Rezerwowy Pafka

Tag: widzew korona (Page 1 of 2)

Kolejna porażka Widzewa. Nie trzeba wydawać milionów. 18-latek podawał do 20-latka i rezerwowi dali Koronie awans w Pucharze Polski

Korona przystępowała do pucharowej potyczki mając za sobą passę sześciu zwycięstw w meczach z Widzewem. I ku rozpaczy Łodzian wygrała po raz siódmy! W tym sezonie Widzew nie był w stanie zdobyć trzech punktów na własnym boisku.

Powinno się zacząć od prowadzenia gości. Szczęście i przypadek pomogły uchronić się Widzewowi od wpadki już w 5 minucie spotkania. Centrował Fassbender, odbił piłkę Kapuadi, co sprawiło, że nie zdołał metr czy dwa od bramki dobrze uderzyć jej Stępiński.

Odpowiedź Łodzian przyszła 13 minut później, ale Berger trafił w słupek. Wrzucał piłkę Garcia, przedłużył ją głową Wiśniewski i po tym stałym fragmencie gry o mały włos, a cieszyliby się gospodarze.

To był impuls. Widzew osiągnął przewagę, miał sytuację i mógł… stracić gola. Kontra Korony mogła być zabójcza, ale wychodzącego na czystą pozycję Jakubczyka dogonił i znakomicie zatrzymał zdeterminowany Fornalczyk. W odpowiedzi Biuk trafił w słupek. Do siatki posłał piłkę przy dobitce Berger, ale był na pozycji spalonej.

Widzewowi do przerwy, jak świeżego powietrza, brakowało kreatywnej gry drugiej linii, tak w środkowej strefie, jak i na prawej stronie boiska.

W pierwszej groźnej akcji po przerwie dynamiczna atak Fornalczyka przyniósł tylko rzut rożny. W odpowiedzi Wiśniewski uprzedził szykującego się do przejęcia piłki tuż przed bramką Stępińskiego. Tuż po wejściu na boisko Świderski strzelił z rzutu wolnego minimalnie obok słupka.

Nie trzeba wydawać milionów. 18-latek podawał do 20-latka i rezerwowi dali prowadzenie gościom. To był pierwszy i jedyny celny strzał Korony w tym spotkaniu. A to jak zachował się w defensywie Alvarez, woła o pomstę do nieba. Dla formalności: podawał Ciszek, a Bąk uderzeniem głową uprzedził Łódzkich obrońców.

Widzew chciał szybko odrobić straty, ale Bergier znów trafił w słupek. Potem interwencją na refleks popisał się Mamla. Na dodatek stopował akcje gospodarzy świetnymi interwencjami Mosór. W doliczonym czasie Widzew pokazywał jedynie swoją bezradność. Rozczarował, przegrał i odpadł z Pucharu Polski.

Mecz oglądało 15578 kibiców

5 września o godz. 14.45 ligowy mecz w Łodzi Widzewa z Radomiakiem.

Puchar Polski

Widzew – Korona Kielce 0:1 (0:0)

0:1 – Bąk (73, głową)

Widzew: Ilić – Krajewski, Wiśniewski, Kapuadi, Garcia – Selahi (64, Świderski) – Fornalczyk, Kornvig (80, Males), Alvarez, Biuk (64, Papanikolaou) – Bergier

Widzew gra dramatyczniej, efektowniej, ale to wielkich punktowych zdobyczy nie przynosi

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Coś za coś. Miało być mniej pragmatycznie i wyrachowanie, a bardziej widowiskowo i jest, Niestety, dorobek punktowy z tego niewielki. Widzew w dwóch ostatnich spotkaniach strzelił pięć bramek (Śląsk 3:3, Lech 2:3) i zarobił na tym tylko jeden ligowy punkt. O zgrozo, przegrał dwa z trzech spotkań na własnym boisku. W sumie ma na swoim koncie punktów sześć i jest tuż nad strefą spadkową. Tak dalej być nie może, bo znów przeżywać będziemy zeszłosezonowy horror: utrzymamy się czy nie.

