Rezerwowy Pafka

Tag: widzew porażka (Page 1 of 5)

Kolejna porażka Widzewa. Nie trzeba wydawać milionów. 18-latek podawał do 20-latka i rezerwowi dali Koronie awans w Pucharze Polski

Korona przystępowała do pucharowej potyczki mając za sobą passę sześciu zwycięstw w meczach z Widzewem. I ku rozpaczy Łodzian wygrała po raz siódmy! W tym sezonie Widzew nie był w stanie zdobyć trzech punktów na własnym boisku.

Powinno się zacząć od prowadzenia gości. Szczęście i przypadek pomogły uchronić się Widzewowi od wpadki już w 5 minucie spotkania. Centrował Fassbender, odbił piłkę Kapuadi, co sprawiło, że nie zdołał metr czy dwa od bramki dobrze uderzyć jej Stępiński.

Odpowiedź Łodzian przyszła 13 minut później, ale Berger trafił w słupek. Wrzucał piłkę Garcia, przedłużył ją głową Wiśniewski i po tym stałym fragmencie gry o mały włos, a cieszyliby się gospodarze.

To był impuls. Widzew osiągnął przewagę, miał sytuację i mógł… stracić gola. Kontra Korony mogła być zabójcza, ale wychodzącego na czystą pozycję Jakubczyka dogonił i znakomicie zatrzymał zdeterminowany Fornalczyk. W odpowiedzi Biuk trafił w słupek. Do siatki posłał piłkę przy dobitce Berger, ale był na pozycji spalonej.

Widzewowi do przerwy, jak świeżego powietrza, brakowało kreatywnej gry drugiej linii, tak w środkowej strefie, jak i na prawej stronie boiska.

W pierwszej groźnej akcji po przerwie dynamiczna atak Fornalczyka przyniósł tylko rzut rożny. W odpowiedzi Wiśniewski uprzedził szykującego się do przejęcia piłki tuż przed bramką Stępińskiego. Tuż po wejściu na boisko Świderski strzelił z rzutu wolnego minimalnie obok słupka.

Nie trzeba wydawać milionów. 18-latek podawał do 20-latka i rezerwowi dali prowadzenie gościom. To był pierwszy i jedyny celny strzał Korony w tym spotkaniu. A to jak zachował się w defensywie Alvarez, woła o pomstę do nieba. Dla formalności: podawał Ciszek, a Bąk uderzeniem głową uprzedził Łódzkich obrońców.

Widzew chciał szybko odrobić straty, ale Bergier znów trafił w słupek. Potem interwencją na refleks popisał się Mamla. Na dodatek stopował akcje gospodarzy świetnymi interwencjami Mosór. W doliczonym czasie Widzew pokazywał jedynie swoją bezradność. Rozczarował, przegrał i odpadł z Pucharu Polski.

Mecz oglądało 15578 kibiców

5 września o godz. 14.45 ligowy mecz w Łodzi Widzewa z Radomiakiem.

Puchar Polski

Widzew – Korona Kielce 0:1 (0:0)

0:1 – Bąk (73, głową)

Widzew: Ilić – Krajewski, Wiśniewski, Kapuadi, Garcia – Selahi (64, Świderski) – Fornalczyk, Kornvig (80, Males), Alvarez, Biuk (64, Papanikolaou) – Bergier

Widzew przegrywał już 0:2 z mistrzem Polski. Odrobił straty i…poległ w ostatniej akcji meczu po fatalnym błędzie swojego bramkarza

Łodzianie szukali pierwszego zwycięstwa w sezonie na… swoim boisku. Bez Wiśniewskiego (kartka) i Shehu (kontuzja). Niestety doznali drugiej porażki (pierwszej z Koroną), choć odrobili dwubramkową stratę w meczu z mistrzem Polski. Co z tego, skoro stracili decydującego gola w doliczonym czasie gry. W ostatniej akcji meczu, po fatalnym błędzie jednego ze swoich liderów – bramkarza Drągowskiego!

Zaczęło się fatalnie. Pierwsza groźna akcja gości przyniosła im gola. Walemark ujawnił szybkościowe braki Garcii, wyprzedził go, dograł dokładnie do Kozubala, a ten niepilnowany na jedenastym metrze(!) strzałem po długim rogu dał prowadzenie Poznaniakom.

