Rezerwowy Pafka

Tag: widzew porażka (Page 1 of 4)

Po kolejnej antygrze i porażce Widzew bliżej spadku z ekstraklasy niż dalej!

Widzew wrócił do swoich niedawnych zasad: więcej destrukcji niż konstrukcji. I wyszedł na tym, jak Zabłocki na mydle. Przegrał 16 ligowy mecz, dwunasty na obcym boisku i jest bliski spadku z ekstraklasy.

W ataku rywali wystąpił, niechciany w okienku transferowym w Widzewie, były Widzewiak, napastnik – Stępiński oraz pożegnany w Łodzi bez żalu, pomocnik Pięczek.

Mogło się zacząć… pięknie. Po świetnym prostopadłym podaniu Fornalczyka, trzeba powiedzieć wprost, że nie miał szans na gola Alvareza. Strzelał z ostrego kąta w krótki róg bramki pilnowany przez Dziekońskiego. Szkoda, szkoda…

Patrząc w drugą stronę boiska. Czyścił atak Korony Wiśniewski. Tak naprawdę więcej było kopania… się po kostkach niż grania. Z tego wszystkiego wyniknął poważny, kadrowy kłopot dla Widzewa. Czwartą żółtą kartkę w sezonie ujrzał Kornvig i nie zagra w ostatnim spotkaniu.

Widzew, pilnujący defensywy, szukał jednak swojej bramkowej szansy. Po dośrodkowaniu Alvareza, obok słupka główkował Wiśniewski. Potem po dobrym zagraniu Fornalczyka pogubił się Kornvig. Może cały czas rozmyślał o swojej żółtej kartce?!

W drugiej połowie toczyła się nudna, pozbawiona kreacji gra. Trener Vuković mógł tylko drżeć o to, żeby po kolejnych faulach drugiej żółtej kartki nie ujrzeli Shehu i Kornvig. Tymczasem czekała na swoją szansę nic nie grająca Korona i ją dostała. Kapitalnym strzałem z rzutu wolnego pod poprzeczkę z 20 metrów (na wagę utrzymania?!) popisał się Błanik!

Pogubiony, stłamszony psychicznie Widzew mógł stracić drugiego gola, ale Soterious pudłował, to nieprawdopodobne, ale prawdziwe, z czterech metrów. Potem starania Widzewa zdały się psu na budę i skończyło się porażką, która wkrótce może się zamienić w ekstraklasową klęskę!

23 maja o godz. 17.30 Widzew w ostatnim meczu sezonu zagra w Łodzi z z Piastem Gliwice.

Korona Kielce – Widzew 1:0 (0:0)

1:0 – Błanik (61, wolny)

Widzew: Drągowski -Andreou (62, Krajewski), Wiśniewski, Kapuadi, Kozlovsky -Kornvig, Shehu, Alvarez(79, Zeqiri) – Baena(74, Bukari), Bergier, Fornalczyk(74, Selahi)

Ostatnia akcja meczu pogrążyła Widzew. To chyba gwóźdź do ekstraklasowej trumny. Trzeba się szykować na walkę w I lidze!

Wielkiego grania w ligowym klasyku nie było. Raczej wiało nudą. Wydawało się, że padnie nudny remis, ale Legia walczyła do końca. W ostatniej akcji spotkania, po wielkim zamieszaniu w polu karnym gości, Warszawianie zdobyli zwycięskiego gola. To dla Widzewa 15 ligowa porażka, Czy zarazem gwóźdź do ekstraklasowej trumny?!

Zaczęło się źle, a mogło jeszcze gorzej. Już w 3 minucie Legia miała znakomitą bramkową okazję, ale strzał Rajovicia obronił Drągowski. W odpowiedzi tuż obok słupka uderzał Kornvig. Legia powoli, powoli, ale niestety, przejmowała inicjatywę. Łodzianie koncentrowali się na defensywie. Piłka co chwila wracała na przedpole łodzian. Dodatkowa siła przyciągania, czy co?!

