Rezerwowy Pafka

Tag: piłka nożna (Page 1 of 51)

Tacy ludzie z charakterem, jak Grzegorz Krysiak, są solą futbolu. Bez nich nie byłoby prawdziwego widowiska!

Zdjęcia: archiwum Jacka Bogusiaka

Z futbolowych meczów zapamiętuje się przede wszystkim akcje finezyjnych techników, genialne strzały napastników czy niebotyczne parady bramkarzy ale… Na ich pierwszy plan w pocie czoła pracują piłkarze tacy, jak Grzesio Nasz Chuligan, którzy nie pękają na robocie, nigdy nie odstawiają nogi, zawsze walczą do końca i są tam, gdzie tego wymaga boiskowa chwila. Mają przy tym tak dużo futbolowych umiejętności, żeby kształtować oblicze nie jednego piłkarskiego pojedynku. Oni są solą futbolu, każdej drużynowej dyscypliny!

Dorobek zgierzanina – Grzegorza Krysiaka w ŁKS jest godny pozazdroszczenia: 199 spotkań, 20 strzelonych bramek. Najlepszy mecz Grzesio rozegrał na… Old Trafford. ŁKS grał w eliminacjach Ligi Mistrzów ze słynnym Manchesterem United. I co się stało? W pierwszym meczu na wyjeździe Grzegorz Krysiak wyłączył z gdy słynnego Andy’ego Cole’a. On to po prostu potrafił zrobić, jak nikt inny!

W rozmowie z Dziennikiem Łódzkim na pytanie: – Kibice mówili: Grzesiu, nasz chuligan! Skąd wzięło się takie określenie? Grzegorz Krysiak odpowiedział: – Chyba z mojej ostrej gry, nikomu nie odpuszczałem, nikogo się nie bałem. Jeżeli ktoś pozoruje grę, to nie powinien wychodzić na boisko. Piłka nożna to sport walki. Może trochę nadgorliwie do tego podchodziłem. Kibicom to się jednak podobało, chodziło przecież o to, by stworzyć widowisko!

Rysunek Dariusz Urbański

Grupa Ełkaesiak (Tadeusz Marczewski, Irek Kowalczyk, Jerzy Leszczyński, Jacek Bogusiak) nigdy nie dawała zapomnieć o swoim ulubieńcu. Na kolejne jubileusze dostawał pamiątkową koszulkę i tablicę. A od Sławomira Perza ogromny tort, którym podzielił się z dwustoma kibicami!

Na takich rezerwowych można polegać jak na Zawiszy, Dzięki nim ŁKS odmienił losy wyjazdowego meczu i wygrał!

Fot. Artur Kraszewski

Prawdziwe szkoleniowe wejście smoka. Trener Grzegorz Szoka, prowadząc ŁKS, jeszcze nie zaznał goryczy porażki. I tak trzymać. Trener jest na fali, skoro jego drużyna potrafiła wyjść obronną ręką z wyjazdowego 0:2. W trzynaście minut z nawiązką odrobić starty i wygrać 3:2 wyjazdowy mecz z wiceliderem Polonią.

Co szkoleniowiec zrobił, gdy zabrakło, stabilizującego grę drużyny, Michała Mokrzyckiego? Nie kryję, ku mojemu zaskoczeniu, a pewnie i nie tylko mojemu, postawił na niechcianego w Bytomiu Kacpra Terleckiego. Gdy poprzednio 21-letni piłkarz bronił łódzkich barw zaliczył w II-ligowym zespole 77 minut w czterech występach. A teraz pełne zaufanie – 90 minut grania. Nie wszystko mu wychodziło, ale… zatrzymał kilka ataków rywali, walczył aż miło, starał się, z dobrym skutkiem, być potrzebny. Kolejny piłkarz wyciągnięty przez Grzegorza Szokę z ligowych zaświatów, jak wcześniej stało się to z Koki Hinokio, który pokazał klasą i umiejętności, gdy strzelał w Bytomiu ważnego gola.

Teoretycznie mogło się wydawać, że znów będzie wyjazdowa wtopa, jak zwykle. Jednym z powodów, obok za prostych błędów w grze defensywnej, byłaby słaba postawa najlepszego piłkarza zespołu w rundzie jesiennej – Jaspera Loffelsenda.

