Rezerwowy Pafka

Tag: piłka nożna (Page 1 of 57)

Po kolejnej antygrze i porażce Widzew bliżej spadku z ekstraklasy niż dalej!

Widzew wrócił do swoich niedawnych zasad: więcej destrukcji niż konstrukcji. I wyszedł na tym, jak Zabłocki na mydle. Przegrał 16 ligowy mecz, dwunasty na obcym boisku i jest bliski spadku z ekstraklasy.

W ataku rywali wystąpił, niechciany w okienku transferowym w Widzewie, były Widzewiak, napastnik – Stępiński oraz pożegnany w Łodzi bez żalu, pomocnik Pięczek.

Mogło się zacząć… pięknie. Po świetnym prostopadłym podaniu Fornalczyka, trzeba powiedzieć wprost, że nie miał szans na gola Alvareza. Strzelał z ostrego kąta w krótki róg bramki pilnowany przez Dziekońskiego. Szkoda, szkoda…

Patrząc w drugą stronę boiska. Czyścił atak Korony Wiśniewski. Tak naprawdę więcej było kopania… się po kostkach niż grania. Z tego wszystkiego wyniknął poważny, kadrowy kłopot dla Widzewa. Czwartą żółtą kartkę w sezonie ujrzał Kornvig i nie zagra w ostatnim spotkaniu.

Widzew, pilnujący defensywy, szukał jednak swojej bramkowej szansy. Po dośrodkowaniu Alvareza, obok słupka główkował Wiśniewski. Potem po dobrym zagraniu Fornalczyka pogubił się Kornvig. Może cały czas rozmyślał o swojej żółtej kartce?!

W drugiej połowie toczyła się nudna, pozbawiona kreacji gra. Trener Vuković mógł tylko drżeć o to, żeby po kolejnych faulach drugiej żółtej kartki nie ujrzeli Shehu i Kornvig. Tymczasem czekała na swoją szansę nic nie grająca Korona i ją dostała. Kapitalnym strzałem z rzutu wolnego pod poprzeczkę z 20 metrów (na wagę utrzymania?!) popisał się Błanik!

Pogubiony, stłamszony psychicznie Widzew mógł stracić drugiego gola, ale Soterious pudłował, to nieprawdopodobne, ale prawdziwe, z czterech metrów. Potem starania Widzewa zdały się psu na budę i skończyło się porażką, która wkrótce może się zamienić w ekstraklasową klęskę!

23 maja o godz. 17.30 Widzew w ostatnim meczu sezonu zagra w Łodzi z z Piastem Gliwice.

Korona Kielce – Widzew 1:0 (0:0)

1:0 – Błanik (61, wolny)

Widzew: Drągowski -Andreou (62, Krajewski), Wiśniewski, Kapuadi, Kozlovsky -Kornvig, Shehu, Alvarez(79, Zeqiri) – Baena(74, Bukari), Bergier, Fornalczyk(74, Selahi)

ŁKS. Oby się więcej nie zdarzyła taka kilkuminutowa zapaść, jak we Wrocławiu. Łodzianie walczą o baraże i muszą być pewni swego!

Fot. Artur Kraszewski

W futbolu liczą się nie tylko umiejętności poszczególnych piłkarzy i ich zgarnie. Ogromne znaczenie ma też ich psychika, na którą wielki wpływ mają boiskowe wydarzenia.

ŁKS był bliski, bardzo bliski, żeby pokazać pewnemu swego Śląskowi, którego własne boisko ostatnio jest niezaprzeczalnym atutem, gdzie raki zimują. Łodzianie we Wrocławiu bardzo długo dyktowali warunki gry. Byli lepsi, stwarzali sytuacje, zdobyli dwie bramki. Przebieg wydarzeń układał się po ich myśli. I nagle wszystko się załamało, posypało.

