Rezerwowy Pafka

Tag: widzew pogoń (Page 1 of 2)

To bezcenne, pucharowe zwycięstwo w Szczecinie może uratować sezon Widzewowi!

Nieudana ligowa jesień, nie musi oznaczać straconego sezonu. Widzew wygrał pucharowy mecz w Szczecinie i w tej rozgrywce poszuka wiosną swojej europejskiej szansy. Łodzianie wygrali drugi mecz z rzędu i na koniec zmagań zyskali formę, pewność siebie i mądrość w grze. Trochę szkoda, że tak późno.

Mecz mógł się zacząć pięknie. Zabrakło niewiele – precyzji, a może łutu szczęścia. Shehu, strzelając po długim rogu, trafił w słupek. Za chwilę jednak w rewanżu niefrasobliwością popisali się obrońcy łodzian i minimalnie pomylił się Molnar.

Do trzech razy sztuka. Dwa razy pudłował Zeqiri, ale za trzecim razem niepilnowany z pięciu metrów nie mógł spudłować i nie spudłował. Dodajmy: po znakomitej akcji Pawłowskiego z Baeną. Miał szansę na skuteczną odpowiedź Molnar, ale znakomitą interwencją popisał się Kikolski. Do przerwy były głównie defensywne… szachy i trzeba to obiektywnie powiedzieć, że lepiej tę partię rozgrywali łodzianie.

W drugiej połowie dobra akcja łódzkich napastników zakończyła się fatalnym pudłem Bergiera. Kolejny atak w liczebnej przewadze w polu karnym Pogoni też skończył się… niczym. A potem nastąpił fatalny błąd Czyża. Przy szybkiej kontrze Portowców faulował rywala Visus. Trwały długo dywagacje VAR czy obrońca nie powinien ujrzeć nie żółtą, a czerwoną kartkę. Ostatecznie skończyło się na łódzkim strachu.

Widzew się za głęboko cofnął i stracił gola. Znów jednak skończyło się na strachu, bo autor bramki był na spalonym. Czas mijał, a Widzew cofał się coraz bardziej pod własną bramkę. Były momenty grozy, ale… Po kapitalnych kontrach doskonałe sytuacje zmarnowali Bergier, Shehu i Alvarez. A powinno być po meczu! W końcu jednak sprawiedliwości stało się zadość. Widzew wygrał i awansował, bo na to zasłużył.

6 grudnia o gody. 17.30 ostatni ligowy mecz jesieni. Widzew zagra w Lubinie z Zagłębiem.

1/8 finału STS Puchar Polski

Pogoń Szczecin – Widzew 0:1 (0:1)

0:1 – Zeqiri (35, głową)

Widzew: Kikolski – Andreou, Visus, Żyro, Kozlovsky – Baena (90+3, Krajewski), Czyż (84, Hanousek), Shehu, Pawłowski (90+3, Alvarez) – Zeqiri (84, Fornalczyk), Bergier ( 90+12, Klukowski)

Widzew. Czy Sebastian Bergier pobije rekord Artura Wichniarka z… zeszłego wieku?

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Zwycięstwo w Gliwicach z Piastem (2:0) dało taką cichą nadzieję, że mimo krytyki i rozczarowań finał futbolowych zmagań tej jesieni może być dla Widzewa… optymistyczny. Warunek jest jeden, zwycięska seria łodzian musi trwać!

Już 2 grudnia o godz. 20.30 w 1/8 finału STS Puchar Polski Widzew zagra w Szczecinie z Pogonią. Transmisja TVP Sport. A 6 grudnia o gody. 17.30 ostatni ligowy mecz jesieni. Widzew zagra w Lubinie z Zagłębiem.

W Gliwicach futbolowego szału nie było, ale był sukces i może coś, co jest nie mniej ważne. Widzew potrafił wreszcie być drużyną na dobre i na złe, walczącą i na to było miło patrzeć. Piast z kolei pokazał czarno na białym, że Widzew to zespół, który kompletnie mu nie leży. Zanotował czwartą z rzędu porażkę z tym przeciwnikiem.

