Rezerwowy Pafka

Tag: łks puszcza (Page 1 of 2)

ŁKS. Oby się więcej nie zdarzyła taka kilkuminutowa zapaść, jak we Wrocławiu. Łodzianie walczą o baraże i muszą być pewni swego!

Fot. Artur Kraszewski

W futbolu liczą się nie tylko umiejętności poszczególnych piłkarzy i ich zgarnie. Ogromne znaczenie ma też ich psychika, na którą wielki wpływ mają boiskowe wydarzenia.

ŁKS był bliski, bardzo bliski, żeby pokazać pewnemu swego Śląskowi, którego własne boisko ostatnio jest niezaprzeczalnym atutem, gdzie raki zimują. Łodzianie we Wrocławiu bardzo długo dyktowali warunki gry. Byli lepsi, stwarzali sytuacje, zdobyli dwie bramki. Przebieg wydarzeń układał się po ich myśli. I nagle wszystko się załamało, posypało.

Ełkaesiacy stracili bramkę, bo rozkojarzyli się zupełnie. Poczuli się zbyt pewni swego?! Bez wątpienia stali się nagle mniej zdyscyplinowani i odpowiedzialni. Stracili gola po 120 sekundach gry od strzelenia bramki, a po kolejnych pięciu minutach drugiego.

To mogło się okazać niewybaczalne i zakończyć się ich porażką. Na szczęście zdołali się pozbierać na tyle, żeby zapewnić widzom wyjątkowo emocjonującą końcówkę, w której mogło zdarzyć się wszystko, ale na szczęście i na nieszczęście nie zdarzyło.

Widać było, że we Wrocławskiej drużynie brakowało stabilizującego i dyscyplinującego grę zespołu (skąd my to znamy!) sprowadzonego z ŁKS Michała Mokrzyckiego. Łodzianom, co do tej pory nie było takie oczywiste, brakowało pilnującego gry defensywnego i nastawionego na udane przechwyty, Tym razem pauzującego za nadmiar żółtych kartek, Kacpra Terleckiego. Postawa 21-letniego, niechcianego w Polonii Bytom pomocnika, który wrócił do Łodzi, jest jednym z najbardziej pozytywnych personalnych zaskoczeń. Niewątpliwe trener Grzegorz Szoka potrafi wydobyć z powodzeniem piłkarzy ze sportowego niebytu, czego choćby dowodem dobra, kreatywna gra Koki Hinokio.

Oby tylko energetyczny Wrocławski mecz okazał się… pozytywnym impulsem. Dał wiarę Łodzianom, że są na tyle mocni, iż wygranie dwóch ostatnich ligowych spotkań, a potem udana walka w barażach, są możliwe! 18 maja o godz. 18 czeka ŁKS kolejny trudny wyjazdowy z Puszczą Niepołomice. W ostatniej kolejce 24 maja o godz. 16.30 Łodzianie podejmą broniącego się przed spadkiem Górnika Łęczna.

ŁKS został upokorzony na własnym boisku. W defensywie grał na trampkarskim poziomie

Miał być zwycięski marsz w górę tabeli. Tymczasem, jak to z ŁKS bywa, po niezłym meczu, przychodzi sportowa wtopa. Łodzianie przegrali pierwsze spotkanie w Łodzi. Nie, trzeba powiedzieć ostrzej, doznali klęski na swoim boisku. Zostali na nim upokorzeni. Nie mogło być inaczej, skoro byli wolni i nieskuteczni w ataku, za to w obronie… No po prostu dramat. Tak źle nie grają nawet trampkarze.

Początek, jak horror dla łodzian. Po prostej stracie i szybkim ataku zrobiło się groźnie pod bramką Jakubowskiego. Na szczęście skończyło się na strachu i rzucie rożnym. W odpowiedzi po błędzie bramkarza niewiele dzieliło Piaseckiego od kolejnego gola. Uprzedził go jednak obrońca rywali.

Puszcza broniła się w jedenastu na własnej połowie, czekając na kontrę. ŁKS konstruował akcje, ale robił to zbyt wolno. Łatwo był je odczytać. Po prostopadłym, dobrym podaniu strzelał zza pola karnego Toma. Niewiele, bo niewiele, ale się pomylił, podsyłając piłkę obok słupka. W drugiej próbie jego mocny strzał został zablokowany.

