Rezerwowy Pafka

Tag: mundial (Page 1 of 2)

Po prostu wielki, polski żal. Gdy w defensywie popełnia się juniorskie błędy trzeba obejść się smakiem i niestety zapomnieć o mundialu!

Niestety, nie zagramy na mundialu. Przegraliśmy ze Szwedami, choć wcale tak być nie musiało. Z drugiej strony, czego mieliśmy tam szukać z tak beznadziejną grą defensywną i popełnianymi juniorskimi błędami!

Jak to w meczu o wszystko były emocje, była walka, bramki strzelone przez nas po ładnych akcjach i tracone przez nas wyjątkowo frajersko. Gdy tak traci się gole trudno marzyć o mundialu, trudno też by było na nim skutecznie grać.

Ekspert sędziowski Rafał Roskowski dla sport.tvp.pl: Zamiast 1:0 dla Szwecji powinien być rzut karny dla Polski! Sędzia Vincić nie odgwizdał ewidentnego nierozważnego faulu na Lewandowskim, ponieważ chwilę wcześniej niesłusznie przerwał grę. Cóż, nie było jedenastki, losy spotkania potoczyły się inaczej…

Był to pojedynek dwóch równorzędnych drużyn. Decydowały zatem detale. Co by było gdyby rywale nie wybili piłki z linii bramkowej? A jednak wybili, a potem bezlitośnie obnażyli naszą grę defensywą. W polskim zespole mieliśmy łódzki akcent czyli obrońcę Widzewa – Wiśniewskiego.

Szwedzi trafią w tegorocznych mistrzostwach świata do grupy F, gdzie ich rywalami będą drużyny: Holandia, Japonia i Tunezja.

Skończył się fart trenera Urbana. Selekcjoner przegrał pierwszy mecz – ten najważniejszy Pod jego wodzą biało-czerwoni ograli kolejno Finlandię (3:1), Nową Zelandię (1:0), Litwę (2:0), Maltę (3:2) oraz Albanię (2:1), a także dwukrotnie po 1:1 zremisowali z Holandią. A teraz niestety przegrali ze Szwecją 2:3. Czy PZPN podpisze z trenerem nową umowę?! Wszystko wskazuje na to, że tak. Prezes PZPN – Kulesza stwierdził, że Urban będzie nadal selekcjonerem.

Baraż o awans na mistrzostwa świata

Szwecja – Polska 3:2 (2:1)

˛1:0 – Elanga (20), 1:1 – Zalewski (33), 2:1 – Lagerbielke (44), 2:2 – Świderski (55), 3:2 – Gyokeres (88)

Polska: Grabara – Wiśniewski (90, Grosicki), Bednarek, Kiwior, Cash (90+1, Grosicki), Szymański, Zieliński, Zalewski (90+2, Piątek) Kamiński, Świderski (62, Pietuszewski), Lewandowski

Szwecja – Polska czyli mecz o wszystko. To będzie też pojedynek supernapastników!

Przed nami najważniejsze do tej pory piłkarskie wydarzenie tego roku. Po pokonaniu Albanii 2:1, Polacy zagrają we wtorek o godz. 20.45 w Sztokholmie mecz ze Szwedami czyli pojedynek o wszystko – awans na mundial. Transmisja TVP Sport.

Jak podaje informacje i ciekawostki strona sport.tvp.pl: To drugi z rzędu finał barażowy o mundial Polski ze Szwecją. W marcu 2022 roku biało-czerwoni okazali się lepsi, wygrywając w Chorzowie 2:0. Zwycięzca meczu w Sztokholmie trafi w tegorocznych mistrzostwach świata do grupy F, gdzie jego rywalami będą Holandia, Japonia i Tunezja.Poprzez baraże Biało-Czerwoni awansowali na mistrzostwa świata 2022 oraz mistrzostwa Europy 2024. Teraz spróbują po raz trzeci z rzędu dostać się na wielką imprezę.

Selekcjoner reprezentacji – Jan Urban może się pochwalić znakomitym bilansem: 5-2-0. Pod jego wodzą biało-czerwoni ograli kolejno Finlandię (3:1), Nową Zelandię (1:0), Litwę (2:0), Maltę (3:2) oraz Albanię (2:1), a także dwukrotnie po 1:1 zremisowali z Holandią. Oby znakomita passa trwała dalej!