 Chorwacki szkoleniowiec Igor Jovicević pomieszał składem i zrobił to niczym w kotle futbolowych czarownic. Kluczowe okazało się to, ze postawił na grę dwoma napastnikami. A ci mu się pięknie odwdzięczyli, strzelając zwycięskie bramki. Nie koniec na tym. Sebastian Bergier i Andi Zeqiri pokazali, że bez cienia egoizmu (a wszak walczą o miano pierwszego napastnika) potrafią ze sobą współpracować.

Bergier to najlepszy łódzki piłkarz tej jesieni (nie dość, że trafia do siatki, to jeszcze skutecznie pracuje za dwóch). Jeśli wiosna będzie nie mniej, a może nawet bardziej, udana to… Bergier może być napastnikiem, który zapisze na swoim koncie więcej niż 15 zdobytych bramek.

Według Interii: ostatnim, który tego dokonał, był Artur Wichniarek i to w… ubiegłym wieku. W sezonie 1998/99 strzelił 20 goli. Rok wcześniej Jacek Dembiński trafił 17 razy… Teraz nadejdzie czas Sebastiana Bergiera? Oby, tak właśnie się stało!

Było źle, jest fatalnie! Widzew znów rozczarował i to jak. Grając przez pół godziny w dziesiątkę przegrał z marną Pogonią

Widzew nadal rozczarowuje. I to jak! Przegrał pierwszy mecz na własnym boisku przez ostatnie pół godziny grając w dziesiątkę. Wcześniej raził nieskutecznością i prostymi błędami w defensywie.

Długo nic wielkiego się nie działo na boisku, znacznie więcej na trybunach i nagle i niespodziewanie Widzew strzelił gola. Nie połaszczył się na bramkę Bergier. Zapisał na swoim koncie asystę, podając piłkę do lepiej Gallapeniego, który trafił do bramki na… raty. Wykorzystał dobitkę własnego strzału, trochę przy pomocy nieudanie interweniującego rywala. Premierowe trafienie Kosowianina dla Widzewa.

Po golu łodzianie nabrali wigoru. Atakowali składniej, efektowniej. Po akcji Alvarez- Akere – Selahi i strzale tego ostatniego piłka po rykoszecie odbiła się od poprzeczki. Potem jeszcze Żyro główkował (a może jednak uderzył piłkę barkiem) minimalnie obok słupka.

Rywale w ofensywie, no powiedzmy to wprost, nie istnieli. Do doliczonego czasu gry. Wtedy po dobrym dograniu piłki na przeciwległy słupek skutecznie główkował Huja.

A w Widzewie, jak to w Widzewie. W defensywie ktoś się zagapił, ktoś pogubił, ktoś inny nie dopilnował i jest jak jest czyli do przerwy remis. Niezasłużony, bo łodzianie przeważali, mieli sytuacje. Ale ich nie wykorzystali. A w futbolu, jak to futbolu. Ty nie strzelasz, to robi to rywal.

Druga połowa rozpoczęła się od gola dla Pogoni, ale VAR, którym zarządzał nasz arbiter numer 1 – Marciniak, go anulował. Przed starzałem Juwara faulował! Bramka, choć nieuznana, nie była przypadkiem, bo to gości ze Szczecina przejęli inicjatywę. Więcej było jednak boiskowych emocji niż składnego grania. I te emocje za mocno odbiły się na grze Bergiera, który walcząc o piłkę kopnął rywala w głowę i w 66 minucie ujrzał czerwoną kartkę! Widzew grał w dziesiątkę.

I co mu pozostało? Bronić wyniku i liczyć na łut szczęścia. Pogoń zwietrzyła okazję, atakowała. Widzew bronił się całą drużyną na własnym przedpolu. Ale miał swoją szansę. Po efektownej kontrze Fornalczyk minimalnie się pomylił. Ostatnie sowo należało do gości. Grosicki obsłużył Przyborka, a ten kropnął w róg bramki, obok rąk interweniującego Kikolskiego. Porażka łodzian, pierwsza na własnym boisku. Po prostu jest źle, bardzo źle. Nic dodać, nic ująć.

Mecz oglądało 17 742 kibiców.

