Jest to, czego oczekiwali z utęsknieniem kibice. Widzew wreszcie wygrał i to na wyjeździe. Na obcym boisku zrobił to po raz drugi.
Przed starciem w Gliwicach trener Jovicević dokonał (trochę z konieczności) kadrowej rewolucji w składzie Widzewa. Jak nie robił to nie robił, ale jak już się zdecydował to poszedł na całość.
Poszalał w każdej formacji od bramkarza, po dwóch napastników. Tak, to nie przejęzyczenie. Widzew zagrał dwoma napastnikami i obaj zdobyli bramki. Nowy golkiper w trzech sytuacjach interweniował znakomicie i zachował czyste konto, a rezerwowy do tej pory pomocnik- kapitan Pawłowski popisał się bramkową asystą. Oby, to był początek nowej, dobrej drogi do celu, jaką jest sportowa i ligowa moc drużyny.
1/8 finału STS Puchar Polski Pogoń – Widzew, 2 grudnia o godz, 20.30. Transmisja TVP Sport. Odpadnięcie w 1/8 finału oznacza zamknięcie finansowego licznika na poziomie 90 tysięcy złotych. A 6 grudnia o gody. 17.30 ostatni ligowy mecz jesieni. Widzew zagra w Lubinie z Zagłębiem.
Największy transferowy błąd Widzewa? Już o tym pisałem, ale przypomnę: łodzianie powinni byli wydać duże pieniądze, żeby zatrudnić w roli dyrektora sportowego, prezesa, człowieka odpowiadającego za budowanie drużyny, robiącego kapitalną robotę w Jagiellonii, byłego widzewiaka – Łukasza Masłowskiego. Myślę, że wtedy byłyby sukcesy…
A tak. Bronimy się przed spadkiem i mamy trenerski kabaret. Sezon na ławce trenerskiej rozpoczął Željko Sopić, człowiek który w chwili niepowodzeń węszył wkoło siebie spiski. Bał się trenować na Łodziance, bo tam jego taktyczne, genialne ponoć, rozwiązania mieli pilnie śledzić szpiedzy, ale nie z Krainy Deszczowców, tylko innych ekstraklasowych klubów.
Następnie ekipą zajmował się Patryk Czubak, który wolał dobrze zabawić się na weselu poza granicami kraju (fakt że na chwilę), niż zajmować się w ligowej przerwie zdołowaną (jeszcze nie tak do końca) drużyną.
W połowie października pojawił się Igor Jovicević, który nawija makaron na uszy. Wspierając się wyjątkową, to prawda, ekspresją, wygaduje slogany o wykuwaniu charakteru, a nie wyciąga oczywistych wniosków z popełnianych przez zespół błędów (zwłaszcza w grze defensywnej). Oczywistych, nawet dla takiego trenerskiego laika, jak ja.
Jovicević już się zasłużył polskiej piłce, wprowadzając do niej zasadę, że nie zmienia się… przegranego składu i wychodzi na tym, jak Zabłocki na mydle. Oby znalazł się w klubie odważny, który wytłumaczy mu, że nie tędy droga, albo kabaretu ciąg dalszy i…
28 listopada o godz. 18 Widzew zmierzy się z Piastem w Gliwicach, który ostatnio pokonał w Częstochowie Raków 3:1. Tym razem zmiany będą, bo wymusiły je wykluczenia i urazy. Łodzianie zagrają bez wykartkowanych: (najlepszego piłkarza w spotkaniu z Koroną) Mariusza Fornalczyka i Diona Gallapeni oraz bez kontuzjowanego nominalnego prawego obrońcy Petera Therkildsena. Aż strach pomyśleć, co może się dziać w Gliwicach, pamiętając o kompromitującym bilansie. Na wyjeździe Widzew wygrał jedno spotkanie, przegrał sześć!
Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl
Okazało się to prawdą, że to nie żaden najbardziej dopracowany pressing, a skuteczna gra w defensywie na zero z tyłu, jest podstawą do budowania futbolowego sukcesu. Widzew wygrał ważny mecz w Gliwicach z Piastem (2:0), bo lepiej lub trochę gorzej, ale szczęśliwie i skutecznie trzymał się tej zasady.
