian drogo kosztować. Ten mecz pokaże też czarno na białym, czy już teraz ŁKS ma drużyną gotową walczyć o upragniony awans do ekstraklasy czy też nie. Nie można się dziwić, że taki, hitowy pojedynek pokaże na żywo stacja TVP Sport.

Wisła zapowiada, że tego dnia na stadionie im. Henryka Reymana odbędzie się uroczysty benefis Henryka Kasperczaka, jednego z najbardziej utytułowanych trenerów w historii Białej Gwiazdy, ba jednego z najlepszych piłkazry w historii polskiego futbolu. 

Dwa mecze łódzkich drużyn i zero zdobytych punktów. Za to bramki stracone w samej końcówce spotkań. Taka jest prawda: Łódź jest skazana na ligową bylejakość!

To jest cała prawda o łódzkiej ligowej piłce. Dwa mecze: w ekstraklasie oraz I lidze i zero zdobytych punktów. Bramki stracone w ostatnich fragmentach gry. Po prostu ligowa słabizna. Jest się czym smucić. Jedno jest pewne. Na tę chwilę trzeba porzucić marzenia o ligowym wzlocie. Jest stagnacja, średniactwo, a nawet regres. Cieszyć się, a nawet pocieszać, nie ma czym.

Widzew gonił wynik i dogoni na honorowy remis… Do doliczonego czasu gry, gdy stracił gola i punkty. Na więcej go nie było niestety stać. To skazuje łódzki zespół na miejsce co najwyżej w środku stawki. Na razie marzenia o TOP 5 można między bajki włożyć. Pozytyw to ten, że wreszcie po wielu tygodniach na listę strzelców wpisał się napastnik – Imam Rondić. Nie można się pocieszać tym, że był to emocjonujący, widowiskowy mecz. Co z tego, skoro kolejny ligowy pojedynek Widzew kończy bez zdobycia choćby jednego punktu.

Widzew – Raków Częstochowa 2:3 (1:2)

1:0 – Sypek (3), 1:1 – J. Silva (5), 1:2 – Lopez (39), 2:2 – Rondić (56), 2:3 – Brunes (90+4, głową)

Widzew: Gikiewicz – Krajewski, Żyro, da Silva, Kozlovsky – Alvarez, Hanousek, Kerk (8. Sobol) – Sypek (62, Łukowski), Rondić, Cybulski (72, Klimek)

Czarna rozpacz. Wyć się chce z rozpaczy, co potrafi wyczyniać na boisku w decydujących momentach gry ŁKS. Taka gra dyskredytuje ligowe kwalifikacje drużyny. Powiem tak: ja blisko 70-letni facet, który grał w piłkę tylko amatorsko w decydującym momencie ustawiłbym się i zachował lepiej niż ligowcy, którzy za tę kaszanę zwaną ligowym graniem biorą ligową kasę po wielokroć wyższą od mojej emerytury. Ta po prostu dalej być nie może. Ta niezbyt udaczna futbolowa kadra wymaga kolejnego przewietrzenia i rewolucji. Inaczej ŁKS na długie lata ugrzęźnie w futbolowej beznadziei.

Wisła Kraków – ŁKS 2:1 (0:1)

0:1 – Gulen (11), 1:1 – Zwoliński (61), 2:1 – Zwoliński (90)

ŁKS: Bobek – Głowacki, Wiech, Gulen, Dankowski, Kupczak, Pirulo, Mokrzycki, Młynarczyk (64. Zając), Arasa, Feiertag

ŁKS. Miał być sportowy wzlot, dający miejsce w ligowej czołówce, jest regres na całej linii! Co będzie dalej?

Walczy Kamil Dankowski Fot. Michał Stańczyk/Cyfrasport

Tak to niestety wygląda. Reprezentacyjna przerwa odbija się drużynie ŁKS czkawką. Miał być sportowy wzlot, jest regres na całej linii, pokazujący (przynajmniej na razie), że łodzianie to drużyna środka tabeli I ligi, która wiosną będzie grała o nic.

