
Zdjęcia Martyna Kowalska, widzew.com
Niby nic się nie dzieje, czas reprezentacyjnej przerwy i treningowej pracy, a tymczasem trener Widzewa – Mateusz Stolarski musi się zmagać z pierwszym poważnym kryzysem. Jego gwiazdy pokazały czarno na białym, jaki mają stosunek do futbolowej pracy.
Mówiąc prosto z mostu, olały pierwszą połowę sparingu z Górnikiem Łęczna, aż przykro było patrzeć. O mały włos, a doszłoby do kompromitacji. Dobrze, że są jeszcze w zespole tacy ludzie, jak Antoni Klukowski, którzy chcą, którym zależy, a przy okazji potrafią strzelać piękne bramki. Tak czy inaczej, trzeba towarzystwo zebrać do kupy, bo ligowa rzeczywistość skrzeczy…

W nowym sezonie miało być ładnie, ofensywnie i skutecznie. Wielkie parcie do przodu. A jest tak, jak każdy widzi – przaśnie! Widzew po dziewięciu kolejkach jest w dole tabeli (dwunasty), za to stał się… mistrzem remisów. Ma ich na koncie najwięcej w ekstraklasie – sześć, w tym trzy na własnym boisku i tu, o zgrozo, żadnego zwycięstwa. Zwycięstw ci u nas marniutko. Tylko jedno – z Jagą w Białymstoku.
Sam narzekałem pod koniec zeszłego sezonu, że team Aleksandara Vukovica za dużo remisuje, wysuwając na plan pierwszy ligowy pragmatyzm i ciułanie punktów. A jak jest teraz? Do tej pory, mimo zaordynowanego odgórnie przez Widzewskich bossów, grania do przodu, jest jak jest, czyli słabo, bez składu i ładu. Wychodzi na to, że ostrożnie i zachowawczo. Widzew nomen omen strzelił 13 bramek, ale też… 13 (jak pech to pech) stracił. To wynik ekstraklasowego średniaka i tyle.
Na razie trzeba oglądać się za siebie niż myśleć o ligowych zdobyczach. Od strefy barażowej dzielą Łodzian ledwo trzy punkty! Nie, to niemożliwe, ale jednak prawdziwe. Horror, zwany dramatyczną i jakże nerwową walką o utrzymanie, może się powtórzyć!

Dodaj komentarz