Rezerwowy Pafka

Tag: widzew porażka (Page 1 of 4)

Nomen omen – 13 porażka Widzewa. Zależność jest po prostu dołująca i frustrująca: im więcej wydanej kasy, tym gorsza gra i jeszcze gorsze wyniki!

Im dalej w ligowy las, tym gorzej z Widzewem. Po słabym występie łodzianie przegrali w Szczecinie. To nomen omen 13 porażka łodzian, dziewiąta poniesiona na obcym boisku. Takimi schodami jest piekło spadku wybrukowane…

Znak czasów. Mecz rozpoczęło pięciu Polaków – trzech w Widzewie, dwóch w Pogoni. Przejdźmy do spotkania. Znakomitymi odbiorami starał się kontrolować grę Lerager. Na własnym przedpolu dobrymi interwencjami popisywał się Wiśniewski.

Widzew grał coraz śmielej. Strzelali: Bergier (nogą) w ręce bramkarza, Andreou (głową) obok słupka, Bukari (nogą po podaniu… Drągowskiego) w boczną siatkę. Łodzianom starał się zajść za skórę jedynie Grosicki. Powiedzmy sobie wprost: więcej było na boisku walki niż składnego grania.

A w drugiej połowie? Wydawało się, że będzie to takie futbolowe lelum polelum. Tymczasem wystarczył jeden rzut wolny. Po nim było takie zamieszanie i chaos pod polem karnym łodzian, że wykorzystał to najsprytniejszy ze wszystkich – Angielski. Zanim doszło do nieszczęścia świetną interwencją popisał się Drągowski. I co z tego?!

Widzew był w szoku i miał szczęście, bo po dobrej akcji szczecinian, pomylił się Grosicki. Pogoń nabrała wiatru w żagle. Trener Jovicević próbował ratować sytuację zmianami. Opaskę kapitana od Shehu przejął Bergier. O zgrozo, Widzew nie miał żadnego pomysłu, jak skutecznie zaatakować i zagrozić rywalowi.

Obecni na stadionie kibice Widzewa, mówiąc łagodnie, tracili cierpliwość. I trudno im się dziwić. A na boisku od grania ważniejsza była zadyma w doliczonym czasie gry. Posypały się kartki, w tym czerwona dla Acosty za brutalny faul na Leragerze. W ostatnich sekundach spotkania po strzale Krajewskiego piłka otarła się o słupek. Cóż szczęście sprzyja lepszym.

Zależność jest po prostu dołująca i frustrująca: im więcej wydanej kasy, tym gorsza gra. Widmo spadku zagląda Widzewowi w oczy…

Mecz w cioglądało blisko 21 tysięcy kibiców.

3 marca o godz.20.30 STS Puchar Polski, 1/4 finału: GKS Katowice – Widzew, transmisja TVP Sport, 7 marca, godz. 20.15, ekstraklasa: Widzew – Lech Poznań.

Pogoń Szczecin – Widzew 1:0 (0:0)

1:0 – Angielski (58)

Widzew: Drągowski – Isaac (85, Krajewski), Andreou (74, Kapuadi), Wiśniewski, Cheng (85, Kozlovsky) – Bukari, Lerager, Shehu (74, Zeqiri), Alvarez (74, Baena) – Kornvig, Bergier

Naszpikowany milionerami Widzew zamienił ligowe granie w kabaret. Tak dalej być nie może, bo inaczej łodzianie wylądują z hukiem w I lidze!

Nowy, wiosenny, naszpikowany milionerami Widzew, milowymi krokami zmierza do I ligi. Przegrał w ekstraklasie po raz 12, ósmy na obcym boisku, drugi z rzędu po wznowieniu rozgrywek. Trzeba bić na alarm i podejmować radykalne kroki…

Są nowi piłkarze Widzewa. Jest ich siedmiu, kupionych za ciężkie pieniądze. No, to zagrali wszyscy od pierwszej minuty w Katowicach. Jak zagrali? Słabo lub jeszcze… słabiej. Mamy zatem, trwający ciągle, nieudolny proces budowania drużyny Widzewa na żywym organizmie w trakcie ligowych rozgrywek. Łodzianie wychodzą na tym, jak Zabłocki na mydle.