Nie można powiedzieć, Widzew starał się odrobić straty. Ale bez efektu. Starał się za dwóch Fornalczyk, ale z kim miał grać, skoro partnerzy marnowali jego podania?! Skoro Widzew nie potrafił odrobić strat, to kontrę wykorzystali rywale. Znów Walemark był nie do zatrzymania, a gola z ostrego kąta zdobył Sayyadmanesh. Pytanie, bez odpowiedzi, dlaczego nikt pieczołowicie nie pilnował najlepszego piłkarza gości, dając mu tyle miejsca i czasu do robienia futbolowej zadymy.

Wydawało się przez moment, że jest pozamiatane, ale Widzew się nie poddawał i szybko zdobył kontaktowego gola. Fornalczyk wykorzystał błąd Pereiery (chciał zagrywać piłkę głową do bramkarza), przejął futbolówkę, spod linii końcowej dograł idealnie do Świderskiego, a ten posłał piłkę do pustej bramki. To jego pierwszy gol w ekstraklasie od… 2808 dni. Potem niby Widzew nadal się starał, ale na bohatera wyrósł Drągowski, który popisał się dwoma znakomitymi interwencjami.

Na początku drugiej połowy bramkarz Widzewa popisał się kiksem, który mógł przynieść gola rywalom, ale… Zdążył wrócić i obronić słaby strzał Agnero. Jak się nie zdobywa takich bramek, to się je traci. Sprawiedliwości stało się zadość. Na listę strzelców wpisał się najlepszy Widzewiak czyli Fornalczyk. Czy po świetnym zagraniu Kapuadiego, miał to być strzał czy podanie przed bramkę, to bez znaczenia, ważne że piłka wpadła do siatki.

Potem więcej z gry meli goście, ale gol dla nich nie padł, w dużej mierze dzięki Drągowskiemu (fenomenalnie obronił strzał Palmy). Za to ambicja Łodzian mogła zostałć sowicie nagrodzona. W doliczonym czasie gry w polu karnym Szymczak faulował Żyrę, ale po analizie VAR jedenastki nie było. Odgwizdano spalonego!

Niestety, w ostatniej akcji meczu kropkę nad i postawili goście, po fatalnym błędzie Drągowskiego, który nie zrozumiał się z Krajewskim. Stracił piłkę, a Luis Palma posłał ją z 25 metrów do pustej bramki. Czarna rozpacz.

Mecz oglądało 17555 kibiców.

7. kolejka: Widzew Łódź – Radomiak Radom, sobota, 5 września, godz. 14.45. Wcześniej Puchar Polski: 2 września o godz. 20.30 Widzew podejmie Koronę Kielce.

Widzew Łódź – Lech Poznań 2:3 (1:2)

0:1 – Kozubal (6), 0:2 – Sayyadmanesh (22), 1:2 – Świderski (27), 2:2 – Fornalczyk (53), 2:3 – Luis Palma (90+6)

Widzew  Drągowski – Krajewski, Żyro, Kapuadi, García – Baena, Alvarez (88, Klukowski), Selahi, Kornvig (70, Papanikolaou), Fornalczyk (81, Biuk) – Świderski (70, Bergier)

Zmora zmór. Widzew przegrał z Koroną. Aleksandar Vuković: – Nie zrobiliśmy wystarczająco dużo, żeby wygrać to spotkanie i przeciwnik to wykorzystał

Widzew po raz ostatni przegrał u siebie w styczniu. Od tamtej pory zanotował pięć zwycięstw i trzy remisy. I… zmora zmór dopadła znów Łodzian. Na triumf nad Koroną czekali od kwietnia 2024 roku i się nie doczekali. Przegrali 1:2. Szósta z rzędu wygrana Kielczan stała się faktem!

Lepsze jest wrogiem dobrego. Po co trener dokonywał roszad w składzie, po co mieszał w defensywie, najbardziej czułej z czułych formacji? Wyszedł na tym, podobnie jak cały zespół, jak Zabłocki na mydle. Przykre doświadczenie, pokazujące Widzewowi miejsce w szyku. Na wybicie się na wielkość na razie chyba za wcześnie. Trzeba znów, jak w minionym sezonie, myśleć o zabezpieczeniu tyłów, bo inaczej może się to znów skończyć dramatyczną walką o utrzymanie.

