Rezerwowy Pafka

Tag: widzew śląsk (Page 1 of 2)

Widzew – to stracone w ostatniej chwili zwycięstwo, smakuje wyjątkowo… pozytywnie

Emocji było tyle, że teraz trudno pozbierać myśli: psioczyć, że straciło się dwubramkowe prowadzenie w 89 minucie meczu, czy może jednak cieszyć, że uratowało remis, choć grało w dziesiątkę, gdy w 4 min za taktyczny faul wyleciał z boiska Wiśniewski. Ja powiem coś, czego dawno nie widziałem. Widzew walczył za dwóch, ze wszystkich sił, starał się wyjątkowo. I ten zdobyty punkt smakuje wyjątkowo pozytywnie.

Był Widzew ambitny, porwany walką, starającym się o korzystny wynik do samego końca. Na dodatek, wygląda na to, że okropnie skrzywdzony. Bo sędzia Kochanek w ostatniej akcji meczu powinien podyktować rzut karny dla Łodzian za uderzenie w twarz Kornvinga przez rywala. Arbiter, jak zwykle zachowawczy w takich sytuacjach, bez konsultacji z VAR, tego nie zrobił. Nie wiadomo, śmiać się czy płakać, ale wygląda na to, że poziom sędziowania w Polsce osiągnął ten Hiszpański czyli… beznadziejny!

Trener Aleksandar Vuković: – Muszę powstrzymać pewne emocje, żeby nie powiedzieć trochę za dużo. Są ludzie bezkarni i ludzie, których można ukarać. Bo za takie przyłożenie się do pracy inni ludzie mogą ją stracić. Zaczynam od końca i sytuacji, która jest rzutem karnym dla Widzewa. Na pewno znajdą się wytłumaczenia, ale to będzie marne pocieszenie.

Była szansa wygrać ten mecz, ale z drugiej strony remisujemy ten mecz grając w dziesięciu z przeciwnikiem, który nie przegrał bardzo dużo meczów na swoim stadionie. Strzelamy trzy bramki i zespół pokazuje to wszystko, na czym nam zależy. Czyli ambicję, charakter i wolę walki oraz dobrą organizację gry. Trzeba było nagle zmienić ustawienie i zagrać inaczej niż się przygotowywaliśmy do meczu. W innych okolicznościach byłbym krytyczny wobec traconych bramek, ale widzę też wysiłek, jaki włożyliśmy w ten mecz. Tylko mogę podziękować piłkarzom za to, co zrobili i tylko żałuję, że nie zostali nagrodzeni za swoją grę i poświęcenie.

A teraz mecze u siebie: 6. kolejka PKO BP Ekstraklasy: Widzew Łódź – Lech Poznań, niedziela, 30 sierpnia, godz. 20.15. 7. kolejka: Widzew Łódź – Radomiak Radom, sobota, 5 września, godz. 14.45

Śląsk Wrocław – Widzew Łódź 3:3 (0:2)

0:1 -Garcia (15), 0:2 – Alvarez (36), 1:2 – Kapuadi (47, samobójcza), 1:3 – Baena (63), 2:3 – Banaszak (78), 3:3 – Shabani (89)

Widzew Łódź: Drągowski – Krajewski, Wiśniewski, Kapuadi, García – Selahi – Baena (87, Visus), Shehu (77, Kornvig), Alvarez, Fornalczyk (11, Żyro) – Świderski (46, Bergier).

Widzew. Mieli ligowe góry przenosić. Na razie okazuje się, że nawet pagórki są dla nich trudne do pokonania

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Miało być lepiej, a nie jest… dobrze. Można po porażce z Koroną patrzeć z niepokojem na to, co dalej z Widzewem. Trudno, żeby było inaczej, skoro w kolejnym meczu najlepszym piłkarzem Łodzian jest bramkarz – Bartłomiej Drągowski. Nie uchronił niestety zespołu przed porażką, ale uchronił przed… kompromitacją. Miejsce w bramce reprezentacji Polski być musi i już.

Porażka martwi, a zastanawia 70-minutowa zapaść Łodzian, którzy nie potrafili przejąć inicjatywy i odwrócić losów spotkania. Dlaczego się tak stało? Ano dlatego, że druga linia w swojej środkowej strefie grała słabo, słabiusieńko.