Padający ciągle deszcz ze śniegiem nie ułatwiał grania. Po 20 minutach wielkiej ostrożności, Widzew zdecydował się na kilka chwil śmiałości, czego najbardziej widocznym efektem był niecelny strzał z dystansu Chenga. W sumie najwięcej było wybijania piłki na aferę i ligowej nudy na pudy ze strony łodzian.

Za to rywale byli po prostu konkretni. W ostatniej akcji tej części gry po centrze z rzutu rożnego Nowaka (siódma asysta w sezonie), wyblokowany skutecznie przez partnerów, niepilnowany Klemenz posłał piłkę głową w róg łódzkiej bramki. Nie wiem: śmiać się czy płakać? Zachowanie łodzian godne szkółki niedzielnej dla futbolowych żółtodziobów!

Wreszcie, wreszcie w 46 min była akcja widzewiaków i od razu groźna. Po centrze z rzutu rożnego Bergiera, tuż obok słupka główkował Shehu. W rewanżu zamieszał łodzianami w polu karnym Kowalczyk, ale jego strzał pewnie obronił Drągowski. Równie dobrze spisał się, broniąc uderzenie Wasielewskiego.

Potem była niezbyt interesująca ligowa walka (z fatalnym kiksem Milewskiego w polu karnym – to powinien być drugi gol i kapitalnym uderzeniem z rzutu rożnego Nowaka). Arbiter Kos chciał ratować Widzew, dyktując w doliczonym czasie wymyślony rzut karny, ale VAR (z arbitrem Marciniakiem) nie dopuścił do sędziowskiej kompromitacji.

Jeden piłkarz, były ełkaesiak Kowalczyk, był lepszy od wszystkich grających w polu nowych piłkarzy Widzewa razem wziętych. I to zdanie niech wystarczy za cały komentarz, choć GKS miał więcej dobrych graczy, jak choćby Klemenz czy Wasielewski…

14 lutego o godz. 20.15 kolejne trudne ligowe wyzwanie przed łodzianami. Mecz w Płocku z rewelacją rozgrywek – Wisłą.

GKS Katowice – Widzew 1:0 (1:0)

1:0 – Klemenz (45, głową)

Widzew: Drągowski – Isaac, Wiśniewski, Visus, Cheng – Baena(59, Fornalczyk), Lerager, Shehu(73, Selahi), Bukari – Kornvig(59, Alvarez), Bergier(73, Zeqiri)

Z wielkiej finansowej ofensywy wyszła sportowa… klęska. Ligowa premiera Widzewa to jedna, wielka kompromitacja. Po prostu wstyd!

Miało być wielkie, wiosenne otwarcie. Wyszła sportowa klęska łodzian i wstyd, czego dowodem wyjątkowy pokaz sportowego nieudacznictwa, zwłaszcza nowych piłkarzy. Jeszcze raz okazało się, że pieniądze w piłkę nie grają. Mecz toczył się przy temperaturze -10 C. To zamroziło łodzian, rozgrzało rywali, którzy, co tu kryć, byli o klasę lepsi. Sytuacja Widzewa, który jest w strefie spadkowej, staje się coraz trudniejsza!

Widzew do przerwy to jedno wielkie rozczarowanie. Nie przeprowadził żadnej składnej akcji, za to stracił gola! Jaga nic sobie nie robiła z pressingu łodzian. Współpracy widzewskich napastników po prostu nie było. Rywale skutecznie odcinali ich od podań. Indywidualne akcje zaczepne kończyły się na drugim z broniących rywali. Była łódzka asekuracja, podszyta obawą, w grze defensywnej. I na nic się nie zdała. Ba, okazała się pozorna…

Przy prostej stracie Chenga, Jaga ruszyła z kontrą. Kilka dokładnych podań piłki, pogubieni łodzianie, znakomita asysta Imaza i Drągowski wyciągał piłkę z siatki po strzale Mazurka. No, po prostu łódzka rozpacz.