Wreszcie defensorzy zagrali na przyzwoitym ligowym poziomie bez większych wpadek, a skazywany na futbolowy niebyt bramkarz Rafał Gikiewicz stał się bohaterem spotkania. Miał cztery po prostu znakomite interwencje, które ratowały łodzian od utraty bramki. Wszem i wobec pokazał ostatnim niedowiarkom, że cały czas w trudnych sytuacjach można na niego liczyć.
A w czasach wielkiego widzewskiego przełomu grać nie jest łatwo. Wiadomo, że w nowych rozgrywkach będzie walczyć nowa, inna drużyna. Teraz się decyduje kto zostanie, a kto będzie musiał odejść. Trzeba sobie dawać radę walcząc pod taką presją. Przy okazji należy pamiętać, że walka o utrzymanie cały czas trwa. Łodzianom do bezpiecznych(?!) 40 punktów brakuje siedmiu oczek, a do zakończenia zmagań jeszcze osiem kolejek. Niby dopisanie sobie tylu punktów w tylu spotkaniach nie jest wysiłkiem ponad widzewską miarę, ale piłka nożna, szczególnie w Polsce wiele różnych i niespodziewanych rzeczy widziała.
4 kwietnia o godz. 20.30 Widzew podejmie Lechię Gdańsk. I nie będzie to futbolowa zabawa. Rywale z determinacją walczą o utrzymanie. W ostatniej kolejce sensacyjnie pokonali mistrza Polski – Jagiellonię 1:0. To ostrzeżenie dla Widzewa. W tej lidze nikogo nie wolno lekceważyć i z góry zapisywać sobie trzy punkty.
Pod nowym przywództwem na najwyższych, jak i trenerskich szczeblach, Widzew bardzo chciał zrobić ligowy reset, zacząć grać lepszą, skuteczniejszą piłkę niż tę… ogoniastą, dającą zero satysfakcji i miejsce w dolnych rejonach tabeli. I łodzianie zrobili ważny krok w dobrą stronę. Wygrali po raz trzeci na obcym boisku, tym razem w Gliwicach, w czym duża zasługa Frana Alvareza oraz Rafała Gikiewicza.
Efekt nowej miotły pierwszy poczuł Hamulić, który znalazł się poza kadrą meczową. Za to w wyjściowej jedenastce pojawił się Pawłowski.
Zaczęło się znakomicie dla łodzian. Po podaniu Hanouska, przy biernej postawie defensywy Piasta, Alvarez miał czas i miejsce, żeby przygotować się na strzał z dystansu. I ten mu wyszedł znakomicie. Pod poprzeczkę, nie do obrony. Rozochocił się widzewiak. Próbował raz jeszcze, ale tym razem posłał piłkę metr od słupka.
Skoro nie Alvarez to Shehu. Hiszpan z kolei zapisał na swoim koncie asystę drugiego stopnia. Po jego znakomitym prostopadły podaniu piłkę dostał Sypek. Inteligentnie dograł ją wzdłuż bramki, a skierowanie jej przez Shehu z czterech metrów do pustej bramki było czystą formalnością.
Piast próbował zdobyć kontaktowego gola, ale uderzenia gliwiczan albo były niecelne, albo bronił je Gikiewicz (w tym trudny strzał Jirki), albo nie miały one znaczenia, gdyż piłkarze gospodarzy byli na pozycji spalonej.
W drugiej połowie Piast próbował, Widzew kontrolował (a przynajmniej się starał) i miał okazję na trzeciego gola. Plach złapał piłkę po główce Sobola. Mierzonym dośrodkowaniem popisał się Alvarez. Potem jednak już było zdecydowanie gorzej…
Odpowiedź gospodarzy była bardzo groźna, ale znakomitymi interwencjami (najpierw po strzale Tomasiewicza, potem po uderzeniu Jirki) popisał się Gikiewicz. Piast atakował z determinacją, zamykając łodzian na własnym przedpolu. Zdobył nawet gola, ale jak można się było spodziewać ze spalonego. Ważne, Gikiewicz zachował czyste konto, a Widzew? Mógł strzelić trzeciego gola! Shehu nie trafił w bramkę w sytuacji sam na sam (czy jednak nie był na spalonym?!).