Mecz w Sztokholmie ma być pojedynkiem supernapastników: Viktor Gyokeres kontra Robert Lewandowski, któremu właśnie zaproponowano nowy roczny kontrakt w Barcelonie (mniejsze pobory zasadnicze, wyższe premie za sukcesy).

O rywalu Lewego mówi się:  „nowy Ibrahimović” i nie musi to być wcale stwierdzenie na wyrost. W dotychczasowych 31 występach dla drużyny narodowej strzelił 18 goli i zanotował siedem asyst. Potrafił już znaleźć sposób m.in. bramkarzy Norwegii, Belgii, Portugalii czy Ukrainy. Anatolij Trubin aż trzy razy wyjmował piłkę z siatki właśnie po uderzeniach snajpera Arsenalu.

Kapitan reprezentacji Polski ma też czym zaimponować. W 164 spotkaniach zdobył 89 bramek. Dodał do tego 38 asyst. Wystąpił na czterech Euro i dwóch mistrzostwach świata!

 Sędzią meczu będzie Slavko Vincić ze Słowenii. To jeden z najbardziej doświadczonych arbitrów na świecie, sędzia meczu Borussia Dortmund – Real Madryt (0:2) w finale Ligi Mistrzów w 2024 roku i lider tych rozgrywek pod względem liczby sędziowanych meczów w ostatnich dwóch sezonach.

Czekamy na to, co w tym spotkaniu pokaże energetyczny i przebojowy – Oskar Pietuszewski (jeśli oczywiście wystąpi). A może zdobędzie bramkę?Jeżeli tego dokona, będzie miał dokładnie 17 lat i 314 dni.

Wcześniej tego dnia, bo o godz. 14, mecz naszej młodzieżówki w eliminacjach mistrzostw Europy (transmisja w TVP Sport). Czy znów na listę strzelców wpisze się Daniel Mikołajewski, którego ze względu na pewne podobieństwo, charakter i sposób grania porównuje się ze… Zbigniewem Bońkiem?!

Pokonaliśmy Albanię. Polskie, zwycięskie gole nie były przypadkiem!

Pokonaliśmy Albańczyków po bramkach najbardziej rutynowanych i zasłużonych dla reprezentacji graczy – Lewandowskiego i Zielińskiego, ale wcześniej trener Urban się… pomylił. Był zachowawczy i ostrożny, a tymczasem powinien od pierwszej minuty postawić na Pietuszewskiego, który dał drużynie impuls do lepszego, energetycznego i skutecznego grania.

Gole Polaków nie były przypadkiem. Padły po wypracowanych schematach. Najlepszy na boisku – Szymański miał z rzutu rożnego zagrać na dalszy słupek na kapitana Lewandowskiego i tak właśnie zrobił. Przy zwycięskim golu nasi piłkarze sumiennie i cierpliwie budowali wolną przestrzeń dla Zielińskiego, a ten znakomicie to wykorzystał.

Teraz selekcjoner będzie miał większe pole manewru, bo do gry wróci będący w dobrej formie Zalewski. Czy to jednak wystarczy na rozpędzonych Szwedów, którzy pewnie i chyba niespodziewanie pokonali Ukraińców 3:1? Hat tricka zaliczył  Viktor Gyokeres.

Jan Urban (za 90minut.pl): – Serce nie podeszło do gardła, ale rzeczywiście były momenty, gdy byłem przejęty tym co widziałem na boisku. Dwukrotnie Albańczycy mogli podwyższyć na 2;0 i później na 2:1. Mówiłem, że to będzie bardziej otwarty mecz niż zamknięty. Były dobre momenty i były te złe, gdzie zbyt łatwo daliśmy się kontrować. Gramy w finale, tam będziemy musieli inaczej zagrać.

Piotr Zieliński: – Na pewno każdy wiedział, że ta jakość jest na naszą korzyść. W piłce trzeba też biegać i walczyć. Zostawić serce na boisku. Wiedzieliśmy, że łatwo nie będzie, ale spisaliśmy się bardzo dobrze. W finale ze Szwecją będzie ciężkie spotkanie, ale lecimy tam, aby wygrać.

