Rezerwowy Pafka

Tag: widzew wisła (Page 1 of 2)

Widzew przekonał się na własnej skórze, że podobnie, jak w minionym sezonie, tak i teraz, o ligowe punkty łatwo nie będzie!

Fot. Marcin Bryja. widzew.com

W drugim sezonie nowego Widzewa miało być łatwiej, wręcz z górki. Powiedzmy jednak szczerze, że na razie nic na to nie wskazuje. Wygląda na to, że znów każdy może wygrać z każdym. Trudno wskazać w konkretnych meczach zdecydowanego faworyta. O punkty, czy nawet punkt trzeba walczyć w pocie czoła.

Przekonał się o tym Widzew. Znów osiągnął remis, tym razem 0:0 w Płocku i znów zawodnikiem numer 1 drużyny był bramkarz Bartłomiej Drągowski. Ratował skórę zespołowi nie raz i nie dwa, w tym wygrywając prestiżowy pojedynek z Saidem Hamuliciem. Powinien wziąć to pod uwagę selekcjoner Jan Urban, bo ma w ekstraklasie topowego zawodnika.

Powiedzmy też, że przed koszmarem doliczonego czasu gry, gdy Łodzianie seryjne tracili bramki i punkty, tym razem uratowała ich poprzeczka. Czasami po prostu trzeba mieć futbolowe szczęście.

Wyjazdowa statystyka Łodzian jest… wstydliwa. Widzew nie wygrał żadnego z ostatnich siedmiu spotkań. Trzy razy zremisował,a teraz przed Łodzianami kolejny mecz na obcym boisku. Pytanie tylko czy do niego dojdzie. Widzew w 3. kolejce spotkań 9 sierpnia o godz. 20.15 ma zagrać z Jagiellonią, ale… Zaangażowana w Europejskie puchary drużyna z Białegostoku pewnie może chcieć przełożyć ligowe starcie. Oby tylko nie poinformowała w o tym w ostatniej chwili.

Widzewowi przydałaby się dłuższa chwila na… potrenowanie. Wtedy jest szansa, że do formy z minionego sezonu wróci Steve Kapuadi, bo na razie przydarzają mu się słabe momenty w grze obronnej. Z drugiej strony defensywa z nim w składzie znów może się cieszyć, że zanotowała przebieg bez straty gola.

Trener Aleksandar Vuković miałby czas na spokojne wprowadzenie do zespołu nowych graczy. A i tak kluczowa w walce o pierwsze zwycięstwo może się okazać skuteczność napastników, bo na razie nie jest z tym dobrze. W każdym razie 15 sierpnia o godz. 20.15 Widzew podejmie przy al. Piłsudskiego Koronę Kielce.

PS. Pierwsze spotkanie III rundy eliminacji Ligi Europy Jagiellonia Białystok – Rangers FC (Szkocja) będzie transmitowane. Mecz odbędzie się 6 sierpnia o godz. 18 w Białymstoku. Transmisja w Polsacie Sport 1, a ponadto online w serwisie Polsat Box Go. Przedmeczowe studio o godz. 17.

Widzew może mówić o szczęściu, że w końcówce udało mu się wywalczyć punkt w Płocku

Widzew zremisował drugi ligowy mecz. Wielkiej radości z tego nie ma, ale jest… uczucie ulgi, bo znakomicie interweniujący Drągowski, poprzeczka i VAR ratowały Łodzian w doliczonym czasie gry.

Do jedenastki Widzewa wrócił Kapuadi. Od pierwszej minuty zagrał Świderski. Nowi na ławce rezerwowych. W wyjściowym składzie rywali dwóch byłych graczy Łodzian: Radwański, Hamulić. W Płocku Widzew zagrał z czarną opaską, czcząc w ten sposób pamięć zmarłego legendarnego kierownika Tadeusza Gapińskiego.

W 13 min mogło być 1:0 dla gospodarzy. W dogodnej sytuacji spudłował Kobacki. Odpowiedź Łodzian była bardzo szybka. Strzał głową Bergiera po znakomitej paradzie obronił Leszczyński. Za chwilę znów okazał się lepszy od napastnika rywali.

