Rezerwowy Pafka

Tag: widzew (Page 2 of 43)

Łódź jest wyjątkowa. W żadnym innym mieście nie ma takich męczenników futbolu

Nie jest łatwe bycie piłkarskim kibicem w Łodzi. Przychodzą takie złe dni, że człowiek ma wszystkiego dość. Chciałoby się to rzucić w cholerę i zostać namiętnym kibicem, nic temu sportowi nie ujmując, łyżwiarstwa figurowego. Tak się jednak nie da. Gdy już się zostaje fanem futbolu, to na zawsze!

Nie odwrócę się, po ostatnich kompromitujących porażkach,od ŁKS i Widzewa, podobnie jak inni kibice. Cały czas trzymam kciuki za jednych i za drugich. Ciągle mam nadzieję, choć nadzieja to podobno matka głupich, że w przyszłym sezonie nie dojdzie do łódzkich piłkarskich derbów w I lidze. No, jeżeli derby, to tylko w ekstraklasie!

Obie drużyny budowano z wielką, jak widać nieuzasadnioną, wiarą, że będzie dużo, dużo lepiej niż ostatnio czyli… Skończy się walka Widzewa w dolnych rejonach ekstraklasy, a ŁKS zdobędzie się na wzlot i przestanie być drużyną I-ligowego środka.

A wyszło tak, jak dokładnie każdy widzi. Doczekaliśmy się w Łodzi, jak w żadnym innym piłkarskim mieście, męczenników futbolu. Nasi futboliści, choć pozbawieni finansowych trosk, dzięki wysokim gażom, męczą się okrutnie wykonywanym zawodem i na dodatek, tak to wygląda, że nie czerpią z niego wielkiej satysfakcji.

Zrobią swoje – potrenują, zagrają w weekend, przyjmą na klatę zasłużoną krytykę po beznadziejnych występach i do następnego weekendu. Kibice – ci wyjątkowi naiwniacy – znów uwierzą, że będzie lepiej, nastąpi nagły wzlot i chwilowa radość, przykryje wszystkie niedostatki.

Tak jednak zawsze nie będzie. Już za chwilę za chwileczkę powinien nastąpić i myślę, że nastąpi, czas brutalnych, ale sprawiedliwych rozliczeń!

Widzew. Mieli być królami ekstraklasy, a są… Lepiej nie mówić! I tylko żal, że łodzianie pozbyli się piłkarzy, którzy dziś mogliby dla nich coś znaczyć

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Trener Vuković nie pomieszał składem, zostawił tak jak jest i się przeliczył, rozczarowując kibiców porażką z Radomiakiem w samej końcówce 1:2, która może kosztować spadkiem z ekstraklasy. Do tej pory zawodziła gra ofensywna, teraz zawiodła też obronna. I widać było tego marne skutki.

Nie po raz pierwszy okazało się też, że trzech środkowych pomocników spisuje się po prostu źle, mając negatywny wpływ na taką, a nie inną czyli dychawiczną, grę ofensywną Widzewa. Kornvigna pozycji, na której został obsadzony, męczy się okrutnie. Selahi pokaże się raz, drugi, może i trzeci, a potem znika z radarów. Po Shehu – liderze drużyny, zostało odległe wspomnienie. Dziś to błąkający się bez sensu i celu po boisku piłkarz.

Rozumiem, że nie ma zmian, bo nie ma, mimo ogromnych transferów, kim tych trzech zastąpić. Wejście Leragera bez jakiegokolwiek znaczenia. Facet z takim CV (Liga Mistrzów!) miał być królem ekstraklasy, a jest… Niestety, nie on jeden.

I tylko żal, że Łodzianie bez żalu pozbyli się Kerka, który dziś spełnia kluczową rolę w drugiej linii Arki i potrafi dograć piłkę ze stałych fragmentów gry na milimetry.

Teraz do Łodzi przyjedzie Motor Lublin (mecz 26 kwietnia o godz. 14.45). Pokaże się na Widzewskim stadionie kolejny niechciany w Łodzi piłkarz – napastnik Czubak. Motor, po energetycznym i dramatycznym meczu przegrał z GKS w Katowicach 2:3, ale wstydzić się nie ma czego. Walczył do końca. A Czubak wpisał się na listę strzelców i ma już na swoim koncie 16 zdobytych bramek!