Okazało się jednak, nie po raz pierwszy i nie ostatni, że nie ma ludzi niezastąpionych. Piłkarz, który wszedł na boisko w miejsce Jaspera, okazał się superrezerwowym. Serhij Krykun zaliczył asystę, zdobył zwycięskiego gola i zagrał bodaj swój najlepszy mecz w barwach ŁKS!

Dodajmy, w tym miejscu, że trener Grzegorz Szoka, mądrze przeczytał grę i to co się dzieje na boisku. W odpowiednim momencie wpuścił na plac zmienników, którzy nie tylko go nie zawiedli, ale wręcz odmienili losy spotkania! Mocna ławka, to może też być atut łodzian w kolejnych spotkaniach. 14 lutego ŁKS podejmie Chrobrego Głogów o godz. 19.30. Jesienią rywale wygrali 2:1.

Widzew. Czy może być jeszcze gorzej? Oczywiście, że może, gdy na niepokojące pytania nie ma pozytywnych odpowiedzi

Fot. widzdew.com

Tak, tak, to nie przekłamanie. Widzew wygrał po raz ostatni w ekstraklasie 28 listopada 2025. Pokonał wtedy Piasta w Gliwicach 2:0. Potem były już tylko porażki: 1:2 z Zagłębiem, 1:3 z Jagiellonią, 0:1 z GKS. Czy może być jeszcze gorzej? Oczywiście, że może. Nie ma żadnych przesłanek, że łodzianie nagle zaczną gra lepiej, a przyjdzie im się zmierzyć 14 lutego o godz. 20.15 w Płocku z Wisłą. Boskiego wiatru nie czuje łódzki kamikadze – trener Igor Jovicević. Robi na razie wszystko, jakby działał na własną zgubę i prowadzonego przez siebie klubu, choć nie ma opcji wyrzucenia go z roboty.

Straszne musi być w Widzewie ciśnienie i presja prezesów, dyrektorów sportowych, menedżerów, i bóg wie kogo, skoro szkoleniowiec, widząc jak kiepsko poszło w premierze z Jagą, decyduje się posłać do boju siedmiu nowych, sprowadzonych zimą zawodników. Zamiast integracji, budowaniu na fundamentach stworzonych podczas zgrupowania w Turcji, jest jeszcze większa boiskowa anarchia. Pytam się, po kiego diabła było zimowe, drogie zgrupowanie, skoro natychmiast zostało ono przekreślone, jako wartość w tworzeniu lepszego, bardziej zintegrowanego zespołu?

Efekt jest widoczny w obu spotkaniach. Nie wiadomo o co chodzi, kto za co ma odpowiadać. Jest słabo, słabiutko, słabiusieńko, bez wielkich widoków na szybką poprawę.

Pojawiają się proste, niepokojące pytania. Dlaczego liderem znów zostaje beznadziejny w starciu z Jagą – Juljan Shehu, który na dodatek gra z opaską kapitana? Czy po to, żeby się czarno na białym przekonać, że w środku pola Widzew nie istnieje? Dlaczego stałe fragmenty gry wykonuje Sebastian Bergier, gdy jako jedyny napastnik, jest na placu? Dlaczego nie pojawia się na boisku w Katowicach od pierwszej minuty najlepszy w premierze z Jagą – Mariusz Fornalczyk?

Kiedy skończy się grzebanie w formacji, która wymaga największego spokoju czyli w defensywie? Co zrobiła ta z ostatniego meczu? Zaliczyła juniorską wpadkę. Dała się przepchnąć w polu karny rywalom, co skutkowało stratą bramki i w efekcie kolejną porażką. Dlaczego mówienie o widzewskim charakterze, walce do końca, boiskowej ambicji, to frazes, puste słowa, a nie ligowa praktyka?

Na razie nie ma w Widzewie opcji zwolnienia kolejnego szkoleniowca, choć ja uważam, że zdecydowanie lepiej poukładałby to wszystko polski, znający realia, trener z doświadczeniem. Taki nie przymierzając Daniel Myśliwiec. Prowadzony przez niego Piast wyrasta na pogromcę faworytów. Cóż, mądry widzewiak po szkodzie…

Naszpikowany milionerami Widzew zamienił ligowe granie w kabaret. Tak dalej być nie może, bo inaczej łodzianie wylądują z hukiem w I lidze!

