Rezerwowy Pafka

Tag: widzew raków (Page 1 of 2)

Widzew. Prawda jest brutalna. Ze wszystkich sił bronimy się przed spadkiem. Każdy punkt jest na wagę złota!

Zdjęcia Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Nikomu się to nie podobało. Grymasił też Zbigniew Boniek, ale twarde fakty są takie. Każdy punkt jest na wagę złota, bo jak, bez owijania sprawy w bawełnę, mówi trener Vuković, bronimy się ze wszystkich sił przed spadkiem. I to jest nasz główny cel.

Widzew po remisie 0:0 z Górnikiem, z 29 zdobytymi punktami, nadal jest niestety w strefie drużyn zagrożonych degradacją. Tymczasem do końca rozgrywek coraz bliżej. Zostało osiem kolejek.

Negatywów w ostatnim pojedynku było co niemiara. Powiedzmy o tym najdotkliwszym. Statystyki, jak zwykle, zamazują obraz. Podają inne liczby, tymczasem tak naprawdę wyjątkowo ostrożni w pojedynku z Zabrzanami Łodzianie, zanotowali na swoim koncie przez 90 minut grania jeden jedyny, na dodatek niecelny, strzał. To nikomu z pewnością nie daje satysfakcji i nie jest sposobem na zachowanie ekstraklasy w Łodzi.

Gramy jednak dalej. Pomocnik (Sheu), napastnicy (Bergier, Zeqiri) i nie tylko oni muszą prezentować zdecydowanie wyższą formę. Widzew musi też przyspieszyć grę. Może jokerem w talii Vukovicia będzie w decydujących spotkaniach Fornalczyk, który spędził mecz z Górnikiem w roli obserwatora, grzejącego ławę? To powoduje odciski i nikomu nie służy. Piekutowski pokazał w kadrze, ile znaczy serducho do gry i jak wpływa się na postawę zespołu. Wyraźnie zdegustowany graniem ligowych ogonów jest kapitan Pawłowski, którego wejście na boisku, niczego na korzyść nie zmieniło. Może i jemu warto dać prawdziwą szansę?!

Teraz trochę optymizmu. Defensywa znów zagrała na zero z tyłu. Pewnie bronił Drągowski, a liderem formacji bez cienia wątpliwości był szybki, zdecydowany, dobrze czytający grę Wiśniewski. Na reprezentantach Polski można polegać. Podobnie jak na trenerze. Pod jego wodzą zespół przestał przegrywać. W trzech meczach zdobył pięć cennych punktów.

O kolejne nie będzie łatwo. Po reprezentacyjnej przerwie Widzew 4 kwietnia, o godz. 14.45 zagra w Częstochowie z mającym ambicję bycia w ligowej czołówce – Rakowem, który zgromadził 10 punktów więcej od Widzewa. Jesienią Łodzianie przegrali u siebie 0:1 po golu w trzeciej minucie doliczonego czasu gry!

Oto z kim jeszcze zagramy w walce o utrzymanie: z Rakowem Częstochowa (04.04), Bruk-Betem Termaliką Nieciecza (11.04), Radomiakiem Radom (18.04), Motorem Lublin (25.04), Legią Warszawa (02.05), Lechią Gdańsk (09.05), Koroną Kielce (16.05) i Piastem Gliwice (23.05).Powiedzmy wprost: żeby się utrzymać musimy zacząć wygrywać!

Widzew. Jak można myśleć o sukcesach, gdy gra defensywna drużyny w Zabrzu momentami była całkowitą ruiną

Fot. widzew.com

Taka jest prawda. Bramkarz Ilić ratuje skórę trenerowi Czubakowi. Jego koszmarny występ przykrywa wszystko czyli dobór składu, koncepcję na grę i wreszcie dogranie końcówki zamiast walki do ostatniej minuty.

Rozliczanie nie może trwać długo, ale trzeba sobie jasno powiedzieć, że bagatelizowanie prostych, starych piłkarskich prawd zawsze wychodzi bokiem. A futbolowa prawda w przypadku Widzewa jest taka: pokaż mi, jaką masz defensywę, a powiem ci, o co grasz.

Tymczasem łodzianie po raz kolejny udowadniają, że w defensywie momentami zachowują się, jak dzieci zagubione we mgle. Nie ma dyscypliny, nie ma wsparcia, współpracy, pomocy kolegom, odpowiedzialności. Jest jeden wielki chaos i już. Trzeba nad tym pracować, pracować, pracować, a nie bawić się, parodiując greckie wesele.

