Rezerwowy Pafka

Tag: widzew legia (Page 1 of 2)

Antygra Łodzian w stolicy nie przyniosła nawet punktu. W ten sposób nie strzeli się zwycięskiej bramki i nie wygra kolejnego meczu o wszystko, tym razem z Lechią!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

To nie było futbolowe widowisko, tylko ligowy ból i zgrzytanie zębów. Ten pogląd podzielali wszyscy kupujący na osiedlowym ryneczku. Widać było od razu, ilu Widzew ma tu wiernych, choć strasznie rozczarowanych i smutnych, kibiców.

Antygra Łodzian w stolicy nie przyniosła nawet punktu. Prawda futbolowa jest taka. Jeśli nie chcesz wygrać, robisz wszystko, żeby uratować remis, to z reguły wychodzisz na tym, jak Zabłocki na mydle. I tak się stało w Warszawie. Widzew przegrał z Legią w ostatniej akcji doliczonego czasu gry 0:1.

Wydawało się po ostatnich meczach, że jedno, co się udało Widzewowi, to zbudować solidną defensywę, a nawet szerzej – grę obronną. I co? Łodzianie doprowadzili w ostatnich minutach pojedynku w Warszawie do chaotycznej obrony Częstochowy (po faulu wymyślonym przez sędziego!), gdzie więcej było pod własną bramki zagubienia i paniki, niż zdrowego rozsądku. Zabrakło lidera defensywy, a powinien nim być Przemysław Wiśniewski, który by to uporządkował i po prostu posprzątał, odbierając rywalom nadzieję na bramkową okazję. To już się nie wróci, a walczyć trzeba dalej.

9 maja o godz. 14.45 Widzew zagra w Łodzi kolejny mecz ostatniej szansy, tym razem z Lechią Gdańsk. Czy będzie w stanie stworzyć bramkowe sytuacje i przynajmniej jedną, zwycięską skutecznie wykończyć?

Do tego celu potrzebna jest odważna, kreatywna druga linia, której liderem będzie… No, właśnie kto? Takiego w Warszawie nie było, co potęgowało tylko chaos na skrzydłach i brak składnych akcji.

Wróci po odcierpieniu kartkowej kary Juljan Shehu i wszystkim pokieruje? Oj, chciałoby się w to wierzyć, ale na razie Albańczyk ma wiosną więcej nieudanych niż udanych występów. Może jednak w decydującej chwili to się zmieni, a wtedy skrzydłowi będą bardziej przydatni i niebezpieczni, a napastnik doczeka się bramkowych sytuacji i wpisze na listę strzelców.

Ostatnia akcja meczu pogrążyła Widzew. To chyba gwóźdź do ekstraklasowej trumny. Trzeba się szykować na walkę w I lidze!

Wielkiego grania w ligowym klasyku nie było. Raczej wiało nudą. Wydawało się, że padnie nudny remis, ale Legia walczyła do końca. W ostatniej akcji spotkania, po wielkim zamieszaniu w polu karnym gości, Warszawianie zdobyli zwycięskiego gola. To dla Widzewa 15 ligowa porażka, Czy zarazem gwóźdź do ekstraklasowej trumny?!

Zaczęło się źle, a mogło jeszcze gorzej. Już w 3 minucie Legia miała znakomitą bramkową okazję, ale strzał Rajovicia obronił Drągowski. W odpowiedzi tuż obok słupka uderzał Kornvig. Legia powoli, powoli, ale niestety, przejmowała inicjatywę. Łodzianie koncentrowali się na defensywie. Piłka co chwila wracała na przedpole łodzian. Dodatkowa siła przyciągania, czy co?!

Na samym posiadaniu przewagi i inicjatywy się kończyło. Nie było bramkowych akcji (na szczęście!) wojskowych. Nie było niestety szybkich, groźnych kontr gości. W samej końcówce po centrostrzale Alvareza bez trudu piłkę złapał bramkarz gospodarzy. W sumie w pierwszej połowie futbolowego szału nie było.

Bardziej aktywni od piłkarzy byli kibice. Sektorówki, popisy sztucznych ogni (1 maja, a nie w… Sylwestra!). Czy w kierunku takich atrakcji ma zmierzać polska piłka nożna?!