Na samym posiadaniu przewagi i inicjatywy się kończyło. Nie było bramkowych akcji (na szczęście!) wojskowych. Nie było niestety szybkich, groźnych kontr gości. W samej końcówce po centrostrzale Alvareza bez trudu piłkę złapał bramkarz gospodarzy. W sumie w pierwszej połowie futbolowego szału nie było.

Bardziej aktywni od piłkarzy byli kibice. Sektorówki, popisy sztucznych ogni (1 maja, a nie w… Sylwestra!). Czy w kierunku takich atrakcji ma zmierzać polska piłka nożna?!

A na boisku główkował Piątkowski – minimalnie obok słupka. W odpowiedzi: po wrzutce Fornalczyka, w boczną siatkę trafił Issac, choć z ostrego kąta mierzył w okienko. Piłkę po strzale Żyry pewnie złapał Hindrich.

To nic. Najgroźniej było po akcji Nsame. Na szczęście jego strzał z 11 metrów został zablokowany. Widzew też chciał coś zrobić, ale Bergier główkował nad poprzeczkę. Jeszcze Adamski główkował tak, żeby piłka trafia w ręce Drągowskiego. Gdy wydawało się, że mecz skończy się nudnym remisem, w ostatniej akcji Łodzianie stracili gola. Rywale wykorzystali totalny chaos, który zapanował w Łódzkim polu karnym. Mamy gwóźdź do ekstraklasowej trumny?!

9 maja o godz. 14.45 Widzew zagra w Łodzi z Lechią Gdańsk.

Legia Warszawa – Widzew 1:0 (0:0)

1:0 – Adamski (90+8)

Widzew: Drągowski -Żyro, Wiśniewski, Kapuadi -Isaac(81, Krajewski), Kornvig, Selahi(81, Baena), Kozlovsky -Alvarez, Fornalczyk(78, Bukari)-Bergier(90+1, Zeqiri)

Wielkie, ligowe rozczarowanie. Po porażce w Radomiu widmo spadku coraz mocniej zagląda Widzewowi w oczy!

Wydawało się, że po samobóju rywali, mamy to czyli bezcenne ligowe zwycięstwo. Nic z tego. W końcówce meczu łodzianie spisali się fatalnie ,dali sobie wbić dwa gole, przegrali i powiedzmy sobie to wprost: są krok od spadku z ekstraklasy!

Trener Vuković postawił na tę samą jedenastkę, która rozpoczęła zwycięski mecz z Termaliką (1:0). Skoro spotkanie z trybun obserwował właściciel Widzewa – Robert Dobrzycki, to goście musieli zacząć to starcie energetycznie i tak się właśnie stało.

Nic jednak z tego nie wynikało, bo strzały były niecelne, albo za słabe. No, może nie licząc uderzenia Bergera (po centrze Alvareza) i udanej interwencji Majchrowicza. Podobnie jak nic nie wynikało z prób organizowania akcji przez gospodarzy, którzy jednak z minuty na minutę mocniej parli do przodu i stawali się niebezpieczni pod polem karnym rywali.

Pudło za pudłem notował na swoim koncie Tapsoba. Gospodarze strzelili gola, ale Lopes zanim w sytuacji sam na sam trafił do siatki, dostał pikę, gdy był na pozycji spalonej.

Drugą połowę rozpoczął strzałem Grzesik, ale Drągowski nie dał się zaskoczyć. Szyba odpowiedź łodzian. W pole karne wpadł dynamiczny Fornalczyk, zagrał do Sheu. Co z tego, skoro ten spudłował. To jednak Radomiak prowadził grę, a goście wyglądali tak, jakby w przerwie przysnęli w szatni i jeszcze się nie obudzili.

Do czasu, do czasu. Widzew czyhał na swoją szansę i gdy ją dostał, to wykorzystał przy pomocy rywali! Strzelał Bergier, po podaniu Isaaca, a samobója na swoim koncie zapisał, próbujący niezbyt udolnie interweniować, Donis.

Widzew miał upilnować bezcenne trzy punkty, ale ich nie upilnował. Kolejny atak gospodarzy i po… wrzucie z autu padła bramka, która przyniosła wyrównanie i zarazem wielkie łódzkie rozczarowanie. W kolejnej groźnej akcji Drągowski zatrzymał piłkę na linii bramkowej. Niestety, w doliczonym czasie w zamieszaniu podbramkowym gospodarze strzelili zwycięskiego gola. To jest po prostu niewybaczalne!

