
Fot. Artur Kraszewski
ŁKS raz jeszcze wykorzystał atut własnego stadionu, na którym zdobyli 14 ze swoich 15 punktów. Pokonał GKS Tychy 3:1, a w roli głównej wystąpił pomocnik Bastien Toma, autor przepięknego gola i bramkowej asysty.
Łodzianie mieli ostatnio szczęście do kreatywnych pomocników. Hiszpanie – Pirulo i Dani Ramirez podnosili grę zespołu na wyższy poziom. Oby teraz nastał czas Szwajcara, bo okazuje się z każdą upływającą chwilą pobytu w Łodzi, że umiejętności to on ma. Bastien z każdym meczem jest lepszy, więcej daje drużynie. Oby ten wzrost był widoczny w kolejnych pojedynkach.
Trener Szymon Grabowski, po ostatnich wpadkach. zmienił system gry zespołu, stawiając na trzech obrońców, wzmacniając siłę drugiej linii, podnosząc jej kreatywność i zarazem odpowiedzialność także za szwankującą ostatnio grę defensywną. Nie wszystko jeszcze było na tip top, ale postąp był widoczny. Łodzianie znów stracili głupio bramkę, dając ją sobie wbić po stałym fragmencie gry (rzucie rożnym i winie bramkarza), ale… Potrafili wstać z kolan, przejąć inicjatywę, wykreować kilka sytuacji i być skutecznym, bo wcześniej były z tym ogromne kłopoty.
Rację ma trener Szymon Grabowski, że zespół musi trzymać ten poziom i nie rezygnować z niego. Jeśli skończy się wyjazdowa zmora zmór łodzian – jeden remis, pięć porażek, to w tej wyrównanej lidze (poza dominującą Wisłą Kraków) wszystko jeszcze jest możliwe.
Teraz czas na trenowanie, zgranie zespołu w nowym ustawieniu i oczekiwanie na wyjazdowe przełamanie. Nie będzie jednak łatwo. 18 października o godz. 19.30 czeka ŁKS mecz w Rzeszowie z naszpikowaną grającymi bez kompleksów młodzieżowcami – Stalą trenera Marka Zuba. Rywale, pokazując momentami widowiskową, skuteczną piłkę, zgromadzili już 20 ligowych punktów.

Dodaj komentarz