Nowy, wiosenny, naszpikowany milionerami Widzew, milowymi krokami zmierza do I ligi. Przegrał w ekstraklasie po raz 12, ósmy na obcym boisku, drugi z rzędu po wznowieniu rozgrywek. Trzeba bić na alarm i podejmować radykalne kroki…

Są nowi piłkarze Widzewa. Jest ich siedmiu, kupionych za ciężkie pieniądze. No, to zagrali wszyscy od pierwszej minuty w Katowicach. Jak zagrali? Słabo lub jeszcze… słabiej. Mamy zatem, trwający ciągle, nieudolny proces budowania drużyny Widzewa na żywym organizmie w trakcie ligowych rozgrywek. Łodzianie wychodzą na tym, jak Zabłocki na mydle.

Padający ciągle deszcz ze śniegiem nie ułatwiał grania. Po 20 minutach wielkiej ostrożności, Widzew zdecydował się na kilka chwil śmiałości, czego najbardziej widocznym efektem był niecelny strzał z dystansu Chenga. W sumie najwięcej było wybijania piłki na aferę i ligowej nudy na pudy ze strony łodzian.

Za to rywale byli po prostu konkretni. W ostatniej akcji tej części gry po centrze z rzutu rożnego Nowaka (siódma asysta w sezonie), wyblokowany skutecznie przez partnerów, niepilnowany Klemenz posłał piłkę głową w róg łódzkiej bramki. Nie wiem: śmiać się czy płakać? Zachowanie łodzian godne szkółki niedzielnej dla futbolowych żółtodziobów!

Wreszcie, wreszcie w 46 min była akcja widzewiaków i od razu groźna. Po centrze z rzutu rożnego Bergiera, tuż obok słupka główkował Shehu. W rewanżu zamieszał łodzianami w polu karnym Kowalczyk, ale jego strzał pewnie obronił Drągowski. Równie dobrze spisał się, broniąc uderzenie Wasielewskiego.

Potem była niezbyt interesująca ligowa walka (z fatalnym kiksem Milewskiego w polu karnym – to powinien być drugi gol i kapitalnym uderzeniem z rzutu rożnego Nowaka). Arbiter Kos chciał ratować Widzew, dyktując w doliczonym czasie wymyślony rzut karny, ale VAR (z arbitrem Marciniakiem) nie dopuścił do sędziowskiej kompromitacji.

Jeden piłkarz, były ełkaesiak Kowalczyk, był lepszy od wszystkich grających w polu nowych piłkarzy Widzewa razem wziętych. I to zdanie niech wystarczy za cały komentarz, choć GKS miał więcej dobrych graczy, jak choćby Klemenz czy Wasielewski…

14 lutego o godz. 20.15 kolejne trudne ligowe wyzwanie przed łodzianami. Mecz w Płocku z rewelacją rozgrywek – Wisłą.

GKS Katowice – Widzew 1:0 (1:0)

1:0 – Klemenz (45, głową)

Widzew: Drągowski – Isaac, Wiśniewski, Visus, Cheng – Baena(59, Fornalczyk), Lerager, Shehu(73, Selahi), Bukari – Kornvig(59, Alvarez), Bergier(73, Zeqiri)

ŁKS przegrywał 0:2 i co zrobił? W 13 minut odwrócił losy szalonego meczu i wygrał z wiceliderem – Polonią!

Ach, co to był za mecz. Ogromne emocje, składne akcje, proste błędy, sporo bramek i dla nas łodzian najważniejsze – trzecie wyjazdowe zwycięstwo ŁKS! A nie było łatwo. Mecz toczył się w strugach ulewnego deszczu. Łodzian dopingowała grupa około 100 kibiców. Zaskoczeniem było pojawienie się w wyjściowym składzie Terleckiego, którego nie chcieli w… Bytomiu i powrót Bobka do bramki. Piasecki był trudny do poznania, gdyż zmienił kolor włosów.