ŁKS zdominował spotkanie i… stracił gola. Przy szybkiej kontrze, pasywni łodzianie pogubili się w defensywie. Korczawski położył w polu karnym dwóch rywali i po rykoszcie otworzył wynik spotkania.

Gospodarze spróbowali szybko odpowiedzieć, ale Ernst uderzył obok słupka. Dramat, łodzianie atakowali, atakowali i nic, choć w końcówce pierwszej połowy było blisko. Przybyłko musiał wybijać piłkę sprzed linii bramkowej. Tak jednak naprawdę, to było jednak walenie głową w mur gospodarzy. Za mało pojawiało się w ich grze piłkarskich konkretów.

Po przewie Norlin wyłożył piłkę, jak na tacy, Wysokińskiemu, a ten uderzył mocno, ale nad poprzeczkę. Jak to możliwe? Sam chciałbym wiedzieć! W kolejnej próbie z rzutu wolnego Mokrzycki trafił w światło bramki, ale golkiper gości był na miejscu. A potem wróciło wszystko do denerwującej normy. Wolne lelum polelum bez jakichkolwiek efektów. To żaden sukces, że egzekwuje się bez żadnych efektów kilkanaście rzutów rożnych. Bodaj po 16. była wreszcie okazja, ale Toma uderzył nad poprzeczkę.

Wystarczyła jedna kontra. Korczakowski znów ograł kryjącego na radar Rudola i strzałem pod poprzeczkę zdobył drugą bramkę. Gra w defensywie łodzian to co najwyżej poziom… zagubionych trampkarzy. I ta niemoc, choć raczej brak umiejętności w defensywie, sprawiła, że łodzianie stracili trzecią bramkę.

To już nawet nie porażka, a sportowa klęska! A mogło być jeszcze gorzej. Łodzian ratowała poprzeczka. Można rwać włosy z głowy. Ostatni gasi światło.

Po reprezentacyjnej przerwie ŁKS 23 listopada o godz. 17 zagra z Górnikiem w Łęcznej.

ŁKS – Puszcza Niepołomice 0:3 (0:1)

0:1 – Korczakowski (32), 0:2 – Korczakowski (72), 0:3 – Iwao (78)

ŁKS: Jakubowski – Rudol, Craciun, Kupczak, Loffelsend (64, Krykun), Wysokiński (64, Balić), Ernst (73, Szczepański), Toma, Mokrzycki, Norlin (64, Głowacki), Piasecki (69, Lewandowski)

ŁKS miał kreatywny środek pola i dlatego pokonał wrocławian. Oby tak było w kolejnych meczach!

Fot. Artur Kraszewski

ŁKS wygrał ligowy pojedynek wagi ciężkiej ze Śląskiem i może być to dla niego pierwszy duży krok w dobrą stronę, kolejnych ligowych sukcesów. W każdym razie chcę mieć taką nadzieję.

Rozżalony trener wrocławian twierdzi, że sukces łodzian był niezasłużony, bo jego zespół był lepszy, czego dowodem trzy strzały w poprzeczkę. Tylko te niecelne uderzenia zakłamują rzeczywistość.

Łodzianie prezentowali się lepiej w kluczowej strefie boiska – w środku pola. Bastien Toma dwoił się i troił, żeby trzymać tempo i poziom rozgrywania piłki. Do przerwy brakowało mu wsparcia szczególnie ze strony skrzydłowych, ale gdy je otrzymał… ŁKS przeprowadził kluczowe akcje, po których zdobył dwie zwycięskie bramki.

W tej strefie boiska łodzianie byli zdecydowanie lepsi od rywali i tu głównie pracowali na swoje przewagi i końcowy sukces. Jeśli: Bastien Toma, Michał Mokrzycki, Mateusz Wysokiński, Sebastian Ernst utrzymają wysoki poziom grania, to pokonanie dobrej ligowej drużyny nie będzie incydentalne. Dobrze by było, żeby przez 90, a nie 45 minut mieli wsparcie bocznych pomocników.

I żeby Fabian Piasecki częściej pokazywał, że jest napastnikiem, który nie tylko potrafi grać i dogrywać piłki, ale też celnymi strzałami (czasami godnymi zachwytów) zdobywać kluczowe bramki dla zespołu. W tej chwili ma ich na swoim koncie sześć, ale to że po ośmiu meczach ligowej posuchy (ostatni raz trafił 19 sierpnia!) się odblokował może, ba powinno, działać na jego korzyść i skuteczność.