W następnej, siódmej ligowej kolejce Widzew zagra w Poznaniu z Lechem – 31 sierpnia o godz. 17.30.

Widzew – Pogoń 1:2 (1:1)

1:0 – Gallapeni (21), 1:1 – Huja (45+1, głową), 1:2 – Przyborek (86)

Widzew: Kikolski – Krajewski, Visus, Żyro, Gallapeni (70, Andreou)- Selahi (87, Klukowski) – Baena (70, Teklić), Alvarez, Shehu (70, Czyż), Akere (54, Fornalczyk) – Bergier

Nie ma co szukać innych, zastępczych tematów. Trzeba znaleźć odpowiedź na pytanie: dlaczego dwa ostatnie mecze Widzewa były nieudane?

Można się było spodziewać, że tak właśnie się to skończy. Zamiast merytorycznej dyskusji, dlaczego Widzew gra słabo i ostatnio przegrał z Cracovią, ważniejsze jest słuszne skądinąd poczucie krzywdy. I o tym dyskutują wszyscy. Były arbiter, teraz ekspert piłkarski Rafał Rostowski nie ma cienia wątpliwości:

Sędziowie meczu Cracovia – Widzew Łódź (1:0), zarówno główny Marcin Kochanek, jak i VAR Jarosław Przybył, popełnili fatalny błąd. Źle zinterpretowali starcie Dominika Piły z Sebastianem Bergierem i w efekcie niesłusznie anulowali gola Frana Alvareza, po którym Widzew powinien prowadzić 1:0. Cracovia wygrała 1:0, a to znaczy, że Kochanek i Przybył kompletnie wypaczyli wynik tego meczu, zarówno bramkowy, jak i punktowy.

Można składać protesty. pokazywać słuszny gniew, ale wynik pozostaje wynikiem i żadna siła go nie zmieni. Słuszniej byłoby skupić się na tym, dlaczego kupieni za wielkie pieniądze (każdy za więcej niż milion euro) piłkarze zagrali w Krakowie poniżej oczekiwań.

Udane akcje Mariusza Fornalczyka, który grał przez 70 minut można było policzyć na palcach jednej ręki. Nowy stoper – Stelios Andreou, który ma być ostoją defensywy, na razie idealnie się do niej… dopasowuje. Popełnia proste błędy, które skutkują groźnymi podbramkowymi sytuacjami dla rywali. Czy w tej sytuacji w najbliższym meczu zastąpi go wracający do zdrowia Ricardo Visus?

O innych piłkarzach łódzkiej drużyny, która zaprezentowała się pod względem sportowej jakości, wyjątkowo przeciętnie, też trudno powiedzieć ciepłe słowa. W sumie nieudany występ Widzewa i już.

22 sierpnia o godz. 20.30 Widzew podejmie Pogoń Szczecin. Mam nadzieję, oby nie płonną, że Widzew wreszcie zagra na miarę oczekiwań i pokaże ładny, skuteczny futbol na dobrym poziomie. Z drugiej strony wygląda na ta, że Portowcy są w jeszcze większym kryzysie niż łodzianie. Dostali u siebie baty od Górnika (0:3). Oddajmy głos liderowi – Kamilowi Grosickiemu: -Ten zespół wygląda na razie bardzo słabo, szczególnie mentalnie. Są dobre momenty, ale też takie, gdy nie da się na to patrzeć. To, co pokazaliśmy w drugiej połowie, było bardzo słabe.

Klęska Widzewa z Pogonią. Prawda jest okrutna. Słabiutko grający łodzianie będą bronić się przed spadkiem z ekstraklasy!

Widzew w dotychczasowych meczach ligowej wiosny zdobył tylko punkt. W pojedynku z Pogonią nie miał nic do powiedzenia. Doznał ligowej klęski. Prawda jest okrutna. Łodzianie będą bronić się i to kurczowo przed spadkiem z ekstraklasy!

Czarna rozpacz. Od początku meczu Pogoń zepchnęła łodzian do rozpaczliwej defensywy. Zdobyła jednak gola po katastrofalnym błędzie gospodarzy. Widzew wyprowadzał piłkę spod własnej bramki. Gikiewicz podał piłkę do Alvareza. Ten przyjął piłkę w sposób niegodny juniora. Przyjął? Nie po prostu mu się dobiła. Przejął piłkę Kurzawa i w sytuacji sam na sam skrzętnie skorzystał z prezentu.