A na boisku główkował Piątkowski – minimalnie obok słupka. W odpowiedzi: po wrzutce Fornalczyka, w boczną siatkę trafił Issac, choć z ostrego kąta mierzył w okienko. Piłkę po strzale Żyry pewnie złapał Hindrich.

To nic. Najgroźniej było po akcji Nsame. Na szczęście jego strzał z 11 metrów został zablokowany. Widzew też chciał coś zrobić, ale Bergier główkował nad poprzeczkę. Jeszcze Adamski główkował tak, żeby piłka trafia w ręce Drągowskiego. Gdy wydawało się, że mecz skończy się nudnym remisem, w ostatniej akcji Łodzianie stracili gola. Rywale wykorzystali totalny chaos, który zapanował w Łódzkim polu karnym. Mamy gwóźdź do ekstraklasowej trumny?!

9 maja o godz. 14.45 Widzew zagra w Łodzi z Lechią Gdańsk.

Legia Warszawa – Widzew 1:0 (0:0)

1:0 – Adamski (90+8)

Widzew: Drągowski -Żyro, Wiśniewski, Kapuadi -Isaac(81, Krajewski), Kornvig, Selahi(81, Baena), Kozlovsky -Alvarez, Fornalczyk(78, Bukari)-Bergier(90+1, Zeqiri)

Czy w meczu z Legią, jak Feniks z popiołów, odrodzi się zepchnięty na margines Osman Bukari?

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

1 maja o godz. 20.30 Widzew zagra kolejny mecz o ligowe życie w Warszawie Legią. Czy w wyjątkowo trudnej sytuacji kadrowej trener Vuković znów, zamiast na konstrukcję, postawi na destrukcję? Mając nadzieję, że taka gra, poparta jedną dwoma składnymi kontrami, może przynieść coś więcej niż bezbramkowy remis. Jak będzie, zobaczymy…

Nie ma czego zazdrościć łódzkiemu szkoleniowcowi. Musi przebudować, kluczową dla grania, drugą linię łodzian. Z powodu kontuzji nie wystąpi jeden z dwóch najlepszych piłkarzy zwycięskiego meczu z Motorem – Lerager, a z powodu nadmiaru żółtych kartek – Shehu. Ostał się jedynie Selahi. Na jednym, grającym w kratkę, pomocniku trudno budować ligowy optymizm.

Czy w tej sytuacji Vuković wystawi mającego zbyt dobry humor, jak na podbramkową sytuację drużyny, co zostało zauważone i ostro skrytykowane przez kibiców – Kornviga? Piłka kocha takie historie. Czy jak Feniks z popiołów odrodzi się, odsądzany od czci i wiary, Bukari? Trener Vuković dał mu czas na popracowanie nad formą. Jeśli naprawdę ma umiejętności na miarę wielkości transferu, to może okazać się pomocny. A może to będzie znów czas kapitana Pawłowskiego, który zasiedział się na ławce rezerwowych, ale umiejętności i możliwości wciąż ma?

Kto jednak wie, czy najwięcej w warszawskim meczu nie będzie zależeć od dwóch ludzi. Dającego spokój i pewność bramkarza Drągowskiego oraz będącego jak skała, nie do przejścia, stopera Wiśniewskiego. Zawsze można liczyć na to, że coś pozytywnego wymyślą i zrealizują: Alvarez, Bergier i Fornalczyk. A zatem, z nadzieją: Widzewie do boju!

Trener Widzewa zmianami niepotrzebnie zaburzył ducha walki swojej drużyny!

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Wszystko jest fajnie, ale fajnie nie jest. Zwycięski remis z Legią (1:1) sprawił, że… punkty uciekają, czołówka się nie przybliża, a trener, gdy mówi, że drużyna się tworzy, powinien jednak się zastanowić, jak to robi w praktyce, podczas ligowego pojedynku na noże.

Powiem z własnego skromnego, boiskowego doświadczenia, że gdy ogranie cię duch sportowej walki, to nie ma przebacz, jesteś w stanie góry przenosić, starać się za dwóch i pomagać drużynie ze wszystkich sił.