4 kwietnia o godz. 20.30 Widzew podejmie Lechię Gdańsk.
Widzew po zmianach właścicielskich i szkoleniowych chce znów być wielki i to jak najszybciej, już od przyszłego sezonu. Nie da się ukryć, że do realizacji tego celu potrzebne są wielkie pieniądze i takie mają w piłkarskiej spółce być, Mówi się o kwocie 90 milionów złotych.
Przyjrzymy się, jak jest teraz, posiłkując się Skarbem Kibica Przeglądu Sportowego. Obecny budżet łodzian -49,5 mln to więcej niż okolice ligowych – finansowych stanów średnich, a jednak nie pozwala on łodzianom bić się o miejsce w czołowej ósemce. Jak widać, same pieniądze szczęścia nie dają, ale nie da się ukryć, że są w futbolu bardzo potrzebne.
Popatrzmy na budżet najmocniejszych graczy w ekstraklasie, czołowej klubowej piątki ligi: Raków – 80 milionów złotych, Jagiellonia – 45 mln(!), Lech – 115 mln, Pogoń – 99,6 mln (przed zmianami własnościowymi – niewypłacalna!), Legia – 201 mln zł. Najniższy budżet – 18 mln zł – ma plasująca się… tuż za Widzewem – Puszcza.
Kasa, trzeba to przyznać wielka, jaką ma zapewnić Robert Dobrzycki z firmy Panattoni, stwarza perspektywę, daje nadzieję na lepsze jutro, wyzwala wielki optymizm, żeby nie powiedzieć entuzjazm wśród licznych kibiców. To jednak są solidne podstawy, fundament, na którym, tak się marzy, ma powstać kolejny Wielki Widzew.
Pieniądze zatem będą, trzeba je tylko mądrze wydać. To mają zapewnić ludzie, nie powiązani dotąd z polskimi układami i sieciami powiązać między dyrektorami sportowymi – trenerami, a firmami zajmującymi się promowaniem i sprowadzaniem piłkarzy. Bardziej obiektywni i rzetelni w działaniu. Współpracujący ze sobą dla dobra klubu! Oby tak było w rzeczywistości.
Marzenia, a rzeczywistość. Dziś trzeba twardo i skutecznie bić się o uratowanie ekstraklasy. Widzew po przerwie reprezentacyjnej zagra w Gliwicach z Piastem – 28 marca o godz. 18. Łodzianie mają w tej chwili 7 punktów przewagi nad strefą spadkową, Piast – 10. Oba kluby nie są na razie niczego pewne. Oba mają zatem, o co grać!
Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl
Mówienie o charakterze i walce do samego końca jest trochę na wyrost. Widzew wywalczył remis na obcym boisku w Katowicach w doliczonym czasie gry nie dlatego, że się wyjątkowo starał, ale dlatego, że ma piłkarza (Łukowski), który jak niewielu w tej lidze, potrafi precyzyjnie i efektownie strzelić z dystansu.
Trener Myśliwiec mówi, myślę, że z zazdrością, że GKS jest sportową bandą zakapiorów, która bez kompleksów z każdym w ekstraklasie podejmie walkę. Taką drużynę miał też Widzew, ale to było lata temu, wtedy gdy o łódzkim klubie mówiono, jak najbardziej słusznie: wielki!
Teraz, to chimeryczny ligowy średniak, który potrafi zagrać ładnie, składnie i skutecznie, ale też tak, że można rwać sobie włosy z głowy z rozpaczy. Nie wiem, dlaczego tego w klubie nie dostrzegają, że nowi piłkarze w większości ciągną drużynę w dół, a nie podnoszą jej wartości.
Nie rozumiem, dlaczego trener Myśliwiec nie stawia na, zgadza się nieobliczanego, ale mającego papiery na granie Klimka, a na kilku sprowadzonych ostatnio stranieri. To widocznie ma legitymizować przeprowadzone transfery, bo nie sądzę, żeby Klimek był o klasą gorszy od tych, którzy grali w Katowicach.