Prawda jest oczywista. Widzew, prezentujący w ostatnim spotkaniu ligową… plażę, jest pod ligową ścianą. Jeżeli przegra z Motorem to dziękujemy i do widzenia. Po prostu żegnamy się z ekstraklasą!

Wielkie, ligowe rozczarowanie. Po porażce w Radomiu widmo spadku coraz mocniej zagląda Widzewowi w oczy!

Wydawało się, że po samobóju rywali, mamy to czyli bezcenne ligowe zwycięstwo. Nic z tego. W końcówce meczu łodzianie spisali się fatalnie ,dali sobie wbić dwa gole, przegrali i powiedzmy sobie to wprost: są krok od spadku z ekstraklasy!

Trener Vuković postawił na tę samą jedenastkę, która rozpoczęła zwycięski mecz z Termaliką (1:0). Skoro spotkanie z trybun obserwował właściciel Widzewa – Robert Dobrzycki, to goście musieli zacząć to starcie energetycznie i tak się właśnie stało.

Nic jednak z tego nie wynikało, bo strzały były niecelne, albo za słabe. No, może nie licząc uderzenia Bergera (po centrze Alvareza) i udanej interwencji Majchrowicza. Podobnie jak nic nie wynikało z prób organizowania akcji przez gospodarzy, którzy jednak z minuty na minutę mocniej parli do przodu i stawali się niebezpieczni pod polem karnym rywali.

Pudło za pudłem notował na swoim koncie Tapsoba. Gospodarze strzelili gola, ale Lopes zanim w sytuacji sam na sam trafił do siatki, dostał pikę, gdy był na pozycji spalonej.

Drugą połowę rozpoczął strzałem Grzesik, ale Drągowski nie dał się zaskoczyć. Szyba odpowiedź łodzian. W pole karne wpadł dynamiczny Fornalczyk, zagrał do Sheu. Co z tego, skoro ten spudłował. To jednak Radomiak prowadził grę, a goście wyglądali tak, jakby w przerwie przysnęli w szatni i jeszcze się nie obudzili.

Do czasu, do czasu. Widzew czyhał na swoją szansę i gdy ją dostał, to wykorzystał przy pomocy rywali! Strzelał Bergier, po podaniu Isaaca, a samobója na swoim koncie zapisał, próbujący niezbyt udolnie interweniować, Donis.

Widzew miał upilnować bezcenne trzy punkty, ale ich nie upilnował. Kolejny atak gospodarzy i po… wrzucie z autu padła bramka, która przyniosła wyrównanie i zarazem wielkie łódzkie rozczarowanie. W kolejnej groźnej akcji Drągowski zatrzymał piłkę na linii bramkowej. Niestety, w doliczonym czasie w zamieszaniu podbramkowym gospodarze strzelili zwycięskiego gola. To jest po prostu niewybaczalne!

Pierwsza poraża Widzewa pod wodzą trenera Vukovicia. Mecz oglądało 12 163 kibiców, w tym fani Widzewa! 26 kwietnia też o godz. 14.45 Widzew podejmie Motor Lublin.

Radomiak – Widzew 2:1 (0:0)

0:1 – Donic (59, samobójcza), 1:1 – Alves (82), 2:1 – Luquinhas (90+4)

Widzew: Drągowski – Isaac ( 90+5, Żyro), Wiśniewski, Kapuadi, Kozlovsky -Kornvig, Selahi, Shehu (68, Lerager) – Alvarez, Fornalczyk (86, Bukari) – Bergier

Widzew, jeszcze tej wiosny, musi być bardziej kreatywny i skuteczny, żeby utrzymać się w ekstraklasie!

Fot. widzew.com

W Widzewskiej układance zaproponowanej przez Aleksandara Vukovicia gra defensywna już jest poskładana na tyle, że nie powoduje kompromitujących strat bezcennych bramek. Na jej liderów wyrośli bramkarz Bartłomiej Drągowski (pięć czystych kont!) i pewny, skuteczny i coraz szybszy w interwencjach Przemysław Wiśniewski.