Trener Igor Jovicević, moim zdaniem, niepotrzebnie zaburzył strukturę grania, osłabił ducha walki, gdy najpierw zamienił dobrego napastnika na słabego, po raz kolejny nie wnoszącego nic do gry, a potem trzema zmianami przemeblował na gorsze drugą linię.

Ba, na jednej zmianie wyszedł, jak Zabłocki na mydle. Samuel Akere niestety zachowywał się na boisku, jak dziecko zagubione we mgle i dał się zbyt łatwo ograć, przy straconej przez łodzian bramce.

Jedno widać na pewno, co jeszcze lepiej dostrzega szkoleniowiec – drużyna jest cały czas w budowie, zatem można się po niej spodziewać meczów dobrych, jak i… beznadziejnych (wpadka z Motorem!). Ciekawe, do czego to doprowadzi na koniec ligowego sezonu. Na razie zobaczymy, co pokaże w Gdańsku. W 15 kolejce Widzew zagra tam z Lechią 8 listopada, o godz. 14.45.

Było blisko, ale się nie udało. Widzew nie zdołał pokonać Legii. Wywalczył tylko remis. Cieszyć się czy jednak smucić?!

Było blisko, ale Widzewowi nie udało wygrać prestiżowego meczu. Łodzianie rozczarowująco zremisowali z Legią. To drugi nierozstrzygnięty ligowy pojedynek na łódzkim stadionie.

Mecz zaczął się nerwowo, od bezkompromisowych wślizgów, fauli, przepychanek, dyskusji piłkarzy obu drużyn. Widać, że temperatura spotkania… uderzyła im do głowy.

Pierwszą bramkową okazję wypracowali łodzianie po niecałym kwadransie. Po akcji Fornalczyka z Czyżem, do piłki zagranej wzdłuż bramki nie doszedł Bergier. Legia w swoich akcjach szukała skutecznego ostatnio Augustyniaka. Najlepszą okazję miał jednak Pankov, ale jego strzał został zablokowany przez Visusa.

W kolejne akcji warszawian na listę strzelców samobójczym uderzeniem mógł się zapisać w protokole Andreou, ale piłkę tuż przed linią złapał Ilić. Legia była w natarciu. Kapustka, choć uderzył mocno, to wprost w łódzkiego bramkarza. Ilić wypiąstkował piłkę przed szesnastkę. Do przerwy więcej było futbolowych szachów niż ekscytującego grania. Legia uciułała jeden celny strzał, łodzianie żadnego.

W drugiej połowie Visus próbował lobować Tobiasza z… połowy boiska. Nieskutecznie. Za to po sprytnym podaniu Alvareza, Fornalczyk strzelił mocno, celnie, ale w bramkarza. Jeszcze lepszą okazję na gola miał Czyż, ale zawahał się strzelać czy podawać i w ostatniej chwili został zablokowany. Podobnie jak chwilę później Shehu. Widzew atakował, ale bez efektu.

Co się odwlecze, to nie uciecze. W kolejnej akcji faulowany w polu karnym przez K. Urbańskiego był Baena. Jedenastkę precyzyjnym strzałem w róg bramki wykorzystał Bergier. Tobiasz wyczuł jego intencje, ale nie miał cienia szans na skuteczną interwencję.

Legia ruszyła do ataku. Miała trzy szansę w jednej akcji, ale ich nie wykorzystała. W uchronieniu gospodarzy od utraty gola bardzo pomógł dobrze interweniujący Ilić.

Warszawianie atakowali dalej. Kotłowało się w polu karnym łodzian. Trener łodzian próbował ratować sytuację zmianami. Nic to jednak nie dało. Warszawianie dopięli swego. Nikt nie był w stanie upilnować Krasniqiego, który na dodatek położył Akere i precyzyjnym strzałem umieścił piłkę w bramce Ilicia.

Chętnych do obejrzenia meczu na stadionie było trzy razy więcej niż wynosi pojemność łódzkiego obiektu. W końcu obejrzało go 17 894 kibiców.Spotkanie z trybun oglądał trener reprezentacji – Jan Urban.

W 15 kolejce Widzew zagra w Gdańsku z Lechią 8 listopada, o godz. 14.45.