Po długim okresie, kiedy nic się nie działo, akcja byłych Widzewiaków: Hamulić główkował nad poprzeczkę po zagraniu Radwańskiego. Do trzech razy sztuka? Nie tym razem. Po centrze Shehu – Bergier spudłował.Szkoda… Inicjatywa należała do gości, którzy starali się kreować bramkowe sytuacje, ale niestety nie potrafili przewagi i stwarzanych okazji wykorzystać.

W 49 min w kolejnej niezłej akcji niestety Wiśniewski główkował wysoko nad poprzeczkę (centra Alvareza). Widzew oddał inicjatywę. Hamulić starał się zmusić do bramkarskiej pracy Drągowskiego, ale ten spokojny, był na posterunku. W 62 min mógł paść piękny gol, ale po strzale przewrotką Kornviga piłka przeleciała nad poprzeczką.

Prawda była jednak taka, że to Wisła przeważała i starała się stwarzać groźne sytuacje. Dwoma bardzo dobrymi interwencjami popisał się Krajewski, ratując Widzew od utraty gola. Dobrze i skutecznie interweniował Drągowski.

A co się działo w pierwszej minucie doliczonego czasu gry? Rogelja trafił w poprzeczkę! Potem jeszcze VAR nie dopatrzył się celowego zagrania piłki ręką w polu karnym przez Shehu. Skończyło się zatem drugim, mało satysfakcjonującym ligowym remisem.

Zadebiutował Papanikolaou. Gra w Widzewie z numerem 5, bo dotychczasowy posiadacz tego numeru Anrdeou właśnie został przez Widzew wyrejestrowany.

W 3 kolejce spotkań: Jagiellonia – Widzew – 9 sierpnia, godz. 20.15.

Wisła Płock – Widzew 0:0

Widzew: Drągowski – Krajewski, Wiśniewski, Kapuadi, Cheng (66, Garcia) – Alvarez, Kornvig, Shehu, Fornalczyk (73, Baena) – Świderski – Bergier (66, Papanikolaou)

Widzew stworzył futbolowe widowisko, ale celu nie osiągnął. Musiał się zadowolić ligowym remisem

Fot. Wojciech Czarnociński, widzew.com

Widzew miał grać widowiskowo, ofensywnie, skutecznie i tak momentami zagrał w meczu z Motorem (2:2), ale… Były też fragmenty spotkanie, nie taki znów epizodyczne, gdy wychodził na tym, jak Zabłocki na mydle.

Co z tego, że słychać pochwały: energetyczny mecz, dużo się działo, emocje, widowisko, skoro nie tak ta premiera miała się skończyć. A mogło być jeszcze gorzej, gdyby nie skutecznie interweniujący, nawet z pozoru w beznadziejnych sytuacjach, Drągowski.

Odważny sposób grania, ofensywne, dynamiczne trójkąty po obu stronach boiska – to wszystko niestety zaburzyło proporcje. Przy szybkich atakach rywali, momentami w defensywie Łodzianie gubili się, jak futbolowe dzieci. Dobrze by było, żeby szybko wrócił do ligowej gry – Kapuadi, bo w końcówce minionego sezonu tworzył z Wiśniewskim duet nie do przejścia.

Powiedzmy o największym pozytywie czyli wreszcie nie notującym pustych przebiegów Fornalczyku. Współpraca z Chengiem i Kornvigiem stwarzała mu pole do grania i możliwości wyboru. Efekt? Przyniosła gola skrzydłowego i asystę w postaci wywalczenia rzutu karnego. Jest jeszcze oczywiście do odnotowania akcja w najlepszym mundialowym stylu Baeny z Alvarezem, która w efekcie przyniosła wyrównanie. Takich widowiskowych ataków muszą się obawiać wszyscy ligowcy.

2 kolejka (31 lipca, piątek), godz. 18: Wisła Płock – Widzew. O sukces nie będzie łatwo. Wisła pokazała solidny, skuteczny futbol i pokonała w Częstochowie Raków 2:1, a jednego z goli zdobył obrońca Flis, na którego trzeba będzie bardzo uważać. Gdy grał w I lidze strzelał jak na zawołanie (10 bramek dla Pogoni Siedlce).

Trener Wisły – Adam Majewski: – Widzew to bardzo dobry zespół, ale jesteśmy nastawieni optymistycznie. Oczywiście doceniamy klasę rywala. Myślę, że to będzie naprawdę bardzo trudny mecz, chyba nawet trudniejszy niż ten z Rakowem.