A mogło być jeszcze gorzej. Dobrze, że egoizm Pululu uratował gospodarzy. Strzał w boczną siatkę, zamiast składnego rozegrania akcji, był rozczarowaniem. Łodzianie, aż przykro było patrzeć, tworzyli zbiór przypadkowych zawodników, a nie zespół z prawdziwego zdarzenia. A nowi piłkarze? Mówiąc łagodnie: kompletnie niewidoczni.

Druga połowa zaczęła się obiecująco. Po znakomitej centrze Bergiera, w stuprocentowej sytuacji Bukari główkował obok słupka. W odpowiedzi Shehu, niczym nieopierzony junior, trafił w polu karnym w nogę Pululu i co? Po analizie VAR jedenastka, którą wykorzystał poszkodowany. Było źle, jest jeszcze gorzej…

W 58 min pierwszy celny strzał łodzian. Akcja rezerwowych. Fornalczyk podał znakomicie, ale nie zanotował asysty, bo Kornviq w doskonałej sytuacji uderzył zbyt łatwo, żeby bramkarz gości miał kłopoty.

Po zejściu Pawłowskiego kapitańską opaskę przejął Shehu. Widzew był coraz bardziej nerwowy i chaotyczny w grze. Tylko łaskawości sędziego Raczkowskiego beznadziejny Lerager zawdzięcza to, że w 65 min nie ujrzał drugiej żółtej czyli czerwonej kartki! A to, gdy Pululu, w walce o piłkę, przechytrzył dwóch graczy gospodarzy, no to po prostu łódzki wstyd.

A potem, to co wyprawiał Cheng w defensywie, nie zdarza się nawet w lidze juniorów. Nic dziwnego, że Widzew stracił trzeciego gola. Patrzenie na to, co wyprawiali gospodarze, było trudne do wytrzymania.

Jedynie pozytywnie grający piłkarz łodzian czyli Fornalczyk został sfaulowany w polu karnym, a potem trwały targi, kto ma wykonywać jedenastki. Shehu się obraził, strzelał Bergier i wykorzystał rzut karny. Tak, na otarcie łez. Suma wszystkich ligowych strachów została jednak z łodzianami.

8 lutego o godz. 17.30 Widzew zagra w Katowicach z GKS, z którym 3 marca o godz. 20.45 (transmisja TVP Sport) zmierzy się też w Katowicach w meczu  1/4 finału  Pucharu Polski.

Widzew – Jagiellonia 1:3 (0:1)

0:1 – Mazurek (36), 0:2 – Pululu (55, karny), 0:3 – Wojtuszek (80), 3:1 – Bergier (89, karny)

Widzew: Drągowski – Krajewski (65, Isaac), Andreou (90, Wiśniewski), Visus, Cheng – Bukari, Lerager, Shehu, Pawłowski (56, Fornalczyk) -Bergier, Zeqiri (56, Kornvig)

Po kiego diabła trener Widzewa Igor Jovicević namieszał w końcówce składem, jak w kotle czarownic i doprowadził do klęski

Fot. widzew.com

Ja po prostu nie rozumiem piłkarskich trenerów. Cały tydzień robią analizy taktyczne swoich piłkarzy i przeciwników. Wydaje mi się, że mają za sobą nieprzespane noce po takim natłoku informacji do przetworzenia, a potem w praniu, w trakcie meczu popełniają błędy na poziomie futbolowego żłobka.

Komputery, bajery wszystkiego na szczęście nie załatwią. Dobry szkoleniowiec musi się wykazać meczowym wyczuciem. Inaczej przegrywa wszystko z kretesem w wydawałoby się wygranym pojedynku. Tak niestety stało się w Lubinie z trenerem Widzewa – Igorem Joviceviciem.

Widzew miał inicjatywę, czuwał nad przebiegiem meczu z Zagłębiem, prowadził 1:0. Kapitan drużyny Bartłomiej Pawłowski kontrolował czujnie, żeby wszystko przebiegało w miarą sprawnie i bez większych wpadek i nagle między 75, a 81 minutą szkoleniowiec dokonał pięciu zmian. Po co i dlaczego to zrobił? Tylko on to wie.