Widać też jak na dłoni, że bramkarz w roli kapitana to wyjątkowo trudna funkcja. Bartłomiej Drągowski był w końcówce tam, gdzie coś ważnego działo się dla jego drużyny. Dużo aktywności, zdecydowanie mniej koncentracji i dyscypliny. Efektem, wyjątkowy kiks, kosztujący stratę punktów w prestiżowym pojedynku. Los jest wyjątkowo niesprawiedliwy, bo ogromny, boiskowy błąd przytrafił się do tej pory najlepszemu piłkarzowi zespołu.

Nie ma czasu na roztrząsanie błędów, bo grać trzeba i to nieomal natychmiast, z biegu. 2 września o godz. 20.30 Widzew podejmie Koronę Kielce w meczu Pucharu Polski (transmisja(TVP Sport, tvpsport.pl) , a 5 września o godz. 14.45 ligowy mecz w Łodzi z Radomiakiem. Wróci do składu po odcierpieniu kartkowej kary Przemysław Wiśniewski. To pozwoli zagrać Widzewowi na zero z tyłu i będzie punktem wyjścia do ważnych zwycięstw?!

Widzew. Mieli ligowe góry przenosić. Na razie okazuje się, że nawet pagórki są dla nich trudne do pokonania

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Miało być lepiej, a nie jest… dobrze. Można po porażce z Koroną patrzeć z niepokojem na to, co dalej z Widzewem. Trudno, żeby było inaczej, skoro w kolejnym meczu najlepszym piłkarzem Łodzian jest bramkarz – Bartłomiej Drągowski. Nie uchronił niestety zespołu przed porażką, ale uchronił przed… kompromitacją. Miejsce w bramce reprezentacji Polski być musi i już.

Porażka martwi, a zastanawia 70-minutowa zapaść Łodzian, którzy nie potrafili przejąć inicjatywy i odwrócić losów spotkania. Dlaczego się tak stało? Ano dlatego, że druga linia w swojej środkowej strefie grała słabo, słabiusieńko.

Trzeba to powiedzieć wprost, że kapitan, który powinien dawać przykład czyli Juljan Shehu był jednym z najsłabszych piłkarzy na boisku. Denerwująco źle rozgrywał piłki, na dodatek zapisał się do futbolowego Klubu Człapaków. Został na placu do końca, bo ma opaskę?! To całe przedsezonowe kruszenie kopii, żeby go zatrzymać w zespole wygląda po tym spotkaniu trochę… bez sensu.

Zaraz, zaraz, a Fran Alvarez czy Emil Kornvig? Wcale nie lepsi. Jak w tej sytuacji marzyć o skromnym ligowym sukcesie, czyli wygranej z niewygodnym ligowym przeciętniakiem?!

Mieliśmy ligowe góry przenosić. Na razie okazuje się, że nawet pagórki są dla nas trudne do pokonania. Co będzie dalej? 5. kolejka PKO BP Ekstraklasy: Śląsk Wrocław – Widzew Łódź, sobota, 22 sierpnia, godz. 20.15. 6. kolejka PKO BP Ekstraklasy: Widzew Łódź – Lech Poznań, niedziela, 30 sierpnia, godz. 20.15. 7. kolejka PKO BP Ekstraklasy: Widzew Łódź – Radomiak Radom, sobota, 5 września, godz. 14.45.

Zmora zmór. Widzew przegrał z Koroną. Aleksandar Vuković: – Nie zrobiliśmy wystarczająco dużo, żeby wygrać to spotkanie i przeciwnik to wykorzystał

Widzew po raz ostatni przegrał u siebie w styczniu. Od tamtej pory zanotował pięć zwycięstw i trzy remisy. I… zmora zmór dopadła znów Łodzian. Na triumf nad Koroną czekali od kwietnia 2024 roku i się nie doczekali. Przegrali 1:2. Szósta z rzędu wygrana Kielczan stała się faktem!

Lepsze jest wrogiem dobrego. Po co trener dokonywał roszad w składzie, po co mieszał w defensywie, najbardziej czułej z czułych formacji? Wyszedł na tym, podobnie jak cały zespół, jak Zabłocki na mydle. Przykre doświadczenie, pokazujące Widzewowi miejsce w szyku. Na wybicie się na wielkość na razie chyba za wcześnie. Trzeba znów, jak w minionym sezonie, myśleć o zabezpieczeniu tyłów, bo inaczej może się to znów skończyć dramatyczną walką o utrzymanie.

