Rezerwowy Pafka

Tag: piłka nożna (Page 1 of 61)

Personalne i taktyczne zmiany wyszły drużynie ŁKS bokiem. Łodzianie błyskawicznie pożegnali się z Pucharem Polski

Trudno tego wyniku nie uznać za przykrą niespodziankę. Marzący o ekstraklasie ŁKS przegrał z walczącym w powrót do I lidze – GKS Tychy i odpadł z Pucharu Polski. Dużo personalnych i taktycznych zmian w jedenastce ŁKS. Klasyczny przegląd ligowej kadry, wyszedł Łodzianom bokiem. Nie wróży to nic dobrego przed kolejnymi, ligowymi meczami.

Zanim Łodzianie się jakoś poskładali, czujność Bomby sprawdził były Ełkaesiak – Lewandowski. Na szczęście bez bramkowych konsekwencji. W odpowiedzi po sprytnie wykonanym rzucie rożnym Krykun trafił w słupek. W rewanżu po… rzucie rożnym Kowalski główkował w poprzeczkę. Po słabym, za lekkim zagraniu Wiecha w defensywie, Bomba w ostatniej chwili uprzedził Lewandowskiego.

W pierwszej sytuacji drugiej połowy po uderzeniu z ostrego kąta Kądziora, niezbyt udanie, na raty musiał interweniować Bomba, przy okazji faulowany przez Lewandowskiego. W rewanżu Mądrzyk obronił groźny strzał Strzałka z dystansu. Po centrze Kowalskiego potknął się Bomba i o mały włos nie skończyło się to golem.

Następny groźny strzał przyniósł bramkę gospodarzom. O czym myślał Bomba, dlaczego nie pilnował dalszego słupka przy strzale z rzutu wolnego Kędziora, pozostanie jego tajemnicą. W każdym razie precyzyjne uderzenie byłego reprezentanta kraju, przyniosło gola, dającego zwycięstwo i pucharowy awans. Dodajmy jeszcze, że nieudolna próba kapitana Łodzian – Rudola wymuszenia jedenastki w doliczonym czasie gry pokazała czarno na białym bezsilność drużyny gości.

Kolejne wyjazdowe, ligowe spotkania Łodzian: 6 września, godz. 14.30: Arka Gdynia – ŁKS Łódź (transmisja TVP Sport), 11 września, godz. 20.45: Puszcza Niepołomice – ŁKS Łódź, 19 września, godz. 15.30: Pogoń Grodzisk Mazowiecki – ŁKS Łódź.

Puchar Polski

GKS Tychy – ŁKS 1:0 (0:0)

1:0 – Kądzior (76, wolny)

ŁKS: Bomba – Rudol, Wiech, Farbiszewski (58, Kaput)- Krykun, Kupczak, Hinokio (58, Wysokiński), Strzałek (70, Szczygieł), Błachewicz (77, Nowakowski)- Siwek, Podliński (46, Prusiński)

Kolejna porażka Widzewa. Nie trzeba wydawać milionów. 18-latek podawał do 20-latka i rezerwowi dali Koronie awans w Pucharze Polski

Korona przystępowała do pucharowej potyczki mając za sobą passę sześciu zwycięstw w meczach z Widzewem. I ku rozpaczy Łodzian wygrała po raz siódmy! W tym sezonie Widzew nie był w stanie zdobyć trzech punktów na własnym boisku.

Powinno się zacząć od prowadzenia gości. Szczęście i przypadek pomogły uchronić się Widzewowi od wpadki już w 5 minucie spotkania. Centrował Fassbender, odbił piłkę Kapuadi, co sprawiło, że nie zdołał metr czy dwa od bramki dobrze uderzyć jej Stępiński.

Odpowiedź Łodzian przyszła 13 minut później, ale Berger trafił w słupek. Wrzucał piłkę Garcia, przedłużył ją głową Wiśniewski i po tym stałym fragmencie gry o mały włos, a cieszyliby się gospodarze.