Trzeba to powiedzieć wprost, że kapitan, który powinien dawać przykład czyli Juljan Shehu był jednym z najsłabszych piłkarzy na boisku. Denerwująco źle rozgrywał piłki, na dodatek zapisał się do futbolowego Klubu Człapaków. Został na placu do końca, bo ma opaskę?! To całe przedsezonowe kruszenie kopii, żeby go zatrzymać w zespole wygląda po tym spotkaniu trochę… bez sensu.

Zaraz, zaraz, a Fran Alvarez czy Emil Kornvig? Wcale nie lepsi. Jak w tej sytuacji marzyć o skromnym ligowym sukcesie, czyli wygranej z niewygodnym ligowym przeciętniakiem?!

Mieliśmy ligowe góry przenosić. Na razie okazuje się, że nawet pagórki są dla nas trudne do pokonania. Co będzie dalej? 5. kolejka PKO BP Ekstraklasy: Śląsk Wrocław – Widzew Łódź, sobota, 22 sierpnia, godz. 20.15. 6. kolejka PKO BP Ekstraklasy: Widzew Łódź – Lech Poznań, niedziela, 30 sierpnia, godz. 20.15. 7. kolejka PKO BP Ekstraklasy: Widzew Łódź – Radomiak Radom, sobota, 5 września, godz. 14.45.

Widzewskie gry i zabawy godne… przedszkolaków sprawiły, że wiosną zespół będzie bronić się przed spadkiem!

Dawno nie było aż tak źle. Widzew zagrał ze słabeuszem taki mecz, że po prostu żal było patrzeć. Bo, po prostu nie miał nic do powiedzenia. A mógł przegrać jeszcze wyżej. Skoro najlepszym graczem z pola był wolniejszy niż ustawa przewiduje i słabnący z minuty na minutą Kerk, to o czym tu mówić. Widzewskie gry i zabawy w towarzyskiego, przy okazji też transferowego chowanego, przypominające dąsania się przedszkolaków, doprowadziły do tego, do czego musiały doprowadzić.

Widzew stał się ligowym słabeuszem, który wiosną może bronić przed spadkiem i tyle, bo na nic więcej nie będzie go stać. Powiedzmy wprost: o uratowanie ekstraklasy może być bardzo, bardzo trudno, jeśli nie doczekamy się pozytywnego impulsu, którym mogą być, jakże spóźnione i niepewne, a tak potrzebne transfery. Jeżeli miano je w planach, to dlaczego czekano tak długo, aż wszystko znajdzie się na ostrzu noża? Ktoś komuś chciał coś udowodnić, zagrać na nosie, pokazać, że ten ktoś jest be i się nie nadaje? Jeżeli rzeczywiście takie były motywy działania, to ten ktoś, dla dobra klubu, powinien natychmiast pożegnać się z posadą!

Skupienie się działaczy na pilnowaniu kasy, co bez wątpienia przyniosło finansowy sukces, okazało się błędem, bo to nie zakład przemysłowy, tylko klub futbolowy, gdzie sprawą nadrzędną jest stworzenie zespołu, który zapewni wynik nie przynoszący wstydu wiernym kibicom. Teraz każdy, no może jak zwykle poza dyrektorem sportowym, bije się w pierś, posypuje głowę popiołem, tylko to samobiczowanie nic nie da. Trzeba błyskawicznie wziąć się w garść, stanąć (nawet chwiejnie, ale zawsze) na nogach i spróbować powalczyć z kolejnym rywalem, którym będzie Pogoń Szczecin (22 lutego, godz. 17.30 w Łodzi).

Śląsk Wrocław – Widzew 3:0 (1:0)

1:0 – Samiec-Talar (4), 2:0 – Silva (59, samobójcza), 3:0 – Żukowski (77)

czerwona kartka: Paweł Kwiatkowski (63 min, Widzew, za drugą żółtą).