Pierwsza poraża Widzewa pod wodzą trenera Vukovicia. Mecz oglądało 12 163 kibiców, w tym fani Widzewa! 26 kwietnia też o godz. 14.45 Widzew podejmie Motor Lublin.

Radomiak – Widzew 2:1 (0:0)

0:1 – Donic (59, samobójcza), 1:1 – Alves (82), 2:1 – Luquinhas (90+4)

Widzew: Drągowski – Isaac ( 90+5, Żyro), Wiśniewski, Kapuadi, Kozlovsky -Kornvig, Selahi, Shehu (68, Lerager) – Alvarez, Fornalczyk (86, Bukari) – Bergier

Nomen omen – 13 porażka Widzewa. Zależność jest po prostu dołująca i frustrująca: im więcej wydanej kasy, tym gorsza gra i jeszcze gorsze wyniki!

Im dalej w ligowy las, tym gorzej z Widzewem. Po słabym występie łodzianie przegrali w Szczecinie. To nomen omen 13 porażka łodzian, dziewiąta poniesiona na obcym boisku. Takimi schodami jest piekło spadku wybrukowane…

Znak czasów. Mecz rozpoczęło pięciu Polaków – trzech w Widzewie, dwóch w Pogoni. Przejdźmy do spotkania. Znakomitymi odbiorami starał się kontrolować grę Lerager. Na własnym przedpolu dobrymi interwencjami popisywał się Wiśniewski.

Widzew grał coraz śmielej. Strzelali: Bergier (nogą) w ręce bramkarza, Andreou (głową) obok słupka, Bukari (nogą po podaniu… Drągowskiego) w boczną siatkę. Łodzianom starał się zajść za skórę jedynie Grosicki. Powiedzmy sobie wprost: więcej było na boisku walki niż składnego grania.

A w drugiej połowie? Wydawało się, że będzie to takie futbolowe lelum polelum. Tymczasem wystarczył jeden rzut wolny. Po nim było takie zamieszanie i chaos pod polem karnym łodzian, że wykorzystał to najsprytniejszy ze wszystkich – Angielski. Zanim doszło do nieszczęścia świetną interwencją popisał się Drągowski. I co z tego?!

Widzew był w szoku i miał szczęście, bo po dobrej akcji szczecinian, pomylił się Grosicki. Pogoń nabrała wiatru w żagle. Trener Jovicević próbował ratować sytuację zmianami. Opaskę kapitana od Shehu przejął Bergier. O zgrozo, Widzew nie miał żadnego pomysłu, jak skutecznie zaatakować i zagrozić rywalowi.

Obecni na stadionie kibice Widzewa, mówiąc łagodnie, tracili cierpliwość. I trudno im się dziwić. A na boisku od grania ważniejsza była zadyma w doliczonym czasie gry. Posypały się kartki, w tym czerwona dla Acosty za brutalny faul na Leragerze. W ostatnich sekundach spotkania po strzale Krajewskiego piłka otarła się o słupek. Cóż szczęście sprzyja lepszym.

Zależność jest po prostu dołująca i frustrująca: im więcej wydanej kasy, tym gorsza gra. Widmo spadku zagląda Widzewowi w oczy…

Mecz w cioglądało blisko 21 tysięcy kibiców.

3 marca o godz.20.30 STS Puchar Polski, 1/4 finału: GKS Katowice – Widzew, transmisja TVP Sport, 7 marca, godz. 20.15, ekstraklasa: Widzew – Lech Poznań.

Pogoń Szczecin – Widzew 1:0 (0:0)

1:0 – Angielski (58)

Widzew: Drągowski – Isaac (85, Krajewski), Andreou (74, Kapuadi), Wiśniewski, Cheng (85, Kozlovsky) – Bukari, Lerager, Shehu (74, Zeqiri), Alvarez (74, Baena) – Kornvig, Bergier

Naszpikowany milionerami Widzew zamienił ligowe granie w kabaret. Tak dalej być nie może, bo inaczej łodzianie wylądują z hukiem w I lidze!