To był impuls. Widzew osiągnął przewagę, miał sytuację i mógł… stracić gola. Kontra Korony mogła być zabójcza, ale wychodzącego na czystą pozycję Jakubczyka dogonił i znakomicie zatrzymał zdeterminowany Fornalczyk. W odpowiedzi Biuk trafił w słupek. Do siatki posłał piłkę przy dobitce Berger, ale był na pozycji spalonej.

Widzewowi do przerwy, jak świeżego powietrza, brakowało kreatywnej gry drugiej linii, tak w środkowej strefie, jak i na prawej stronie boiska.

W pierwszej groźnej akcji po przerwie dynamiczna atak Fornalczyka przyniósł tylko rzut rożny. W odpowiedzi Wiśniewski uprzedził szykującego się do przejęcia piłki tuż przed bramką Stępińskiego. Tuż po wejściu na boisko Świderski strzelił z rzutu wolnego minimalnie obok słupka.

Nie trzeba wydawać milionów. 18-latek podawał do 20-latka i rezerwowi dali prowadzenie gościom. To był pierwszy i jedyny celny strzał Korony w tym spotkaniu. A to jak zachował się w defensywie Alvarez, woła o pomstę do nieba. Dla formalności: podawał Ciszek, a Bąk uderzeniem głową uprzedził Łódzkich obrońców.

Widzew chciał szybko odrobić straty, ale Bergier znów trafił w słupek. Potem interwencją na refleks popisał się Mamla. Na dodatek stopował akcje gospodarzy świetnymi interwencjami Mosór. W doliczonym czasie Widzew pokazywał jedynie swoją bezradność. Rozczarował, przegrał i odpadł z Pucharu Polski.

Mecz oglądało 15578 kibiców

5 września o godz. 14.45 ligowy mecz w Łodzi Widzewa z Radomiakiem.

Puchar Polski

Widzew – Korona Kielce 0:1 (0:0)

0:1 – Bąk (73, głową)

Widzew: Ilić – Krajewski, Wiśniewski, Kapuadi, Garcia – Selahi (64, Świderski) – Fornalczyk, Kornvig (80, Males), Alvarez, Biuk (64, Papanikolaou) – Bergier

ŁKS. Gdy zabrakło lidera wszystko się posypało. Co będzie dalej? Trudno przewidzieć

Fot. ŁKS Łódź

Wydawało się przez moment, że na ŁKS można liczyć. Wierzyć, że nie zejdzie poniżej pewnego poziomu grania, że rola ligowego faworyta mu odpowiada i dobrze się z nią czuję.

Tymczasem okazało się, że żadnych gwarancji nie ma. Po bardzo dobrym meczu przyszedł słaby w Opolu z Odrą (0:0), w którym brakowało wszystkiego: jakości, przebojowości, odwagi, skuteczność… wystarczy tych wyliczeń.

Zagadką pozostaje dlaczego ŁKS zaczął mecz schowany za podwójną gardą i o mały włos nie stracił ze dwóch bramek. Ratował Łodzian brak skuteczności rywali. A potem, gdy na pewne fragmenty spotkania, przejmował inicjatywę, to grał wolno, schematycznie, bez pomysłu, bez kreacji.

I ta lawina zarzutów ma mieć związek z jednym jedynym piłkarzem? Zabrakło Andreu Arasy, który ostatnio grał rzeczywiście znakomicie i wszystko się posypało. Widać, jak na dłoni, ile może w futbolowej drużynie znaczyć jeden człowiek o nieprzeciętnych umiejętnościach.

Trener Grzegorz Szoka niezadowolony z postawy swoich podopiecznych (a kogo oni swoją grą zadowolili?!) twierdzi, że wyrwę po Arasie, da się ukryć. W jaki sposób? Ano najprostszy z możliwych. Pozostali najważniejsi Ełkaesiacy pokażą, że nie są futbolowym palcem robieni i poprowadzą zespół ku lepszej, skuteczniejszej grze. Oby!

