Rezerwowy Pafka

Tag: widzew porażka (Page 2 of 4)

Było źle, jest fatalnie! Widzew znów rozczarował i to jak. Grając przez pół godziny w dziesiątkę przegrał z marną Pogonią

Widzew nadal rozczarowuje. I to jak! Przegrał pierwszy mecz na własnym boisku przez ostatnie pół godziny grając w dziesiątkę. Wcześniej raził nieskutecznością i prostymi błędami w defensywie.

Długo nic wielkiego się nie działo na boisku, znacznie więcej na trybunach i nagle i niespodziewanie Widzew strzelił gola. Nie połaszczył się na bramkę Bergier. Zapisał na swoim koncie asystę, podając piłkę do lepiej Gallapeniego, który trafił do bramki na… raty. Wykorzystał dobitkę własnego strzału, trochę przy pomocy nieudanie interweniującego rywala. Premierowe trafienie Kosowianina dla Widzewa.

Po golu łodzianie nabrali wigoru. Atakowali składniej, efektowniej. Po akcji Alvarez- Akere – Selahi i strzale tego ostatniego piłka po rykoszecie odbiła się od poprzeczki. Potem jeszcze Żyro główkował (a może jednak uderzył piłkę barkiem) minimalnie obok słupka.

Rywale w ofensywie, no powiedzmy to wprost, nie istnieli. Do doliczonego czasu gry. Wtedy po dobrym dograniu piłki na przeciwległy słupek skutecznie główkował Huja.

A w Widzewie, jak to w Widzewie. W defensywie ktoś się zagapił, ktoś pogubił, ktoś inny nie dopilnował i jest jak jest czyli do przerwy remis. Niezasłużony, bo łodzianie przeważali, mieli sytuacje. Ale ich nie wykorzystali. A w futbolu, jak to futbolu. Ty nie strzelasz, to robi to rywal.

Druga połowa rozpoczęła się od gola dla Pogoni, ale VAR, którym zarządzał nasz arbiter numer 1 – Marciniak, go anulował. Przed starzałem Juwara faulował! Bramka, choć nieuznana, nie była przypadkiem, bo to gości ze Szczecina przejęli inicjatywę. Więcej było jednak boiskowych emocji niż składnego grania. I te emocje za mocno odbiły się na grze Bergiera, który walcząc o piłkę kopnął rywala w głowę i w 66 minucie ujrzał czerwoną kartkę! Widzew grał w dziesiątkę.

I co mu pozostało? Bronić wyniku i liczyć na łut szczęścia. Pogoń zwietrzyła okazję, atakowała. Widzew bronił się całą drużyną na własnym przedpolu. Ale miał swoją szansę. Po efektownej kontrze Fornalczyk minimalnie się pomylił. Ostatnie sowo należało do gości. Grosicki obsłużył Przyborka, a ten kropnął w róg bramki, obok rąk interweniującego Kikolskiego. Porażka łodzian, pierwsza na własnym boisku. Po prostu jest źle, bardzo źle. Nic dodać, nic ująć.

Mecz oglądało 17 742 kibiców.

W następnej, siódmej ligowej kolejce Widzew zagra w Poznaniu z Lechem – 31 sierpnia o godz. 17.30.

Widzew – Pogoń 1:2 (1:1)

1:0 – Gallapeni (21), 1:1 – Huja (45+1, głową), 1:2 – Przyborek (86)

Widzew: Kikolski – Krajewski, Visus, Żyro, Gallapeni (70, Andreou)- Selahi (87, Klukowski) – Baena (70, Teklić), Alvarez, Shehu (70, Czyż), Akere (54, Fornalczyk) – Bergier

Widzew przegrał. O golach nieuznanych decydował VAR, o zdobytym prawidłowo – błąd obrońcy łodzian. W sumie: wielkie rozczarowanie!

Widzew wraca z Krakowa na tarczy. Tym razem po nie najlepszym spotkaniu nie zdobył choćby punktu. Na razie, mimo wzmocnień piłkarzami kupionymi za grubą kasę, łodzianie rozczarowują. Trzeba sobie szybko odpowiedzieć na pytanie: dlaczego?