Trener Aleksandar Vuković: – Niestety, zamiast kroku do przodu zrobiliśmy coś odwrotnego. Nie tego się spodziewaliśmy i to nie jest do zaakceptowania. Początek, dwadzieścia pierwszych minut, było na najlepszym poziomie u nas w tym sezonie, ale to było za mało.

Przeciwnik strzelił dwa gole ze stałych fragmentów i to nie powinno się przydarzyć. Pojawiła się chwila nerwowości w tych sytuacjach. Zabrakło nam odpowiednich reakcji. Szybko stracone prowadzenie wprowadziło nerwowość w naszej grze.

Nie zrobiliśmy wystarczająco dużo, żeby wygrać to spotkanie i przeciwnik to wykorzystał. My nie możemy stracić wiary w siebie, bo były fragmenty i momenty gry, gdy pokazaliśmy się dobrze.

Jeżeli chodzi o Mario Garcię, to zagrał bardzo dobry mecz i dał dużo z siebie i zwyczajnie na koniec zabrakło sił. Dlatego zszedł z boiska, żeby nie doznał urazu. Jeśli chodzi o Jusufa Gazibegovica, to musimy poczekać na badania, ale na pewno czeka go kilka dni przerwy.

Korona ma dużo jakości, zwłaszcza w środku pola. W pierwszych minutach pressing z naszej strony był skuteczny. Analizowaliśmy nasz mecz w Białymstoku i tak zagraliśmy. Szkoda tego początku spotkania, bo szybko zdobyliśmy bramkę i mieliśmy szanse na dwie kolejne.

5. kolejka PKO BP Ekstraklasy: Śląsk Wrocław – Widzew Łódź, sobota, 22 sierpnia, godz. 20:15

Widzew – Korona Kielce 1:2 (1:2)

1:0 – Kapuadi ( (8), 1:1 – Fassbender (8), 1:2 – 26. Fassbender (26)

Widzew: Drągowski – Gazibegović (44, Krajewski), Wiśniewski, Kapuadi, García (84, Boia) – Fornalczyk (46, Baena), Shehu, Kornvig (71 ,Akere), Alvarez (84, Selahi) – Świderski, Bergier

Ostatnia akcja meczu pogrążyła Widzew. To chyba gwóźdź do ekstraklasowej trumny. Trzeba się szykować na walkę w I lidze!

Wielkiego grania w ligowym klasyku nie było. Raczej wiało nudą. Wydawało się, że padnie nudny remis, ale Legia walczyła do końca. W ostatniej akcji spotkania, po wielkim zamieszaniu w polu karnym gości, Warszawianie zdobyli zwycięskiego gola. To dla Widzewa 15 ligowa porażka, Czy zarazem gwóźdź do ekstraklasowej trumny?!

Zaczęło się źle, a mogło jeszcze gorzej. Już w 3 minucie Legia miała znakomitą bramkową okazję, ale strzał Rajovicia obronił Drągowski. W odpowiedzi tuż obok słupka uderzał Kornvig. Legia powoli, powoli, ale niestety, przejmowała inicjatywę. Łodzianie koncentrowali się na defensywie. Piłka co chwila wracała na przedpole łodzian. Dodatkowa siła przyciągania, czy co?!

Na samym posiadaniu przewagi i inicjatywy się kończyło. Nie było bramkowych akcji (na szczęście!) wojskowych. Nie było niestety szybkich, groźnych kontr gości. W samej końcówce po centrostrzale Alvareza bez trudu piłkę złapał bramkarz gospodarzy. W sumie w pierwszej połowie futbolowego szału nie było.

Bardziej aktywni od piłkarzy byli kibice. Sektorówki, popisy sztucznych ogni (1 maja, a nie w… Sylwestra!). Czy w kierunku takich atrakcji ma zmierzać polska piłka nożna?!

A na boisku główkował Piątkowski – minimalnie obok słupka. W odpowiedzi: po wrzutce Fornalczyka, w boczną siatkę trafił Issac, choć z ostrego kąta mierzył w okienko. Piłkę po strzale Żyry pewnie złapał Hindrich.