Tryskanie dobrym humorem po jednym, w miarę udanym, meczu jest równie denerwujące, jak kabaretowe błędy golkipera. Jeżeli trener Czubak szybko nie weźmie się za zgranie i zdyscyplinowanie zespołu, to jeszcze szybciej straci pracę. Wiem, nie ma czasu na trenowanie, bo mecz goni mecz, ale czyż granie ligowe czy pucharowe nie jest najlepszym treningiem?

Już za chwilę za chwileczkę zobaczymy, czy zespół jest w kompletniej rozsypce czy na zabrzańskich ruinach próbuje budować lepszą jakość. Warte przemyślenia jest też to, czy wejście rezerwowych w Zabrzu było wartością dodaną czy też nie.

24 września czyli w środę o godz. 21 w 1. rundzie STS Pucharu Polski Widzew zagra z Termaliką w Niecieczy. Mecz pokaże TVP Sport. 28 września (niedziela) o godz. 12.15 podejmie w ligowym starciu Raków Częstochowa.

Od zera do bohatera. Lubomir Tupta zdobył bramkę, zaliczył asystę. Czy powinien zostać w Widzewie?

Fot. widzew.com

Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz – ta zasada po raz nie wiem który, sprawdziła się znakomicie. Piłkarski życiorys przemawiał do wyobraźni. 27-letni Słowak Lubomir Tupta (180 cm wzrostu) miał za sobą bogatą sportową karierę: grał we Włoszech, w… Wiśle Kraków, ostatnio w Slovanie Liberec, gdzie w 53 spotkaniach zdobył 9 goli, zaliczył 8 asyst. 11 razy bronił barw Słowacji ((wystąpił na Euro 2024 – między innymi w 1/8 finału przeciwko Anglii).

A w Widzewie? Tu szło mu, jak po grudzie. Miał zdobywać gola za golem, a tymczasem w 10 spotkaniach zaliczył jedną asystę. Wydawało się, że można spisać go na straty. Oddać po wypożyczeniu z powrotem do Liberca bez cienia żalu.

A tymczasem nadszedł mecz numer 11 Lubomira w łódzkich barwach. Niby nieważny, niby o nic, a być może niezwykle istotny dla dalszych futbolowych losów piłkarza. Przeciwko Puszczy Tupta zagrał tak, że miał wielki udział w końcowym sukcesie widzewiaków (2:0). Popisał się inteligentnym, precyzyjnym strzałem i znakomitym prostopadłym podaniem, po którym padł drugi gol. Trafił do jedenastki kolejki.

Przełom, przełamanie, milowy krok w dobrym kierunku? Sam chciałbym wiedzieć, podobnie jak szefowie Widzewa. To jednak nie ja, a oni muszą zdecydować, czy warto dalej inwestować w słowackiego piłkarza i wykupić go z Liberca.

Tupta może ich przekonać do siebie kolejnym udanym występem. Dobra wiadomość jest taka, że podpora defensywy Widzewa i jeden z najlepszych piłkarzy zespołu w tym sezonie – Mateusz Żyro ma podpisać nowy kontrakt.

W ostatniej ligowej kolejce 24 maja o godz. 17.30 Widzew zagra w Częstochowie z Rakowem. W Łodzi górą był Raków, który wygrał 3:2. Teraz może być inaczej, także dzięki słowackiemu napastnikowi?! Transmisja w TVP Sport.

Dwa mecze łódzkich drużyn i zero zdobytych punktów. Za to bramki stracone w samej końcówce spotkań. Taka jest prawda: Łódź jest skazana na ligową bylejakość!

To jest cała prawda o łódzkiej ligowej piłce. Dwa mecze: w ekstraklasie oraz I lidze i zero zdobytych punktów. Bramki stracone w ostatnich fragmentach gry. Po prostu ligowa słabizna. Jest się czym smucić. Jedno jest pewne. Na tę chwilę trzeba porzucić marzenia o ligowym wzlocie. Jest stagnacja, średniactwo, a nawet regres. Cieszyć się, a nawet pocieszać, nie ma czym.

Widzew gonił wynik i dogoni na honorowy remis… Do doliczonego czasu gry, gdy stracił gola i punkty. Na więcej go nie było niestety stać. To skazuje łódzki zespół na miejsce co najwyżej w środku stawki. Na razie marzenia o TOP 5 można między bajki włożyć. Pozytyw to ten, że wreszcie po wielu tygodniach na listę strzelców wpisał się napastnik – Imam Rondić. Nie można się pocieszać tym, że był to emocjonujący, widowiskowy mecz. Co z tego, skoro kolejny ligowy pojedynek Widzew kończy bez zdobycia choćby jednego punktu.