Oskar Pietuszewski: – Trener powiedział mi żebym grał bez kompleksów.

Sebastian Szymański: – Stać nas na więcej.Mamy osoby, które potrafią wykonywać stałe fragmenty gry. To jest nasza siła, że to dobrze robimy i liczę, że w następnych spotkaniach dalej będziemy to robić. 8-10 to jest optymalna pozycja dla mnie. Najlepiej czuję się w środku pola. Lubię pracować w defensywnie.

Robert Lewandowski: – Oskar Pietuszewski jest to zawodnik nietuzinkowy, ale spokojnie. Nie nakładajmy na niego dodatkowej presji. On ma całą karierę przed sobą. Niech robi to co potrafi i nie rzucajmy na niego zbyt dużych oczekiwań. On ma dopiero 17 lat.

Teraz przed Polakami jeszcze większe wyzwanie. Finał baraży. Decydujące starcie z zespołem Trzech Koron w najbliższy wtorek (31 marca).

To niestety nie mogło się udać. Remigiusz Mróz napisał powieść… piłkarską

Remigiusz Mróz to pracujący niczym szybkostrzelny karabin maszynowy najpracowitszy autor powieści popularnych w Polsce, od thrillerów po science fiction. Napisał już kilkadziesiąt książek, także prześmiewcy widzą w nim Józefa Ignacego Kraszewskiego współczesnej literatury. Przypomnimy, Kraszewski to autor z największą liczbą wydanych książek i wierszy w historii literatury polskiej (pod tym względem siódmy na świecie). W tych prześmiewczych opiniach sporo zawodowej zawiści. Który z publikujących autorów  nie chciałby, tak jak Mróz, według badań czytelnictwa Biblioteki Narodowej w latach 2019–2021 być najpopularniejszym autorem w Polsce!

Teraz, jak sam autor przyznawał się przed premierą, zdecydował się na eksperyment literacki (tudzież wycieczkę do gatunku właściwie nieistniejącego) i napisał powieść… piłkarską.

Nie zabraknie od razu takich, którzy wytkną autorowi literacki koniunkturalizm. Futbolowa książka ukazująca się w chwili, gdy świat, w tym i Polska, pasjonował się mistrzostwami świata w Katarze. Po prostu książkowy i marketingowy strzał w dziesiątkę. Data premiery pewnie nie była przypadkowa, ale trudno zarzucać autorowi że wykorzystuje sytuację, gdy okazuje się on wielkim pasjonatem piłki nożnej.

Ta powieść po prostu nie mogła się udać, co nie znaczy że nie warto jej przeczytać. Piłka nożna, traktowana na serio, nawet w sposób nieco baśniowy, w literaturze sprzedaje się słabo. Giną te wszystkie wielkie emocje, gdy oglądamy na żywo dramatyczne futbolowe pojedynki. Znam takich, sam do nich należę, którzy mecze mogą oglądać tylko na żywo lub w bezpośrednich relacjach, bo inaczej w ich oczach tracą one większość swojego uroku.

Tak niestety jest z tą powieścią, gdzie z ponad 600 stron ponad 500 poświęconych jest boiskowym wyczynom głównego bohatera, grającego z numerem 15 – Bena i jego strasznie doświadczonej przez los drużyny.

Remigiusz Mróz nie kryje, że jest wielkim fanem Manchesteru United i inspiruje się tragiczną historią, która dosięgła angielski klub. Trener i piętnastu piłkarzy rewelacji ligi Rewery Opole ginie w samochodowym wypadku. Nowy trener, który jest szkoleniowym wyrzutkiem, musi dokonać niemożliwego. Z ludzi, którzy mu zostali i przypadkowych futbolistów, zbudować ma zespół na miarę ligowych sukcesów. Wspiera go niezwykle przedsiębiorcza, zakochana w futbolu córka, a w osiągnięciu niemożliwego ma pomóc chłopak, który ma ogromny talent, ale z jakiś powodów nie chce grać profesjonalnie w futbol.