Ostatni mecz roku. Nic nas nie goni, nic nie zmusza do myślenia, co będzie w spotkaniu za trzy dni. Chłopaki trzymają się dzielnie, po co zaburzać ducha gry, strukturę zespołu, dokonywać zmian (bo taka utarła się świecka boiskowa tradycja?!). Na dodatek zdejmować z boiska kapitana, który miał to pod kontrolą. Zaburzyć wszystko, co funkcjonowało, i w efekcie doprowadzić do do boiskowej klęski.

Ja wiem, że jest presja, każdy chce gra, pokazać, że zasługuje na zarabianie większych pieniędzy i to dużo większych, niż średnia krajowa. Grzanie ławy wywołuje tylko stresy, frustracje i psuje atmosferę w szatni, a ta jak wiadomo jest najważniejsza. Ale czy trener, trzymający się tych realiów, wystawi do składu na przykład… mnie, bo robię miny i fumy, że mnie w nim nie ma!?

Ponawiam pytanie z połowy sezonu. Czy naprawdę nie ma w polskiej piłce polskich trenerów, którzy umieją czytać grę, wyciągać z niej korzystne dla drużyny wnioski i potrafią poprowadzić ją do przynajmniej ligowych zwycięstw?!

Wyjazdowy koszmar Widzewa trwa. Łodzianie przegrali po golu straconym w ostatniej akcji meczu!

Wróciły łódzkie, wyjazdowe koszmary koszmarów. Widzew przegrał dziesiąty mecz w sezonie, siódmy na wyjeździe (!) po golu straconym w doliczonym czasie gry, ba, w ostatniej akcji meczu!

Widzew zaczął spotkanie w Lubinie bez kompleksów. Miał inicjatywę. Starał się dzielić i rządzić w drugiej linii Shehu, starał się strzelać Pawłowski. Bergier, próbując trącić piłkę piętą w powietrzu, kopnął rywala. Kocaba musiał opuścić boisko, a miejscowi mieli moc pretensje, że napastnik łodzian ujrzał żółtą, a nie czerwoną kartkę. VAR przyznał rację decyzji arbitra T. Marciniaka.

Do przerwy bramkową sytuację po składnej akcji Baena – Krajewski miał Zeqiri, ale Burić zdołał odbić piłkę. A za chwilę bliski otworzenia wyniku po centrze Pawłowskiego był Żyro. Co się odwlecze to nie uciecze… W doliczonym czasie gry na listę strzelców wpisał się Bergier, płaskim strzałem lewą nogą pokonując Buricia. To dziewiąty gol napastnika w rozgrywkach. Inteligentną asystę zapisał na swoim koncie Krajewski (wycofanie piłki na piąty metr).

W drugiej połowie Widzew pilnował wyniku i szukał zabójczej kontry. Minimalnie pomylił się Shehu. Trafił w poprzeczkę Fornalczyk. W drużynie rywali pomylił się Rocha. Niestety w końcówce gospodarze doprowadzili do wyrównania. Rocha (2 metry wzrostu) pokonał Kikowskiego uderzeniem głową. A potem w szóstej minucie doliczonego czasu gry czarna rozpacz. Za krótko wybił instynktownie piłkę Andreou, dopadł do niej Diaz, nieupilnowany przez Alvareza i Zagłębie mogło cieszyć się ze zwycięstwa. Piłka nożna potrafi być okrutna!

Mecz oglądało 5698 widzów.

Po spotkaniu jeszcze jedno tegoroczne, ekscytujące wydarzenie dla łodzian. 10 grudnia w samo południe losowanie1/4 finału STS Pucharu Polski. W pierwszej ligowej kolejce przyszłego roku Widzew 31 stycznia o godz. 17.30 podejmie Jagiellonię.

Weszło informuje, że na wylocie z Widzewa może być trójka zawodników: Polydefkis Volanakis, Tonio Teklić oraz Pape Meissa Ba. I powiedzmy szczerze, że wielkiego zaskoczenia w tej informacji nie ma. To piłkarze w tej chwili bez znaczenia dla Widzewa.