Ełkaesiacy stracili bramkę, bo rozkojarzyli się zupełnie. Poczuli się zbyt pewni swego?! Bez wątpienia stali się nagle mniej zdyscyplinowani i odpowiedzialni. Stracili gola po 120 sekundach gry od strzelenia bramki, a po kolejnych pięciu minutach drugiego.

To mogło się okazać niewybaczalne i zakończyć się ich porażką. Na szczęście zdołali się pozbierać na tyle, żeby zapewnić widzom wyjątkowo emocjonującą końcówkę, w której mogło zdarzyć się wszystko, ale na szczęście i na nieszczęście nie zdarzyło.

Widać było, że we Wrocławskiej drużynie brakowało stabilizującego i dyscyplinującego grę zespołu (skąd my to znamy!) sprowadzonego z ŁKS Michała Mokrzyckiego. Łodzianom, co do tej pory nie było takie oczywiste, brakowało pilnującego gry defensywnego i nastawionego na udane przechwyty, Tym razem pauzującego za nadmiar żółtych kartek, Kacpra Terleckiego. Postawa 21-letniego, niechcianego w Polonii Bytom pomocnika, który wrócił do Łodzi, jest jednym z najbardziej pozytywnych personalnych zaskoczeń. Niewątpliwe trener Grzegorz Szoka potrafi wydobyć z powodzeniem piłkarzy ze sportowego niebytu, czego choćby dowodem dobra, kreatywna gra Koki Hinokio.

Oby tylko energetyczny Wrocławski mecz okazał się… pozytywnym impulsem. Dał wiarę Łodzianom, że są na tyle mocni, iż wygranie dwóch ostatnich ligowych spotkań, a potem udana walka w barażach, są możliwe! 18 maja o godz. 18 czeka ŁKS kolejny trudny wyjazdowy z Puszczą Niepołomice. W ostatniej kolejce 24 maja o godz. 16.30 Łodzianie podejmą broniącego się przed spadkiem Górnika Łęczna.

45-minutowa odwaga Widzewa została sowicie nagrodzona. Taka gra (ale przez 90 minut!) może przynieść utrzymanie

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Odwaga w życiu i sporcie, poparta rozsądkiem, się opłaca. I tak stało się w przypadku Widzewa. Po kilku denerwujących i rozczarowujących antymeczach, przyszło starcie, które przynajmniej przez 45 minut pokazało możliwości i potencjał łódzkiego zespołu. Łodzianie pokonali Lechię 3:1.

Było komu grać i z kim grać. Wreszcie dośrodkowanie Fornalczyka było mierzone, co do milimetra. Wreszcie nie snuł się po boisku tylko strzelał, wykazując się prawdziwą skutecznością groźnego napastnika, Bergier. Wreszcie ćwiczone na treningach takie a nie inne rozegranie stałego fragmentu gry (rzutu rożnego) przyniosło ważną bramkę.

Widać było możliwości i potencjał. Już nikt nie będzie mówił o milionach wyrzuconych w błoto, tylko skupi się nad tym czy w kolejnych, decydujących o pozostaniu w ekstraklasie, starciach, Widzew zanotuje dalszy progres. Oby tak się stało, bo rywale na pewno są w zasięgu Łodzian.

Powiedzmy też, iż tym razem Widzew zasłużył sobie na… przychylność sędziego Przybyła. Po bezpardonowym faulu Isaaca na Cirkoviciu, arbiter najpierw sprawdził stan zdrowia poszkodowanego piłkarza, a potem wyciągnął żółtą kartkę. Trzeba zauważyć, że sędzia nie został wezwany przez asystentów z wozu VAR do obejrzenia sytuacji na monitorze. Zdaniem fachowców czerwień była ewidentna!

Teraz dwa ostatnie ligowe mecze Widzewa, też o wszystko: 15 maja, godz. 20.30 z Koroną w Kielcach (ostatni mecz 0:2 z Rakowem) i 23 maja o godz. 17.30 z Piastem Gliwice (ostatni mecz 0:0 z GKS Katowice) w Łodzi.

