Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Odwaga w życiu i sporcie, poparta rozsądkiem, się opłaca. I tak stało się w przypadku Widzewa. Po kilku denerwujących i rozczarowujących antymeczach, przyszło starcie, które przynajmniej przez 45 minut pokazało możliwości i potencjał łódzkiego zespołu. Łodzianie pokonali Lechię 3:1.

Było komu grać i z kim grać. Wreszcie dośrodkowanie Fornalczyka było mierzone, co do milimetra. Wreszcie nie snuł się po boisku tylko strzelał, wykazując się prawdziwą skutecznością groźnego napastnika, Bergier. Wreszcie ćwiczone na treningach takie a nie inne rozegranie stałego fragmentu gry (rzutu rożnego) przyniosło ważną bramkę.

Widać było możliwości i potencjał. Już nikt nie będzie mówił o milionach wyrzuconych w błoto, tylko skupi się nad tym czy w kolejnych, decydujących o pozostaniu w ekstraklasie, starciach, Widzew zanotuje dalszy progres. Oby tak się stało, bo rywale na pewno są w zasięgu Łodzian.

Powiedzmy też, iż tym razem Widzew zasłużył sobie na… przychylność sędziego Przybyła. Po bezpardonowym faulu Isaaca na Cirkoviciu, arbiter najpierw sprawdził stan zdrowia poszkodowanego piłkarza, a potem wyciągnął żółtą kartkę. Trzeba zauważyć, że sędzia nie został wezwany przez asystentów z wozu VAR do obejrzenia sytuacji na monitorze. Zdaniem fachowców czerwień była ewidentna!

Teraz dwa ostatnie ligowe mecze Widzewa, też o wszystko: 15 maja, godz. 20.30 z Koroną w Kielcach (ostatni mecz 0:2 z Rakowem) i 23 maja o godz. 17.30 z Piastem Gliwice (ostatni mecz 0:0 z GKS Katowice) w Łodzi.