Kolejne wyjazdowe spotkania Łodzian: 3 września, godz. 17.30: GKS Tychy – ŁKS Łódź (Puchar Polski TVP Sport, tvpsport.pl), 6 września, godz. 14.30: Arka Gdynia – ŁKS Łódź (TVP POLONIA lub TVP SPORT), 11 września, godz. 20.45: Puszcza Niepołomice – ŁKS Łódź, 19 września, godz. 15.30: Pogoń Grodzisk Mazowiecki – ŁKS Łódź.

Widzew przegrywał już 0:2 z mistrzem Polski. Odrobił straty i…poległ w ostatniej akcji meczu po fatalnym błędzie swojego bramkarza

Łodzianie szukali pierwszego zwycięstwa w sezonie na… swoim boisku. Bez Wiśniewskiego (kartka) i Shehu (kontuzja). Niestety doznali drugiej porażki (pierwszej z Koroną), choć odrobili dwubramkową stratę w meczu z mistrzem Polski. Co z tego, skoro stracili decydującego gola w doliczonym czasie gry. W ostatniej akcji meczu, po fatalnym błędzie jednego ze swoich liderów – bramkarza Drągowskiego!

Zaczęło się fatalnie. Pierwsza groźna akcja gości przyniosła im gola. Walemark ujawnił szybkościowe braki Garcii, wyprzedził go, dograł dokładnie do Kozubala, a ten niepilnowany na jedenastym metrze(!) strzałem po długim rogu dał prowadzenie Poznaniakom.

Nie można powiedzieć, Widzew starał się odrobić straty. Ale bez efektu. Starał się za dwóch Fornalczyk, ale z kim miał grać, skoro partnerzy marnowali jego podania?! Skoro Widzew nie potrafił odrobić strat, to kontrę wykorzystali rywale. Znów Walemark był nie do zatrzymania, a gola z ostrego kąta zdobył Sayyadmanesh. Pytanie, bez odpowiedzi, dlaczego nikt pieczołowicie nie pilnował najlepszego piłkarza gości, dając mu tyle miejsca i czasu do robienia futbolowej zadymy.

Wydawało się przez moment, że jest pozamiatane, ale Widzew się nie poddawał i szybko zdobył kontaktowego gola. Fornalczyk wykorzystał błąd Pereiery (chciał zagrywać piłkę głową do bramkarza), przejął futbolówkę, spod linii końcowej dograł idealnie do Świderskiego, a ten posłał piłkę do pustej bramki. To jego pierwszy gol w ekstraklasie od… 2808 dni. Potem niby Widzew nadal się starał, ale na bohatera wyrósł Drągowski, który popisał się dwoma znakomitymi interwencjami.

Na początku drugiej połowy bramkarz Widzewa popisał się kiksem, który mógł przynieść gola rywalom, ale… Zdążył wrócić i obronić słaby strzał Agnero. Jak się nie zdobywa takich bramek, to się je traci. Sprawiedliwości stało się zadość. Na listę strzelców wpisał się najlepszy Widzewiak czyli Fornalczyk. Czy po świetnym zagraniu Kapuadiego, miał to być strzał czy podanie przed bramkę, to bez znaczenia, ważne że piłka wpadła do siatki.

Potem więcej z gry meli goście, ale gol dla nich nie padł, w dużej mierze dzięki Drągowskiemu (fenomenalnie obronił strzał Palmy). Za to ambicja Łodzian mogła zostałć sowicie nagrodzona. W doliczonym czasie gry w polu karnym Szymczak faulował Żyrę, ale po analizie VAR jedenastki nie było. Odgwizdano spalonego!

Niestety, w ostatniej akcji meczu kropkę nad i postawili goście, po fatalnym błędzie Drągowskiego, który nie zrozumiał się z Krajewskim. Stracił piłkę, a Luis Palma posłał ją z 25 metrów do pustej bramki. Czarna rozpacz.

Mecz oglądało 17555 kibiców.

7. kolejka: Widzew Łódź – Radomiak Radom, sobota, 5 września, godz. 14.45. Wcześniej Puchar Polski: 2 września o godz. 20.30 Widzew podejmie Koronę Kielce.

