
Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl
Trener Vuković nie pomieszał składem, zostawił tak jak jest i się przeliczył, rozczarowując kibiców porażką z Radomiakiem w samej końcówce 1:2, która może kosztować spadkiem z ekstraklasy. Do tej pory zawodziła gra ofensywna, teraz zawiodła też obronna. I widać było tego marne skutki.
Nie po raz pierwszy okazało się też, że trzech środkowych pomocników spisuje się po prostu źle, mając negatywny wpływ na taką, a nie inną czyli dychawiczną, grę ofensywną Widzewa. Kornvigna pozycji, na której został obsadzony, męczy się okrutnie. Selahi pokaże się raz, drugi, może i trzeci, a potem znika z radarów. Po Shehu – liderze drużyny, zostało odległe wspomnienie. Dziś to błąkający się bez sensu i celu po boisku piłkarz.
Rozumiem, że nie ma zmian, bo nie ma, mimo ogromnych transferów, kim tych trzech zastąpić. Wejście Leragera bez jakiegokolwiek znaczenia. Facet z takim CV (Liga Mistrzów!) miał być królem ekstraklasy, a jest… Niestety, nie on jeden.
I tylko żal, że Łodzianie bez żalu pozbyli się Kerka, który dziś spełnia kluczową rolę w drugiej linii Arki i potrafi dograć piłkę ze stałych fragmentów gry na milimetry.
Teraz do Łodzi przyjedzie Motor Lublin (mecz 26 kwietnia o godz. 14.45). Pokaże się na Widzewskim stadionie kolejny niechciany w Łodzi piłkarz – napastnik Czubak. Motor, po energetycznym i dramatycznym meczu przegrał z GKS w Katowicach 2:3, ale wstydzić się nie ma czego. Walczył do końca. A Czubak wpisał się na listę strzelców i ma już na swoim koncie 16 zdobytych bramek!
Prawda jest oczywista. Widzew, prezentujący w ostatnim spotkaniu ligową… plażę, jest pod ligową ścianą. Jeżeli przegra z Motorem to dziękujemy i do widzenia. Po prostu żegnamy się z ekstraklasą!

Dodaj komentarz