Im dalej, tym niestety gorzej. Można drżeć o to, żeby kolejnej sportowej zapaści nie doznał Fran Alvarez, liczyć, że więcej asyst zapisze na swoim koncie Mariusz Fornalczyk, a odblokowany wreszcie Sebastian Bergier nie skończy ligowych zmagań na dwunastu trafieniach ale…

Co ze środkiem drugiej linii – mającej trzymać meczową dyscyplinę i kreować grę? Nie chce mi się pisać o nazwiskach, bo już nie raz podkreślałem, że w środku tej formacji Widzewscy piłkarze po prostu zawodzą, no może poza Lindonem Selahim, skutecznie zatrzymującym ataki przeciwnika. Tu trener Aleksandar Vuković ma ból głowy. Nie dość, że musi pracować nad formą piłkarzy tej formacji, ale też znaleźć ustawienie, które pozwoli Widzewowi być bardziej kreatywnym i skutecznym.

Oj, przydałoby się drugie z rzędu zwycięstwo. Tym razem na wyjeździe w meczu z Radomiakiem (18 kwietnia o godz. 14.45). Rywale mają tylko punkt więcej od Łodzian, ale… z ośmiu ligowych zwycięstw, siedem odnieśli na własnym boisku.

Można tylko żałować, że Widzew wcześniej nie postawił na Aleksandara Vukovicia. Na pewno miałyby mniej ligowych kłopotów!

Fot. widzew.com

Mądry Widzewiak po szkodzie. Zamiast robić szkoleniowe fanaberie, trzeba było od razu postawić na fachowca. Nie wiem, czy Widzew spadnie czy nie. Ekstraklasa to chyba najbardziej wyrównana i nieprzewidywalna liga świata. Wszystko zdarzyć się może, ale do czterech razy sztuka…

Już dziś można powiedzieć, że zatrudnienie Aleksandara Vukovicia w roli pierwszego szkoleniowca było przejawem Widzewskiego rozsądku. Poprzednicy? Pierwszy wszędzie szukał spisków, drugi wolał wesele przełożonego od trenowania, a trzeci opowiadał banialuki – dyrdymały, popełniając katastrofalne błędy w ustawieniu zespołu, dokonywanych zmianach…

A Vuković? Pragmatyk do bólu, który zbieranie punktów uważa w tej chwili za najważniejsze i na razie to mu się udaje. Na styl, proszę bardzo, można i trzeba narzekać, ale…Trener nie poniósł porażki w żadnym z pięciu spotkań, w których prowadził Widzew. Dwa pojedynki wygrał, trzy zremisował. Dobry bilans. Ech, gdyby tak od początku rozgrywek.

Postawił na defensywę, a ta na ogół nie zawodzi. A co z przodu? Miał cierpliwość do Mariusza Fornalczyka, a ten odpłacił mu się kapitalną asystą, dającą gola i bezcenne zwycięstwo. Zostawił na boisku Sebastiana Bergiera, nie podmieniając go na najbardziej, obok Osmana Bukariego, przereklamowanego gracza łodzian – Andiego Zeqiriego (choć ten niepotrzebnie pojawił się na boisku). Bergier zdobył złotego gola, pierwszego w tym roku na wagę trzech bezcennych punktów.

Napastnik wlał w serca narzekających, krytycznych, ale zawsze wiernych kibiców, nadzieję. Oby przyniosła ona spełnienie założonego celu czyli utrzymanie się w ekstraklasie!

Jest bezcenne zwycięstwo. Widzew ma prawo nadal wierzyć w utrzymanie w ekstraklasie!

Widzew męczył się okrutnie, ale ostatecznie odniósł bezcenne zwycięstwo, które przedłuża nadzieje Łodzian na utrzymanie się w ekstraklasie. Widzew wygrał dziewiąty mecz w sezonie, szósty na własnym boisku. Gospodarzom pomógł trochę fakt, że przez ponad 20 minut grali z przewagą jednego zawodnika.

Widzew, jak ostatnio nie Widzew. Nieprzestraszony, zaczął mecz z animuszem, prąc do przodu, w czym brylował Fornalczyk. Wszędzie go było pełno – biegał, walczył, podawał, strzelał… Bez efektu. Trzy rogi – karny, jak się grało na podwórku. Po 7 minutach byłaby jedenastka dla Łodzian. Pomarzyć dobra rzecz.