Trener Aleksandar Vuković: – Niestety, zamiast kroku do przodu zrobiliśmy coś odwrotnego. Nie tego się spodziewaliśmy i to nie jest do zaakceptowania. Początek, dwadzieścia pierwszych minut, było na najlepszym poziomie u nas w tym sezonie, ale to było za mało.

Przeciwnik strzelił dwa gole ze stałych fragmentów i to nie powinno się przydarzyć. Pojawiła się chwila nerwowości w tych sytuacjach. Zabrakło nam odpowiednich reakcji. Szybko stracone prowadzenie wprowadziło nerwowość w naszej grze.

Nie zrobiliśmy wystarczająco dużo, żeby wygrać to spotkanie i przeciwnik to wykorzystał. My nie możemy stracić wiary w siebie, bo były fragmenty i momenty gry, gdy pokazaliśmy się dobrze.

Jeżeli chodzi o Mario Garcię, to zagrał bardzo dobry mecz i dał dużo z siebie i zwyczajnie na koniec zabrakło sił. Dlatego zszedł z boiska, żeby nie doznał urazu. Jeśli chodzi o Jusufa Gazibegovica, to musimy poczekać na badania, ale na pewno czeka go kilka dni przerwy.

Korona ma dużo jakości, zwłaszcza w środku pola. W pierwszych minutach pressing z naszej strony był skuteczny. Analizowaliśmy nasz mecz w Białymstoku i tak zagraliśmy. Szkoda tego początku spotkania, bo szybko zdobyliśmy bramkę i mieliśmy szanse na dwie kolejne.

5. kolejka PKO BP Ekstraklasy: Śląsk Wrocław – Widzew Łódź, sobota, 22 sierpnia, godz. 20:15

Widzew – Korona Kielce 1:2 (1:2)

1:0 – Kapuadi ( (8), 1:1 – Fassbender (8), 1:2 – 26. Fassbender (26)

Widzew: Drągowski – Gazibegović (44, Krajewski), Wiśniewski, Kapuadi, García (84, Boia) – Fornalczyk (46, Baena), Shehu, Kornvig (71 ,Akere), Alvarez (84, Selahi) – Świderski, Bergier

Stałaby się wielka, sportowa krzywda, gdyby bramkarz – Bartłomiej Drągowski – Widzewska opoka, nie dostał powołania do reprezentacji Polski!

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Nie mam cienia wątpliwości, że stanie się wielka sportowa krzywda, jeżeli trener Jan Urban nie powoła do reprezentacji Polski bramkarza i dziś opoki Widzewa – Bartłomieja Drągowskiego. To, co on wyprawia między słupkami nic tylko oglądać i do znudzenia odtwarzać sobie jego nieprawdopodobne wręcz, a jakże skuteczne interwencje.

Bartłomiej Drągowski bez cienia wątpliwości w drugim meczu z rzędu był Widzewską opoką, najlepszym zawodnikiem zespołu, mając największy udział w zwycięstwie i zachowania w drugim kolejnym meczu czystego kontra. Z takim golkiperem po prostu można góry przenosić.

– Bartek daje nam bardzo dużo pewności siebie. Przed meczem rzucił parę słów motywacyjnych, które na nas wpłynęły. Zaproponował coś całej drużynie, więc mam nadzieję, że teraz się wywiąże z tej obietnicy. Bartek jest klasowym zawodnikiem. Daje nam spokój i pewność siebie. Podobnie jest z Przemkiem Wiśniewskim, czy Karolem Świderskim. Czy Bartek zaproponował kolację drużynie? Odpowiem jednym słowem… grubiej –zażartował Sebastian Bergier w rozmowie z TVPSPORT.PL.

Dwa łyki optymistycznej dla Łodzian statystyki: Sześć kolejnych meczów Jagiellonii z Widzewem w ekstraklasie kończyło się zwycięstwami ekipy z Białegostoku. A teraz koniec tej serii. Jest sukces Łodzian, wygrali na wyjeździe 2:0.