8 listopada o godz. 19.30 ŁKS podejmie Puszczę Niepołomice, która w zaległym meczu zremisowała u siebie ze Stalą Mielec 1:1. Oby łodzianie podtrzymali zwycięską passę i pokazali czarno na białym, że u siebie są niepokonani.

ŁKS. Jest zwycięstwo! Przerwana czarna piłkarska seria po 196 dniach ligowej posuchy

Husein Balić Fot. ŁKS Łódź

Uff. Czarna seria została przerwana. Po 196 dniach ŁKS odniósł ligowe zwycięstwo. Pokonał Puszczę Niepołomice 3:2. Po raz ostatni łodzianie wygrali w doliczonym czasie z Pogonią Szczecin 1:0, a było to… 20 sierpnia minionego roku.

To na pewno wydarzenie, o którym będzie się mówić. Inne, który wzbudziło nawet aplauz kibiców ŁKS, to genialny gol przewrotką zdobyty przez gracza Puszcza Zapolnika. Tym razem łodzianie mieli w składzie nie jedynego Bobka, ale kilku piłkarzy na poziomie: Mammadov, Balić, Ramirez, Dankowski, Mokrzycki i co warte podkreślenia po raz kolejny Młynarczyk – szybki jak błyskawica, przebojowy, odważny w ataku i świetnie dogrywający piłki. Mamy w Łodzi kolejny futbolowy talent.

To też warte jest podkreślenia. Łodzianie gonili wynik i zrobili to skutecznie. Zwycięstwo po sportowej walce to łyczek piłkarskiego optymizmu.

Trener debiutant Matysiak już dokonał więcej niż jego rutynowany poprzednik – Stokowiec. Nie ulega wątpliwości, że pod jego dowództwem łodzianie z meczu na mecz robią sportowy progres.

Marcin Matysiak: Po meczu z Pogonią Szczecin mówiliśmy o momentach, w Mielcu o drugiej połowie, a dziś mogę powiedzieć o całych zawodach. Ostatnie dni nie były łatwe, ale wykonaliśmy tytaniczną pracę i dziś zbieramy tego owoce.

Bohater spotkania autor dwóch goli – Husein Balić: Czuję się naprawdę dobrze, bo w końcu wywalczyliśmy zwycięstwo i zasłużyliśmy na tę wygraną. Cieszę się z tego sukcesu całego zespołu, bo za nami trudny czas.

ŁKS – Puszcza Niepołomice 3:2 (1:1)

0:1 – Zapolnik (29), 1:1 – Ramirez (38, karny), 2:1 – Balić (59), 3:1 – Balić (76), 3:2 – Zapolnik ( 90+1, karny)

ŁKS: Bobek – Dankowski, Gulen, Mammadov, Durmisi – Balić (90+2, Głowacki), Ramirez (75, Hoti), Mokrzycki, Letniowski (60, Louveau), Janczukowicz (75, Młynarczyk) – Tejan

Beniaminek gra z beniaminkiem. Czy ŁKS stać na trzecie zwycięstwo w ekstraklasie, mimo transferowych niewypałów?!

Fot. Michał Stańczyk/Cyfrasport

Mecz ŁKS w Mielcu, nie po raz pierwszy i pewnie nie ostatni, pokazał czarno na białym, że albo się robi transfery, które pozwolą lepiej grać zespołowi albo nie robi się ich wcale, bo po prostu szkoda wydawać pieniędzy i nie umie się tego robić! Przykro było patrzeć na nowych piłkarzy ŁKS, a zwłaszcza mającego bogate CV (i co z tego!) Durmisiego. Zachowywali się w pierwszej połowie w grze defensywnej niczym nieprzygotowani i niedouczeni juniorzy.

Trudno uwierzyć, że w niedzielę o godz. 12.30 w spotkaniu na stadionie im. Władysław Króla z Puszczą Niepołomice defensywa (a może raczej gra defensywna zespołu) będzie monolitem, ale zawsze należy żyć nadzieją.

Narzekania, że Tejan, jest egoistycznym, podwórkowym piłkarzem, ciągnącym grę pod siebie, może i znajdują uzasadnienie w niektórych boiskowych sytuacjach, ale… W tej chwili to jedyny napastnik, który nie osłabia zespołu i nie sprawia, że ŁKS gra w… dziesiątkę, a nawet w dziewiątkę (znów trudny do zaakceptowania występ Pirulo!). Holender walczy, szuka gry i okazji do zdobycia gola. Jest nie do zastąpienia!

