
Fot. Artur Kraszewski
W futbolu liczą się nie tylko umiejętności poszczególnych piłkarzy i ich zgarnie. Ogromne znaczenie ma też ich psychika, na którą wielki wpływ mają boiskowe wydarzenia.
ŁKS był bliski, bardzo bliski, żeby pokazać pewnemu swego Śląskowi, którego własne boisko ostatnio jest niezaprzeczalnym atutem, gdzie raki zimują. Łodzianie we Wrocławiu bardzo długo dyktowali warunki gry. Byli lepsi, stwarzali sytuacje, zdobyli dwie bramki. Przebieg wydarzeń układał się po ich myśli. I nagle wszystko się załamało, posypało.
Ełkaesiacy stracili bramkę, bo rozkojarzyli się zupełnie. Poczuli się zbyt pewni swego?! Bez wątpienia stali się nagle mniej zdyscyplinowani i odpowiedzialni. Stracili gola po 120 sekundach gry od strzelenia bramki, a po kolejnych pięciu minutach drugiego.
To mogło się okazać niewybaczalne i zakończyć się ich porażką. Na szczęście zdołali się pozbierać na tyle, żeby zapewnić widzom wyjątkowo emocjonującą końcówkę, w której mogło zdarzyć się wszystko, ale na szczęście i na nieszczęście nie zdarzyło.
Widać było, że we Wrocławskiej drużynie brakowało stabilizującego i dyscyplinującego grę zespołu (skąd my to znamy!) sprowadzonego z ŁKS Michała Mokrzyckiego. Łodzianom, co do tej pory nie było takie oczywiste, brakowało pilnującego gry defensywnego i nastawionego na udane przechwyty, Tym razem pauzującego za nadmiar żółtych kartek, Kacpra Terleckiego. Postawa 21-letniego, niechcianego w Polonii Bytom pomocnika, który wrócił do Łodzi, jest jednym z najbardziej pozytywnych personalnych zaskoczeń. Niewątpliwe trener Grzegorz Szoka potrafi wydobyć z powodzeniem piłkarzy ze sportowego niebytu, czego choćby dowodem dobra, kreatywna gra Koki Hinokio.
Oby tylko energetyczny Wrocławski mecz okazał się… pozytywnym impulsem. Dał wiarę Łodzianom, że są na tyle mocni, iż wygranie dwóch ostatnich ligowych spotkań, a potem udana walka w barażach, są możliwe! 18 maja o godz. 18 czeka ŁKS kolejny trudny wyjazdowy z Puszczą Niepołomice. W ostatniej kolejce 24 maja o godz. 16.30 Łodzianie podejmą broniącego się przed spadkiem Górnika Łęczna.

Dodaj komentarz