Zagłębie Lubin – Widzew 2:1 (0:1)

0:1 – Bergier (45 + 5), 1:1 – Rocha (86, głową), 2:1 – (90+6)

Widzew: Kikolski – Krajewski, Andreou, Żyro, Kozlovsky (75, Gallapeni) – Baena, Shehu (84, Klukowski), Czyż (81, Hanousek), Pawłowski(75, Alvarez) – Zeqiri, Bergier(75, Fornalczyk)

Dziewiąta porażka Widzewa. Po fatalnej grze w obronie. Łodzianie kandydatami do… spadku!

W ostatnim meczu u siebie w tym roku Widzew przegrał. Stracił punkty po raz dziewiąty, po raz trzeci na własnym boisku. Po katastrofalnej grze w defensywie i wielkiej futbolowej niemocy. Wyrasta na jednego z kandydatów do… spadku.

Goście wystąpili bez jednego ze swoich najlepszych graczy, kontuzjowanego Błanika (6 goli, 1 asysta), który godnie zastąpił w Kielcach Fornalczyka. W sumie sześć zmian w składzie w porównaniu z ostatnim meczem. W Widzewie bez zmian. Widać, przegranego składu się nie zmienia.

Pojedynek rozpoczął się od efektownej indywidualnej akcji Fornalczyka, którego strzał z trudem obronił bramkarz rywali. Nastąpił jednak klasyczny błąd popełniany ostatnio przez Widzew w defensywie. Krycie w juniorskim stylu sprawiło, że Antonin posłał piłkę z metra do pustej bramki. No, po prostu dramat, a raczej czarna rozpacz.

Potem szanse mieli jedni i drudzy. Widzew chciał odrobić starty, Korona nie zamierzała kurczowo się bronić. Bez efektów. Aktywność Fornalczyka, przy marazmie w grze zespołu w środku pola, kończyła się dla łodzian niczym.

A potem po wrzucie z autu i spóźnionej interwencji w powietrzu, kielczanie łatwo, łatwiutko, za łatwo zdobyli drugiego gola. Nie wiem, śmiać się z tego wszystkiego czy płakać.

Jeden Fornalczyk nie wystarczy, choć ten dwoił się i troił. Były łódzkie szanse. To nie zmienia faktu, że niestety z widzewskiego punktu widzenia było źle, bardzo źle, fatalnie. Nic dziwnego, że gospodarze po pierwszej połowie opuszczali boisku przy burzy gwizdów.

Widzew na początku drugiej połowy był tak zdeterminowany, że… zdobył kontaktowego gola. Przypadkowo, nie da się ukryć. Smolarczyk wybijając piłkę trafił w Shehu i piłka wpadła do siatki.

Euforia trwała krótko. Po świetniej kontrze kielczanie strzelili trzecią bramkę. Sytuacja stała się jeszcze trudniejsza, gdy w 69 min drugą żółtą kartkę czyli czerwoną ujrzał Gallapeni i łodzianie musieli grać w osłabieniu. Nic dziwnego, że nie byli w stanie nic zrobić i przegrali.

28 listopada o godz. 18 Widzew zagra z Piastem w Gliwicach, który pewnie (choć przy pomocy bramkarza rywali) pokonał w Częstochowie Raków 3:1. Łodzianie zagrają bez wykartkowanego Fornalczyka.

Widzew – Korona Kielce 1:3 (0:2)

0:1 – Antonin (19), 0:2 – Sotiriou, (35, głową), 1:2 – Shehu (49), 1:3 – Davidović (58)

Widzew: Ilić – Andreou (90 Klukowski), Visus, Żyro, Gallapeni – Alvarez (71, Teklić), Czyż (71, Pawłowski), Shehu -Baena (79, Kozlovsky), Bergier (79, Zeqiri), Fornalczyk

Czarna wyjazdowa rozpacz Widzewa. Szósta ligowa porażka na obcym boisku. Nie mogło być inaczej, skoro marnuje się 200-procentowe sytuacje!