Gdy lewą stroną atakowali Gong z Kwiatkowskim, to tak, jakby widzieli się… pierwszy raz w życiu. Kończyło się wszystko kompletnym nieporozumieniem i stratą piłki! Wreszcie, wreszcie po fatalnym początku, dobrze zagrał starający się zrehabilitować Alvarez, ale strzał Gonga obronił Cojocaru. Pierwsza akcja Gonga w Widzewie, którą brawami nagrodzili kibice.

Potem łodzianie próbowali odwrócić meczowe wektory. Atakowali ale… Albo były to próby chaotyczne, albo za mało było graczy do rozegrania piłki.

Tymczasem… Zaatakowali goście i stało się kolejne nieszczęście. Gikiewicz znakomicie obronił strzał Przyborka po składnej akcji szczecinian, ale we walce o górną piłkę Silva, niczym junior, zagrał ręką w polu karnym. Jedenastkę pewnie wykorzystał Kolouris. Fani, którzy znów wypełnili stadion, w mało parlamentarny sposób domagali się lepszej gry gospodarzy, dodając: Kibice chlubą Widzewa! To prawda, ale na tym nie da się zbudować wszystkiego.

Jak się zaczęła druga połowa? Jak zwykle w tym meczu. Po fatalnej stracie Gonga, skórę łodzianom ratował udaną interwencją Gikiewicz.

Goście byli szybsi, bardziej zdecydowani, z łatwością zbierali drugie piłki. Widzew się bronił, momentami kurczowo. I stało się to co musiało się stać. Strata piłki, dodajmy juniorska,w środku pola, a kontra przyniosła trzeciego gola. Asystentem był wiecznie młody Grosicki. Po prostu przepaść na korzyść Pogoni. Potem kolejna strata, kolejna dokładna centra Grosickiego i hat trick Kolourisa.

Ci dwaj panowie dla łodzian było nie do zatrzymania, jakby grali w innej lidze, inną, o kilka klas lepszą piłkę. Gdy schodzili z boiska żegnały ich oklaski łódzkich kibiców. One też powitały pojawienie się na boisku Pawłowskiego.

Aktywa Widzewa? Po kontrze Hamulić trafił w słupek. To za mało, żeby nie czuć wielkiego rozczarowania.

Widzew – Pogoń 0:4 (0:2)

0:1 – Kurzawa (8), 0:2 – Kolouris (40, karny), 0:3 – Kolouris (53), 0:4 – Kolouris (63)

Widzew: Gikiewicz – Kwiatkowski, Żyro, Volanakis, Silva – Alvarez (70, Hanousek), Shehu, Kerk (70, Pawłowski) – Gong (64, Łukowski), Sypek (64, Stachowicz) – Sobol (55, Hamulić)

Kto by pomyślał. Największą nadzieją Widzewa na lepszą grę z Pogonią są: robione na ostatnią chwilę transfery i… Said Hamulić

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Widzewska ligowa zasada: jak trwoga (beznadziejna gra i porażki) to stawiamy na transfery. Tylko pytanie: po co były długie przygotowania, zagraniczne obozy, sparingi i toczone do białego rana taktyczne rozmowy, skoro skład i taktyka będą się wykluwać w ligowej walce. Dodajmy od razu, że jeżeli szybko nie nastąpi sportowy przełom, to będzie to walka o utrzymanie w ekstraklasie!

Niestety, nastąpił regres. Ci, którzy grali przyzwoicie spisują się wiosną słabo, ci którzy byli słabi (Hubert Sobol, Hilary Gong) są jeszcze słabsi. Nadzieją Widzewa są transfery. Tego jesienią nie byłem sobie w stanie wyobrazić, ale tak jest, ale na teraz i już nadzieją jest powrót napastnika Saida Hamulicia, który w starciu z Mielcem ciągnął grę zespołu do przodu i zmuszał ją tym samym do trzymania przyzwoitego ligowego poziomu.