Widzew – Legia 1:1 (0:0)

1:0 – Bergier (66, karny), 1:1 – Krasniqi (85)

Widzew: Ilić – Andreou, Żyro, Visus, Gallapeni – Czyż (80, Hanousek) – Baena (81, Pawłowski), Alvarez, Shehu (90+5, Therkildsen), Fornalczyk (81, Akere) – Bergier (72, Zeqiri)

Widzew w najbardziej prestiżowym meczu ligowej wiosny przegrał z Legią. Niestety, szczególnie do przerwy, nie miał wiele do powiedzenia

Widzew przegrał z Legią w najbardziej prestiżowym meczu wiosny, ku rozpaczy wiernych kibiców (mecz oglądało przy al. Piłsudskiego 17 492 kibiców). Tak sobie myślę, że gdyby trener Sopić był polskim szkoleniowcem, to po takiej fatalnej serii nieudanych spotkań, wyleciałby z hukiem z łódzkiego klubu.

Widzewiacy od początku spotkania pilnowali podstawowego swojego interesu. Nie dać rywalom szansy na stworzenie bramkowej sytuacji. Gdy już mieli piłkę, to mieli ewidentny problem z przeniesieniem jej na połowę Legii. Zostawały pojedyncze szarże, w stylu zerwanych futbolowych koni, tak jak w przypadku Alvareza, który pognał z piłką przez pół boiska, ale stracił ją na 10 metrów przed polem karnym.

Cała ta siermiężna taktyka zdała się psu na budę. Co znaczy dokładne, prostopadłe podanie. Tym razem było to podanie Guala do Morishity. Faktem jest, że na radar krył go Kozlovsky. Dał się wyprzedzić, bał się interweniować ostro w polu karnym i… Japończyk wykorzystał sytuację sam na sam, posyłając piłkę między nogami Gikiewicza.

Widzew starał się siermiężnie przejąć inicjatywę, ale gubiły go niedokładne podania, złe dośrodkowania, w najlepszym razie niecelne strzały. Wściekli łodzianie próbowali odreagować swoją frustrację z powodu nieudanych zagrań na… bandach reklamowych. Tym futbolowym klopsom przyglądali się m.in. były trener – Myśliwiec i legenda klubu – Boniek.

Bezsilność łodzian znów została ukarana. Gikiewicz tak nieudolnie wybijał piłkę, że trafił w Luquinhasa, który dograł piłkę do Guala, a ten tylko dopełnił formalności. Kiks bramkarza na miarę słabego kabaretu.

Po trzech minutach mógł paść, ba powinien paść kontaktowy gol, ale po kiksie Ziókowskiego, w sytuacji sam na sam z Tobiaszem Alvarez posłał piłkę obok słupka. No, po prostu czarna widzewska rozpacz.

Przy gorszym rozdaniu futbolowych kart Widzew mógł przegrywać do przerwy 0:3, ale Gikiewicz tym razem nie zawiódł, broniąc strzał Wszołka. W sumie łatwo i przyjemnie, bez większego wysiłku warszawianie zasłużenie prowadzili.

Na początku drugiej połowy okazało się, że Widzew ma w składzie napastnika. Pokazał się piłkarz Sobol, ale strzelił oczywiście obok słupka. Nadal zatem mamy w Łodzi snajpera bez żadnego strzelonego gola. Drugi – Tupta jest ani gram lepszy. Też ma bramkowe zero na koncie. W odpowiedzi Gaul dwukrotnie(!) przegrał pojedynek sam na sam z Gikiewiczem.

Starał się też poprawić Alvarez, ale umiejętnościami wykazał się Tobiasz, parując piłkę po mocnym strzale nad poprzeczkę. Bodaj pierwsze celne uderzenie łodzian – w 56 minucie.

Kolejne przyniosło bramkę. Sheu strzałem z półwoleja trafił w okienko. Piękny gol na otarcie łez, niestety anulowany po interwencji VAR (tu sędzią był Szymon Marciniak!). Albańczyk był na pozycji spalonej. W doliczonym czasie czerwone kartki ujrzeli Kun i Morishita, ale nie miało to już żadnego znaczenia.

