Rezerwowy Pafka

Tag: widzew radomiak (Page 1 of 2)

Widzew, jeszcze tej wiosny, musi być bardziej kreatywny i skuteczny, żeby utrzymać się w ekstraklasie!

Fot. widzew.com

W Widzewskiej układance zaproponowanej przez Aleksandara Vukovicia gra defensywna już jest poskładana na tyle, że nie powoduje kompromitujących strat bezcennych bramek. Na jej liderów wyrośli bramkarz Bartłomiej Drągowski (pięć czystych kont!) i pewny, skuteczny i coraz szybszy w interwencjach Przemysław Wiśniewski.

Im dalej, tym niestety gorzej. Można drżeć o to, żeby kolejnej sportowej zapaści nie doznał Fran Alvarez, liczyć, że więcej asyst zapisze na swoim koncie Mariusz Fornalczyk, a odblokowany wreszcie Sebastian Bergier nie skończy ligowych zmagań na dwunastu trafieniach ale…

Co ze środkiem drugiej linii – mającej trzymać meczową dyscyplinę i kreować grę? Nie chce mi się pisać o nazwiskach, bo już nie raz podkreślałem, że w środku tej formacji Widzewscy piłkarze po prostu zawodzą, no może poza Lindonem Selahim, skutecznie zatrzymującym ataki przeciwnika. Tu trener Aleksandar Vuković ma ból głowy. Nie dość, że musi pracować nad formą piłkarzy tej formacji, ale też znaleźć ustawienie, które pozwoli Widzewowi być bardziej kreatywnym i skutecznym.

Oj, przydałoby się drugie z rzędu zwycięstwo. Tym razem na wyjeździe w meczu z Radomiakiem (18 kwietnia o godz. 14.45). Rywale mają tylko punkt więcej od Łodzian, ale… z ośmiu ligowych zwycięstw, siedem odnieśli na własnym boisku.

Widzew. Nazwiska nie grają. Liczy się to, co tu i teraz na boisku. I to daje Sebastianowi Bergierowi pierwszy skład!

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

W piłce nożnej same nazwiska nie grają. Liczy się to, co tu i teraz na boisku w każdym kolejnym ligowy meczu. Wydawało się, że napastnik Sebastian Bergier, po przyjściu kolejnych ofensywnych graczy (za dobre pieniądze i jeszcze lepsze CV), jest bez szans na pierwszy skład i odgrywanie kluczowej roli w zespole. A jednak dzieje się inaczej. Bergier pokazuje, że ma zmysł klasowego napastnika, ale też potrafi dobrze odnaleźć się w kombinacyjne grze drużyny. Na dziś jego pozycja w wyjściowej jedenastce jest niepodważalna!

Udany debiut zapisał na swoim koncie nowy trener Igor Jovicević. Zmotywował zespół do męskiej walki przez 90 minut spotkania, a potem trochę przechwalił swoich piłkarzy, bo w defensywie zdarzały się im wyjątkowe klopsy – złe ustawienie, pogubienie się w kryciu rywali. To, a nic innego, doprowadziło do dramatycznej, ale na szczęście zwycięskiej końcówki spotkania z Radomiakiem, wygranego 3:2. Jest zatem co poprawiać, nad czym pracować, ale punkt wyjścia, trzeba to od razu przyznać, znakomity.

W kolejnym ligowym spotkaniu wykartkowanego Juljana Shehu zastąpi pewnie Lindon Selahi, który miał wejście smoka i strzelił gola, na miarę najpiękniejszej bramki nie tylko kolejki, ale i całej rundy!

24 października o godz. 20.30 Widzew zagra z Motorem w Lublinie, który przegrał u siebie z GKS Katowice 2:5 (dwa gole dla lublinian strzeliły były widzewiak – Karol Czubak, który ma na koncie pięć trafień). Trzeba jednak zaznaczyć, że lubinianie doprowadzili do remisu 2:2, potem była czerwona kartka w 45 minucie i wszystko się posypało.

Trener lublinian – Mateusz Stolarski o tym dlaczego zespół traci tak łatwo bramki: – To są tak proste straty, że… no sorry. Nie masz presji wokół siebie, masz piłkę przy nodze. Nie jestem w stanie tego racjonalnie wytłumaczyć. Nie wiem z czego to wynika.

Widzewiacy bardzo chcieli wygrać i wygrali – piąty ligowy mecz, drugi z rzędu. Łatwo jednak nie było. Walka trwała do końca!

