
Fot. ŁKS Łódź
Wracamy do ligi. ŁKS czeka od razu hitowy, pełen wspomnień, pojedynek z Ruchem Chorzów w Łodzi – 11 października o godz. 14.30.
Łodzianie znów są u siebie. Mogą trenować tam, gdzie znają każdy kąt. Zagrają nie na obcym, a na własnym boisku. Miejmy nadzieję, że przy dopingu nie mniejszej liczby kibiców niż ta, która obserwowała finał kobiecego mundialu. A było ponad 8 tysięcy widzów! Miejmy nadzieję, że mocno zmodernizowana czyli wzmocniona murawa po mundialu nie będzie kartofliskiem i da się na niej grać.
Chce się wierzyć, że trener Grzegorz Szoka, po wpadce w meczu z Pogonią Grodzisk – słabym występie i porażce 0:2, zebrał zespół do kupy, zintegrował go. W spokoju zajął się dopracowaniem szczegółów i wyborem optymalnej jedenastki.
Czas działał na korzyść lidera drużyny – Andreu Arasy. Oby znów był w formie, błyszczał na boisku, wygrywał indywidualne pojedynki, strzelał ważne bramki, a wtedy powinno być dobrze.
Ostatni mecz to był ligowy niewypał, ale przecież były też spotkania, choćby to ze Stalą Mielec (4:0) czy z Puszczą Niepołomice (2:1), gdy Łodzianie pokazali, że mają potencjał i możliwości. Chce się wierzyć, że będą skutecznie walczyć o miejsce w czołówce.

Dodaj komentarz