Z tego Widzewskiego atakowania powinno było coś wyniknąć, a niestety nie wyniknęło. Para w gwizdek. Można się było zastanawiać, gdzie jest Alvarez, który ustrzelił pięknego hat tricka w jesiennym pojedynku, wygranym 4:2. Pierwsza połowa skończyła się na jednym celnym uderzeniu i to piłkarza gości – Isika w 33 minucie! Łódzka para w gwizdek. Bez dokładnych dograń piłki i co najważniejsze celnych strzałów. Pojawiły się gwizdy na trybunach. Czarno na białym było widać brak jakości.

Niemoc, wielka niemoc Łodzian skutkowała w drugiej uproszczeniem taktyki. Laga od Drągowskiego na aferę, a nuż coś z tego wyniknie. Do czasu, bo też bez efektów. Niestety, kolejne pomysły czy może antypomysły gospodarzy na atak, zamieniały się w wielkie nic. Skoro sami nie potrafili postanowił im pomóc Kasperkiewicz, który po faulu na Shehu w 68 minucie ujrzał drugą żółtą czyli czerwoną kartkę i Widzew grał z przewagą jednego zawodnika.

I wreszcie, wreszcie doczekaliśmy się w 71 minucie celnego strzału Łodzian. Piłkę po główce Kapuadiego obronił Chovan. Potem był równie skuteczny po uderzeniu Baeny. I tak trwał show golkipera gości, który bronił strzał za strzałem… Raz miał szczęście, bo po uderzeniu Bergiera ratowała go poprzeczka.

Przy następnej próbie napastnik Widzewa okazał się skuteczny. Po efektownej indywidualnej akcji Fornalczyka i jego dokładnej centrze niepilnowany Bergier posłał piłkę głową do siatki. 12 gol napastnika, druga asysta skrzydłowego. Uff, odetchnęliśmy z ulgą. Te sukces daje nadzieję na lepszą ligową przyszłość!

Mecz oglądało 17 841  kibiców. 18 kwietnia o godz. 14.45 Widzew zagra na wyjeździe z Radomiakiem.

Widzew – Termalica Nieciecza 1:0 (0:0)

1:0 – Bergier (89, głową)

Widzew: Drągowski – Isaac(82, Zeqiri), Wiśniewski, Kapuadi, Kozlovsky -Kornvig, Selahi(63, Baena), Shehu – Alvarez, Bergier, Fornalczyk(90+3, Żyro)

Widzew. Są w drużynie tak słabi gracze, że nie zasługują na to, żeby dać im kolejną szansę!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Można mieć wątpliwości, czy sędzia meczu Raków – Widzew (1:1) miał rację, krzywdząc Widzew, ja mam i to ogromne, mimo wyjaśnień (nieprzekonywujących!!!) sędziowskich fachowców. Nie zmienia to faktu, że po kolejnym ligowym pojedynku Widzewa pozostał żal, wielki żal i złość na sportowe frajerstwo łódzkich zawodników. Dali sobie wyrwać z gardła zwycięstwa, choć grali w przewadze, choć prowadzili w doliczonym czasie gry.

Aleksandar Vuković po meczu: -Widzę bardzo dużo pozytywów przed końcówką sezonu, która będzie o wszystkim decydować. Mówiłem, że chcemy grać lepiej w piłkę i szukamy rozwiązań, które nam to umożliwią. Poprzez zmianę strukturalną chcieliśmy pomóc drużynie, żeby piłkarzom łatwiej było rozgrywać piłkę. Myślę, że pod tym kątem była to trafna decyzja. Jestem zadowolony z tego, jak zespół zafunkcjonował.

Na pewno są ludzie, którzy w kolejnym meczu pokazali, że można na nich polegać. To: Bartłomiej Drągowski, Przemysław Wiśniewski, Lindon Selahi, Fran Alvarez i z pewnymi zastrzeżeniami: Marcel Krajewski i Mariusz Fornalczyk.

Są tacy, którzy zawiedli, ba, zawodzą nie pierwszy raz i pod wielkim znakiem zapytania pozostaje to, czy warto im, w podbramkowej sytuacji, gdy walczy się o uratowanie się przed degradacją, dawać kolejną szansę.

Są niestety tacy, którym zaufać po raz kolejny będzie bardzo trudno. Juljan Shehu jest cieniem i to głębokim, piłkarza, który rozdawał karty w drużynie. Po co i dlaczego łodzianie wydali wielką kasę na Emila Kornviga, gościa snującego się po boisku, w założeniu mającego być (he!he!he!) liderem zespołu.