Przerwana też została wstydliwa seria Widzewiaków. Od siedmiu spotkań czekali na pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w lidze. No i proszę się udało, w drugiej połowie, dzięki zabójczym 120 sekundom i zdobyciu w tym czasie dwóch bezcennych goli, jak najbardziej zasłużenie.

Kadrowo niezwykle cenne jest to, że z bardzo dobrej strony pokazał się nowy obrońca Łodzian, autor dwóch asyst – Mario Garcia. Im więcej pewnych i dobrych graczy w zespole, tym lepiej. A technikę strzału, jaką zaprezentował Fran Alvarez, powinno się pokazywać i uczyć we wszystkich szkółkach piłkarskich!

W następnym ekstraklasowym pojedynku Widzew podejmie Koronę Kielce (zagra też z tą drużyną w Pucharze Polski). Ligowe spotkanie: 15 sierpnia, o godz. 20.15. Kielczan nie wolno lekceważyć. Zremisowali ostatnio z Legią 1:1, a gola dla nich strzelił były Widzewiak – Mariusz Stępiński.

Dziewiąta porażka Widzewa. Po fatalnej grze w obronie. Łodzianie kandydatami do… spadku!

W ostatnim meczu u siebie w tym roku Widzew przegrał. Stracił punkty po raz dziewiąty, po raz trzeci na własnym boisku. Po katastrofalnej grze w defensywie i wielkiej futbolowej niemocy. Wyrasta na jednego z kandydatów do… spadku.

Goście wystąpili bez jednego ze swoich najlepszych graczy, kontuzjowanego Błanika (6 goli, 1 asysta), który godnie zastąpił w Kielcach Fornalczyka. W sumie sześć zmian w składzie w porównaniu z ostatnim meczem. W Widzewie bez zmian. Widać, przegranego składu się nie zmienia.

Pojedynek rozpoczął się od efektownej indywidualnej akcji Fornalczyka, którego strzał z trudem obronił bramkarz rywali. Nastąpił jednak klasyczny błąd popełniany ostatnio przez Widzew w defensywie. Krycie w juniorskim stylu sprawiło, że Antonin posłał piłkę z metra do pustej bramki. No, po prostu dramat, a raczej czarna rozpacz.

Potem szanse mieli jedni i drudzy. Widzew chciał odrobić starty, Korona nie zamierzała kurczowo się bronić. Bez efektów. Aktywność Fornalczyka, przy marazmie w grze zespołu w środku pola, kończyła się dla łodzian niczym.

A potem po wrzucie z autu i spóźnionej interwencji w powietrzu, kielczanie łatwo, łatwiutko, za łatwo zdobyli drugiego gola. Nie wiem, śmiać się z tego wszystkiego czy płakać.

Jeden Fornalczyk nie wystarczy, choć ten dwoił się i troił. Były łódzkie szanse. To nie zmienia faktu, że niestety z widzewskiego punktu widzenia było źle, bardzo źle, fatalnie. Nic dziwnego, że gospodarze po pierwszej połowie opuszczali boisku przy burzy gwizdów.

Widzew na początku drugiej połowy był tak zdeterminowany, że… zdobył kontaktowego gola. Przypadkowo, nie da się ukryć. Smolarczyk wybijając piłkę trafił w Shehu i piłka wpadła do siatki.

Euforia trwała krótko. Po świetniej kontrze kielczanie strzelili trzecią bramkę. Sytuacja stała się jeszcze trudniejsza, gdy w 69 min drugą żółtą kartkę czyli czerwoną ujrzał Gallapeni i łodzianie musieli grać w osłabieniu. Nic dziwnego, że nie byli w stanie nic zrobić i przegrali.

28 listopada o godz. 18 Widzew zagra z Piastem w Gliwicach, który pewnie (choć przy pomocy bramkarza rywali) pokonał w Częstochowie Raków 3:1. Łodzianie zagrają bez wykartkowanego Fornalczyka.