Widzew – Raków Częstochowa 2:3 (1:2)

1:0 – Sypek (3), 1:1 – J. Silva (5), 1:2 – Lopez (39), 2:2 – Rondić (56), 2:3 – Brunes (90+4, głową)

Widzew: Gikiewicz – Krajewski, Żyro, da Silva, Kozlovsky – Alvarez, Hanousek, Kerk (8. Sobol) – Sypek (62, Łukowski), Rondić, Cybulski (72, Klimek)

Czarna rozpacz. Wyć się chce z rozpaczy, co potrafi wyczyniać na boisku w decydujących momentach gry ŁKS. Taka gra dyskredytuje ligowe kwalifikacje drużyny. Powiem tak: ja blisko 70-letni facet, który grał w piłkę tylko amatorsko w decydującym momencie ustawiłbym się i zachował lepiej niż ligowcy, którzy za tę kaszanę zwaną ligowym graniem biorą ligową kasę po wielokroć wyższą od mojej emerytury. Ta po prostu dalej być nie może. Ta niezbyt udaczna futbolowa kadra wymaga kolejnego przewietrzenia i rewolucji. Inaczej ŁKS na długie lata ugrzęźnie w futbolowej beznadziei.

Wisła Kraków – ŁKS 2:1 (0:1)

0:1 – Gulen (11), 1:1 – Zwoliński (61), 2:1 – Zwoliński (90)

ŁKS: Bobek – Głowacki, Wiech, Gulen, Dankowski, Kupczak, Pirulo, Mokrzycki, Młynarczyk (64. Zając), Arasa, Feiertag

Widzew przegrał, ale walczył heroicznie. Jak szkoda, że sędzia Raczkowski wypaczył wynik sportowej rywalizacji

Seria sześciu meczów bez porażki, czterech domowych zwycięstw z rzędu się skończyła. Widzew przegrał, ale nikt nie będzie miał o to pretensji, bo walczył w dziesięciu heroicznie. Gdyby mecz prowadził lepszy arbiter, spotkanie mogło mieć innym przebiegł. Futbolowa sprawiedliwość w Polsce jest ślepa, a raczej… nieudolna. Nie sposób zrozumieć dlaczego arbiter Raczkowski nie pokazał drugiej żółtej, czerwonej kartki piłkarzowi Rakowa.

Mecz tak naprawdę zaczął się po kwadransie od…czerwonej kartki. Hanousek się pogubił przy wyprowadzeniu piłki z własnego przedpola i ratując sytuacją brutalnie sfaulował Berggrena. To może się skończyć dyskwalifikacją na kilka spotkań defensywnego pomocnika.

Raków wyczuł swoją szansę. Na szczęście pojedynek sam na sam z Yeboahem wygrał Gikiewicz. Po błędzie Żyryz dystansu do pustej bramki strzelał Koczerhin i co? Nie trafił! Potem wszystko było w rękach Gikiewicza, który dwa razy interweniował bez zarzutu.

Widzew cofał się coraz głębiej i narażał się na groźnie akcje gości. Przy stracie jednego zawodnika brakowało dokładnego rozegrania piłki przy kontrze.

W 44 min szanse powinny się wyrównać. Arbiter Raczkowski popełnił wielki błąd, nie pokazując drugiej żółtej czyli czerwonej kartki Crnacowi po niebezpiecznym dla rywala faulu. Gdzie ten chłop miał oczy?! Wygląda na to, że nieudolni arbitrzy stają się zakałą ligowych rozgrywek!

W drugiej połowie Widzew tylko się bronił, wybijając piłkę z własnego przedpola na uwolnienie, bez próby jej przytrzymania. Za łatwo łodzianie oddawali piłkę rywalom. Ta taktyka mogła przynieść fatalne skutki. Był jednak Gikiewicz, który znakomicie interweniował po główce Crnaca.

Widzew czekał na swoją szansę i się doczekał. Sanchez zabawił się w polu karnym Rakowa z rywalami, strzelił, ale po rykoszecie dobrze interweniował Kovacevic.

Widzew heroicznie bronił się przez ponad godzinę, ale w końcu uległ. Znakomitym strzałem z dystansu popisał się Koczerhin. Bramkarz łodzian był bez szans. Widzew się nie poddawał. Kovacevic świetnie obronił strzał Diliberto. W kolejnej dobrej sytuacji rezerwowy łodzian popisał się wyjątkowym… kiksem. To była meczowa piłka!