Widzew: Gikiewicz – Kwiatkowski, Żyro, Silva, Kozlovsky – Shehu, Hanousek (62, Gryzio) – Sypek, Kerk, Łukowski (62, Stachowicz) – Sobol (85, Gong)

Nowy ligowy Widzew to wielka szansa dla Saida Hamulicia i młodych, ambitnych piłkarzy

Fot. widzew.com

Kto stoi w miejscu ten się cofa. I tak niestety przynajmniej na razie wygląda Widzew na tle ekstraklasowej rzeczywistości. Widać jak na na dłoni, że drużynie potrzebny jest transferowy impuls, który pozwoli zrobić kolejny sportowy krok do przodu. A zatem czekamy, czekamy…

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Spotkanie z Cracovią pokazało jak bardzo chce się pokazać z dobrej strony Said Hamulić. Gdy zyskał zaufanie trenera okazało się, że odwagi, przebojowości, ambicji i umiejętności mu nie brakuje. Może wkrótce stać się wartością dodaną Widzewa.

Zespół miał z tym kłopot – promowaniem młodych, ciekawych zawodników. Teraz jest do tego zmuszony z konieczności (ubogość kadry – kontuzje, brak transferów). I… Okazało się, że młodzi są w stanie dać radę. Z dobrej strony, pokazując kilka ciekawych zagrań pokazał sią 17-letni Nikodem Stachowicz.

Za nim pójdą inni? Oby! Była porażka, był remis, teraz czekamy na pierwsze ligowe zwycięstwo tej wiosny. 15 lutego o godz. 14.45 łodzianie zagrają we Wrocławiu z outsiderem – Śląskiem. Rywale nie tracą jeszcze nadziei na utrzymanie, zatem łatwo skóry nie sprzedadzą, ale na pewno Widzew jest w stanie odnieść trzecie wyjazdowe zwycięstwo. Łodzianie mają ich na swoim koncie w sumie siedem, rywale… jedno. To właściwie mówi samo za siebie.

Widzew. Bezbramkowy remis jest sukcesem, gdy przez pół godziny gra się w dziesiątkę!

Jedno nieodpowiedzialne, brutalne zagranie zaważyło na tym, co działo się na stadionie przy al. Piłsudskiego. Czerwona kartka dla Kozlovskiego sprawiła, że przez ponad pół godziny musiał bronić bezbramkowego wyniku. Z dobrym skutkiem. Łodzianie zdobyli ligowy punkt.

Już przed meczem było wiadomo, że nie dojdzie do debiutu Hamulicia, który jest kontuzjowany. W wyjściowej jedenastce znalazło się miejsce dla Klimka. Łodzianie zaczęli mecz bez młodzieżowca.

Inicjatywa od początku należała do gospodarzy, którzy robili wszystko, żeby rywal nie nabrał boiskowego oddechu. W akcjach łodzian brakowało jednak dokładności albo… cierpliwości.

Wrocławianie nie mieli zamiaru oddawać pola łodzianom, ba grając odważniej odsunęli futbolowe wydarzenia jak najdalej od własnej bramki. I to oni w 23 min byli najbliżsi zdobycia gola. Po błędzie Kastratiego (zagrywał piłkę głową do bramkarza, nie widząc, że na piłkę czatuje napastnik gości), sytuację uratował Gikiewicz, broniąc nogą strzał Musiolika. Do przerwy było ligowe granie bez wielkich futbolowych ekscytacji.

W drugiej połowie Widzew próbował atakować, ale robił to w sposób łatwy do odczytania i zatrzymania, Rywale cierpliwie czekali na możliwość przeprowadzenia groźnej kontry. I się doczekali. Na szczęście na posterunku był Gikiewicz, który obronił strzał Cebuli.

A potem zaczął się dramat. gospodarzy. W 64 min czerwoną kartkę ujrzał Kozlovsky za brutalny atak nakładką na nogę rywala (Ince). Przez pół godziny z hakiem łodzianie musieli się skupić na bronieniu wyniku i nadziei, że może jednak kontra… I gospodarze atakowali, lepiej organizując akcje, niż gdy walczyli w.. jedenastu. Zaskoczeni rywale nie byli w stanie nic sensownego skonstruować, a bramkowe aktywa próbowali sobie wypracować w nieuczciwy sposób, symulując faul w polu karnym. Na szczęście sędzia nie dał się nabrać.