Zgodnie z przewidywaniami, sprowadzony w ostatniej chwili stoper Andreou, pojawił się w wyjściowym składzie łodzian. Wrócił do meczowej jedenastki napastnik Bergier. Do protokołu wpisano dwóch rezerwowych bramkarzy: Gikiewicza i Krzywańskiego. Tym razem Widzew wystąpił na… żółto.

Nowy gracz defensywy łodzian popełnił błąd, co bezwzględnie wykorzystał napastnik gospodarzy. Uratował Widzew VAR. Okazało się, że Stolijković był na pozycji spalonej. Uff, odetchnęliśmy z ulgą.

Ta akcja obudziła łodzian, którzy atakowali z większą śmiałością. Przyniosło to dobry strzał, a może dośrodkowanie Akere. Tak czy tak skuteczną interwencją popisał się Madejski. Jak na to nie patrzeć w pierwszej połowie groźniejsze były ataki Cracovii.

VAR może być błogosławieństwem, ale i przekleństwem. Ładnym, sprytnym strzałem w róg bramki popisał się Alvarez. Co, z tego, skoro wcześniej w tej akcji faulował Bergier. Takie zdanie mieli sędziowie po analizie VAR.

W drugiej połowie inicjatywę przejęli łodzianie. Shehu, strzelając z rzutu wolnego w okienko, pomylił się o pół metra. Dlaczego z siedmiu metrów uderzając głową spudłował Alvarez, pozostanie jego tajemnicą. Bliższy zdobycia gola był Bergier, ale posłał piłkę głową w… słupek.

Niestety, potwierdziła się stara prawda. Niewykorzystane sytuacje się mszczą. I tak stało się tym razem. Gdzie był Żyro, gdy Minchev po dobrej centrze z pięciu metrów posłał piłkę do siatki?! Został uprzedzony przez rywala!

Widzew próbował, ale to lepszą sytuację na drugiego gola miała Cracovia. W dogodnej sytuacji spudłował Piła.

Mecz oglądało 12 794 kibiców.

W następnym meczu 22 sierpnia o godz. 20.30 Widzew podejmie Pogoń Szczecin. Grosicki w Łodzi – to zawsze jest dodatkowa, ligowa atrakcja!

Cracovia – Widzew 1:0 (0:0)

1:0 – Minchev (69)

Widzew: Kikolski – Krajewski, Andreou, Żyro, Gallapeni (84, Cybulski) – Selahi (84, Klukowski) – Akere (70, Czyż), Alvarez, Shehu (74, Teklić), Fornalczyk (70, Baena) – Bergier

Widzew prowadził i co z tego. Po dziecinnych błędach stracił w ciągu dwóch minut doliczonego czasu gry dwie bramki i przegrał mecz w Białymstoku. Czarna rozpacz!

Widzew rozpoczął pojedynek w Białymstoku od straty gola, a jeszcze gorzej skończył. W międzyczasie wyszedł na prowadzenie. Długo kontrolował wydarzenia na boisku, ale to, co zrobił w doliczonym czasie gry, woła o pomstę do nieba. Stracił dwie bramki i przegrał wygrany mecz!

Zaskoczenie przed meczem. Kapitan łodzian – Pawłowski, który zaczął spotkanie na ławce rezerwowych, pojawił się w Białymstoku, bez czerwonej czupryny.

To był jubileuszowy (50) występ bramkarza Gikiewicza w barwach Widzewa i golkiper zaczął spotkanie… fatalnie. Bardzo źle wybił piłkę. Goście stracili ją na własnej połowie, a potem popełnili w defensywie błędy godne… przedszkolaków. Jaga chętnie korzysta z takich prezentów. Akcja pary Imaz – Drachal dała prowadzenie gospodarzom.

Co było potem? Faul i żółta kartka (druga w sezonie!) dla Fornalczyka, który za chwilę zaliczył niedokładne podanie. Bezsilność łodzian przejawiała się w żółtych kartonikach. Taki obejrzał też po upływie kolejnych pięciu minut Shehu. To na szczęście nie trwało wiecznie.

