
Fot. widzew.com
Widzew widać już taki jest. Nie ma w nim spokoju. Pół roku temu był zamęt transferowy, który o mały włos nie skończyłby się degradacją. Tylko, mówiąc wprost, pragmatyczne do bólu i skuteczne działania Aleksandara Vukovicia, uratowały ekstraklasę.
Teraz mamy zamęt organizacyjny, o którym Zbigniew Boniek mówi dosadniej: chaos. Rządzi twardą ręką właściciel Robert Dobrzycki i zmiana goni zmianę. Na głowie postawiono struktury młodzieżowe, co skończyło się rezygnację robiącego dobrą robotę Piotra Urbana. Zapomniano o ambitnych planach wobec piłki nożnej kobiet. Z hukiem i trzaskiem pożegnano ludzi, którzy odpowiadali za politykę transferową. W nowej strukturze za wszystko odpowiada Łukasz Masłowski.
Pół roku temu pisałem, że jego sprowadzenie byłoby najlepszym strzałem transferowym Widzewa. Teraz przekonamy się szybko, czy miałem rację. Na razie spadło mu na głowę moc obowiązków. Oby tylko znalazł czas, aby uważnie przyjrzeć się dokonywanym transferom. Jeżeli wszystko pójdzie w stronę… Jagiellonii, to będzie dobrze. Jeśli nie, to strach się bać… A Vuković mówi wprost, że potrzebuje wzmocnień czyli nowych, kreatywnych piłkarzy w zespole.
Na razie doszło do spotkania na szczycie: Masłowski – Vuković i jego efektem ma być nowa polityka ligowa czyli granie na tak, do przodu, przynoszące bramki i punkty. Sęk w tym, że czegoś takiego nie da się zadekretować, bo futbol to bodaj najbardziej nieprzewidywalny ze wszystkich sportów. A dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.
Pożyjemy, zobaczymy, co nowa polityka ligowa przyniesie. Ważne, a może nawet najważniejsze, żeby piłkarze mieli siły nie na 55 minut grania, a na 90 z hakiem. Wtedy nie będą przegrywali meczów po frajersku w samej końcówce. I powoli, powolutku znów zacznie się wykuwać, a może wręcz kształtować, widzewski charakter obecnej drużyny. Trzeba powiedzieć wprost, że tak jak przed poprzednim sezonem Widzew jest wielką, być może największą,choć wyjątkowo głośną, ekstraklasową niewiadomą.

Dodaj komentarz