Nowy trener Widzewa, Chorwat – Igor Jovicević poprowadził zespół niemal z marszu, po… jednym treningu. Chcę zaszczepić w drużynie mentalność zwycięzców – takie prezentował szkoleniowe credo przed swoim szkoleniowym debiutem. I powoli to robi. Łodzianie walczyli i wywalczyli zasłużenie piąte ligowe zwycięstwo, drugie z rzędu, czwarte na własnym boisku.

Mecz zaczął się w sposób najlepszy z możliwych dla Widzewa, kibiców i nowego szkoleniowca. Piłkę z autu wrzucał Czyż, główkował Żyro. Piłkę wybił bramkarz Majchrowicz, ale był bezradny przy dobitce Bergiera. Ten był tam, gdzie powinien być głodny goli napastnik. Pewnie uderzył piłkę głową i gospodarze objęli prowadzenie. To piąty gol Bergiera w rozgrywkach.

Widzew chciał pójść za ciosem. Atakował, stwarzał sytuacje na zdobycie drugiego gola, ale ich nie wykorzystał. Rywale mieli kłopoty z zatrzymaniem szybkich i przebojowych łódzkich skrzydłowych.

Drugi gol wydawał się kwestią czasu. I w końcu padł, po akcji… bocznych obrońców. Znakomicie dośrodkował z prawej strony Krajewski. na piątym metrze odnalazł się Therkildsen i głową posłał piłkę do siatki!

Widzew miał szansę na trzeciego gola, ale minimalnie pomylił się Krajewski. W końcu odpowiedział Radomiak i to skutecznie! Przez nikogo niepilnowany Baro z pięciu głową (to taka specjalność tego spotkania) zdobył kontaktową bramkę. Gdzie była łódzka defensywa? Ten gol dał wiatru w żagle gościom, który atakowali groźnie, coraz groźniej, na szczęście bez rezultatu.

W drugiej połowie łodzianie starali się mieć inicjatywę i mógł być tego wymierny efekt. Niestety Alvarez przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem. Może żałować też Bergier, który zaliczyłby efektowną bramkową asystę. Napastnik miał wielką ochotę na skuteczne granie. Inicjował kolejny atak, z którego niestety też nic nie wyszło.

A Alvarez niestety nie kontynuował znakomitej strzeleckiej passy z Niecieczy. Miał kolejną okazję i jej też nie wykorzystał. Kolejną widowiskową i groźną akcję przeprowadził Fornalczyk. Niestety chwilę później czwartą żółtą kartkę ujrzał Shehu i nie wystąpi w kolejnym spotkaniu. Jego zmiennik Selahi błyskawicznie wpisał się na listę strzelców, pięknym technicznym strzałem (nogą!) z 13 metrów w same okienko!

Ambitni goście znów jednak złapali kontakt. Tym razem nikt nie pilnował Mauridesa i ten, a jakże głową, strzelił gola. Trzeba to sobie jasno powiedzieć – gra w defensywie łodzian to po prostu katastrofa.

W sumie jednak Widzew był lepszy i wygrał, jak najbardziej zasłużenie, choć momentami można było drżeć, że wszystko skończy się remisem. Dobrze, że tak się nie stało!

Mecz oglądało 17022 kibiców.

W następnej kolejce 24 października o godz. 20.30 Widzew zagra z Motorem w Lublinie, który przegrał u siebie z GKS Katowice 2:5 (dwa gole dla lublinian strzeliły były widzewiak – Czubak).

Widzew – Radomiak 3:2 (2:1)

1:0 – Bergier (7, głową), 2:0 – Therkildsen (37, głową), 2:1 – Baro (44, głową), 3:1 – Selahi (69), 3:2 – Maurides (90, głową)

Widzew: Kikolski – Krajewski, Żyro, Visus, Therkildsen – Czyż – Akere (78, Baena), Alvarez (85, Pawłowski), Shehu (66, Selahi), Fornalczyk (85, Teklić) – Bergier (67, Zeqiri)

Widzew. Trzeba zagospodarować Bartłomieja Pawłowskiego i uważać na Jana Grzesika!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Ostatni sportowy bilans jest dodatni. Widzew po czterech wyjazdowych porażkach pokonał w Niecieczy Termalikę 4:2, a w sparingu wygrał z Pogonią Grodziska 6:3. Fakt, stracił pięć bramek, ale strzelił dwa razy więcej!