Mecz oglądało 17 tysięcy 667 kibiców. 17 sierpnia o godz. 20.15 Widzew zagra z Pogonią w Szczecinie.

Widzew – Śląsk 0:0

Widzew: Gikiewicz – Kastrati, Żyro, Ibiza, Kozlovsky – Hanousek, Alvarez (89, Shehu)- Sypek (63, Gong), Łukowski (63, Kerk), Klimek (63, Klimek)- Rondić (67, da Silva)

Widzew. Antoni Klimek pokazał talent, umiejętności i wielką boiskową inteligencję. Zasługuje na więcej niż tylko bycie jokerem

Antoni Klimek

Udany ligowy start. Widzew w trzech meczach zdobył siedem punktów. To spory kapitał. Kto wie czy nie większym jest to, że łodzianie mają mocny szkielet drużyny.

O grze łodzian, jej jakości decydują dziś: Rafał Gikiewicz w bramce, pomocnicy: Fran Alvarez i kapitan Marek Hanousek oraz w ataku pracujący na boisku za dwóch Imad Rondić. Przydałby się jeszcze filar nie do przejścia w defensywie. Może taki wykreuje się w miarę rozwoju ligowej batalii.

Ja mam taki apel do bossów Widzewa. Wiem milion euro to jest spor kasy, ale bardzo was proszę: nie sprzedawajcie Antoniego Klimka! On jest bardzo potrzebny drużynie. Trochę odetchnąłem z ulgą, gdy usłyszałem, że Tomasz Stamirowski, właściciel Widzewa, zapowiedział, że klub chce podpisać nowy kontrakt z piłkarzem. To słuszna, mądra decyzja. Klimek po prostu ma talent i nie wolno go w Widzewie zgubić!

Piłkarz pojawił się na boisku w Krakowie (wygrana z Cracovią 3:1) po przerwie i okazał się jokerem w talii trenera Daniela Myśliwca. W ciągu kwadransa zaliczył dwie znakomite bramkowe asysty. Szczególnie w pierwszym przypadku przy genialnym strzale Frana Alvareza wykazał się, obok niewątpliwych umiejętności, sportową inteligencją. Trzeba dużo widzieć na boisku, mimo błyskawicznie toczącej się akcji, żeby tak dokładnie w punkty wycofać piłkę i dać okazję koledze do wykazania się snajperskimi umiejętnościami.

Antoni Klimek: Rok temu w swoje urodziny debiutowałem w ekstraklasie, a teraz, dzień po kolejnych, zrobiłem sobie inny prezent. Nie chcę odbierać zasług tym, którzy wykończyli moje podania, ale z asyst się cieszę. Zwłaszcza, że straciłem niedawno miejsce w składzie i zamiast się obrażać, chciałem zostawić serce na boisku i pokazać, że zasługuję na jedenastkę.

Ekstraklasa się nie zatrzymuje. Gra toczy się dalej. Już 11 sierpnia o godz. 20.15 trudny mecz w Łodzi. Widzew podejmie Śląsk Wrocław. Oby po tym spotkaniu Zbigniew Boniek mógł napisać to, co po pojedynku z Cracovią: Totalna dominacja Widzewa na murawie. Ten zespół wie co ma robić na boisku.

Widzew przegrał we Wrocławiu po walce. Losy meczu odwrócił koszmarny błąd bramkarza Rafała Gikiewicza

Widzew walczył (zwłaszcza do przerwy), ale przegrał we Wrocławiu. Po raz jedenasty w sezonie, szósty na obcym boisku. Losy spotkania odwrócił koszmarny błąd bramkarza Gikiewicza.

Widzewowi po dwóch zwycięstwach i pucharowej wpadce (spowodowanej też przez sędziego!) przyszło walczyć w trudnym i wymagającym meczu we Wrocławiu. Na dodatek w mocno przemeblowanym (kontuzje, przeciążenia) składzie, z nowymi: Kastratim i Diliberto w podstawowej jedenastce. W drużynie rywali na ławce rezerwowych wylądował kapitan i jeden z liderów – Exposito. Pojawił się na boisku po godzinie gry.