A Andi Zeqiri, też kupiony za miliony, piłkarskie i strzeleckie umiejętności prezentował chyba tylko w inteligentnie spreparowanych przez sprytnego menedżera reklamowych filmikach. Bo na boisku momentami wygląda na wyjątkowego łamagę.

11 kwietnia o godz. 14.45 Widzew podejmie Termalikę Niecieczai nie ma wyjścia musi w tym meczu zdobyć trzy punkty. Pytanie, czy wróci do drużyny bardzo potrzeby Lukas Lerager, który wypadł ze składu na skutek kontuzji. Mobilizacja jest wielkim obowiązkiem, bo rywal pokazał pazurki, pokonując Piasta 3:2 i teżmarzy o tym, żeby zostać w ekstraklasie!

Niestety, Widzew, choć miał wszystko w swoich rękach, zrobił kolejny milowy krok na drodze do spadku z ekstraklasy!

Wydawało się, że Widzew chwycił byka za rogi, gdy rywale od 36 minuty musieli grać w dziesiątkę i łodzianie w doliczonym czasie gry zdobyli bramkę. Nic z tego. Nie potrafili utrzymać korzystnego wyniku. Osłabiony Raków wyrównał w siódmej minucie doliczonego czasu gry. Czarna, łódzka rozpacz. Remisami ligowe piekło jest wybrukowane!

Mecz zaczął się tak, jak ostatni, czyli nudy na pudy i walka o najgorszy, pozbawiony emocji pojedynek w ekstraklasie. I nagle niespodziewanie na skutek głupoty Arsenicia szczęście uśmiechnęło się do Łodzian. W 36 minucie po faulu na dynamicznym Fornalczyku drugą żółtą czyli czerwoną kartkę ujrzał Arsenić. Widzew grał z przewagą jednego zawodnika I…?

Łodzianie atakowali, ale robi to schematycznie, przewidywalnie. Nic dziwnego, że nieskutecznie. Nie byli w stanie wykorzystać nawet tego, że gospodarze musieli zmienić bramkarza. A gdy wreszcie coś się zadziało i wydawało się, że Baena był faulowany w polu karnym, to po analizie VAR, sędzia Raczkowski anulował swoją decyzję. W doliczonym czasie gry mogło się zdarzyć wszystko. Miał swoją sytuację Widzew, mieli gospodarze.

I gdy wydawało się, że mecz skończy się remisem w czwartej minucie doliczonego czasu gry kapitalnym strzałem pod poprzeczkę popisał się Alvarez. Gdy wydawało się, że Widzew chwycił byka za rogi i odniesienie bezcenne w walce o utrzymanie zwycięstwo, stracił (o mama mia!) gola w zamieszaniu podbramkowym, po kompletnym pogubieniu się w defensywie. Nic tylko siąść i płakać!

11 kwietnia o godz. 14.45 Widzew podejmie Termalikę Nieciecza. Czy będzie w stanie wygrać z outsiderem? No, mam sporo wątpliwości.

Raków Częstochowa – Widzew 1:1 (0:0)

0:1 – Alvarez (90+4). 1:1 – Svarnas (90+7)

Widzew: Drągowski – Kozlovsky, Visus, Wiśniewski, Żyro (46, Krajewski) – Kornvig, Fornalczyk (90, Pawłowski), Shehu (77, Baena), Selahi, Alvarez – Zeqiri (66, Bergier)

Czym dziś się kusi napastnika – kasą i mieszkaniem? Nie tylko. Pada jednoznaczna deklaracja: – U nas będziesz wykonywał wszystkie rzuty karne!

Fot. Marcin Bryja, widzew.com

To jedno z najgorętszych futbolowych, transferowych nazwisk w polskiej piłce. Być albo nie być. Jeśli Polonia awansuje do ekstraklasy to jej najlepszy snajper- 25-letni, mający 193 cm wzrostu, Łukasz Zjawiński – zostanie w Warszawie. Jeśli tego nie zrobi piłkarz zmieni klubowe barwy. Dlaczego? Bo chce się rozwijać i iść wyżej.