Mecz uważnie oglądał z wysokości łódzkiej trybuny były (a może też przyszły?!) trener Rakowa – Papszun.

Był jednym z17 553 kibiców na trybunach.

Widzew – Raków Częstochowa 0:1 (0:0)

1:0 – Koczerhin (81)

Widzew Łódź: Gikiewicz – Szota (89, Milos), Żyro, Ibiza, L. Silva -Alvarez (84, Diliberto), Hanousek, Pawłowski – Cigaņiks (75, Nunes), Sanchez (84, Rondić), Klimek (46, Kun)

Jeśli zwycięska passa będzie trwać, to trzeba myśleć odważnie. Czy Widzew stać na walkę o ścisłą ligową czołówkę!?

Jordi Sanchez Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

W końcówce historycznego meczu, który obserwowało ponad 50 tysięcy widzów Widzew urządził sobie wakacyjną plażę – luz, blues, w niebie same dziury, czy się stoi czy się leży zwycięstwo nam się należy. Zdyscyplinowani łodzianie przez 75 minut dominowali i kontrolowali przebieg pojedynku z Ruchem (3:2), ale potem nic nie rządziło. Było radosne granie, które w ostatniej akcji spotkania mogło skończyć się remisem. Mówiąc łagodnie, rezerwowi tym razem nie byli wartością dodaną. Tylko powiększyli boiskowy chaos.

Spotkanie pokazało, że cała ofensywna siła Widzewa opiera się na dyspozycji Pawłowskiego i Alvareza. Pierwszy był prawdziwym liderem drużyny i w dużej mierze dzięki niemu Widzew odniósł 12 zwycięstwo. Alvarez, jak zwykle był bardzo energetyczny, ale tym razem mocno chaotyczny, co nie sprzyjało konstruowaniu groźnych akcji. Dobrze, że znów wielki impet w grze i determinację prezentował Sanchez. Swoim wyjątkowo aktywnym i skutecznym stylem gry bezwzględnie zasłużył sobie na nowy kontrakt!

W każdym razie Widzew zanotował szósty mecz bez porażki i moim zdaniem jest faworytem kolejnego pojedynku z pogrążonym w chaosie mistrzem Polski – Rakowem Częstochowa (jesienią 1:1). Rywale przegrali z Górnikiem 0:1 i to kolejne sportowe rozczarowanie. Czy w Częstochowie przełknął kolejne, gdy lepsi okażą się łodzianie? Spotkanie 28 kwietnia o godz. 20 w Łodzi.

Paradoksalnie Widzew może jeszcze grać o bardzo dużą stawkę. Ma dziewięć punktów straty do podium, sześć do czwartego miejsca i jeśli passa zwycięstw będzie trwać, przy niemocy wielkich konkurentów, to kto wie, jak daleko zajdzie.

Widzew. Znakomity początek i przyzwoite pierwsze 45 minut gry to za mało, żeby zdobyć pierwsze trzy punkty na wyjeździe

Widzew nie wygrał pierwszego wyjazdowego meczu w tym sezonie. Bilans łodzian na obcych boiskach to trzy remisy i cztery porażki.

Trener Widzewa – Daniel Myśliwiec w meczu z mistrzem Polski zdecydował się postawić na taką samą wyjściową jedenastkę, jaką chciał posłać do boju w nieodbytym pojedynku z beniaminkiem – Ruchem.

Mecz znakomicie zaczął się dla gości, od perfekcyjnie rozegranemu stałemu fragmentowi gry. Podał Shehu, centrował Milos, a głową piłkę w siatce umieścił stoper Żyro. Widać, że łodzianie nie marnują czasu na treningach, dodając do wszystkiego szczyptę improwizacji.

Potem było gorzej. Po ostrym zagraniu żółtą kartkę ujrzał Shehu i pauzuje w kolejnym ligowym spotkaniu. Kontuzji mięśnia doznał Ibiza. Nie jest dobrze. Osłabienie goni osłabienie. Przypomnijmy listę kontuzjowanych piłkarzy Widzewa: Szota, Tkacz, Kerk, Pawłowski.

Do przerwy łodzianie momentami bronili za głęboko. Ważne, że skutecznie. Przeprowadzili dwie składne akcje, które mogły przynieść drugiego gola. Gospodarze odpowiedzieli jednym takim atakiem.