Zaczęło się fatalnie. Do trzech razy sztuka. Dwa razy skutecznie interweniował Bobek, ale przy trzeciej akcji… Po stałym fragmencie gry czyli rzucie rożnym dał się przeskoczyć Głowacki, a kolejny niepilnowany piłkarz – Krzyżak wykonał wyrok.

Gol obudził ŁKS. Atakował, stworzył sytuacje, ale strzały łodzian nie były groźne lub były niecelne. Za to gospodarze byli groźniejsi. Kapitalnymi interwencjami popisał się Bobek.

ŁKS miał jednak 200-procentową okazję. Po błędzie bramkarza praktycznie pustą bramkę miał przed sobą Toma. Powinien strzelić gola z zamkniętymi oczami, a tymczasem jego uderzenie w ostatniej chwili zablokował Krzyżak. Niemożliwe, ale prawdziwe!

ŁKS, a dokładnie Kupczak, zaczął drugą połowę od superklopsa. Podawał piłkę Bobkowi. Zrobił to tak nieudolnie, że piłkę przejął rywal i pewnie pokonał bramkarza. Czarna rozpacz.

Zmiany dokonane przez trenera Szokę wpłynęły pozytywnie na ŁKS i losy spotkania! Goście mieli szansę na kontaktową bramkę po godzinie gry, ale piłka po strzale Piaseckiego odbiła się jeszcze od nogi rywala. Ale, ale… po rzucie rożnym znakomitym uderzeniem głową popisał się Craciun.Zdobył kontaktowego gola.

To, co zrobił w kolejnej akcji, a nie minęło 60 sekund, Hinokio, to po prostu majstersztyk. Po podaniu Krykuna, uderzył inteligentnie piłkę w górny róg bramki. Nie do obrony. ŁKS szedł za ciosem. Po wysokim pressingu odzyskał piłkę. Centrował Norlin, a akcję celnym strzałem zamknął Krykun! W końcówce dobra interwencja Bobka ratowała gości. A na bohatera spotkania wyrósł… rezerwowy Krykun.

W Walentynki czyli 14 lutego ŁKS podejmie Chrobrego Głogów o godz. 19.30. Jesienią rywale wygrali 2:1.

Polonia Bytom – ŁKS 2:3 (1:0)

1:0 – Krzyżak (15), 2:0 – Kwiatkowski (50), 2:1 – Craciun (61, głową), 2:2 – Hinokio (62), 2:3 – Krykun (74)

ŁKS: Bobek – Fałowski, Craciun, Kupczak, Loffelsend(58, Krykun), Hinokio(88, Ernst), Wysokiński, Terlecki,Głowacki(58, Norlin), Toma(58, Arasa), Piasecki

Widzew. Nastroje po dotkliwej porażce są fatalne. To na pocieszenie łyk pozytywnej, strzeleckiej statystyki

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Mecz z Jagiellonią dla Widzewa był beznadziejny i do zapomnienia (1:3!), ale doszło do wyrównania historycznego wyczynu. Stało się. Sebastian Bergier wykorzystując rzut karny, strzelił 10 bramkę dla łodzian w na razie wyjątkowo nieudanym sezonie.

Po powrocie do ekstraklasy żadnemu widzewiakowi nie udało się przekroczyć bariery dziesięciu trafień. Bartłomiej Pawłowski zdobył dokładnie dziesięć bramek (2022/2023), Jordi Sanchez osiem (23/24), a Imad Rondić dziewięć (24/25).

Wygląda na to, że Sebastian będzie pierwszy, któremu uda się pokonać strzelecką barierę, bo inaczej… Aż strach pomyśleć, co może na koniec czekać Widzew.

Przypomnijmy za Interią: Ostatnim napastnikiem Widzewa, który zdobył w sezonie więcej niż 15 bramek był Artur Wichniarek. Stało się to w… ubiegłym wieku. W sezonie 1998/99 strzelił 20 goli. Rok wcześniej Jacek Dembiński trafił 17 razy, a dwa lata wcześniej Marek Koniarek z 29 trafieniami został królem strzelców. W XXI wieku najwięcej bramek w ekstraklasie dla Widzewa strzelił Eduards Visnakovs. Było to 12 goli (2013/2014).