Powiedzmy sobie jednak wprost: o przełamanie będzie bardzo trudno. W najbliższej kolejce ekstraklasy – 22 lutego o godz. 17.30 (transmisja TVP Sport) Widzew podejmie, marzącą o pierwszej trójce i będącą na fali, Pogoń Szczecin. Już sama odpowiedź na pytanie: jak powstrzymać lidera Portowców – Kamila Grosickiego, który prezentuje znakomitą formę – na dziś wydaje się bardzo trudna. A wyzwań w tym meczu będzie więcej, oj dużo więcej. Pogoń wygrała w tym roku wszystkie trzy ligowe mecze, w tym ostatni na wyjeździe ze Stalą 2:1, choć w Mielcu walczyła bez kilku ważnych zawodników.

Widzew. Mieli skutecznie walczyć o fotel lidera, a tymczasem wyszedł najsłabszy mecz w sezonie zakończony pierwszą porażką

Co by było gdyby… Gdyby Widzew wygrał w Szczecinie zostałby liderem ekstraklasy pierwszy raz od ponad 12 lat. Nic takiego się nie stało, bo łodzianie po słabym meczu przegrali z Pogonią. T ich pierwsza porażka w sezonie (mają też na koncie dwa zwycięstwa i dwa remisy).

Statystyki zapowiadały ciężki mecz. Widzew w Szczecinie triumfował piętnaście lat temu, a w ostatnich czterech meczach (od 2023 roku) zdobył tylko punkt. I dorobku nie poprawił.

Z wysokiego C mogli zacząć mecz gospodarze. Po za krótkim wybiciu do bezpańskiej piłki na trzynastym metrze od bramki łodzian dopadł Łukasik, ale na szczęście spudłował. To tylko zdopingowało gospodarzy, którzy dominowali na boisku. Widzewiakom było trudno poradzić sobie z pressingiem rywali i przeprowadzić sensowną akcję. Skupili się na rozbijaniu akcji rywali i wybijaniu piłki.

Logika boiskowych faktów była nieubłagana. Stało się to, co musiało się stać. Bezbarwny i bezzębny Widzew stracił gola. Po centrze Koulourisa niepilnowany (jak to możliwe?!) Biczachczjan posłał piłkę głową do bramki.

Odpowiedzią Widzewa był niestety brak odpowiedzi. Łodzianie przez całą pierwszą połowę byli w stanie przeprowadzić jedną (tak! tak!) groźniejszą akcję w doliczonym czasie gry- Po centrze Cybulskiego słabo główkował Rondić. I to by było na tyle. A nie. Łodzianie wyróżniali się też kompletnym chaosem w grze defensywnej. To 45 minut do jak najszybszego zapomnienia! Widzewiacy to jednak szczęściarze, bowiem 0:1 to najniższy wymiar kary.

Szczęście sprzyjało gościom na początku drugiej połowy. Po centrze Grosickiego Biczachczjan trafił w słupek! To nie zraziło gospodarzy, którzy atakowali dalej.

Trener Myśliwiec szukał zmiany obrazu gry w zmianach. Na początek tylko w dwóch. Tymczasem większość jego graczy nadawała się do wymiany.

Skoro gra się słabo, to ponosi się konsekwencje. Widzew został ugodzony drugim golem. Po centrze Grosickiego Łukasiak wbiegł w pole karne i niepilnowany, uderzeniem bez przyjęcia, wpisał się na listę strzelców. To była kolejna dobra akcja Pogoni lewą stroną boiska. Co wyprawiali Hanousek, Żyro i Ibiza?! No, to trzeba by było ich o to zapytać.

Ta akcja przesądziła ostatecznie o wyniku meczu – wyjątkowo nieudanym dla Widzewa (dwie składne akcje w całym meczu – w doliczonym czasie pierwszej i drugiej połowy). To pierwszy ligowy kryzys łodzian!

Mecz oglądało 19846 widzów. 23 sierpnia o godz. 18 Widzew podejmie Radomiaka.