Beniaminek kontra beniaminek. W I lidze ŁKS być zdecydowanie lepszy od Puszczy. Teraz może się od niej uczyć jak skutecznie grać o swoje w ekstraklasie. Zespół z Niepołomic ma zdobytych o 12 punktów więcej od ŁKS i ciągle realne szanse na utrzymanie. ŁKS wygrał po raz ostatni w ekstraklasie, tak to nie pomyłka, 20 sierpnia minionego roku, pokonując w doliczonym czasie Pogoń 1:0. Czy jest w stanie odnieść trzecie zwycięstwo? W spotkaniu w Krakowie, gdzie Puszcza była gospodarzem, łodzianie przegrali 1:2.

Trener ŁKS Kazimierz Moskal: To nasza wina, że przegraliśmy ten mecz

Fot. Cyfrasport/ŁKS Łódź

ŁKS przegrał czwarty wyjazdowy mecz w ekstraklasie. Tym razem z Puszczą Niepołomice 1:2. Opinie po spotkaniu za www.puszcza-niepolomice.pl

Kazimierz Moskal (ŁKS Łódź): Czego byśmy nie powiedzieli, to nasza wina, że przegraliśmy ten mecz. W pierwszą połowę weszliśmy bardzo słabo, Puszcza nas zdominowała swoim sposobem gry. Odrzucili nas od środka boiska i nie potrafiliśmy się do pewnego momentu temu przeciwstawić. Efektem była bramka, stracona z rzutu karnego.

Drugą połowę zaczęliśmy dobrze. Wydawało się, że będziemy mogli coś więcej ugrać, ale przydarzyła się niefortunna strata w środku pola, następnie faul, którego konsekwencją była czerwona kartka.

Martwi mnie sędziowanie. Nie może być tak, że sędzia może wszystko, a trener nie może nawet tego skomentować bez napomnienia. Trochę to jest niepoważne. Czy to jest takie trudne, żeby zwrócić się do trenera i wyjaśnić, dlaczego podjęło się daną decyzję? Nie wiem. Najprościej jest pokazać kartkę i pobiec do środka boiska.

Tomasz Tułacz (Puszcza Niepołomice): Chciałem przede wszystkim podziękować całej społeczności ŁKS, która bardzo pomogła nam dziś w sprawach organizacyjnych. Z tego miejsca bardzo dziękuję.

Co do meczu? Bardzo trudny mecz. Przewidzieliśmy to w swoich planach. Chciałbym więc pochwalić zespół za realizację założeń, które mieliśmy zaplanowane. Minusem był początek drugiej połowy. Bramka szybko stracona, potem zastój – ale bardzo mnie cieszy odpowiednia reakcja zespołu na wydarzenia boiskowe.Te punkty są bardzo ciężko wywalczone.

Nie chcemy zadowalać się tym, że wszyscy nam gratulują samej obecności w ekstraklasie. Poza samym funkcjonowaniem i byciem chcemy mieć przyjemność z tego, jak gramy i stawiać sobie kolejne cele. Chcemy eksponować swoje cechy, których nawet w ekstraklasie niektóre zespoły się obawiają.

ŁKS wielkimi krokami zmierza do spadku z ekstraklasy. Czwarta porażka w wyjazdowym meczu, druga z beniaminkiem. Tak grać po prostu nie można!

W taki sposób zmierza się wielkimi krokami do spadku. Co z tego, że ŁKS strzelił pierwszą bramkę na wyjeździe, skoro przegrał czwarty mecz na obcym boisku, drugi z beniaminkiem. Na dodatek łodzianie ujrzeli grad (osiem) żółtych kartek i aż dwie czerwone (Małachowski i trener Drechsler). Tak dalej być nie może, inaczej łodzianie polecą na łeb i na szyję do I ligi!

Spotkanie od mocnego akcentu zaczęli gospodarze (grający na stadionie Cracovii). Koj z 20 metrów posłał piłkę obok słupka. ŁKS ostro zaczął spotkanie. W ciągu 60 sekund żółte kartki po faulach ujrzeli Pirulo i Letniowski (pauzuje w kolejnym spotkaniu). A potem podobny kartonik ujrzeli Dankowski i członek sztabu ŁKS. Nie minęła 12 minuta spotkania!