Szkoda, wielka szkoda. W meczu na szczycie ŁKS prowadził 2:0, przez godzinę był lepszy i… niestety musiał zadowolić się remisem

ŁKS prowadził 2:0, potem frajerko stracił bramki i musiał ratować remis – dziewiąty w sezonie, trzeci na obcym boisku. Na pewno mecz na szczycie dostarczył ogromnych emocji. Szkoda tylko, że pozostał po nim Łódzki niesmak. Przez 60 minut ŁKS był lepszym zespołem i w doliczonym czasie centymetry dzieliły go od bramkowej akcji.

Mogło się zacząć fantastycznie dla Łodzian, ale w 10 min, po strzale z dystansu Wysokińskiego, piłka odbiła się od słupka. Potem goście walczyli ostrożnie, może za ostrożnie, ale bez kompleksów. Mieli inicjatywę i przewagę.

Ale co wyprawiali sędziowie, ci na boisku i obsługujący VAR, woła o pomstę do nieba. Nie odgwizdali faulu na Fałowskim (pytanie czy jeszcze w polu karnym?). Łódzki obrońca był kopnięty przez rywala, co pokazały powtórki, a arbitrom potrzebne są okulary, a raczej kursy doszkalające lub… zajęcie się czym innym.

Sprawiedliwości stało się jednak zadość. Po znakomitym prostopadłym podaniu Arasy, bez skrupułów sytuację sam na sam wykorzystał Piasecki. To jego 14 gol w sezonie. 8 bramek łódzki napastnik strzelił od 4 kwietnia!

Powinno być 2:0 dla ŁKS na początku drugiej połowy. Po świetnym podaniu walczącego Piaseckiego, mieliśmy próbę lobowania bramkarza w sytuacji sam na sam w wykonaniu przeciętnego niestety Loffelsenda. Niestety zakończyła się ona niepowodzeniem. Szromnik odbił piłkę. ŁKS grał bez kompleksów. Przechwytywał piłki, konstruował szybkie akcje. I dopiął swego. Po prostopadłym podaniu wzdłuż pola bramkowego Arasy, piłkę do własnej bramki wpakował Matsenko.

Co z tego, skoro nie minęło 120 sekund, a gospodarze zdobyli gola, wykorzystując rozkojarzenie Łodzian w defensywie. Tak frajersko grać i tracić goli po prostu nie wolno! To natchnęło wrocławian do walki. I szybko zdobyli wyrównującą bramkę, po rzucie rożnym. Jak w tak ważnym meczu można roztrwonię dwubramkowe prowadzenie i to w ciągu pięciu minut! Kłania się psychika. Łodzianie zagrali ten fragment meczu kompletnie bez głowy, bez futbolowego rozumu.

Co było dalej? Trwała otwarta walka. Wszystko mogło się zdarzyć i… W zadymianie boiska bawili się(?!) kibice. Ełkaesiaków gubił zbytni egoizm i dlatego nie wykorzystali kontry, atakując w przewadze. W odpowiedzi w 100-procentowej sytuacji obok słupka główkował Matsenko. W doliczony czasie Ełkaesiacy szukali szansy w kontrze. I mieli szansę. Zabrakło jednak dokładnego podania do stworzenia sytuacji sam na sam z bramkarzem. W sumie po prostu Łódzki żal….

18 maja o godz. 18 czeka ŁKS kolejny trudny wyjazdowy z Puszczą Niepołomice. W ostatniej kolejce 24 maja o godz. 16.30 Łodzianie podejmą Górnika Łęczna.