Oby Sebastian powiększył swój strzelecki dorobek już 8 lutego, gdy o godz. 17.30 Widzew zmierzy się w Katowicach z GKS. Jesienią pewnie wygrali łodzianie 3:0. Jak będzie teraz? Trzeba pamiętać, że rywale mają w składzie Ligowca Roku 2025 – Bartosza Nowaka (6 bramek na koncie). Mecz pokaże TVP!

ŁKS. Czy trener Grzegorz Szoka zbudował mentalność zwycięzców? Liga szybko da odpowiedź na to pytanie!

Najlepszy jesienią piłkarz ŁKS – Jasper Loffelsend Fot. Artur Kraszewski

Sąsiad za miedzy znów postawił na kadrową rewolucję i na razie wyszedł na niej, jak Zabłocki na mydle. W ŁKS z kolei postawili na transferowy spokój, podszyty wielkim niepokojem (wszak odszedł do Wrocławia za pół miliona złotych jeden z liderów – Michał Mokrzycki). Łodzianie sprowadzili dwóch młodych graczy (w planach trzeci!), w tym bodaj najbardziej doświadczonego obrońcę Maksymiliana Pingota z Górnika Zabrze. Wrócił jeszcze Kacper Terlecki plus zdolna młodzież z drużyny rezerw (ostatnio 16-letni pomocnik Sebastian Sopel). I to by było na tyle. Inna taktyka, inne działania… Poczekamy na efekt.

ŁKS wielkiej wymiany, wydawało się, że na lepsze, dokonał przed ligową jesienią. Niestety, szło jak po grudzie. Sytuację poprawiło ściągniecie Bastiena Tomy, a także zmiana taktyki z 4-2-3-1, na trójkę w obronie i granie wahadłowymi.

To jednak było za mało. Nowy trener Grzegorz Szoka po serii ligowych wpadek musiał zdyscyplinować drużynę. Sprawił, że przestała się ona kompromitować i zaczęła ciułać punkty. Na nowo odkrył, że choćby taki Koki Hinokio, może być i słusznie, bardzo przydatny drużynie. To był pierwszy krok. Trzeba zrobić następne, żeby drużyna grała o coś więcej niż beznadziejny i dołujący psychicznie i sportowo środek tabeli.

Trener ŁKS – Grzegorz Szoka Fot. ŁKS Łódź

Grzegorz Szoka: – Trzy ostatnie mecze ligowe, w których to ja prowadziłem zespół, to było uproszczenie naszej gry. Ważne było dla mnie wtedy, żeby nie przyjść do zespołu i nie zabrać ludziom nadziei na lepszą wiosnę. Dzisiaj jesteśmy dużo lepiej zorganizowaną drużyną. Liczę też na to, że piłkarze, którzy przyszli do klubu latem, już znają się lepiej i przełoży się to na lepszą grę w lidze.

Chcemy budować mentalność zwycięzców. W każdym sparingu graliśmy po to, żeby wygrać. To jest sport i musimy chcieć wygrywać. Czas pokaże, czy przełoży się to na mecze ligowe już od samego początku.

7 lutego o godz. 19.30 jedenasty w tabeli ŁKS zagra na boisku wicelidera – Polonii Bytom. Jesienią w Łodzi wygrał… 5:0. Teraz takiego wyniku nie będzie, ale… Ewentualny sukces łodzian dałby im mocną nadzieję na udaną wiosnę i skuteczną walkę o strefę barażową.

Widzew. Nowi zawiedli na całej linii, ale niech ktoś wytłumaczy, co stało się z liderem zespołu!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Widzew, co brzmi wręcz nieprawdopodobnie przegrał 11, słownie: jedenasty mecz w sezonie, czwarty na własnym boisku i jest w strefie spadkowej. Nie ma w lidze klubu, który doznałby tylu porażek.