Widzew – Korona Kielce 1:3 (0:2)

0:1 – Antonin (19), 0:2 – Sotiriou, (35, głową), 1:2 – Shehu (49), 1:3 – Davidović (58)

Widzew: Ilić – Andreou (90 Klukowski), Visus, Żyro, Gallapeni – Alvarez (71, Teklić), Czyż (71, Pawłowski), Shehu -Baena (79, Kozlovsky), Bergier (79, Zeqiri), Fornalczyk

Prowadzenie widzewskiej hurtowni za 7, a może nawet 10 milionów euro, na razie przyniosło wielkie piłkarskie nic!

Pape Meissa Ba podpisał z Widzewem Łódź kontrakt do 2028 roku Fot. Wojciech Czarnociński, widzew.com

Prowadzenie widzewskiej futbolowej hurtowni, do której sprowadzono piłkarzy w sumie za 7, a może nawet 10 milionów euro na razie zakończyło się, nie ma co owijać w bawełnę, wielkim sportowym rozczarowaniem, żeby nie powiedzieć fiaskiem.

Drużyna zajmuje miejsce w dolnych rejonach stanów średnich ekstraklasy – jest 12 z dorobkiem 17 punktów w 15 meczach z bilansem: 5 zwycięstw, 2 remisów i aż 8 porażek (w tym 6. na obcych boiskach!) i bardziej niż na sportowych zaszczytach powinna się skupiać na tym, co robić, żeby z hukiem nie spaść.

W opanowaniu sytuacji, budowanie lepszych podstaw, na pewno by pomogło zwycięstwo w najbliższym ligowym pojedynku – Widzew 22 listopada o godz. 17.30 podejmie Koronę Kielce, a mecz pokaże TVP Sport.

Na razie w Widzewie wielkie zmiany administracyjne w strukturze zarządzającej drużyną – w tym transferami (ktoś za tę wielką wpadkę musiał ponieść odpowiedzialność i poniósł). Teraz dobrze by było, żeby przerwa pozwoliła trenerowi Igorowi Joviceviciowi doprowadzić do formy choćby jednego z liderów: Frana Alvareza, znaleźć sposób na wykorzystanie szybkości i przebojowości Mariusza Fornalczyka czy konsolidację zespołu w grze defensywnej, aby nie popełniał on momentami dziecinnych błędów, skutkujących łatwą stratą bramek i cennych ligowych punktów.

Trudno sytuacja w całej jaskrawości pokaże, jakim trenerem jest Igor Jovicević i czy na pewno warto go było zatrudnić.

Credo najbliższego widzewskiego działania w ustach odpowiadającego za następne transferowe działania – Dariusza Adamczuka: – Ważne są dla nas te trzy ostatnie w tym roku mecze ligowe i spotkanie Pucharu Polski. One dadzą pewne odpowiedzi, czy na wiosnę o nic już nie gramy i spokojnie budujemy drużynę, czy podłączamy się o grę w pucharach. Dziś wygranie trzech kolejnych meczów – co pokazał Radomiak – może pozwolić na wskoczenie do strefy pucharowej. Jeśli dobrze wszystko poukładamy, runda wiosenna będzie bardzo ważna.

Było miło, ale się skończyło. Widzew przegrał w Kielcach i musi znów oglądać się za siebie!

W 19 pojedynku Widzewa z Koroną w ekstraklasie wielkiego futbolu nie było. Na dodatek łodzianie po prostych błędach przegrali z kielczanami po raz siódmy. Widzew doznał 12 ligowej porażki, siódmej na wyjeździe. Musi znów oglądać się w ligowej tabeli za siebie!

Widzew musiał zagrać bez dwóch bardzo ważnych, wykartkowanych piłkarzy: stopera Żyry i pomocnikaHanouska. W tej sytuacji kapitanem został… Gikiewicz. Zanim tak naprawdę zaczęto grać kibice(?) urządzili sobie pokaz fajerwerków – jeden, drugi, trzeci, czwarty. Na zadymionym boisku nie dało się grać. No po prostu kompletna przesada. Piłkarze zatem, zanim jeszcze zaczęli walczyć… zeszli do szatni. Mecz rozpoczął się blisko kwadrans po czasie.