W końcu jednak po rozmowach, namowach, przekonywaniach, opisanych w długich dialogowych partiach książki, chłopak daje się namówić, a wtedy wielkie sportowe marzenia zamieniają się w rzeczywistość, aż do tragicznych wydarzeń w Barcelonie.

Mróz nie tylko opisuje ze szczegółami (literackimi!) mecze, zagląda do klubowej szatni, do klubowych biur, jest na spotkaniach z dziennikarzami, odsłania kulisy zawodowego futbolu, choć bliższe są one wyobrażeniom kibica niż polskim realiom, dodaje do tego wątek obyczajowy i miłosny.

Nowy przepis na wciągającą powieść obyczajową? Dla mnie już po kilkudziesięciu stronach, wszystko nomen omen szeleści papierem, wydaje się sztuczne i w sumie nieprawdziwe, także trudno się zaangażować w lekturę, w przeżywanie losów bohaterów, tak mocno jak w oglądanie na żywo futbolowych pojedynków.

Remigiusz Mróz Z pierwszej piłki Wydawnictwo Filia

Znakomita Argentyna. Niesamowity Leo Messi. Doceniono też Polaków: Szymona Marciniaka i Wojciecha Szczęsnego

Ale to był finał! Po fantastycznym meczu Argenytna pokonała w karnych Francję i została piłkarskim mistrzem świata.

Argentyna – Francja 3:2 (2:2, 2:0), karne 4-2

1:0 – Messi (23, karny), 2:0 – Di Maria (36), 2:1 – Mbappe (80, karny), 2:2 – Mbappe (81), 3:2 – Messi (109), 3:3 – Mbappe (118, karny)

Przypomnijmy, kto strzelił, a kto nie jedenastki:

0:1 – Kylian Mbappe
1:1 – Leo Messi
1:1 – Kingsley Coman (obrona)
2:1 – Paulo Dybala
2:1 – Aurelien Tchouameni (pudło)
3:1 – Leandro Paredes
3:2 – Randal Kolo Muani
4:2 – Gonzalo Montiel

Leo Messi po raz drugi w karierze otrzymał nagrodę dla najlepszego piłkarza mundialu. Identyczne wyróżnienie przypadło mu w 2014 roku, kiedy to w Brazylii Albicelestes przegrali z Niemcami po dogrywce 0:1.

Dołączył on do zaszczytnego grona zawodników, którzy dwukrotnie otrzymywali nagrodę najlepszego piłkarza mistrzostw świata. W wąskim gronie znajdują się: Pele, Zinedine Zidane i Diego Maradona. 

Inne wyróżnienia:

Najlepszy młody piłkarz turnieju: Enzo Fernandez

Najlepszy bramkarz turnieju: Emiliano Martinez

Król strzelców: Kylian Mbappe

Wojciech Szczęsny znalazł się na trzecim miejscu w rankingu stworzonym przez „Sofascore”. Jego średnia ocen za cztery występy wyniosła 7,93 i na tym polu ustępuje jedynie Messiemu  (8,12) oraz Bruno Fernandezowi  (8,38).

Znakomicie mecz finałowy prowadzili polscy sędziowie:  Szymon Marciniak, Paweł Sokolnicki, Tomasz Marciniak i Tomasz Kwiatkowski.Marciniak zarobił na mistrzostwach 93 tys. dol., czyli równowartość około 411 tys. zł.

Były świetny arbiter Pierluigi Collina o Marciniaku: Nigdy nie widziałem sędziego, który prowadziłby mecz tak, jak on to zrobił, przy wszystkich trudnych sytuacjach, które miał. Nigdy w moim życiu. Polska powinna być dumna. To coś niewiarygodnego, czego dokonał. Marciniak był lepszy od technologii. Miał niezwykłą odwagę, jakiej nigdy w życiu nie widziałem, a przecież też byłem sędzią.

Katarski mundial był ostatnim turniejem w 32-zespołowej formule. Za cztery lata do rywalizacji w finałach mistrzostw świata przystąpi aż 48 reprezentacji. Po raz pierwszy w historii turniej tej rangi zorganizują trzy kraje: Stany Zjednoczone, Kanada oraz Meksyk.