21 września o godz. 17.30 łodzianie podejmą Piasta Gliwice. Czy trener Myśliwiec znów dokona rewolucji w składzie? Ostatnio było pięć zmian, które, powiedzmy szczerze, rewolucji w grze nie wywołały, a taka jest potrzebna, żeby łodzianie satysfakcjonowali tysiące wiernych kibiców i nie walczyli jedynie o to, żeby być tylko ligowym średniakiem.
Piękna seria zwycięstw na własnym boisku nie została zakończona, co dowodzi coraz większej ligowej solidności łódzkiej drużyny. Piłkarze Widzewa pokonali na własnym boisku 3:1 Koronę Kielce, 1:0 Legię Warszawa, 3:1 Górnika Zabrzei teraz Piasta Gliwice 1:0, biorąc rewanż za jesienną porażkę 2:3. Łodzianie mają już na koncie 11 ligowych triumfów, w tym 9 na własnym stadionie. Są solidnym zespołem ligowego środka. To najlepszy dowód na to, że zespół zrobił kolejny krok do przodu.
Łodzianie wygrali, choć nie zagrali najlepszego meczu. Na dodatek sukces osiągnęli po dyskusyjnym rzucie karnym. Inna sprawa, ile takich jedenastek dyktuje się dziś w europejskich ligach! Cichym bohaterem był jednak nie kapitan, skuteczny wykonawca jedenastki – Bartłomiej Pawłowski, a obrońca Sławomir Szota, który w trudnej sytuacji zachował zimną krew, odebrał piłkę Arkadiuszowi Pyrce, w sytuacji, gdy rywale mieli ogromne szanse na strzelenie gola.
Po spotkaniu trener Daniel Myśliwiec szczerze przyznał: Mecz może nie wyglądał tak, jak przyzwyczailiśmy do tego ostatnio kibiców. Może nie było to atrakcyjne spotkanie, ale jestem zadowolony z konsekwencji mojego zespołu.
Bartłomiej Pawłowski: Piłka cechuje się tym, że nie ma punktów za styl – trzeba strzelać bramki i wygrywać mecze, choćby w takim stylu.
13 kwietnia o godz. 15 Widzew zagra ze Stalą w Mielcu
Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl
Przyznaję, nie spodziewałem się, że wiosna będzie tak udana w wykonaniu Widzewa i to praktycznie w tym samym składzie. Niestety, nowi, sprowadzeni ostatnio piłkarze, no może poza Gikiewiczem, nie robią różnicy w grze. Za to nieomal w każdym wiosennym meczu nagle ktoś pokaże się z bardzo dobrej strony.
Klimek nie po raz pierwszy udowodnił, że nie dlatego gra w podstawowym składzie, bo jest młodzieżowcem i tego wymaga budżetowa równowaga, ale dlatego, że jest coraz lepszym, odważniejszym i skuteczniejszym piłkarzem. Nie chcę zapeszać, ale jak ten progres będzie trwał to… na pewno stanie się kluczowym graczem zespołu w nowym sezonie.
Trener Myśliwiec natchnął drużynę odwagą, fantazją i pewnością, że uporem, determinacją do ostatniej minuty, wiele da się w lidze osiągnąć. Prawdy to oczywiste, gdy bierze się pod uwagę legendarny skład i mecze legendarnego Widzewa, ale zawsze warto to przypominać, w jakim miejscu się gra, z jakim historycznym bagażem i dla jakiej publiczności.
Coraz więcej w łódzkich fanach przekonania, że rośnie (jak na drożdżach?!) drużyna, na której można polegać. Oby ta wiara nie została zachwiana w kolejnym spotkaniu. Można oczekiwać, że Widzew potrafi grać ładnie i skutecznie także w kolejnym pojedynku. 7 kwietnia o godz. 12.30 łodzianie podejmą Piast Gliwice. Mają sportowe rachunki do wyrównania, bo pod koniec września minionego roku przegrali w Gliwicach 2:3.