To nic. Najgroźniej było po akcji Nsame. Na szczęście jego strzał z 11 metrów został zablokowany. Widzew też chciał coś zrobić, ale Bergier główkował nad poprzeczkę. Jeszcze Adamski główkował tak, żeby piłka trafia w ręce Drągowskiego. Gdy wydawało się, że mecz skończy się nudnym remisem, w ostatniej akcji Łodzianie stracili gola. Rywale wykorzystali totalny chaos, który zapanował w Łódzkim polu karnym. Mamy gwóźdź do ekstraklasowej trumny?!

9 maja o godz. 14.45 Widzew zagra w Łodzi z Lechią Gdańsk.

Legia Warszawa – Widzew 1:0 (0:0)

1:0 – Adamski (90+8)

Widzew: Drągowski -Żyro, Wiśniewski, Kapuadi -Isaac(81, Krajewski), Kornvig, Selahi(81, Baena), Kozlovsky -Alvarez, Fornalczyk(78, Bukari)-Bergier(90+1, Zeqiri)

Wielkie, ligowe rozczarowanie. Po porażce w Radomiu widmo spadku coraz mocniej zagląda Widzewowi w oczy!

Wydawało się, że po samobóju rywali, mamy to czyli bezcenne ligowe zwycięstwo. Nic z tego. W końcówce meczu łodzianie spisali się fatalnie ,dali sobie wbić dwa gole, przegrali i powiedzmy sobie to wprost: są krok od spadku z ekstraklasy!

Trener Vuković postawił na tę samą jedenastkę, która rozpoczęła zwycięski mecz z Termaliką (1:0). Skoro spotkanie z trybun obserwował właściciel Widzewa – Robert Dobrzycki, to goście musieli zacząć to starcie energetycznie i tak się właśnie stało.

Nic jednak z tego nie wynikało, bo strzały były niecelne, albo za słabe. No, może nie licząc uderzenia Bergera (po centrze Alvareza) i udanej interwencji Majchrowicza. Podobnie jak nic nie wynikało z prób organizowania akcji przez gospodarzy, którzy jednak z minuty na minutę mocniej parli do przodu i stawali się niebezpieczni pod polem karnym rywali.

Pudło za pudłem notował na swoim koncie Tapsoba. Gospodarze strzelili gola, ale Lopes zanim w sytuacji sam na sam trafił do siatki, dostał pikę, gdy był na pozycji spalonej.

Drugą połowę rozpoczął strzałem Grzesik, ale Drągowski nie dał się zaskoczyć. Szyba odpowiedź łodzian. W pole karne wpadł dynamiczny Fornalczyk, zagrał do Sheu. Co z tego, skoro ten spudłował. To jednak Radomiak prowadził grę, a goście wyglądali tak, jakby w przerwie przysnęli w szatni i jeszcze się nie obudzili.

Do czasu, do czasu. Widzew czyhał na swoją szansę i gdy ją dostał, to wykorzystał przy pomocy rywali! Strzelał Bergier, po podaniu Isaaca, a samobója na swoim koncie zapisał, próbujący niezbyt udolnie interweniować, Donis.

Widzew miał upilnować bezcenne trzy punkty, ale ich nie upilnował. Kolejny atak gospodarzy i po… wrzucie z autu padła bramka, która przyniosła wyrównanie i zarazem wielkie łódzkie rozczarowanie. W kolejnej groźnej akcji Drągowski zatrzymał piłkę na linii bramkowej. Niestety, w doliczonym czasie w zamieszaniu podbramkowym gospodarze strzelili zwycięskiego gola. To jest po prostu niewybaczalne!

Pierwsza poraża Widzewa pod wodzą trenera Vukovicia. Mecz oglądało 12 163 kibiców, w tym fani Widzewa! 26 kwietnia też o godz. 14.45 Widzew podejmie Motor Lublin.

Radomiak – Widzew 2:1 (0:0)

0:1 – Donic (59, samobójcza), 1:1 – Alves (82), 2:1 – Luquinhas (90+4)

Widzew: Drągowski – Isaac ( 90+5, Żyro), Wiśniewski, Kapuadi, Kozlovsky -Kornvig, Selahi, Shehu (68, Lerager) – Alvarez, Fornalczyk (86, Bukari) – Bergier

Nomen omen – 13 porażka Widzewa. Zależność jest po prostu dołująca i frustrująca: im więcej wydanej kasy, tym gorsza gra i jeszcze gorsze wyniki!