Śląsk Wrocław – ŁKS Łódź 2:2 (0:1)

0:1 – Piasecki (42), 0:2 – Matsenko (61, samobójcza), 1:2 – Kurowski (63), 2:2 – Matsenko (68, głową)

ŁKS: Bomba – Rudol, Craciun, Fałowski, Loffelsend – Wysokiński, Wojciechowski (71, Lewandowski), Hinokio, Norlin (82, Krykun) – Arasa, Piasecki (82, Ernst)

Precz z kompleksami. Cieszmy się tym, co futbolowego mamy. W polskiej, piłkarskiej ekstraklasie emocji nie zabraknie do samego końca!

Na pewno nie mamy najlepszej ligi w Europie, ale na pewno ekstraklasa nie jest najgorsza. Ba, potrafi być wyjątkowa i bardzo, ale to bardzo emocjonująca. Tylu zaciętych, wyrównanych spotkań, nie ma chyba w żadnej innej. Nic dziwnego, że jedna czy druga ligowa kolejka, potrafi przewrócić tabelę do góry nogami.

Pooglądam czasami, ze względu na Oskara Pietuszewskiego, ligę portugalską i ani poziom nie powala na kolana, ani poszczególne mecze, gdzie owszem jest walka i ambicja, ale do wielkiej futbolowej finezji i ekscytacji, daleko.

We Francji jest lepiej, ale obok dobrych i bardzo dobrych spotkań, zdarzają się takie wtopy, że zęby bolą. W telewizji reklamują (bo co innego mają robić, skoro to transmitują) mecz na szczycie Serie A, a potem wychodzi bezbarwne, pozbawione emocji i strzałów widowisko(?!).

Dlatego, precz z kompleksami. Cieszmy się tym, co futbolowego mamy. Jestem tego pewien, że emocji nie zabraknie nam do ostatniej kolejki!

Efektowne 45 minut dało Widzewowi arcyważne zwycięstwo. Łodzianie wreszcie są nad strefą spadkową!

Lepiej późno niż później… Taki Widzew (z pierwszych 45 minut meczu) kibice chcieliby oglądać przez cały sezon: odważny, łasy na gole i do bólu skuteczny. W każdym razie taka gra dała zwycięstwo, co pozwoliło drużynie trenera Vukovicia znaleźć się nad strefą spadkową. Dodajmy: po raz pierwszy od 14 lutego, gdy wygrała w Płocku!

Lechia od razu chciała pokazać swoją moc i chęć walki bez kompleksów. Zaczęło się nerwowo i groźnie pod łódzką bramką, ale gospodarze wyjaśnili trudną sytuację, w kolejnej akcji Kłudka strzelił obok słupka, a w kolejnej interweniujący bez pardonu Isaac ujrzał żółtą kartkę. Dużo, bardzo dużo negatywnych emocji, jak na 4 minut gry. Co się źle zaczyna…

Odpowiedź Łodzian była zabójcza! Po mierzonym co do centymetra dośrodkowaniu Fornalczyka gola głową pod poprzeczkę strzelił Bergier, który zgubił pilnującego go rywala. Łodzianie chcieli powiększyć przewagę. Skutecznie. Po akcji Fornalczyka z Kornviqiem, Bergier z obrońcą na plecach sprytnie obrócił się w polu bramkowym i z ostrego kąta posłał piłkę w długi róg. To 13 i 14 gol snajpera Widzewa w rozgrywkach!

Łodzianie się nie zatrzymywali. Po sprytnym, mierzonym dośrodkowaniu z rzutu rożnego Alvareza, strzał Kornviqa spowodował wielkie zamieszanie i chaos w polu karnym gości. To skrzętnie wykorzystał Kapuadi i niepilnowany z trzech metrów posłał piłkę do siatki. Boiskowa odwaga Łodzian, której ostatnio tak brakowało, po raz trzeci została nagrodzona.

W drugiej połowie już tak pięknie nie było. Lechia szybko przestała przeżywać stratę trzech goli. Atakowała. I dopięła swego. Zdobyła bramkę. Autorem gola, po świetnie wystawionej piłce, uderzeniem tuż zza linii pola karnego, był Żelizko. Dziwne, że nikt nie starał się zablokować tego uderzenia.