W czasie dla reprezentacji miało być solidne trenowanie, dające wzrost formy, wyrównywanie różnic między podstawową jedenastką, a rezerwowymi i co? Nic z tego.

Prawie wszyscy piłkarze ŁKS grają gorzej niż w swoim najlepszy ligowym okresie. A ta uwaga nie dotyczy może trzech graczy: bramkarza Aleksandra Bobka i pomocników Antoniego Młynarczyka i Michała Mokrzyckiego. Dlaczego trener Janusz Dziółka (19 meczów w ŁKS – 9 zwycięstw, 5 remisów, 5 porażek) zdjął wspomnianych pomocników przed czasem z boiska w meczu ze Zniczem w Pruszkowie (2:2), jeśli to nie były to urazy, naprawdę trudno zrozumieć.

Gra się całkowicie posypała, w zespole zapanował kompletny chaos, a rozważnej i uważnej gry defensywnej, minimum sportowego rozsądku, po prostu nie było. Skończyło się tak, jak często się dzieje, gdy zespół znajdzie się w meczowej rozsypce – stratą bramki w ostatniej akcji spotkania i stratą punktów.

Eksperyment ze skrzydłowym – Jędrzejem Zającem w roli bocznego obrońcy – też się nie udał. Piłkarz grał zachowawczo, robił proste błędy i albo mu trzeba było dać grać gdzie indziej, albo szybciej dokonać zmiany. Czy jednak sytuacja kadrowa ŁKS jest tak zła, że gdy wypadnie podstawowy piłkarze – Kamil Dankowski – to trzeba dokonywać zmian w składzie, utrudniających funkcjonowanie zespołu? Pytanie jest zasadne w kontekście sytuacji, gdy z powodu nadmiaru żółtych kartek w meczu przeciwko Wiśle w Krakowie (30 listopada o godz. 19.35)nie wystąpi ważny pomocnik Mateusz Kupczak.

Na dodatek rezerwowi, gdy wchodzą na plac po prostu osłabiają zespół, albo dostają głupawki i spisują się niczym nieopierzeni juniorzy, czego dosadnym przykładem nieodpowiedzialne zachowanie na boisku Mateusza Wysokińskiego. Trudno lepiej ocenić kompletnie niewidocznego i ani o centymetr nie lepszego od Zająca – Antonio Majcenicia.

Po spotkaniu w Krakowie czekają łodzian jeszcze dwa domowe mecze – w 1/18 finału Pucharu Polski z Legią Warszawa oraz z Arką Gdynia w lidze. Obawy są uzasadnione, że w tych trzech pojedynkach sportowo może być po prostu cienko.

ŁKS miał wielki kłopot z solidnym środkiem defensywy. Czy dzięki Litwinowi już się go pozbył?

Fot. ŁKS/Cyfrasport

Największy wygrany trzeciego z rzędu zwycięstwa ŁKS? 21-letni Litwin – Tutyskinas. Z każdą minutą grał spokojniej i pewniej, by w drugiej połowie stać się ostoją drużyny, prowadząc ją, przy zmasowanym acz nieskutecznym ataku rywali, do ligowego sukcesu.

Trener Dziółka miał problem ze zbudowaniem solidnego środka defensywy i oby tak było, że już go nie ma. Przy notującym udane odbiory i skuteczne bloki- Tutyskinasie spokoju, ale i werwy nabrał Gulen, którego gnało do przodu. Na razie bez taktycznych i bramkowych efektów, ale kto wie co będzie po przerwie w rozgrywkach i wielu dniach solidnego trenowania.

Defensywę wzmocni bramkarz Bobek, który zostaje w ŁKS i sprowadzony w ostatniej transferowej chwili obrońca Wiech (zagrał 8 meczów w Betclic 1. Lidze w barwach Znicza Pruszków, zdobył 3 gole i zanotował asystę, w sumie na tym poziomie rozgrywkowym 27 spotkań i 4 gole).