Wielkie emocje, niespodziewane zwroty akcji. Rzuty karne dały tytuł mistrza świata Argentynie. Taka (piękna) jest piłka nożna!

Na czarnym rynku w Katarze najtańsze bilety na finał piłkarskich mistrzostw świata kosztowały po przeliczeniu ponad czternaście tysięcy złotych (miejsca za bramkami), a najdroższe nawet 350 tysięcy! Warto było zapłacić?! Prawda jest taka, że mecz był znakomity, godny wielkiego finału. Jeden z najlepszych, jak nie najlepszy w historii mistrzostw świata!

Pojedynek znakomicie rozpoczęli Argentyńczycy. Di Maria ograł jak dziecko Dembele w polu karnym, ten faulował, a Marciniak bez chwili wahania podyktował jedenastkę, którą pewnie, myląc bramkarza, wykorzystał Messi. Znakomita kontra zainicjowana przez Messiego przyniosła drugiego gola. – Fantastyczna bramka – powiedział komentujący Sebastian Mila.

Argentyna prowadziła do przerwy jak najbardziej zasłużenie. Miała inicjatywę, konstruowała akcje, zdobywała gole. Francuzom pozostawała rola, czasami bezradnych, statystów.

W drugiej połowie do 80 minuty nic się nie zmieniło. Nadal to Argentyna grała w piłkę i dyktowała warunki tego, co działo się na boisku, ale piłka jest nieprzewidywalna. a przez to fantastyczna… Jeden groźny atak przyniósł Francuzom karnego, którego wykorzystał Mbappe. Kolejna akcja dała kolejnego gola, a w roli głównej znów wystąpił Mbappe.

W doliczonym czasie gry Francuzi mieli jeszcze szansę na zwycięską bramkę, ale rywale też. Strzał Messiego obronił Lloris.

W drugiej połowie dogrywki bramkarz Francji już nie dał rady genialnemu Leo, ale… Mbappe nie dał o sobie zapomnieć. Wykorzystał karnego, doprowadził do remisu i dogrywki, przy okazji został królem strzelców mundialu z ośmioma bramkami.

O tytule decydowały rzuty karne, choć w ostatnich dwóch minutach dogrywki Francuzi mieli (niewykorzystaną) sytuację sam na sam.

W karnych nerwy lepiej opanowali Argentyńczycy, wygrali 4:2 i zostali mistrzami świata. Odzyskali tytuł po 36 latach!

To był ostatni mundial znakomitego Leo Messiego i ostatni telewizyjnego komentatora Dariusza Szpakowskiego.

Sędziowska czwórka prowadząca mecz finałowy: Szymon Marciniak, Paweł Sokolnicki, Tomasz Marciniak i Tomasz Kwiatkowski zapisała się, co najważniejsze bardzo pozytywnie, na kartach historii światowego futbolu. Więcej osiągnąć w tym fachu po prostu nie można. To sędziowski top topów.

Finał mistrzostw świata

Argentyna – Francja 3:3 (2:0, 2:2), karne 4:2

1:0 – Messi (23, karny), 2:0 – Di Maria (36), 2:1 – Mbappe (80, karny), 2:2 – Mbappe (81), 3:2 – Messi (109), 3:3 – Mbappe (118, karny)

Po zaciętym, emocjonującym i widowiskowym pojedynku o trzecie miejsce Chorwacja pokonała rewelację turnieju – Maroko 2:1. „Maroko – fantastyczny mundial. Chorwacja – gwarancja jakości, poświęcenia i walki. Piękny mecz” – napisał Zbigniew Boniek. Na dwóch kolejnych mundialach Chorwaci przegrali tylko dwa spotkania na 14 rozegranych!

Miało być tak źle, a wyszło tak dobrze. Katar 2022 – to miał być najgorszy mundial świata – rozegrany zimą, bez odpowiednich przygotowań drużyn, w kraju, który ma wiele za pazuchą. Tymczasem okazało się, że najważniejsza jest piłka nożna, która jest ponad podziałami, jednoczy ludzi na trybunach i przed ekranami telewizorów, promuje pozytywne emocje i wartości, na dodatek dostarcza widowisk na najwyższym poziomie dramaturgii i niespodzianki.