Puszcza była konkretniejsza. Zbierała drugie piłki. Zmuszała łodzian do bronienia własnego przedpola. W 22 min po stałym fragmencie gry Mroziński sprawdził refleks Bobka. Pierwszy celny strzał. Za chwilę kolejny – Siemaszki. Znów lepszy był bramkarz gości.

Co z tego, skoro po analizie VAR arbiter uznał, że Pirulo kopnął w polu karnym Zapolnika. Craciun pewnym strzałem w róg wykorzystał jedenastkę.

Indywidualne szarże łodzian bez właściwego wsparcia kolegów kończyły się fiaskiem. Mecz wyglądał jak starcie futbolowego profesora z uczniakiem. W tej ostatniej roli występował niestety ŁKS. Bardzo, bardzo smutne.

Goście mieli szczęście, bo po kontrze i podaniu Siemaszki w sytuacji sam na sam Bartosz, który wyprzedził Dankowskiego, przestrzelił. W odpowiedzi po główce Letniowskiego piłkę sprzed linii bramkowej wybił Stępień.

W przerwie trener Moskal dokonał trzech zmian w składzie. Nie miał innego wyjścia. Trzeba było szukać lekarstwa na beznadziejną grę podopiecznych. I takie się znalazło. Debiutant Małachowski świetnie dograł piłkę do Tejana, a ten po 30 sekundach drugiej połowy zdobył debiutanckiego gola w barwach ŁKS. Małachowski krótko był bohaterem. Po niebezpiecznym ataku na nogę Bartosza w 54 minucie ujrzał czerwoną kartkę! Debiutant pograł w ekstraklasie… dziewięć minut.

ŁKS musiał walczyć w dziesiątkę. I stało się to, co musiało się stać. Cofnięty ŁKS dał się zaskoczyć składną akcją gospodarzy. Łodzianie (Dankowski, Flis, Monsalve) patrzyli bezradnie, jak rywale wymieniają piłkę. W podsumowaniu Cholewiak pewnym strzałem w róg dał gospodarzom prowadzenie. Po długiej analizie VAR gol został uznany. Bobek ratował ŁKS przed stratą kolejnego gola. ŁKS też miał szansę na bramkę, ale debiutant Fase trafił w boczną siatkę. ŁKS przegrał. Nie pomógł bramkarz Bobek w polu karnym rywali. Puszcza przebiegła ponad 128 kilometrów i wybiegała cenne zwycięstwo.

Mecz obserwowało ponad 2 tysiące widzów.

Puszcza Niepołomice – ŁKS 2:1 (1:0)

1:0 – Craciun (25, karny), 1:1 – Tejan (46), 2:1 – Cholewiak (75)

ŁKS: Bobek – Louveau (46, Małachowski), Monsalve, Flis, Dankowski (84, Fase), Letniowski (46, Hoti), Mokrzycki, Głowacki, Pirulo (46, Szeliga), Tejan, Ramirez (60, Tutyskinas)

Czy Engjell Hoti powinien znów pojawić się w wyjściowej jedenastce ŁKS w meczu z Puszczą Niepołomice?

W ekstraklasie, gdy brakuje ci umiejętności, zwycięstwa musisz wybiegać i wyszarpać, gryząc trawę. ŁKS pokazał, że to umie robić, na dodatek w doliczonym czasie gry, co dodaje dramaturgii meczom łodzian i co tu kryć przynosi im rozgłos w całej futbolowej Polsce i przysparza moc sympatii. To też bezcenne wartości.

Bohaterem pojedynku z Pogonią był autor złotej bramki w 97 minucie Engjell Hoti. Czy tym samym udowodnił, że znów zasługuje na miejsce w podstawowej jedenastce? Trener Kazimierz Moskal jest ostrożny w jednoznacznych deklaracjach. Dlaczego?

Wie, że choć pomocnik ma spore umiejętności, czemu nikt nie zaprzeczy, to jednak gra chodzonego, co przeczy temu, co dziś preferuje ŁKS. Może lepiej, żeby był jokerem w talii?

Na dziś jedno wydaje się pewne. Jeśli siły na rozegranie meczu w pełnym wymiarze czasowym będzie miał zatwierdzony w ostatniej chwili Michał Mokrzycki, który w spotkaniu z Pogonią wiele razy udanymi interwencjami ratował skórę zespołowi, to on ma pewne miejsce w podstawowej jedenastce.