Wreszcie po 20 minutach celny strzał łodzianina. Alvarez trafił wprost w bramkarza – pierwsze koty za płoty. Widzew osiągnął przewagę i ją wykorzystał. Premierowego gola dla łodzian zdobył Bergier, po popisowej akcji Akere z Alvarezem. Od tego momentu to Widzew rozdawał karty na boisku. Szkoda, że nie zamienił przewagi na drugiego gola. Niecelne uderzenie Akere, Fornalczyk trafił w boczną siatkę, a Shehu w ręce bramkarza. Trzeba też dodać, że po akcji gospodarzy bardzo dobrą interwencją popisał się Visus.

Początek drugiej połowy na plus dla gości. Niestety, strzał Fornalczyka z ostrego kąta obronił Abramowicz. Szkoda, że gdy po kolejnej udanej akcji strzelał, to trafił w rywala. W końcu sprawiedliwości stało się zadość. Zdecydowanie lepsi i dążący do zdobycia drugiego gola łodzianie, dopięli swego. Aktywny Fornalczyk strzelił tak, że bramkarz odbił piłkę przed siebie. Dopadł do niej Bergier i po raz drugi umieścił w siatce.

Widzew pilnował wyniku i mogło się to źle skończyć. Sędzia mógł podyktować rzut karny za faul na Pululu, ale na szczęście wcześniej był spalony! Co się jednak odwlecze, to nie uciecze. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry Jaga dopięła swego. Do wyrównania doprowadził po składnej akcji i wyprowadzeniu w pole defensywy łodzian niezawodny Imaz.

I na tym nie koniec nieszczęść. Gikieiwcz podał do Żyry. Niestety, piłkę przejął Imaz, podał do Pululu, a ten dopełnił formalności. Widzew przegrał, tracąc dwie bramki w doliczonym czasie gry, w ciągu dwóch minut. Po prostych błędach. Po prostu, szkoda słów…

Mecz oglądało 19 987 kibiców.

Jagiellonia – Widzew 3:2 (1:1)

1:0 – Drachal (3), 1:1 – Bergier (25), 1:2 – Bergier (60), 2:2 – Imaz (90+1), 3:2 – Pululu (90+3)

Widzew: Gikiewicz – Krajewski, Visus, Żyro, Kozlovsky – Selahi (60, Czyż) – Akere (75, Cybulski), Alvarez (75, Hanousek), Shehu (82, Pawłowski), Fornalczyk (65, Baena) – Bergier

Widzew niby się starał, zdobył kontaktowego gola, ale i tak nie uchronił się przed porażką

Raków pokonał Widzew, co dało mu wicemistrzostwo Polski. Swój mecz wygrał Lech i to on cieszył się z tytułu. Łodzianie niby się starali (w drugiej połowie), ale to było za mało, żeby zdobyć choćby punkt.

Widzew rozpoczął mecz w Częstochowie bez swojego najlepszego gracza w rundzie wiosennej, lidera defensywy, człowieka, z którym łódzki klub w trybie pilnym podpisał nowy kontrakt – Żyry (kłopoty zdrowotne).

W 17 min to Widzew był o krok od gola. Niestety, Cybulski trzy może dwa metry od bramki nie trafił w… piłkę. Poza tą akcją pojedynek był wolny i nudnawy.

Widzew główne się bronił, jedenastką na własnym przedpolu. Rywale nie mieli pomysłu, jak sforsować ten defensywny mur. Ale jak już na taki wpadli to…

Do trzech razy sztuka. Dwa razy udanie interweniował Gikiewicz, ale za trzecim razem nie dał rady. Gdzie byli obrońcy i co wyprawiali? No, po prostu ból głowy. Na szczęście VAR uratował łodzian. Okazało się, że wcześniej Brunes zagrał ją ręką. Uff!

Już tyle szczęścia nie mieli łodzianie w ostatnich sekundach doliczonego czasu gry pierwszej połowy. Shehu ręką zaatakował w wyskoku Baratha. Po analizie VAR arbiter Kwiatkowski podyktował jedenastkę. Brunes w pewnie pokonał Gikiewicza.