W drugiej połowie Widzew grał lepiej. Inna sprawa, że Legia starała się pilnować wyniku i w sumie odniosła jak najbardziej zasłużone zwycięstwo.

Na koniec 33 ligowej kolejki 19 maja o godz. 19 Widzew podejmie spadkowicza z ekstraklasy – Puszczę Niepołomice. Poradzi sobie ze słabeuszem? Można mieć uzasadnione wątpliwości.

Widzew – Legia 0:2 (0:2)

0:1 – Morishita (17), 0:2 – Gual (34)

Widzew: Gikiewicz – Therkildsen, Żyro, Ibiza (86, Kwiatkowski), Kozlovsky (67, Krajewski) – Hanousek – Sypek (46, Cybulski), Czyż (86, Kerk), Shehu, Alvarez – Sobol (67, Tupta)

Widzew. Miała być próba generalna przed hitem hitów czyli starciem z Legią, a wyszła futbolowa plaża – nie do zaakceptowania!

Maria Stenzel i Mateusz Żyro
Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Miałem nadzieję, przez moment słuszną, że zapowiedź kadrowej rewolucji w Widzewie podziała na piłkarzy mobilizująco, że będą chcieli zrobić wszystko, żeby zostać w Łodzi i grać o coś więcej niż przetrwanie i ligową przeciętność. Pomyliłem się. Gra zespołu się po prostu posypała. Stąd wyniki, jak ten ostatni w Lubinie, które do szewskiej pasji doprowadzają kibiców.

Ale nie tyle wynik, co postawa tzw. profesjonalnych piłkarzy jest nie do zaakceptowania. ­ Wyszliśmy na ten mecz, jakbyśmy byli na plaży, a nie piłkarskim boisku – powiedział trener Zeljko Sopić i miał nie sto, a dwieście procent racji.

A tu już za chwilę najbardziej prestiżowy mecz rundy. 15 maja o godz. 20.30 Widzew podejmie Legię. I z czym wyjdzie na warszawian? Z niczym, skoro próba generalna z Zagłębiem okazała się sportową wpadką?! Jest odrobina nadziei, bowiem w przegranym meczu z Lechem, warszawianie grali tak, jakby uznali, że po zwycięskim Pucharze Polski, sezon się skończył. Może nadal będą w pucharowym letargu?

Fani Widzewa mają rację, żądając rozliczenia działaczy za przeprowadzone w ostatnim czasie transfery. Niewypał gonił niewypał, a szczytem sukcesu było sprowadzenie piłkarza o przeciętnych sportowych możliwościach. Głównego architekta tych transferowych niewypałów pełniącego rolę dyrektora sportowego Tomasza Wichniarka nie ma już w klubie. Ale są w nim ludzie, którzy na to ze spokojem, godnym lepszej sprawy, patrzyli i co gorsza akceptowali.

Jedynym piłkarzem Widzewa trzymającym cały czas poziom, jest ostoja defensywy – Mateusz Żyro. To od niego powinna się zaczynać budowa nowej drużyny, która ma pozytywnie zaskoczyć ligę i kibiców w przyszłym sezonie. Sęk w tym, że Mateusz może zdecydować się na inne sportowe rozwiązanie. Na przykład wybrać grę w Turcji, gdyby tam zmierzała jego życiowa partnerka, srebrna medalistka mistrzostw Polski, siatkarka Maria Stenzel.

Widzew wystąpi w Lubinie w próbie generalnej przed meczem rundy – pojedynkiem z Legią Warszawa na stadionie przy al. Piłsudskiego

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Miał być hitowy mecz z Legią Warszawa, ale go nie było. Dlaczego? Powód był oczywisty. Rywale walczyli o zdobycie Pucharu Polski i go zdobyli. Czy czują się nasyceni i usatysfakcjonowani sezonem do tego stopnia, że teraz nie będą grać na 100 procent.

Szybko się przekonamy, podobnie jak o tym, w jakiej dyspozycji jest Widzew przed meczem z warszawianami (15 maja o godz. 20.30 w Łodzi). Legia 11 maja o godz. 17.30 podejmie Lecha Poznań (ostatnio strzelił osiem bramek Puszczy!), a Widzew 24 godziny wcześniej zagra w Lubinie wciąż niepewnym utrzymania Zagłębiem. Rywale przegrali dwa ostatnie spotkania, w tym derby Dolnego Śląska.