Nowy, wiosenny, naszpikowany milionerami Widzew, milowymi krokami zmierza do I ligi. Przegrał w ekstraklasie po raz 12, ósmy na obcym boisku, drugi z rzędu po wznowieniu rozgrywek. Trzeba bić na alarm i podejmować radykalne kroki…

Są nowi piłkarze Widzewa. Jest ich siedmiu, kupionych za ciężkie pieniądze. No, to zagrali wszyscy od pierwszej minuty w Katowicach. Jak zagrali? Słabo lub jeszcze… słabiej. Mamy zatem, trwający ciągle, nieudolny proces budowania drużyny Widzewa na żywym organizmie w trakcie ligowych rozgrywek. Łodzianie wychodzą na tym, jak Zabłocki na mydle.

Padający ciągle deszcz ze śniegiem nie ułatwiał grania. Po 20 minutach wielkiej ostrożności, Widzew zdecydował się na kilka chwil śmiałości, czego najbardziej widocznym efektem był niecelny strzał z dystansu Chenga. W sumie najwięcej było wybijania piłki na aferę i ligowej nudy na pudy ze strony łodzian.

Za to rywale byli po prostu konkretni. W ostatniej akcji tej części gry po centrze z rzutu rożnego Nowaka (siódma asysta w sezonie), wyblokowany skutecznie przez partnerów, niepilnowany Klemenz posłał piłkę głową w róg łódzkiej bramki. Nie wiem: śmiać się czy płakać? Zachowanie łodzian godne szkółki niedzielnej dla futbolowych żółtodziobów!

Wreszcie, wreszcie w 46 min była akcja widzewiaków i od razu groźna. Po centrze z rzutu rożnego Bergiera, tuż obok słupka główkował Shehu. W rewanżu zamieszał łodzianami w polu karnym Kowalczyk, ale jego strzał pewnie obronił Drągowski. Równie dobrze spisał się, broniąc uderzenie Wasielewskiego.

Potem była niezbyt interesująca ligowa walka (z fatalnym kiksem Milewskiego w polu karnym – to powinien być drugi gol i kapitalnym uderzeniem z rzutu rożnego Nowaka). Arbiter Kos chciał ratować Widzew, dyktując w doliczonym czasie wymyślony rzut karny, ale VAR (z arbitrem Marciniakiem) nie dopuścił do sędziowskiej kompromitacji.

Jeden piłkarz, były ełkaesiak Kowalczyk, był lepszy od wszystkich grających w polu nowych piłkarzy Widzewa razem wziętych. I to zdanie niech wystarczy za cały komentarz, choć GKS miał więcej dobrych graczy, jak choćby Klemenz czy Wasielewski…

14 lutego o godz. 20.15 kolejne trudne ligowe wyzwanie przed łodzianami. Mecz w Płocku z rewelacją rozgrywek – Wisłą.

GKS Katowice – Widzew 1:0 (1:0)

1:0 – Klemenz (45, głową)

Widzew: Drągowski – Isaac, Wiśniewski, Visus, Cheng – Baena(59, Fornalczyk), Lerager, Shehu(73, Selahi), Bukari – Kornvig(59, Alvarez), Bergier(73, Zeqiri)

Z wielkiej finansowej ofensywy wyszła sportowa… klęska. Ligowa premiera Widzewa to jedna, wielka kompromitacja. Po prostu wstyd!

Miało być wielkie, wiosenne otwarcie. Wyszła sportowa klęska łodzian i wstyd, czego dowodem wyjątkowy pokaz sportowego nieudacznictwa, zwłaszcza nowych piłkarzy. Jeszcze raz okazało się, że pieniądze w piłkę nie grają. Mecz toczył się przy temperaturze -10 C. To zamroziło łodzian, rozgrzało rywali, którzy, co tu kryć, byli o klasę lepsi. Sytuacja Widzewa, który jest w strefie spadkowej, staje się coraz trudniejsza!