Zdjęcia Łukasz Grochala/Cyfrasport/ŁKS Łódź

Czy w kolejnym ligowym spotkaniu, z innym beniaminkiem – Puszczą w Krakowie 26 sierpnia o godz. 17.30 łodzianie znów zagrają pięcioma obrońcami? Kazimierz Moskal mówi: Absolutnie nie odchodzimy od tego sposobu czy systemu, który funkcjonował wcześniej. W zależności od tego jak uznamy, z jakim przeciwnikiem będziemy grali, jakich ludzi będziemy mieli do dyspozycji to chciałbym mieć taką opcję by nawet w trakcie meczu przejść na inne ustawienie. 

Puszcza przegrała w ostatniej kolejce z Zagłębiem 0:1 –  – Brakowało nam odwagi, agresywności. To nie jest nasze DNA.  Jesteśmy mniejsi od każdego, ale grając w ekstraklasie powinniśmy mieć ogromne serce, powinna nas cechować bezkompromisowość – mówił po spotkaniu niezadowolony trener Tomasz Tułacz. Puszcza do tej pory wszystkie cztery punkty zdobyła występując w roli gospodarza.

ŁKS w Krakowie postara się z kolei o przełamanie fatalnej passy. Do tej pory łodzianie przegrali wszystkie trzy wyjazdowe spotkania. Stracili sześć goli, nie strzelili żadnego.

Taka jest prawda. ŁKS przegrał, bo mało było gry w jego grze w Niepołomicach

Fot.lkslodz.pl

Rozczarowanie. ŁKS przegrał zasłużenie z Puszczą w Niepołomicach 0:1. Przed tą wpadką ostatni raz porażkę w I lidze poniósł 27 sierpnia ubiegłego roku.

Kazimierz Moskal (trener ŁKS): – Takiego meczu się spodziewaliśmy. Tak ten mecz przebiegał, jak myśleliśmy, że może przebiegać. Zagraliśmy słabo. Zagraliśmy w sposób w jaki chciała Puszcza. Bramka też padła w takich okolicznościach, jakich obawialiśmy się. Stały fragment gry, piłka odbita i fantastyczny strzał zawodnika Puszczy przyniósł im zwycięstwo. Tak jak powiedziałem – zagraliśmy słaby mecz, nie na naszych warunkach. Myślę, że jako zespół nie zaprezentowaliśmy się dobrze. Mam duży niedosyt jeśli chodzi o grę w środku pola i kontrolę tego co dzieje się na boisku. Nie graliśmy swojej gry tylko wpadliśmy w ten rytm, który Puszcza zaproponowała. Nie było płynnych akcji i kontroli nad wydarzeniami na boisku.Taka jest piłka. Ważne jak teraz zareagujemy przed następnym meczem u siebie ze Stalą Rzeszów.

Nic nie zmieniłem w składzie, nie dlatego, że wygraliśmy z Chrobrym, ale dlatego, że zagraliśmy dobry mecz. Też potrzebujemy automatyzmów, aby ci chłopcy się zgrywali. Skoro zagrali dobry mecz, to nie widziałem podstaw, aby robić jakieś zmiany.

Bartosz Szeliga: Mało było gry w naszej grze w Niepołomicach

Tomasz Tułacz (trener Puszczy): Jesteśmy bardzo zadowoleni i z wyniku, i z tego jak graliśmy. Nie pozwoliliśmy rywalowi na wiele, zwłaszcza przed przerwą. Myślę, że zasłużyliśmy na to zwycięstwo i bardzo się z niego cieszymy.

Pocieszenie z weszlo.com: Od 2004 roku, gdy po raz ostatni w I lidze sezonu nie ukończyło 18 drużyn, tylko raz zespół z 44 punktami bądź ich większą liczbą po 22. kolejkach nie awansował do Ekstraklasy.

Nie było sytuacji, nie było goli. Czwarta ligowa porażka ŁKS, co tu kryć, po słabym meczu

Jeszcze raz okazało się, że statystyki nie grają. Trzy ostatnie mecze ŁKS wygrał z Puszczą 2:0. W pięciu ostatnich starciach łodzianie strzelali przynajmniej dwie bramki. Tym razem żadnej, praktycznie nie mając ku temu żadnej okazji. Nic zatem dziwnego, że doznali czwartej porażki w tych rozgrywkach. Tak słaba, nieskuteczna gra liderowi nie przystoi.