Widzew. To nie był mecz założycielski tylko bardzo dobry krok we właściwą stronę. Czekamy na kolejne. MVP meczu w Płocku? Dla mnie Mariusz Fornalczyk!

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

To jest mecz założycielski – stwierdził Marcin Żewłakow podczas transmisji na żywo pojedynku Widzewa z Wisłą Płock (2:0).Inni entuzjastycznie dodawali: – To nowe, wielkie otwarcie! Spokojnie, nie tak szybko. To na razie pierwszy bardzo ważny, krok w dobrą stronę.

Łodzianie choć wloką się w ogonie tabeli, pokazali drużynie z czołówki, gdzie raki zimują. Byli lepsi, wygrali zasłużenie. Ba, mogli to zrobić zdecydowanie bardziej efektownie, bo mieli znakomite, niewykorzystane niestety, sytuacje na zdobycie kolejnych bramek.

Zmarnowali dwie znakomite sytuacje, pogubili się przy kilku próbach wyprowadzenia groźnej kontry. Nic sobie jednak nie robili z tego, że bodaj najsłabszym ich piłkarzem, był najdroższy gracz całej ekstraklasy – Osman Bukari. Okrutnie się mylił. Czyżby ciążyła mu wisząca nad głową wielka forsa? Potrzebuje odblokować się, a może jednak nie jest to tak dobry gracz, jak go prezentowano!

Najważniejsze, że inni stanęli na wysokości zadania. Dla wielu piłkarzem meczu był pracujący za dwóch, łatający dziury, uczestniczący w wielu pozytywnych akcjach zespołu Emil Korvig. Moim zdaniem miano MVP pojedynku należy się Mariuszowi Fornalczykowi.

Dynamiczny skrzydłowy, potrafiący skutecznie wygrywać pojedynki jeden na jeden jest dziś solą futbolu. Jego wartość i wpływ na grę jest nie do przecenienia. Nareszcie skrzydłowy o takiej charakterystyce – Mariusz Fornalczyk mógł pokazać swój talent i moc. Także dlatego, że wreszcie znalazł na swoje stronie partnera do współpracy – Christophera Chenga.

Dlaczego i po co trener Igor Jovicević zmienił go w samej końcówce spotkania, pozostanie szkoleniową zagadką. Jak to dobrze, że Jovicević zrezygnował z beznadziejnego pomysłu, aby najlepszy strzelec drużyny – Sebastian Bergier egzekwował stałe fragmenty gry, bo napastnik przydał się i to jak w polu karnym rywala.

Teraz z kartkowych powodów Widzew będzie musiał sobie radzić bez swojego snajpera (11 zdobytych goli), a 20 lutego o godz. 20.30 czeka Widzew u siebie mecz z Cracovią, która bezbramkowo zremisowała z Jagiellonią. Czy w buty Bergiera będzie potrafił wejść asystent przy drugiej bramce w Płocku – Andi Zeqiri,czas pokaże.

Jest przełamanie. Widzew wreszcie wygrał. Jak najbardziej zasłużenie. Strzelił dwie zwycięskie bramki, a mógł zdobyć ich więcej!

W ostatnim z możliwych momencie, gdy znalazł się w sytuacji podbramkowej czyli w strefie spadkowej, Widzew wreszcie się obudził. Wygrał ważny, arcytrudny wyjazdowy mecz z zespołem z czołówki.

Od pierwszych chwil widać było jak bardzo z dobrej strony chce się pokazać trudny do upilnowania Fornalczyk. I powinien mieć asystę. Po jego dokładnym dośrodkowaniu wykładaną piłkę na piątym metrze dostał Kornvig, ale trudno to zrozumieć czemu zamiast trafić do bramki, główkował w poprzeczkę.

To Widzew chciał, miał inicjatywę, próbował. W najlepszej akcji, po kolejnej centrze Fornalczyka nie zdołał niestety dojść do główki Bergier. Łodzianie oddając inicjatywę gospodarzom, szukali szansy w przechwytach i szybkiej kontrze. I dopięli swego. Po główce Bergiera w polu karnym piłkę ręką odbił jeden z piłkarzy Wisły i arbiter po analizie VAR podyktował jedenastkę. Pewnie wykorzystał ją Bergier. To jego jedenasty gol w sezonie! Niestety chwilę później napastnik po zbytnim okazaniu swojej radości kibicom gospodarzy, ujrzał czwartą w sezonie żółtą kartkę i kolejnym meczu nie wystąpi!