Nie błyszczeli w Opolu tak jak ostatnio Arasa i młodzieżowcy, ale wygląda na to, co potwierdzają kolne spotkania, że na duecie Mokrzycki – Kupczak w środku drugiej linii można polegać. Ba, Mokrzycki coraz śmielej i skuteczniej pokazuje swój zmysł… reżyserski, czego efektem była zainicjowana przez niego filmowa wręcz, bramkowa akcja.

Fot. Łukasz Grochala/Cyfraspor

Przyznaję, Feiertag nie jest… drewniany, jak myślałem. Potrafi działać odważnie i rozważnie, strzelać efektowne bramki i odnajdywać się w polu karnym w innych groźnych, konstruowanych przez partnerów, sytuacjach.

Wydawała się na początku rozgrywek, że z nowego ŁKS nic nie będzie. Rewolucja była zbyt głęboka, odeszło za dużo dobrych piłkarzy. Tymczasem boisko weryfikuje wszystko. Zespół notują progres i jeśli będzie dalej szedł w górą to na pewno nie będziemy się go wstydzić.

ŁKS13 września o godz. 18 podejmie Pogoń Siedlce. A już we wtorek 17 września kolejny mecz na stadionie im. Władysława Króla. 17 września o godz. 19.30 rywalem ŁKS w zaległym meczu I ligi będzie Wisła Kraków.

ŁKS – Wisła 3:2. Kazimierz Moskal: Kluczowy był gol, który zdobyliśmy tuż przed przerwą. To pomogło zachować wiarę

Fot.lkslodz.pl

To był mecz godny hitu I ligi piłkarskiej. ŁKS po emocjonującym spotkaniu pokonał Wisłę Kraków 3:2 i jest coraz bliżej awansu do ekstraklasy.

Opinie trenerów po meczu

Kazimierz Moskal: Myślę, że wielu ludzi dziś długo nie zaśnie. Mieliśmy trudne momenty, ale piłkarze zrobili wiele, żeby zdobyć te trzy punkty. Wisła ma naprawdę dobry zespół. Zrobiliśmy mały krok do realizacji celu, jednak walka trwa dalej.

Myślę, że kluczowym momentem był gol, którego zdobyliśmy przed przerwą na 2:2. To pomogło zachować wiarę. W pierwszej połowie Wisła miała więcej z gry, w drugiej połowie wyglądało to z naszej strony trochę lepiej. Na pewno to, co chcieliśmy grać kosztowało nas dziś wiele energii i sił. Widać to było też po naszych zawodnikach, którzy w drugiej połowie odczuwali mocno trudy tego spotkania.

Radosław Sobolewski: Byliśmy świadkami bardzo emocjonującego spotkania, które jak na pierwszą ligę, stało na wysokim poziomie. Oczywiście żałujemy wyniku, ale jestem zadowolony z postawy mojego zespołu. Pierwszą bramkę straciliśmy przez brak komunikacji. Drugą po złym zagraniu w defensywie. ŁKS nas nie zaskoczył budowaniem akcji, ale myślę, że i my niczym nie zaskoczyliśmy trenera Kazimierza Moskala i jego sztabu. Punktem newralgicznym meczu był rzut karny dla ŁKS-. Jestem ciekawy, jak potoczyłby się ten mecz, gdybyśmy utrzymali do przerwy prowadzenie. Zbyt łatwo straciliśmy trzy bramki.

Ekstraklasa musi się wstydzić. To był znakomity mecz. ŁKS pokonał Wisłę Kraków i jest coraz bliżej awansu!

Ekstraklasa powinna się wstydzić oraz finaliści Pucharu Polski (ci ostatni szczególnie!). Czołowe drużyny I ligi – ŁKS i Wisła pokazały, jak można widowiskowo i skutecznie grać w piłkę nożną. To była znakomity pokaz piękna futbolu! Lider ŁKS pokonał Wisłę 3:2 i ma osiem punktów przewagi nad trzecimi krakowianami. To był mecz być może kluczowy dla ostatecznych rozstrzygnięć – kto bezpośrednio awansuje do ekstraklasy, a kto zagra w barażach.