Potem byłby mały horror, gdyby w dogodnej sytuacji trafił Bobcek, ale nie trafił. A od 89 min Łodzianie grali w dziesiątkę, bo drugą żółtą czyli czerwoną kartkę ujrzał Shehu (dla którego był to mecz numer 100 w barwach Widzewa). No, nie było fajnie. Na szczęście Drągowski znakomicie obronił strzał Neugebauera. I w końcu można było odetchnąć z ulgą, ciesząc się z jedenastego, ligowego zwycięstwa Widzewa, ósmego na własnym boisku.

Spotkanie oglądało 17866 kibiców. Warto to zauważyć: drużyna Widzewa wybiegła na rozgrzewkę w koszulkach z napisem: Lukas jesteśmy z Tobą! Gest wsparcia dla kontuzjowanego Leragera.

Dwa ostatnie ligowe mecze Widzewa też o wszystko: 15 maja, godz. 20.30 z Koroną w Kielcach i 23 maja o godz. 17.30 z Piastem Gliwice w Łodzi.

Widzew – Lechia Gdańsk 3:1 (3:0)

1:0 – Bergier (10, głową), 2:0 – Bergier (28), 3:0 – Kapuadi (37), 3:1 – Żelizko (67)

Widzew: Drągowski -Isaac (46, Krajewski), Wiśniewski, Kapuadi, Kozlovsky -Baena (78, Andreou), Kornvig, Shehu -Alvarez(83, Pawłowski), Bergier (87, Zeqiri), Fornalczyk (83, Selahi)

Hat trick ŁKS. Trzecie zwycięstwo z rzędu łodzian. Rosną szanse na baraże!

ŁKS ustrzelił hat tricka. Wygrał trzeci mecz z rzędu – czternasty w sezonie, ósmy na własnym boisku. Szanse na baraże coraz większe! Łodzianie mają na koncie 50 zdobytych punktów i piąte miejsce w tabeli. Rywale doznali piątej porażki z rzędu.

Łodzianie zaatakowali od początku meczu i to szybko przyniosło efekty. Po dośrodkowaniu Terleckiego tzw. na nos, dwunastego gola w rozgrywkach już w 9 minucie zdobył głową Piasecki.

Goście się nie zrazili. Organizowali akcje zaczepne bez kompleksów, próbując odrobić straty. Łodzian momentami gubiła nadmierna pewność siebie, co w efekcie kosztowało ich stratę gola. Ale jakiego! Wyjątkowej urody. Olewiński trafił w okienko. Uderzenie nie do obrony. Cóż, boiskowa niefrasobliwość drogo kosztuje. Zespołowi, który ma ekstraklasowe ambicje, takie zachowanie nie przystoi.

Ten gol na długie minuty odebrał gospodarzom boiskowy rezon. Oddali rywalom inicjatywę. Goście atakowali coraz groźniej, nawet po wielopodaniowych akcjach. ŁKS wreszcie się obudził. Nie chciał być dłużny. Szukał szczęścia także po stałych fragmentach gry i był blisko, bardzo blisko. Kupczak w dogodnej sytuacji główkował tuż obok słupka.

W drugiej połowie ŁKS atakował, ale długo bez skutku. Strzały łodzian trafiały na ścianę czyli mur obronny rywali. Wreszcie akcja ofensywnych graczy łodzian: Arasy, Lewandowskiego i Piaseckiego zakończyła się pewnym uderzeniem w róg bramki tego ostatniego i jego trzynastym, ligowym golem.

ŁKS chciał pójść za ciosem, ale po strzale Lewandowskiego i rykoszecie piłka odbiła się od poprzeczki. Co się odwlecze… Za chwilę po sprytnie rozegranym rzucie rożnym Hinokio przy odrobinie szczęścia posłał piłkę do siatki.