Gospodarzy natchnąć do lepszej gry miało wejście na boisko Kuna. Widzew nie zamierzał jednak oddawać inicjatywy i kurczowo bronić własnego przedpola. Nadal dobry mecz rozgrywał Fornalczyk, który po dynamicznym wejściu, strzelając z 20 metrów, trafił w poprzeczkę!

A potem była jeszcze lepsza sytuacja na podwyższenie prowadzenia. Bukari nie wygrał pojedynku sam na sam z bramkarzem. Zdołał jednak zagrać do Sheu, który strzelając z 13 metrów trafił w poprzeczkę. A Bukari… Znów niestety nie wykorzystał dogodnej sytuacji. Po podaniu, no kogo? Oczywiście Fornalczyka.

Skrzydłowy nie dawał usnąć swoim partnerom. Niezmordowany inicjował kolejne ataki. W tej sytuacji zmiana najbardziej energetycznego piłkarza w końcówce meczu wydaje się przedziwna, mocno kontrowersyjna! Ale łodzianie nie zamierzali się zatrzymać. W samej końcówce kropkę nad i postawił Kornvig strzelając gola w sytuacji sam na sam, po podaniu Zeqiriego. Ten gol to najlepszy dowód na to, że Widzew odniósł zasłużone zwycięstwo!

Mecz oglądało 8834 widzów.

20 lutego o godz. 20.30 czeka Widzew u siebie mecz z Cracovią, która bezbramkowo zremisowała z Jagiellonią.

Wisła Płock – Widzew 0:2 (0:1)

0:1 – Bergier (38, karny), 0:2 – Kornvig (89)

Widzew: Drągowski – Krajewski (90+5), Żyro, Andreou, Wiśniewski, Cheng -Bukari (90, Pawłowski), Shehu, Lerager, Fornalczyk (79, Baena) – Kornvig (90, Isacc), Bergier (79, Zeqiri)

Piłkarska karuzela kręci się dalej. Niech ta walentynkowa, futbolowa sobota będzie dla nas – Łodzian!

Jak prawdziwy, a przy tym nieco naiwny, kibic, chciałbym wierzyć, że tym razem będzie dobrze i ta sobota będzie należała do nas – łódzkich fanów. W walentynkowy, futbolowy dzień o godz. 19.30 ŁKS podejmie w I lidze Chrobrego Głogów, a o godz. 20.15 Widzew zagra w ekstraklasie z Wisłą w Płocku. Czy skończymy te zmagania z tarczą czy na tarczy?

W przypadku Widzewa dość mam ciągłego pisania na nie i coraz mocniejszego i ostrzejszego narzekania, na całe otaczające nas sportowe zło. Zdaję sobie sprawę, że rozczarowanie jest wielkie, bo i mnie ono dotyka, ale… Chcę wierzyć że ci, którzy dokonali milionowych (w euro!) futbolowych zakupów jednak wiedzieli, co robią i nowa widzewska armada wreszcie pokaże jakość,wróci z wozem, a nie na wozie.

Sytuacja jest niebezpieczna, na granicy wywinięcia I-ligowego kozła, bo po prostu kolejne porażki zepchną drużynę w ciemną uliczkę, z której nie ma już wyjścia.

W tej chwili jeszcze wszystko jest do uratowania. Ligowa tabela jest tak spłaszczona, że za dwie, trzy udane kolejki drużyna, które jest w strefie spadkowej, zapomni o tym, że w niej była. Nie da się jednak ukryć, że Widzew stanie przed arcytrudnym zadaniem. Po Wiśle przyjdzie czas na mającą pucharowe ambicje Cracovię, a potem próbującą się też ratować przed degradacją – Pogoń…

I to wszystko , gdy nie idzie, atmosfera jest pod psem, a o mobilizację i wyzwolenie widzewskiego charakteru trudno. Łódzki klub wydaje się mieć jednak piłkarzy, którzy potrafią sobie radzić z taką sytuacją, z taką presją. Stąd moja nadzieja na lepsze futbolowe widoki.