Widzew Łódź – Lech Poznań 2:3 (1:2)

0:1 – Kozubal (6), 0:2 – Sayyadmanesh (22), 1:2 – Świderski (27), 2:2 – Fornalczyk (53), 2:3 – Luis Palma (90+6)

Widzew  Drągowski – Krajewski, Żyro, Kapuadi, García – Baena, Alvarez (88, Klukowski), Selahi, Kornvig (70, Papanikolaou), Fornalczyk (81, Biuk) – Świderski (70, Bergier)

Rozczarowujący remis ŁKS. Bez kontuzjowanego lidera nie ma pozytywnego grania!

Nie ma lidera drużyny, nie ma grania, nie ma bramkowych akcji, nie ma goli. Jest rozczarowujący remis. No po prostu nieszczęście i wielkie osłabienie. ŁKS zagrał w Opolu bez swojego asa i lidera – Arasy. którego wyeliminował uraz (naderwany mięsień – przerwa tydzień, dwa) doznany w meczu ze Stalą Mielec.

ŁKS schowany za podwójną gardą czekał na swoją szansę na zabójczą kontrę. I mógł na tym wyjść, jak Zabłocki na mydlę. Dobrze,że Węglarz wygrał pojedynek sam na sam z Szyszem. A potem ŁKS miał furę szczęścia, bo Szysz, uderzając do pustej bramki, posłał piłkę obok słupka. Jak on to zrobił, że nie trafił?! Potem Węglarz obronił jeszcze strzał Feliksa.

A rywale? Pierwszy strzał ŁKS dopiero w 24 minucie (niecelna główka Craciuna po rzucie rożnym). Niestety, optymistycznie nie było. Pierwszy celny strzał ŁKS w 43 minucie. Uderzenie Nowakowskiego obronił bramkarz gospodarzy.

Pierwsza składna akcja po przerwie i celny strzał Podlińskiego (59 min) powinny był dać wiarę Łodzianom, że można. Nie dały. ŁKS grał wolno, przewidywalnie. Ale mógł wygrać. Po rzucie rożnym i główce Craciuna piłkę z linii bramkowej wybił były… Ełkaesiak – Pingot. Potem było już tylko gorzej. Lepiej nad tym meczem spuścić zasłonę milczenia.

Kolejne wyjazdowe spotkania Łodzian: 3 września, godz. 17.30: GKS Tychy – ŁKS Łódź (Puchar Polski), 6 września, godz. 14.30: Arka Gdynia – ŁKS Łódź, 11 września, godz. 20.45: Puszcza Niepołomice – ŁKS Łódź, 19 września, godz. 15.30: Pogoń Grodzisk Mazowiecki – ŁKS Łódź. Chory kalendarz, spowodowany przez chory pomysł UMŁ – przeprowadzenie w Łodzi kobiecych mistrzostw, które w czasie intensywnej ligowej gry, tak naprawdę nikogo nie obchodzą.

Odra Opole – ŁKS 0:0

ŁKS: Węglarz – Sokół (89, Krykun), Rudol (46, Farbiszewski), Craciun, Fałowski, Keiblinger (75, Błachewicz), Wysokiński (75, Prusiński), Terlecki, Hinokio, Nowakowski (57, Strzałek), Podliński

ŁKS zrobił sportowy krok do przodu, ale teraz nadchodzi czas wielkiej próby. Władze Łodzi zgotowały mu trudny, wyjazdowy los

Fot. Artur Kraszewski, ŁKS Łódź

Pozory potrafią mylić. Wydawało mi się, że po pierwszym (odejście Michała Mokrzyckiego), a potem drugim (zniknięcie Fabiana Piaseckiego) kadrowym trzęsieniu ziemi ŁKS skazuje się na I-ligową przeciętność.

Trzęsienia okazało się… drobnymi turbulencjami, które zamiast rozbić drużyną tylko ją zjednoczyły, ba zintegrowały. O, ironio! ŁKS bez swoich liderów gra lepiej, bo wykreował nowych (Mateusz Wysokiński), innym pozwolił, także z konieczności, na więcej (Andreu Arasa), zdyscyplinował się i stał bardziej konsekwentny w grze. Bez dwóch zdań to zasługa trenera Grzegorza Szoki, który umiał to wszystko poukładać. Nie boi się podejmować odważnych decyzji (zdjęcie Fabiana Piaseckiego), dawanie szansy młodym, zdolnym piłkarzom.