Od początku atakowała Korona. Łodzian ratował Czyż, wybijając piłkę głową sprzed linii bramkowej. Pomocnik też po blisko kwadransie był autorem pierwszego celnego strzału Widzewa. To było tylko chwilowe światełko w tunelu, bo cały czas na boisku dominowali gospodarze. Widzew odpowiadał męską, bezpardonową walką, często przekraczającą przepisy. Kielczanie szukali szczęścia w stałych fragmentach gry – bez powodzenia.

W drugiej połowie próbowano przerzucania piłki górą, ale bez sensu. Nic ciekawego się nie działo. Do czasu, oj do czasu… W 54 min Remacle strzelał groźnie zza pola karnego i minimalnie się pomylił. A mierzył w okienko! Nadal jednak więcej było walki, faulowania niż grania.

Po 421 minutach z czystym kontem, Gikiewicz musiał wyjmować niestety piłkę z siatki. Po dośrodkowaniu Błanika z wolnego bramkę głową strzelił Sotiriou, który uprzedził rywali. To tylko zmobilizowało gości. Nie minęły cztery minuty a w zamieszaniu podbramkowym do wyrównania doprowadził Shehu. Albańczyk przedarł się między kilkoma rywalami na szósty metr od bramki i trafił w trzecim kolejnym spotkaniu!

Niestety, to nie był ostatni gol w tym spotkaniu. Po siedmiu minutach cieszyli się z niego gospodarze po rozegraniu rzutu wolnego. Dlaczego łodzianie na piątym metrze tak beznadziejnie pilnowali Dalmau?! Inna sprawa, że wcześniej fatalnie wybijał piłkę Therkildsen, prowokując bramkową akcję. Mogło być po meczu, ale w kolejnej groźnej akcji Korony Dalmau uderzając z metra trafił w Gikiewicza. Widzew próbował atakować – bezskutecznie (Cybulski obok słupka). Skończyło się zatem na porażce.

Korona – Widzew 2:1 (0:0)

1:0 – Sotiriou (69), 1:1 – Shehu (73), 2:1 – Dalmau (80)

Widzew: Gikiewicz – Krajewski (51, Silva), Therkildsen, Volanakis, Kozlovsky – Czyż – Sypek (62, Kerk), Shehu, Alvarez (82, Nunes), Łukowski (62, Cybulski)- Tupta (82, Sobol)

W następnej, 29 kolejce Widzew podejmie Motor Lublin (19 kwietnia, godz. 17.30). Jesienią, po dramatycznym pojedynku, wygrali łodzianie 4:3.

Puchar Polski i po… pucharze. Gra i wynik Widzewa znów przyniosły wielkie rozczarowanie. Tak po prostu dalej być nie może!

Widzew na 1/8 finału zakończył zmagania w Pucharze Polski i to niestety w marnym stylu. Czas wyjątkowej sportowej posuchy w Widzewie. To wręcz futbolowa Sahara. Dość powiedzieć, że łodzianie wygrali tylko jedno z siedmiu ostatnich spotkań. I właśnie po tej ostatniej porażce odpadli z pucharowych rozgrywek. Pokazali znów piłkarską bezsilność i niemoc. Nie wystarczą filozoficzne i teoretyczne wywody, skoro to nijak się ma do postawy drużyny. Czy ta wielka niemoc skończy się dymisją trenera Myśliwca?

Widzew miał od początku inicjatywę, ale niewiele z tego wynikało. Brakowało ikry, przyspieszenia, ostatniego dokładnego podania. Wystarczył z kolei jeden szybki atak gospodarzy, by na raty i szczęśliwie (nikt z kielczan nie doszedł do dobitek) interweniował Gikiewicz.

Po 35 minutach wreszcie łodzianie mieli bramkową szansę. Były gracz kieleckiej drużyny – Łukowski strzelał groźnie, ale nie zaskoczył Mamli. Akcję wypracował Kerk. Przy kolejnym ataku Rondić zdobył bramkę, ale był na pozycji spalonej i gol nie został uznany. W sumie w pierwszej połowie letnie, nieciekawe, polskie granie. Emocji tyle, co kot napłakał.