Widzew do przerwy to jedno wielkie rozczarowanie. Nie przeprowadził żadnej składnej akcji, za to stracił gola! Jaga nic sobie nie robiła z pressingu łodzian. Współpracy widzewskich napastników po prostu nie było. Rywale skutecznie odcinali ich od podań. Indywidualne akcje zaczepne kończyły się na drugim z broniących rywali. Była łódzka asekuracja, podszyta obawą, w grze defensywnej. I na nic się nie zdała. Ba, okazała się pozorna…

Przy prostej stracie Chenga, Jaga ruszyła z kontrą. Kilka dokładnych podań piłki, pogubieni łodzianie, znakomita asysta Imaza i Drągowski wyciągał piłkę z siatki po strzale Mazurka. No, po prostu łódzka rozpacz.

A mogło być jeszcze gorzej. Dobrze, że egoizm Pululu uratował gospodarzy. Strzał w boczną siatkę, zamiast składnego rozegrania akcji, był rozczarowaniem. Łodzianie, aż przykro było patrzeć, tworzyli zbiór przypadkowych zawodników, a nie zespół z prawdziwego zdarzenia. A nowi piłkarze? Mówiąc łagodnie: kompletnie niewidoczni.

Druga połowa zaczęła się obiecująco. Po znakomitej centrze Bergiera, w stuprocentowej sytuacji Bukari główkował obok słupka. W odpowiedzi Shehu, niczym nieopierzony junior, trafił w polu karnym w nogę Pululu i co? Po analizie VAR jedenastka, którą wykorzystał poszkodowany. Było źle, jest jeszcze gorzej…

W 58 min pierwszy celny strzał łodzian. Akcja rezerwowych. Fornalczyk podał znakomicie, ale nie zanotował asysty, bo Kornviq w doskonałej sytuacji uderzył zbyt łatwo, żeby bramkarz gości miał kłopoty.

Po zejściu Pawłowskiego kapitańską opaskę przejął Shehu. Widzew był coraz bardziej nerwowy i chaotyczny w grze. Tylko łaskawości sędziego Raczkowskiego beznadziejny Lerager zawdzięcza to, że w 65 min nie ujrzał drugiej żółtej czyli czerwonej kartki! A to, gdy Pululu, w walce o piłkę, przechytrzył dwóch graczy gospodarzy, no to po prostu łódzki wstyd.

A potem, to co wyprawiał Cheng w defensywie, nie zdarza się nawet w lidze juniorów. Nic dziwnego, że Widzew stracił trzeciego gola. Patrzenie na to, co wyprawiali gospodarze, było trudne do wytrzymania.

Jedynie pozytywnie grający piłkarz łodzian czyli Fornalczyk został sfaulowany w polu karnym, a potem trwały targi, kto ma wykonywać jedenastki. Shehu się obraził, strzelał Bergier i wykorzystał rzut karny. Tak, na otarcie łez. Suma wszystkich ligowych strachów została jednak z łodzianami.

8 lutego o godz. 17.30 Widzew zagra w Katowicach z GKS, z którym 3 marca o godz. 20.45 (transmisja TVP Sport) zmierzy się też w Katowicach w meczu  1/4 finału  Pucharu Polski.

Widzew – Jagiellonia 1:3 (0:1)

0:1 – Mazurek (36), 0:2 – Pululu (55, karny), 0:3 – Wojtuszek (80), 3:1 – Bergier (89, karny)

Widzew: Drągowski – Krajewski (65, Isaac), Andreou (90, Wiśniewski), Visus, Cheng – Bukari, Lerager, Shehu, Pawłowski (56, Fornalczyk) -Bergier, Zeqiri (56, Kornvig)

Po kiego diabła trener Widzewa Igor Jovicević namieszał w końcówce składem, jak w kotle czarownic i doprowadził do klęski

Fot. widzew.com

Ja po prostu nie rozumiem piłkarskich trenerów. Cały tydzień robią analizy taktyczne swoich piłkarzy i przeciwników. Wydaje mi się, że mają za sobą nieprzespane noce po takim natłoku informacji do przetworzenia, a potem w praniu, w trakcie meczu popełniają błędy na poziomie futbolowego żłobka.