ŁKS po niesamowitym meczu w Bytomiu (od 0:2 do 3:2) na pewno nabrał wiary, że nie wszystko jest jeszcze stracone i walka o strefę barażową, a nawet drugie miejsce, dające bezpośredni awans, jest realna. Wszak łodzian od drugiej Polonii Bytom, dzieli tylko pięć punktów! Wszystko może się stać. Trzeba tylko wygrywać i wygrywać, bowiem tylko seria zwycięstw przedłuży nadzieję, że nie skończy się na marnym środku tabeli.

Po pojedynku z Chrobrym, trzeba się będzie wybrać na spotkanie ze Stalą w Mielcu, a potem podjąć Miedź Legnica. Oba zespoły mają o co grać, więc łatwo skóry nie sprzedadzą, ale to dotyczy wszystkich drużyn tej ligi. ŁKS pokazał w Bytomiu, że ma atuty, żeby w tych rozgrywkach jeszcze zamieszać.

A zatem Łodzianie! Ruszajcie w walentynkową sobotędo zwycięskich futbolowych bojów, na które tak czekamy.

Widzew. Czy może być jeszcze gorzej? Oczywiście, że może, gdy na niepokojące pytania nie ma pozytywnych odpowiedzi

Fot. widzdew.com

Tak, tak, to nie przekłamanie. Widzew wygrał po raz ostatni w ekstraklasie 28 listopada 2025. Pokonał wtedy Piasta w Gliwicach 2:0. Potem były już tylko porażki: 1:2 z Zagłębiem, 1:3 z Jagiellonią, 0:1 z GKS. Czy może być jeszcze gorzej? Oczywiście, że może. Nie ma żadnych przesłanek, że łodzianie nagle zaczną gra lepiej, a przyjdzie im się zmierzyć 14 lutego o godz. 20.15 w Płocku z Wisłą. Boskiego wiatru nie czuje łódzki kamikadze – trener Igor Jovicević. Robi na razie wszystko, jakby działał na własną zgubę i prowadzonego przez siebie klubu, choć nie ma opcji wyrzucenia go z roboty.

Straszne musi być w Widzewie ciśnienie i presja prezesów, dyrektorów sportowych, menedżerów, i bóg wie kogo, skoro szkoleniowiec, widząc jak kiepsko poszło w premierze z Jagą, decyduje się posłać do boju siedmiu nowych, sprowadzonych zimą zawodników. Zamiast integracji, budowaniu na fundamentach stworzonych podczas zgrupowania w Turcji, jest jeszcze większa boiskowa anarchia. Pytam się, po kiego diabła było zimowe, drogie zgrupowanie, skoro natychmiast zostało ono przekreślone, jako wartość w tworzeniu lepszego, bardziej zintegrowanego zespołu?

Efekt jest widoczny w obu spotkaniach. Nie wiadomo o co chodzi, kto za co ma odpowiadać. Jest słabo, słabiutko, słabiusieńko, bez wielkich widoków na szybką poprawę.

Pojawiają się proste, niepokojące pytania. Dlaczego liderem znów zostaje beznadziejny w starciu z Jagą – Juljan Shehu, który na dodatek gra z opaską kapitana? Czy po to, żeby się czarno na białym przekonać, że w środku pola Widzew nie istnieje? Dlaczego stałe fragmenty gry wykonuje Sebastian Bergier, gdy jako jedyny napastnik, jest na placu? Dlaczego nie pojawia się na boisku w Katowicach od pierwszej minuty najlepszy w premierze z Jagą – Mariusz Fornalczyk?

Kiedy skończy się grzebanie w formacji, która wymaga największego spokoju czyli w defensywie? Co zrobiła ta z ostatniego meczu? Zaliczyła juniorską wpadkę. Dała się przepchnąć w polu karny rywalom, co skutkowało stratą bramki i w efekcie kolejną porażką. Dlaczego mówienie o widzewskim charakterze, walce do końca, boiskowej ambicji, to frazes, puste słowa, a nie ligowa praktyka?

Na razie nie ma w Widzewie opcji zwolnienia kolejnego szkoleniowca, choć ja uważam, że zdecydowanie lepiej poukładałby to wszystko polski, znający realia, trener z doświadczeniem. Taki nie przymierzając Daniel Myśliwiec. Prowadzony przez niego Piast wyrasta na pogromcę faworytów. Cóż, mądry widzewiak po szkodzie…

Pierwszy ligowy remis Widzewa. Bramkowych emocji było na… pięć minut plus odwołany karny dla łodzian

Po meczu walki i pięciu szalonych, bramkowych minutach pierwszy ligowy remis Widzewa. Wpływ na skuteczność i taki, a nie inny wynik, mogła mieć nieobecność walczącego z urazem napastnika Bergiera (trzy strzelone bramki).