Im dalej w ligowy las, tym gorzej z Widzewem. Po słabym występie łodzianie przegrali w Szczecinie. To nomen omen 13 porażka łodzian, dziewiąta poniesiona na obcym boisku. Takimi schodami jest piekło spadku wybrukowane…

Znak czasów. Mecz rozpoczęło pięciu Polaków – trzech w Widzewie, dwóch w Pogoni. Przejdźmy do spotkania. Znakomitymi odbiorami starał się kontrolować grę Lerager. Na własnym przedpolu dobrymi interwencjami popisywał się Wiśniewski.

Widzew grał coraz śmielej. Strzelali: Bergier (nogą) w ręce bramkarza, Andreou (głową) obok słupka, Bukari (nogą po podaniu… Drągowskiego) w boczną siatkę. Łodzianom starał się zajść za skórę jedynie Grosicki. Powiedzmy sobie wprost: więcej było na boisku walki niż składnego grania.

A w drugiej połowie? Wydawało się, że będzie to takie futbolowe lelum polelum. Tymczasem wystarczył jeden rzut wolny. Po nim było takie zamieszanie i chaos pod polem karnym łodzian, że wykorzystał to najsprytniejszy ze wszystkich – Angielski. Zanim doszło do nieszczęścia świetną interwencją popisał się Drągowski. I co z tego?!

Widzew był w szoku i miał szczęście, bo po dobrej akcji szczecinian, pomylił się Grosicki. Pogoń nabrała wiatru w żagle. Trener Jovicević próbował ratować sytuację zmianami. Opaskę kapitana od Shehu przejął Bergier. O zgrozo, Widzew nie miał żadnego pomysłu, jak skutecznie zaatakować i zagrozić rywalowi.

Obecni na stadionie kibice Widzewa, mówiąc łagodnie, tracili cierpliwość. I trudno im się dziwić. A na boisku od grania ważniejsza była zadyma w doliczonym czasie gry. Posypały się kartki, w tym czerwona dla Acosty za brutalny faul na Leragerze. W ostatnich sekundach spotkania po strzale Krajewskiego piłka otarła się o słupek. Cóż szczęście sprzyja lepszym.

Zależność jest po prostu dołująca i frustrująca: im więcej wydanej kasy, tym gorsza gra. Widmo spadku zagląda Widzewowi w oczy…

Mecz w cioglądało blisko 21 tysięcy kibiców.

3 marca o godz.20.30 STS Puchar Polski, 1/4 finału: GKS Katowice – Widzew, transmisja TVP Sport, 7 marca, godz. 20.15, ekstraklasa: Widzew – Lech Poznań.

Pogoń Szczecin – Widzew 1:0 (0:0)

1:0 – Angielski (58)

Widzew: Drągowski – Isaac (85, Krajewski), Andreou (74, Kapuadi), Wiśniewski, Cheng (85, Kozlovsky) – Bukari, Lerager, Shehu (74, Zeqiri), Alvarez (74, Baena) – Kornvig, Bergier

Naszpikowany milionerami Widzew zamienił ligowe granie w kabaret. Tak dalej być nie może, bo inaczej łodzianie wylądują z hukiem w I lidze!

Nowy, wiosenny, naszpikowany milionerami Widzew, milowymi krokami zmierza do I ligi. Przegrał w ekstraklasie po raz 12, ósmy na obcym boisku, drugi z rzędu po wznowieniu rozgrywek. Trzeba bić na alarm i podejmować radykalne kroki…

Są nowi piłkarze Widzewa. Jest ich siedmiu, kupionych za ciężkie pieniądze. No, to zagrali wszyscy od pierwszej minuty w Katowicach. Jak zagrali? Słabo lub jeszcze… słabiej. Mamy zatem, trwający ciągle, nieudolny proces budowania drużyny Widzewa na żywym organizmie w trakcie ligowych rozgrywek. Łodzianie wychodzą na tym, jak Zabłocki na mydle.