Widzew zaczął odważnie, energetycznie, pierwszy wypracował groźną akcję. Po uderzeniu Pawłowskiego, Leszczyński wybił piłkę ma rzut rożny. Gdyby podający Sanchez był dokładniejszy, to okazja byłaby zdecydowanie lepsza. Potem łodzianie nie zwalniali, choć brakowało im konkretów, przy uważnej grze defensywy wrocławian.

Po pół godzinie Śląsk zdobył się na trzy – cztery groźneakcje, ale na szczęście bez bramkowych skutków. W jednej sytuacji gol padł, ale sędzia słusznie odgwizdał spalonego.

W sumie do przerwy był to mecz w którym Widzew był lepszy, ale więcej bramkowych sytuacji wypracowali gospodarze. Nowi zawodnicy Widzewa niczym się nie wyróżniali, ale też specjalnie nie odstawali od pozostałych.

Pierwsza akcja drugiej połowy przyniosła karnego, którego w stu procentach zawinił Gikiewicz. Najpierw nie trafił w piłkę, a potem trafił w… rywala – Petkova. Koszmarna pomyłka, która nie powinna się przytrafić tak dobremu i doświadczonemu zawodnikowi. Sędzia bez wahania podyktował jedenastkę, którą strzałem pod poprzeczkę wykorzystał Nahuel.

Ta sytuacja zmieniła wszystko. Gospodarze odzyskali wiarę we własne siły i przejęli inicjatywę. Mieli okazje, ale ich nie wykorzystywali. Ale, ale… Widzew się nie poddawał. Okazje mieli: Nunes, jeszcze lepszą Sanchez (po dokładnym podaniu Pawłowskiego), a najlepszą Rondić (główkował z pięciu metrów w Petkova). Niestety, gdy łodzianie nie zdołali wrócić na czas Nahuel (po analizie VAR) wykorzystał sytuacje sam na sam. Losy spotkania zostały rozstrzygnięte, mimo gola w doliczonym czasie Rondicia po bardzo dobrej centrze z wolnego lidera zespołu w tym meczu – Pawłowskiego. To szósty gol łodzian po stałym fragmencie gry. Zwycięstwo pozwoliło Śląskowi wrócić na fotel lidera.

Śląsk Wrocław – Widzew 2:1 (0:0)

1:0 – Nahuel (53, karny), 2:0 – Nahuel (80), 2:1 – (Rondić, 90+4, głową)

Widzew: Gikiewicz – Kastrati, Żyro, Szota, Silva – Diliberto (70, Rondić),Kun, Pawłowski- Terpiłowski (46, Nunes), Sanchez, Tkacz (63, Klimek)

Widzew. Łodzianie napracowali się wyjątkowo w Pucharze Polski, niestety bez pozytywnego efektu. Czy teraz potrafią skutecznie walczyć w ekstraklasie z kandydatem do mistrzowskiego tytułu?

Nie ma cienia wątpliwości, że Widzew odpadł z Pucharu Polski także dlatego, że został skrzywdzony przez sędziego!

35-letni Damian Kos z Gdańska, który prowadzi spotkania ekstraklasy od czterech lat, nie udźwignął presji spotkania, a zwłaszcza wrocławskich kibiców, przestraszył się odpowiedzialności za trudną decyzję, zignorował to co czarno na białym pokazał VAR i uznał wyrównującą bramkę dla Wisły, choć był ewidentny faul i jeszcze na dodatek spalony. To stawia pod wielkim znakiem zapytania jego kompetencje. Może powinien wrócić do prowadzenia spotkań na niższym niż centralny poziom rozgrywek?!

To niestety nie pierwszy ostatnio taki przykład wpadki arbitra na polskich boiskach. Poziom polskiej ekstraklasy jest niski, ale poziom sędziowania zdaje się jeszcze niższy!

Fatalny arbiter nie może przesłaniać bolesnej prawdy, że Widzew nie dorósł sportowo do wygranej. Najpierw prezentował się, mówiąc łagodnie, przeciętnie, a w decydujących fragmentach dramatycznego pojedynku dał się zepchnąć do rozpaczliwej defensywy, która skutkowała, co zdarza się często, stratą goli.