Może więcej minut od trenera dostanie Kun – pożyteczny i wszechstronny piłkarz, który jak Klimek wyróżniał się w ostatnim sparingu, a w ligowym starciu pokazał jak zwykle, że ochoty i serducha do gry mu nie brakuje. Może znów odpali Alvarez, który wyrasta na jednego z najlepszych Hiszpanów (a jest ich tu wielu) w polskiej piłce. Nominacja do jedenastki kolejki jest tego najlepszym dowodem.
Widzew robi na boisku ostatnio wszystko, żeby być wysoko nad kreską drużyn zagrożonych widmem spadku, działacze starają się, żeby bilans finansowy był dodatni, co w ekstraklasie, o zgrozo, udaje się nielicznym, ale żeby nie było za dużo lukru, to należy oczekiwać poważnej rozmowy władz Widzewa z pionem sportowym, odpowiedzialnym za transfery.
To, co zagrał w ostatnim spotkaniu Kastrati, to była momentami, nie ma co kryć, sportowa katastrofa. Kerk jest lepszym, bardziej pożytecznym graczem, ale zbyt wolnym, żeby realizować wszystkie taktycznie pomysły. Jak zarząd głęboko namyśla się nad klubowymi finansami, tak też powinien przed letnią przerwą krytycznie przeanalizować ostatnią politykę transferową. Potrzebni będą piłkarze, którzy zrobią różnicę w grze i pozwolą wykonać kolejny sportowy krok do przodu.
Nowe trenerskie porządki w Widzewie, ale na razie niewiele, żeby nie powiedzieć nic, się nie zmieniło. Widzew doznał czwartej wyjazdowej na dodatek zasłużonej porażki w sezonie (ma jeszcze na koncie tylko dwa remisy na obcych boiskach). Łodzianie po raz drugi w sezonie stracili trzy bramki (pierwszy raz z Legią). Piast natomiast po raz pierwszy w tych rozgrywkach zapisali na swoim koncie trzy gole.
Łodzianie rozpoczęli pojedynek z Piastem w takim samym personalnym ustawieniu jak niezbyt udany, szczególnie w drugiej połowie pojedynek z Koroną Kielce (1:1). Już w 2 min Widzew mógł prowadzić. Po dalekim wyjściu Placha i stracie piłki, Katranis zablokował szykującego się do wykonania lobu na pustą bramkę Pawłowskiego. Ameyaw wyprzedził Nunesa, ten ratował się faulem, ujrzał żółtą kartkę i nie zagra w kolejnym spotkaniu. Potem więcej było kartek niż składnej gry, aż do 24 minuty.
Tomasiewicz inteligentnie przelobował bezradnego Żyrę, a Krykun wykorzystał sytuację sam na sam. Na dodatek za dyskusje czwartą żółtą kartkę ujrzał Sanchez i on też nie wystąpi przeciwko Stali. Mógł się szybko zrehabilitować, ale po prostopadłej wrzutce Żyry, przepchnął rywala, ale z czterech metrów posłał piłkę obok słupka. W rewanżu po juniorskim błędzie Nunsa, który dał się zwieść Feliksowi i dośrodkowaniu do pustej bramki pikę posłał znów Krykun.
Genialnie rozpoczął drugą połowę Pawłowski, który strzelił kapitanie na bramkę z rzutu wolnego. Piłka odbiła się od poprzeczki, pleców bramkarza i wpadła do siatki. Bramka została uznana za samobójcze trafienie Placha.
Krykun nadal był nie do zatrzymania dla łodzian. Tym razem po wyprzedzeniu Milosa w polu karnym dokładnie dograł piłkę do Ameyawa, ale ten skiksował będąc pięć metrów od bramki! Za szybki dla gości Krykun został sfaulowany w polu karnym przez spóźnionego z interwencją Shehu i arbiter podyktował jedenastkę, którą wykorzystał Dziczek. Widzew walczył do końca. Po podaniu Kerka na listę strzelców wpisał się Kerk. Pytanie do trenera Myśliwca, dlaczego obaj piłkarze tak późno weszli na boisko?!