Fot. Artur Kraszewski, ŁKS Łódź

Chciałoby się powiedzieć: tylko tak dalej. Sęk w tym, że teraz dla ŁKS zaczynają się kalendarzowe, wyjazdowe schody – pięć meczów pod rząd na obcych boiskach (cztery ligowe plus Puchar Polski) i powrót na al. Unii w połowie października! Nadchodzi czas sportowej, wyjątkowej próby.

Powiem to ze smutkiem: propagandowy sukces, jakim było dla władz miasta Łodzi zyskanie kobiecych futbolowych mistrzostw (teraz są przedmiotem napięć między UEFA i FIFA – podobno zażegnanych), okazał się ważniejszy od Łódzkiego dobra. Takie łaszczenie się na chwilowy poklask, bez cienia refleksji i myślenia o Łódzkiej przyszłości, nie wystawia władzom dobrego świadectwa.

Wyjazdowa gehenna Łodzian: 28 sierpnia, godz. 20.45: Odra Opole – ŁKS Łódź, 3 września, godz. 17.30: GKS Tychy – ŁKS Łódź (Puchar Polski), 6 września, godz. 14.30: Arka Gdynia – ŁKS Łódź, 11 września, godz. 20.45: Puszcza Niepołomice – ŁKS Łódź, 19 września, godz. 15.30: Pogoń Grodzisk Mazowiecki – ŁKS Łódź.

Mocno osłabiony w defensywie Widzew wcale nie jest bez szans w meczu z mistrzem Polski

Zdjęcia Martyna Kowalska, widzew.com

Heroiczny mecz Widzewa we Wrocławiu miał swoje dobre i złe strony. Co pokazał przed hitowym pojedynkiem szóstej kolejki ekstraklasy? Wszak w niedzielę 30 sierpnia o godz.20.15 Łodzianie podejmą bowiem mistrza Polski – Lecha Poznań.

Grający praktycznie przez cały mecz w dziesiątkę Łodzianie wywalczyli punkt (a mogli nawet trzy!). To cenne i budujące. W takiej sytuacji lepiej się trenuje w tygodniu, z większą wiarą staje do kolejnej ligowej walki, choć łatwo nie będzie.

Widzew zagra bez jednego ze swoich liderów. ostoi defensywy – Przemysława Wiśniewskiego, który pauzuje za czerwoną kartkę. Trener Aleksandar Vuković będzie musiał przebudować tak czułą formację, jaką jest defensywa. W roli skutecznego lidera, jeśli zespół chce wrócić do tego, co było jego atutem czyli grania na zero z tyłu, musi wystąpić Steve Kapuadi. Ma umiejętności, żeby podołać zadaniu. Byleby tylko dobrze współpracował z nowym, choć dobrze znanym czyli Mateusz Żyro.

Nieoczywistym asem w rękawie może znów okazać się boczny obrońca – Mario Garcia, który we Wrocławiu zapisał na swoim koncie gola i asystę. Wiele, bardzo wiele będzie zależało od środka pomocy. I tu jest powód do umiarkowanego optymizmu, bo Juljan Shehu znów, jak za dobrych czasów, był prawdziwym, odpowiedzialnym liderem drużyny. Kreatywni, pomocnicy, trzymający w kleszczach całą drużyną rywali, mogą dać przewagą w grze i ostatecznie zapewnić korzystny wynik!

Po znakomitym meczu, godnym… ekstraklasy, futbolowym koncercie, ŁKS nie dał cienia szans Stali – drużynie z aspiracjami – bezradnej w Łodzi

ŁKS rozegrał najlepszy mecz w sezonie. Pierwszy na zero z tyłu. Wygrał wysoko i zasłużenie, mogąc strzelić dwa razy więcej bramek. A zdobył ich aż cztery.

