Widzew przegrał szósty mecz na obcym boisku, choć przez długie minuty, był lepszą drużyną. Ale skoro łodzianie marnowali nawet 200-procentowe sytuacje, to musiało się to źle dla nich skończyć.

Widzew mógł zacząć mecz komfortowo, ale po szybkiej, składnej akcji Baeny z Alvarezem, wycofaniu piłki na 14 metr, niepilnowany Shehu strzelił niestety obok słupka.

Łodzianie mieli kolejną szansę i trudno zrozumieć, dlaczego na tablicy nadal widniał wynik 0:0. Baena niby zrobił wszystko, co powinien. Przerzucił piłkę nad bramkarzem, minął obrońcę, miał przed sobą pustą bramkę i… Uderzył, no raczej pchnął, z dwóch metrów piłkę tak nieudolnie, że ta zanim wtoczyła się do bramki, została wybita przez gospodarzy. Niezwykłe, niesamowite, ale prawdziwe. Takie historie tylko w futbolu.

Do trzech razy sztuka? No, nie tym razem. Czyż zza pola karnego strzelił obok słupka. Gospodarze do przerwy nie mieli choć jednej, tak wyrazistej bramkowej okazji.

Co się odwlecze, to nie uciecze. W drugiej połowie po dobrym prostopadły zagraniu Shehu w uliczkę, Bergier, jak na snajpera z prawdziwego zdarzenia przystało, posłał mocną piłkę pod poprzeczkę. To siódmy gol napastnika w rozgrywkach. Szkoda, że Bergier nie poszedł za ciosem. Siedem minut później, będąc w dogodnej sytuacji, uderzając po długim słupku, minimalnie się pomylił.

Niestety, niewykorzystane sytuacje się mszczą. Pierwsza naprawdę groźna akcja gospodarzy przyniosła im gola. Znakomite podanie wykorzystał snajper Lechii – Bobcek. Oj, trzeba go było lepiej pilnować, bo celnie strzelać potrafi. Inna sprawa, że zachowanie obrońców w tej sytuacji dziecinne niefrasobliwe. Bez pieczołowitego krycia nie ma futbolowego życia. A o tym zapomniał Gallapeni.

Potem, to co już w tym meczu było. tym razem minimalnie pomylił się Czyż. Po długiej przerwie… na walkę z dymem, który zawisła nad stadionem na skutek odpalenia rac, najbardziej rozkojarzeni okazali się obrońcy Widzewa. Najpierw pozwolili na dośrodkowanie, a potem na celny strzał głową Bobceka. To jego dziewiąte trafienie w rozgrywkach, dające trzy punkty gospodarzom.

Czarna, łódzka wyjazdowa rozpacz. Łodzianie takiego napastnika nie mieli. Gdy wszedł Zeqiri zamiast w dobrej sytuacji trafić w piłkę kopnął z przewrotki w… rywala. Nie wiem, śmiać się czy płakać.

Mecz oglądało 14467 kibiców.

W następnej kolejce po reprezentacyjnej przerwie Widzew 22 listopada o godz. 17.30 podejmie Koronę Kielce.

Lechia Gdańsk – Widzew 2:1 (0:0)

0:1 – Bergier (50), 1:1 – Bobcek (59), 2:1 – Bobcek (90+6, głową)

Widzew: Ilić – Andreou, Visus, Żyro, Gallapeni (67, Kozlovsky) – Alvarez (77, Teklić), Czyż (90+7, Zeqiri), Shehu – Baena (77, Ba), Bergier, Fornalczyk (67, Akere)