W tym ostatnim spotkaniu kapitalnego gola z rzutu rożnego strzelił Bartłomiej Pawłowski, który nie bez racji uważa, że przed kontuzją był najlepszym zawodnikiem drużyny. Cały czas jestem zdania, że Bartek to piłkarz z niewykorzystanym potencjałem, do mądrego zagospodarowania przez trenerów Widzewa!

Kolejny mecz ligowy 17 października. O godz. 20.30 Widzew podejmie Radomiaka, który pewnie pokonał Zagłębie Lubin 3:1. Trzeciego gola zdobył znajdujący się w bardzo dobrej formie, były piłkarz ŁKS – Jan Grzesik. Strzelił już w tych rozgrywkach pięć bramek, tym samym wyrównał swój rekord z poprzedniego sezonu. Trzeba na niego uważać. Ale nie tylko na niego, bo Radomiak to solidny zespół, który ma dwa punkty więcej od łodzian i więcej (o trzy) strzelonych bramek, choć nie wygrał na wyjeździe żadnego pojedynku.

A w Widzewie? Na razie Fran Alvarez (ostatnio autor hat tricka) jest lepszy od wszystkich nowych piłkarzy łodzian. W obecnym sezonie Hiszpan zdobył sześć bramek oraz zaliczył cztery asysty. Jest zatem do kogo równać z formą i skutecznością.

W Canal+ Sport przedstawiono bilans poważnych błędów sędziów w meczach obecnego sezonu PKO BP Ekstraklasy. Najbardziej pokrzywdzony spośród 18 klubów lig jest Radomiak, ewidentnie skrzywdzony trzy razy. Widzew jest niewiele gorszy w tej wyjątkowej klasyfikacji. Dwa razy błędy arbitrów miały istotny wpływ na końcowy wynik meczów łodzian! Oby teraz w starciu obu ekip takich skandalicznych wpadek arbitrów nie było!

Mogło być tak pięknie, gdyby nie doliczony czas gry. Widzew tylko zremisował w Radomiu. Ten wynik nie cieszy

Ech, mogło być tak pięknie. Widzew długo, bardzo długo prowadził w Radomiu, ale gdy zaczął się ze wszystkich sił tylko bronić, stało się nieszczęście. W doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali i mecz skończył się sportowym rozczarowaniem dla łodzian, którzy nadal z niepokojem muszą patrzeć na strefę spadkową.

W Widzewie trenera Patryka Czubaka w wyjściowej jedenastce pojawili się m.in: Krajewski i Tupta. W meczowej osiemnastce zabrakło: Kwiatkowskiego, Gonga i… Hamulicia.

Mogło się zacząć fatalnie dla łodzian. W 9 min nieupilnowany Alves uderzył technicznie i nieomal precyzyjnie po długim słupku. Piłka leciała, leciała obok rąk Gikiewicza i… odbiła się od słupka!

W takiej sytuacji, gdy ma się fart, trzeba go podtrzymać. Pięć minut później po inteligentnym wycofaniu piłki na koniec pola karnego Tupty (najpierw sprytnie ograł rywala), pewnym strzałem w róg bramki popisał się Shehu i Widzew objął prowadzenie. Później były szarpane akcje, jeżeli już kończone, to strzałami nad poprzeczkę.

Na początku drugiej połowy łodzianie chcieli podwyższyć prowadzenie, ale Shehu i Sypek uderzali obok słupka, a Tupta w sytuacji sam na sam przestrzelił. Inna sprawa, że gola i tak by nie było, bo atakował z pozycji spalonej. W odpowiedzi strzał Perottiego z kilku metrów nogą obronił Gikiewicz.

Widzew się głównie bronił, starając utrzymać za wszelką cenę korzystny wynik. Aktywny był Perotti, ale Gikieiwcz nie dał się zaskoczyć. Do czasu… W doliczonym czasie gry łodzianie stracili niestety bramkę. Gkiewicz odbił przed siebie piłkę po bombie Ramosa, ale co zadziało się potem! Volanakis chciał wybić futbolówkę, ale trafił w… Dadashova i piłka wylądowała w siatce. Grek strzelił gola Azerem. Niestety, to nie kabaret tylko smutna łódzka futbolowa rzeczywistość.

Czy w następnym meczu z Jagiellonią 9 marca o godz. 17.30 łodzian poprowadzi Jacek Magiera?

