Pape Meissa Ba podpisał z Widzewem Łódź kontrakt do 2028 roku Fot. Wojciech Czarnociński, widzew.com

Prowadzenie widzewskiej futbolowej hurtowni, do której sprowadzono piłkarzy w sumie za 7, a może nawet 10 milionów euro na razie zakończyło się, nie ma co owijać w bawełnę, wielkim sportowym rozczarowaniem, żeby nie powiedzieć fiaskiem.

Drużyna zajmuje miejsce w dolnych rejonach stanów średnich ekstraklasy – jest 12 z dorobkiem 17 punktów w 15 meczach z bilansem: 5 zwycięstw, 2 remisów i aż 8 porażek (w tym 6. na obcych boiskach!) i bardziej niż na sportowych zaszczytach powinna się skupiać na tym, co robić, żeby z hukiem nie spaść.

W opanowaniu sytuacji, budowanie lepszych podstaw, na pewno by pomogło zwycięstwo w najbliższym ligowym pojedynku – Widzew 22 listopada o godz. 17.30 podejmie Koronę Kielce, a mecz pokaże TVP Sport.

Na razie w Widzewie wielkie zmiany administracyjne w strukturze zarządzającej drużyną – w tym transferami (ktoś za tę wielką wpadkę musiał ponieść odpowiedzialność i poniósł). Teraz dobrze by było, żeby przerwa pozwoliła trenerowi Igorowi Joviceviciowi doprowadzić do formy choćby jednego z liderów: Frana Alvareza, znaleźć sposób na wykorzystanie szybkości i przebojowości Mariusza Fornalczyka czy konsolidację zespołu w grze defensywnej, aby nie popełniał on momentami dziecinnych błędów, skutkujących łatwą stratą bramek i cennych ligowych punktów.

Trudno sytuacja w całej jaskrawości pokaże, jakim trenerem jest Igor Jovicević i czy na pewno warto go było zatrudnić.

Credo najbliższego widzewskiego działania w ustach odpowiadającego za następne transferowe działania – Dariusza Adamczuka: – Ważne są dla nas te trzy ostatnie w tym roku mecze ligowe i spotkanie Pucharu Polski. One dadzą pewne odpowiedzi, czy na wiosnę o nic już nie gramy i spokojnie budujemy drużynę, czy podłączamy się o grę w pucharach. Dziś wygranie trzech kolejnych meczów – co pokazał Radomiak – może pozwolić na wskoczenie do strefy pucharowej. Jeśli dobrze wszystko poukładamy, runda wiosenna będzie bardzo ważna.