Komputery, bajery wszystkiego na szczęście nie załatwią. Dobry szkoleniowiec musi się wykazać meczowym wyczuciem. Inaczej przegrywa wszystko z kretesem w wydawałoby się wygranym pojedynku. Tak niestety stało się w Lubinie z trenerem Widzewa – Igorem Joviceviciem.

Widzew miał inicjatywę, czuwał nad przebiegiem meczu z Zagłębiem, prowadził 1:0. Kapitan drużyny Bartłomiej Pawłowski kontrolował czujnie, żeby wszystko przebiegało w miarą sprawnie i bez większych wpadek i nagle między 75, a 81 minutą szkoleniowiec dokonał pięciu zmian. Po co i dlaczego to zrobił? Tylko on to wie.

Ostatni mecz roku. Nic nas nie goni, nic nie zmusza do myślenia, co będzie w spotkaniu za trzy dni. Chłopaki trzymają się dzielnie, po co zaburzać ducha gry, strukturę zespołu, dokonywać zmian (bo taka utarła się świecka boiskowa tradycja?!). Na dodatek zdejmować z boiska kapitana, który miał to pod kontrolą. Zaburzyć wszystko, co funkcjonowało, i w efekcie doprowadzić do do boiskowej klęski.

Ja wiem, że jest presja, każdy chce gra, pokazać, że zasługuje na zarabianie większych pieniędzy i to dużo większych, niż średnia krajowa. Grzanie ławy wywołuje tylko stresy, frustracje i psuje atmosferę w szatni, a ta jak wiadomo jest najważniejsza. Ale czy trener, trzymający się tych realiów, wystawi do składu na przykład… mnie, bo robię miny i fumy, że mnie w nim nie ma!?

Ponawiam pytanie z połowy sezonu. Czy naprawdę nie ma w polskiej piłce polskich trenerów, którzy umieją czytać grę, wyciągać z niej korzystne dla drużyny wnioski i potrafią poprowadzić ją do przynajmniej ligowych zwycięstw?!

Wyjazdowy koszmar Widzewa trwa. Łodzianie przegrali po golu straconym w ostatniej akcji meczu!

Wróciły łódzkie, wyjazdowe koszmary koszmarów. Widzew przegrał dziesiąty mecz w sezonie, siódmy na wyjeździe (!) po golu straconym w doliczonym czasie gry, ba, w ostatniej akcji meczu!

Widzew zaczął spotkanie w Lubinie bez kompleksów. Miał inicjatywę. Starał się dzielić i rządzić w drugiej linii Shehu, starał się strzelać Pawłowski. Bergier, próbując trącić piłkę piętą w powietrzu, kopnął rywala. Kocaba musiał opuścić boisko, a miejscowi mieli moc pretensje, że napastnik łodzian ujrzał żółtą, a nie czerwoną kartkę. VAR przyznał rację decyzji arbitra T. Marciniaka.

Do przerwy bramkową sytuację po składnej akcji Baena – Krajewski miał Zeqiri, ale Burić zdołał odbić piłkę. A za chwilę bliski otworzenia wyniku po centrze Pawłowskiego był Żyro. Co się odwlecze to nie uciecze… W doliczonym czasie gry na listę strzelców wpisał się Bergier, płaskim strzałem lewą nogą pokonując Buricia. To dziewiąty gol napastnika w rozgrywkach. Inteligentną asystę zapisał na swoim koncie Krajewski (wycofanie piłki na piąty metr).

W drugiej połowie Widzew pilnował wyniku i szukał zabójczej kontry. Minimalnie pomylił się Shehu. Trafił w poprzeczkę Fornalczyk. W drużynie rywali pomylił się Rocha. Niestety w końcówce gospodarze doprowadzili do wyrównania. Rocha (2 metry wzrostu) pokonał Kikowskiego uderzeniem głową. A potem w szóstej minucie doliczonego czasu gry czarna rozpacz. Za krótko wybił instynktownie piłkę Andreou, dopadł do niej Diaz, nieupilnowany przez Alvareza i Zagłębie mogło cieszyć się ze zwycięstwa. Piłka nożna potrafi być okrutna!