Nie bez znaczenia jest też olbrzymia kasa, którą kumuluje. Zyski FIFA w kolejnym cyklu mundialowym (2022-26) wzrosną z 7,5 do 11 miliardów dolarów. Nic dziwnego, że organizacja chciałaby, żeby mundial odbywał się nawet co dwa lata, a w finałach grało nawet… pół futbolowego świata! Mam nadzieję, że żądza zysku nie wygrała ze zdrowym rozsądkiem.

Mundial. Piłka nożna coraz bardziej przypomina piłkę… ręczną

W piłkarskich mistrzostw świata Europa nadal ma przewagę, ale nie można mówić o dominacji. W półfinałach Chorwacja zagra z Argentyną, a Maroko z obrońcą tytułu – Francją. Co pokazują dotychczasowe pojedynki?

Piłka nożna jest coraz bliższa piłce… ręcznej. Gra po obwodzie, aż do znudzenia i zaśnięcia, sprawia że pierwsze połowy, nawet tych hitowych meczów, są trudne do przełknięcia. Czyhanie na jeden jedyny błąd przeciwnika, możliwość strzału z dystansu – tak wygląda większość pierwszych 45 minut mistrzowskich starć. Więcej walki, prób odbioru piłki, niż składnych akcji, kończonych uderzeniami na bramkę.

Co można z tym fantem zrobić? Zmniejszyć liczbę grających do dziesięciu w każdej drużynie! Nie, taka epokowa zmiana w futbolu jest dziś niemożliwa. Interes taki, jaki on dziś jest, jest po prostu złoty i nikt nie będzie wprowadzał w nim rewolucyjnych zmian. Może zatem poszukać wzorów w… rugby i wprowadzić karę wykluczenia na 10 minut za każdą ujrzaną żółtą kartkę. To mogłoby mieć wielki wpływ na przebieg spotkań, może, bo oczywiście żadnej pewności nie ma, wpłynęłoby pozytywnie na jego atrakcyjność.

A wracając do mundialu. Trenerzy od przygotowania ogólnego zawodników powinni zarabiać nie mniej niż główni szkoleniowcy. Sukcesy w mistrzostwach, co pokazuje drużyna Maroka, można wybiegać, mając żelazną kondycję, a przy tym jednak spore umiejętności, charakter, determinację i prezentując ogromne zaangażowanie wszystkich piłkarzy mundialowej kadry, bo przy takim nastawieniu, każdy (no może poza rezerwowymi bramkarzami) okazuje się potrzebny. Historia lubi się powtarzać. Ja doskonale pamiętam, jak mundialowy Kopciuszek – Polska zdobywał mistrzowskie szczyty w 1974 roku.

Reprezentacja Polski na mundialu. Łzawa bajeczka trącąca melodramatycznym i sportowym kiczem

Całą tę sportową opowieść dla smutnych dzieci, że z honorem pożenaliśmy się z mundialem można między bajki włożyć. Jest łzawa, wzruszająca, pełna nadziei na lepszą przyszłość, jednak trącąca melodramatycznym i sportowym kiczem. Gdy się spojrzy na drużyny, które do tej pory nie wywalczyły awansu do 1/4 finału mundialu to reprezentacja Polski zagrała z nich… najgorzej.

Mundialowe aktywa naszego zespołu. Historyczne wygrzebanie się z fazy grupowej. Jedna akcja w meczu z Meksykiem zakończona nieudaną jedenastką. Trzy, cztery akcje w meczu z Arabią i dwie bramki. Wojciech Szczęsny w bramce w spotkaniu z Argentyną. Szkarłatne godło odwagi w pojedynku z Francją. Mało, bardzo mało na budowanie wiary w lepszą futbolową przyszłość.

Dwóch piłkarzy z pewnością przy porannym goleniu może bez zażenowania spojrzeć w lustro. Jednym jest znakomity Wojciech Szczęsny, drugim… Kamil Grosicki, który wszedł na kilka minut w meczu z Francją i zrobił na boisku więcej niż wszyscy polscy skrzydłowi we wszystkich katarskich meczach razem wzięci. Czy taktyczne myślenie, podporządkowane obsesyjnie jednemu celowi (awans! awans!) trenera Czesława Michniewicza nie zabiło jego zdrowego oglądu kadry, którą posiadał? Wiele wskazuje na to, że można było z ludzi grzejących ławę wykrzesać więcej niż zaliczenie egzotycznych wakacji.