Mogło się zacząć znakomicie dla gospodarzy, ale w 2 min Nowakowski, mając wykładankę (od Arasy), posłał piłkę panu Bogu w okno. Po 7 minutach mogło, ba powinno być 3:0, bo znakomitych sytuacji nie wykorzystali: Nowakowski (po raz drugi) i Podliński.

Do czterech razy sztuka, Cebula podawał do bramkarza, a podał do… Arasy, który nie zmarnował sytuacji sam na sam. Totalna przewaga gospodarzy została nagrodzona. I powinna być nagradzana dalej, ale Nowakowski w kolejnej doskonałej sytuacji praktycznie trafił w Gostomskiego. Za chwilę znów strzelał i znów źle. Oj, nie tak, nie tak…

Mielczanie się pozbierali i atakowali, nie bojąc się uderzeń z dystansu. ŁKS nie zamierzał się schować. Też szukał swoich szans. Kolejną bramkową zmarnował, przestrzeliwując z sześciu metrów, Sokół. Za chwilę Gostomski okazał się lepszy w sytuacji sam na sam od Podlińskiego. W odpowiedzi Stal też miała dwie znakomite, bramkowe okazje. Uff, na szczęście niewykorzystane. To do przerwy był dobry, energetyczny mecz dwóch czołowych I-ligowych drużyn. I tylko żal, iż z tak skromną zaliczką Łodzian.

I tylko żal, że gospodarze na początku drugiej połowy znów nie byli w stanie pokonać Gostomskiego. Do czasu, do czasu. Po dobrej, odważnej akcji Terleckiego, pewnym strzałem obok bramkarza popisał się Keiblinger (debiutancki gol w ŁKS). Szkoda, że w kolejnej fatalnie przestrzelił.

Trener Szoka dokonał zmian i po centrze z rzutu rożnego rezerwowego Błachewicza, Podliński z trzech metrów posłał piłkę do pustej bramki. A potem był ejszcze indywidualny koncert Arasy, który nie przestraszy się kilku rywali, odważnie zaatakował i pewnie wykorzystał dogodną sytuację. To była wisienka na torcie. Znakomity mecz ŁKS, piękne zwycięstwo.

To chyba ostateczny koniec kariery Piaseckiego w ŁKS. Nie było go nawet na ławce rezerwowych. To oznacza transfer napastnika do Radomiaka?!

Koniec domowej serii Łodzian. W 6. kolejce I ligi piłkarskiej Odra Opole w piątek 28 sierpniao godz. 20.45 podejmie ŁKS. Mecz pokaże TVP Sport. W następnej, siódmej kolejce kolejny mecz wyjazdowy Łodzian. 6 września o godz. 14.30 zagrają w Gdyni z Arką.

ŁKS – Stal Mielec 4:0 (1:0)

1:0 – Arasa (8), 2:0 – Keiblinger (61), 3:0 – Podliński (68), 4:0 – Arasa (75)

ŁKS: Węglarz – Sokół (67, Błachewicz), Rudol (74, Farbiszewski), Craciun, Fałowski, Keiblinger, Wysokiński (67, Strzałek), Terlecki, Nowakowski (46, Hinokio), Arasa (79, Siwek), Podliński

Prosta Widzewska nauka po transferowym niewypale. Zatrudniasz tak zwaną gwiazdę, to dobrze sprawdź, jakie ma umiejętności, ale najpierw, jaki ma… charakter

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

W rankingu największych transferowych przestrzeleń Widzewa i całej polskiej Ekstraklasy, oby to była długo czołówka nie do prześcignięcia. Na czele oczywiście Osman Bukari (transfer wymyślony przez panów Dariusza Adamczuka i Piotra Burlikowskiego), a na niepodważalnym drugim miejscu – Hilary Gong (wynalazł go Tomasz Wichniarek).