Mecz oglądało 5698 widzów.

Po spotkaniu jeszcze jedno tegoroczne, ekscytujące wydarzenie dla łodzian. 10 grudnia w samo południe losowanie1/4 finału STS Pucharu Polski. W pierwszej ligowej kolejce przyszłego roku Widzew 31 stycznia o godz. 17.30 podejmie Jagiellonię.

Weszło informuje, że na wylocie z Widzewa może być trójka zawodników: Polydefkis Volanakis, Tonio Teklić oraz Pape Meissa Ba. I powiedzmy szczerze, że wielkiego zaskoczenia w tej informacji nie ma. To piłkarze w tej chwili bez znaczenia dla Widzewa.

Zagłębie Lubin – Widzew 2:1 (0:1)

0:1 – Bergier (45 + 5), 1:1 – Rocha (86, głową), 2:1 – (90+6)

Widzew: Kikolski – Krajewski, Andreou, Żyro, Kozlovsky (75, Gallapeni) – Baena, Shehu (84, Klukowski), Czyż (81, Hanousek), Pawłowski(75, Alvarez) – Zeqiri, Bergier(75, Fornalczyk)

Dziewiąta porażka Widzewa. Po fatalnej grze w obronie. Łodzianie kandydatami do… spadku!

W ostatnim meczu u siebie w tym roku Widzew przegrał. Stracił punkty po raz dziewiąty, po raz trzeci na własnym boisku. Po katastrofalnej grze w defensywie i wielkiej futbolowej niemocy. Wyrasta na jednego z kandydatów do… spadku.

Goście wystąpili bez jednego ze swoich najlepszych graczy, kontuzjowanego Błanika (6 goli, 1 asysta), który godnie zastąpił w Kielcach Fornalczyka. W sumie sześć zmian w składzie w porównaniu z ostatnim meczem. W Widzewie bez zmian. Widać, przegranego składu się nie zmienia.

Pojedynek rozpoczął się od efektownej indywidualnej akcji Fornalczyka, którego strzał z trudem obronił bramkarz rywali. Nastąpił jednak klasyczny błąd popełniany ostatnio przez Widzew w defensywie. Krycie w juniorskim stylu sprawiło, że Antonin posłał piłkę z metra do pustej bramki. No, po prostu dramat, a raczej czarna rozpacz.

Potem szanse mieli jedni i drudzy. Widzew chciał odrobić starty, Korona nie zamierzała kurczowo się bronić. Bez efektów. Aktywność Fornalczyka, przy marazmie w grze zespołu w środku pola, kończyła się dla łodzian niczym.

A potem po wrzucie z autu i spóźnionej interwencji w powietrzu, kielczanie łatwo, łatwiutko, za łatwo zdobyli drugiego gola. Nie wiem, śmiać się z tego wszystkiego czy płakać.

Jeden Fornalczyk nie wystarczy, choć ten dwoił się i troił. Były łódzkie szanse. To nie zmienia faktu, że niestety z widzewskiego punktu widzenia było źle, bardzo źle, fatalnie. Nic dziwnego, że gospodarze po pierwszej połowie opuszczali boisku przy burzy gwizdów.

Widzew na początku drugiej połowy był tak zdeterminowany, że… zdobył kontaktowego gola. Przypadkowo, nie da się ukryć. Smolarczyk wybijając piłkę trafił w Shehu i piłka wpadła do siatki.

Euforia trwała krótko. Po świetniej kontrze kielczanie strzelili trzecią bramkę. Sytuacja stała się jeszcze trudniejsza, gdy w 69 min drugą żółtą kartkę czyli czerwoną ujrzał Gallapeni i łodzianie musieli grać w osłabieniu. Nic dziwnego, że nie byli w stanie nic zrobić i przegrali.

28 listopada o godz. 18 Widzew zagra z Piastem w Gliwicach, który pewnie (choć przy pomocy bramkarza rywali) pokonał w Częstochowie Raków 3:1. Łodzianie zagrają bez wykartkowanego Fornalczyka.