Widzew przegrał szósty mecz na obcym boisku, choć przez długie minuty, był lepszą drużyną. Ale skoro łodzianie marnowali nawet 200-procentowe sytuacje, to musiało się to źle dla nich skończyć.

Widzew mógł zacząć mecz komfortowo, ale po szybkiej, składnej akcji Baeny z Alvarezem, wycofaniu piłki na 14 metr, niepilnowany Shehu strzelił niestety obok słupka.

Łodzianie mieli kolejną szansę i trudno zrozumieć, dlaczego na tablicy nadal widniał wynik 0:0. Baena niby zrobił wszystko, co powinien. Przerzucił piłkę nad bramkarzem, minął obrońcę, miał przed sobą pustą bramkę i… Uderzył, no raczej pchnął, z dwóch metrów piłkę tak nieudolnie, że ta zanim wtoczyła się do bramki, została wybita przez gospodarzy. Niezwykłe, niesamowite, ale prawdziwe. Takie historie tylko w futbolu.

Do trzech razy sztuka? No, nie tym razem. Czyż zza pola karnego strzelił obok słupka. Gospodarze do przerwy nie mieli choć jednej, tak wyrazistej bramkowej okazji.

Co się odwlecze, to nie uciecze. W drugiej połowie po dobrym prostopadły zagraniu Shehu w uliczkę, Bergier, jak na snajpera z prawdziwego zdarzenia przystało, posłał mocną piłkę pod poprzeczkę. To siódmy gol napastnika w rozgrywkach. Szkoda, że Bergier nie poszedł za ciosem. Siedem minut później, będąc w dogodnej sytuacji, uderzając po długim słupku, minimalnie się pomylił.

Niestety, niewykorzystane sytuacje się mszczą. Pierwsza naprawdę groźna akcja gospodarzy przyniosła im gola. Znakomite podanie wykorzystał snajper Lechii – Bobcek. Oj, trzeba go było lepiej pilnować, bo celnie strzelać potrafi. Inna sprawa, że zachowanie obrońców w tej sytuacji dziecinne niefrasobliwe. Bez pieczołowitego krycia nie ma futbolowego życia. A o tym zapomniał Gallapeni.

Potem, to co już w tym meczu było. tym razem minimalnie pomylił się Czyż. Po długiej przerwie… na walkę z dymem, który zawisła nad stadionem na skutek odpalenia rac, najbardziej rozkojarzeni okazali się obrońcy Widzewa. Najpierw pozwolili na dośrodkowanie, a potem na celny strzał głową Bobceka. To jego dziewiąte trafienie w rozgrywkach, dające trzy punkty gospodarzom.

Czarna, łódzka wyjazdowa rozpacz. Łodzianie takiego napastnika nie mieli. Gdy wszedł Zeqiri zamiast w dobrej sytuacji trafić w piłkę kopnął z przewrotki w… rywala. Nie wiem, śmiać się czy płakać.

Mecz oglądało 14467 kibiców.

W następnej kolejce po reprezentacyjnej przerwie Widzew 22 listopada o godz. 17.30 podejmie Koronę Kielce.

Lechia Gdańsk – Widzew 2:1 (0:0)

0:1 – Bergier (50), 1:1 – Bobcek (59), 2:1 – Bobcek (90+6, głową)

Widzew: Ilić – Andreou, Visus, Żyro, Gallapeni (67, Kozlovsky) – Alvarez (77, Teklić), Czyż (90+7, Zeqiri), Shehu – Baena (77, Ba), Bergier, Fornalczyk (67, Akere)

Błąd bramkarza pomógł Lechowi pokonać Widzew. Fatalna passa łodzian trwa!

Było cienko jest coraz cieniej. Widzew nie był słabszy od Lecha, ba momentami lepszy, ale… nie potrafił tego udowodnić. I znów przegrał ligowy mecz. Gdy się jednak nie ma pewnego bramkarza, a samemu nie potrafi celnie strzelić w bramkę, to ponosi się tego smutne konsekwencje.