Głośno się mówi, że działacze w Lubinie są coraz bardziej rozczarowani pracą trenera Leszka Ojrzyńskiego. Czy zatem starcie w Lubinie będzie też spotkaniem o posadę? Zagłębie nie jest pewne utrzymania, ale Widzew… też. Śląsk wygrał Zagłębiem 3:1 (honorowego gola zdobył były widzewiak – Adam Radwański, który dał bardzo dobrą zmianę). Wrocławianie mają dziewięć punktów mniej od Widzewa, trzy mecze do rozegrania i mogą jeszcze łodzian wyprzedzić (mają lepszy bilans bezpośrednich meczów).

Czy to jednak jest realne i możliwe? Widzew musiałby przegrać wszystkie cztery mecze, które zostały mu do końca sezonu. Mamy nadzieję, że w Lubinie postawi kropkę nad i, pokazując dobry, skuteczny i zwycięski futbol. Oby pokazali się gracze ofensywni, bo ich statystyki są… mizerne. Widzew latem przede wszystkim będzie szukał napastnika i potrafiących zdobywać gole pomocników.

Co powinno zrobić rywal łodzian . Zagłębie, żeby wygrać? Na oficjalnej stronie klubu Adam Radwański mówi: – Na pewno musimy lepiej wejść w mecz i nie pozwolić przeciwnikowi na tworzenie sytuacji. Nasze pierwsze połowy wyglądają średnio – ostatnio dopiero w drugich się rozkręcamy. Musimy wyglądać tak jak w drugiej części przez całe spotkanie, a wtedy na pewno będzie dużo lepiej. Koncentracja musi być w każdym meczu – niezależnie od tego, w jakiej sytuacji jesteśmy. Teraz musi być jeszcze większa, można powiedzieć. Jednak najważniejsze, że ciągle mamy wszystko w swoich rękach i wszystko zależy od nas. 

Widzew. Sposób na walkę ze sportowym kryzysem to gra dwoma napastnikami?

Imad Rondić Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Dwa ostatnie ligowe mecze Widzewa i dwa po prostu nieudane, które nie przyniosły drużynie choćby punktu. Oczekujemy cały czas, że po okrzepnięciu w ekstraklasowych realiach, nastąpi sportowy wzrost łodzian, tymczasem jest stagnacja, a nawet regres. Wygląda na to, że budowanie zespołu ligowej czołówki na razie nie następuje. Nie ci ludzie, nie takie granie?

Miał być intensywny pressing na przedpolu przeciwnika, śmiały, urozmaicony atak, kończony celnymi strzałami. A co jest? Niestety, granie w jednym, przewidywalnym tempie, proste błędy w defensywie, mało przebojowości i skuteczności. Wrażenie po starciu Legii były lepsze niż po spotkaniu z Górnikiem, ale to tylko wrażenia. Ligowego chleba z tego nie ma!

Czy to się zmieni w najbliższym czasie? Oby, bo tak dalej być nie może. 9 listopada o godz. 17.30 Widzew podejmie Zagłębie Lubin. Nie będzie łatwo. Rywale są na fali po wygraniu derbów Dolnego Śląska 3:0, m.in. po pięknym golu Wdowiaka i uderzeniu z przewrotki – stadiony świata – 18-letniego Reguły . Pierwszą bramkę lubinianie strzelili w… 17 sekundzie.

Said Hamulić Fot. widzew.com

Trener Myśliwiec twierdzi, że jest spory potencjał w graniu dwoma napastnikami: – Mając z przodu takich killerów jak Hamulić i Rondić możemy ugryźć każdą defensywę.

Sęk w tym, że Rondić w starciu w Warszawie był jednym z najsłabszych ogniw łódzkiego zespołu. Zawodził w kluczowych dla napastnika momentach. Szkoleniowiec, żeby coś zmienić, a zmienić trzeba, postawi jednak od początku starcia z zespołem z Lubina na grę dwoma napastnikami?