Początek spotkania to: twarda walka, dwa przechwyty piłki Fornalczyka na własnej połowie, nieudane kontry, proste straty piłek, dwie żółte kartki dla widzewiaków (Visus, Shehu). Mijały minuty, niewiele się działo, nie było składnych akcji, mocnych, celnych strzałów. Ot, ligowa nuda. Do czasu, do czasu…

W 36 min pierwsza groźna. choć trochę przypadkowa akcja gości została nagrodzona golem. Gdy dobrą piłkę dostaje Sekulski to nie ma przebacz. Napastnik ograł w polu karnym Visusa, a potem pewnym strzałem pokonał Kikolskiego.

To było pięć minut futbolowego trzęsienia ziemi. Działo się i to sporo. Widzew atakował, strzelał, Fornalczyk kasował kolejną kontrę rywali, a końcowym efektem tego ekscytującego fragmentu gry był gol dla łodzian. Po precyzyjny strzale Shehu za pola karnego, bramkarz Leszczyński nie próbował nawet interweniować. W doliczonym czasie gry pierwszej połowy bliżsi zdobycia drugiej bramki byli goście, ale po uderzeniu głową Sekulskiego piłka odbiła się od poprzeczki.

W drugiej połowie z wielką ulgą odetchną Visus, bo w 58 min mógł ujrzeć drugą żółtą, w efekcie czerwoną, kartkę, po faulu na Sekulskim. Tym razem sędzia był dla widzewiaka łaskawy. Podobnie, jak kilka minut później dla Kalandadze. A co poza tym na boisku? Niewiele się działo.

Aż znów pokazał się Fornalczyk, dodajmy od razu znów z dobrej strony. Skrzydłowy wpadł jak burza w pole karne, a tam wszystko wskazywało na to, że faulował go Haglind-Sangre. Po analizie VAR sędzia Kwiatkowski, który najpierw przyznał łodzianom karnego, odwołał swoją decyzję. Wściekł się trener Stopić, za co arbiter ukarał go żółtą kartką. Uspokajał go… Gikiewicz. Mecz potrwał 10 minut dłużej. Widzew do końca walczył o zwycięstwo, ale strzały łodzian bronił Leszczyński.

Mecz oglądało 17 172  kibiców.

15 sierpnia o godz. 20.30 Widzew zagra na wyjeździe z Cracovią.

Widzew – Wisła Płock 1:1 (1:1)

0:1 – Sekulski (36), 1: 1- Shehu (41)
Widzew: Kikolski – Krajewski, Visus, Żyro, Gallapeni – Selahi (90+1, Hanousek) – Akere (61, Baena), Alvarez (90+1, Teklić), Shehu, Fornalczyk – Pawłowski (46, Czyż)

W Widzewie nowe ostro atakuje, ale stare trzyma się mocno. I bardzo dobrze, bo dzięki temu są zwycięstwa!

Fran Alvarez Fot. widzew.com

W Widzewie atak futbolowej nowości. Pojawiają się kolejni debiutanci, a tymczasem na razie wszystko pozostaje po staremu. Kluczowymi piłkarzami w zwycięskim meczu z GKS Katowice (3:0) byli doskonale znani i sprawdzeni w nie jednym futbolowym boju – Fran Alvarez i Juljan Shehu. Obaj aktywni, kreatywni, skuteczni. Fran zaliczył gola i asystę, Juljan – asystę, ale jego wpływ na grę drużyny był decydujący, Powiedzmy, że na boisku zawsze był tam, gdzie go potrzebowali koledzy – przejmował piłki, dokładnie je rozgrywał. Po prostu prawdziwy lider.

Jeżeli wszyscy nowi gracze drużyny, a zwłaszcza Mariusz Fornalczyk, będą grać na tym poziomie, co widzewscy rutyniarze, to kto wie, jak daleko drużyna zajdzie w ligowej batalii.

Jak trener Zeljko Sopić jesteśmy pełni uznania dla napastnika – Sebastiana Bergiera, który choć gra z urazem w trzecim meczu wpisuje się na listę strzelców. Pokazuje widzewski charakter, a to może okazać się decydujące w kluczowych momentach ligowej walki.