Gospodarze uśpili łodzian po sennym początku drugiej połowy. I cel osiągnęli. Prosta strata Ciganiksa pociągnęła za sobą serię nieszczęść, a raczej braku zdecydowanej reakcji w polu karnym i w efekcie Silva strzałem w róg doprowadził do wyrównania. Trener Myśliwiec postawił w końcówce na grę dwoma napastnikami.

Po niezłej grze łodzian w pierwszej połowie nie było śladu. Ravasa ratował Hanosuek w sobie tylko wiadomy sposób wybijając piłkę głową sprzed linii bramkowej. Widzew opanował sytuację, ale gola zdobyć nie zdołał, podobnie jak gospodarze. Kadrowy dramat trwał nadal. Za odkopnięcie piłki żółtą kartkę ujrzał Hanousek i on też nie zagra przeciwko Warcie Poznań w Łodzi (4 listopada, godz. 17.30). Tym razem liderem zespołu i ostoją defensywy był autor gola dla łodzian- Mateusz Żyro.

Raków Częstochowa – Widzew Łódź 1:1 (0:1)

0:1 – Żyro (3, głową), 1:1 – Silva (66)

Widzew: Ravas – Milos, Żyro, Ibiza (37, Silva), Ciganiks – Kun (65, Alvarez), Hanousek, Shehu – Terpiłowski (65, Sanchez), Klimek – Rondić (78, Nunes)

Pierwszy remis na własnym boisku wstydu Widzewowi nie przynosi

Widzew zremisował pierwszy mecz w sezonie na własnym boisku. Ten wynik i ambitna gra wstydu mu nie przynoszą. Mecz był bardziej meczem walki niż pasjonującym futbolowym widowiskiem.

Trener Niedźwiedź nie wystawił w podstawowej jedenastce Pawłowskiego, stawiając na Zjawińskiego. Do bezpośredniej sportowej walki stanęli bracia Kunowie – Patryk z Rakowa i Dominik z Widzewa.

Widzew rozpoczął odważnie, ale pierwsza szybka kontra gości powinna przynieść bramkę. W sytuacji sam na sam Kochergin posłał piłkę wysoko nad poprzeczkę, podobnie jak Piasecki w kolejnym składnym ataku.

Widzew, choć się starał, z każdą minutą cofał się coraz bardziej, bronił własnego przedpola. Nie mógł sobie poradzić z pressingiem rywali. Pozostawało posyłanie długiej piłki na aferę i wiara, że coś dobrego z tego wyniknie.

Akcje gości były płynniejsze, groźniejsze. Po znakomitym podaniu Lopeza w idealnej sytuacji sam na sam Piasecki strzelił obok słupka. W odpowiedzi prosty błąd bramkarza gości mógł kosztować Raków stratę gola. Dogodnej sytuacji nie wykorzystał jednak Zjawiński. Na boisku dwoił się i troił, strzelał na bramkę Kun, niestety ten z Rakowa.

Do przerwy był to mecz walki ze wskazaniem na Raków, ale za wrażenia artystyczne bramek się nie przyznaje.

W drugiej połowie łodzianie mieli szczęście. Lopez strzelił bramkę, ale był na minimalnym spalonym.

To że były momenty, że Widzew grał do przodu, było zasługą Dominika Kuna, który wdawał się w zwycięskie pojedynki nawet z trzema rywalami. Udało się przesunąć grę bliżej bramki gości. Co z tego, skoro jedno składne przyspieszenie gości i z 10 metrów Lopez popisał się fatalnym pudłem.

Widzew grał ambitnie, Raków niechlujnie, niedokładnie. Łodzianie przetrwali najgorsze momenty, gra się wyrównała. Ale… Zmierzającą do bramki piłkę po strzale Gutkovskisa zablokował Kreuzriegler. Kontra w 89 min mogła przynieść gola Widzewowi. Po zagraniu Pawłowskiego, Sanchez uderzył tak, że na dobrą notę zasłużył bramkarz Rakowa.

Mecz oglądało 17 408 kibiców.

Widzew – Raków Częstochowa 0:0

Widzew: Ravas – Stępiński (90, Żyro), Szota, Kreuzriegler, Zieliński, Hanousek, Kun, Milos (65, Danielak), Letniowski (65, Lipski), Zjawiński (57, Pawłowski), Sanchez (90, Kempski)

Dziś mecz Widzewa z Rakowem. Trener częstochowian – Marek Papszun: Kibice nie opuścili Widzewa i mają nagrodę!