Trener Moskal postawił na tych samych ludzi, którzy zaczęli pojedynek z Chrobrym (5:2). – Jesteśmy przygotowani na trudny pojedynek – powiedział przed spotkaniem łódzki szkoleniowiec. – Cały czas musimy mieć chłodną głowę, pokorę i mocno stąpać po ziemi.

Pierwszy celny, choć słaby, strzał Thianake w 10 minucie spotkania. W odpowiedzi Spremo odebrał piłkę, strzelił z dystansu, ale Komar nie dał się zaskoczyć. Puszczy to nie zniechęciło. Uderzenie Klisiewicza zablokował Monsalve.

W pozornie niegroźnej sytuacji w 21 min, gdy Puszcza oddała piłkę, Monsalve zagrał do Bobka, który bieg w… innym kierunku. Do piłki w sytuacji sam na sam dopadł Klisiewicz. Z ostrego kąta trafił w słupek. Po dobitce Zapolnika Bobek wybił piłkę nad poprzeczkę. Co się odwlecze…

Po mocnym strzale z linii pola karnego nieupilnowanego obrońcy Wojcinowicza piłka odbiła się od poprzeczki i wylądowała za linią bramkową. Gol był wypadkową przewagi, jaką na boisku mieli gospodarze.

Łodzianie nie byli w stanie rządzić w środku pola. Gra do przodu kończyła się stratą najpóźniej po trzecim podaniu.

Wreszcie po ponad pół godzinie gry z dobrej strony pokazał się Pirulo. Zagrał inteligentnie do wbiegającego w pole karne do Kowalczyka. Ten się jednak pogubił i akcja skończyła się na nieudanym zagraniu, a nie na groźnym strzale.

Kompletnie nieudane 45 minut w wykonaniu ŁKS, który był statyczny, bierny, dawał się wyprzedzać i nie potrafił skonstruować groźnej podbramkowej sytuacji.

W pierwszej akcji drugiej połowy w 49 min pokazał się Spremo. Minął trzech rywali, ale strzelił za słabo, żeby sprawić kłopot Komarowi. ŁKS przejął inicjatywę. Zepchnął rywali do defensywy, ale szybkie kontry gospodarzy były składne i groźne. Dankowskiego ograł Thiago, wpadł w pole karne, strzelił w krótki róg, ale Bobek nie dał się zaskoczyć. Tak groźnej akcji łodzian nie było. ŁKS znów, jak do przerwy, tracił piłki po dwóch, trzech podaniach, a rywale, starając się to wykorzystać, tworzyli groźne kontry. Bilans celnych strzałów ŁKS w końcówce drugiej połowy, to: główka Koprowskiego w 86 min spotkania. Piłkę bez trudu chwycił Komar. Im daje w las, tym gorzej. Dośrodkowania Korta ze stojącej piłki w pole karne były… poniżej krytyki. Pomocnik swoimi nieudolnymi kopnięciami piłki odebrał gościom szansę na stworzenie w końcówce groźnej sytuacji.

Za podsumowanie występu łodzian niech posłuży bilans Balongo (choć nie tylko on grał słabo): 21 występów w ŁKS, 0 bramek, 0 asyst i niewiele, żeby nie powiedzieć nic, pożytku dla drużyny w meczu z Puszczą.

Puszcza Niepołomice – ŁKS1:0 (1:0)

1:0 – Wojcinowicz (25)

ŁKS: Bobek – Dankowski (74, Wszołek), Nacho Monsalve, Marciniak, Spremo (81, Koprowski), Mokrzycki, Trąbka, Kowalczyk (59, Janczukowicz), Pirulo (59, Kort), Balongo (74, Jurić), Szeliga

Kolejne ligowe mecze ŁKS

12 marca (niedziela): 12:40 – ŁKS – Stal Rzeszów (Polsat Sport)

19 marca (niedziela): 14:45 – Ruch Chorzów – ŁKS (Polsat Sport)

2 kwietnia (niedziela): 12:40 – ŁKS – Chojniczanka Chojnice (Polsat Sport)

11 kwietnia (wtorek): 20:30 – Górnik Łęczna – ŁKS (Polsat Sport)

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