Łodzianie nie mieli szans w starciu z przyzwoicie, choć nie rewelacyjnie, grającą, poukładaną piłkarsko drużyną Jagiellonii (1:3). Prawda jest okrutna. Na boisku pojawili się nowi piłkarze sprowadzeni za miliony i wszyscy, poza Przemysławem Wiśniewskim, bo grał krótko i trudno go ocenić, zawiedli. Powiedzmy wprost: niektórzy na całej linii. Gorzej, znacznie gorzej, że beznadziejny występ, może najgorszy w łódzkich barwach, zanotował lider – Juljan Shehu. Miał swój niesławny udział przy stracie wszystkich bramek!

Najbardziej niepokojące jest jednak to, że przez różowe okulary patrzył na spotkanie trener Igor Jovicević. Zwalał wszystko na pogodę i boiskowy przypadek. Trzeba jednak pamiętać, że to on, nikt inny, przygotował nic nie dającą taktykę grania dwoma napastnikami, skutecznie i z łatwością odcinanymi przez rywali od podań… Bez krytycznej analizy, tego co się stało w premierze, nic dobrego nie wyniknie.

A tu trzeba grać dalej. 8 lutego o godz. 17.30 Widzew zmierzy się w Katowicach z GKS. Jesienią pewnie wygrali łodzianie 3:0. Jak będzie teraz? Trzeba pamiętać, że rywale mają w składzie Ligowca Roku 2025 – Bartosza Nowaka, który w premierowym, wiosennym meczu z Zagłębiem w Lubinie, wygranym 2:0, strzelił bramkę w 64 sekundzie!

Rywale mogą spokojnie przygotowywać się do starcia z Widzewem, gdyż ich środowy, zaległy mecz z Jagiellonią, ze względu na panujące warunki atmosferyczne, został odwołany.

Z wielkiej finansowej ofensywy wyszła sportowa… klęska. Ligowa premiera Widzewa to jedna, wielka kompromitacja. Po prostu wstyd!

Miało być wielkie, wiosenne otwarcie. Wyszła sportowa klęska łodzian i wstyd, czego dowodem wyjątkowy pokaz sportowego nieudacznictwa, zwłaszcza nowych piłkarzy. Jeszcze raz okazało się, że pieniądze w piłkę nie grają. Mecz toczył się przy temperaturze -10 C. To zamroziło łodzian, rozgrzało rywali, którzy, co tu kryć, byli o klasę lepsi. Sytuacja Widzewa, który jest w strefie spadkowej, staje się coraz trudniejsza!

Widzew do przerwy to jedno wielkie rozczarowanie. Nie przeprowadził żadnej składnej akcji, za to stracił gola! Jaga nic sobie nie robiła z pressingu łodzian. Współpracy widzewskich napastników po prostu nie było. Rywale skutecznie odcinali ich od podań. Indywidualne akcje zaczepne kończyły się na drugim z broniących rywali. Była łódzka asekuracja, podszyta obawą, w grze defensywnej. I na nic się nie zdała. Ba, okazała się pozorna…

Przy prostej stracie Chenga, Jaga ruszyła z kontrą. Kilka dokładnych podań piłki, pogubieni łodzianie, znakomita asysta Imaza i Drągowski wyciągał piłkę z siatki po strzale Mazurka. No, po prostu łódzka rozpacz.

A mogło być jeszcze gorzej. Dobrze, że egoizm Pululu uratował gospodarzy. Strzał w boczną siatkę, zamiast składnego rozegrania akcji, był rozczarowaniem. Łodzianie, aż przykro było patrzeć, tworzyli zbiór przypadkowych zawodników, a nie zespół z prawdziwego zdarzenia. A nowi piłkarze? Mówiąc łagodnie: kompletnie niewidoczni.

Druga połowa zaczęła się obiecująco. Po znakomitej centrze Bergiera, w stuprocentowej sytuacji Bukari główkował obok słupka. W odpowiedzi Shehu, niczym nieopierzony junior, trafił w polu karnym w nogę Pululu i co? Po analizie VAR jedenastka, którą wykorzystał poszkodowany. Było źle, jest jeszcze gorzej…

W 58 min pierwszy celny strzał łodzian. Akcja rezerwowych. Fornalczyk podał znakomicie, ale nie zanotował asysty, bo Kornviq w doskonałej sytuacji uderzył zbyt łatwo, żeby bramkarz gości miał kłopoty.

