
I tylko kibiców żal… Fot. Martyna Kowalska, widzew.com
Gdy czytam takie zapewnienia, że wiosną Widzew idzie po kolejnych piłkarzy, to dreszcz grozy przebiega mi po plecach. Ta futbolowa farsa czy opera mydlana ma nie mieć końca?! Stary chłop jestem, w futbolu widziałem nieomal wszystko, a jednak trudno mi zrozumieć to, co się dzieje dziś. Czy to wielkie pieniądze odbierają zdroworozsądkowe myślenie, zabijają ambicje i motywacje?
Uprawiałem sport na półamatorskim poziomie, ale trening był dla mnie przyjemnością, a kolejny mecz wyzwaniem i przygodą. To uprawianie sportu potem nieoczekiwanie przydało się w życiu, ale to już inna historia.
Wracając do motywacji. Gdybym ja był piłkarzem Widzewa, to walczyłbym za dwóch. Wszak niczego mi nie brakuje: pieniędzy zapewniających godną sportową starość, dopingu pełnych trybun i adrenaliny związanych z kolejnymi futbolowymi wyzwaniami. A tymczasem wychodzi tak: bez serc, bez ducha… Słabo, słabiusieńko. Nijakie ligowe mecze, które przegrywa się, o zgrozo, w doliczonym czasie gry.
Bartłomiej Drągowski ma dwieście procent racji, gdy mówi: – Znowu wyglądało to tragicznie. Nie chcę zabrzmieć dziwnie, ale odkąd tu jestem, mówimy o przełamaniu. Rozmawiamy tak od stycznia, że musimy się obudzić. Jestem zdenerwowany, nie chcę przeklinać, bo nie jestem w stanie znaleźć rozwiązania.
Ja też jestem w kropce, w zaklętym kręgu niemocy. Też po prostu nie wiem, dlaczego tak jest i co zrobić, żeby tak nie było, Bo to co jest, to po prostu Łódzka, piłkarska kompromitacja i już.
A tymczasem przed Widzewem kolejne trudne, a przy tym prestiżowe wyzwania. Pojedynek w Łodzi z Wisłą Kraków już 16 października o godz. 20.30. A 23 października też o godz. 20.30, też w Łodzi, spotkanie z Górnikiem Zabrze!