W kolejnym ekstraklasowym pojedynku 9 sierpnia o godz. 20.15 Widzew podejmie rewelację rozgrywek – Wisłę Płock (trzy mecze – 9 punktów, bramki 6-1). Po ostatnim zwycięstwie nad Piastem (2:0) trener Wisły Mariusz Misiura powiedział o swojej drużynie: – Za dyscyplinę taktyczną, za cierpienie, za poświęcenie, za znowu mądrość – duże słowa uznania. Byliśmy przygotowani na grę trzy na trzy, dwa na dwa, jeden na jeden. Byliśmy przygotowani na asekurację, więc uważam, że naprawdę wszystko dobrze grało w spotkaniu z Piastem.

Pucharowa afera. Krzywda wyrządzona przez sędziów Widzewowi wypacza sens sportowej rywalizacji i stawia ją pod wielkim znakiem zapytania

Pucharowa afera zatacza coraz szersze kręgi. Już chyba nikt w w Polsce nie ma wątpliwości, że nieudolni, niedogadani ze sobą, źle interpretujący to, co pokazał im VAR, piłkarscy sędziowie, odebrali Widzewowi szanse na wygranie meczu Pucharu Polski z Wisłą w Krakowie. Skrzywdzili łódzki klub, choć on niczemu nie zawinił. To ich błąd i teraz reprezentujący i posyłający ich na ligowe mecze Polski Związek Piłki Nożnej powinien wziąć za to odpowiedzialność. Na razie jednak chował głowę w piasek, ewidentnie czekając na rozwój wypadków. Nie podejmował decyzji. Sprawa jednak zabrnęła za daleko…

Przyjęło się w futbolowym światku niepodważalną(?!) zasadę, że błędy sędziego zostają na boisku i to co się stało w trakcie meczu, nie jest potem weryfikowane choćby jego powtórzeniem. Ta zasada wydaje się naciągania i anachroniczna w dobie, gdy technologia jest w stanie zweryfikować wszystko, co działo się w ciągu 90, 120 minut i w doliczonym przez sędziego czasie gry.

Skoro można powtarzać rzuty karne, bo bramkarz za wcześnie oderwał nogi od linii lub piłkarze przed wykonaniem jedenastki wbiegli za szybko w szesnastkę, to dlaczego nie można pójść krok dalej. Można wycofywać się ze swoich decyzji, ba po czasie anulować pokazane kartki lub zaostrzać nałożone kary, to tym bardziej trzeba ingerować w jawnie niesprawiedliwy wynik. Bo on wypacza sens sportowej rywalizacji i stawia ją pod wielkim znakiem zapytania.

Oczywiście, właściciel Wisły Jarosław Królewski grzmi, że powtórzenie meczu to byłby niebezpieczny precedens, a poza tym sędziowie w tym feralnym starciu krzywdzili też Wisłę, która wygrała, bo była lepsza. O to ostatnie stwierdzenie można się ostro spierać i z nim nie zgadzać, bowiem taka ewentualna przewaga krakowian, z której nic nie wynikało, widoczna była momentami tylko do przerwy spotkania.

Przeświadczenie właściciela Widzewa – Tomasza Stamirowskiego, iż powtórzenie meczu byłoby jedynym, sprawiedliwym rozstrzygnięciem, jest także moim przeświadczeniem i byłbym za takim właśnie rozwiązaniem tej futbolowej afery, choć zdaję sobie sprawę, że byłaby to futbolowa rewolucja na historyczną miarę.

sport.tvp.pl: Widzew złożył protest, a Wisła odwołanie. Oba dokumenty trafiły już do Komisji ds. Rozgrywek i Piłkarstwa Profesjonalnego PZPN, która natychmiast przystąpiła do działania. Komisja liczy 20 osób, a jej przewodniczącym jest Sławomir Pietrzyk. Zarządzono rozpoczęcie głosowania, które zostanie przeprowadzone w trybie on-line. Członkowie komisji mają czas do czwartku, godz. 12:00, by oddać głos w sprawie. Wtedy głosy zostaną policzone i na tej podstawie zapadnie werdykt. Decyzja nie będzie ostateczna. Obu stronom będzie przysługiwało prawo do odwołania do Najwyższej Komisji Odwoławczej.

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