Przez całą pierwszą połowę Widzew głównie się bronił. Przeprowadził dwie akcje. Raków zasłużył na gola. Ale zdobytego w tak idiotyczny, z punktu widzenia łodzian, sposób. Szkoda gadać!

A jak skomentować prezent, który na początku drugiej połowy sprawił rywalowi Therkildsen. Po prostu oddał mu piłkę (przy okazji udając, że był faulowany). Makuch skorzystał z prezentu i strzelił drugą bramkę dla gospodarzy. To był błąd niegodny juniora!!!

Widzew coś tam próbował. Starał się być aktywniejszy, tak na alibi dla kibiców, żeby potem nie wypominali łódzkim piłkarzom ich braku zaangażowania. Wielką szansę na gola – trzeciego miał za to Raków. Krajewski faulował w polu karnym Amorima, ale jest jeszcze Gikiewicz, który obronił jedenastkę egzekwowaną przez Makucha!

Ostatni kwadrans gospodarze grali w dziesięciu, bo drugą żółtą kartkę, w efekcie czerwoną, ujrzał Tudor. I Widzew starał się to wykorzystać. Po świetnym dośrodkowaniu Kozlovskiego, Krajewski głową zdobył kontaktowego gola. Widzew dążył do wywalczenia przynajmniej remisu. Nie udało się. Skoro ma się takiego napastnika, jak Sobol, trudno jednak liczyć na coś więcej. Cóż… może lepiej będzie w nowym sezonie.

I to już koniec tej dla jednych ligowej mordęgi, dla innych ligowej męki. Teraz pytanie: kto odchodzi, kto zostaje w Widzewie? Moim zdaniem – pierwszy do ostrzału po ostatnim spotkaniu Therkildsen, drugi Sobol. Po nich przyjdą inni, oby lepsi! Wszyscy widzewscy futboliści, tak czy tak, mają trzy tygodnie (zasłużonej?) laby.

Raków Częstochowa – Widzew 2:1 (1:0)

1:0 – Brunes (45+10, karny), 2:0 – Makuch (47), 2:1 – Krajewski (83, głową)

Widzew: Gikiewicz – Krajewski (46, Kozlovsky), Kwiatkowski, Ibiza, Therkildsen – Hanousek (86, Madej)- Alvarez, Shehu (69, Nunes), Czyż, Cybulski (46, Sypek)- Tupta (69, Sobol)

Widzew. Miała być próba generalna przed hitem hitów czyli starciem z Legią, a wyszła futbolowa plaża – nie do zaakceptowania!

Maria Stenzel i Mateusz Żyro
Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Miałem nadzieję, przez moment słuszną, że zapowiedź kadrowej rewolucji w Widzewie podziała na piłkarzy mobilizująco, że będą chcieli zrobić wszystko, żeby zostać w Łodzi i grać o coś więcej niż przetrwanie i ligową przeciętność. Pomyliłem się. Gra zespołu się po prostu posypała. Stąd wyniki, jak ten ostatni w Lubinie, które do szewskiej pasji doprowadzają kibiców.

Ale nie tyle wynik, co postawa tzw. profesjonalnych piłkarzy jest nie do zaakceptowania. ­ Wyszliśmy na ten mecz, jakbyśmy byli na plaży, a nie piłkarskim boisku – powiedział trener Zeljko Sopić i miał nie sto, a dwieście procent racji.

A tu już za chwilę najbardziej prestiżowy mecz rundy. 15 maja o godz. 20.30 Widzew podejmie Legię. I z czym wyjdzie na warszawian? Z niczym, skoro próba generalna z Zagłębiem okazała się sportową wpadką?! Jest odrobina nadziei, bowiem w przegranym meczu z Lechem, warszawianie grali tak, jakby uznali, że po zwycięskim Pucharze Polski, sezon się skończył. Może nadal będą w pucharowym letargu?