Pogoń Szczecin – Widzew2:0 (1:0)

1:0 – Biczachczjan (21, głową), 2:0 – Łukasiak (72)

Widzew: Gikiewicz – Kastrati (57, Krajewski), Żyro, Ibiza, Silva – Hanousek (78, Shehu), Alvarez – Sypek (57, Gong), Łukowski (65, Kerk), Cybulski – Rondić (65, Sobol)

Ja po prostu nie chcę, żeby Widzew był na ustach całej Polski z takiego właśnie powodu!

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Budowanie reputacji poprzez dobre ligowe wyniki i niezłą grę zdały się psu na budę. Dziś z Widzewa niestety śmieje się cała Polska. Saida Hamulicia czeka operacja ręki. Przerwa w zajęciach potrwa kilka tygodni. Bośniak złamał ją, gdy niezadowolony, iż nie ma w w składzie, walnął z całej siły w drzwi.

Widzew zamiast od razu napisać prawdę, powiedzmy z autoironicznym komentarzem, starał się, mówiąc łagodnie, przemilczeć całe zdarzenie albo obejść je bokiem. Jak można było na 100 procent przypuszczać to się nie udało i dziś łódzki klub ponosi tego skutki. Jest mi przykro, a pewnie nie tylko mnie, że o Widzewie dziś mówi się tak, a nie inaczej.

Uważam, że ten kto sprowadził Hamulicia do Łodzi teraz musi za karę zamienić się w niańkę i mądrego wychowawcę, który frustrata nauczy rozumu. Inaczej będziemy mieli do czynienia z najgłupszym polskim futbolowym transferem ostatniego półwiecza. Na dodatek Widzew będzie musiał sobie radzić z faktem, że piłkarz zarabiał kasę w… Rosji w trakcie trwania haniebniej dla Rosji wojny.

Widzew, grając w dziesiątkę, obronił bezbramkowy remis ze Śląsk, ale… Jak zwykle szczery do bólu Rafał Gikewicz wypalił prosto z mostu: Szczerze, w d… mam ten punkt. Chciałem być liderem, a nim nie jestem i średnio się z tym czuję.

Tak jest, nawet w dziesięciu można wygrać, choć przede wszystkim trzeba być skutecznym w ataku pozycyjnym. Cóż, skończyło się na 0:0, a teraz 17 sierpnia o godz. 20.15 Widzew zagra z Pogonią w Szczecinie. Trudne spotkania z być może przemeblowaną mocno defensywą. Nie wystąpi wykartkowany Samuel Kozlovsky, słabiutko spisuje się Lirim Kastrati, Dobre chociaż to, że w bramce ma zagrać Rafał Gikiewicz. Są zatem problemy, ale kto w piłkarskiej ekstraklasie ich nie ma!

Trzecia porażka z rzędu. Zimowe, ligowe zmory będą męczyć Widzew

Dramat. Widzew doznał dziewiątej ligowej porażki, czwartej na własnym boisku, trzeciej z rzędu. Łodzianie zakończyli tę część ligowym zmagań z minimalną przewagą nad strefą spadkową. Jest się czego bać, bo przy takiej grze wiosną, spadek zajrzy i to mocno Widzewowi w oczy!

Co to się wyprawia w ekstraklasie! Najpierw rewelacyjna Puszcza zremisowała 3:3 z Jagiellonią, choć do przerwy przegrywała 0:3 (miała jeszcze poprzeczkę w ostatniej sekundzie pojedynku!), a potem trener Widzewa – Myśliwiec w meczu z kreatywną Pogonią posłał do boju… 16-letniego debiutanta Kwiatkowskiego w miejsce pauzującego za nadmiar żółtych kartek – Żyry.

Paweł Kwiatkowski

Nie minął kwadrans i wypadł na skutek kontuzji (uraz mięśnia) drugi stoper – Ibiza. Jego miejsce zajął na środku obrony da Silva, który wcześniej ujrzał czwartą żółtą kartkę i w pierwszym meczu wiosny 2024 roku z Jagiellonią nie zagra. Drugim ważnym wydarzeniem pierwszych minut było mistrzowskie zatrzymanie przez Kwiatkowskiego ataku Grosickiego. A trzecim… Mogło być 1:0 dla Widzewa, ale Kwiatkowski posłał piłkę głową wprost w ręce bramkarza. Potem celnie strzelał Pawłowski.