Najpierw (abstrakcyjny) VAR anulował bramkę Pawłowskiego. Czy to, że Shehu był na minimalnym spalonym przy strzale Baeny miało tak wielki wpływ na boiskowych wypadków, że trzeba było zabrać widzwiakom gola?

Tobie się nie udało, to wyjdzie rywalowi. Tak właśnie się stało. Pereira dośrodkował na dalszy słupek, a Palma wyskoczył zza pleców Żyry, i strzałem pod poprzeczkę pokonał Kikolskiego.

Widzew się nie poddawał. Shehu był faulowany w polu karnym przez Mouthinio, a jedenastkę pewnie wykorzystał Pawłowski. Łodzianie oddali inicjatywę i zostali za to srogo ukarani. Pomógł niestety rywalom bramkarz Kikolski. Bardzo źle trafił w piłkę, ta poleciała zza jego plecy. Dopadł do niej Fabiema i stało się. Lech wyszedł na prowadzenie i już go nie oddał do końca.

Smutek, smutek, wielki sportowy smutek.

Teraz reprezentacyjna przerwa. Czas na trenowanie i budowanie formy.14 września o godz. 17.30 Widzew podejmie Arkę Gdynia

Lech Poznań – Widzew Łódź 2:1(1:0)

1:0 – Palma (21), 1:1 – Pawłowski (51, karny), 2:1 – Fiabema (65)

Widzew: Kikolski – Krajewski, Żyro, Visus, Gallapeni -Alvarez, Czyż (81, Selahi), Shehu – Baena (66, Akere), Pawłowski (66, Klukowski), Fornalczyk (76, Teklić)

Było źle, jest fatalnie! Widzew znów rozczarował i to jak. Grając przez pół godziny w dziesiątkę przegrał z marną Pogonią

Widzew nadal rozczarowuje. I to jak! Przegrał pierwszy mecz na własnym boisku przez ostatnie pół godziny grając w dziesiątkę. Wcześniej raził nieskutecznością i prostymi błędami w defensywie.

Długo nic wielkiego się nie działo na boisku, znacznie więcej na trybunach i nagle i niespodziewanie Widzew strzelił gola. Nie połaszczył się na bramkę Bergier. Zapisał na swoim koncie asystę, podając piłkę do lepiej Gallapeniego, który trafił do bramki na… raty. Wykorzystał dobitkę własnego strzału, trochę przy pomocy nieudanie interweniującego rywala. Premierowe trafienie Kosowianina dla Widzewa.

Po golu łodzianie nabrali wigoru. Atakowali składniej, efektowniej. Po akcji Alvarez- Akere – Selahi i strzale tego ostatniego piłka po rykoszecie odbiła się od poprzeczki. Potem jeszcze Żyro główkował (a może jednak uderzył piłkę barkiem) minimalnie obok słupka.

Rywale w ofensywie, no powiedzmy to wprost, nie istnieli. Do doliczonego czasu gry. Wtedy po dobrym dograniu piłki na przeciwległy słupek skutecznie główkował Huja.

A w Widzewie, jak to w Widzewie. W defensywie ktoś się zagapił, ktoś pogubił, ktoś inny nie dopilnował i jest jak jest czyli do przerwy remis. Niezasłużony, bo łodzianie przeważali, mieli sytuacje. Ale ich nie wykorzystali. A w futbolu, jak to futbolu. Ty nie strzelasz, to robi to rywal.

Druga połowa rozpoczęła się od gola dla Pogoni, ale VAR, którym zarządzał nasz arbiter numer 1 – Marciniak, go anulował. Przed starzałem Juwara faulował! Bramka, choć nieuznana, nie była przypadkiem, bo to gości ze Szczecina przejęli inicjatywę. Więcej było jednak boiskowych emocji niż składnego grania. I te emocje za mocno odbiły się na grze Bergiera, który walcząc o piłkę kopnął rywala w głowę i w 66 minucie ujrzał czerwoną kartkę! Widzew grał w dziesiątkę.