Widzew – Korona Kielce 1:3 (0:2)

0:1 – Antonin (19), 0:2 – Sotiriou, (35, głową), 1:2 – Shehu (49), 1:3 – Davidović (58)

Widzew: Ilić – Andreou (90 Klukowski), Visus, Żyro, Gallapeni – Alvarez (71, Teklić), Czyż (71, Pawłowski), Shehu -Baena (79, Kozlovsky), Bergier (79, Zeqiri), Fornalczyk

Czarna wyjazdowa rozpacz Widzewa. Szósta ligowa porażka na obcym boisku. Nie mogło być inaczej, skoro marnuje się 200-procentowe sytuacje!

Widzew przegrał szósty mecz na obcym boisku, choć przez długie minuty, był lepszą drużyną. Ale skoro łodzianie marnowali nawet 200-procentowe sytuacje, to musiało się to źle dla nich skończyć.

Widzew mógł zacząć mecz komfortowo, ale po szybkiej, składnej akcji Baeny z Alvarezem, wycofaniu piłki na 14 metr, niepilnowany Shehu strzelił niestety obok słupka.

Łodzianie mieli kolejną szansę i trudno zrozumieć, dlaczego na tablicy nadal widniał wynik 0:0. Baena niby zrobił wszystko, co powinien. Przerzucił piłkę nad bramkarzem, minął obrońcę, miał przed sobą pustą bramkę i… Uderzył, no raczej pchnął, z dwóch metrów piłkę tak nieudolnie, że ta zanim wtoczyła się do bramki, została wybita przez gospodarzy. Niezwykłe, niesamowite, ale prawdziwe. Takie historie tylko w futbolu.

Do trzech razy sztuka? No, nie tym razem. Czyż zza pola karnego strzelił obok słupka. Gospodarze do przerwy nie mieli choć jednej, tak wyrazistej bramkowej okazji.

Co się odwlecze, to nie uciecze. W drugiej połowie po dobrym prostopadły zagraniu Shehu w uliczkę, Bergier, jak na snajpera z prawdziwego zdarzenia przystało, posłał mocną piłkę pod poprzeczkę. To siódmy gol napastnika w rozgrywkach. Szkoda, że Bergier nie poszedł za ciosem. Siedem minut później, będąc w dogodnej sytuacji, uderzając po długim słupku, minimalnie się pomylił.

Niestety, niewykorzystane sytuacje się mszczą. Pierwsza naprawdę groźna akcja gospodarzy przyniosła im gola. Znakomite podanie wykorzystał snajper Lechii – Bobcek. Oj, trzeba go było lepiej pilnować, bo celnie strzelać potrafi. Inna sprawa, że zachowanie obrońców w tej sytuacji dziecinne niefrasobliwe. Bez pieczołowitego krycia nie ma futbolowego życia. A o tym zapomniał Gallapeni.

Potem, to co już w tym meczu było. tym razem minimalnie pomylił się Czyż. Po długiej przerwie… na walkę z dymem, który zawisła nad stadionem na skutek odpalenia rac, najbardziej rozkojarzeni okazali się obrońcy Widzewa. Najpierw pozwolili na dośrodkowanie, a potem na celny strzał głową Bobceka. To jego dziewiąte trafienie w rozgrywkach, dające trzy punkty gospodarzom.

Czarna, łódzka wyjazdowa rozpacz. Łodzianie takiego napastnika nie mieli. Gdy wszedł Zeqiri zamiast w dobrej sytuacji trafić w piłkę kopnął z przewrotki w… rywala. Nie wiem, śmiać się czy płakać.

Mecz oglądało 14467 kibiców.

W następnej kolejce po reprezentacyjnej przerwie Widzew 22 listopada o godz. 17.30 podejmie Koronę Kielce.

Lechia Gdańsk – Widzew 2:1 (0:0)

0:1 – Bergier (50), 1:1 – Bobcek (59), 2:1 – Bobcek (90+6, głową)

Widzew: Ilić – Andreou, Visus, Żyro, Gallapeni (67, Kozlovsky) – Alvarez (77, Teklić), Czyż (90+7, Zeqiri), Shehu – Baena (77, Ba), Bergier, Fornalczyk (67, Akere)

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