Radomiak – Widzew 1:1 (0:1)

0:1 – Shehu (14), 1:1 – Dadashov(90+1)

Widzew: Gikiewicz – Krajewski (69, Therkildsen), Żyro, Volanakis, Kozlovsky – Hanousek (69, Czyż), Shehu, Kerk – Sypek, Tupta (77, Pawłowski), Łukowski (65, Alvarez)

Widzewa sposób na Radomiaka? Autobus przed własnym polem karnym i laga na Saida Hamulicia!

Said Hamulić fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Przed Widzewem być może kluczowy, aż boję się to powiedzieć, mecz o utrzymanie w ekstraklasie! Już 28 lutego o godz. 18 łodzianie zagrają na wyjeździe z Radomiakiem. Jeszcze jesienią był to rywal w zasięgu łodzian, ale teraz, zwłaszcza po tym co się stało w ostatniej kolejce, moje obawy są wielkie.

Widzew po beznadziejnym meczu przegrał z Pogonią 0:4, a Radomiak pokonał mającą mistrzowskie ambicje Legię 3:1. Te wyniki zdają się mówi same za siebie…

Trener Radomiaka – Joao Henriques: Zespół tworzy się jak wygrywa się takie właśnie mecze i chłopaki wzięli te słowa do siebie. Zawodnicy wykonali wspaniałą pracę. Widać, że drużyna rośnie, ale teraz najważniejszy jest dla nas mecz z Widzewem. Przygotowujemy się do rywalizacji z zespołem z Łodzi, żeby zdobyć kolejne trzy punkty.

Oby to się nie powtórzyło w Radomiu. Jaki będzie plan?  Rolę pierwszego trenera w trakcie najbliższego mikrocyklu i meczu z Radomiakiem Radom będzie pełnić dotychczasowy członek sztabu Patryk Czubak. Nie jest ważne jak, trzeba jednak w Radomiu być skutecznym. Być może jedynym sposobem będzie ustawienie autobusu prze własnym polem karnym, byleby tylko nie z dziurawymi oponami i… laga na Saida Hamulicia, a potem nadzieja, że coś pozytywnego z tego wyniknie.

Prymitywny to może sposób grania, ale potrafi być wyjątkowo skuteczny! Do tego muszą dojść sprawy oczywiste: wiara, że to może się udać, wielka ambicja, poparta wolą walki, determinacją i łut szczęścia.

Patryk Czubak Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Trzeba zdobyć w Radomiu przynajmniej punkt, bo w następnej kolejce 9 maja o godz. 17.30 do Łodzi przyjeżdża… mistrz Polski, Jagiellonia Białystok. I wtedy Widzew będzie już pewnie prowadził nowy szkoleniowiec. Będzie nim Jacek Magiera, Szymona Grabowski… Patryk Czubak, a może ktoś zupełnie inny.

Trener Widzewa – Daniel Myśliwiec: Zbliżyć się do tego szacunku, jaki ekipa Franka Smudy wypracowała sobie u kibiców!

Widzew godnie uczcił pamięć legendarnego trenera Franciszka Smudy. W najlepszy sposób jaki można czyli wygrywając ważny ligowy mecz. Łodzianie pokonali Radomiaka i mają na koncie trzecie ligowe zwycięstwo i 11 punktów. 1 września o godz. 20.15 Widzew zmierzy się w Białymstoku z mistrzem Polski – Jagiellonią.

Wracając do spotkania z Radomiakiem. Wydawało się, że łodzianie mają je pod kontrolą, gdy prowadzili 2:0. Potem jednak losy meczu się odwróciły. Prawdą jest, że przy pierwszym golu dla rywali słabo interweniował Gikiewicz, ale kto wie, jak by się cała ta ligowa batalia skończyła, gdyby pod koniec spotkania nie wygrał pojedynku sam na sam z Rochą. Inna sprawa, że od 42 minuty Widzew powinien grać w przewadze jednego zawodnika, bo jak twierdzi sędziowski ekspert- Rostkowski, Mammadov faulujący Rondicia powinien ujrzeć czerwoną kartkę.

Trener Daniel Myśliwiec po spotkaniu: Najważniejsze było zwycięstwo. Nawet w stylu, który mógłby nie być zgodny z naszym standardem. Wynik był poparty bardzo dobrymi momentami gry. Ciężko jednak nie zwrócił uwagi na takie przestoje, jak choćby w doliczonym czasie pierwszej połowy.

Przy okazji ostatnich wydarzeń i śmierci kogoś ważnego dla historii Widzewa, to wydarzenie daje bardzo dobrą perspektywę. To, co było wtedy, było spektakularne i myślę, że nawet nie jesteśmy godni porównywać się do tamtej ekipy.