Kupiony za 5 milionów euro (ktoś chyba rozum postradał!) Osman Bukari, odchodząc z Łodzi na wypożyczenie, twierdził że Crvena zvezda to jego futbolowa ziemia obiecana. A teraz i tam go nie chcą. Nie ma bowiem na świecie szkoleniowca, który tolerowałby treningowe olewactwo i traktowanie swych zawodowych obowiązków, jak dopust boży. A taki widać jest Bukari, że czy się stoi czy się leży, milionik euro z hakiem, za podpisanie przez naiwniaków z Łodzi kontraktu, się należy.

Oczywiście w starych, bardzo dobrych, czasach znalazłby się człowiek, który szybko pana Bukariego doprowadziłby do sportowego pionu albo zmusił do sportowej ucieczki, tam gdzie pieprz rośnie. O kim myślę? O Krzysiu Surlicie – piłkarzu z umiejętnościami, charakterem i mocnym pionem moralnym. Na dodatek wyjątkowo silną osobowość, o żelaznym (kto doświadczył, to pamięta do dziś) uścisku ręki.

W dzisiejszym rozmemłanym futbolowym świecie żaden menedżer, czy dyrektor sportowy, zanim nie ustali warunków kontraktu, widać nie robi… wywiadu środowiskowego. A powinien! Patrzy tylko, jakie sztuczki gość potrafi zaprezentować, gdzie i jak ostatnio grał czyli jakie ma sportowe CV. A może powinien przede wszystkim spojrzeć, jakim nowy, kreowany na gwiazdę piłkarz, jest człowiekiem, czy charakterologicznie wkomponuje się w zespół. Gdy tego nie robi, a nie robi, to potem wychodzą takie transferowe kwiatki…

A smutna, bardzo smutna, z naszego Łódzkiego punktu widzenia, prawda jest taka, że po zakończeniu wypożyczenia (jakkolwiek się ono skończy) Osman Bukari wróci do Łodzi, bowiem Widzew (oj, naiwny, naiwny) podpisał z nim kontrakt aż do czerwca 2030 roku!

Widzew. Mieli ligowe góry przenosić. Na razie okazuje się, że nawet pagórki są dla nich trudne do pokonania

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Miało być lepiej, a nie jest… dobrze. Można po porażce z Koroną patrzeć z niepokojem na to, co dalej z Widzewem. Trudno, żeby było inaczej, skoro w kolejnym meczu najlepszym piłkarzem Łodzian jest bramkarz – Bartłomiej Drągowski. Nie uchronił niestety zespołu przed porażką, ale uchronił przed… kompromitacją. Miejsce w bramce reprezentacji Polski być musi i już.

Porażka martwi, a zastanawia 70-minutowa zapaść Łodzian, którzy nie potrafili przejąć inicjatywy i odwrócić losów spotkania. Dlaczego się tak stało? Ano dlatego, że druga linia w swojej środkowej strefie grała słabo, słabiusieńko.

Trzeba to powiedzieć wprost, że kapitan, który powinien dawać przykład czyli Juljan Shehu był jednym z najsłabszych piłkarzy na boisku. Denerwująco źle rozgrywał piłki, na dodatek zapisał się do futbolowego Klubu Człapaków. Został na placu do końca, bo ma opaskę?! To całe przedsezonowe kruszenie kopii, żeby go zatrzymać w zespole wygląda po tym spotkaniu trochę… bez sensu.

Zaraz, zaraz, a Fran Alvarez czy Emil Kornvig? Wcale nie lepsi. Jak w tej sytuacji marzyć o skromnym ligowym sukcesie, czyli wygranej z niewygodnym ligowym przeciętniakiem?!

Mieliśmy ligowe góry przenosić. Na razie okazuje się, że nawet pagórki są dla nas trudne do pokonania. Co będzie dalej? 5. kolejka PKO BP Ekstraklasy: Śląsk Wrocław – Widzew Łódź, sobota, 22 sierpnia, godz. 20.15. 6. kolejka PKO BP Ekstraklasy: Widzew Łódź – Lech Poznań, niedziela, 30 sierpnia, godz. 20.15. 7. kolejka PKO BP Ekstraklasy: Widzew Łódź – Radomiak Radom, sobota, 5 września, godz. 14.45.

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