Padający ciągle deszcz ze śniegiem nie ułatwiał grania. Po 20 minutach wielkiej ostrożności, Widzew zdecydował się na kilka chwil śmiałości, czego najbardziej widocznym efektem był niecelny strzał z dystansu Chenga. W sumie najwięcej było wybijania piłki na aferę i ligowej nudy na pudy ze strony łodzian.

Za to rywale byli po prostu konkretni. W ostatniej akcji tej części gry po centrze z rzutu rożnego Nowaka (siódma asysta w sezonie), wyblokowany skutecznie przez partnerów, niepilnowany Klemenz posłał piłkę głową w róg łódzkiej bramki. Nie wiem: śmiać się czy płakać? Zachowanie łodzian godne szkółki niedzielnej dla futbolowych żółtodziobów!

Wreszcie, wreszcie w 46 min była akcja widzewiaków i od razu groźna. Po centrze z rzutu rożnego Bergiera, tuż obok słupka główkował Shehu. W rewanżu zamieszał łodzianami w polu karnym Kowalczyk, ale jego strzał pewnie obronił Drągowski. Równie dobrze spisał się, broniąc uderzenie Wasielewskiego.

Potem była niezbyt interesująca ligowa walka (z fatalnym kiksem Milewskiego w polu karnym – to powinien być drugi gol i kapitalnym uderzeniem z rzutu rożnego Nowaka). Arbiter Kos chciał ratować Widzew, dyktując w doliczonym czasie wymyślony rzut karny, ale VAR (z arbitrem Marciniakiem) nie dopuścił do sędziowskiej kompromitacji.

Jeden piłkarz, były ełkaesiak Kowalczyk, był lepszy od wszystkich grających w polu nowych piłkarzy Widzewa razem wziętych. I to zdanie niech wystarczy za cały komentarz, choć GKS miał więcej dobrych graczy, jak choćby Klemenz czy Wasielewski…

14 lutego o godz. 20.15 kolejne trudne ligowe wyzwanie przed łodzianami. Mecz w Płocku z rewelacją rozgrywek – Wisłą.

GKS Katowice – Widzew 1:0 (1:0)

1:0 – Klemenz (45, głową)

Widzew: Drągowski – Isaac, Wiśniewski, Visus, Cheng – Baena(59, Fornalczyk), Lerager, Shehu(73, Selahi), Bukari – Kornvig(59, Alvarez), Bergier(73, Zeqiri)

Z wielkiej finansowej ofensywy wyszła sportowa… klęska. Ligowa premiera Widzewa to jedna, wielka kompromitacja. Po prostu wstyd!

Miało być wielkie, wiosenne otwarcie. Wyszła sportowa klęska łodzian i wstyd, czego dowodem wyjątkowy pokaz sportowego nieudacznictwa, zwłaszcza nowych piłkarzy. Jeszcze raz okazało się, że pieniądze w piłkę nie grają. Mecz toczył się przy temperaturze -10 C. To zamroziło łodzian, rozgrzało rywali, którzy, co tu kryć, byli o klasę lepsi. Sytuacja Widzewa, który jest w strefie spadkowej, staje się coraz trudniejsza!

Widzew do przerwy to jedno wielkie rozczarowanie. Nie przeprowadził żadnej składnej akcji, za to stracił gola! Jaga nic sobie nie robiła z pressingu łodzian. Współpracy widzewskich napastników po prostu nie było. Rywale skutecznie odcinali ich od podań. Indywidualne akcje zaczepne kończyły się na drugim z broniących rywali. Była łódzka asekuracja, podszyta obawą, w grze defensywnej. I na nic się nie zdała. Ba, okazała się pozorna…

Przy prostej stracie Chenga, Jaga ruszyła z kontrą. Kilka dokładnych podań piłki, pogubieni łodzianie, znakomita asysta Imaza i Drągowski wyciągał piłkę z siatki po strzale Mazurka. No, po prostu łódzka rozpacz.

A mogło być jeszcze gorzej. Dobrze, że egoizm Pululu uratował gospodarzy. Strzał w boczną siatkę, zamiast składnego rozegrania akcji, był rozczarowaniem. Łodzianie, aż przykro było patrzeć, tworzyli zbiór przypadkowych zawodników, a nie zespół z prawdziwego zdarzenia. A nowi piłkarze? Mówiąc łagodnie: kompletnie niewidoczni.