Widzew walczył bez strachu w oczach i kompleksów. I to przyniosło efekt. Po znakomitym podaniu Ciganiksa Alvarez posłał piłkę w róg bramki szczecinian. To jego trzeci gol w ekstraklasie. Niestety juniorskie błędy w kryciu Silvy sprawiły, że Grosicki wyrównał stan spotkania. Goście mogli do przerwy prowadzić, ale świetną interwencją popisał się Ravas.

Niestety, co się odwlecze, to nie uciecze. Pierwsza składna akcja drugiej połowy i rykoszet (piłka odbiła się od nogi Hanosuka) dały prowadzenie gościom. Widzew chciał coś zrobić, ale nie mógł czy raczej nie potrafił. Na dodatek kontuzji doznał drugi stoper – Kwiatkowski i znów trzeba było na nowo meblować defensywę.

Widzew walczył, ale po inteligentnym podaniu Pawłowskiego strzale Sancheza piłka nie trafiła do siatki. Dobrze interweniował Cojocaru. W 88 minucie łodzianie przeprowadzili tak naprawdę pierwszą groźną akcję w drugiej połowie. Za mało, żeby wywalczyć przynajmniej remis.

Widzew Pogoń1:2 (1:1)

1:0 – Alvarez (43), 1:1 – Grosicki (45+2). 1:2 – Koulouris (52)

Widzew: Ravas – Zieliński, Kwiatkowski (84, Dawid), Ibiza (17, Ciganiks), Silva – Pawłowski, Hanousek, Alvarez – Nunes (60, Kun), Klimek (60, Terpiłowski)- Rondić (60, Sanchez)

Widzew znalazł się w sportowym ślepym zaułku. Jak z niego wybrnąć?

Niestety, po chwilowym przebłysku, Widzew znów wrócił do normalności (?!) czyli ligowej przeciętności. Potwierdza się to, co już pisałem. Widzew ma wielu za słabych zawodników na ekstraklasę. Ostatnie transfery to w wielu wypadkach wynik klubowej słabości i braku dobrego rozeznania na rynku. Cały dyrektoriat sportowy Widzewa powinien posypać głowę popiołem.

Za chwile minie kolejne pół futbolowego roku i trzeba… zaczynać wszystko od nowa czyli budowania drużyny, która będzie walczyła o coś więcej niż kolejne ligowe przetrwanie. Jak robić krok do przodu pokazała wszem i wobec Puszcza Niepołomice, która jest rewelacją rozgrywek (trzy zwycięstwa w trzech ostatnich meczach ekstraklasy!). Dlaczego tego nie potrafi zrobić Widzew? Może ktoś będzie miał odwagę w klubie i odpowie na to pytanie. Może dyrektor sportowy Tomasz Wichniarek, który przy okazji uczciwie i bez ściemy rozliczy się z przeprowadzonych transferów.

Zmarnowany czas, zmarnowane siły i środki, kręcenie się w koło czyli jak na to nie patrzeć Widzew jest w sportowym ślepym zaułku czego naocznym dowodem było ostatnie fatalne w wykonaniu łodzian spotkanie z Puszczą Niepołomice w Krakowie.

Karygodne było zlekceważenie przez łodzian tak wydawało się oczywistej sprawy jak wrzut z autu. Puszcza do meczu z łodzianami zdobyła po takich zagraniach cztery bramki, teraz niestety piątą, mającą wpływ na porażkę Widzewa.

Tak dalej być po prostu nie może, bo jeśli Widzew przegra (oby nie!!!) ostatnie spotkanie tego roku z Pogonią Szczecin – 16 grudnia o godz. 17.30 w Łodzi, na dodatek bez swojego podstawowego obrońcy, wykartkowanego Mateusza Żyry to może mieć przed ligową wiosną przyszłego roku minimalną przewagę nad strefą spadkową. Prawda bowiem jest taka, że żadna nadzieja pokładana w Pucharze Polski nie jest tyle warta, co utrzymanie się w ekstraklasie!

« Older posts

© 2025 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