Fumy i fochy słabego na mundialu Roberta Lewandowskiego, kłótnia o kasę (Chorwaci swoje premie przeznaczyli na cele charytatywne!), krytyka, coraz ostrzejsza Czesława Michniewicza, może sprawić, że reprezentacja Polski przed eliminacjami mistrzostw Europy, w których podkreślmy rywale nie są najmocniejsi, przejdzie kadrową rewolucję.

Pytanie tylko, czy wyjdzie ona zespołowi na dobre. Zastąpienie Czesława Michniewicza Markiem Papszunem czy Maciejem Skorżą (obaj mają dobre klubowe posady) może się okazać równie przestrzelonym pomysłem jak wcześniejsze powierzenie obowiązków selekcjonera mającym za sobą klubowe sukcesy: Franciszkowi Smudzie, Waldemarowi Fornalikowi czy Jerzemu Brzęczkowi.

Tak forowani przez sprytnych menedżerów i przyklaskujących im bezrefleksyjnie internetowych dziennikarzy – klakierów Jakub Kiwior czy Sebastian Szymański, okazali się futbolowymi przeciętniakami. Muszą się jeszcze dużo, dużo uczyć, żeby osiągnąć reprezentacyjny poziom, o ile w ogóle jest to możliwe. To przykład i dowód na to, że nasz zespół na eliminacje kolejnej wielkiej, futbolowej imprezy będzie raczej pełen dziur do załatania niż drużyną wzbijającą się na wyższy sportowy poziom i goniącą uciekający i to coraz szybciej futbolowy świat.

Cały medialny szum wokół Łódzkiej Nagrody Literackiej im. Juliana Tuwima przepadł w szumie… mundialowym

W Łodzi, ale nie tylko tu, jak nigdzie indziej potrafią zabić propagandowo ważną imprezę. Poeta Jerzy Jarniewicz został laureatem Nagrody Literackiej im. Juliana Tuwima. Wyniki ogłoszono podczas niedzielnej gali finałowej, która rozpoczęła się o godz. 17, w chwili gdy zaczynała się druga połowa meczu Polaków z Francuzami na piłkarskim mundialu. To nie był dobry pomysł. Cały medialny szum wokół nagrody i laureata przepadł w szumie… mundialowym.

Wiem, futbolem interesują się miliony Polaków, literaturą już znacznie, znacznie mniej rodaków, ale… ja, o zgrozo fan futbolu, jestem też fanem literatury i gotów byłem wybrać się na galę. Wierzyłem, że w literackiej rywalizacji zwycięży po raz pierwszy łodzianin i tak właśnie się stało. Jarniewicz, poeta i wykładowca współczesnej literatury angielskiej na Uniwersytecie Łódzkim, to w ogóle wielki wygrany kończącego się literackiego sezonu. Najpierw nagroda Nike, teraz ta w rodzinnym mieście (warta 50 tysięcy złotych). Na liście nominowanych byli: pisarka i eseistka Renata Lis oraz pisarz i felietonista Michał Witkowski.

Chciałem uczestniczyć w tym ważnym wydarzeniu, chciałem posłuchać koncertu zespołu Opla Stasiuk Trzaska. Cóż, koszula bliższa ciału, postawiłem na mundial. Musiałem się obyć literackim smakiem.

Przypomnę. Poprzedni laureaci Nagrody Literackiej im. Juliana Tuwima: Magdalena Tulli, Hanna Krall, Jarosław Marek Rymkiewicz, Michał Głowiński, Ewa Lipska, Izabela Filipiak, Małgorzata Szejnert, Ewa Kuryluk i Wojciech Nowicki.

Łódź nie była jedyna, która chciała się tego dnia wybić ponad piłkarskie mistrzostwa świata. W Bydgoszczy, gdy zaczynał się mecz Polska Francja złoty medal na zimowych pływackich mistrzostwach Polski zdobywał łodzianin Jan Kałusowski, a gdy się kończył na najwyższych stopniach podium stawały łodzianki: Paulina Piechota i Aleksandra Knop. Tu też widać uznano naiwnie, że jest impreza ważniejsza od futbolowych mistrzostw, która nie przepadnie w informacyjnym szumie.