Nowy piłkarz – Kastrati, który miał być wartością dodaną, w tak intensywnym meczu pokazał braki w przygotowaniu fizycznym. Po prostu spuchł, nie nadążał, spóźniał się z interwencjami i maczał palce w stracie decydującej bramki.

Prawda jest też taka, że wszyscy widzewiacy napracowali się solidnie i to przez ponad 120 minut i to grubo biegania po boisku.

A tymczasem znów trzeba będzie pokazać sporo fizycznych wartości, żeby uzyskać korzystny wynik. 2 marca o godz. 17.30 łodzianie zagrają we Wrocławiu z mającym mistrzowskie aspiracje Śląskiem. W sierpniu zeszłego roku Widzew przegrał u siebie 0:2.

Wrocławianie w tym roku zdobyli tylko punkt(nie strzelili gola!), przegrali dwa spotkania na swoim boisku. Ech, marzy się nam, łodzianom, żeby ulegli po raz trzeci.

Trzeba jednak pamiętać o tym, czym chwali się Śląsk: 17 straconych goli (najlepsi w lidze), 9 – czystych kont bramkarza Leszczyńskiego (najlepszy w lidze), 2,13 – średnia odbiorów na mecz Pokornego. Krótko mówiąc – najlepsza defensywa. Oby Widzew znalazł na te statystyki sposób (bo statystyki nie grają!), poparty skuteczną postawą własnej defensywy z bramkarzem Gikiewiczem na czele, który wiele wiele lat temu bronił barw wrocławian w 27 spotkaniach.

Janusz Niedźwiedź po bolesnej porażce Widzewa: Niepokoi brak solidności

Niektórzy mówią, że po słabym meczu, ja powiem więcej, momentami beznadziejnym, w wykonaniu łodzian, Widzew przegrał ze Śląskiem Wrocław 0:2. Jak podają Sportowe Fakty po raz ostatni w  ekstraklasie Śląsk Wrocław wygrał w Łodzi w listopadzie 2000 roku po dwóch bramkach Piotra Włodarczyka i jednej Michała Stolarza WKS zwyciężył na Widzewie 3:0.

Opinie za widzewtomy.net

Janusz Niedźwiedź: Jesteśmy niezadowoleni. Wynik to jedno, ale w ogóle to, co pokazaliśmy dzisiaj było niezadowalające. Zagraliśmy poniżej naszych – a także kibiców – oczekiwań. Niepokoi brak solidności. Mieliśmy agresywnie pressować, a tego nie robiliśmy. Co mnie bardziej martwi, to brak komunikacji, przeciwnicy w zbyt prosty sposób dostali się pod naszą bramkę przy pierwszym straconym golu. Cały czas śledzimy rynek, więc myślę, że wchodzimy w ten ostatni etap okienka i będziemy jeszcze rozmawiać o tym, jakie mamy możliwości

Jacek Magiera: Cieszymy się bardzo ze zwycięstwa. Zapracowaliśmy na to konsekwentną grą. Powiedziałem w szatni tylko dwa słowa: „wygrał zespół”. Cieszymy się również z czystego konta, bo dawno taka sytuacja nie miała miejsca. Wiedzieliśmy jak odciąć te najmocniejsze punkty Widzewa. Ani Pawłowski, ani inni piłkarze rywala nie mieli dogodnych sytuacji. Tak jak mówiłem wcześniej, mecz był w stylu angielskim, bo atmosfera tutaj jest niesamowita i wygrana w takiej atmosferze jest świetnym uczuciem.

Patryk Stępiński: Rywale wykorzystali nasze błędy. Najważniejsza statystyka, czyli strzelone gole, są po stronie Śląska. To on znalazł lepszy sposób na to spotkanie.

Henrich Ravas: Popełniliśmy zbyt dużo błędów, po których rywal miał okazję do strzelenia gola.

Antoni Klimek: Przeciwnicy byli od nas lepsi, mieli bardzo fajny plan na ten mecz, a przede wszystkim skuteczny. Z kolei my nie byliśmy w swojej optymalnej dyspozycji. Popełnialiśmy sporo małych błędów, które Śląsk wykorzystał. To nie tak miało wyglądać.