Fani Widzewa mają rację, żądając rozliczenia działaczy za przeprowadzone w ostatnim czasie transfery. Niewypał gonił niewypał, a szczytem sukcesu było sprowadzenie piłkarza o przeciętnych sportowych możliwościach. Głównego architekta tych transferowych niewypałów pełniącego rolę dyrektora sportowego Tomasza Wichniarka nie ma już w klubie. Ale są w nim ludzie, którzy na to ze spokojem, godnym lepszej sprawy, patrzyli i co gorsza akceptowali.

Jedynym piłkarzem Widzewa trzymającym cały czas poziom, jest ostoja defensywy – Mateusz Żyro. To od niego powinna się zaczynać budowa nowej drużyny, która ma pozytywnie zaskoczyć ligę i kibiców w przyszłym sezonie. Sęk w tym, że Mateusz może zdecydować się na inne sportowe rozwiązanie. Na przykład wybrać grę w Turcji, gdyby tam zmierzała jego życiowa partnerka, srebrna medalistka mistrzostw Polski, siatkarka Maria Stenzel.

Widzew. Gdyby łodzianie grali tak cały sezon, to niechybnie spadliby z ekstraklasy. Łodzianie tym razem wystąpili w roli… świętego Mikołaja!

Walczący już o ligowe… nic Widzew przegrał 14 ligowy mecz, ósmy na wyjeździe. Taka sobie ciekawostka – Widzew za kadencji trenera Sopicia jeśli wygrywa to 2:0, a jeśli przegrywa 1:2. Łodzianie okazali się świętym Mikołajem (choć od gwiazdki minęło szmat czasu) dla lubinian, którym zwycięstwo zapewniło utrzymanie w ekstraklasie.

Mogło zacząć się fatalnie. W piątej minucie sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy za faul Shehu na Kurminowskim. Dobrze, że jest analiza VAR. Okazało się, że przewinienie było przed polem karnym. Gospodarze dostali tylko rzut wolny, a strzał Szmyta kapitalnie obronił Gikiewicz. Już w 11 minucie łodzianie musieli dokonać pierwszej zmiany – w defensywie.

A tymczasem, co się odwlecze, to nie upiecze. Minęło trochę więcej niż 20 minut i lubinianie strzelili gola. Po świetny dograniu piłki przez Regułę, dynamicznie zaatakował Pieńko. Futbolówka odbiła się od poprzeczki i wpadła do siatki.

Jak przydarzyło się nieszczęście, to łodzianie wzięli się do roboty i szybko, po po pięciu minutach, dopięli swego. Po dośrodkowaniu Tupty, najsprytniejszy w polu karnym rywali okazał się Żyro. Pytanie, gdzie byli i o czym myśleli obrońcy Zagłębia?

Widzew dał się uśpić. I nie dostrzegał znaków ostrzegawczych. Po pierwszym z dwóch rzutów rożnych piłka odbiła się od poprzeczki (to że futbolówka nie wpadła do siatki bardzo pomógł Sobol). Po drugim kornerze niestety do siatki piłkę posłał głową pilnowany na juniorskim poziomie Orlikowski. Gikiewicz też miał swoje za uszami.

W drugiej połowie Widzew był często przy piłce, pewnie z myślą o odrobieniu strat, ale niewiele z tego wynikało. Z samych niezbyt dokładnych dośrodkowań smakowitego ligowego chlebka nie będzie. A kolejne rzuty rożne? Do zapomnienia! W ostatnich sekund spotkania lubinianie zablokowali strzał Shehu.

Gospodarze skupili się na bronieniu korzystnego, ba bezcennego, bo dającego utrzymanie, wyniku. Cel osiągnęli, choć Widzew po przerwie dominował. No i co z tego?!

Mecz oglądało 5893 kibiców.

15 maja o godz. 20.30 w hitowym pojedynku Widzew podejmie Legię.

Zagłębie Lubin – Widzew 2:1 (2:1)

1:0 – Pieńko (27), 1:1 – Żyro (32, głową), 2:1 – Orlikowski (44, głową)

Widzew: Gikiewicz – Krajewski, Żyro, Ibiza (11, Kwiatkowski), Kozlovsky (62, Therkildsen) – Hanousek (78, Kerk) – Sypek (46, Cybulski), Czyż, Shehu, Tupta (78, Łukowski) – Sobol

Widzew. Końcówka ligowych zmagań to jest czas weryfikacji. Kto zdaje egzamin, a kto odpada i będzie musiał pożegnać się z łódzkim klubem?