Wydawało się, że będzie już z górki. Tymczasem spóźnił się z interwencją Kupczak i goście zarobili, wykorzystany, rzut karny. Końcówka była pełna niepewności. Uff, ŁKS odniósł zwycięstwo, ale łatwo nie było…

11 maja o godz. 18.30 mecz Śląsk Wrocław – ŁKS.

ŁKS Łódź – Pogoń Grodzisk Mazowiecki 3:2 (1:1)

1:0 – Piasecki (9, głową), 1:1 – Olewiński (27), 2:1 – Piasecki (65), 3:1 – Hinokio (73). 3:2 – Noiszewski (90+2, karny)

ŁKS: Bomba- Kupczak, Craciun, Fałowski(79, Wiech), Loffelsend-Wysokiński, Terlecki(46, Lewandowski), Hinokio(73, Młynarczyk),Norlin- Arasa(73, Patterson),Piasecki(71, Ernst)

21 lat temu odbył się na boisku przy ul. Niciarnianej ostatni trening Widzewa. Od tego czasu to miejsce drzewami, krzewami i trawą zarosło…

Nikt z młodych ludzi, którzy odwiedzają to miejsce (dom kultury, hala, korty) nie uwierzyłby, że tuż obok, przy ul. Niciarnianej było piłkarskie boisko i to takie, które stanowi kawał pięknej historii Łódzkiego futbolu.

Tu odbywały się tradycyjne, dziś zapomniane, mecze – Puchar Wyzwolenia Łodzi – podczas których dochodziło do ekscytujących, derbowych starć pomiędzy ŁKS, a Widzewem. Tu, tak to nie przejęzyczenie, 21 (słownie: dwadzieścia jeden) lat temu odbył się ostatni trening piłkarzy Widzewa!

Miejsce drzewami, krzewami i trawą zarosło. Może są tu jakieś wyjątkowe roślinki, których nie ma w innych rejonach miasta, może są wyjątkowe owady, może czasami odwiedzą miejsce coraz bardziej pewne swego w Łodzi – dziki, choć raczej nie, bo tereny nie wyglądają na zryte. Tylko dziury są, w które kiedyś wbite były bramki, a teraz bramki (czy raczej to, co z nich zostało) zdemontowano, żeby teren nie kojarzył się z futbolowym placem i sportowego wstydu nie było widać.

Od wielu, wielu lat boisko (?!) przy ul. Niciarnianej to po prostu sportowy ugór. Jak nic powinien się o jego piłkarskie przeznaczenie upomnieć ŁZPN, ale widać z tą sprawą, nie pierwszą, nie ostatnią, mu nie po drodze…

Z krążących wokół opowieści można usłyszeć, że teren trafi w ręce deweloperów. Tak, jakby boisk i placów rekreacyjnych w mieście było pod dostatkiem! Powiedzmy wprost: wielki, wielki smutek i żal…

W grze ŁKS luz i blues. Coraz realniejsze są marzenia o walce o ekstraklasę!

Fot. Artur Kraszewski

ŁKS mógł zaimponować w wygranym 4:0 meczu z Pogonią Siedlce. Praktycznie przez cały pojedynek miał inicjatywę, dyktował warunki gry. Nic dziwnego, że odniósł wysokie, pewne zwycięstwo. W grze Łodzian czuć i widać było luz, blues, pewność swoich możliwości i umiejętności. A akcje po których gole strzelali: Fabian Piasecki i Andreu Arasa – palce lizać. Spryt Mateusza Wysokińskiego przy wykonywaniu rzutu wolnego (posłał piłkę pod nogami tworzących mur piłkarzy) też został sowicie nagrodzony.

Mogło się podobać też to, że Łodzianie pilnowali gry. Nie pozwolili rywalom na wyprowadzanie groźnych kontr. Uważnie kontrolowali strefy boiska, w których Siedlczanie próbowali atakować. Nic dziwnego, że zachowali czyste konto. Forma rośnie, na decydujące mecze o baraże o ekstraklasę. Trzymamy kciuki, żeby się udało!