Po zejściu Pawłowskiego kapitańską opaskę przejął Shehu. Widzew był coraz bardziej nerwowy i chaotyczny w grze. Tylko łaskawości sędziego Raczkowskiego beznadziejny Lerager zawdzięcza to, że w 65 min nie ujrzał drugiej żółtej czyli czerwonej kartki! A to, gdy Pululu, w walce o piłkę, przechytrzył dwóch graczy gospodarzy, no to po prostu łódzki wstyd.

A potem, to co wyprawiał Cheng w defensywie, nie zdarza się nawet w lidze juniorów. Nic dziwnego, że Widzew stracił trzeciego gola. Patrzenie na to, co wyprawiali gospodarze, było trudne do wytrzymania.

Jedynie pozytywnie grający piłkarz łodzian czyli Fornalczyk został sfaulowany w polu karnym, a potem trwały targi, kto ma wykonywać jedenastki. Shehu się obraził, strzelał Bergier i wykorzystał rzut karny. Tak, na otarcie łez. Suma wszystkich ligowych strachów została jednak z łodzianami.

8 lutego o godz. 17.30 Widzew zagra w Katowicach z GKS, z którym 3 marca o godz. 20.45 (transmisja TVP Sport) zmierzy się też w Katowicach w meczu  1/4 finału  Pucharu Polski.

Widzew – Jagiellonia 1:3 (0:1)

0:1 – Mazurek (36), 0:2 – Pululu (55, karny), 0:3 – Wojtuszek (80), 3:1 – Bergier (89, karny)

Widzew: Drągowski – Krajewski (65, Isaac), Andreou (90, Wiśniewski), Visus, Cheng – Bukari, Lerager, Shehu, Pawłowski (56, Fornalczyk) -Bergier, Zeqiri (56, Kornvig)

Są wielkie sportowe transfery Widzewa. Doszło też do transferu… artystycznego. Aktor Adam Woronowicz w towarzystwie legend nagrał klip poświęcony historii klubu

Zdjęcia widzew.com

Wiele się ostatnio dzieje w Widzewie. O łódzkim klubie głównie z powodu transferów mówi cała Polska. Ale piękny gest wsparcia dla kontuzjowanego Szymona Czyża i przedłużenie umowy, też został dostrzeżony i pozytywnie oceniony. Ta historia też nie przejdzie niezauważona…

Jak podaje widzew.com: znany polski aktor Adam Woronowicz odwiedził Serce Łodzi, aby spotkać się z piłkarzami Widzewa lat 80.: Wiesławem Wragą, Tadeuszem Świątkiem i Krzysztofem Kamińskim.

Adam Woronowicz wziął udział w nagraniu specjalnego klipu poświęconego pamięci o historii Wielkiego Widzewa. Pretekstem wizyty była wypowiedź aktora w jednym z wywiadów, jak wielki wpływ wywarła na niego książka Marka Wawrzynowskiego opowiadającego o drodze łódzkiego zespołu na europejskie salony.

– To jest książka o tym, jak stworzyć z ludzi, na których nigdy nikt nie stawiał, drużynę, która ogrywała największych. Myślę, że nie mieliśmy w ogóle nigdy w polskiej piłce zespołu, który grałby na takim poziomie z takimi drużynami i tyle osiągnął. Cieszę się, że mogłem przyjąć zaproszenie od Klubu i przypomnieć tę historię, a także poznać osobiście piłkarzy, którzy tworzyli Wielki Widzew – powiedział Adam Woronowicz.

W nagraniu klipu wzięli udział również Wiesław Wraga, Tadeusz Świątek i Krzysztof Kamiński, czyli piłkarze, którzy z Widzewem sięgali po puchary oraz mierzyli się w legendarnych spotkaniach, jak choćby dwumecz z Liverpoolem w 1983 roku.

– Moim marzeniem było zagrać w Liverpoolu… albo przeciwko Liverpoolowi. Gra w Widzewie sprawiła, że to drugie stało się realne. Takie spotkania jak to dzisiejsze sprawiają, że te wspomnienia ożywają. Życzę Widzewowi jeszcze piękniejszych przygód w europejskich pucharach. Oby już niedługo – mówił podczas nagrań Tadeusz Świątek.

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