Jest o kogo się bić. Zjawiński jest drugi na liście najskuteczniejszych piłkarzy I ligi. W 26meczach zdobył 15bramek. Aż trudno w to uwierzyć, że przed laty Widzew pożegnał Zjawińskiego bez cienia żalu, jako gracza bez znaczenia. W 19 meczach ekstraklasy piłkarz zanotował wtedy… zero goli. Zdobył bramkę w Pucharze Polski w szalonym meczu Pucharu Polski z KKS Kalisz (5:5 i porażka w rzutach karnych). Widać, jaki zrobił sportowy postęp i ile dziś znaczy w polskim futbolu. A raptem minęły trzy lata.

Nikt nie zasypuje gruszek w popiele. Już ustawiła się po napastnika, tym cenniejszego, że bramkostrzelnego, kolejka chętnych. Oczywiście, padają finansowe i mieszkaniowe oferty, ale nie tylko… Jak twierdzi Łukasz Olkowicz w podcaście Ofensywni, zdesperowane kluby, żeby przebić rywali, oferują… rzuty karne. Przyjdzieszdo nas, to masz zagwarantowane, że będziesz je wykonywał!

Takich dożyliśmy futbolowych czasów…

Widzew. Prawda jest brutalna. Ze wszystkich sił bronimy się przed spadkiem. Każdy punkt jest na wagę złota!

Zdjęcia Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Nikomu się to nie podobało. Grymasił też Zbigniew Boniek, ale twarde fakty są takie. Każdy punkt jest na wagę złota, bo jak, bez owijania sprawy w bawełnę, mówi trener Vuković, bronimy się ze wszystkich sił przed spadkiem. I to jest nasz główny cel.

Widzew po remisie 0:0 z Górnikiem, z 29 zdobytymi punktami, nadal jest niestety w strefie drużyn zagrożonych degradacją. Tymczasem do końca rozgrywek coraz bliżej. Zostało osiem kolejek.

Negatywów w ostatnim pojedynku było co niemiara. Powiedzmy o tym najdotkliwszym. Statystyki, jak zwykle, zamazują obraz. Podają inne liczby, tymczasem tak naprawdę wyjątkowo ostrożni w pojedynku z Zabrzanami Łodzianie, zanotowali na swoim koncie przez 90 minut grania jeden jedyny, na dodatek niecelny, strzał. To nikomu z pewnością nie daje satysfakcji i nie jest sposobem na zachowanie ekstraklasy w Łodzi.

Gramy jednak dalej. Pomocnik (Sheu), napastnicy (Bergier, Zeqiri) i nie tylko oni muszą prezentować zdecydowanie wyższą formę. Widzew musi też przyspieszyć grę. Może jokerem w talii Vukovicia będzie w decydujących spotkaniach Fornalczyk, który spędził mecz z Górnikiem w roli obserwatora, grzejącego ławę? To powoduje odciski i nikomu nie służy. Piekutowski pokazał w kadrze, ile znaczy serducho do gry i jak wpływa się na postawę zespołu. Wyraźnie zdegustowany graniem ligowych ogonów jest kapitan Pawłowski, którego wejście na boisku, niczego na korzyść nie zmieniło. Może i jemu warto dać prawdziwą szansę?!

Teraz trochę optymizmu. Defensywa znów zagrała na zero z tyłu. Pewnie bronił Drągowski, a liderem formacji bez cienia wątpliwości był szybki, zdecydowany, dobrze czytający grę Wiśniewski. Na reprezentantach Polski można polegać. Podobnie jak na trenerze. Pod jego wodzą zespół przestał przegrywać. W trzech meczach zdobył pięć cennych punktów.

O kolejne nie będzie łatwo. Po reprezentacyjnej przerwie Widzew 4 kwietnia, o godz. 14.45 zagra w Częstochowie z mającym ambicję bycia w ligowej czołówce – Rakowem, który zgromadził 10 punktów więcej od Widzewa. Jesienią Łodzianie przegrali u siebie 0:1 po golu w trzeciej minucie doliczonego czasu gry!

Oto z kim jeszcze zagramy w walce o utrzymanie: z Rakowem Częstochowa (04.04), Bruk-Betem Termaliką Nieciecza (11.04), Radomiakiem Radom (18.04), Motorem Lublin (25.04), Legią Warszawa (02.05), Lechią Gdańsk (09.05), Koroną Kielce (16.05) i Piastem Gliwice (23.05).Powiedzmy wprost: żeby się utrzymać musimy zacząć wygrywać!

« Older posts Newer posts »

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