W drugiej połowie bramkę bardziej chcieli zdobyć gospodarze i ją zdobyli. Strzał Shikavki obronił Gikiewicz, ale co mógł poradzić przy zagraniu ręką da Silvy w polu karnym?! Obronić jedenastkę! Niestety, to mu się nie udało i gospodarze objęli prowadzenie.

Widzew chciał odrobić straty, ale nie mógł. Dowodem niemocy niech będzie fakt, że łodzianie nie mieli żadnego pomysłu na to, jak obsłużyć dokładną piłką swojego napastnika – Rondicia. Liczne i częste dośrodkowania oraz nieporadne akcja w samej końcówce, zdawały się psu na budę.

1/8 finału Pucharu Polski

Korona Kielce – Widzew 1;0 (0:0)

1:0 – Remacle (57, karny)

Widzew: Gikiewicz – Krajewski, Żyro, da Silva, Kastrati (77, Sobol), Alvarez, Hanousek (58, Shehu), Kerk, Sypek (83, Klimek), Rondić, Łukowski (58, Cybulski)

Zimny prysznic. Fatalny wieczór Widzewa. Pierwsza porażka na własnym boisku!

Przed meczem Widzewa z Koroną była minuta ciszy pamięci wybitnego, zmarłego dziennikarza – Bogusława Kukucia. Przy jego pulpicie na stadionie zapalono symboliczny czerwony znicz. Niestety, nie było zwycięstwa, które znakomicie uczciłoby jego pamięć. To niespodzianka, łodzianie byli faworytami, a jednak… Widzew doznał trzeciej ligowej porażki, pierwszej na swoim boisku.

Przejdźmy do meczu. Tego można się było spodziewać. Miejsce w wyjściowej jedenastce Widzewa stracił słabiutko do tej pory grający Gong (ciekawe, kto za nim tak lobbował?!). Jego miejsce zajął Sypek.

Po kwadransie nijakiej gry pojawiła się przynajmniej… kontrowersja. Interweniujący Mamla, piąstkując trafił w piłkę, ale i w głowę Alvareza. Pracujący w wozie VAR arbiter Marciniak słusznie nie dopatrzył się konieczności podyktowania jedenastki.

Za chwilę powinna być bramka dla łodzian. Niestety Cybulski (po znakomitym prostopadłym podaniu Ibizy) w sytuacji sam na sam z bramkarzem próbował lobować, ale z 20 – 25 metrów posłał piłkę wysoko nad poprzeczkę.

Jeszcze lepszą sytuację zmarnował Dalmau, który po odbiciu piłki przez Gikiewicza, strzelając do pustej bramki, trafił w… bramkarza łodzian.

W doliczonym czasie pierwszej połowy pokazał się Sypek. Dokładnie dograł do Alvareza, ale co z tego, skoro pomocnik fatalnie spudłował. W sumie walki więcej niż efektywnego grania.

Druga połowa zaczęła się od skutecznej obrony Gikiewicza, który nie dał się zaskoczyć strzelającemu z ostrego kąta w dogodnej sytuacji Fornalczykowi. Potem Widzew atakował, ale nic z tego nie wynikało, choć po strzale Żyry musiał się trochę natrudzić Mamla.

Odpowiedź Korony była… miażdżąca. Gikiewicz obronił piłkę po strzale z rzutu wolnego Błanika, ale był bezradny przy dobitce Nagamatsu. Dwaj rezerwowi dali prowadzenie kielczanom!

Rosła nerwowość na ławce rezerwowych Widzewa. Czerwoną kartkę ujrzał Zniszczoł – asystent trenera Myśliwca. Starania łódzkich piłkarzy (nawet obecność Gikiwicza w polu karnym rywali) zdały się psu na budę i w tej sytuacji gospodarze zeszli z boiska ze spuszczonymi głowami.

Widzów  16 692.

Widzew – Korona Kielce 0:1 (0:0)

0:1 – Nagamatsu (80)

Widzew: Gikiewicz – Krajewski (57, Kastrati), Żyro, Ibiza, Kozlovsky (75, Silva) – Alvarez, Shehu (84, Hamulić), Kerk – Sypek (57 Łukowski), Cybulski (75, Gong) – Rondić

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