Chciałbym jednak, żebyśmy przy okazji takich spotkań doceniali, jak długą drogę przeszedł Widzew od awansu do ekstraklasy. Czasami nie będziemy robić wszystkiego idealnie, ale proszę mi uwierzyć, że zawsze będziemy robić wszystko, żeby zbliżyć się do tego szacunku jaki ekipa Franka Smudy wypracowała sobie u kibiców. 

Widzew Łódź – Radomiak Radom 3:2 (2:1)

1:0 – Alvarez (18), 2:0 – Rondić (42, karny), 2:1 – Rocha (45+4), 3:1 – Żyro (75), 3:2 – Ouattara (77)

75′ Żyro – 45+4′ Rocha, 77′ Ouattara
Widzew: Gikiewicz – Krajewski, Żyro, Ibiza, Silva – Hanousek (80, Shehu), Alvarez – Sypek (60, Gong), Łukowski (72, Kerk), Cybulski (60, Klimek) – Rondić (72, Sobol)

Widzów 16 467

W ostatniej kolejce futbolowych emocji nie brakowało, ale głównie w… I lidze. Sytuację w ekstraklasie ratował swoją opinią Bartłomiej Pawłowski!

Wygląda na to, że futbolowy strzał TVP, okazał się strzałem w dziesiątkę. Mecze piłkarskiej I ligi nie są gorsze, mniej emocjonujące, niż te w ekstraklasie. A nawet jest odwrotnie. Dobitnym przykładem jest to, co działo się w ostatniej kolejce.

Top of the top był pojedynek w Krakowie pomiędzy Wisłą i Arką (2:2). Jestem pewien, że najlepszy piłkarz tego meczu Angel Rodado (dwa gole) z Wisły znalazłby natychmiastowe zatrudnienie w każdym klubie ekstraklasy, bo wielu grających tam tzw. napastników bije sportowo i nie tylko na głowę. A ŁKS powinien sobie pluć (po wielokroć!) w brodę, że pozbył się trenera Kazimierza Moskala.

Działo się w Kołobrzegu, gdzie może mecz był średni, ale za to końcówka! Dwóch piłkarzy Polonii Warszawa pokłóciło się o to, który z nich ma wykonywać rzut karny. W końcu postawił na swoim Ilkay Durmus i… trafił w poprzeczkę. W ten sposób pozbawił swoją drużynę cennego ligowego punktu.

Sześć bramek w Niecieczy, cztery gole były dziełem byłych widzewiaków (trzy Kacpra Karaska, jeden Dominika Kuna), moc emocji, trochę kontrowersji i wygrana lidera – Termaliki z Wisłą Płock (4:2).

Sześć bramek, w tym gol godny ligowego wyjadacza, pokazujący moc futbolowych możliwości młodego piłkarza – Antoniego Młynarczyka i przełamanie ŁKS, który w Grodzisku pokonał Wartę 4:2 (25 sierpnia o godz. 14.30 łodzianie podejmują Chrobrego Głogów).

A w ekstraklasie?… Chyba tylko pojedynek w Białymstoku zasługiwał na uwagę, gdzie Jaga przegrała z grającą dobrze i skutecznie Cracovią 2:4.

A jeszcze jedno… Z ekstraklasowych ostatków zainteresowanie i spory rezonans wzbudziła opinia leczącego uraz kapitana Widzewa Bartłomieja Pawłowskiego, który ma po prostu dziennikarski talent – patrzy bystro, krytycznie, a potem umie to oblec w słowa, trafiające do ludzi.

Tym razem mówił o nierównościach w finansowaniu futbolowych klubów w Polsce. O jedne muszą dbać i cały czas martwić się czy starczy, prywatni właściciele. Inne, gdy popadają w finansowe tarapaty, zawsze mogą liczyć na pomoc życzliwych im spółek skarbu państwa lub miejskich spółek, jak to miało ostatnio miejsce w przypadku Śląska i milionowego wsparcia ze strony wrocławskiego… ZOO.

Oby dzisiejszy ekstraklasowy mecz Widzewa z Radomiakiem (godz. 18 na stadionie przy al. Piłsudskiego) dostarczył moc wrażeń i niezapomnianych sportowych emocji!