Mateusz Żyro Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Piękny sportowy sen nie może wiecznie trwać. Trzeba wracać na ziemię i wtedy… dostaje się obuchem w głowę, jak Widzew w Kielcach. Korona ustrzeliła łódzkiego hat tricka. W tym sezonie w trzech meczach z łodzianami była trzy razy górą. Futbolowa zmora czy co?!

Po trzech wygranych, widzewiacy przegrali, po raz pierwszy pod wodzą Żelijko Sopicia. To żadna sportowa hańba, ale… Bez dwóch zdań spotkanie pokazało, na kim można polegać, a na kim niekoniecznie. Widać było, jak bardzo brakuje potrafiących skutecznie walczyć: stopera Mateusza Żyry i pomocnika Marka Hanouska. Z nimi po prostu Widzew jest bardziej… męski w grze i lepszy.

Takie spotkania walki, jak to z Koroną, to też czas weryfikacji. Wydaje się, że przygoda Sebastiana Kerka i Luisa da Silvy z łódzkim klubem wraz z końcem sezonu dobiegnie… końca. Trzeba też się mocno zastanowić. Czy potrzebni są zespołowi: napastnik, który nie jest…napastnikiem, jak Lubomir Tupta, notujący zjazd po sportowej równi pochyłej pomocnik Jakub Łukowski czy kompletnie nieobliczalny w grze obrońca Peter Therkildsen?

Sebastian Kerk Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

W każdym razie potrzebą chwili jest to, żeby szkoleniowiec zebrał towarzystwo do kupy, bo kolejny mecz już wkrótce, a w ekstraklasie nic jeszcze nie jest przesądzone. W 29 kolejce ekstraklasy Widzew podejmie Motor Lublin (19 kwietnia, godz. 17.30). Jesienią, po dramatycznym pojedynku, wygrali łodzianie 4:3, choć rywale prowadzili 2:0. Niestety, Widzew znów wystąpi osłabiony. Jeden z liderów zespołu – Juljan Shehu zobaczył ósmą żółtą kartkę i spotkanie spędzi na trybunach.

Dobra wiadomość: Widzew wybrał wykonawcę, który zaprojektuje i wybuduje pierwszy etap ośrodka treningowego klubu w Bukowcu. Początek budowy jesienią 2025.

Było miło, ale się skończyło. Widzew przegrał w Kielcach i musi znów oglądać się za siebie!

W 19 pojedynku Widzewa z Koroną w ekstraklasie wielkiego futbolu nie było. Na dodatek łodzianie po prostych błędach przegrali z kielczanami po raz siódmy. Widzew doznał 12 ligowej porażki, siódmej na wyjeździe. Musi znów oglądać się w ligowej tabeli za siebie!

Widzew musiał zagrać bez dwóch bardzo ważnych, wykartkowanych piłkarzy: stopera Żyry i pomocnikaHanouska. W tej sytuacji kapitanem został… Gikiewicz. Zanim tak naprawdę zaczęto grać kibice(?) urządzili sobie pokaz fajerwerków – jeden, drugi, trzeci, czwarty. Na zadymionym boisku nie dało się grać. No po prostu kompletna przesada. Piłkarze zatem, zanim jeszcze zaczęli walczyć… zeszli do szatni. Mecz rozpoczął się blisko kwadrans po czasie.

Od początku atakowała Korona. Łodzian ratował Czyż, wybijając piłkę głową sprzed linii bramkowej. Pomocnik też po blisko kwadransie był autorem pierwszego celnego strzału Widzewa. To było tylko chwilowe światełko w tunelu, bo cały czas na boisku dominowali gospodarze. Widzew odpowiadał męską, bezpardonową walką, często przekraczającą przepisy. Kielczanie szukali szczęścia w stałych fragmentach gry – bez powodzenia.