W Częstochowie nie mają cienia wątpliwości. Twierdzą: Wielka bitwa przed nami. Dziś o godz. 17.30 Widzew podejmuje Raków.

Takie mecze na pewno są inne, niż te przy mniejszej publiczności. Każdy z zawodników chce brać udział w takich starciach – mówi trener Rakowa Marek Papszun. W sparingu z Górnikiem wygranym 6:0mogło wystąpić kilku leczących ostatnio urazy zawodników, jak chociażby dawno niewidziany Tomas Petrasek. Do treningów wracają też Ben Lederman czy Andrzej Niewulis i to największy plus tej przerwy reprezentacyjnej. Kadrowicze też wrócili bez urazów, co także jest pozytywem ostatnich dni. Dzięki temu jesteśmy dobrze nastawieni przed drugą fazą rozgrywek.

Przed nami emocjonujący mecz od strony kibicowskiej, ale też Widzew prezentuje się dobrze, więc może być gorąco zarówno na trybunach, jak i na boisku. Zainteresowanie tym klubem to jest ewenement i super, że Widzew jest w ekstraklasie. To wielka historia i tradycja, kibice go nie opuścili i dziś mają nagrodę. Fani – to dwunasty zawodnik, doda im energii, ale my już takie spotkania rozgrywaliśmy, jesteśmy doświadczoną drużyną, więc jestem przekonany, że otoczka wpłynie nie wpłynie na nas deprymująco, a wręcz przeciwnie.

Zdaniem widzewtomy.net łodzianie zaczną mecz w składzie: Ravas – Stępiński, Szota, Kreuzriegler, Zieliński, Hanousek, Kun, Milos, Letniowski, Sanchez, Pawłowski

Arbitrem tego spotkania będzie Tomasz Kwiatkowski. Na bokach pomagać mu będą: Tomasz Listkiewicz i Adam Karasewicz, Na wozie VAR zasiądzie doświadczony Tomasz Musiał.

Widzew nie miał reprezentantów Polski, co powinno w niedzielę działać na jego korzyść w wyjątkowym ligowym pojedynku

Przed Widzewem czas wielkiej sportowej próby, bodaj najtrudniejszej przed jaką łodzianie stają w futbolowej ekstraklasie. W niedzielę o godz. 17.30 łodzianie podejmą na stadionie przy al. Piłsudskiego bodaj najlepszą polską futbolową drużynę – Raków Częstochowa.

Oba kluby w czasie reprezentacyjnej przerwy rozegrały tajne sparingi. Łodzianie w wewnętrznym sprawdzianie pogodzili się remisem 2:2. Raków rozniósł Górnika Zabrze, wygrywając 6:0.  Do gry po długiej przerwie spowodowanej kontuzją wrócił Tomas Petrasek. Czeski obrońca wyszedł w wyjściowym składzie i przebywał na murawie do 70. minuty.

Petrasek: Chciałem zagrać i przypomnieć sobie, jak to jest. Bardzo się cieszę, że wygraliśmy i zagraliśmy bardzo dobry mecz oraz że rozegrałem solidną porcję minut. Przypomnijmy, że w sierpniu w ligowym starciu górą był Górnik, który wygrał 1:0!

Co może w tym meczu być atutem drużyny Janusza Niedźwiedzia, którą jako trener prowadził już w 44 spotkaniach? Ano to, że żaden piłkarz łodzian nie był zaabsorbowany grą w swoich reprezentacjach. Widzew mógł spokojnie trenować, doprowadzając do meczowej dyspozycji rekonwalescentów: Marka Hanouska, Bartłomieja Pawłowskiego i Mateusza Żyro. Konsolidacja w zespole już jest, po ostatnich sukcesach. Teraz będzie większe pole kadrowego manewru dla szkoleniowca.

Widzew pokazał, że potrafi w spotkaniach z faworytami walczyć bez kompleksów i tak pewnie będzie i tym razem. W tej sytuacji wydaje się, że każdy wynik jest możliwy.

Smaczku pojedynkowi dodaje starcie braci Kunów. – Wolałbym grać w jednej drużynie z Patrykiem, występować przeciwko sobie nie jest zbyt komfortową i łatwą sytuacją. Trzeba dawać z siebie 100 procent, co nie bardzo mi odpowiada ze względu na to, kto jest po drugiej stronie – mówił grający w Widzewie Dominik Kun o bracie z Rakowa w wywiadzie dla 1liga.org.

Na meczu swoją drużynę będzie dopingować 907 kibiców Rakowa, a swoją ponad 17 tysięcy fanów Widzewa!

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