I co mu pozostało? Bronić wyniku i liczyć na łut szczęścia. Pogoń zwietrzyła okazję, atakowała. Widzew bronił się całą drużyną na własnym przedpolu. Ale miał swoją szansę. Po efektownej kontrze Fornalczyk minimalnie się pomylił. Ostatnie sowo należało do gości. Grosicki obsłużył Przyborka, a ten kropnął w róg bramki, obok rąk interweniującego Kikolskiego. Porażka łodzian, pierwsza na własnym boisku. Po prostu jest źle, bardzo źle. Nic dodać, nic ująć.

Mecz oglądało 17 742 kibiców.

W następnej, siódmej ligowej kolejce Widzew zagra w Poznaniu z Lechem – 31 sierpnia o godz. 17.30.

Widzew – Pogoń 1:2 (1:1)

1:0 – Gallapeni (21), 1:1 – Huja (45+1, głową), 1:2 – Przyborek (86)

Widzew: Kikolski – Krajewski, Visus, Żyro, Gallapeni (70, Andreou)- Selahi (87, Klukowski) – Baena (70, Teklić), Alvarez, Shehu (70, Czyż), Akere (54, Fornalczyk) – Bergier

Widzew przegrał. O golach nieuznanych decydował VAR, o zdobytym prawidłowo – błąd obrońcy łodzian. W sumie: wielkie rozczarowanie!

Widzew wraca z Krakowa na tarczy. Tym razem po nie najlepszym spotkaniu nie zdobył choćby punktu. Na razie, mimo wzmocnień piłkarzami kupionymi za grubą kasę, łodzianie rozczarowują. Trzeba sobie szybko odpowiedzieć na pytanie: dlaczego?

Zgodnie z przewidywaniami, sprowadzony w ostatniej chwili stoper Andreou, pojawił się w wyjściowym składzie łodzian. Wrócił do meczowej jedenastki napastnik Bergier. Do protokołu wpisano dwóch rezerwowych bramkarzy: Gikiewicza i Krzywańskiego. Tym razem Widzew wystąpił na… żółto.

Nowy gracz defensywy łodzian popełnił błąd, co bezwzględnie wykorzystał napastnik gospodarzy. Uratował Widzew VAR. Okazało się, że Stolijković był na pozycji spalonej. Uff, odetchnęliśmy z ulgą.

Ta akcja obudziła łodzian, którzy atakowali z większą śmiałością. Przyniosło to dobry strzał, a może dośrodkowanie Akere. Tak czy tak skuteczną interwencją popisał się Madejski. Jak na to nie patrzeć w pierwszej połowie groźniejsze były ataki Cracovii.

VAR może być błogosławieństwem, ale i przekleństwem. Ładnym, sprytnym strzałem w róg bramki popisał się Alvarez. Co, z tego, skoro wcześniej w tej akcji faulował Bergier. Takie zdanie mieli sędziowie po analizie VAR.

W drugiej połowie inicjatywę przejęli łodzianie. Shehu, strzelając z rzutu wolnego w okienko, pomylił się o pół metra. Dlaczego z siedmiu metrów uderzając głową spudłował Alvarez, pozostanie jego tajemnicą. Bliższy zdobycia gola był Bergier, ale posłał piłkę głową w… słupek.

Niestety, potwierdziła się stara prawda. Niewykorzystane sytuacje się mszczą. I tak stało się tym razem. Gdzie był Żyro, gdy Minchev po dobrej centrze z pięciu metrów posłał piłkę do siatki?! Został uprzedzony przez rywala!

Widzew próbował, ale to lepszą sytuację na drugiego gola miała Cracovia. W dogodnej sytuacji spudłował Piła.

Mecz oglądało 12 794 kibiców.

W następnym meczu 22 sierpnia o godz. 20.30 Widzew podejmie Pogoń Szczecin. Grosicki w Łodzi – to zawsze jest dodatkowa, ligowa atrakcja!

Cracovia – Widzew 1:0 (0:0)

1:0 – Minchev (69)

Widzew: Kikolski – Krajewski, Andreou, Żyro, Gallapeni (84, Cybulski) – Selahi (84, Klukowski) – Akere (70, Czyż), Alvarez, Shehu (74, Teklić), Fornalczyk (70, Baena) – Bergier

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