Wśród ponad 16 tysięcy kibiców byli znamienici goście, w tym Philip Platek, amerykański milioner, który ma kupić większościowy pakiet nowych akcji klubu z al. Unii oraz prezes PZPN – Cezary Kulesza.

Łodzianie wystąpili w najsilniejszym możliwym składzie, bez wykartkowanego Marciniaka, za to z wracającymi do jedenastki pomocnikami: Pirulo i Kowalczykiem.

Złe miłego początki. Mecz mógł zacząć się fatalnie w 10 minucie. Po stracie w środku pola i akcji Wisły, odbita przez Dankowskiego piłka trafiła w poprzeczkę. W odpowiedzi niczym futbolowy profesor zachował się Janczukowicz, który ograł dwóch rywali i w sytuacji sam na sam pokonał Biegańskiego. To jego szósty gol w sezonie.

Niestety. ŁKS stracił najgłupszego gola z możliwych. Interweniujący Bobek, chcąc złapać piłkę, wpadł w w Dąbrowskiego i rywala, ta spadła pod nogi Rodado, który oczywiście skorzystał z prezentu! Dlaczego Bobek nie piąstkował tej piłki?! Juniorski błąd (w takim meczu!) skończony stratą gola. Czarna rozpacz. W odpowiedzi niewiele się pomylił się Trąbka. Piłka o pół metra minęła słupek. Za to Fernandez był bezbłędny. Posłał idealnie piłkę przy słupku i Wisła objęła prowadzenie. Trzech piłkarzy ŁKS mogło zablokować ten strzał, a jednak tego nie zrobiło. Nieprawdopodobne! To konsekwencja tego, że ŁKS oddał inicjatywę na boisku rywalom!

ŁKS się nie załamał. Colley sfaulował szarżującego, odważnego Mokrzyckiego, a jedenastkę pewnie wykorzystał Pirulo!

Pierwsza akcja w drugiej połowie ŁKS przyniosła trzeciego gola. Po bardzo sprytnie rozegranym rzucie rożnym i podaniu Mokrzyckiego, Szeliga z dwóch metrów posłał piłkę do pustej bramki! Monsalve zobaczył ósmą żółtą kartkę i nie zagra w kolejnym spotkaniu (14 maja o godz. 12.40 z Sandecją w Nowym Sączu). Po kontrze i świetnym podaniu Kowalczyka, Szeliga przegrał pojedynek sam na sam z Biegańskim. To mogła być akcja rozstrzygająca losy spotkania. Kolejna kontra i kolejna zmarnowana szansa, tym razem przez Śliwę. Sprawiedliwości stało się zadość. Wygrał lepszy zespół czyli ŁKS!

ŁKS – Wisła Kraków 3:2 (2:2)

1:0 – Janczukowicz (11), 1:1 – Rodado (26), 1:2 – Fernandez (36), 2:2 – Pirulo (41, karny), 3:2 – Szeliga (53)

ŁKS: Bobek – Dankowski, Monsalve, Dąbrowski, Spremo – Kowalczyk, Mokrzycki, Trąbka (84, Nowacki) – Pirulo (75, Śliwa), Janczukowicz, Szeliga (84 Jurić)

Widzów: 14 845.

ŁKS – Wisła – statystyki

Bramki: 3-2 (2-2)
Strzały celne: 4-3
Strzały niecelne: 4-4
Ataki: 67-120
Niebezpieczne ataki: 29-52
Posiadanie piłki (w %): 37-63
Rzuty rożne: 5-1
Żółte kartki: 3-5
Czerwone kartki: 0-0
Faule: 20-19
Niebezpieczne rzuty wolne: 2-3
Spalone: 4-0
Strzały zablokowane: 1-0
Strzały na bramkę: 9-7

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