Widzew. Kolejnego tak nieudanego meczu, jak w Szczecinie, kibice przy al. Piłsudskiego nie wybaczą!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Kryzysik? Kryzys? A może bolesne pokazanie miejsca w szyku, że do TOP 5 nie podskoczysz i nie wskoczysz. Widzew przegrał pierwszy mecz w tym sezonie, nie mając nic, dosłownie nic, do powiedzenia w starciu z Pogonią. Cały czas się bronił, powiedzmy oględnie, mało udolnie, szczęście, że skończyło się na stracie tylko dwóch bramek. W ofensywie pokazał wartości bliskie zeru.

Niestety, na ligowym poziomie zagrali bramkarz i dwaj środkowi obrońcy. Pozostali? Powinni się wstydzić. Taka gra nie przystoi nawet polskim ligowcom. Trener Myśliwiec mówi, że zabrakło konsekwencji w pressingu, który ma być ligowym atutem Widzewa.

Ja przyczyn widzę więcej. Zawiedli ofensywni liderzy, którzy na dodatek, jak Hanousek, popełniali juniorskie błędy w defensywie. Nowi piłkarze? Po to ich chyba zatrudniono, żeby byli wartością dodaną, w trudnych momentach ciągnęli drużynę w górę. A tymczasem oni? Ech, szkoda gadać. Pchali skutecznie drużynę w dół. Nie po raz pierwszy przy transferach Widzewa rodzi się pytanie – kto i po co ich sprowadzał?

Teraz przed trenerem potężne wyzwanie. Czasu mało, a tu trzeba zespół podnieść z kolan i dać wiarę, że stać go na dobrą, skuteczną grę. Oby się to udało, bo kilkanaście tysięcy wiernych fanów na trybunach nie wybaczy powtórki ze szczecińskiej wpadki!

23 sierpnia o godz. 18 Widzew podejmie Radomiaka, który próbował podjąć rękawicę w Warszawie. Długi czas walczył, stwarzał sytuacje. Widzewa też się nie przestraszy. Na dodatek ma groźnego, bramkostrzelnego i bardzo sprawnego, mimo dwóch metrów wzrostu, napastnika Rochę. Trzeba uważać!

Gdyby nie przepis o młodzieżowcu pewnie na boisku w meczu z Lechem nie byłoby… najlepszego piłkarza Widzewa

Kamil Cybulski Zdjęcia. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Widzew znów zaskoczył. Po okresie sportowej mizerii zaprezentował się w meczu z Lechem (1:1) jako zespół z potencjałem. Trzeba jednak powiedzieć wprost, że pewnie nie miałby najlepszego piłkarza na boisku Kamila Cybulskiego, gdyby nie przepis o młodzieżowcu wymuszający pod groźbą dużej finansowej kary, grę takiego piłkarza w ligowym spotkaniu. Chłopak pewnie pokazywałby się nadal w rezerwach, a na boiskach ekstraklasy brylowali by ci, których nie wiedzieć po co i komu sprowadzono do klubu.

Niech wymownym, drastycznym przykładem będzie niejaki Noah Diliberto, który okazał się boiskowym Panem Nikt, który boi się brać na siebie jakąkolwiek odpowiedzialność. Trzeba by było go jednak wystawiać, bo wydano kasę, bo ktoś dał gwarancję, ktoś musi się uwiarygodnić w widzewskim środowisku i znaleźć alibi do dalszej działalności.

Gdyby nie przepis o młodzieżowcu, to takich graczy jak pan Diliberto, byłoby jeszcze więcej na boisku, co stanowiłoby kolejny milowy krok na drodze do upadku polskiej piłki. Ona nie uratuje się sama, trzeba jej pomóc nawet kontrowersyjnym przepisem, bo inaczej ligowa stagnacja, którą obserwujemy, zamieni się w ligową degenerację. Europejski złom samochodowy zalał już nasz kraj, teraz, oby nie, nadszedł czas na polski futbol!

Trener Daniel Myśliwiec

Mam cichą nadzieję, że trener Daniel Myśliwiec w ostatnim meczu (25 maja godz. 17.30 z Radomiakiem w Radomiu) zdobędzie się na odwagę i pokaże młodych graczy, na których będzie liczył w nowym sezonie (zwłaszcza, że Antoni Klimek nie będzie już młodzieżowcem). W zespole rywali na pewno na środku obrony i pod bramką przeciwnika pokaże się młody, bardzo zdolny, choć popełniający też proste błędy 17-letni Luka Vusković. Radomiak ma o co grać, bo nie jest na 100 procent pewny utrzymania w ekstraklasie. Pewność da zdobyty przynajmniej jeden punkt w meczu z Widzewem.

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