
Fot. widzew.com
Taka jest prawda. Bramkarz Ilić ratuje skórę trenerowi Czubakowi. Jego koszmarny występ przykrywa wszystko czyli dobór składu, koncepcję na grę i wreszcie dogranie końcówki zamiast walki do ostatniej minuty.
Rozliczanie nie może trwać długo, ale trzeba sobie jasno powiedzieć, że bagatelizowanie prostych, starych piłkarskich prawd zawsze wychodzi bokiem. A futbolowa prawda w przypadku Widzewa jest taka: pokaż mi, jaką masz defensywę, a powiem ci, o co grasz.
Tymczasem łodzianie po raz kolejny udowadniają, że w defensywie momentami zachowują się, jak dzieci zagubione we mgle. Nie ma dyscypliny, nie ma wsparcia, współpracy, pomocy kolegom, odpowiedzialności. Jest jeden wielki chaos i już. Trzeba nad tym pracować, pracować, pracować, a nie bawić się, parodiując greckie wesele.
Tryskanie dobrym humorem po jednym, w miarę udanym, meczu jest równie denerwujące, jak kabaretowe błędy golkipera. Jeżeli trener Czubak szybko nie weźmie się za zgranie i zdyscyplinowanie zespołu, to jeszcze szybciej straci pracę. Wiem, nie ma czasu na trenowanie, bo mecz goni mecz, ale czyż granie ligowe czy pucharowe nie jest najlepszym treningiem?
Już za chwilę za chwileczkę zobaczymy, czy zespół jest w kompletniej rozsypce czy na zabrzańskich ruinach próbuje budować lepszą jakość. Warte przemyślenia jest też to, czy wejście rezerwowych w Zabrzu było wartością dodaną czy też nie.
24 września czyli w środę o godz. 21 w 1. rundzie STS Pucharu Polski Widzew zagra z Termaliką w Niecieczy. Mecz pokaże TVP Sport. 28 września (niedziela) o godz. 12.15 podejmie w ligowym starciu Raków Częstochowa.

Dodaj komentarz