W drugiej połowie próbowano przerzucania piłki górą, ale bez sensu. Nic ciekawego się nie działo. Do czasu, oj do czasu… W 54 min Remacle strzelał groźnie zza pola karnego i minimalnie się pomylił. A mierzył w okienko! Nadal jednak więcej było walki, faulowania niż grania.

Po 421 minutach z czystym kontem, Gikiewicz musiał wyjmować niestety piłkę z siatki. Po dośrodkowaniu Błanika z wolnego bramkę głową strzelił Sotiriou, który uprzedził rywali. To tylko zmobilizowało gości. Nie minęły cztery minuty a w zamieszaniu podbramkowym do wyrównania doprowadził Shehu. Albańczyk przedarł się między kilkoma rywalami na szósty metr od bramki i trafił w trzecim kolejnym spotkaniu!

Niestety, to nie był ostatni gol w tym spotkaniu. Po siedmiu minutach cieszyli się z niego gospodarze po rozegraniu rzutu wolnego. Dlaczego łodzianie na piątym metrze tak beznadziejnie pilnowali Dalmau?! Inna sprawa, że wcześniej fatalnie wybijał piłkę Therkildsen, prowokując bramkową akcję. Mogło być po meczu, ale w kolejnej groźnej akcji Korony Dalmau uderzając z metra trafił w Gikiewicza. Widzew próbował atakować – bezskutecznie (Cybulski obok słupka). Skończyło się zatem na porażce.

Korona – Widzew 2:1 (0:0)

1:0 – Sotiriou (69), 1:1 – Shehu (73), 2:1 – Dalmau (80)

Widzew: Gikiewicz – Krajewski (51, Silva), Therkildsen, Volanakis, Kozlovsky – Czyż – Sypek (62, Kerk), Shehu, Alvarez (82, Nunes), Łukowski (62, Cybulski)- Tupta (82, Sobol)

W następnej, 29 kolejce Widzew podejmie Motor Lublin (19 kwietnia, godz. 17.30). Jesienią, po dramatycznym pojedynku, wygrali łodzianie 4:3.

Bilans znów wyszedł na zero. Widmo spadku powoli zaczyna zaglądać Widzewowi w oczy!

Pero, pero bilans i tak wyszedł na zero. Widzew się starał, atakował, wyłączył z gry Pululu, miał po przerwie zdecydowaną przewagę, rywali ratowały słupek i poprzeczka, a i tak przegrał – po raz jedenasty i piąty(!) na własnym boisku. Aby było jeszcze smutniej asystę przy golu dla rywali zaliczył wyrzucony z Widzewa, a sprawdzający się w Białymstoku – Hansen. Czy w tej sytuacji lepiej mógł interweniować Gikiewicz?!

Najbardziej zaskakujące jest to, że w ważnej widzewskiej roli wystąpił wyciągnięty z klubowego niebytu (nie zabrano go na zgrupowanie do Turcji) Nunes, który był jednym z najlepszych, jak nie najlepszym piłkarz Widzewa!

250 procent racji ma Gikiewicz, gdy mówi że cel zespołu na pozostałą część ligowego sezonu to obrona przed spadkiem z ekstraklasy. W tej chwili Widzew ma pięć punktów przewagi nad strefą spadkową i o kolejną punktową zdobycz nie będzie łatwo. 15 marca o godz. 20.15 łodzianie podejmą beniaminka – GKS Katowice, który zdobył 6 punktów więcej od Widzewa!

Fani Widzewa po raz pierwszy tak naprawdę pokazali, że czują się oszukani. Oni nie zaniżają poziomu. Na trybunach pojawiło, się 16 768 fanów, którzy nie chcieli być znów wystawionych do wiatru. W ramach protestu przez pierwsze 19 minut i 10 sekund nie prowadzili dopingu. Potem to robili ze wszystkich sił, a po zakończeniu meczu żegnali piłkarzy oklaskami. Samo uznanie nie wystarczy – konieczne są gole i bezcenne ligowe punkty!

