
Fot. widzew.com
Ciekawe, ilu piłkarzy Widzewa gra w… szachy. Bo futbolową partię szachów w Szczecinie (zwłaszcza do przerwy) rozegrali na swoich zasadach. Kontrolowali własne przedpole odpowiedzialnie i z wyczuciem, przewidując skąd nadchodzi największe zagrożenie. Rywale byli momentami bezradni, nic nie byli w stanie zrobić. Nie dziwi zatem fakt, że drugi raz z rzędułodzianie zagrali na zero z tyłui odnieśli drugie zwycięstwo.
Sprawdza się gra dwoma napastnikami, którzy coraz lepiej rozumieją się na boisku, a umiejętność skutecznej walki w defensywie Sebastiana Bergiera jest wprost bezcenna. Dobrze, że wreszcie ktoś uwierzył, iż kapitana – Bartłomieja Pawłowskiego stać na dużo, dużo więcej niż granie piłkarskich ogonów. Pawłowski rozegrał bodaj najlepszy mecz tej jesieni. Po prostu był wszędzie tam, gdzie być powinien. A jego udział w zwycięskim golu był nie do przecenienia.
Widzew w Szczecinie powinien wygrać zdecydowanie wyżej niż skromne 1:0. Wypracował pięć – sześć bramkowych okazji i tylko denerwujący brak skuteczności sprawił, że ich nie wykorzystał.
Ostatni mecz o punkty w tym roku 6 grudnia o gody. 17.30 Widzew (11 miejsce, 20 zdobytych punktów)zagra w Lubinie z sąsiadem w tabeli – Zagłębiem(22 punkty, 10 miejsce). Zwraca uwagę fakt, że lubinianie strzelili na własnym boisku … 20 bramek, a stracili tylko 8!
Po meczu jeszcze jedno ekscytujące wydarzenie dla łodzian. 10 grudnia w samo południe losowanie 1/4 finału STS Pucharu Polski.












