
Fot. Martyna Kowalska, widzew.com
W rankingu największych transferowych przestrzeleń Widzewa i całej polskiej Ekstraklasy, oby to była długo czołówka nie do prześcignięcia. Na czele oczywiście Osman Bukari (transfer wymyślony przez panów Dariusza Adamczuka i Piotra Burlikowskiego), a na niepodważalnym drugim miejscu – Hilary Gong (wynalazł go Tomasz Wichniarek).
Kupiony za 5 milionów euro (ktoś chyba rozum postradał!) Osman Bukari, odchodząc z Łodzi na wypożyczenie, twierdził że Crvena zvezda to jego futbolowa ziemia obiecana. A teraz i tam go nie chcą. Nie ma bowiem na świecie szkoleniowca, który tolerowałby treningowe olewactwo i traktowanie swych zawodowych obowiązków, jak dopust boży. A taki widać jest Bukari, że czy się stoi czy się leży, milionik euro z hakiem, za podpisanie przez naiwniaków z Łodzi kontraktu, się należy.
Oczywiście w starych, bardzo dobrych, czasach znalazłby się człowiek, który szybko pana Bukariego doprowadziłby do sportowego pionu albo zmusił do sportowej ucieczki, tam gdzie pieprz rośnie. O kim myślę? O Krzysiu Surlicie – piłkarzu z umiejętnościami, charakterem i mocnym pionem moralnym. Na dodatek wyjątkowo silną osobowość, o żelaznym (kto doświadczył, to pamięta do dziś) uścisku ręki.
W dzisiejszym rozmemłanym futbolowym świecie żaden menedżer, czy dyrektor sportowy, zanim nie ustali warunków kontraktu, widać nie robi… wywiadu środowiskowego. A powinien! Patrzy tylko, jakie sztuczki gość potrafi zaprezentować, gdzie i jak ostatnio grał czyli jakie ma sportowe CV. A może powinien przede wszystkim spojrzeć, jakim nowy, kreowany na gwiazdę piłkarz, jest człowiekiem, czy charakterologicznie wkomponuje się w zespół. Gdy tego nie robi, a nie robi, to potem wychodzą takie transferowe kwiatki…
A smutna, bardzo smutna, z naszego Łódzkiego punktu widzenia, prawda jest taka, że po zakończeniu wypożyczenia (jakkolwiek się ono skończy) Osman Bukari wróci do Łodzi, bowiem Widzew (oj, naiwny, naiwny) podpisał z nim kontrakt aż do czerwca 2030 roku!

Dodaj komentarz