Widzew – Jagiellonia 0:1 (0:1)

0:1 – Skrzypczak (8, głową)

Gikiewicz – Krajewski, Żyro, Volanakis, Therkildsen – Diliberto (57, Sypek), Hanousek (69, B. Pawłowski), Shehu, Łukowski (57, Hamulić) – Tupta (80, Nunes), Kerk (57, Alvarez)

Klęska Widzewa z Pogonią. Prawda jest okrutna. Słabiutko grający łodzianie będą bronić się przed spadkiem z ekstraklasy!

Widzew w dotychczasowych meczach ligowej wiosny zdobył tylko punkt. W pojedynku z Pogonią nie miał nic do powiedzenia. Doznał ligowej klęski. Prawda jest okrutna. Łodzianie będą bronić się i to kurczowo przed spadkiem z ekstraklasy!

Czarna rozpacz. Od początku meczu Pogoń zepchnęła łodzian do rozpaczliwej defensywy. Zdobyła jednak gola po katastrofalnym błędzie gospodarzy. Widzew wyprowadzał piłkę spod własnej bramki. Gikiewicz podał piłkę do Alvareza. Ten przyjął piłkę w sposób niegodny juniora. Przyjął? Nie po prostu mu się dobiła. Przejął piłkę Kurzawa i w sytuacji sam na sam skrzętnie skorzystał z prezentu.

Gdy lewą stroną atakowali Gong z Kwiatkowskim, to tak, jakby widzieli się… pierwszy raz w życiu. Kończyło się wszystko kompletnym nieporozumieniem i stratą piłki! Wreszcie, wreszcie po fatalnym początku, dobrze zagrał starający się zrehabilitować Alvarez, ale strzał Gonga obronił Cojocaru. Pierwsza akcja Gonga w Widzewie, którą brawami nagrodzili kibice.

Potem łodzianie próbowali odwrócić meczowe wektory. Atakowali ale… Albo były to próby chaotyczne, albo za mało było graczy do rozegrania piłki.

Tymczasem… Zaatakowali goście i stało się kolejne nieszczęście. Gikiewicz znakomicie obronił strzał Przyborka po składnej akcji szczecinian, ale we walce o górną piłkę Silva, niczym junior, zagrał ręką w polu karnym. Jedenastkę pewnie wykorzystał Kolouris. Fani, którzy znów wypełnili stadion, w mało parlamentarny sposób domagali się lepszej gry gospodarzy, dodając: Kibice chlubą Widzewa! To prawda, ale na tym nie da się zbudować wszystkiego.

Jak się zaczęła druga połowa? Jak zwykle w tym meczu. Po fatalnej stracie Gonga, skórę łodzianom ratował udaną interwencją Gikiewicz.

Goście byli szybsi, bardziej zdecydowani, z łatwością zbierali drugie piłki. Widzew się bronił, momentami kurczowo. I stało się to co musiało się stać. Strata piłki, dodajmy juniorska,w środku pola, a kontra przyniosła trzeciego gola. Asystentem był wiecznie młody Grosicki. Po prostu przepaść na korzyść Pogoni. Potem kolejna strata, kolejna dokładna centra Grosickiego i hat trick Kolourisa.

Ci dwaj panowie dla łodzian było nie do zatrzymania, jakby grali w innej lidze, inną, o kilka klas lepszą piłkę. Gdy schodzili z boiska żegnały ich oklaski łódzkich kibiców. One też powitały pojawienie się na boisku Pawłowskiego.

Aktywa Widzewa? Po kontrze Hamulić trafił w słupek. To za mało, żeby nie czuć wielkiego rozczarowania.

Widzew – Pogoń 0:4 (0:2)

0:1 – Kurzawa (8), 0:2 – Kolouris (40, karny), 0:3 – Kolouris (53), 0:4 – Kolouris (63)

Widzew: Gikiewicz – Kwiatkowski, Żyro, Volanakis, Silva – Alvarez (70, Hanousek), Shehu, Kerk (70, Pawłowski) – Gong (64, Łukowski), Sypek (64, Stachowicz) – Sobol (55, Hamulić)

« Older posts Newer posts »

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