Zaległe spotkanie 28. kolejki Betclic I ligi ŁKS Łódź – Pogoń Grodzisk Mazowiecki zostanie rozegrane 7 maja o godz. 18 w Łodzi. 11 maja o godz. 18.30 mecz Śląsk Wrocław – ŁKS.

Pogoń, choć prowadziła, nie miała wiele do powiedzenia w meczu z Wieczystą, przegrywając u siebie 1:4. W defensywie, jak widać po wyniku, miała moc kłopotów. Czy zespół z Grodziska Mazowieckiego jest już syty osiągniętym celem – utrzymaniem się w I lidze?

Wrocławianie grali w Łęcznej z Górnikiem i choć się tego meczu obawiali, to go pewnie wygrali 4:0, prezentując podobny luz, jak Łodzianie. W ataku potrafili być bardzo mocni i wykorzystywać sytuacje. Na skutek zawartej umowy (bariera finansowa!) w tym spotkaniu raczej nie wystąpi odgrywający coraz większą rolę we wrocławskiej drużynie, były lider ŁKS – Michał Mokrzycki.

W sumie łodzianom do rozegrania pozostały mecze: z Pogonią Grodzisk Mazowiecki, Śląskiem Wrocław, Puszczą Niepołomice oraz Górnikiem Łęczna. Nie jest to łatwy kalendarz!

Antygra Łodzian w stolicy nie przyniosła nawet punktu. W ten sposób nie strzeli się zwycięskiej bramki i nie wygra kolejnego meczu o wszystko, tym razem z Lechią!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

To nie było futbolowe widowisko, tylko ligowy ból i zgrzytanie zębów. Ten pogląd podzielali wszyscy kupujący na osiedlowym ryneczku. Widać było od razu, ilu Widzew ma tu wiernych, choć strasznie rozczarowanych i smutnych, kibiców.

Antygra Łodzian w stolicy nie przyniosła nawet punktu. Prawda futbolowa jest taka. Jeśli nie chcesz wygrać, robisz wszystko, żeby uratować remis, to z reguły wychodzisz na tym, jak Zabłocki na mydle. I tak się stało w Warszawie. Widzew przegrał z Legią w ostatniej akcji doliczonego czasu gry 0:1.

Wydawało się po ostatnich meczach, że jedno, co się udało Widzewowi, to zbudować solidną defensywę, a nawet szerzej – grę obronną. I co? Łodzianie doprowadzili w ostatnich minutach pojedynku w Warszawie do chaotycznej obrony Częstochowy (po faulu wymyślonym przez sędziego!), gdzie więcej było pod własną bramki zagubienia i paniki, niż zdrowego rozsądku. Zabrakło lidera defensywy, a powinien nim być Przemysław Wiśniewski, który by to uporządkował i po prostu posprzątał, odbierając rywalom nadzieję na bramkową okazję. To już się nie wróci, a walczyć trzeba dalej.

9 maja o godz. 14.45 Widzew zagra w Łodzi kolejny mecz ostatniej szansy, tym razem z Lechią Gdańsk. Czy będzie w stanie stworzyć bramkowe sytuacje i przynajmniej jedną, zwycięską skutecznie wykończyć?

Do tego celu potrzebna jest odważna, kreatywna druga linia, której liderem będzie… No, właśnie kto? Takiego w Warszawie nie było, co potęgowało tylko chaos na skrzydłach i brak składnych akcji.

Wróci po odcierpieniu kartkowej kary Juljan Shehu i wszystkim pokieruje? Oj, chciałoby się w to wierzyć, ale na razie Albańczyk ma wiosną więcej nieudanych niż udanych występów. Może jednak w decydującej chwili to się zmieni, a wtedy skrzydłowi będą bardziej przydatni i niebezpieczni, a napastnik doczeka się bramkowych sytuacji i wpisze na listę strzelców.

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