Druga połowa zaczęła się obiecująco. Po znakomitej centrze Bergiera, w stuprocentowej sytuacji Bukari główkował obok słupka. W odpowiedzi Shehu, niczym nieopierzony junior, trafił w polu karnym w nogę Pululu i co? Po analizie VAR jedenastka, którą wykorzystał poszkodowany. Było źle, jest jeszcze gorzej…

W 58 min pierwszy celny strzał łodzian. Akcja rezerwowych. Fornalczyk podał znakomicie, ale nie zanotował asysty, bo Kornviq w doskonałej sytuacji uderzył zbyt łatwo, żeby bramkarz gości miał kłopoty.

Po zejściu Pawłowskiego kapitańską opaskę przejął Shehu. Widzew był coraz bardziej nerwowy i chaotyczny w grze. Tylko łaskawości sędziego Raczkowskiego beznadziejny Lerager zawdzięcza to, że w 65 min nie ujrzał drugiej żółtej czyli czerwonej kartki! A to, gdy Pululu, w walce o piłkę, przechytrzył dwóch graczy gospodarzy, no to po prostu łódzki wstyd.

A potem, to co wyprawiał Cheng w defensywie, nie zdarza się nawet w lidze juniorów. Nic dziwnego, że Widzew stracił trzeciego gola. Patrzenie na to, co wyprawiali gospodarze, było trudne do wytrzymania.

Jedynie pozytywnie grający piłkarz łodzian czyli Fornalczyk został sfaulowany w polu karnym, a potem trwały targi, kto ma wykonywać jedenastki. Shehu się obraził, strzelał Bergier i wykorzystał rzut karny. Tak, na otarcie łez. Suma wszystkich ligowych strachów została jednak z łodzianami.

8 lutego o godz. 17.30 Widzew zagra w Katowicach z GKS, z którym 3 marca o godz. 20.45 (transmisja TVP Sport) zmierzy się też w Katowicach w meczu  1/4 finału  Pucharu Polski.

Widzew – Jagiellonia 1:3 (0:1)

0:1 – Mazurek (36), 0:2 – Pululu (55, karny), 0:3 – Wojtuszek (80), 3:1 – Bergier (89, karny)

Widzew: Drągowski – Krajewski (65, Isaac), Andreou (90, Wiśniewski), Visus, Cheng – Bukari, Lerager, Shehu, Pawłowski (56, Fornalczyk) -Bergier, Zeqiri (56, Kornvig)

Po kiego diabła trener Widzewa Igor Jovicević namieszał w końcówce składem, jak w kotle czarownic i doprowadził do klęski

Fot. widzew.com

Ja po prostu nie rozumiem piłkarskich trenerów. Cały tydzień robią analizy taktyczne swoich piłkarzy i przeciwników. Wydaje mi się, że mają za sobą nieprzespane noce po takim natłoku informacji do przetworzenia, a potem w praniu, w trakcie meczu popełniają błędy na poziomie futbolowego żłobka.

Komputery, bajery wszystkiego na szczęście nie załatwią. Dobry szkoleniowiec musi się wykazać meczowym wyczuciem. Inaczej przegrywa wszystko z kretesem w wydawałoby się wygranym pojedynku. Tak niestety stało się w Lubinie z trenerem Widzewa – Igorem Joviceviciem.

Widzew miał inicjatywę, czuwał nad przebiegiem meczu z Zagłębiem, prowadził 1:0. Kapitan drużyny Bartłomiej Pawłowski kontrolował czujnie, żeby wszystko przebiegało w miarą sprawnie i bez większych wpadek i nagle między 75, a 81 minutą szkoleniowiec dokonał pięciu zmian. Po co i dlaczego to zrobił? Tylko on to wie.

Ostatni mecz roku. Nic nas nie goni, nic nie zmusza do myślenia, co będzie w spotkaniu za trzy dni. Chłopaki trzymają się dzielnie, po co zaburzać ducha gry, strukturę zespołu, dokonywać zmian (bo taka utarła się świecka boiskowa tradycja?!). Na dodatek zdejmować z boiska kapitana, który miał to pod kontrolą. Zaburzyć wszystko, co funkcjonowało, i w efekcie doprowadzić do do boiskowej klęski.