7 października o godz. 15 Widzew zagra u siebie. Podejmie Stal Mielec, która zasłużenie przegrała u siebie z Koroną Kielce.
Jedna wielka zmiana w składzie Widzewa i to w bramce. Miejsce Ravasa, który ostatnio nie pomagał zespołowi zajął Wrąbel, pierwszy raz w tym sezonie Golkiper zagrał po raz ostatni 13 marca 2022 roku z Górnikiem w Polkowicach. Trener Vuković postawił na tę samą jedenastkę, co w meczu z Wisłą Płock (1:0). W jesiennym spotkaniu obydwu drużyn lepsi okazali się łodzianie, którzy po golach Sancheza(teraz nie zagrał, bo jest kontuzjowany) i Hansena wygrali 2:1 .Tym razem jednak było odwrotnie. Na własnym boisku Widzew, mimo piorunującej końcówki, przegrał, po raz trzeci z rzędu. Zrobił krok w stronę… I ligi!
Już na samym początku spotkania Wrąbel pokazał klasę, broniąc w sytuacji sam na sam strzał Ameyawa. Aktywniejsi goście, częściej i groźniej atakowali i dopięli swego. Przed polem karnym piłkę dostał Tomasiewicz. Niepilnowany, miał szmat czasu, żeby celnie przymierzyć. I tak właśnie zrobił, z półwoleja posyłając piłkę precyzyjnie w róg widzewskiej bramki.
Widzew próbował odpowiedzieć, ale przy poukładanej, spokojnej grze gliwiczan był bezradny. Za to Piast był konkretny. Kolejny atak przyniósł drugiego gola. Strzelał niepilnowany przed polem karnym Dziczek, lot piłki przeciął Wilczek i ta wpadła do siatki.
Schodzących na przerwę do szatni łodzian żegnały przeraźliwe gwizdy zdegustowanych kibiców.
W drugiej połowie gliwiczanie kontrolowali sytuacje na boisku, przy okazji starając się organizować akcje zaczepne. – Co wy robicie, RTS co wy robicie?! – skandowali mocno zdegustowani kibice Widzewa. Niestety, łodzianie wykonywali boiskową robotę coraz gorzej. Nic zatem dziwnego, że stracili trzeciego gola. Po rzucie rożnym dla łodzian i wybiciu piłki na środku piłkę stracił Kun. Pyrka przebiegł pół boiska, kiwnął Wrąbla i umieścił piłkę w siatce.
Widzew jak to Widzew w samej końcówce ruszył do walki. Pierwszego gola uderzeniem z 20 metrów zdobył Letniowski. W jego ślady poszedł Pawłowski, popisując się pewnym strzałem pod poprzeczkę. W samej końcówce oba zespoły miały szansę na gola.
Mecz oglądało 17008 kibiców.
Czekamy na piłkarzy, którzy nawiążą do wielkiej klubowej historii. Przed meczem uhonorowani zostali bohaterowie pojedynków z Liverpoolem i Juventusem. w 40. rocznicę tamtych wydarzeń na stadionie pojawili się: Mirosław Tłokiński, Krzysztof Kamiński, Marek Filipczak, Andrzej Grębosz, Wiesław Wraga, Władysław Żmuda, Tadeusz Świątek, Roman Wójcicki. Ech chciałoby się dziś mieć w składzie takich piłkarzy!
Przez ponad 30 lat pisałem, bardzo często o sporcie, wzbudzający spore emocje felietonik Ryżową Szczotką w Expressie Ilustrowanym. Uznałem, że warto do niego wrócić. Wiele się zmieniło, a jednak nadal są sprawy, które wymagają komentarza bez owijania w bawełnę.
Pisze z Łodzi sobie szkodzi - tak tytułował swoje felietony znakomity Zbyszek Wojciechowski. Inny świetny dziennikarz Antoś Piontek mówił, że w sporcie jak w żadnej innej dziedzinie życia widać czarno na białym w całej jaskrawości otaczającą nas rzeczywistość. Do tych dwóch prawd chcę nadal nawiązywać.