Trener mówi też o zjawiskach niepokojących: Sami na siebie narzucamy presję. Wyciskamy maksa z tego co mamy. To jest proces, który może być stabilny, ale musi przynosić efekty. Jeśli ktoś tego nie dźwiga, to niech zrezygnuje. Trzeba karmić się dobrą pracą, a nie dobrym słowem. Na ten moment wygrywamy zbyt rzadko w stosunku do naszych oczekiwań.

Ambicje są wielkie, marzenia (także nasze) jeszcze większe. Pytanie jednak czy marzenia mogą zamienić się w sportową rzeczywistość?!

Porażka Widzewa w ligowym klasyku z Legią. Za wrażenia artystyczne w futbolu punktów się nie przyznaje

Widzew czekał na wygraną w stolicy od 27 lat i musi na własne życzenie czekać dalej… Łodzianie mieli inicjatywę, strzelali, ale zwycięskiej bramki nie zdobyli. Legia była natomiast do bólu skuteczna. Cóż, za wrażenia artystyczne w futbolu punktów się nie przyznaje.

Mogło zacząć się znakomicie dla gości. Kerk dograł świetną piłkę w pole karne. Sęk w tym, że Rondić źle ją przyjął i szansa prysła jak bańka mydlana. Widzew miał inicjatywę. Z tego nie ma jednak sukcesów.

Legia pierwszą groźną akcję przeprowadziła prawie po upływie pół godzina. Chodyna uderzając po długim rogu posłał piłkę obok słupka. Trzeci bodaj atak gospodarzy przyniósł im gola. Pierwszy strzał Kapustki zablokował Alvarez, ale przy drugiej próbie najlepszy snajper Legii (5 goli) już się nie pomylił.

Widzew szybko, bardzo szybko, skutecznie odpowiedział. Po strzale Cybulskiego i przejęciu odbitej piłki Alvarez dograł ją podcinką do Kerka, a ten strzałem do pustej bramki z metra czy dwóch zdobył premierowego ligowego gola (miał już na swoim koncie dwa strzelone w Pucharze Polski). Dodajmy, po akcji którą sam zainicjował! Emocji w końcówce pierwszej połowy nie brakowało. W doliczonym czasie strzał głową Morishity z kilku metrów obronił Gikiewcz!

Na początku drugiej połowy dwie szanse miał Rondić ale je zmarnował – raz nie trafił w bramkę (to była 100-procentowa sytuacja!), innym razem w piłkę. W trzeciej doskonałej sytuacji z rzutu wolnego Alvarez trafił w słupek. Z tego wyliczenia jasno wynika, że goście byli bliżsi zdobycia drugiego gola. Trener Legii – Felo tak się denerwował, że ujrzał czwartą już żółtą kartkę. Kolejny mecz (z Lechem w Poznaniu) będzie oglądał z trybun.

Legia próbowała, ale to Widzew był konkretniejszy. W akcji napastników pod poprzeczkę huknął Hamulić, ale Tobiasz odbił piłkę. Szkoda, szkoda, szkoda, że te akcje nie przełożyły się na choćby jedną bramkę.

Takie sytuacje mogą się mścić. Na szczęście piłkę po strzale Vinagre obronił Gikiewicz. Bramkarz Widzewa po kolejnej akcji Legii nic już nie mógł zrobić. Tym razem Vinagre centrował, po nieczystym strzale Celhaka, piłka spadła na głowę Wszołka , który posłał ją do siatki. Spalonego nie było, bo nie pilnował linii spalonego Rondić. I tak się wszystko skończyło. Szkoda…

Kibice Widzewa ostatecznie nie dopingowali swojej drużyny z wysokości trybun. Nie weszli na stadion. W tej sytuacji postanowili mniej więcej po 30 minutach spotkania wracać do Łodzi. 9 listopada o godz. 17.30 Widzew podejmie Zagłębie Lubin.

Legia – Widzew 2:1 (1:1)

1:0 – Kapustka (36), 1:1 – Kerk (41), 2:1 – Wszołek (86, głową)

Widzew: Gikiewicz – Kastrati, Żyro, da Silva, Kozlovsky – Alvarez, Shehu, Kerk (65, Hamulić) – Sypek (65, Gong), Rondić, Cybulski (65, Łukowski)

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