Co dalej?  30 sierpnia wrocławianie zagrają zaległy mecz na wyjeździe z Pogonią Szczecin, a 2 września podejmą u siebie Jagiellonię Białystok. Dzień później o godz. 17.30 Widzew zagra w ligowym klasyku na Łazienkowskiej z Legią Warszawa.

Widzew. Wracają zmory z końcówki zeszłego sezonu? Łodzianie przegrali zasłużenie pierwszy mecz na własnym boisku. Kibice: RTS, co wy robicie?!

Czy wracają zmory z końcówki zeszłego sezonu? Przypomnijmy, wtedy Widzew przegrał sześć meczów z rzędu na własnym boisku. Teraz, po dwóch zwycięstwach u siebie, doznał pierwszej porażki, będąc zespołem słabszym od rywali, czego dowodem fakt, że nie przeprowadził żadnej groźnej akcji i nie strzelił celnie na bramkę Śląska.

To miał być mecz angielskiej bezkompromisowej wymiany ciosów, pojedynek napastników – z jednej strony Sanchez, z drugiej Exposito i wreszcie spotkanie… zmian w składzie gospodarzy. Trener Niedźwiedź dokonał trzech roszad. Wypadli: Żyro, Przybułek, Terpiłowski. Pojawili się na boisku: Silva, Kun i Klimek.

Już w pierwszej groźnej akcji znakomicie pokazał się Exposito. Wyprzedził Szotę, wycofał piłkę do Schwarza, a ten strzelając zza pola karnego fatalnie skiksował. Do dwóch razy sztuka. Kompletnie pogubieni gospodarze w środku pola pozwolili na prostopadłe podanie przez dwie linie Petkowowi, a sytuację sam na sam pewnym strzałem w długi róg popisał się Nahuel.

Exposito był nie do zatrzymania dla łodzian. Przebiegł nieomal pół boiska, minął kilku łodzian, a jego strzał z najwyższym trudem obronił Ravas. W kolejnej akcji po podcince Rzuchowskiego w doskonałej sytuacji piłka wylądowała nad bramką. Słabiutko grający łodzianie mieli furę szczęścia, bo gdyby wrocławianie byli skuteczniejsi mogło już być po meczu.

Widzew przejął inicjatywę, ale grał wolno, przewidywalnie, nie potrafił choć raz celnie strzelić na bramkę rywali. Łodzianie mogli wpaść na własną minę. Po nieprzepisowo zatrzymanej akcji gości powinna być druga żółta kartka dla Silvy, ale niezrozumiałej pobłażliwości sędziego Stefańskiego widzewiak zawdzięcza to, że został na boisku.

W drugiej połowie nic się nie zmieniało. Exposito był poza zasięgiem łódzkich piłkarzy, którzy mieli ogromne kłopoty, żeby go zatrzymać. Ostatecznie na miejscu był Ravas. Kapitan wrocławian miał po przerwie przynajmniej trzy okazje, żeby zdobyć bramkę. Co się odwlecze, to nie uciecze. Po stałym fragmencie gry – rzucie wolnym wykonywanym przez Nahuela, Paluszek z trudnej pozycji zdobył głową drugą bramkę.

Mogło być 0:3, ale po rzucie wolnym Exposito, łodzianie dzięki interwencji Terpiłowskiego obronili się przed stratą bramki. Mógł być w koćcu gol dla gospodarzy. Po centrze Milosa Nunes z metra trafił w… słupek bramki gości.

Mecz obserwowało na trybunach 17 tysięcy 104 widzów. Kibice skandowali: RTS, co wy robicie?! Pytanie, jak najbardziej zasadne.

Widzew – Śląsk0:2 (0:1)

0:1 – Nahuel (13), 0:2 – Paluszek (80, głową)

Widzew: Ravas – Stępiński (58, Milos) , Szota, Silva (58, Żyro) , Nunes – Hanousek (76, Rondić) – Klimek (46, Terpiłowski), Kun (58, Shehu), Alvarez, Pawłowski – Sanchez

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