Ja wiem, że jest presja, każdy chce gra, pokazać, że zasługuje na zarabianie większych pieniędzy i to dużo większych, niż średnia krajowa. Grzanie ławy wywołuje tylko stresy, frustracje i psuje atmosferę w szatni, a ta jak wiadomo jest najważniejsza. Ale czy trener, trzymający się tych realiów, wystawi do składu na przykład… mnie, bo robię miny i fumy, że mnie w nim nie ma!?

Ponawiam pytanie z połowy sezonu. Czy naprawdę nie ma w polskiej piłce polskich trenerów, którzy umieją czytać grę, wyciągać z niej korzystne dla drużyny wnioski i potrafią poprowadzić ją do przynajmniej ligowych zwycięstw?!

Wyjazdowy koszmar Widzewa trwa. Łodzianie przegrali po golu straconym w ostatniej akcji meczu!

Wróciły łódzkie, wyjazdowe koszmary koszmarów. Widzew przegrał dziesiąty mecz w sezonie, siódmy na wyjeździe (!) po golu straconym w doliczonym czasie gry, ba, w ostatniej akcji meczu!

Widzew zaczął spotkanie w Lubinie bez kompleksów. Miał inicjatywę. Starał się dzielić i rządzić w drugiej linii Shehu, starał się strzelać Pawłowski. Bergier, próbując trącić piłkę piętą w powietrzu, kopnął rywala. Kocaba musiał opuścić boisko, a miejscowi mieli moc pretensje, że napastnik łodzian ujrzał żółtą, a nie czerwoną kartkę. VAR przyznał rację decyzji arbitra T. Marciniaka.

Do przerwy bramkową sytuację po składnej akcji Baena – Krajewski miał Zeqiri, ale Burić zdołał odbić piłkę. A za chwilę bliski otworzenia wyniku po centrze Pawłowskiego był Żyro. Co się odwlecze to nie uciecze… W doliczonym czasie gry na listę strzelców wpisał się Bergier, płaskim strzałem lewą nogą pokonując Buricia. To dziewiąty gol napastnika w rozgrywkach. Inteligentną asystę zapisał na swoim koncie Krajewski (wycofanie piłki na piąty metr).

W drugiej połowie Widzew pilnował wyniku i szukał zabójczej kontry. Minimalnie pomylił się Shehu. Trafił w poprzeczkę Fornalczyk. W drużynie rywali pomylił się Rocha. Niestety w końcówce gospodarze doprowadzili do wyrównania. Rocha (2 metry wzrostu) pokonał Kikowskiego uderzeniem głową. A potem w szóstej minucie doliczonego czasu gry czarna rozpacz. Za krótko wybił instynktownie piłkę Andreou, dopadł do niej Diaz, nieupilnowany przez Alvareza i Zagłębie mogło cieszyć się ze zwycięstwa. Piłka nożna potrafi być okrutna!

Mecz oglądało 5698 widzów.

Po spotkaniu jeszcze jedno tegoroczne, ekscytujące wydarzenie dla łodzian. 10 grudnia w samo południe losowanie1/4 finału STS Pucharu Polski. W pierwszej ligowej kolejce przyszłego roku Widzew 31 stycznia o godz. 17.30 podejmie Jagiellonię.

Weszło informuje, że na wylocie z Widzewa może być trójka zawodników: Polydefkis Volanakis, Tonio Teklić oraz Pape Meissa Ba. I powiedzmy szczerze, że wielkiego zaskoczenia w tej informacji nie ma. To piłkarze w tej chwili bez znaczenia dla Widzewa.

Zagłębie Lubin – Widzew 2:1 (0:1)

0:1 – Bergier (45 + 5), 1:1 – Rocha (86, głową), 2:1 – (90+6)

Widzew: Kikolski – Krajewski, Andreou, Żyro, Kozlovsky (75, Gallapeni) – Baena, Shehu (84, Klukowski), Czyż (81, Hanousek), Pawłowski(75, Alvarez) – Zeqiri, Bergier(75, Fornalczyk)

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