Polacy na mundialu. Niezła gra zdała się psu na budę. Przegrywamy 1:3 z Francją i wracamy do domu

W meczu o awans do grona ośmiu najlepszych drużyn mistrzostw świata w Katarze Polska po walce przegrała z Francją i wraca do domu. Niech będzie to jakieś pocieczenie: walczyliśmy jak równy z równym, prezentując się o niebo lepiej niż w starciu z Argentyną. Cóż, za wrażenia artystyczne w tym sporcie zwycięstw i awansów się nie przyznaje.

W porównaniu z meczem z Argentyną w wyjściowej jedenastce Polski znaleźli się: Kamiński i Sebastian Szymański, zastępując Świderskiego i Bielka.

Polacy zaczęli odważniej niż w spotkaniu z Argentyną, ale niewiele z tego wynikało. Częściej kurczowo bronili swojego przedpola, dając szansę wykazania się Szczęsnemu. W 20 min wyszliśmy z przewagą na połowę rwali. Po strzale Lewandowskiego zza pola karnego piłka poszybowała obok słupka. Polacy (tak tak) przeszli do ofensywy.

Mbappe potrafił biec w tempie 35 km na godzinę, ale na początku meczu wielkiej krzywdy Polakom nie był w stanie zrobić. W 29 min po fatalnej próbie uratowania piłki przez Frankowskiego i kontrze Francuzów, Giroud nie trafił z trzech metrów do pustej polskiej bramki! Potem Szczęsny świetnie sparował strzał Mbappe.

W 37 minucie powinno być 1:0 dla Polski. Po świetnej akcji Polacy trzy razy strzelali na bramkę rywali z kilku metrów, ale uderzeniach Zielińskiego (dwa razy) i Kamińskiego Francuzi wybijali piłkę sprzed własnej bramki.

Nie strzelasz bramki w dogodnej sytuacji, to niestety ją tracisz. Tak to w futbolu już jest. Składny atak Francuzów, podanie Mbappe i juniorski błąd Kiwiora, któremu niczym dziecku pijanemu we mgle uciekł Giroud, przyniósł im gola.

Dobra gra w pierwszej połowie Polaków, najlepsza na tym mundialu, osiem strzałów na bramkę rywali zdały się psu na budę. Przegrywaliśmy z mistrzami świata po akcji, którą można było zatrzymać!

W drugiej połowie postawiliśmy na odwagę i otwartość w grze, bo co innego nam pozostało. Niestety, brakowało dokładnego ostatniego podania i strzału. Ataki rywali były o niebo groźniejsze, w czym pomagali Polacy nieodpowiedzialnymi zagraniami, Giroud zdobył drugiego (pięknego) gola, ale chwilę wcześniej arbiter odgwizdał faula na Szczęsnym. Polacy atakowali, ale bramkowej sytuacji nie wypracowali. Narazili się na kolejną składną kontrę rywali i stracili drugiego gola. A w samej końcówce trzeciego znów za sprawą Mbappe, który o klasę przewyższał innych aktorów tego futbolowego widowiska.

Ożywienie do gry Polaków wniósł Grosicki. Dlaczego pojawił się dopiero w ostatnim meczu na ostatnie minuty?. Po jego akcji arbiter podyktował rzut karny, którego na honorowego gola zamienił Lewandowski. Pierwszy strzał obronił Lloris, ale karny został powtórzony, bo bramkarz wyszedł przed linię. Za drugim razem Lewy się nie pomylił.

Francja – Polska 3:1(1:0)

1:0 – Giroud (44), 2:0 – Mbappe (74), 3:0 – Mbappe (90+1), 3:1 – Lewandowski (90+8, karny)

Polska: Szczęsny – Cash, Glik, Kiwior (86, Bednarek), Bereszyński – Krychowiak (71, Bielik) – Kamiński (71, Zalewski), Zieliński, S. Szymański (64, Milik), Frankowski (86, Grosicki) – Lewandowski

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